7.01.2015

XXXIV Ogień i woda

Hej :3, zacznę od tego, że WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU! Żeby spełniło się Wam wszystko o czym marzycie, dużo zdrowia, pieniędzy i w ogóle naj naj naj <3. Krótkie życzenia, bo chcę przejść do rzeczy, pewnie Wy też chcecie żebym przeszła zamiast smęcić…
Co do rozdziału… Nie wiem co o nim mogę powiedzieć xD. Wciąż się zastanawiam czy nie przedobrzyłam, bo wiecie jak to jest… im bardziej się chce, tym gorzej wychodzi. Chciałam żeby było w miarę subtelnie i nie tak dosłownie, a jednocześnie nie mdło. W końcu to Liv i Itachi, nie? Ja jakoś nie wyobrażam aby te dwie postacie zachowywały się, że tak powiem grzecznie. Oboje mają pazur, przynajmniej z mojego punktu widzenia. A czy dałam radę to przekazać w treści to druga sprawa.
W każdym razie mam nadzieję, że chociaż troszkę poczujecie się usatysfakcjonowani^^. Pewnie wiąże się to z obawą, żebyście mnie nie zjedli za to co napisałam :”D. Miejcie litość dla bliźniego. Pamiętajcie, zabijeta to nie będzie miał kto skrobać, o!
Bardzo niebetowane! Ale będzie kuknięte przez Tay. Jednak dopiero wtedy gdy znajdzie dla mnie czas. Kuźwa, chyba jestem na końcu kolejki na jej liście.

Kochana Tay przejrzała i wyeliminowała herezje <3.



Liv utkwiła wzrok w twarzy Itachiego, zastanawiając się czy czasem nie poczęstować go jakąś mało przyjemną techniką, ale po krótkim namyśle zrezygnowała. Dzięki Shisuiemu złość za poszczucie jej genjutsu dawno przeszła, a źródło cierpliwości do Uchihów jakimś bliżej niewyjaśnionym cudem się pogłębiło, ale jeżeli zaraz brunet nie opuści tej kawalerki to prawdopodobnie zmieni zdanie.
          — Uchiha, mów co masz do powiedzenia i spadaj — mruknęła, siląc się na spokój. Nie chciała wszczynać kłótni, a przynajmniej nie dziś. Zamierzała zachować w pamięci ten miły wieczór i Itachi go nie zepsuje, choćby nie wiedziała jak się starał. Widząc jak mężczyzna zaciska szczękę, westchnęła ciężko przeczesując palcami grzywkę. — To bez sensu. Serio, nie mam…
— Podoba ci się mój kuzyn?
      — Myślę, że to nie twój interes — warknęła po chwilowym szoku, spowodowanym tak bezpośrednim pytaniem. Potarła uspakajająco grzbiet nosa i odwróciła się plecami. — Jeśli to już wszystko, to wypad. Idę do kuchni i jak wrócę, ma cię tu nie być.
Liv nie zdążyła zrobić nawet kroku, jak została niespodziewanie odwrócona i przyparta do ściany, na co zareagowała głośnym sapnięciem. Zaskoczona patrzyła prosto w czarne oczy Uchihy, z konsternacją odnotowując, że trzyma jej nadgarstki w stalowym uścisku. Zmrużyła groźnie powieki, już uchylając usta aby głośno i wyraźnie wyrazić swój sprzeciw, ale właśnie na ten moment czekał  Itachi. W oka mgnieniu przycisnął usta do warg Senju, zasysając i szczypiąc drażniąco.
To przelało czarę, która napełniała się od dawna. Zbyt długo krążyli wokół siebie i właśnie nadszedł ten dzień, kiedy w którym puściły wszystkie hamulce. Pod codziennymi obelgami, złośliwościami, prowokacjami kryło się coś więcej niż tylko klanowa niechęć. Coś, co ku niezadowoleniu obu stron rodziło się od dawna, można nawet powiedzieć, że w bólu, sprawnie przechodząc kolejne etapy od ciekawości, niechęci, rywalizacji do o wiele silniejszych relacji, mających właśnie swoje konsekwencje. W ich żyłach krążyła czysta, skondensowana frustracja, która prędzej czy później a najlepiej teraz, już musiała zostać zaspokojona. Pożądanie, zbyt silne aby zignorować, albo żeby mogło samoczynnie ucichnąć. Wszystko trwa do czasu i randka z najlepszym przyjacielem Itachiego stała się katalizatorem, który sprawił, że opadły wszelkie blokady.
Liv nawet się nie zorientowała kiedy z pasją, o jaką siebie nie podejrzewała, odwzajemniła pocałunek, przymykając z przyjemności powieki. Czuła jak całe jej ciało drży pod wpływem doznań i z trudem stała na nogach. Jęknęła z zaskoczenia, na doskonale wymierzoną dawkę bólu, jaką jej zaserwował brunet, gryząc w dolną wargę, aby za chwilę przejechać po niej językiem. Tak, Uchiha był zdecydowanie utalentowany w tej dziedzinie skoro w sekundzie sprawił, że zmieniła zdanie i zamiast go odepchnąć, żarliwie oddawała pocałunki. Bratała się z potencjalnym wrogiem i najlepsze było to, że nie miała nic przeciwko. Mruknęła z uznaniem, gdy przyparł ją swoim ciałem do ściany, a palce mocniej zacisnął na przegubach jakby wciąż brał pod uwagę ewentualność, że zaraz ucieknie.
Uśmiechnęła się półgębkiem. Senju satysfakcjonowała ta niepewność Uchihy, ale ostatnim, o czym teraz myślała było to aby się uwolnić. Nigdzie się nie wybierała, nie dziś. I nadszedł najwyższy czas aby wreszcie uświadomić o tym Uchihę. Nie zastanawiając się nawet chwili, otarła się o mężczyznę sprawiając, że ten zamarł w bezruchu. Chciała już posunąć się dalej, ale nie zdążyła.
Itachi oderwał się od Liv i oddychając ciężko, spojrzał spod rzęs w zamglone pożądaniem zielone oczy. Dostrzegał w nich niewielkie refleksy złota, jakby natura demona usiłowała wypłynąć na powierzchnię, korzystając z zamroczenia dziewczyny. Co dziwne, Liv milczała, a on mógł jedynie słyszeć jej urywany oddech. Zatrzymał na moment wzrok na opuchniętych od pocałunków ustach, łapiących w tej chwili spazmatycznie powietrze.
W duchu aż zamruczał z aprobatą, że to on doprowadził ją do takiego stanu. Dziwne ciepło rozlało się w klatce piersiowej, gdy dotarło do niego, że to on, Uchiha, skruszył lodowe mury jakimi otoczyła się Senju.
Pierś Liv unosiła się tak samo szybko jak jego, gdy wpatrywała się w bruneta z widocznym zaproszeniem. Opanowanie Itachiego szlag trafił, kiedy zmysłowym ruchem zwilżyła wargi. To dla niego było zbyt wiele. Natychmiast przywarł do ust Liv, a dłonie jakby wiedzione własnym instynktem wylądowały na jej udach sunąc w górę, by zniknąć pod sukienką. Pocałunki stały się łapczywe i coraz bardziej agresywne, zwłaszcza po tym jak Liv wsunęła mu ręce we włosy, przyciągając do siebie bliżej i przerzucając nogę w okolicach jego biodra. Aż mruknął z uznaniem, czując pod palcami aksamitną skórę.
Zdecydowanie dzisiejszy dzień nie zakończy się tylko na tym. Za długo to trwało zanim dotarli do tego etapu i nie miał zamiaru się cofnąć. Teraz mógł iść tylko naprzód. Bez wahania uniósł Liv za pośladki, dociskając mocniej do ściany…

***

Liv w zamyśleniu patrzyła w ciemniejące niebo. Wioska powoli szykowała się do snu, gdy ona siedziała na skalnej głowie pierwszego Hokage. Czuła jak delikatny wiatr muska jej nagie ramiona, ale z racji pory roku nie odczuwała chłodu. Lato zbliżało się wielkimi krokami i nawet noce stawały się coraz cieplejsze, co sprzyjało wieczornym wędrówkom Senju. Lubiła przychodzić w to miejsce aby swobodnie i w spokoju oglądać zachody słońca, oddając się rozmyślaniu. W pewnym momencie westchnęła ciężko podkurczając kolana i opierając na nich czoło.
Czuła się samotna. Dzięki wspaniałemu nazwisku wszystkie dzieciaki w wiosce podchodziły do niej z widoczną rezerwą albo trzymały się z daleka. I chociaż wmawiała sobie, że będąc pełnoprawną kunoichi brak więzi „jest czymś dobrym”, to jednak tęskniła. Chciała posiadać chociaż jedną osobę, która dzieliłaby z nią radości i smutki. Takiego prawdziwego przyjaciela na dobre i złe. Pociągnęła smętnie nosem, przymykając powieki.
Nie była w stanie zliczyć ile razy przyglądała się swojemu niedawnemu przeciwnikowi. Itachi mimo swojej chłodnej i milczącej natury przyciągał ludzi jak magnes. Czy były to kręcące się wokół zadurzone nastolatki czy chłopcy pragnący jego uznania.
Uchiha znajdował się w o tyle dobrej sytuacji, że nawet jakby nie miał żadnych znajomych, to pozostawała mu ogromna rodzina. Rodzeństwo i kuzyni to coś o czym ona mogła jedynie pomarzyć.
Coś tam kiedyś słyszała od ojca, że posiadali jakąś daleką krewną. Wnuczka pierwszego Hokage, utalentowany medyk obdarzony niesamowitą mocą i podobno nawet należała do grupy legendarnych Sanninów. Jednak nigdy nie było dane Liv zweryfikować tych informacji ponieważ jeszcze ani razu nie widziała kobiety na oczy. Krewna od długiego czasu nie postawiła stopy w rodzimej wiosce, podróżując po świecie wraz ze swoją uczennicą. Jak zapytała ojca dlaczego tak jest to stwierdził krótko, że to za sprawą traumy jaką przeżyła i ma się nie interesować. Kiedyś Liv udało się podsłuchać jak ojciec rozmawiając z kolegą posumował kobietę jako wyjątkowego pechowca i nałogowego hazardzistę. Cóż, to w pewien sposób nadwyrężało wizerunek silnej kunoichi jaki Liv uformowała sobie w głowie.

***

            Liv czuła jak twarz pali ją od wstrzymywanego gniewu. Jeszcze nikt nigdy jej tak nie obraził! Ona zaraz pokaże tym baranom gdzie raki zimują! Wątpić w umiejętności potomka klanu skąd pochodzili pierwsi Hokage! Kierowana złością, niewiele myśląc, błyskawicznie złożyła pieczęcie, kumulując czakrę i uderzyła w ziemię.
Chwilę później poczuła jak atmosfera na polu się zmienia, a wokół zapada dziwna, pełna napięcia napięta cisza. Powoli, z dumą podniosła się z klęczek i spojrzała z wyższością na grupę chuninów, ciekawa ich reakcji. Widziała pod nogami padający na nią zza pleców ogromny cień zwierzęcia. Cokolwiek to było zrobiło na widowni niemałe wrażenie, sądząc po tym, że nie byli w stanie wykrztusić nawet jednego słowa.
— I co, patałachy?! Łyso wam teraz?! — Liv uśmiechnęła się groźnie na widok ich przerażonych twarzy. Tak, teraz im udowodni, że z klanem Senju się nie zadziera. Będą pełzać przez nią błagając o litość. Wyczuwała za plecami potężną moc i zamierzała to wykorzystać. Nawet przez chwilę chciała się odwrócić, żeby zobaczyć co takiego podarował jej ojciec w pakcie jaki ostatnio podpisała, ale przecież nie mogła pokazać po sobie, że to był pierwszy raz jak używała tego przywołania. Z nowym pupilem zapozna się później.
 — Co to jest?!
— Hm… niech się zastanowię… wasz koniec? — podpowiedziała złośliwie, mrużąc powieki. Słyszała ciężki oddech Chowańca i miała niemal pewność, ojciec podarował jej coś potężnego!
— Czy to jest smok?! — wrzasnął jeden z chłopaków gwałtownie się cofając, a cała reszta poszła jego śladem, nie spuszczając wzroku z tego co stało za Liv.
Słysząc to zamrugała intensywnie, marszcząc brwi. O czym oni do diabła mówili, jaki smok? Czy oni całkiem poszaleli? Niedorzeczność. Dopiero potężny ryk, który omal Liv nie ogłuszył sprawił, że przeszedł ją dreszcz niepokoju. Powoli, z lekkim wahaniem odwróciła się za siebie, chcąc sprawdzić co za stworzenie wydaje takie straszne odgłosy. To co ujrzała sprawiło, że aż opadła jej szczęka. Cholera!
Kątem oka dostrzegła, że po zaczepiających ją chuninach nie ma nawet śladu i została sam na sam z wielkim stworzeniem o czerwonych łuskach, rzeczywiście do złudzenia przypominającym smoka, ewentualnie wielkiego jaszczura. Przesunęła wzrokiem po kolczastym ogonie, ostatecznie zawieszając go dłużej na złożonych na grzbiecie skrzydłach. Cokolwiek to było z pewnością potrafiło latać. Przełknęła nerwowo ślinę, biorąc głębszy uspakajający oddech i spojrzała prosto w ślepia Chowańca.
       — My się jeszcze… — zaczęła, ale niedane było Liv dokończyć ponieważ bez żadnego ostrzeżenia przewrócił ją i przycisnął ogromną łapą, mrużąc powieki. Przyglądając się zdębiałej z zaskoczenia dziewczynie obnażył zęby, sycząc.
— Szczenię od Kamiramy — powiedział wolno, patrząc na przygniecioną do ziemi Liv.
Cóż, teraz już wiedziała dlaczego ojciec tak się upierał aby tylko w ostateczności używała tego przywołania. Jaszczur nie wykazywał żadnych chęci żeby wysłuchać tego co ma do powiedzenia, a już o wydawaniu poleceń na tę chwilę prawdopodobnie mogła pomarzyć. Liv bardziej przypuszczała, że właśnie w tej chwili zastanawia się czy czasem nie odgryźć jej głowy. Czarno widziała ich przyszłą współpracę.

***

Liv od dłuższego czasu nie spała, a jedynie nasłuchiwała miarowego oddechu — łaskoczącego w kark — dochodzącego zza pleców. Czuła przyjemne ciepło drugiego ciała, a przerzucone przez biodro ramię wykluczało ewentualność, że wydarzenia ubiegłej nocy były tylko złudzeniem. Westchnęła cicho pocierając palcami powieki. Musiała to sobie jakoś poukładać. Cholera, nigdy nie przypuszczała, że naprawdę wyląduje z Itachim w łóżku. I do diabła nie spodziewała się, że te wszystkie pogłoski, że jest utalentowany w każdej dziedzinie są prawdą. Do tej pory w to wątpiła, ale wczoraj udowodnił jej to z nawiązką. Zaczerwieniła się mocno do własnych myśli, spychając na skraj umysłu wspomnienia tego co wczoraj się działo. Przede wszystkim jakoś zawsze zakładała, że po czymś takim Uchiha zmyje się pod osłoną nocy, a on kolejny raz ją zaskoczył! Do diaska wciąż tu był i jakoś nie zanosiło się żeby zamierzał wstać. Kurde, jak miał niby wyglądać ten dzień po? Zacisnęła bezwiednie pięści, nie wiedząc co zrobić i uchyliła powieki.
Mimowolnie wzrok Liv powędrował do nadgarstka bruneta. Po jego wewnętrznej stronie mienił się mały złoty znak, symbol przynależności demonowi. Subtelne ostrzeżenie dla osób chcących zagrozić człowiekowi powiązanemu z kimś takim jak ona. Dla Liv był jak mały błyszczący wyrzut sumienia, mrugający do niej szyderczo ze skóry mężczyzny. W ogólnym zamroczeniu musiała Uchihę ugryźć i nałożyć tę pieczęć, a teraz wszyscy zorientowani w temacie będą wiedzieć do czego między nimi doszło. Jedynie co pozostawało Liv to w ciszy zaklinanie losu aby nikt poza nią nie wiedział o znaczeniu takich znaków.
Jak odkryła swoje pochodzenie, to ojciec opowiadał, że taki sam znak zostawiła na nim Aika. Coś jakby cichy strażnik, aktywujący się w sytuacji zagrożenia życia posiadacza tatuażu. U każdego z noszących znak, ochrona objawiała się w inny sposób. U Kamiramy nagle pojawiał się dziwny strumień silnego powietrza wraz z nieznaną melodią, rozpraszający przeciwnika. Kazama nikogo nie naznaczył, więc nie wiedziała jak to przedstawiało się u niego. Natomiast u niej rodziciel przypuszczał, że będzie to coś związane ściśle z czakrą.
 Zanim się zorientowała co robi, potarła kciukiem bladą skórę na nadgarstku. Dopiero po chwili dotarło do Liv, że Itachi na ten gest wyraźnie zamarł w bezruchu, zupełnie jakby wstrzymywał oddech. Pięknie, wniosek nasuwał się jeden, musiał już nie spać, a jedynie czuwać przyciśnięty do pleców Senju. Zagryzła wargi, zastanawiając się co zrobić mimochodem odnotowując, że nie cofnęła dłoni z przegubu bruneta.
Przyglądając się na miejsce ułożenia ręki po chwili uśmiechnęła się złośliwie, a następnie odwróciła się przodem do Uchihy, zerkając na niego spod rzęs. Przez dłuższy moment kontemplowała jego rozczochraną fryzurę, która zazwyczaj prezentowała się nienagannie i teraz swoim wyglądem przyprawiłaby o zawał wszystkie Uchihowe fanki. Nic sobie nie robiła z czujnego spojrzenia czarnych oczu, jakby czekających na to co ma do powiedzenia.
— Zaraz się udusisz, więc radzę zacząć oddychać — mruknęła, odgarniając mu za ucho zabłąkany kosmyk. O mało się nie roześmiała w głos, gdy wypuścił wstrzymywane powietrze nawet się nie siląc na ciętą ripostę.

***

            Liv szła wąską uliczką nie zwracając uwagi na mijających ją shinobi, całkowicie skupiona na próbie opanowania samoczynnie cisnącego się na wargi uśmiechu. Nie wiedziała co zrobił ten dupek Uchiha, ale kąciki ust w ogóle nie chciały jej słuchać, uparcie unosząc się do góry, jakby chciały obwieścić całemu światu dobry humor właścicielki. Najgorsze było to, że za żadne skarby świata nie potrafiła tego opanować. Pocieszała się w myślach, że chociaż nie szczerzy się jak idiotka, bo subtelny uśmiech to nic złego. W końcu każdy może mieć lepszy dzień.
Westchnęła cicho, zatrzymując się i pocierając skronie. Czuła się odrobinę rozstrojona. Poranek u boku Uchihy nie tylko nie okazał się tragedią, ale też był całkiem przyjemny. Oczywiście pomijając bulwersujący fakt, że bez pytania wparował Liv pod prysznic stwierdzając, że mu się śpieszy i tak będzie o wiele szybciej.
W końcowym efekcie kąpiel trwała dwa razy dłużej, ale o dziwo żadne z nich nie narzekało. Ogólnie wszystko wyglądało bez większych zmian poza jednym istotnym szczegółem. Nadal obrzucali się drobnymi złośliwościami i ironicznymi uwagami, które chyba stały się dla nich chlebem powszednim, ale teraz mieli jeszcze inny sposób do wyboru na wyładowanie nadwyżki energii niż walka. Liv musiała przyznać, że znacznie przyjemniejszy. Z głośnym sapnięciem potargała grzywkę i zniknęła w kłębie szarego dymu.
Liv stała na polu treningowym i przyglądała się walczącym podopiecznym. Z uwagą śledziła postępy uczniów, z aprobatą dostrzegając idealnie wykończone techniki. Zaku dwoił się i troił, próbując zaskoczyć Yuchiro, jednak ten z kamienną twarzą unikał każdej techniki i podstępu.
Na usta Senju wkradł się lekki uśmiech, gdy zobaczyła, że działania młodego Uchihy wreszcie zaczęły działać. Nie miała wątpliwości, że spowodowane to jest głównie zmęczeniem przeciwnika, ale nie można było nie zauważyć, że grad ciosów Zaku ani na chwilę nie ustał. Determinacja aby pokonać rywala, wydawała się dodawać mu sił.
Tak, ku zadowoleniu Liv, chłopcy stawali się coraz silniejsi i to tylko kwestia czasu kiedy zdobędą rangę chunina. Wprost nie mogła się doczekać, gdy nadejdzie ten moment i skonfrontują swoje umiejętności z innymi drużynami. Miała pewność, że będzie to niezapomniane widowisko.
Senju, uśmiechając się pod nosem zerknęła w stronę Shion, która spod drzewa obserwowała rywalizację kolegów z drużyny. Dziewczyna ściskała w dłoniach dwie małe paczuszki, a na jej policzkach błąkały się podejrzane rumieńce. Liv przyjrzała się uważniej pakunkom i pokręciła głową. Shion jako urodzony medyk, starała się aby chłopcy utrzymywali bogatą w energetyczne posiłki dietę i sama specjalnie przygotowywała dla nich drugie śniadania. Szkoda, że o mistrzynię już tak nie dbała, pomyślała z sarkazmem.
Nagle uwagę Liv przyciągnęła znajoma kombinacja pieczęci i to co zobaczyła później sprawiło, że aż zamrugała zaskoczona. Przez polanę przemknęła największa kula ognia jaką widziała, przysmażając Yuchiro. Dopiero swąd spalonych włosów wyrwał ją z szoku na tyle, żeby mogła podejść do zmęczonych chłopców.
— No, no, no… Zaku. — Liv zacmokała głośno, zaplatając ręce na piersi. — Technika wyjątkowo mordercza i widowiskowa.
— Brat mnie podszkolił — pochwalił się szybko, napuszając się dumnie. Odgarnął z czoła mokre od potu kosmyki, posyłając szeroki uśmiech podchodzącej Shion. Dziewczyna jedynie przewróciła oczami, wzdychając ciężko i kucając przy Yuchiro. Chwilę później już smarowała bok jego twarzy zieloną maścią na oparzenia.
— To do ciebie niepodobne, dać się tak opalić. Spodziewałam się, że przy twoim refleksie zdążysz umknąć — Senju zwróciła się do drugiego ucznia, zauważając jak ten smętnie wgapia się w ziemię. Widząc, że coś jest nie tak, kucnęła przed nim, palcami ujmując za podbródek i zmusiła aby spojrzał jej w twarz. — Co jest?
— Zamyśliłem się — mruknął niewyraźnie, uciekając wzrokiem.
Liv bez słowa się wyprostowała, marszcząc jednocześnie brwi. Zdecydowanie Yuchiro nie zachowywał się tak jak zwykle. Niepokoiła ją ta dziwnie sztywna i oschła postawa w stosunku do grupy, a dodatkową podejrzliwość wzbudził fakt, że na głośne zaproszenie Zaku na ramen, zdecydowanie odmówił. Otrzepał spodnie i szybkim krokiem skierował się do wyjścia z placu treningowego, nie czekając na resztę drużyny.

20 komentarzy:

  1. AAAAAAAAAAA , jakie to cudowne ! wreszcie :) uśmiecham się teraz jak głupia. bosko, bosko i jeszcze raz BOSKO ! opłaciło się tyle czekać :) ale jestem ciekawa co będzie dalej :D pisz szybciutko bo zwariuję <3 wciąż jestem pod wrażeniem tego rozdziału.
    pozdrawiam, nowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że jesteś usatysfakcjonowana tym wpisem :D. Ja nie wiem czemu, ale coś bym poprawiła tylko jeszcze nie mam bladego pojęcia co. Taki syndrom wiecznie niezadowolonego autora. Beta nadal niedostępna więc musi wisieć takie xD. Nie wariuj, będzie dobrze :"D. Buziaki.

      Usuń
  2. Zamiast zabić ja cię wycałuję i wytulę! Właśnie tak wyobrażałam sobie ten związek, właśnie tak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja chyba nigdy nie wyobrażałam sobie ich związku xD. No ale zobaczymy co będzie dalej :"3. I tulaj mnie! Ten rozdział rodził się w bólach :"<.

      Usuń
  3. Wreszcie, a już zaczęłam tracić nadzieję, że coś z tego będzie :-D Minus taki, że teraz nie będę mogła doczekać się kolejnego rozdziału :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki to minus? To chyba dobrze, że nie możesz się doczekać :3. Gdyby było nudno to wcale byś tu do mnie nie zaglądała xD. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tu akurat masz rację :-D Ale teraz to już dwa razy dziennie sprawdzam, czy nic nowego się nie pojawia :-)

      Usuń
    3. Huehuehuehue... to paczaj, paczaj bo nie znasz dnia ani godziny (ja też nie xD) kiedy się pojawi nowy... swoją drogą mam już połowę rozdziału :"D

      Usuń
  4. Boskie! Świetnie piszesz! Uwielbiam Cię! :*
    http://historia-hyuga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Itachi i Liv to dopiero szalona para! Jak dla mnie to oni nie są jak ogień i woda ale raczej jak ogień i benzyna - wybuch gwarantowany. Czekam niecierpliwie na kontynuację:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogień i benzyna... ciekawe porównanie, że też na nie nie wpadłam xD. Ciekawe czy następne rozdziały podtrzymają ten wyraźnie widoczny entuzjazm, oby tak :">. Dziękuję za komcia.

      Usuń
  6. W sumie nie spodziewałem sie że tak to sie skonczy :D tzn jak czytałem poprzedni rozdział :P nie mówię, że złe, po prostu muszę sie przyzwyczaić
    pozdrawiam, życze dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boru, boru... czyli jednak za szybko? xDD Na pocieszkę mam, że nie będzie cukierkowo. Mam nadzieję O_o.

      Usuń
    2. Za szybko dla nich czy za szybko dla mnie hahaha :D

      Usuń
    3. No wiesz, 34 rozdział to cholera wie czy za szybko xD. W końcu to dorośli ludzie^^. W każdym razie lukrowi mówię stanowcze nie o czym się przekonasz^^.

      Usuń
  7. Super rozdział nie mogę doczekać się następnego :) Piszesz jeszcze puchatą historię? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, Puchata nie jest nawet w połowie... A może i jest? No, w każdym razie będą nowe rozdziały^^.

      Usuń
  8. Usunął. Mi. Się. Komentarz.
    Jezu, jak ja tego nienawidzę!
    Przepraszam za spóźnienie, ale byłam wcześniej, przeczytałam, przemyślałam i muszę stwierdzić, że... jesteś mistrzem, Dita! :3 Jesteś mistrzem i wcale nic nie przyśpieszyłaś, bo, do cholery, to jest 34 rozdział XD
    Genialnie opisałaś to całe napięcie i emocje, agth, kocham! <3 Ogólnie cieszę się, że Liv nie odepchnęła Uchihy tylko po prostu wreszcie odpuściła i dała się ponieść! Sama potem przyznała, że się opłaciło, bo Itachi jest geniuszem w każdym tego słowa znaczeniu ^^. No i nasza Senju się rumieni, kto by pomyślał! :o Shisui to wszystko ukartował nie? ;>
    Przerywniki w postaci wątków z przeszłości Liv też świetne, podoba mi się, że je tutaj wprowadzasz :D Czekam na więcej!
    No i co, Liv i Itachi są tacy rozkoszni! Ta ich początkowa niepewność rano, ale wciąż docinki - nigdy, przenigdy ich nie usuwaj, bo to dodaje ich związkowi czegos wyjątkowego (przynajmniej nie są jak co druga napotkana na ulicy parka ._.).
    No i co jest z tym Yuchiro? Mam złe przeczucia, sama nie wiem czemu, może dlatego, że masz smykałkę do pisania katastroficznych opowieści :c
    Tak czy owak pozdrawiam, gratuluję przełomu w opowiadaniu i czekam na kolejny rozdział! (nie ważne czy Sugar Story czy ZR :D).
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że napisałaś drugi <3. Bardzo mnie cieszy, że chociaż Ty, ze stałych bywalców, się odezwałaś po tym rozdziale. powiem szczerze, że mnie trochę przerażenie wzięło, ale skoro się podobało to znak, że nie spieprzyłam, a przynajmniej nie dokumentnie XD.
      Uspokoję Cię. Docinków tej pary nie można zlikwidować, oni tacy są i będą. Żeby to z nich wyplewić, Uchihę trzeba wykastrować, a Liv trzymać na psychotropach XD. Skomplikowane^^.
      Sprawa z Yuchiro wyjaśni się za jakieś dwa rozdziały i co mogę Ci powiedzieć, dobrze węszysz.
      Dziękuję za komentarz i zapraszam na nowy rozdział, właśnie już jest :"D. Buziaki.

      Usuń