Witajcie w ten świąteczny czas. Chciałabym złożyć
Wam najserdeczniejsze życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia, przede
wszystkim dużo zdrowia, bo bez tego ani rusz. Mnóstwa szczęścia, uśmiechu oraz
pogody ducha i aby życie czasem zaskakiwało w pozytywny sposób (na przykład,
taka wygrana w jakiejś loterii xD). Oceanów cierpliwości, co by znosić takie
autorki jak ja^^(napisałam Wam tę miniaturę, więc bez marudzenia:”>). I
ogólnie spełnienia marzeń :*.
Ja w ramach gwiazdkowego prezentu mam dla Was ten
one-shot. Został wycyganiony przez Judah, więc to on bierze za niego
odpowiedzialność :”D. Także wiecie, jak jakieś zażalenia to do niego, z laurami
do mnie^^. Genialny układ.
Co do informacji na temat tekstu… nie jest on
powiązany z Sugar Story. Jeżeli już to można znaleźć w nim nawiązania do
zaczętej historii Rywalizacja Klanów. To chyba byłoby na tyle… A nie, w ramach
prezentu od Was, ja oczekuję dużo treściwych komci :*.
Aaa, no i oczywiście niebetowany. Rozumiecie, święta,
wyjazdy i o bete ciężko. Wróci to obejrzy moje maleństwo. To miłego czytania i
jeszcze raz, Wesołych Świąt :”3.
Trolololo, zbetowane <3. Dziękować Tay, za
poświęcony czas^^.
Liv opierając
brodę na podkurczonym kolanie, siedziała na swoim tradycyjnym miejscu
obserwacyjnym. Zajmowała niski murek zaraz przy nieużywanych już schodach,
prowadzących do auli teatralnej. Plecami opierała się o żelazną kratę
zagradzającą przejście do zamkniętej części budynku, tuż obok popiersi dawnych
dyrektorów szkoły. Wejście zostało odgrodzone do odwołania z powodu braku
funduszy na remont, ale Liv przypuszczała, że kryło się za tym coś więcej.
Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że do tej pory nie znalazł się żaden sponsor
chętny do pomocy. Cóż, ojciec Liv z pewnością by wyłożył pieniądze. Sama nawet
była świadkiem jak kilka razy proponował to dyrektorce, ale kobieta zbywała go
półsłówkami.
Liv ze swojego miejsca
miała doskonały widok na cały główny hol, gdzie w najlepsze kwitło życie
towarzyskie szkoły. To tutaj powstawało najwięcej plotek, a uczniowie z dziką
radością okupywali posadzkę przy ścianach, podpatrując rezydującą koło automatu
z napojami elitę placówki. To tam nawiązywały się najgorętsze romanse, najzacieklejsze
waśnie i inne, mniej lub bardziej ciekawe relacje między młodzieżą.
Liv zaśmiała się
pod nosem kiedy wśród rozgadanych uczniów nagle zaległa niczym niezmącona
cisza. Wszystkie oczy skupiły się na starszym mężczyźnie wyłaniającym się zza
zakrętu i niosącym drabinę. Aż dziwne, że w miejscu tak wypełnionym ludźmi bardzo
wyraźnie dało się usłyszeć poczłapywanie pracownika szkoły i skrzypienie zawiasów
niesionego przez niego podwyższenia. Chłopcy z dwuznacznymi uśmieszkami, a dziewczęta
wręcz na bezdechu obserwowały jak mężczyzna ustawia drabinę dokładnie na środku
pomieszczenia i po chwili wspina się na sam szczyt.
Liv aż pokręciła
ze znudzeniem głową, kiedy z wielu gardeł wyrwało się zbiorowe westchnienie na
widok tego co zawiesił u sufitu. Tak, od lat tradycją szkoły było podwieszanie
w głównym holu jemioły i co roku sam akt montowania zielska, był wielce
wyczekiwanym wydarzeniem. W końcu tylko raz do roku trafiał się taki czas, gdy mniej
popularni uczniowie mogli bezkarnie pocałować nawet największą szkolną gwiazdę.
Oczywiście jeśli odpowiednio zaplanowali całą akcję, bo w końcu nie tak łatwo
przydybać właściwą osobę. Zwłaszcza, że tak zwana elita miała irytujący zwyczaj
przemieszczania się stadami. Tak więc ewentualny adorator musiał się nieźle
napocić, ale gra zazwyczaj się opłacała. W końcu nikt nie odmawiał kultywowaniu
tradycji i nawet nauczyciele ją celebrowali, oczywiście uskuteczniając ją we
własnym gronie. W końcu nie chcieli zostać oskarżeni o pedofilię czy inne czyny
lubieżne, nieprzystojące pedagogom.
Kiedy tylko mężczyzna
zniknął z pola widzenia na nowo wzmógł się szkolny szum, ale tym razem znacznie
większy. Teraz wszystkie rozmowy dotyczyły jednego, mianowicie kto, kogo i jak
ma zwabić pod magiczny krzak, żeby spełnić swoje marzenia. Liv co chwilę z
trudem opanowywała odruch wybuchnięcia śmiechem na całkiem niedyskretne
spojrzenia dziewcząt w stronę lubianych chłopców i odwrotnie. Oczywiście
największe poruszenie wywoływała ławka przy automacie, bo tam zasiadały
najgorętsze towary, na które każdy miał chrapkę.
Do najbardziej
pożądanych uczennic należała grupa cheerleaderek, teraz właśnie chichoczących
głośno i rzucających powłóczyste
spojrzenia na prawo i lewo. Co chwilę odrzucały na plecy i przeczesywały
palcami włosy, robiąc to jak najbardziej widowiskowo. Wiadomo, jako że same
uważały się za gwiazdy to spędzały czas tylko z osobnikami o równym im
statusie, czyli sportowcami. Do wyższej półki zaliczali się kapitanowie i
zawodnicy najbardziej męskich dyscyplin sportowych. Jednak niekwestionowanym
królem szkolnego rankingu był Itachi Uchiha. Popularny, bogaty, inteligentny
sportowiec, który burzył krew i o którym marzyła każda dziewczyna.
I to właśnie
jego obserwowała Liv ze swojego miejsca. Spodziewała się jakiejś żywszej
reakcji na zaproszenie do flirtu przez długonogą blondynkę, ale ku zdumieniu
Senju zignorował ją, bardziej zajęty dumaniem i wgapianiem się w jemiołę. Cóż,
może nawet szkolny playboy miewał gorsze dni, pomyślała z drwiną, zeskakując z
murku i zarzucając torbę na ramię.
Nie zawracając
sobie więcej głowy takimi bzdurami, rozejrzała się szybko za resztą swojej
drużyny i podreptała na szkolną halę. Święta czy nie święta, trening musiał się
odbyć i choćby dziewczyny miały kląć na nią pod nosem, nie odpuści. W końcu po
nowym roku grały ważny mecz z Suną, a to nie przelewki. Tamte zawodniczki nie
dawały taryfy ulgowej przeciwnikowi i jeżeli się nie przyłożą to zostanie z
nich miazga. Dlatego lepiej ich nie lekceważyć i trenować każde możliwe
rozegranie. Zwłaszcza, że one są tylko zakąską przed prawdziwym rywalem, Kumo.
Tak, tamta drużyna to postrach całej ligi i nie raz wygrywały spotkanie dzięki
brutalnym faulom, wykluczającym z rozgrywek najistotniejszych graczy. Liv
jeszcze nigdy nie wynosiła z meczów aż tylu siniaków i zadrapań, jak po
konfrontacji z dziewczynami z Kumo.
Po niemal
dwugodzinnej mordędze, Liv z westchnieniem opadła na ławkę w szatni. Mamrotając
góry przekleństw, ukryła twarz w dłoniach. Ten trening był jedną, wielką
porażką. Zawodniczki snuły się po sali gimnastycznej, podnosząc ciśnienie jej i
trenerowi. Zachowywały się jak zakochane nastolatki, co chwilę chichocząc oraz
rumieniąc się na zmianę. Nie potrafiły wykonać najprostszych kombinacji i nawet
profesor Dan, człowiek, którego po prostu nie dało się wyprowadzić z równowagi
w końcu stwierdził głośno, że nie może na nie patrzeć i poczłapał do swojego
kantorka, mrucząc pod nosem, że to nie na jego siły.
Liv przeczesując
palcami grzywkę, powlekła się po kurtkę i buty. Na dziś miała dość szkoły a
zwłaszcza widoku koleżanek z zespołu. Dobrze, że zmyły się przed tym jak
opuściła szatnię, bo w innym wypadku chyba zrobiłaby im coś niehumanitarnego.
Z hałasem upuściła na podłogę torbę i ziewając szeroko otworzyła szafkę. To co
zobaczyła w środku, sprawiło, że zamrugała zaskoczona, momentalnie obrzucając
okolicę bacznym spojrzeniem. Nie, nikt jej nie obserwował zza winkla. Wyglądało
na to, że była sama.
Z lekkim
zawahaniem wyjęła z półki niewielkie, eleganckie pudełeczko z czerwoną kokardką
na wierzchu. Obróciła przedmiot w palcach, wyczuwając, że coś w środku się
przesuwa. Dumając nad niespotykanym znaleziskiem, zmarszczyła brwi. Nie miała
bladego pojęcia kto to mógł podrzucić. Nie należała do osób specjalnie
popularnych, ale wykluczona z życia towarzyskiego też nie była. Raz na jakiś
czas zdarzał się jakiś chłopak — zazwyczaj po wygranym meczu — który łaził za
nią, męcząc propozycją spotkania. W walentynki też dostawała kilka czekoladek
lub jakiś drobiazgów od tajemniczych wielbicieli, ale na święta do tej pory
nigdy nic się nie trafiało. Zamyśliła się głęboko, ważąc prezent w dłoni. No
nic, od gapienia na opakowanie z pewnością nie dowie się co jest w środku.
Przygryzając usta powoli uniosła wieczko i aż westchnęła z zachwytu.
Na gąbeczce
leżała skórzana czarna bransoletka z czerwonym kamieniem w srebrnej oprawie. I
choć Liv przypominał on do złudzenia rubin to miała szczerą nadzieję, że to
jednak nie jest prawdziwy kamień jubilerski. W innym wypadku, ktokolwiek był
darczyńcą, mocno się wykosztował. Gapiła się przez parę minut na to znalezisko
i w końcu nie mogąc się oprzeć, zapięła na nadgarstku. W końcu sprawiłaby
przykrość ofiarodawcy nie nosząc prezentu, a tak to może się chociaż ujawni. W
końcu co jej szkodziło dać się gdzieś zaprosić. Nie miała chłopaka, więc czemu
nie?
— Ładna błyskotka.
— Usłyszała tuż przy swoim uchu na co aż poskoczyła zaskoczona, automatycznie
zasłaniając dłonią podarunek. Błyskawicznie obróciła się w stronę głosu, z
lekkim skrzywieniem warg odnotowując, że przed nią stoi szkolny adonis, Uchiha.
— No cóż, w
przeciwieństwie do innych, niektórzy posiadają dobry gust — prychnęła, cofając
rękę z ozdoby skoro i tak ten dupek ją już widział. Bez ociągania zmieniła
obuwie i zarzuciła na ramiona kurtkę.
— Dobry gust i
spory budżet — zauważył z drwiną, łapiąc dziewczynę za przegub oraz unosząc,
aby obejrzeć biżuterię pod światło. Udał, że nie widzi jak Liv próbuje cofnąć
dłoń i puknął paznokciem w spory kamień.
— Jak komuś
zależy to nie patrzy na koszta — poinformowała chłopaka z wyraźnym jadem w
głosie.
— No wiesz,
przyjecie takiego prezentu zobowiązuję — rzucił lekkim tonem, w końcu
uwalniając Liv z uścisku.
— I dlatego dam
mu szansę, bo widocznie temu komuś zależy.
— Ktokolwiek by
to nie był? — zapytał z powątpiewaniem, idąc za Liv gdy ruszyła do głównego
holu.
— Nikogo nie
można skreślać na starcie — powiedziała mentorskim tonem, nawet się nie
oglądając. Nie rozumiała dlaczego ten przeklęty Uchiha się do niej przyczepił,
ale zaraz opuści budynek i będzie miała go z głowy. Z tego co zauważyła to nie
miał na sobie wyjściowego ubrania, więc raczej nie pobiegnie za nią.
— Zabawne, mam
nadzieję, że wspomnisz swoje słowa.
— Kto wie, może
ci się poszczęści i rzeczywiście tak będzie — prychnęła, przewracając ze
znudzeniem oczami.
Liv nigdy nie
przepadała za tym snobem, ale tym gadaniem wkurzał jeszcze bardziej niż
normalnie. Zawsze zachowywał się tak jakby pozjadał wszystkie rozumy, ale
wściubianie nosa w jej ewentualną relację z darczyńcą to przegięcie.
Z ulgą
odnotowała widok wyjścia ze szkoły i przyśpieszyła kroku. Jeszcze tylko
kilkanaście metrów i uwolni się od niechcianego towarzystwa. Jednak nagle, ku
swojemu zdumieniu poczuła silne szarpnięcie w tył. Sapnęła cicho, kiedy wskutek
tego niespodziewanego ataku wpadła wprost na Itachiego. Marszcząc gniewnie
brwi, obróciła się na pięcie, już szykując piękną wiązankę inwektyw, gdy zrobił
coś przez co zaniemówiła. Powolnym, subtelnym ruchem nachylił się nad nią i
pocałował. W zasadzie było to bardziej muśnięcie, gdy złapał jej dolną wargę
pomiędzy swoje, a następnie odsunął się, czekając na reakcję.
Liv uchyliła w
szoku usta nie dowierzając w to co się stało i dopiero głośne westchnienie
jakie wymknęło jej się z gardła, sprawiło, że oprzytomniała. W momencie
odskoczyła od bruneta i łypiąc na niego wrogo, wywarczała:
— Co to miało
znaczyć, do diabła?!
— Nic. — Itachi
wzruszył obojętnie ramionami, poprawiając pasek zsuwającej się z barku torby. —
Podtrzymuję kultywowanie tradycji.
— Jakiej do
cholery… — zamilkła gwałtownie, wgapiając się w uśmiechającego się złośliwie
Uchihę i na uniesiony przez niego palec. Zmrużyła groźnie powieki i z widocznym
zawahaniem przesunęła wzrok we wskazanym kierunku. Dopiero wtedy dotarło do
niej, że stoją idealnie pod jemiołą. Przez dobrą minutę wpatrywała się w
zielony wiecheć, jakby mając nadzieję, że to tylko złudzenie aż w końcu
zazgrzytała z nerwów zębami. — Dupek.
— Tobie też
wesołych, Senju — parsknął, sprawnie uchylając się przed lecącą w kierunku twarzy
pięścią. Zaciskając palce na przedramieniu sapiącej z furii Liv, nachylił się
bliżej. — Chcesz powtórki? — zapytał niskim głosem, zawieszając spojrzenie na
wargach dziewczyny. O mało się nie roześmiał, kiedy w reakcji na tę propozycję zdębiała.
Po chwili wyrwała rękę z jego uścisku i furcząc gniewnie, ruszyła szybko do
wyjścia.
Z drwiącym
uśmiechem patrzył jak cała w nerwach wychodzi ze szkoły, z hałasem zatrzaskując
drzwi. Spod rzęs śledził wzrokiem
czerwoną czuprynę Liv do momentu aż nie zniknęła za zakrętem, po czym pokręcił
z politowaniem głową. Nie umknęło uwadze Itachiego, że co jakiś czas dotykała palcami ust jakby sprawdzając czy wciąż są na swoim miejscu. Wtedy usłyszał za sobą ciche stąpanie i już wiedział, kto
za nim stoi. Odwrócił się i bez słowa, spokojnym krokiem minął przyglądającego
się mu chłopaka.
— Po co? —
Itachi odwrócił się przez ramię, zerkając na rozmówcę. Ciemne oczy kuzyna
nieprzyjemnie go lustrowały, niemo żądając bardziej satysfakcjonującej
odpowiedzi. Po chwili kącik ust drgnął mu leniwie i dodał: — Tak jest
ciekawiej.
Całkiem przyjemna partóweczka ^^.
OdpowiedzUsuńCzytam bloga już od jakiegoś czasu, ale ani razu jeszcze nie skomentowałam.
Czasami Liv mnie troszku wkurza... ja rozumiem - klanowa duma, ale kurde! Bez przesady! Dlatego rozwijanie wątku romantycznego wlecze się przez tak długi czas! Dla mnie - jako czytelnika - to tortura! Niech ona w końcu dostanie łupnia w łeb i przyzna się, że coś tam do niego czuje, a nie - wyrzeka się tego, jak największej zarazy na świecie! Zero rozsądku...
No, ale nie komentuję po to, żeby wylewać swoje żale ^////^
Ogólnie opko jest bardzo ciekawe i wciągające! Wiedz, że będę czytać dalej!
Weny i pozdrowionka!
Ach, miło widzieć, że jednak zdecydowałaś się napisać kilka słów od siebie:3.
UsuńCo do wkurzania przez główną bohaterkę, cóż... może masz troszkę racji z tym, że broni się rękami i nogami przed Uchihą, ale tak jak sama zauważyłaś, klanowa duma zobowiązuje^^. Jednak jest bliżej niż dalej, a poza tym Uchiha też nie daje jasnych sygnałów, więc co się tu dziwić Liv XD.
Bardzo mi miło, że moja historia Cię wciągnęła i liczę, że jeszcze kiedyś się odezwiesz. Dziękuję za komentarz i życzę wszystkiego dobrego <3.
Urocze to jest :) Liv jak to Liv, ale Itachi to jest cudo. Daje jej drogi prezent, jeszcze się do tego nie przyznaje i całuje pod jemiołą <3 facet marzenie. Super prezent świąteczny. Czekam niecierpliwie na Zwaśnione Rody :) Dużo weny kochana, wesołych świąt i udanego Sylwestra !
OdpowiedzUsuńpozdrawiam, nowa
Prawda, że takie miłe maleństwo? Wreszcie coś co ma w sobie cukier:"D. Itachi Uchiha jest ideałem, zgadzam się w stu procentach XD.
UsuńCieszy mnie, że spodobał się prezent i ja również życzę Ci wszystkiego dobrego i nieziemskiej zabawy na koniec roku. Buziaki <3
Wszyscy powinni mi dziękować ze wyciągnąłem pomysł na partówke :D
OdpowiedzUsuńwłasnie tak sobie to wyobrażałem, dla Itasia nie ważne było ze nie powiedzial jej ze to on dal prezent :D a Liv nawet nie pomyslala ze to móglby byc on :D co do jemioły to wszyscy chyba tu wiemy ze Liv chciałaby jeszcze raz ale sama przed sobą tego nie przyzna :D
pozdrawiam i dzięki za ten gift
Czyli, że co? Znaczy, że sprostałam wyzwaniu XD. Jestem z siebie taka dumna...
UsuńMiędzy tą dwójką zdecydowanie jest chemia, ale żadne jakoś nie ma zbytniej ochoty, aby cokolwiek ułatwiać :"D. Czasem nawet ja jestem zmęczona ich upartymi charakterami XD.
Trafiłeś na podatny grunt z tym swoim życzeniem^^. Cieszy mnie, że Ci się spodobał ten shot <3.
Pozdrawiam :3
Świetny prezent!
OdpowiedzUsuńTylko szkoda, ze krótki! Ale ważne, że jest!
Wszystkiego najlepszego w święta i sylwestra! :) Komentarz krótki, bo pisany z telefonu i przed snem, ale odezwę się jeszcze! Kiedyś.., :)
Pozdrawiam!
Cieszą mnie tak pozytywne reakcję :"3. Krótki, bo szczerze muszę przyznać, że napisany spontanicznie, bez planu, za jednym posiedzeniem właściwie.
UsuńDziękuję za życzenia i też życzę wszystkiego dobrego <3. Mam nadzieję, że rzeczywiście zobaczę jeszcze kiedyś komentarz od Ciebie. Im nas więcej tym weselej :"D. Pozdrawiam cieplutko :)
Emm... cześć? Nie należę do osób, które piszą komentarze, więc nie wiem jak się je zaczyna.
OdpowiedzUsuńJuż od jakiegoś czasu czytam twojego bloga, ale nie komentowałam, gdyż... no cóż, zwykle tego nie robię (i mi się nie chciało...). Wracając do tematu - ta historia była słodka i świetna, jak na prezent-idealna.
Pozdrawiam~
Hej, hej :)
UsuńPierwsze koty za płoty :D. Zaczynaj jak Ci wygodnie, na to nie ma ustalonej reguły.
Bardzo mi miło, że zdecydowałaś się odezwać. Straszną dużą satysfakcję daje mi fakt, że coś stworzone przez mnie wywołuje reakcję, jak choćby Twoją, że popchnęło Cię do wyjścia z ukrycia :3.
Jestem bardziej niż zadowolona, że prezent przypadł do gustu <3.
Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się odezwiesz, pozdrawiam :">
Ohayõ gozaimasuuuu! :)
OdpowiedzUsuńTak sobie wpadłem na Twojego bloga, a tu - PUREZENTO!
Miła niespodzianka... choć zdecydowanie wolę walkę w stylu shinobi (ale ja nie o tym miałem pisać, tylko skomentować tą miniaturkę).
Ja początek wspominasz coś o potrzebie remontu w szkole i o tym, że kasa by na to była, ale dyrektorka nie chce od darczyńców brać. W tym momencie zacząłem się zastanawiać, dlaczego od ojca Liv nie weźmie. Może czeka, aż jakiś Uchiha to zaproponuje? Np.Madara? Albo nauczyciele robią sobie tam imprezy, na terenie, do którego uczniowie nie mają wstępu? A może Dziedzic Slytherina... Dobra, zagalopowałem się, ale rozumiesz, ciekawiło mnie to.
Następnie wracamy do szarej rzeczywistości Liv i jej opisów panujących w szkole realiów. Od razu widać, że ogląda się za Itachim (ciekawym jej reakcji, gdyby Itachi całował się pod tą jemiołą z inną - wiadomo, raczej za bardzo wybuchowa by nie była na zewnątrz, ale co działoby się w środku?).
Szkoda, że w twoich opowiadaniach nie ma Sasuke. Zobacz: Shisui i Itachi - idealni z charakteru i wyglądu. Gdybyś pokazała Sasuke, w jedynej realnej odsłonie, gdyby masakry nie było, czyli jak w Road to Ninja, to taka wersja, nawet z akcją w świecie realnym wiele by wniosła - Liv zaczęłaby bardziej doceniać Itachiego za to, że nie jest taki jak Sasuke.
Poważnie, ona powinna go poznać! I Madarę z Izuną. Dopiero wtedy zobaczyłaby, jaki to Itachi jest świetny.
Kosztowny prezent od Itachiego i nie przyznanie się do niego... Faktycznie, tak jest o wiele bardziej interesująco!... Tylko to zakończenie... Jest takie, jakby miała powstać kontynuacja. Nie powstanie, prawda? Jeżeli nie, nic nie szkodzi, jeżeli tak - przeczytam na 99%.
No, i to by było chyba tyle...
Ja ne :)
Heeeej:3
UsuńHuehuehuehuehue, widzisz? Nawet taki leń jak ja potrafi zaskoczyć:>.
Przyznam się, że to z tym korytarzem to zabieg celowy i mam co do niego pewne plany, które zrealizuję w następnej miniaturze^^. Tak jakoś taka niedostępna przestrzeń w szkole daje duuuuużo mozliwości... Libacje nauczycielskie na zamkniętym terenie... bardzo prawdopodobne skoro dyrektorką jest Tsunade :D.
Itachi z inną... podsuwasz mi same złe pomysły XD. Jak je zrealizuję to wskażę adresata, kto mi takie rzeczy podsuwa pod nos :"D.
Sasuke chciałam kiedyś nawet wstawić, taką malutką scenę z nim i Uzumakim, ale nie wiedziałam jak zostanie przyjęta, więc tak sobie wisi ten pomysł. Ale kto wie, skoro ciekawi Cię taka wizja to prawdopodobnie wcisnę tę scenę. Najwyżej spotka mnie lincz^^.
Serio podrzucasz mi tu niezłe rzeczy i zaczynam poważnie nad nimi dumać:"D.
Co do kontynuacji, pacz początek tekstu :">.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
No, Dita, powiem ci, że nawet jeśli ten gift jest krótki i po przeczytaniu aż chciało się czytać dalej, to to jedno z Twoich najsłodszych dzieł! Jak na razie nawet słodsze niż Sugar Story, ale w końcu w święta cuda się zdarzają, nie? :D
OdpowiedzUsuńPo prostu uwielbiam ten charakter Senju, która na porządku dziennym wali sarkazmem i niezadowoloną miną. Co z tego, że jakieś tam dziewuchy marzą o pocałunkach i nie mogą się skupić na grze - dla Liv najważniejszy jest mecz, nie obchodzi są nawet Itachi, który tak bardzo się stara (chociaż wierzę, że w głębi duszy jej zależy. Tak, na pewno tak jest :D)
No i boski Itachi, który jak zwykle ma gdzieś zaloty innych dziewczyn. Może lubi Liv dlatego, bo nie zwraca na niego uwagi? I akcja pod jemiołą, no mistrzostwo, a Senju się nawet nie wyrwała!
O drugą część poproszę na następne święta, kiedy już lodowate serce naszej Liv nieco stopnieje, oki?
Standardowo buziaki i pozdrowienia! :>
Świąteczny klimat działa na każdego, nawet na takie autorki jak ja, co mają awersję do cukru XD. Albo wyjątkowo przekonujący czytelnik, sama nie wiem :">.
UsuńHuehuehue... dobrze opisałaś Liv:3. Ona mam po prostu realistyczne podejście do życia^^. Romanse i miłostki są dla słabych XD.
Itachi Uchiha, już ustaliłyśmy, że to je ideał <3. Rujnuje nam światopogląd na innych facetów, nie dając im nawet szansy się wykazać:"D. Uchiha przeklęty klan...
Druga część, kto wie... może jak fale na morzu weny będą sprzyjające to pojawi się nawet wcześniej^^.
Dziękuję za komentarz i buziaki :*
Byłoby świetnie, gdyby druga część ukazała się na walentynki (tak tylko mówię, nie zwracaj na mnie uwagi...)
UsuńInteresująca propozycja :"D... Została zapisana w notesiku próśb i zażaleń^^
Usuńfajne.... (buja w obłokach) po przeczytaniu dwóch shotów chyba wezmę się za główną historię, ale coś czuję, że lepiej wygospodarować sobie więcej czasu na czytanie
OdpowiedzUsuńDopiero znalazłam ten komentarz XD. Po latach odpisuję, ale odpisuję :"D.
UsuńCieszy mnie, że się podobało i wprowadziło w lekki, romantyczny nastrój.
Co do głównej historii, to biorąc pod uwagę jak niechcący się rozrosła to będziesz potrzebowała duuuuuużo wolnego czasu i determinacji. Ale, polecam się <3.