Okej, ten
rozdział powstawał w bólu i znoju. Jeszcze nigdy nie miałam aż takiej trudności
ze skleceniem choćby zdania. Jakaś blokada mnie dopadła. Mam nadzieję, że ten
wpis nie jest taki zły jak mi się wydaje i nie zlinczujecie człowieka w
komentarzach.
Zaznaczam, że
niebetowane, więc radze uważać na nisko latające literówki, powtórzenia,
niepotrzebne przecinki itd. Beta powróci to zobaczy ten mój twór. Pozdrawiam cieplutko
i czekam na opinie :”3.
Liv pewnym
krokiem weszła do biblioteki i kiwnęła obsługującej uczniów bibliotekarce.
Koharu Utatane była niezwykle cichą, a jednocześnie chorobliwie przestrzegającą
przepisów kobietą. Każdy kto nie zwrócił wypożyczonej pozycji na czas lądował
na czarnej liście i musiał w jakiś sposób odpracować swoje winy. Najczęstszą
stosowaną przez nią karą było sprzątanie całego pomieszczenia, łącznie z
układaniem w alfabetycznym porządku książek. Zadanie żmudne i wyjątkowo nudne,
o czym przekonała się pewnego razu Liv o jeden dzień przekraczając termin
zwrotu. Jeszcze w życiu się tak nie narobiła przy ścieraniu kurzów i w myślach
zapowiedziała, że absolutnie nie będzie posiadała w domu więcej książek niż potrzeba.
Drugi raz takiej orki nie zniesie.
Co gorsi
delikwenci, przez tydzień musieli pomagać pani Koharu w prowadzeniu biblioteki.
Oczywiście konsekwencje ponosiło się również za nieodpowiednie zachowanie na
terenie pracy bibliotekarki. Zakłócanie ciszy czy spożywanie posiłków było
surowo zabronione. Przypominała odrobinę Danzo z tymi swoimi restrykcjami, ale
ku uldze młodzieży nie grasowała po korytarzach jak on, szukając nowych ofiar.
Liv
na poprzedniej przerwie, została poproszona przez wychowawcę o przyniesienie
egzemplarzu Szekspira na zajęcia literatury. I chociaż lekko się poirytowała,
że akurat ona została oddelegowała do tego zadania zamiast dyżurnego, to bez
szemrania powlokła się w odpowiednie miejsce. W końcu obowiązująca w tej szkole
zasada brzmiała zaskakująco prosto, z nauczycielem nie wygrasz.
Mrucząc pod
nosem, zlokalizowała odpowiedni regał i podeszła do półek. Bardzo szybko
odnalazła właściwy tom, ale wtedy wyniknął pewien problem. Książka została
ustawiona na najwyższej półce, a Liv nigdzie w pobliżu nie zauważyła małej
drabinki, używanej przez bibliotekarkę. Chcąc nie chcąc stanęła na palcach i z
frustracją odnotowała, że tylko końcami palców muska przeklętą książkę.
— Piekło i
szatani — wyburczała, chwytając za bok regału i podciągając się na nim
odrobinę. Nie miała odwagi aby użyć więcej siły, ponieważ patrząc na ich
wiekowość przypuszczała, że nie wytrzymają takiego nacisku, a co dopiero
większego ciężaru. Wyciągnęła się jak struna dając sobie ostatnią szansę na
zdjęcie przedmiotu zanim pójdzie szukać pomocy, gdy nagle, tuż za plecami
wyczuła czyjąś obecność. Chwilę później na oczach Liv, męska dłoń sprzątnęła
jej książkę sprzed nosa na co sapnęła zaskoczona.
Marszcząc
brwi, błyskawicznie opadła na całe stopy i obróciła się na pięcie. Miała swoje
przypuszczenia kto przed momentem dmuchał na jej odsłonięty kark i chciała
zobaczyć czy się czasem nie pomyliła. Tym bardziej, że rozpoznawała tajemniczą
kończynę która mignęła Liv przed oczami. Zadziwiająco często w ostatnim czasie
stykała się z nią w różnych sytuacjach i coś przypuszczała, że teraz nie jest
inaczej. Widząc kto przed nią stoi, westchnęła ciężko. Tak jak myślała, znowu
spotkała Itachiego Uchihe.
— Unikasz mnie —
stwierdził, obserwując dziewczynę spod rzęs. Oparł się barkiem o regał i
skrzyżował ramiona na piersi, czekając na wyjaśnienia.
— Nie, raczej
badam teren czy czasem rzeczywiście nie ma w tej szkole lepszego partnera od
ciebie — mruknęła, wyrywając mu z dłoni książkę. Odrobinę nagięła prawdę, bo
rzeczywiście od paru dni robiła co mogła aby nie spotkać Uchihy, ale przy
okazji rozglądała się też za innym osobnikiem płci męskiej do duetu. Co w tym
złego, że szukała ewentualnej alternatywy?
— I co,
znalazłaś? — Uśmiechnął się drwiąco, dobrze znając odpowiedź. Faktem było, że
miał rację i nikt poza jego kuzynem nie mógł z nim rywalizować. Bez wysiłku
zdobywał najlepsze osiągnięcia zarówno w sporcie jak i w nauce.
Liv zacisnęła
mocno zęby i fukając ze złości, demonstracyjnie spojrzała w bok. Nie lubiła
kiedy musiała przyznawać Itachiemu rację. Odczuwała to jako ujmę na honorze, a
co najgorsze, wyglądało na to, że powinna chyba się zacząć do tego
przyzwyczajać, bo jak do tej pory z niczym się nie pomylił.
— Po twojej
uroczej minie wnioskuję, że nie — podsumował, a Liv aż brew zadrgała nerwowo,
kiedy wyłapała w jego głosie minimalną nutkę zadowolenia.
— Skoro wszystko
sobie wyjaśniliśmy…
— Niezupełnie. —
Itachi bezceremonialne wszedł w słowo Senju i przysunął się bliżej, zmuszając
dziewczynę aby oparła się plecami o książki. Położył dłoń na półce przy twarzy
Liv, wbijając w nią intensywne spojrzenie.
— Co ty
wyprawiasz? — syknęła z irytacją, cofając się jeszcze bardziej. Sapnęła cicho,
gdy przez ten ruch uderzyła się w tył głowy i roztarła bolące miejsce patrząc
na Uchihę z przyganą.
— Ja tylko
gwarantuję sobie twoją pełną uwagę — wyjaśnił, a Liv aż się zagapiła na jego
leniwy uśmiech, który przyśpieszył prace jej serca. Kiedy tylko dotarło do niej
gdzie właśnie patrzy, błyskawicznie podniosła wzrok na oczy Itachiego dochodząc
do wniosku, że to najbezpieczniejszy wybór. Cóż, nie mogła powiedzieć żeby było
specjalnie łatwiej, ale przynajmniej nie zapominała co chciała powiedzieć.
Odchrząknęła cicho, próbując się pozbyć nagłej suchości w gardle i mruknęła:
— Niepotrzebnie,
bo wcześniej też ją miałeś.
— Ale nie aż
taką — odpowiedział cicho, a Liv stwierdziła, że ma jakieś dziwne problemy ze
skupieniem się na tym co do niej mówił. Zamiast zrozumieć sens i jakoś
zareagować, bardziej interesowały ją rzęsy i brzmienie głosu chłopaka.
Zdecydowanie powinna się wziąć w garść. — I to też zapobiega ewentualnej
ucieczce.
— Czemu miałabym
niby uciekać? — Na słowo ucieczka, mózg Senju zareagował błyskawicznie,
momentalnie przetwarzając usłyszane informacje.
— To ty mi
odpowiedz. Faktem jest, że za każdym razem kiedy się zbytnio zbliżam wyraźnie
się spinasz, ale nad tym popracujemy później.
— Jak niby,
popracujemy później? — Liv miała wrażenie, że w tej rozmowie coś jej wyraźnie
umyka. I jak w końcu zrozumie o co chodzi, to będzie miała ochotę walić głową w
ścianę przez swoja głupotę.
Itachi
całkowicie zignorował pytanie posyłając dziewczynie długie spojrzenie, a
następnie nacisnął bardziej na półkę.
Wtedy do uszu
Liv dotarł charakterystyczny trzask i bez zastanowienia skoczyła do przodu,
niemal zwalając Uchihę z nóg. Chłopak z sapnięciem uderzył o inny regał, po czym
łypnął na Senju spod groźnie zmrużonych powiek. Nie wyglądał na zachwyconego
tym niespodziewanym atakiem.
Liv całkowicie
zignorowała jawną niewerbalną groźbę Itachiego, bardziej zafrapowana tym co się
stało. Rumor jaki usłyszała za plecami nie wróżył nic dobrego, zwłaszcza, że
Uchiha zamiast jakoś skomentować jej zachowanie skupił się na tym co działo się
za nią.
Nie odsuwając
się ani milimetr od bruneta, Liv odwróciła się i aż jęknęła ze zgrozy.
Praktycznie wszystkie półki w regale zostały poobrywane, tylko trzy od góry
były nienaruszone, a książki walały się po posadzce dopełniając obrazu
zniszczenia.
— Co tam się
wyprawia?! — Oboje usłyszeli donośny, skrzeczący głos bibliotekarki i charakterystyczny
dźwięk obcasów, co jasno sugerowało, że mają bardzo mało czasu na ucieczkę.
Liczyła się każda sekunda.
— Cholera, pani
Koharu nas żywcem ze skóry obedrze. Zmywamy się — mruknęła Liv mocniej
zaciskając palce na trzymanej książce i momentalnie ruszając do wyjścia. Miała
już rękę na klamce kiedy zauważyła, że Itachi ani drgnął. Po jego minie
widziała, że prawdopodobnie zamierzał się przyznać, ale to i tak nie
ustrzegłoby go od kary. Mamrotając setki przekleństw, rzuciła szybkie
spojrzenie w głąb biblioteki i w mgnieniu oka dopadła do chłopaka, złapała za
nadgarstek i na siłę wywlekła z pomieszczenia.
Kiedy oddalili
się wystarczająco aby nie zostali złapani, Liv zatrzymała się i głośno sapiąc
oparła o ścianę. Łypnęła z politowaniem na przyglądającego się jej Uchihę.
— Matko, Uchiha.
Co ty, nie masz za grosz instynktu samozachowawczego?! — warknęła przez zęby,
gromiąc chłopaka spojrzeniem. Gdy wreszcie uspokoiła oddech, wyprostowała się i
dźgnęła bruneta palcem w pierś. — Chłopie, chyba ci życie niemiłe. — Doprawdy,
co on sobie wyobrażał stojąc tam jak kołek i czekając na lincz. Liv z
załamaniem przyłożyła dłoń do czoła.
— Zamierzałem
powiedzieć prawdę.
— Oczywiście, a
pani Koharu zaakceptowałaby twoje słowa bez mrugnięcia powieką — rzuciła z
sarkazmem, przewracając teatralnie oczami. Naiwność niektórych ludzi nie znała
granic. Miał szczęście, że chociaż po drodze nie zgubiła książki, po która
została wysłana do biblioteki.
— Jednak, to
ciekawe, że zawróciłaś po mnie — stwierdził, całkiem ignorując wypowiedź
dziewczyny i patrząc na nią spod rzęs. Zrobił krok w przód i ujął Liv za
podbródek zmuszając do uniesienia głowy.
— Nie powinieneś
sobie za dużo wyobrażać, po prostu dbam o… własne interesy —
odpowiedziała z lekkim zająknięciem kiedy pochylił się niżej, tak, że dzieliły
ich tylko centymetry.
— Własne
interesy… — powtórzył z powątpiewaniem, owiewając oddechem jej wargi. Usta
drgnęły mu w lekkim uśmiechu, jak przylgnęła bardziej do ściany bardzo usilnie
starając się zignorować jego działania, a jednocześnie nie zrobiła nic aby go
odepchnąć.
— Oczywiście —
przytaknęła szeptem, z trudem przełykając ślinę.
— Rozumiem —
wymruczał cicho, nie spuszczając z niej wzroku. W następnej chwili w oczach
Itachiego pojawił się podstępny błysk, gdy uniósł nadgarstek. — Skoro już nie
musisz dbać o „własne interesy” to może mnie jednak już puścisz?
Dopiero wtedy do
Liv dotarło, że wciąż zaciska palce na przegubie bruneta nie pozwalając się
oddalić. Przez dobrą minutę gapiła się w niedowierzaniu na własną kończynę
zastanawiając się jak to się stało, po czym odchrząknęła zmieszana, momentalnie
zabierając dłoń.
— Wybacz.
Itachi zaśmiał
się cicho przyglądając się zażenowaniu Liv. Pokręcił z rozbawieniem głową,
mówiąc:
— Jutro odbywają
się wstępne eliminacje, wpadnę po ciebie.
— Oczywiście —
prychnęła przewracając oczami gdy się odsunął, a ona mogła wreszcie swobodnie
zaczerpnąć powietrza.
***
Liv z głośnym
mruknięciem uchyliła powieki słysząc irytujący dźwięk dzwonka przy drzwiach.
Wciąż nieprzytomnie przekręciła głowę, zerkając na stojący na szafce budzik i
jęknęła bezgłośnie. Dochodziła siódma rano, więc powinna wstać dopiero za
piętnaście minut, a przez jakiegoś idiotę musi podnieść się wcześniej.
Zmęczonym ruchem przetarła zaspaną twarz i zsunęła się z materaca. Idąc korytarzem
łypnęła oskarżycielsko na śpiącego na grzbiecie Moro, zazdroszcząc mu
kamiennego snu. Podobno psy są dobrymi stróżami, pomyślała z sarkazmem kiedy
ten zachrapał głośno, głuchy na dobijanie do wejścia. Zabawne, że dzięki temu
włochatemu stworzeniu niby miała czuć się bezpieczniej.
Wciąż trąc oczy,
odblokowała zamki i otworzyła drzwi. To kogo za nimi zobaczyła sprawiło, że
zamrugała intensywnie zastanawiając się czy czasem nie ma zwidów.
— Dłużej się nie
dało? — odezwał się Itachi, i Liv już wiedziała, że to wcale nie sen. Niski i
wyjątkowo przyjemny głos chłopaka, zbyt realnie zabrzmiał w jej uszach.
Zmierzył Senju od gołych stóp do rozczochranych włosów, dłużej zatrzymując
wzrok na rozciągniętej koszulce z logiem jakiejś muzycznej kapeli i krótkich
spodenkach.
— Uwierz, że
jakbym wiedziała, że to ty się dobijasz to byłoby dłużej — prychnęła, opierając
się o futrynę i patrząc na niego złośliwie. Całkowicie zapomniała, że miał po
nią przyjść, chociaż właściwie pamiętała, ale nie sadziła, że mówił poważnie.
Po chwili westchnęła ciężko robiąc mu przejście. — Wejdź. Jak widzisz jestem
niegotowa, więc musisz poczekać.
Nie czekając aż
Uchiha ściągnie buty, powlekła się do kuchni i nastawiła wodę. Słysząc za sobą
ciche kroki, wyjęła z szafki dwa ceramiczne kubki oraz oparła się tyłem o blat,
odwracając w stronę gościa. Obserwowała jak Itachi zajmuje miejsce przy stole,
a następnie głaska Moro, który wepchnął mu łeb na kolana domagając się uwagi.
Ogon psa chodził jak wentylator, ukazując wyraźne zadowolenie zwierzaka z
otrzymywanych pieszczot.
— Napijesz się
czegoś? — zapytała, łypiąc nieprzyjaźnie na futrzaka, zdegustowana tym, że
nawet jej własny pies dał się nabrać na magię Uchihy.
— Herbaty.
Bez słowa
wrzuciła do naczyń torebeczki i zalała wrzątkiem. Podsunęła jeden kubek
chłopakowi, stawiając obok cukiernicę. Przez chwilę patrzyła jak w ciszy miesza
napój całkowicie ignorując oferowany cukier, aż w końcu zdecydowała się
odezwać.
— Przed
wyjściem, muszę jeszcze wyprowadzić Moro na spacer.
— Nie ma
pośpiechu, testy są o dziesiątej — mruknął, upijając niewielki łyk i patrząc
przez okno. Ciemne oczy śledziły nielicznych przechodniów. — Zdążysz na
spokojnie zjeść, ubrać się i ogarnąć psa. Na czas testów, uczestnicy są
zwolnieni z zajęć.
— Powinnam cię
uszkodzić, że tak wcześnie mnie obudziłeś — burknęła z niezadowoleniem,
zbierając się do wyjścia z kuchni. — Jest sens pytać jak zdobyłeś mój adres?
— Mam swoje
sposoby — stwierdził zamyślonym tonem po czym zerknął na Senju kątem oka,
rozsiadając się wygodniej. Rozejrzał się po niewielkiej kuchni, poświęcając
najwięcej uwagi suszarce do naczyń. Liv nie wiedziała co może być w niej
ciekawego, ale kto tam za tym typem nadąży.
— Idę się
ogarnąć — mruknęła, zostawiając go samego i idąc do pokoju. Mamrotają pod nosem
o zbyt wczesnych pobudkach, zgarnęła z półki świeży mundurek i podreptała
do łazienki.
Nie chcąc aby
Uchiha przebywał zbyt długo sam, błyskawicznie wykonała poranną toaletę i już
ostatnimi pociągnięciami szczotki rozczesywała poplątane włosy. Dzisiejszego
poranka pobiła swój własny rekord w szykowaniu, a wszystko po to aby nie dać
brunetowi szansy na myszkowanie po mieszkaniu. Nie wykazywała zbytniego
entuzjazmu na myśl, że Itachi pałęta się jej po domu i dlatego wolała się
pośpieszyć.
Wróciła do
kuchni i momentalnie zmarszczyła nos na zastany obrazek. Ku zdumieniu Liv,
Itachi siedział dokładnie w tej samej pozycji w jakiej go zostawiła, ale
czekało na nią śniadanie. Uniosła brew, z zawahaniem podchodząc do stołu i
odsuwając krzesło. Nie miała bladego pojęcia jak dał radę to przygotować, nie
robiąc żadnego hałasu.
— Nie jadam
śniadań — mruknęła, chwytając widelec i dźgając parującą jajecznice. Prawdą
było, że nie spożywała porannych posiłków wyłącznie ze swojego lenistwa.
Obywając się bez nich mogła dłużej pospać.
— Domyśliłem się
— odpowiedział dopijając herbatę i zanosząc naczynie do zlewu.
Oczy Liv zrobiły
się wielkie jak spodki, kiedy je umył i odstawił do wyschnięcia. Dopiero wtedy
zlokalizowała stojącą obok umytą patelnię.
— A ty nie jesz?
— zapytała, gdy się wreszcie otrząsnęła z szoku.
Musiała
przyznać, że widok Itachiego u niej domu był dziwny, jakby lekko abstrakcyjny.
Gdyby ktoś powiedział Liv, że kiedyś będzie u siebie gościć Uchihę to padłaby
ze śmiechu. A jakby jeszcze dodał, że zrobi dla niej śniadanie to poleciłaby mu
kilku dobrych psychiatrów. Któżby uwierzył, że szkolna gwiazda właśnie opiera
się w mieszkaniu Liv o szafkę, ze skrzyżowanymi ramionami na piersi patrząc na
nią uważnie. Odpowiedź była krótka, nikt.
— Zjadłem w
domu.
— Aha — mruknęła
pod nosem, zabierając się za jedzenie. Czuła się zdecydowanie dziwnie pod
bacznym spojrzeniem Itachiego więc bez ociągania, wchłonęła jajecznicę
najszybciej jak mogła.
***
Liv wyłoniła się
zza zakrętu z konsternacją dostrzegając sporą grupkę przed drzwiami od sali. Na
oko oszacowała, że do eliminacji zgłosiło się około dwudziestu osób, innymi
słowy dziesięć par. Było to trochę więcej niż obstawiała, ale nie stanowiło to
większego problemu. W końcu i tak zamierzała wszystkich pokonać.
Przesuwała wzrok
po konkurentach w myślach analizując ich umiejętności. Większość obecnych na
miejscu dziewcząt zdecydowanie odrzuciła jako realne zagrożenie. Kojarzyła
mniej więcej ich możliwości z rywalizacji między klasowych i miała prawie
pewność, że zrobi z nich miazgę. Każda bardziej skupiała się bardziej na
własnym wyglądzie niż na doskonaleniu jakichkolwiek umiejętności. Za szczyt
wysiłku uważały przebranie się w stroje sportowe na zajęcia fizyczne.
Oczywiście później robiły co mogły aby w żaden sposób nie brać w nich udziału w
strachu o własne paznokcie. Jednym słowem stado pustych laluń.
Prawdziwy
problem mogły stanowić dwie pary oparte pod ścianą. Kuzyn Uchihy rozmawiający z
bliżej nieznaną jej platynową blondynką i Uzuki Yugao z jakimś nieznanym
chłopakiem.
Nawet jeśli ich
partnerzy to ostatnie łamagi, z mózgami wielkości orzeszka laskowego — w co Liv
wątpiła — to ta dwójka spokojnie mogła nadrobić te braki z nawiązką.
Yugao znała z
licznych turniejów szermierczych, gdzie zdobywała najwyższe odznaczenia. Do
tego bardzo często była wyróżniania przez dyrektora na koniec roku szkolnego za
dobre osiągnięcia w nauce. Cechowała się niezwykłą determinacją i stalowymi
nerwami w nawet najbardziej kryzysowych sytuacjach.
Natomiast Shisui
był cholernie sprawny i szybki, charyzmatyczny a do tego posiadał umysł ostry
jak brzytwa. Nie raz nie dwa obserwowała go w akcji podczas międzyszkolnych
rywalizacji. Przewodził piłkarzom ręcznym co roku zdobywając z nimi
najważniejsze trofea. Zdecydowanie nie ułatwi im przebrnięcia przez te eliminacje.
Liv skrzywiła
się mimowolnie zerkając przez ramię na towarzyszącego jej Itachiego. Chłopak
oprał się o ścianę z półprzymkniętymi powiekami i całkiem ignorował
otaczających uczniów. Przyglądając się jego nonszalanckiemu zachowaniu Liv
miała ogromną nadzieję, że jest tak samo utalentowany jak kuzyn. Jeśli nie, to
są ugotowani.
Nagle drzwi od
sali otworzyły się z rozmachem na co stojący najbliżej uczniowie podskoczyli ze
strachu. Stojący w progu wicedyrektor zacmokał z dezaprobatą, a powieki
zmrużyły mu się ostrzegawczo.
— Marnie to
widzę jeżeli tak łatwo was zaskoczyć i przestraszyć. Zapraszam do środka. —
Pokazał im gestem aby ruszyli za nim. Oparł się o stojące przy oknie biurko a
kiedy wszyscy wtłoczyli się do środka, nakazał zamknąć drzwi i rozejrzał się po
obecnych.
— Cóż… jest tu
trochę śmietanki naszej szkoły — powiedział powoli, dłużej zatrzymując wzrok na
Uchihach. — Ale jak widzę nie brakuję też osób, które zdecydowanie przeceniają
swoje możliwości.
Sugestywnie
przeniósł spojrzenie na jakąś niską dziewczynę, która momentalnie schowała się
za towarzyszącego jej chłopaka. Widząc to Dano uśmiechnął się ironicznie.
— Jednak
przejdźmy do rzeczy… przed wami dwa etapy. Pierwszy polega między innymi na
rozwiązaniu ćwiczeń z tych zeszytów. — Wskazał na stertę leżącą na blacie mebla
o który się opierał, wciąż nie spuszczając oczu z lekko bladych kandydatów. — W
ten sposób sprawdzę waszą umiejętność logicznego myślenia, szybkość reakcji i
spostrzegawczość. Ten test w głównej mierze ma za zadanie wyeliminowanie
idiotów. — Shimura uśmiechnął się przebiegle do stojących przed nim uczniów i
utkwił wzrok w jakimś dryblasie pod ścianą, który poruszył się nerwowo. —
Pytania są proste, o ile tylko ktoś potrafi użyć mózgu i wyciągać właściwe
wnioski. Wystarczy krzta inteligencji, aby przejść ten sprawdzian pomyślnie.
Liv przekrzywiła
lekko głowę w zamyśleniu. Jeżeli Danzo mówił, że coś jest łatwe to z pewnością
takie nie było, a przynajmniej śmiała w to poważnie wątpić. Mężczyzna bardzo
często wykazywał z widoczną radością, ignorancję i głupotę pechowców, mających
nieszczęście nadepnąć mu na odcisk. Liv miała pewność, że teraz celowo
próbował ich złamać, zastraszyć co samo w sobie też ich sprawdzało. Shimura
chciał wypróbować odporność kandydatów na stres.
Senju wyczuwała
wiszące w powietrzu napięcie i niepewność innych uczestników, na co kąciki ust
zadrgały jej z zadowolenia. Im bardziej byli zdenerwowani tym lepiej dla niej.
Łatwiej popełnią błąd, a ona na tym skorzysta.
— Siadajcie w
wyznaczonych miejscach. — Danzo odwrócił się na pięcie i pomaszerował w stronę
tablicy.
— Powodzenia —
szept Itachiego połaskotał Liv w ucho na co warknęła pod nosem. Zlekceważyła
jego cichy śmiech i rozcierając mrowiącą skórę, wymamrotała:
— Nie spieprz
tego, Uchiha.
— Cokolwiek
rozkażesz.
Gdy wszyscy
ulokowali się w swoich ławkach, Shimura obrzucił każdego z nich srogim
spojrzeniem i wziął zeszyty z pytaniami.
— Jak
zdążyliście zauważyć, każda z ławek ma ściany boczne, które mają za zadanie
zapobiec ściąganiu od pozostałych uczestników testów. — Maszerował pomiędzy
uczniami rozdając materiały, a kiedy skończył, ponownie ulokował się na
przodzie sali. Skrzyżował ramiona na piersi i patrząc na zegarek, uśmiechnął
się złośliwie. — Odpowiedzi zapisujecie na małej karteczce, którą znajdziecie w
każdym zeszycie. Byłbym zapomniał, do drugiego etapu eliminacji przechodzą
cztery pary z najlepszymi wynikami. Mam nadzieję, że czujecie się odpowiednio
zmotywowani… Macie pół godziny, czas start.
Liv krytycznie
spojrzała na rzucony jej kajet. Trzydzieści minut na wykonanie sześćdziesięciu
zadań to stanowczo za mało. Do tego, jedynym urządzeniem odmierzającym trwanie
egzaminu był zegarek na przegubie Danzo i bez niego przed nosem, nie będą mieć
świadomości upływającego czasu. Tym sposobem każdy dostał kolejny powód do
stresu.
Stuknęła
ponaglająco długopisem o blat. Musiała się skupić. Z ulgą odnotowała, że
zadania rzeczywiście nie stanowiły trudności, jeśli nakierowało się na logiczne
myślenie i wpadło w odpowiedni rytm.
Zaciskając zęby
przyśpieszyła analizy, wyczuwając instynktownie, że do końca zostało jakieś
pięć minut.
— Skończyłem.
Słysząc męski
głos za sobą, Liv zmarszczyła brwi. To było fizycznie niemożliwe żeby zdążyć
zrobić wszystko przed czasem. Ona dotarła do pięćdziesiątego szóstego
polecenia, a poświęcała około pół minuty na każde zagadnienie. Mniej się nie
dało, chyba że znało się wcześniej odpowiedzi…
— Koniec.
Odkładacie długopisy. — Danzo błyskawicznie zebrał kartki z odpowiedziami i
odłożył na biurko. W zamian dostali inne i każdy przyglądał się im z lekką
konsternacją. — Teraz mam dla was planszę, podzieloną na trzydzieści sześć
kwadratów. W każdym z nich zapisana jest liczba od pięćdziesiąt w górę,
rozmieszczone są one losowo. Tu dajmy na to jest pięćdziesiąt. — Wskazał palcem
na górny lewy róg planszy. — A tu pięćdziesiąt jeden. — Przesunął rękę, mniej
więcej na środek. — Obok tej liczby, w prawym dolnym rogu jest inna, i to ją
zapisujecie do karty odpowiedzi, zgodnie z wzrostem głównej. Czyli na przykład,
teraz szukam pięćdziesiąt jeden i w karcie zapisuję znajdującą się obok niej
liczbę dwadzieścia trzy. Kolejna to pięćdziesiąt dwa, a wpisuję osiemnaście.
Proste? Proste. Nawet człowiek nieogarnięty powinien to załapać — podsumował, z
drwiącym błyskiem w oku. — Teraz zmienię planszę, bo nie może być tak łatwo.
Większość z was znając reguły już zaczęła zapamiętywać rozmieszczenie kolejnych
liczb. — Zza biurka wyciągnął inną i wciąż nieodwróconą powiesił na tablicy. —
Zaczynacie od liczby czterdzieści siedem. Macie na to piętnaście minut, powodzenia.
— Szybkim ruchem ręki odsłonił nowy kwadrat do analizy.
***
Liv wychodząc z
sali czuła się wykończona umysłowo. Po twarzach reszty uczestników widziała, że
oni też nie czują się najlepiej. Co słabsze psychicznie uczennice chlipały w
rękawy swoich partnerów, przytłoczone poziomem zadań.
Wzdychając
ciężko, potarła skronie. Liv męczyło coś innego. Pogrążona we własnych myślach
nawet nie zwróciła uwagi, że Itachi objął ją ramieniem, bardziej zafrapowana
ostatnim zadaniem. Nie zdążyła rozwiązać go do końca, ale ku jej uldze
prawdopodobnie nikt się nie wyrobił. Przynajmniej żaden z uczestników się nie
wyrwał z oddaniem kartki przed czasem tak jak to było przy poprzednim
poleceniu. To stanowiło jakieś pocieszenie w obecnej sytuacji. Przygryzła usta,
ponownie analizując w głowie rozwiązane zadania.
Nagle poczuła
delikatne pstryknięcie w nos i to ono, skutecznie wyrwało ją z zamyślenia.
Marszcząc brwi uniosła wzrok, na przyglądającego się jej Uchihę. Już otwierała
usta aby wyrazić głośno swoje oburzenie na tak obcesowe zachowanie chłopaka,
kiedy dotknął palcem jej warg nakazując milczenie. Z oczami wielkimi jak
spodki, skonsternowana zezowała na dłoń Itachiego zastanawiając się dlaczego
właściwie na to pozwala.
— Przestań dumać
— poradził, i po chwili rozejrzał się po reszcie uczestników, koncentrując się
na opartym o ścianę chłopaku, w którym Liv momentalnie rozpoznała jego kuzyna.
Shisui ze
skrzyżowanymi ramionami na piersi, obserwował ich spod rzęs i uśmiechał się
delikatnie. Po chwili powiedział coś do swojej partnerki i ruszył w stronę
Itachiego i Liv. Z rękami w kieszeniach zatrzymał się przed Itachim, a w niemal
czarnych tęczówkach zamigotały mu wesołe iskierki.
— Czyli jednak
nie odpuściłeś — zauważył, przekrzywiając lekko głowę. Ciemne oczy przesunęły
się na Liv, a uśmiech jakby poszerzył.
— Jak widać.
— Dobrze, dzięki
twojej obecności rywalizacja będzie ciekawsza — podsumował Shisui, poklepując
kuzyna po ramieniu, za co został obdarzony zdegustowanym łypnięciem. Mrugnął
wesoło do Liv i dorzucił: — Niech wygra lepszy.
"...ale nad tym popracujemy później" haha juz się nie mogę doczekać :D cała scena w bibliotece na wielkim plusie. Co do momentu gdy Liv otworzyła drzwi sądziłem ze Itachi wejdzie "na chama" nie patrząc na jej reakcje :D myślałem też że z tym kuzynem to Itaś żartował i ze nie jest on jakimś większym lub mniejszym powodem pomocy Liv.
OdpowiedzUsuńTen test, skąd taki pomysł? sam bym chyba czegoś takiego nie wymyślił. Oczywiscie to też na plus :D
Życzę duuuużo weny!
i oczywiście śniadanko na plus :D
UsuńCieszy mnie, że Ci się spodobała opcja pracy Itachiego nad Liv. Skoro mają razem współpracować to muszą się jakoś dotrzeć :"D.
UsuńSprawa z kuzynem jest ciągle otwarta, że tak powiem^^. Nic nie jest powiedziane do końca, i wiele może jeszcze się zdarzyć. A pomysł na test, przyznam się bez bicia, że zaczerpnęłam go z życia. Sama podobny przechodziłam i nieźle się na nim namęczyłam, więc stwierdzając, że takie doświadczenie nie może pójść w las, i zadania były całkiem interesujące, to wprowadziłam go do opowiadania.
No musiał Itachi zadbać o śniadanie, bo bez porannego posiłku nie ma dobrego myślenia. W myśl tej zasady Liv musiała zostać nakarmiona XD.
Dziękuję za komcia i pozdrawiam :3
śniadanie od Itachiego oczywiście cudowne, tak jak i scena w bibliotece, widać, że Liv coś zaczyna do niego czuć :) mam nadzieje, że wygrają eliminacje. brakuje mi tylko jakiejś informacji, dlaczego Liv mieszka sama, chyba, że coś mi umknęło. Rozdział za krótki jak zawsze :) ale i cudowny jak zawsze. pisz nowe rozdziały Puchatej historii i ZR, bo kocham to jak piszesz.
OdpowiedzUsuńnowa :*
Celowo nie podałam jeszcze informacji dlaczego Liv mieszka sama^^. Wszystko zostanie wyjaśnione później, więc nie bój nic Nowa.
UsuńŚniadanie od Itachiego nie może nie być cudowne, to w końcu Uchiha xD.
Dziękuję za miłe słowa i postaram się jakoś ogarnąć, aby napisać kolejny rozdział ZR. Mam nadzieję, że ten brak weny jest chwilowy :*
Pomoc w bibliotece, śniadanie, takie małe czułostki ze strony Itachi'ego... Raaany, ta Liv ma dopiero życie! Bardzo fajnie napisane sceny, podoba mi sie ta różnorodność, bonie nudzisz jednymi i tymi samymi scenami ;D. I jest też Shisui! ;
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu, ale mam wrażenie, że jego ostatnie słowa tzn.:" Niech wygra lepszy" nie odnoszą sie tylko i wyłącznie do eliminacji, ale tez troche do Liv... Kurde, chyba za bardzo kombinuje, ale serio tak mi sie wydaje ;p. W dodatku Itachi patrzył na niego po wyjściu (szukam spisków, chyba xd).
Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieje, że wena Ci dopisuje, a jak nie to przesyłam wszystkie jej pokłady! Życzę Ci też moja kochana zdrowych i szczęśliwych świąt, genialnej zabawy na Sylwestra i by kolejny rok obfitował w same dobre rzeczy, a także masę nowych rozdziałów, pomysłów i weny ! ;*
Różnorodność scen... Powiem Ci, że miałam niezłe rozkminy, co jeszcze uczniowie robią w szkole XD. I tak powstała scena w "Za regałami"^^. Scena na terenie prywatnym miała wyglądać zupełnie inaczej niż to. Samo jakoś się napisało... Jedyne co było zaplanowane od początku do końca to testy, tia... ma się tą rozpiskę do fabuły XDD.
UsuńCo to interakcji miedzy Itachim a kuzynem... węszysz, że coś nie gra i dobrze niuchasz, ale nic nie powiem :x. Czytajcie a zostanie Wam objawione :"D.
Dziękuję za Wenę, jej nigdy dość. Moon, ja też życzę Ci wszystkiego dobrego na święta i pijanego Sylwestra, z litościwym kacem dzień po <3. Buziaki i jeszcze raz dziękuję :*
Ciekawie <3
OdpowiedzUsuń