Heeeej, mam drugą część i jest dłuższa! Udało się
odzyskać kolejną część fika. To można zliczyć zdecydowanie do plusów. Do
minusów wpisuję to, że betowane będzie nie wiem kiedy… Tay, nie ma czasu na
Internety. Życie ją wessało i teraz nie chce oddać. No, ale gdy się nie ma co
się lubi, to się lubi co się ma. Mam nadzieję, że literówki oraz herezje (mam
nadzieję, że takowych nie ma -_-) Was nie oślepią.
Pewnie jeszcze długo będę wyłapywać wszystkie te
potknięcia, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Taki mamy klimat, jak to mówi
pewna ministra XD.
Miłego czytania i czekam na komentarze^^. Ach, byłabym
zapomniała… ostatnia część — na nią przyjdzie trochę czekać, bo niestety do
niej znikło mi praktycznie wsio. Musze zaczynać od zera… Wesprzyjcie człowieka
jakimś pozytywnym odzewem, co?
Liv mijając
podenerwowanych organizatorów aukcji ustawiła się w szeregu, pomiędzy innymi
uczestnikami. Spod zmarszczonych brwi, obserwowała ogólne poruszenie przed
podestem, po czym westchnęła cierpiętniczo. Nie rozumiała dlaczego została
zmuszona do tej zabawy. Po entuzjazmie innych dziewczyn wiedziała, że na jej
miejsce znalazłoby się kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt innych chętnych.
One z radością wdzięczyłyby się na scenie, zmuszając licytujących do ciągłego
podbijania ceny.
Cóż, może i Liv
została wrobiona w tę aukcję, i ubrała
się tak jak na okazję przystało — ładna sukienka z długimi rękawami, o
łódkowatym dekolcie odsłaniającym nagie ramiona. Tak, ojciec ją zdecydowanie
wystroił. Jednak, jeżeli ktoś sądził, że prezentując się na podeście będzie się
wdzięczyć oraz szczerzyć radośnie jak idiotka to był w głębokim błędzie. Już sam
fakt, że stała na tym cholernym podium powinni uważać za sukces.
Uwagę Liv,
momentalnie przyciągnął spacerujący pomiędzy uczestnikami zastępca przewodniczącej.
Łypnęła na niego z wyraźnym niezadowoleniem, a niechęć do chłopaka wzrosła jeszcze
mocniej gdy zobaczyła co robił. Otóż, członek zarządu uczniowskiego rozdawał
zgromadzonym w zabawie uczniom jakieś papierowe serca. Na ich widok Liv aż
jęknęła ze zgrozą. Kiedy zatrzymał się przed nią, powoli skrzyżowała ramiona na
piersi marszcząc nos. Nie zamierzała ukrywać swoich poglądów, na temat tego
walentynkowego syfu.
— Nie chcę tego
— warknęła, spoglądając na chłopaka z groźną miną. Z zadowoleniem odnotowała
jak się biedny zmieszał, cofając przy tym nieznacznie. Zawsze odczuwała dziką
satysfakcję z tego jaki budziła respekt. Tym razem nie było inaczej, co
poprawiło odrobinę humor Liv. — Sam fakt, że biorę udział w tej farsie powinien
wam wystarczyć.
— Spokojnie, ja
się tym zajmę. — Niespodziewanie za plecami zastępcy, wyrosła sama
przewodnicząca oraz odebrała zestresowanemu już uczniowi serca. Fachowym okiem
zerknęła na papierową ozdobę, po czym bez ociągania przykleiła ją na biodrze
Liv. Dopiero w tym momencie Senju została oświecona, że to coś jest
samoprzylepne.
— Hej, chyba coś
powiedziałam — sapnęła z oburzeniem, na tak jawne ignorowanie jej woli.
Zgrzytając nerwowo zębami już sięgała aby zdjąć wątpliwą ozdobę, gdy zatrzymał
ją silny uścisk na nadgarstku. Mrużąc ostrzegawczo powieki, podniosła wzrok na
dziewczynę.
— Senju, nie
utrudniaj. Każdy ma przypisany numerek i ty Liv, nie jesteś wyjątkiem —
powiedziała zmęczonym tonem, poprawiając zsuwające się z nosa okulary i
westchnęła ciężko. — Widzę, że ci się to wszystko nie podoba, ale im szybciej
to załatwimy tym prędzej będziesz miała całą tę akcję z głowy. Dlatego chyba
warto współpracować, a przynajmniej nie utrudniać. Nie uważasz?
Liv na te słowa
zamarła na sekundę, analizując wszelkie za i przeciw. Rzeczywiście chyba nie
miała wyboru.
— Pośpieszcie
się — syknęła ostatecznie, przymykając oczy i biorąc uspakajający oddech.
Nie powinna walczyć z przewodniczącą. Wojna z nią, oznaczała potyczkę z samą
dyrektorką, która na pewno nie zapomniałaby wspomnieć panu Senju, jakie
problemy stwarza jego córka.
Mamrotając z
niezadowolenia Liv zerknęła na wykaligrafowaną na przyczepionym sercu cyfrę.
Czarny atrament tworzył ozdobną trójkę i dziewczynie mignęło przez myśl, że do
pomocy przy akcji musieli zaprosić grupę z kółka plastycznego. Ona w życiu nie
dałaby rady stworzyć takich fantazyjnych zawijasów. No chyba, że niechcący.
W każdym razie,
zdaniem Senju ten numer był dobry jak każdy inny więc nie zamierzała tego
analizować. Zwłaszcza, że takie rozważania mogłyby jej tylko podnieść ciśnienie
i wtedy mogłaby zrobić coś głupiego. Na przykład, wykrzyczeć swoje zdanie o
takich przedsięwzięciach. Czasem niewyparzony język Liv miał więcej wad niż
zalet, ale co poradzić. Nikt nie urodził się idealny.
Oddychając
ciężko przeczesała palcami włosy, mimochodem rozglądając się po wytypowanych do
zabawy uczestnikach. Z tego co widziała, organizatorom udało się zgromadzić
większość śmietanki towarzyskiej, która gwarantowała sukces akcji.
Skupiała właśnie
wzrok na jakiejś platynowej blondynce, gdy niespodziewanie ktoś zasłonił Senju
oczy.
— Co jest?! —
warknęła z konsternacją, czując jak nieznajomy zawiązuje z tyłu jej głowy wąski
materiał. — Tego nie było w umowie — syknęła, błyskawicznie odwracając się do
winnego chwilowej ślepoty.
— Podjęliśmy
decyzję, że będzie ciekawiej jak nie zobaczycie kto was zlicytuje.
— O rany! To
takie ekscytujące!
— Ta, jak
cholera — mruknęła w odpowiedzi Liv, zdegustowana piskiem którejś z dziewcząt.
Czuła, że ten cały cyrk zaczyna ją przerastać i tylko stalowa wola wciąż
trzymała Senju w sali. Nie chciała dać ojcu pretekstu do zamrożenia
kieszonkowego, a nie miała wątpliwości, że taką karę by zastosował. Zdecydowanie
powinna się uspokoić.
Chciała już
zacząć oddychać wyciszająco — tak jak nauczył ją trener przed ważnymi meczami,
gdy nagle poczuła jak ktoś na nią wpada o mało nie zwalając z nóg. Tego było za
wiele. Zanim się zdążyła zastanowić co robi, już trzymała delikwenta za przód
koszuli, podduszając kołnierzykiem.
— Racz, uważać,
jak, chodzisz — wycedziła przez zęby. Naprawdę ci na górze, postanowili dzisiaj
wystawić na próbę opanowanie Senju.
— Wybacz,
zagapiłem się — usprawiedliwił się ze śmiechem nieznajomy, pokasłując cicho.
Słysząc to, Liv
prychnęła z politowaniem. Odepchnęła delikwenta w tył, demonstracyjnie
odwracając się do niego plecami. Tak, ten dzień zdecydowanie nadwyręży nerwy
Senju. Dziewczyna czuła to w kościach.
~oOo~
Starając się
opanować cisnące się do gardła prychnięcia, Liv dla uspokojenia bawiła się
zapiętą na swoim nadgarstku bransoletką. Gładząc opuszkiem palca czerwony
kamień, z umiarkowanym zainteresowaniem słuchała przebiegu aukcji.
Każdy z
uczestników zabawy, został zdegradowany do numeru i tylko znajomość własnego,
dawała szanse na śledzenie właściwej licytacji. Podczas niektórych osób pod
sceną toczyła się prawdziwa bitwa. Uczniowie krzyczeli jeden przez drugiego,
podbijając kolejne kwoty.
Z dobrze
skrywaną ciekawością, Liv słuchała przedostatniej aukcji. Po podniesionych
głosach wiedziała, że głównymi zainteresowanymi są dziewczęta — więc idąc tym
tropem — wywnioskowała, że to Shisui Uchiha wzbudził aż takie zamieszanie.
Tak, Senju
widziała go w grupie wytypowanych do zabawy i nawet mignęła jej myśl, że dzięki
jego uczestnictwu, szkoła zgarnie ładną sumkę. Przystojny brunet może nie był
aż tak rozchwytywany jak Itachi Uchiha, ale niewątpliwie w rankingach
popularności, zajmował zaszczytne drugie miejsce. Zresztą, to było słychać po
szaleństwie jakie właśnie miało miejsce wśród uczennic zgromadzonych w auli.
Liv odetchnęła
głęboko odliczając minuty do końca. Jeszcze tylko jeden uczestnik, albo
uczestniczka, i będzie wolna. Przynajmniej teoretycznie. Sytuacja nadal
pozostanie upierdliwa, ponieważ zostanie uziemiona u boku obcego chłopaka. Z
tego co się orientowała to wygrał ją któryś z Hyuuga. Liv kojarzyła to
nazwisko, ale za żadne skarby, nie potrafiła go dopasować do znajomych twarzy. Coś jej świtało, że chyba w którejś drużynie sportowej grał chłopak o takim nazwisku,
ale nie była pewna.
W każdym razie, będzie co ma być. Wszystko wydawało się lepsze od sterczenia jak kołek na
scenie, pod obstrzałem tych wszystkich spojrzeń.
Zbyt zajęta
własnymi rozmyślaniami, dopiero po czasie dotarła do niej ogarniająca
pomieszczenie wrzawa i ku zdumieniu Liv, żałosny płacz wyrywający się z wielu
gardeł.
Zamrugała
intensywnie, zaskoczona tym nietypowym zjawiskiem, gdy jedno zdanie przewodniczącej
wyjaśniło cały, ten raniący uszy, lament.
— Itachi,
zapraszam na podest.
Liv aż parsknęła
śmiechem, szybko maskując go kaszlem. Teraz wszystko zrozumiała. Zgromadzone w
auli uczennice, zderzyły się z brutalną rzeczywistością. Otóż, szkolny adonis —
Itachi Uchiha, rozwiał marzenia obecnych dziewcząt, że jego serce wciąż jest
wolne. Biorąc udział w walentynkowej zabawie, zrujnował ich wizję świetlanej
przyszłości u swojego boku. Decydując się oficjalnie na którąś z kandydatek, dał
znać, że reszta go nie interesuje. Kto by pomyślał, że akurat w święto
zakochanych nastąpi istny pogrom niewieścich serc.
Rozbawiona
własnymi spostrzeżeniami Liv, pokręciła z politowaniem głową. Nawet przez
chwilę zrobiło jej się żal tych idiotek, ale po krótkim namyśle stwierdziła, że
same są sobie winne. Kto to widział wielbić kogoś jedynie za wygląd. Może to je
czegoś nauczy na przyszłość. Chociaż Liv miała ku temu poważne wątpliwości. Dorastające
uczennice były głuche, na głos rozsądku.
— Chodźmy.
Liv aż
podskoczyła z zaskoczenia, czując chłodną męską dłoń na swojej. Zbyt
skonsternowana tym co teraz ją czekało, pozwoliła się wyprowadzić z
pomieszczenia. Stawiając ostrożnie kroki za chłopakiem, dumała co dalej. Nigdy nie była w tak żenującej sytuacji. Ale na sam
początek, powinna ściągnąć opaskę z oczu. Poruszanie się na ślepo było
frustrujące i niebezpieczne. Za bardzo ceniła sobie pełne uzębienie, żeby
dobrowolnie ryzykować jego utratę.
— Zaczekaj —
zawołała, gwałtownie przystając i bez ociągania zdjęła upierdliwy materiał.
Jednak zanim zdążyła spojrzeć na towarzysza, rozległo się głośne huknięcie, a
następnie cały korytarz pogrążył się w mroku. — Co jest? — sapnęła zaskoczona,
w pamięci mając tylko widok ciemnych włosów towarzyszącego ucznia. Jedynie to
zdążyła zauważyć zanim zgasło światło, a ta wiedza jakoś nie pomagała w
zidentyfikowaniu tymczasowego partnera. Mało tego, zewsząd dochodził dziwny
szum jakby pracujących urządzeń, utrudniający ewentualną rozmowę.
— … wywaliło…
— Co? — zapytała
głośno, z poirytowaniem zmniejszając dystans pomiędzy nią a rozmówcą. Jak na
razie dzień był jednym z najbardziej pechowych w życiu Liv.
— Albo korki
wywaliło, albo śnieg zerwał linie, albo przerwa w dostawie prądu.
— Dużo tych
„albo”, ale chyba masz rację — przyznała, zerkając na sufit jakby tam mogła
dostrzec przyczynę problemu. Już zamierzała iść dalej, gdy niespodziewanie
zderzyła się z twardą piersią bruneta. — Wybacz — wymamrotała, rozmasowując
nos.
— Nie szkodzi.
— Pewnie nie
masz latarki, co?
— Przykro mi,
ale akurat dziś, zestaw małego agenta zostawiłem w domu.
— A już
myślałam, że mam do czynienia z następcą MacGyvera.
— Jak widzisz
życie jest pełne rozczarowań — rzucił z sarkazmem.
Liv słysząc tę
odpowiedź aż uśmiechnęła się półgębkiem. Lubiła ludzi z tak zwanym pazurem, i
ten chłopak z minuty na minutę, robił się coraz bardziej interesujący. Może ta
randka nie będzie wcale taka zła jak zakładała na początku.
— Chodź,
znajdziemy jakieś miejsce gdzie można bezpiecznie usiąść.
— Jak to? To
nigdzie mnie nie zabierasz? Nie chce nic mówić, ale właśnie tracisz punkty —
zauważyła z lekką drwiną, dochodząc do wniosku, że ciemność nie jest taka zła.
Przynajmniej łatwiej się prowadziło rozmowę. — W zasadzie, to lecą ci na łeb na
szyję — parsknęła z udawanym rozczarowaniem, z trudem opanowując śmiech.
— Nie wiem jak
ty, ale ja wolałbym nie łazić na ślepo po szkole. Lubię swoje kończyny bez
gipsu.
Liv nawet nie
mrugnęła, kiedy mówiąc to, ponownie złapał ją za rękę. Cóż, po ciemku zawsze
korzystniej było iść za kimś. Zdecydowanie lepiej zderzyć się ze stosunkowo miękkim
ciałem, niż z betonową ścianą. Kierując się tą zasadą, pozwoliła się poprowadzić.
— Fakt, plus dla
ciebie — westchnęła ciężko, wbijając wzrok w miejsce gdzie teoretycznie powinny
być plecy chłopaka. Nagle twarz Liv rozświetlił chochlikowaty uśmieszek, a
powieki zmrużyły się prowokacyjnie. — Ach, byłaby zapomniała… ładne pachniesz.
Z niemałym
rozbawieniem odnotowała jak drgnął i miała niemal pewność, że odruchowo
obejrzał się na nią przez ramię. Owszem uwaga Liv stawiała za cel speszenie
bruneta, ale na swoje usprawiedliwienie miała, że rzeczywiście używał
przyjemnych perfum.
— To było
bezpośrednie…
— Po co bawić
się w niepotrzebne podchody, skoro nie mam nic do stracenia?
— Nie bardzo
rozumiem…
— W sensie, ty
znasz mnie, ja ciebie nie, więc nie muszę udawać kogoś kim nie jestem —
zauważyła ze śmiechem, wzruszając obojętnie ramionami. — Raczej znasz mój
uroczy charakter…
— Ciężko go nie
znać, gdy specjalnie się z nim nie kryjesz — przyznał z rozbawieniem.
W tym momencie w
głowie Liv, zapaliła się alarmująca lampka. Głos nieznajomego brzmiał wyjątkowo
znajomo, nawet w tym wszechobecnym szumie. Była niemal pewna, że rozmawiają nie
pierwszy raz.
— Hm… a my,
znamy się? Twój głos brzmi wyjątkowo znajomo — zauważyła, przyśpieszając kroku.
— Ciężko się nie
znać, chodząc do tej samej szkoły — padła wymijająca odpowiedź, która
błyskawicznie wzmogła czujność dziewczyny.
— Przypomnij mi
jak masz na imię, bo jesteś Hyuuga, tak?
— Nie.
Liv aż się
potknęła słysząc tę szybką i stanowcza odpowiedź. Marszcząc brwi, ścisnęła
mocniej dłoń chłopaka zmuszając go do zatrzymania.
— Słucham?
Przecież… — zaczęła, mrużąc powieki jakby to nagle miało jej pomóc wiedzieć w
ciemności. Powoli zbliżyła się do tkwiącego w bezruchu bruneta i uniosła dłoń,
dotykając jego twarzy. — Cholera, jestem pewna, że cię znam…
Nawet nie
drgnął, gdy przesunęła palcami po linii jego szczęki, wzdłuż kości policzkowej,
a następnie skroni. W końcu westchnęła ze zrezygnowaniem. W ten sposób z
pewnością się nie dowie z kim ma do czynienia. Nie potrafiła „widzieć” palcami,
tak jak to robili niewidomi.
Chciała już
cofnąć dłoń, kiedy niespodziewanie nakrył ją swoją i przyłożył do swojego
policzka. Zaskoczona wbiła wzrok w ciemność, tam gdzie teoretycznie powinna być
twarz chłopaka, z trudem opanowując odruch wyrwania ręki z uścisku. Gest
emanował dziwną intymnością, która wydawała się Liv nie na miejscu. Nie znała
tego człowieka i nie chciała mu robić złudnej nadziei.
— Chcesz
wiedzieć? — zapytał cicho, a Senju z konsternacją odnotowała, że wyczuwa ciepły
oddech rozmówcy owiewający policzki. Cholera, nawet nie dostrzegła, że znaleźli się tak
blisko.
— To chyba
logiczne, że tak — odpowiedziała po krótkim namyśle, odrobinę zdziwiona zmianą
jaką wyłapała w jego głosie. Zupełnie jakby wiedział, że to kim jest, będzie
dla niej problemem. — Kimkolwiek jesteś, mnie to nie zrobi różnicy.
— Obiecaj to.
— Słucham?
— Obiecaj, że
gdy dowiesz się kim jestem, to to, nie wpłynie na te dwa dni.
— Odrobinę
przerażasz, takim gadaniem — parsknęła nerwowo i bez ostrzeżenia, złapała
bruneta za krawat zmuszając go do pochylenia głowy. — Masz moje słowo, a Senju
nie rzuca słów na wiatr.
— W takim razie, za parę minut się dowiesz — podsumował ze spokojem, nawet nie próbując się
uwolnić.
Liv słysząc tę
ogólnikową odpowiedź, aż sapnęła z frustracji. Nie była zadowolona z takiego
przebiegu rozmowy. Złożyła obietnice, a ten dupek wciąż nie miał zamiaru się ujawnić.
— Nie taka była
umowa…
— Spokojnie. Nie
bądź taka niecierpliwa S… Liv.
To jedno
przejęzyczenie wystarczyło, aby wszystkie rozsypane elementy układanki w głowie
Liv, połączyły się w spójną całość.
Unikalna kompozycja
perfum, zmieszana z indywidualnym zapachem, który przy ostatnim spotkaniu omal
nie zwalił jej z nóg. Głos, którego brzmienie przyśpieszał bicie serca, a
jednocześnie sprawiał, że ciało zamierało w bezruchu.
I ostatnia rzecz, na wspomnienie której Liv nadal odczuwała mrowienie w ustach. Incydent którego
za cholerę, nie potrafiła usunąć z pamięci, bo wciąż był jak żywy.
— To ty… —
wyszeptała, poluzowując uchwyt na krawacie i powoli opuszczając dłoń z twarzy
bruneta. W momencie jak całkowicie puściła materiał, rozległo się głośne
pstryknięcie, a następnie korytarz zalało blade światło lamp.
Senju aż cofnęła
się na ten niespodziewany blask, automatycznie mrużąc powieki. Zostać
oślepionym przez światło, stanowczo nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy.
Z trudem opanowała chęć potarcia powiek, doskonale sobie zdając sprawę z
efektów. Nie zamierzała przypominać pandy, a to by się niechybnie stało, gdyby
rozmazała zalegający na rzęsach tusz. Makijaż to zło. Kiedy wreszcie
widziała coś więcej poza ciemnymi plamami, niepewnie uniosła wzrok.
Przed nią stał
nie kto inny, a Itachi Uchiha, w tej chwili przyglądający się jej z wyraźnym
napięciem. Jakby się spodziewał, że dziewczyna zaraz rzuci się do ucieczki. Ciemne jak
smoła oczy, z uwagą śledziły każdą zmianę na twarzy Liv, włącznie z tym, jak
przygryzła wargę zerkając w boczny korytarz.
Cóż, jeżeli
brunet podejrzewał, że dziewczyna rozważa ucieczkę, to owszem miał rację. To była
pierwsza myśl jaka pojawiła się w głowie Senju, po pojawieniu się oświetlenia.
— Wciąż tu
jesteś — zauważył Itachi z rezerwą, czujnie obserwując Liv i wsuwając ręce do
kieszeni spodni.
— Hn. — Nie była
w stanie wykrztusić więcej. Bała się, że jak tylko otworzy usta to może
powiedzieć coś czego nie powinna, a przecież złożyła obietnice.
— Słowo cię trzyma,
co?
Na te ociekające
sarkazmem słowa, Senju aż drgnęła nerwowo powieka.
— Czy to
istotne? Chciałeś szansy to ją dostałeś, a teraz jeszcze jakieś pretensje —
wymamrotała przez zaciśnięte zęby, siląc się na spokój. Doprawdy, czego Uchiha
się spodziewał? Przecież od zawsze ich relacje należały do skomplikowanych. A
ostatnia akcja pod jemiołą, wcale ich nie poprawiła, a wręcz przeciwnie. Po
niej w głowie Liv panował istny mętlik, a wciąż żywe wspomnienie dotyku Uchihy
ust, nie pomagało.
Przez dłuższą
chwilę mierzyli się spojrzeniami aż w końcu Itachi odetchnął głęboko, jakby dla
uspokojenia.
— Nie zgłaszam
pretensji — zaprzeczył, ujmując Liv za rękę i pociągnął w stronę szatni.
Ku ogromnej
uldze Senju, po drodze nikogo nie spotkali. Nawet nie chciała myśleć, ile ta
jedna walentynkowa zabawa przysporzyła jej wrogów. Już widziała te zamachy na
swoje życie za to, że śmiała ruszyć szkolne bożyszcze.
— Powiedz mi
tylko jedno… jak? — odezwała się, po dłuższej chwili milczenia wbijając wzrok w
idącego przed nią Uchihę. Wprost nie mogła uwierzyć, że ten wieczór miała spędzić
z nim, ale tym postanowiła się martwić później. Teraz miała pilniejszą sprawę
do wyjaśnienia. — Przecież słyszałam…
— Co dokładnie
słyszałaś?
— Jak to co? Że
trójkę wylicytował ktoś z Hyuuga…
— Zgadza się —
przytaknął, puszczając Liv oraz otwierając jej szafkę. — Tyle tylko, że ty
miałaś dziesiątkę, nie trójkę.
— Niemożliwe —
sapnęła, marszcząc nos i analizując przebieg aukcji. Cholera, przecież nie była
ślepa. Wyraźnie widziała jaki został jej przypisany numerek. Zbyt zajęta
własnymi rozmyślaniami nawet nie zauważyła, jak Itachi okręcił jej szalik, a
potem pomógł nałożyć kurtkę. — Zaraz, przecież nadal mam na sobie to kiczowate
serce — mruknęła w olśnieniu, ale zanim zdążyła po nie sięgnąć, już tkwiło w
dłoni chłopaka. — Hej!
— Z której
strony by nie patrzeć, to wciąż niezmiennie dziesiątka — stwierdził, i na
dowód, że mówi prawdę odwrócił nalepkę w stronę Liv.
Gdy zielone oczy skupiły się na czerwonym
papierze, jedyną wyraźną emocją jaka się w nich odmalowała było niedowierzanie.
Senju błyskawicznie wyrwała serce spomiędzy palców bruneta i obejrzała je z
każdej strony, jakby spodziewając się jakiegoś przekrętu.
Liv nie
potrafiła zrozumieć, jakim cudem cyfra w magiczny sposób ewoluowała z trójki na
dziesiątkę. Miała pewność, że to właśnie numer trzy przykleiła na jej biodrze
przewodnicząca. Chyba, że…
— Cholera, to
ten chłopak — wymamrotała pod nosem, przypominając sobie sytuację sprzed
rozpoczęcia zabawy. Wtedy, gdy wpadł na nią nieznajomy, musiało dojść do
podmiany naklejek. Nie istniało inne wytłumaczenie. — To ten dupek, zamienił
kartki — wywarczała, zgrzytając nerwowo zębami.
Itachi
niewzruszony kipiącą gniewem dziewczyną, bez słowa zasunął kurtkę i poprawił
kołnierzyk. Zerknął w najbliższe okno, ocieniając panującą na zewnątrz pogodę,
po czym ponownie skupił się na towarzyszce.
— To mogło się
stać przez przypadek — zauważył przytomnie, wciskając na głowę Liv czapkę, za
co dostał mordercze spojrzenie zza zmrużonych powiek.
— Takie przypadki
się nie zdarzają — zawyrokowała, furcząc gniewnie przy wsuwaniu rękawiczek.
Złorzecząc pod nosem, przysiadła na najbliższej ławeczce i
zmieniła obuwie. Najbardziej interesował ją motyw nieznajomego. Po co to
zrobił?
~oOo~
— Nie jest ci
zimno? — odezwał się w końcu Uchiha, przerywając panującą pomiędzy nimi ciszę.
— Nie, jest w
porządku — odpowiedziała, błyskawicznie uciekając spojrzeniem przed ciemnymi
jak noc, oczami Itachiego. Czuła się odrobinę nieswojo w towarzystwie bruneta,
zwłaszcza ze świadomością, że to jemu, obiecała danie szansy. Nie bardzo
rozumiała dlaczego tak nagle wyskoczył z taką prośbą, ale skoro dała słowo, to
go dotrzyma. A przynajmniej się postara, bo zdawała sobie sprawę, że będzie
ciężko. Oddychając głęboko, skupiła wzrok na płynącej wzdłuż alejki rzece oraz
pływających na niej krach.
Faktem było, że
spacerowali po parku już około godziny i powoli zaczynała odczuwać minusową
temperaturę. Policzki mrowiły ją od lodowatego wiatru, a i stopy — mimo ciepłych
kozaków — drętwiały od mrozu.
Jednak prędzej
piekło zamarznie, niż przyzna się do tego głośno. W końcu to na życzenie Liv,
zamiast siedzieć w ciepłej, przytulnej kawiarni, spacerowali po parku.
— Słychać —
parsknął Itachi z rozbawieniem, zatrzymując się i odwracając w stronę Senju. Spod rzęs zerknął na
zarumienioną od zimna twarz dziewczyny i kręcąc z politowaniem głową, ustawił
się tak aby osłonić ją od wiejącego chłodu.
— Nie rozumiem o
co ci może chodzić — wymamrotała, chowając nos w szalik i z trudem opanowała
chęć, przylgnięcia do Uchihy całym ciałem. Cóż, faktem było, że przy takiej
aurze przytuliłaby się nawet do jeża — jeśli to pomogłoby się ogrzać, ale gdy w
grę wchodził brunet, to wciąż miała pewne zahamowania.
— Pewnie o to,
że tak szczękasz zębami, że płoszysz ptaki z drzew. Już nawet nie wspomnę o
przechodniach, patrzących na nas dziwnie…
— Nie wspomnisz,
tak? — sarknęła, przyglądając się obłoczkowi pary wychodzącemu z ust. — A poza
tym, nie prawda.
Słysząc to
Itachi uniósł drwiąco brwi, i zanim Liv zdążyła odskoczyć, nachylił się
dotykając jej policzka ustami. Czując lodowatą skórę dziewczyny, przeklął cicho
i prostując się, wbił w nią mordercze spojrzenie.
— W tej chwili
idziemy do lokalu — wywarczał z rozdrażnieniem, i nie czekając na nic, zaczął ciągnąć
Liv w stronę dzielnicy usługowej. Wyczuwając jak się zapiera, obejrzał się
przez ramię. — Ostrzegam cię, nie będziesz szła po dobroci to zawlekę cię tam
siłą.
— Itachi, nie… —
Senju aż zamrugała z zaskoczeniem, gdy chłopak momentalnie stanął w miejscu i
odwrócił się w jej stronę.
— Serio jest źle
— sapnął ze zgrozą, gdy wierzchem dłoni dotknął twarzy Senju. — Jeżeli
powiedziałaś mi po imieniu…
— Oj, zamknij
się Uchiha — wymamrotała czerwona jak burak, gdy zrozumiała, że właśnie się z
niej naśmiewa. Zacisnęła usta w wąską kreskę, na widok wyraźnie rozbawionych
ciemnych oczu. — Bardzo śmieszne…
— Wiesz… —
zamyślił się na chwilę, drapiąc przy tym po brodzie. — Podoba mi się brzmienie
mojego imienia w twoich ustach — wymruczał z zadowoleniem, nachylając się w
stronę Liv i obserwując reakcję. Kiedy gwałtownie odwróciła głowę stanowczo
odmawiając kontaktu wzrokowego, uśmiech Itachiego znacznie się poszerzył. — Ale
teraz, czas cię rozgrzać. Idziemy.
— Rozgrzać? —
Liv spojrzała na Uchihę z konsternacją, w lot wyłapując dwuznaczność
wypowiedzi. Tym bardziej, że ten szarlatan celowo użył niskiego głosu, od
którego wszystkim dziewczętom w szkole miękły kolana.
— No, rozgrzać —
przytaknął, patrząc na towarzyszkę spod rzęs. Z rozbawieniem obserwował jak
zerka na niego podejrzliwie, aż w końcu postanowił się na nią zlitować. —
Gorąca czekolada będzie jak znalazł, ale… — Nachylił się do ucha Liv, szepcząc:
— Podoba mi się twój tok myślenia, więc jak masz lepszą propozycję…
— Czekolada to
doskonały pomysł — ucięła szybko, wyrywając się do przodu i brnąc dziarsko
przez śnieg. Na przestrzał parła przed siebie, w nosie mając wytyczone ścieżki.
Chciała jak najszybciej znaleźć się w ciepłym miejscu, a przy okazji, nie dać
Itachiemu szansy na dalsze prowokacje.
—
Hn. — Na usta Uchihy wypłynął kpiący uśmieszek, gdy w paru krokach dogonił
dziewczynę. Zerknął kątem oka na jej skonfundowaną minę, i tym razem postanowił
ugryźć się w język.
Po
piętnastu minutach wędrówki w ciszy, zatrzymali się przed oszkloną, narożną
kawiarnią. Zielone oczy Liv przesunęły się po złotym szyldzie, który za wiele
jej nie powiedział. No może prócz tego, że nazwa brzmiała odrobinę tandetnie. „Rajski
płomyk” nie kusił nazwą, ale Senju żyła nadzieją, że jest tam chociaż ciepło.
Liv rzadko kiedy
odwiedzała takie miejsca. Nie przepadała specjalnie za słodyczami, a jak już
miała ochotę na słodką bułkę, to spokojnie zadowalała się tymi zakupionymi w
przydrożnych straganach.
Jedynym ustępstwem
w kwestii życia towarzyskiego Liv, było wychodzenie do pubu z dziewczynami z
drużyny. Zaproponował to sam trener, sugerując, że to pomoże im w zacieśnianiu
więzi, poznaniu się lepiej i tak dalej, a to poprawi współpracę zespołu. O ile ona uważała takie wyjścia za
zbyteczne, to znajome przyjęły je z szalonym entuzjazmem. Zanim zdążyła się odezwać, pomysł został zaakceptowany oraz wprowadzony w życie. Takim oto sposobem
stało się tradycją, że po meczach zawsze spotykały się w tym samym lokalu, świętując
zwycięstwo lub liżąc rany po porażce.
W każdym razie
miejsce, gdzie zaprowadził ją Itachi, sprawiało wrażenie przytulnego, a
jednocześnie wyjątkowo popularnego wśród młodych ludzi. Zza szyby łatwo było
dostrzec, kłębiący się wewnątrz tłum klientów, w których wyraźnie dominowały
zakochane pary. Lokal przeżywał prawdziwe oblężenie, w głównej mierze
spowodowane przypadająca na dzisiejszy dzień datą. Nie dało się nie zauważyć
zadowolonych dziewcząt, uwieszonych na ramionach partnerów lub wgapiających się
w nich maślanym wzrokiem, przez zajmowany stolik.
Gdy
Liv skończyła oględziny, Itachi prawie szarmanckim gestem otworzył przed nią
drzwi zapraszając do środka. Prawie, bo gdy zbyt długo się ociągała — zajęta
przyglądaniem się z niewyraźną miną, wiszącemu nad wejściem obrzydliwemu
kupidynowi — bezceremonialnie wepchnął Senju do lokalu, zaraz pakując się za
nią.
Mnie także podoba się tok myślenia Liv haha :D Ta cześć w mojej ocenie dużo lepsza od poprzedniej. Wiadomo - 1 czesc to takie wprowadzenie a tu już się coś działo :D świetnie czyta się rozmowy Liv z Itachim :D no i Liv nie może zapomnieć o pocałunku! :D
OdpowiedzUsuńCzekam na next, życzę dużo weny i pozdrawiam :)
No i co? Jest cukrowo, romantycznie i walentynkowo? Mam nadzieję, że tak >.<. Pewnie, że lepsza, bo pojawiała się główny bohater, rola męska XD. Ja Was znam^^. W każdym razie cieszę się, że może być ta część. Chociaż Judah, za krótkość Twojej wypowiedzi, powinieneś dostać po łapach :x.
Usuńpoprawie się :D
UsuńJa myślę D:
UsuńPrzypuszczam, że za podmianę numeru odpowiada kuzyn Uchihy ;-)
OdpowiedzUsuńTeraz już nie mogę się doczekać kolejnej części. Jestem bardzo ciekawa, jak się rozwinie akcja ;-) Czekam niecierpliwie :-)
Moi Czytlenicy to istni Sherlocy :"D. To miło, że doceniasz geniusz klanu Uchiha. I powiem Ci, że dobrze węszysz. Zobaczymy, czy uda mi się zaskoczyć ostatnią częścią tego lovestory. Pozdrawiam cieplutko^^.
UsuńCz. 2 zdecydowanie lepsza, a jaka zabawna. Uwielbiam Twoje opowiadania, Liv zdecydowanie jest najlepsza, czekam na następną część!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Tak jak mówiła, pojawia się Itachi to i publika zadowolona :"D. Co ten facet w sobie ma, że wzbudza aż takie zainteresowanie...
UsuńW każdym razie, bardzo mnie cieszy, że Liv również zdobyła Twoją sympatię. Nie powiem, pisać dialogi jej i Łasica to istna przyjemność XD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :3
Dita Dita! Jak ja uwielbiam Twoje opowiadania, każde z nich, naprawdę. Jedynym minusem tych prac jest to, że są za krótkie i zdążę się wkręcić, a tu już koniec... Kochasz męczyć ludzi :-(
OdpowiedzUsuńOgólnie strasznie mi się chciało śmiać z faktu, że Liv została wybrana na coś takiego, jak jakaś nagroda. I taj dobrze sobie poradziła, bo znając jej temperament Senju powinna oderwać wszystkim głowy i jeszcze je podeptac. A tu proszę, zgodziła się nawet ba naklejkę (tez czuje, ze podmiana to sprawka Shisuiego :-D). Podobał mi się ten krótki spacer i fakt, że Liv nadal pamięta o akcji z jemiola i nie odtraca Itachiego. No uwielbiam ich razem!
Teraz tylko czekam na następną część, zastanawiając się co dalej wykombinujesz. Czekam niecierpliwie!
Pozdrawiam :*
Hej, hej <3. Cieszą mnie Twoje słowa bardzo mocno, serio. A co do długości... heh... ten, no... nie zawsze umiem urodzić kolosalny rozdział D:. I nie, nie robię tego żeby się znęcać! To jest oszczerstwo. Czasem tylko... ten, no... nie ważne :D.
UsuńLiv miała zdecydowanie dobry dzień, albo jej ojciec ma taki "dar przekonywania". Przypuszczam, że lepiej zadziałało to drugie...
Ach, Shisui... to w końcu prawdopodobne, że to on w tym maczał palce, w końcu ktoś musiał pomóc Łasicy^^.
Randka nie prezentuje się zbyt mdło? Bo serio, to były moje największe obawy... w głowie dzwoniła myśl: Dita, kuźwa, nie zrób z tego lukru i kiczu, w końcu piszesz o Uchiha i Senju...
Mam nadzieję, że wyszło XD. Dziękuję za komentarz wenujący, i pozdrawiam cieplutko.
Biolchem (prawdopodobnie) dostanie wpierdziel za obijanie się i brak komentarza ale ja leń niestety i oglądanie seriali niestety jeszcze bardziej wpływa na moje lenistwo, ale ja tu powinnam nie o tym :P
OdpowiedzUsuńŻądam więcej !!! < wali pięścią w stół > :D ;P Tak możesz mi za to wklepać ale ja chcieć więcej jak zawsze, dla mnie rozdziały zawsze będą za krótkie, taka chyba moja natura albo twoja chęć znęcania się nad nami :P
Wiedziałam, że ten koleś który wpadł na Senju zrobił coś i to coś było mniej lub bardziej ważne, podejrzane było to, że zaczął się śmiać :P
Moje rozkminy w trakcie czytania: Kto mógł by wylicytować Senju? Pierwsza odpowiedź: Itacki i tak sobie myślę: Nieee... to przecież za proste ale co innego się zrobi przecież nie przyjdzie to tego kogoś kto ją "kupił" i nie walnie go w twarz żądając by oddał dziewczynę, no nie to nie w stylu Itackiego.
Moja reakcja na to że Senji wylicytował Hyuuga, było takie: Chwila nie tak nie może być, ale jak ?!!? Później wymyślałam całą teorię spiskową o tym, że Itacki zapłacił dodatkową kasę Hyuudze aby za niego licytował Liv a on będzie licytować kogoś innego i się później zamienią albo nie wiem. Później dopiero zaczęłam rozkminiać że może ten koleś coś zrobił, zabawne jest to, że niby to co wymyśliłaś jest proste ale i tak zaskakuje, Dita człowiek zagadka :D ale przynajmniej nie narzekam na nudę :P
Akcja z wywaleniem korków takie awww... :D normalnie cud miód i orzeszki :P Moje przeczucia, że to Itacki potwierdziły się po jego stwierdzeniu z zestawem małego agenta :P W końcu Itacki jest przygotowany na wszystko, prawda? Ale jeśli miał zamiach chociaż przytulić się od Senju to musiał opróżnić kieszenie ze wszystkich scyzoryków, bandaży, bransoletek itp. rzeczorów bo przecież jak można tak dziewczynę dźgać :P to był super misternie uknuty plan :P
LIV MASZ SZANSĘ SPĘDZIĆ DZIEŃ BĘDĄC WŁAŚCIWIE OBSŁUGIWANA PRZEZ UCHIHĘ, WIĘC SCHOWAJ DUMĘ DO KIESZENI ALBO WYKOP JĄ NIECH SOBIE POCHODZI PO LESIE I JAZDA MI IGNOROWAĆ JEGO NAZWISKO I SPĘDZAĆ MIŁO CZAS !!!! - miałam ochotę wykrzyczeć jej to w twarz w momencie kiedy Senju rozkminiła z kim rozmawia, niepojętą rzeczą jest dla mnie fakt, że nie skojarzyła perfum/zapachu Itacza -_-
Dalsza scena to też takie awww... :D
Biolchem nic niestety nie wykrzesa już z siebie, przepraszam również za brak zwyczajowej głupoty ale no cóż ten rozdział zmusił mnie bardziej do rozkminiania twojego myślenia, możliwe że wpływ miała też na to broszura na konkurs neurobiologiczny ( hehe... 13/35 punktów, ale byłam zobaczyłam i postrzelałam :P )
Pozdrowienia ode mnie, zwanej inaczej jako Hejter, podrzucam żarcie dla weny może się skusi no i czekam na następny rozdział :P
Heeeej, mam nadzieję, że nauka nie poszła w las, co? I dzięki, że znalazłaś czas na komcia <3.
UsuńMore, more, more… pazerność wśród czytelników się szerzy. Spowiadacie się z tego? Jeśli nie, to wiedzcie, że powinniście^^.
Śmiech go zdradził? No w sumie, kto by rechotał będąc podduszanym koszulą… ja na przykład bym się nie śmiała, ale próbowała uwolnić szyję…
Ubrechtałam się z Twoich rozkimin na temat licytacji XD. Itachi walący kogoś w japę z żądaniem oddania Senju, wygrywa wszystko.
Cieszy mnie, że mój mały podstęp się udał i wyszedł naturalnie. Ten temat był obiektem długich debat, bo jak ma Uchiha kupić Liv, żeby dziewczyna nie podniosła larum na całą aulę… i tak powstało to. Czasem i ja mam jakieś objawiania.
Itachi, agent specjalny… brzmi zacnie XD. A co dźgania… ekhem… ekhem… powiedziałabym coś, ale nie chcę wyjść na zepsutą do cna. Tak więc tego, nic nie mówię :x.
Co do niedomyślenia się Senju… moja wizja wyglądała tak. Liv usłyszała, że Itachi wykupił kogoś innego, więc z automatu wykluczyła go z kręgu podejrzanych. Taka prawda. Coś świtało, ale nie grało z posiadanymi faktami, więc wyszło jak wyszło. Odrobinę się zdziwiła…
Wybaczam ten poślizg z komentarzem. W końcu nauka to do potęgi klucz, czy jakoś tak…Och, też byłam strzelcem wyborowym. To jest ten sport, który tygryski lubią najbardziej xD. Dziękuję za wenę i pozdrawiam cieplutko:)
Zaczęłam czytać Zwaśnione Rody, które bardzo mi się podobały. Charakter Liv daje popalić, ale moim zdaniem jest to super pomysł. Przynajmniej nie jest ona jak większość bohaterek. Kiedy następna część Zwaśnionych Rodów, albo jakaś jednopartówka? Nie każ długo czekać, bo nie wytrzymam tutaj:)
OdpowiedzUsuńAch, witam Cię w moich skromnych progach :3.
UsuńBardzo mnie cieszy, że spodobała Ci się moja Liv. Bałam się, że dla niektórych może się wydać irytująca. W każdym razie co do rozdziałów... jestem w trakcie pisania. Staram się sprężać, ale teraz jak nie mam bety do burzy mózgów, to jest ciężko...
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko:">
cześć mam pytanie czy to opowiadanko będzie kontynuowane bo mnie wciągnęło?
OdpowiedzUsuńTaaak! Będzie kontynuowane, ale no... chwilowo wena kapryśna, czasu mało, a do tego problemy nie tylko w życiu zawodowym ale i osobistym. Taki full wypas jeśli chodzi o kłopoty i ich natężenie w ostatnim okresie...
Usuń