20.12.2014

4. Puchata historia

Okej, ten rozdział powstawał w bólu i znoju. Jeszcze nigdy nie miałam aż takiej trudności ze skleceniem choćby zdania. Jakaś blokada mnie dopadła. Mam nadzieję, że ten wpis nie jest taki zły jak mi się wydaje i nie zlinczujecie człowieka w komentarzach.
Zaznaczam, że niebetowane, więc radze uważać na nisko latające literówki, powtórzenia, niepotrzebne przecinki itd. Beta powróci to zobaczy ten mój twór. Pozdrawiam cieplutko i czekam na opinie :”3.


Liv pewnym krokiem weszła do biblioteki i kiwnęła obsługującej uczniów bibliotekarce. Koharu Utatane była niezwykle cichą, a jednocześnie chorobliwie przestrzegającą przepisów kobietą. Każdy kto nie zwrócił wypożyczonej pozycji na czas lądował na czarnej liście i musiał w jakiś sposób odpracować swoje winy. Najczęstszą stosowaną przez nią karą było sprzątanie całego pomieszczenia, łącznie z układaniem w alfabetycznym porządku książek. Zadanie żmudne i wyjątkowo nudne, o czym przekonała się pewnego razu Liv o jeden dzień przekraczając termin zwrotu. Jeszcze w życiu się tak nie narobiła przy ścieraniu kurzów i w myślach zapowiedziała, że absolutnie nie będzie posiadała w domu więcej książek niż potrzeba. Drugi raz takiej orki nie zniesie.
Co gorsi delikwenci, przez tydzień musieli pomagać pani Koharu w prowadzeniu biblioteki. Oczywiście konsekwencje ponosiło się również za nieodpowiednie zachowanie na terenie pracy bibliotekarki. Zakłócanie ciszy czy spożywanie posiłków było surowo zabronione. Przypominała odrobinę Danzo z tymi swoimi restrykcjami, ale ku uldze młodzieży nie grasowała po korytarzach jak on, szukając nowych ofiar.
            Liv na poprzedniej przerwie, została poproszona przez wychowawcę o przyniesienie egzemplarzu Szekspira na zajęcia literatury. I chociaż lekko się poirytowała, że akurat ona została oddelegowała do tego zadania zamiast dyżurnego, to bez szemrania powlokła się w odpowiednie miejsce. W końcu obowiązująca w tej szkole zasada brzmiała zaskakująco prosto, z nauczycielem nie wygrasz.
Mrucząc pod nosem, zlokalizowała odpowiedni regał i podeszła do półek. Bardzo szybko odnalazła właściwy tom, ale wtedy wyniknął pewien problem. Książka została ustawiona na najwyższej półce, a Liv nigdzie w pobliżu nie zauważyła małej drabinki, używanej przez bibliotekarkę. Chcąc nie chcąc stanęła na palcach i z frustracją odnotowała, że tylko końcami palców muska przeklętą książkę.
— Piekło i szatani — wyburczała, chwytając za bok regału i podciągając się na nim odrobinę. Nie miała odwagi aby użyć więcej siły, ponieważ patrząc na ich wiekowość przypuszczała, że nie wytrzymają takiego nacisku, a co dopiero większego ciężaru. Wyciągnęła się jak struna dając sobie ostatnią szansę na zdjęcie przedmiotu zanim pójdzie szukać pomocy, gdy nagle, tuż za plecami wyczuła czyjąś obecność. Chwilę później na oczach Liv, męska dłoń sprzątnęła jej książkę sprzed nosa na co sapnęła zaskoczona.
 Marszcząc brwi, błyskawicznie opadła na całe stopy i obróciła się na pięcie. Miała swoje przypuszczenia kto przed momentem dmuchał na jej odsłonięty kark i chciała zobaczyć czy się czasem nie pomyliła. Tym bardziej, że rozpoznawała tajemniczą kończynę która mignęła Liv przed oczami. Zadziwiająco często w ostatnim czasie stykała się z nią w różnych sytuacjach i coś przypuszczała, że teraz nie jest inaczej. Widząc kto przed nią stoi, westchnęła ciężko. Tak jak myślała, znowu spotkała Itachiego Uchihe.
— Unikasz mnie — stwierdził, obserwując dziewczynę spod rzęs. Oparł się barkiem o regał i skrzyżował ramiona na piersi, czekając na wyjaśnienia.
— Nie, raczej badam teren czy czasem rzeczywiście nie ma w tej szkole lepszego partnera od ciebie — mruknęła, wyrywając mu z dłoni książkę. Odrobinę nagięła prawdę, bo rzeczywiście od paru dni robiła co mogła aby nie spotkać Uchihy, ale przy okazji rozglądała się też za innym osobnikiem płci męskiej do duetu. Co w tym złego, że szukała ewentualnej alternatywy?
— I co, znalazłaś? — Uśmiechnął się drwiąco, dobrze znając odpowiedź. Faktem było, że miał rację i nikt poza jego kuzynem nie mógł z nim rywalizować. Bez wysiłku zdobywał najlepsze osiągnięcia zarówno w sporcie jak i w nauce.
Liv zacisnęła mocno zęby i fukając ze złości, demonstracyjnie spojrzała w bok. Nie lubiła kiedy musiała przyznawać Itachiemu rację. Odczuwała to jako ujmę na honorze, a co najgorsze, wyglądało na to, że powinna chyba się zacząć do tego przyzwyczajać, bo jak do tej pory z niczym się nie pomylił.
— Po twojej uroczej minie wnioskuję, że nie — podsumował, a Liv aż brew zadrgała nerwowo, kiedy wyłapała w jego głosie minimalną nutkę zadowolenia.
— Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy…
— Niezupełnie. — Itachi bezceremonialne wszedł w słowo Senju i przysunął się bliżej, zmuszając dziewczynę aby oparła się plecami o książki. Położył dłoń na półce przy twarzy Liv, wbijając w nią intensywne spojrzenie.
— Co ty wyprawiasz? — syknęła z irytacją, cofając się jeszcze bardziej. Sapnęła cicho, gdy przez ten ruch uderzyła się w tył głowy i roztarła bolące miejsce patrząc na Uchihę z przyganą.
— Ja tylko gwarantuję sobie twoją pełną uwagę — wyjaśnił, a Liv aż się zagapiła na jego leniwy uśmiech, który przyśpieszył prace jej serca. Kiedy tylko dotarło do niej gdzie właśnie patrzy, błyskawicznie podniosła wzrok na oczy Itachiego dochodząc do wniosku, że to najbezpieczniejszy wybór. Cóż, nie mogła powiedzieć żeby było specjalnie łatwiej, ale przynajmniej nie zapominała co chciała powiedzieć. Odchrząknęła cicho, próbując się pozbyć nagłej suchości w gardle i mruknęła:
— Niepotrzebnie, bo wcześniej też ją miałeś.
— Ale nie aż taką — odpowiedział cicho, a Liv stwierdziła, że ma jakieś dziwne problemy ze skupieniem się na tym co do niej mówił. Zamiast zrozumieć sens i jakoś zareagować, bardziej interesowały ją rzęsy i brzmienie głosu chłopaka. Zdecydowanie powinna się wziąć w garść. — I to też zapobiega ewentualnej ucieczce.
— Czemu miałabym niby uciekać? — Na słowo ucieczka, mózg Senju zareagował błyskawicznie, momentalnie przetwarzając usłyszane informacje.
— To ty mi odpowiedz. Faktem jest, że za każdym razem kiedy się zbytnio zbliżam wyraźnie się spinasz, ale nad tym popracujemy później.
— Jak niby, popracujemy później? — Liv miała wrażenie, że w tej rozmowie coś jej wyraźnie umyka. I jak w końcu zrozumie o co chodzi, to będzie miała ochotę walić głową w ścianę przez swoja głupotę.
Itachi całkowicie zignorował pytanie posyłając dziewczynie długie spojrzenie, a następnie nacisnął bardziej na półkę.
Wtedy do uszu Liv dotarł charakterystyczny trzask i bez zastanowienia skoczyła do przodu, niemal zwalając Uchihę z nóg. Chłopak z sapnięciem uderzył o inny regał, po czym łypnął na Senju spod groźnie zmrużonych powiek. Nie wyglądał na zachwyconego tym niespodziewanym atakiem.
Liv całkowicie zignorowała jawną niewerbalną groźbę Itachiego, bardziej zafrapowana tym co się stało. Rumor jaki usłyszała za plecami nie wróżył nic dobrego, zwłaszcza, że Uchiha zamiast jakoś skomentować jej zachowanie skupił się na tym co działo się za nią.
Nie odsuwając się ani milimetr od bruneta, Liv odwróciła się i aż jęknęła ze zgrozy. Praktycznie wszystkie półki w regale zostały poobrywane, tylko trzy od góry były nienaruszone, a książki walały się po posadzce dopełniając obrazu zniszczenia.
— Co tam się wyprawia?! — Oboje usłyszeli donośny, skrzeczący głos bibliotekarki i charakterystyczny dźwięk obcasów, co jasno sugerowało, że mają bardzo mało czasu na ucieczkę. Liczyła się każda sekunda.
— Cholera, pani Koharu nas żywcem ze skóry obedrze. Zmywamy się — mruknęła Liv mocniej zaciskając palce na trzymanej książce i momentalnie ruszając do wyjścia. Miała już rękę na klamce kiedy zauważyła, że Itachi ani drgnął. Po jego minie widziała, że prawdopodobnie zamierzał się przyznać, ale to i tak nie ustrzegłoby go od kary. Mamrotając setki przekleństw, rzuciła szybkie spojrzenie w głąb biblioteki i w mgnieniu oka dopadła do chłopaka, złapała za nadgarstek i na siłę wywlekła z pomieszczenia.
Kiedy oddalili się wystarczająco aby nie zostali złapani, Liv zatrzymała się i głośno sapiąc oparła o ścianę. Łypnęła z politowaniem na przyglądającego się jej Uchihę.
— Matko, Uchiha. Co ty, nie masz za grosz instynktu samozachowawczego?! — warknęła przez zęby, gromiąc chłopaka spojrzeniem. Gdy wreszcie uspokoiła oddech, wyprostowała się i dźgnęła bruneta palcem w pierś. — Chłopie, chyba ci życie niemiłe. — Doprawdy, co on sobie wyobrażał stojąc tam jak kołek i czekając na lincz. Liv z załamaniem przyłożyła dłoń do czoła.
— Zamierzałem powiedzieć prawdę.
— Oczywiście, a pani Koharu zaakceptowałaby twoje słowa bez mrugnięcia powieką — rzuciła z sarkazmem, przewracając teatralnie oczami. Naiwność niektórych ludzi nie znała granic. Miał szczęście, że chociaż po drodze nie zgubiła książki, po która została wysłana do biblioteki.
— Jednak, to ciekawe, że zawróciłaś po mnie — stwierdził, całkiem ignorując wypowiedź dziewczyny i patrząc na nią spod rzęs. Zrobił krok w przód i ujął Liv za podbródek zmuszając do uniesienia głowy.
— Nie powinieneś sobie za dużo wyobrażać, po prostu dbam o… własne interesy  — odpowiedziała z lekkim zająknięciem kiedy pochylił się niżej, tak, że dzieliły ich tylko centymetry.
— Własne interesy… — powtórzył z powątpiewaniem, owiewając oddechem jej wargi. Usta drgnęły mu w lekkim uśmiechu, jak przylgnęła bardziej do ściany bardzo usilnie starając się zignorować jego działania, a jednocześnie nie zrobiła nic aby go odepchnąć.
— Oczywiście — przytaknęła szeptem, z trudem przełykając ślinę.
— Rozumiem — wymruczał cicho, nie spuszczając z niej wzroku. W następnej chwili w oczach Itachiego pojawił się podstępny błysk, gdy uniósł nadgarstek. — Skoro już nie musisz dbać o „własne interesy” to może mnie jednak już puścisz?
Dopiero wtedy do Liv dotarło, że wciąż zaciska palce na przegubie bruneta nie pozwalając się oddalić. Przez dobrą minutę gapiła się w niedowierzaniu na własną kończynę zastanawiając się jak to się stało, po czym odchrząknęła zmieszana, momentalnie zabierając dłoń.
— Wybacz.
Itachi zaśmiał się cicho przyglądając się zażenowaniu Liv. Pokręcił z rozbawieniem głową, mówiąc:
— Jutro odbywają się wstępne eliminacje, wpadnę po ciebie.
— Oczywiście — prychnęła przewracając oczami gdy się odsunął, a ona mogła wreszcie swobodnie zaczerpnąć powietrza.

***

Liv z głośnym mruknięciem uchyliła powieki słysząc irytujący dźwięk dzwonka przy drzwiach. Wciąż nieprzytomnie przekręciła głowę, zerkając na stojący na szafce budzik i jęknęła bezgłośnie. Dochodziła siódma rano, więc powinna wstać dopiero za piętnaście minut, a przez jakiegoś idiotę musi podnieść się wcześniej. Zmęczonym ruchem przetarła zaspaną twarz i zsunęła się z materaca. Idąc korytarzem łypnęła oskarżycielsko na śpiącego na grzbiecie Moro, zazdroszcząc mu kamiennego snu. Podobno psy są dobrymi stróżami, pomyślała z sarkazmem kiedy ten zachrapał głośno, głuchy na dobijanie do wejścia. Zabawne, że dzięki temu włochatemu stworzeniu niby miała czuć się bezpieczniej.
Wciąż trąc oczy, odblokowała zamki i otworzyła drzwi. To kogo za nimi zobaczyła sprawiło, że zamrugała intensywnie zastanawiając się czy czasem nie ma zwidów.
— Dłużej się nie dało? — odezwał się Itachi, i Liv już wiedziała, że to wcale nie sen. Niski i wyjątkowo przyjemny głos chłopaka, zbyt realnie zabrzmiał w jej uszach. Zmierzył Senju od gołych stóp do rozczochranych włosów, dłużej zatrzymując wzrok na rozciągniętej koszulce z logiem jakiejś muzycznej kapeli i krótkich spodenkach.
— Uwierz, że jakbym wiedziała, że to ty się dobijasz to byłoby dłużej — prychnęła, opierając się o futrynę i patrząc na niego złośliwie. Całkowicie zapomniała, że miał po nią przyjść, chociaż właściwie pamiętała, ale nie sadziła, że mówił poważnie. Po chwili westchnęła ciężko robiąc mu przejście. — Wejdź. Jak widzisz jestem niegotowa, więc musisz poczekać.
Nie czekając aż Uchiha ściągnie buty, powlekła się do kuchni i nastawiła wodę. Słysząc za sobą ciche kroki, wyjęła z szafki dwa ceramiczne kubki oraz oparła się tyłem o blat, odwracając w stronę gościa. Obserwowała jak Itachi zajmuje miejsce przy stole, a następnie głaska Moro, który wepchnął mu łeb na kolana domagając się uwagi. Ogon psa chodził jak wentylator, ukazując wyraźne zadowolenie zwierzaka z otrzymywanych pieszczot.
— Napijesz się czegoś? — zapytała, łypiąc nieprzyjaźnie na futrzaka, zdegustowana tym, że nawet jej własny pies dał się nabrać na magię Uchihy.
— Herbaty.
Bez słowa wrzuciła do naczyń torebeczki i zalała wrzątkiem. Podsunęła jeden kubek chłopakowi, stawiając obok cukiernicę. Przez chwilę patrzyła jak w ciszy miesza napój całkowicie ignorując oferowany cukier, aż w końcu zdecydowała się odezwać.
— Przed wyjściem, muszę jeszcze wyprowadzić Moro na spacer.
— Nie ma pośpiechu, testy są o dziesiątej — mruknął, upijając niewielki łyk i patrząc przez okno. Ciemne oczy śledziły nielicznych przechodniów. — Zdążysz na spokojnie zjeść, ubrać się i ogarnąć psa. Na czas testów, uczestnicy są zwolnieni z zajęć.
— Powinnam cię uszkodzić, że tak wcześnie mnie obudziłeś — burknęła z niezadowoleniem, zbierając się do wyjścia z kuchni. — Jest sens pytać jak zdobyłeś mój adres?
— Mam swoje sposoby — stwierdził zamyślonym tonem po czym zerknął na Senju kątem oka, rozsiadając się wygodniej. Rozejrzał się po niewielkiej kuchni, poświęcając najwięcej uwagi suszarce do naczyń. Liv nie wiedziała co może być w niej ciekawego, ale kto tam za tym typem nadąży.
— Idę się ogarnąć — mruknęła, zostawiając go samego i idąc do pokoju. Mamrotają pod nosem o zbyt wczesnych pobudkach, zgarnęła z półki świeży mundurek  i podreptała do łazienki.
Nie chcąc aby Uchiha przebywał zbyt długo sam, błyskawicznie wykonała poranną toaletę i już ostatnimi pociągnięciami szczotki rozczesywała poplątane włosy. Dzisiejszego poranka pobiła swój własny rekord w szykowaniu, a wszystko po to aby nie dać brunetowi szansy na myszkowanie po mieszkaniu. Nie wykazywała zbytniego entuzjazmu na myśl, że Itachi pałęta się jej po domu i dlatego wolała się pośpieszyć.
Wróciła do kuchni i momentalnie zmarszczyła nos na zastany obrazek. Ku zdumieniu Liv, Itachi siedział dokładnie w tej samej pozycji w jakiej go zostawiła, ale czekało na nią śniadanie. Uniosła brew, z zawahaniem podchodząc do stołu i odsuwając krzesło. Nie miała bladego pojęcia jak dał radę to przygotować, nie robiąc żadnego hałasu.
— Nie jadam śniadań — mruknęła, chwytając widelec i dźgając parującą jajecznice. Prawdą było, że nie spożywała porannych posiłków wyłącznie ze swojego lenistwa. Obywając się bez nich mogła dłużej pospać.
— Domyśliłem się — odpowiedział dopijając herbatę i zanosząc naczynie do zlewu.
Oczy Liv zrobiły się wielkie jak spodki, kiedy je umył i odstawił do wyschnięcia. Dopiero wtedy zlokalizowała stojącą obok umytą patelnię.
— A ty nie jesz? — zapytała, gdy się wreszcie otrząsnęła z szoku.
Musiała przyznać, że widok Itachiego u niej domu był dziwny, jakby lekko abstrakcyjny. Gdyby ktoś powiedział Liv, że kiedyś będzie u siebie gościć Uchihę to padłaby ze śmiechu. A jakby jeszcze dodał, że zrobi dla niej śniadanie to poleciłaby mu kilku dobrych psychiatrów. Któżby uwierzył, że szkolna gwiazda właśnie opiera się w mieszkaniu Liv o szafkę, ze skrzyżowanymi ramionami na piersi patrząc na nią uważnie. Odpowiedź była krótka, nikt.
— Zjadłem w domu.
— Aha — mruknęła pod nosem, zabierając się za jedzenie. Czuła się zdecydowanie dziwnie pod bacznym spojrzeniem Itachiego więc bez ociągania, wchłonęła jajecznicę najszybciej jak mogła.

***

Liv wyłoniła się zza zakrętu z konsternacją dostrzegając sporą grupkę przed drzwiami od sali. Na oko oszacowała, że do eliminacji zgłosiło się około dwudziestu osób, innymi słowy dziesięć par. Było to trochę więcej niż obstawiała, ale nie stanowiło to większego problemu. W końcu i tak zamierzała wszystkich pokonać. 
Przesuwała wzrok po konkurentach w myślach analizując ich umiejętności. Większość obecnych na miejscu dziewcząt zdecydowanie odrzuciła jako realne zagrożenie. Kojarzyła mniej więcej ich możliwości z rywalizacji między klasowych i miała prawie pewność, że zrobi z nich miazgę. Każda bardziej skupiała się bardziej na własnym wyglądzie niż na doskonaleniu jakichkolwiek umiejętności. Za szczyt wysiłku uważały przebranie się w stroje sportowe na zajęcia fizyczne. Oczywiście później robiły co mogły aby w żaden sposób nie brać w nich udziału w strachu o własne paznokcie. Jednym słowem stado pustych laluń.
Prawdziwy problem mogły stanowić dwie pary oparte pod ścianą. Kuzyn Uchihy rozmawiający z bliżej nieznaną jej platynową blondynką i Uzuki Yugao z jakimś nieznanym chłopakiem.
Nawet jeśli ich partnerzy to ostatnie łamagi, z mózgami wielkości orzeszka laskowego — w co Liv wątpiła — to ta dwójka spokojnie mogła nadrobić te braki z nawiązką.
Yugao znała z licznych turniejów szermierczych, gdzie zdobywała najwyższe odznaczenia. Do tego bardzo często była wyróżniania przez dyrektora na koniec roku szkolnego za dobre osiągnięcia w nauce. Cechowała się niezwykłą determinacją i stalowymi nerwami w nawet najbardziej kryzysowych sytuacjach.
Natomiast Shisui był cholernie sprawny i szybki, charyzmatyczny a do tego posiadał umysł ostry jak brzytwa. Nie raz nie dwa obserwowała go w akcji podczas międzyszkolnych rywalizacji. Przewodził piłkarzom ręcznym co roku zdobywając z nimi najważniejsze trofea. Zdecydowanie nie ułatwi im przebrnięcia przez te eliminacje.
Liv skrzywiła się mimowolnie zerkając przez ramię na towarzyszącego jej Itachiego. Chłopak oprał się o ścianę z półprzymkniętymi powiekami i całkiem ignorował otaczających uczniów. Przyglądając się jego nonszalanckiemu zachowaniu Liv miała ogromną nadzieję, że jest tak samo utalentowany jak kuzyn. Jeśli nie, to są ugotowani.
Nagle drzwi od sali otworzyły się z rozmachem na co stojący najbliżej uczniowie podskoczyli ze strachu. Stojący w progu wicedyrektor zacmokał z dezaprobatą, a powieki zmrużyły mu się ostrzegawczo.
— Marnie to widzę jeżeli tak łatwo was zaskoczyć i przestraszyć. Zapraszam do środka. — Pokazał im gestem aby ruszyli za nim. Oparł się o stojące przy oknie biurko a kiedy wszyscy wtłoczyli się do środka, nakazał zamknąć drzwi i rozejrzał się po obecnych.
— Cóż… jest tu trochę śmietanki naszej szkoły — powiedział powoli, dłużej zatrzymując wzrok na Uchihach. — Ale jak widzę nie brakuję też osób, które zdecydowanie przeceniają swoje możliwości.
Sugestywnie przeniósł spojrzenie na jakąś niską dziewczynę, która momentalnie schowała się za towarzyszącego jej chłopaka. Widząc to Dano uśmiechnął się ironicznie.
— Jednak przejdźmy do rzeczy… przed wami dwa etapy. Pierwszy polega między innymi na rozwiązaniu ćwiczeń z tych zeszytów. — Wskazał na stertę leżącą na blacie mebla o który się opierał, wciąż nie spuszczając oczu z lekko bladych kandydatów. — W ten sposób sprawdzę waszą umiejętność logicznego myślenia, szybkość reakcji i spostrzegawczość. Ten test w głównej mierze ma za zadanie wyeliminowanie idiotów. — Shimura uśmiechnął się przebiegle do stojących przed nim uczniów i utkwił wzrok w jakimś dryblasie pod ścianą, który poruszył się nerwowo. — Pytania są proste, o ile tylko ktoś potrafi użyć mózgu i wyciągać właściwe wnioski. Wystarczy krzta inteligencji, aby przejść ten sprawdzian pomyślnie.
Liv przekrzywiła lekko głowę w zamyśleniu. Jeżeli Danzo mówił, że coś jest łatwe to z pewnością takie nie było, a przynajmniej śmiała w to poważnie wątpić. Mężczyzna bardzo często wykazywał z widoczną radością, ignorancję i głupotę pechowców, mających nieszczęście nadepnąć mu na odcisk.  Liv miała pewność, że teraz celowo próbował ich złamać, zastraszyć co samo w sobie też ich sprawdzało. Shimura chciał wypróbować odporność kandydatów na stres.
Senju wyczuwała wiszące w powietrzu napięcie i niepewność innych uczestników, na co kąciki ust zadrgały jej z zadowolenia. Im bardziej byli zdenerwowani tym lepiej dla niej. Łatwiej popełnią błąd, a ona na tym skorzysta.
— Siadajcie w wyznaczonych miejscach. — Danzo odwrócił się na pięcie i pomaszerował w stronę tablicy.
— Powodzenia — szept Itachiego połaskotał Liv w ucho na co warknęła pod nosem. Zlekceważyła jego cichy śmiech i rozcierając mrowiącą skórę, wymamrotała:
— Nie spieprz tego, Uchiha.
— Cokolwiek rozkażesz.
Gdy wszyscy ulokowali się w swoich ławkach, Shimura obrzucił każdego z nich srogim spojrzeniem i wziął zeszyty z pytaniami.
— Jak zdążyliście zauważyć, każda z ławek ma ściany boczne, które mają za zadanie zapobiec ściąganiu od pozostałych uczestników testów. — Maszerował pomiędzy uczniami rozdając materiały, a kiedy skończył, ponownie ulokował się na przodzie sali. Skrzyżował ramiona na piersi i patrząc na zegarek, uśmiechnął się złośliwie. — Odpowiedzi zapisujecie na małej karteczce, którą znajdziecie w każdym zeszycie. Byłbym zapomniał, do drugiego etapu eliminacji przechodzą cztery pary z najlepszymi wynikami. Mam nadzieję, że czujecie się odpowiednio zmotywowani… Macie pół godziny, czas start.
Liv krytycznie spojrzała na rzucony jej kajet. Trzydzieści minut na wykonanie sześćdziesięciu zadań to stanowczo za mało. Do tego, jedynym urządzeniem odmierzającym trwanie egzaminu był zegarek na przegubie Danzo i bez niego przed nosem, nie będą mieć świadomości upływającego czasu. Tym sposobem każdy dostał kolejny powód do stresu.
Stuknęła ponaglająco długopisem o blat. Musiała się skupić. Z ulgą odnotowała, że zadania rzeczywiście nie stanowiły trudności, jeśli nakierowało się na logiczne myślenie i wpadło w odpowiedni rytm.
Zaciskając zęby przyśpieszyła analizy, wyczuwając instynktownie, że do końca zostało jakieś pięć minut.
— Skończyłem.
Słysząc męski głos za sobą, Liv zmarszczyła brwi. To było fizycznie niemożliwe żeby zdążyć zrobić wszystko przed czasem. Ona dotarła do pięćdziesiątego szóstego polecenia, a poświęcała około pół minuty na każde zagadnienie. Mniej się nie dało, chyba że znało się wcześniej odpowiedzi…
— Koniec. Odkładacie długopisy. — Danzo błyskawicznie zebrał kartki z odpowiedziami i odłożył na biurko. W zamian dostali inne i każdy przyglądał się im z lekką konsternacją. — Teraz mam dla was planszę, podzieloną na trzydzieści sześć kwadratów. W każdym z nich zapisana jest liczba od pięćdziesiąt w górę, rozmieszczone są one losowo. Tu dajmy na to jest pięćdziesiąt. — Wskazał palcem na górny lewy róg planszy. — A tu pięćdziesiąt jeden. — Przesunął rękę, mniej więcej na środek. — Obok tej liczby, w prawym dolnym rogu jest inna, i to ją zapisujecie do karty odpowiedzi, zgodnie z wzrostem głównej. Czyli na przykład, teraz szukam pięćdziesiąt jeden i w karcie zapisuję znajdującą się obok niej liczbę dwadzieścia trzy. Kolejna to pięćdziesiąt dwa, a wpisuję osiemnaście. Proste? Proste. Nawet człowiek nieogarnięty powinien to załapać — podsumował, z drwiącym błyskiem w oku. — Teraz zmienię planszę, bo nie może być tak łatwo. Większość z was znając reguły już zaczęła zapamiętywać rozmieszczenie kolejnych liczb. — Zza biurka wyciągnął inną i wciąż nieodwróconą powiesił na tablicy. — Zaczynacie od liczby czterdzieści siedem. Macie na to piętnaście minut, powodzenia. — Szybkim ruchem ręki odsłonił nowy kwadrat do analizy.

***

Liv wychodząc z sali czuła się wykończona umysłowo. Po twarzach reszty uczestników widziała, że oni też nie czują się najlepiej. Co słabsze psychicznie uczennice chlipały w rękawy swoich partnerów, przytłoczone poziomem zadań.
Wzdychając ciężko, potarła skronie. Liv męczyło coś innego. Pogrążona we własnych myślach nawet nie zwróciła uwagi, że Itachi objął ją ramieniem, bardziej zafrapowana ostatnim zadaniem. Nie zdążyła rozwiązać go do końca, ale ku jej uldze prawdopodobnie nikt się nie wyrobił. Przynajmniej żaden z uczestników się nie wyrwał z oddaniem kartki przed czasem tak jak to było przy poprzednim poleceniu. To stanowiło jakieś pocieszenie w obecnej sytuacji. Przygryzła usta, ponownie analizując w głowie rozwiązane zadania.
Nagle poczuła delikatne pstryknięcie w nos i to ono, skutecznie wyrwało ją z zamyślenia. Marszcząc brwi uniosła wzrok, na przyglądającego się jej Uchihę. Już otwierała usta aby wyrazić głośno swoje oburzenie na tak obcesowe zachowanie chłopaka, kiedy dotknął palcem jej warg nakazując milczenie. Z oczami wielkimi jak spodki, skonsternowana zezowała na dłoń Itachiego zastanawiając się dlaczego właściwie na to pozwala.
— Przestań dumać — poradził, i po chwili rozejrzał się po reszcie uczestników, koncentrując się na opartym o ścianę chłopaku, w którym Liv momentalnie rozpoznała jego kuzyna.
Shisui ze skrzyżowanymi ramionami na piersi, obserwował ich spod rzęs i uśmiechał się delikatnie. Po chwili powiedział coś do swojej partnerki i ruszył w stronę Itachiego i Liv. Z rękami w kieszeniach zatrzymał się przed Itachim, a w niemal czarnych tęczówkach zamigotały mu wesołe iskierki.
— Czyli jednak nie odpuściłeś — zauważył, przekrzywiając lekko głowę. Ciemne oczy przesunęły się na Liv, a uśmiech jakby poszerzył.
— Jak widać.
— Dobrze, dzięki twojej obecności rywalizacja będzie ciekawsza — podsumował Shisui, poklepując kuzyna po ramieniu, za co został obdarzony zdegustowanym łypnięciem. Mrugnął wesoło do Liv i dorzucił: — Niech wygra lepszy.

8 komentarzy:

  1. "...ale nad tym popracujemy później" haha juz się nie mogę doczekać :D cała scena w bibliotece na wielkim plusie. Co do momentu gdy Liv otworzyła drzwi sądziłem ze Itachi wejdzie "na chama" nie patrząc na jej reakcje :D myślałem też że z tym kuzynem to Itaś żartował i ze nie jest on jakimś większym lub mniejszym powodem pomocy Liv.
    Ten test, skąd taki pomysł? sam bym chyba czegoś takiego nie wymyślił. Oczywiscie to też na plus :D
    Życzę duuuużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i oczywiście śniadanko na plus :D

      Usuń
    2. Cieszy mnie, że Ci się spodobała opcja pracy Itachiego nad Liv. Skoro mają razem współpracować to muszą się jakoś dotrzeć :"D.
      Sprawa z kuzynem jest ciągle otwarta, że tak powiem^^. Nic nie jest powiedziane do końca, i wiele może jeszcze się zdarzyć. A pomysł na test, przyznam się bez bicia, że zaczerpnęłam go z życia. Sama podobny przechodziłam i nieźle się na nim namęczyłam, więc stwierdzając, że takie doświadczenie nie może pójść w las, i zadania były całkiem interesujące, to wprowadziłam go do opowiadania.
      No musiał Itachi zadbać o śniadanie, bo bez porannego posiłku nie ma dobrego myślenia. W myśl tej zasady Liv musiała zostać nakarmiona XD.
      Dziękuję za komcia i pozdrawiam :3

      Usuń
  2. śniadanie od Itachiego oczywiście cudowne, tak jak i scena w bibliotece, widać, że Liv coś zaczyna do niego czuć :) mam nadzieje, że wygrają eliminacje. brakuje mi tylko jakiejś informacji, dlaczego Liv mieszka sama, chyba, że coś mi umknęło. Rozdział za krótki jak zawsze :) ale i cudowny jak zawsze. pisz nowe rozdziały Puchatej historii i ZR, bo kocham to jak piszesz.
    nowa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celowo nie podałam jeszcze informacji dlaczego Liv mieszka sama^^. Wszystko zostanie wyjaśnione później, więc nie bój nic Nowa.
      Śniadanie od Itachiego nie może nie być cudowne, to w końcu Uchiha xD.
      Dziękuję za miłe słowa i postaram się jakoś ogarnąć, aby napisać kolejny rozdział ZR. Mam nadzieję, że ten brak weny jest chwilowy :*

      Usuń
  3. Pomoc w bibliotece, śniadanie, takie małe czułostki ze strony Itachi'ego... Raaany, ta Liv ma dopiero życie! Bardzo fajnie napisane sceny, podoba mi sie ta różnorodność, bonie nudzisz jednymi i tymi samymi scenami ;D. I jest też Shisui! ;
    Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że jego ostatnie słowa tzn.:" Niech wygra lepszy" nie odnoszą sie tylko i wyłącznie do eliminacji, ale tez troche do Liv... Kurde, chyba za bardzo kombinuje, ale serio tak mi sie wydaje ;p. W dodatku Itachi patrzył na niego po wyjściu (szukam spisków, chyba xd).

    Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieje, że wena Ci dopisuje, a jak nie to przesyłam wszystkie jej pokłady! Życzę Ci też moja kochana zdrowych i szczęśliwych świąt, genialnej zabawy na Sylwestra i by kolejny rok obfitował w same dobre rzeczy, a także masę nowych rozdziałów, pomysłów i weny ! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnorodność scen... Powiem Ci, że miałam niezłe rozkminy, co jeszcze uczniowie robią w szkole XD. I tak powstała scena w "Za regałami"^^. Scena na terenie prywatnym miała wyglądać zupełnie inaczej niż to. Samo jakoś się napisało... Jedyne co było zaplanowane od początku do końca to testy, tia... ma się tą rozpiskę do fabuły XDD.
      Co to interakcji miedzy Itachim a kuzynem... węszysz, że coś nie gra i dobrze niuchasz, ale nic nie powiem :x. Czytajcie a zostanie Wam objawione :"D.
      Dziękuję za Wenę, jej nigdy dość. Moon, ja też życzę Ci wszystkiego dobrego na święta i pijanego Sylwestra, z litościwym kacem dzień po <3. Buziaki i jeszcze raz dziękuję :*

      Usuń