22.02.2015

Time for love cz.2

Heeeej, mam drugą część i jest dłuższa! Udało się odzyskać kolejną część fika. To można zliczyć zdecydowanie do plusów. Do minusów wpisuję to, że betowane będzie nie wiem kiedy… Tay, nie ma czasu na Internety. Życie ją wessało i teraz nie chce oddać. No, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Mam nadzieję, że literówki oraz herezje (mam nadzieję, że takowych nie ma -_-) Was nie oślepią.
Pewnie jeszcze długo będę wyłapywać wszystkie te potknięcia, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Taki mamy klimat, jak to mówi pewna ministra XD.
Miłego czytania i czekam na komentarze^^. Ach, byłabym zapomniała… ostatnia część — na nią przyjdzie trochę czekać, bo niestety do niej znikło mi praktycznie wsio. Musze zaczynać od zera… Wesprzyjcie człowieka jakimś pozytywnym odzewem, co?



Liv mijając podenerwowanych organizatorów aukcji ustawiła się w szeregu, pomiędzy innymi uczestnikami. Spod zmarszczonych brwi, obserwowała ogólne poruszenie przed podestem, po czym westchnęła cierpiętniczo. Nie rozumiała dlaczego została zmuszona do tej zabawy. Po entuzjazmie innych dziewczyn wiedziała, że na jej miejsce znalazłoby się kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt innych chętnych. One z radością wdzięczyłyby się na scenie, zmuszając licytujących do ciągłego podbijania ceny.
Cóż, może i Liv została wrobiona  w tę aukcję, i ubrała się tak jak na okazję przystało — ładna sukienka z długimi rękawami, o łódkowatym dekolcie odsłaniającym nagie ramiona. Tak, ojciec ją zdecydowanie wystroił. Jednak, jeżeli ktoś sądził, że prezentując się na podeście będzie się wdzięczyć oraz szczerzyć radośnie jak idiotka to był w głębokim błędzie. Już sam fakt, że stała na tym cholernym podium powinni uważać za sukces.
Uwagę Liv, momentalnie przyciągnął spacerujący pomiędzy uczestnikami zastępca przewodniczącej. Łypnęła na niego z wyraźnym niezadowoleniem, a niechęć do chłopaka wzrosła jeszcze mocniej gdy zobaczyła co robił. Otóż, członek zarządu uczniowskiego rozdawał zgromadzonym w zabawie uczniom jakieś papierowe serca. Na ich widok Liv aż jęknęła ze zgrozą. Kiedy zatrzymał się przed nią, powoli skrzyżowała ramiona na piersi marszcząc nos. Nie zamierzała ukrywać swoich poglądów, na temat tego walentynkowego syfu.
— Nie chcę tego — warknęła, spoglądając na chłopaka z groźną miną. Z zadowoleniem odnotowała jak się biedny zmieszał, cofając przy tym nieznacznie. Zawsze odczuwała dziką satysfakcję z tego jaki budziła respekt. Tym razem nie było inaczej, co poprawiło odrobinę humor Liv. — Sam fakt, że biorę udział w tej farsie powinien wam wystarczyć.
— Spokojnie, ja się tym zajmę. — Niespodziewanie za plecami zastępcy, wyrosła sama przewodnicząca oraz odebrała zestresowanemu już uczniowi serca. Fachowym okiem zerknęła na papierową ozdobę, po czym bez ociągania przykleiła ją na biodrze Liv. Dopiero w tym momencie Senju została oświecona, że to coś jest samoprzylepne.
— Hej, chyba coś powiedziałam — sapnęła z oburzeniem, na tak jawne ignorowanie jej woli. Zgrzytając nerwowo zębami już sięgała aby zdjąć wątpliwą ozdobę, gdy zatrzymał ją silny uścisk na nadgarstku. Mrużąc ostrzegawczo powieki, podniosła wzrok na dziewczynę.
— Senju, nie utrudniaj. Każdy ma przypisany numerek i ty Liv, nie jesteś wyjątkiem — powiedziała zmęczonym tonem, poprawiając zsuwające się z nosa okulary i westchnęła ciężko. — Widzę, że ci się to wszystko nie podoba, ale im szybciej to załatwimy tym prędzej będziesz miała całą tę akcję z głowy. Dlatego chyba warto współpracować, a przynajmniej nie utrudniać. Nie uważasz?
Liv na te słowa zamarła na sekundę, analizując wszelkie za i przeciw. Rzeczywiście chyba nie miała wyboru.
— Pośpieszcie się — syknęła ostatecznie, przymykając oczy i biorąc uspakajający oddech. Nie powinna walczyć z przewodniczącą. Wojna z nią, oznaczała potyczkę z samą dyrektorką, która na pewno nie zapomniałaby wspomnieć panu Senju, jakie problemy stwarza jego córka.
Mamrotając z niezadowolenia Liv zerknęła na wykaligrafowaną na przyczepionym sercu cyfrę. Czarny atrament tworzył ozdobną trójkę i dziewczynie mignęło przez myśl, że do pomocy przy akcji musieli zaprosić grupę z kółka plastycznego. Ona w życiu nie dałaby rady stworzyć takich fantazyjnych zawijasów. No chyba, że niechcący.
W każdym razie, zdaniem Senju ten numer był dobry jak każdy inny więc nie zamierzała tego analizować. Zwłaszcza, że takie rozważania mogłyby jej tylko podnieść ciśnienie i wtedy mogłaby zrobić coś głupiego. Na przykład, wykrzyczeć swoje zdanie o takich przedsięwzięciach. Czasem niewyparzony język Liv miał więcej wad niż zalet, ale co poradzić. Nikt nie urodził się idealny.
Oddychając ciężko przeczesała palcami włosy, mimochodem rozglądając się po wytypowanych do zabawy uczestnikach. Z tego co widziała, organizatorom udało się zgromadzić większość śmietanki towarzyskiej, która gwarantowała sukces akcji.
Skupiała właśnie wzrok na jakiejś platynowej blondynce, gdy niespodziewanie ktoś zasłonił Senju oczy.
— Co jest?! — warknęła z konsternacją, czując jak nieznajomy zawiązuje z tyłu jej głowy wąski materiał. — Tego nie było w umowie — syknęła, błyskawicznie odwracając się do winnego chwilowej ślepoty.
— Podjęliśmy decyzję, że będzie ciekawiej jak nie zobaczycie kto was zlicytuje.
— O rany! To takie ekscytujące!
— Ta, jak cholera — mruknęła w odpowiedzi Liv, zdegustowana piskiem którejś z dziewcząt. Czuła, że ten cały cyrk zaczyna ją przerastać i tylko stalowa wola wciąż trzymała Senju w sali. Nie chciała dać ojcu pretekstu do zamrożenia kieszonkowego, a nie miała wątpliwości, że taką karę by zastosował. Zdecydowanie powinna się uspokoić.
Chciała już zacząć oddychać wyciszająco — tak jak nauczył ją trener przed ważnymi meczami, gdy nagle poczuła jak ktoś na nią wpada o mało nie zwalając z nóg. Tego było za wiele. Zanim się zdążyła zastanowić co robi, już trzymała delikwenta za przód koszuli, podduszając kołnierzykiem.
— Racz, uważać, jak, chodzisz — wycedziła przez zęby. Naprawdę ci na górze, postanowili dzisiaj wystawić na próbę opanowanie Senju.
— Wybacz, zagapiłem się — usprawiedliwił się ze śmiechem nieznajomy, pokasłując cicho.
Słysząc to, Liv prychnęła z politowaniem. Odepchnęła delikwenta w tył, demonstracyjnie odwracając się do niego plecami. Tak, ten dzień zdecydowanie nadwyręży nerwy Senju. Dziewczyna czuła to w kościach.

~oOo~

Starając się opanować cisnące się do gardła prychnięcia, Liv dla uspokojenia bawiła się zapiętą na swoim nadgarstku bransoletką. Gładząc opuszkiem palca czerwony kamień, z umiarkowanym zainteresowaniem słuchała przebiegu aukcji.
Każdy z uczestników zabawy, został zdegradowany do numeru i tylko znajomość własnego, dawała szanse na śledzenie właściwej licytacji. Podczas niektórych osób pod sceną toczyła się prawdziwa bitwa. Uczniowie krzyczeli jeden przez drugiego, podbijając kolejne kwoty.
Z dobrze skrywaną ciekawością, Liv słuchała przedostatniej aukcji. Po podniesionych głosach wiedziała, że głównymi zainteresowanymi są dziewczęta — więc idąc tym tropem — wywnioskowała, że to Shisui Uchiha wzbudził aż takie zamieszanie.
Tak, Senju widziała go w grupie wytypowanych do zabawy i nawet mignęła jej myśl, że dzięki jego uczestnictwu, szkoła zgarnie ładną sumkę. Przystojny brunet może nie był aż tak rozchwytywany jak Itachi Uchiha, ale niewątpliwie w rankingach popularności, zajmował zaszczytne drugie miejsce. Zresztą, to było słychać po szaleństwie jakie właśnie miało miejsce wśród uczennic zgromadzonych w auli.
Liv odetchnęła głęboko odliczając minuty do końca. Jeszcze tylko jeden uczestnik, albo uczestniczka, i będzie wolna. Przynajmniej teoretycznie. Sytuacja nadal pozostanie upierdliwa, ponieważ zostanie uziemiona u boku obcego chłopaka. Z tego co się orientowała to wygrał ją któryś z Hyuuga. Liv kojarzyła to nazwisko, ale za żadne skarby, nie potrafiła go dopasować do znajomych twarzy. Coś jej świtało, że chyba w którejś drużynie sportowej grał chłopak o takim nazwisku, ale nie była pewna.
W każdym razie, będzie co ma być. Wszystko wydawało się lepsze od sterczenia jak kołek na scenie, pod obstrzałem tych wszystkich spojrzeń.
Zbyt zajęta własnymi rozmyślaniami, dopiero po czasie dotarła do niej ogarniająca pomieszczenie wrzawa i ku zdumieniu Liv, żałosny płacz wyrywający się z wielu gardeł.
Zamrugała intensywnie, zaskoczona tym nietypowym zjawiskiem, gdy jedno zdanie przewodniczącej wyjaśniło cały, ten raniący uszy, lament.
— Itachi, zapraszam na podest.
Liv aż parsknęła śmiechem, szybko maskując go kaszlem. Teraz wszystko zrozumiała. Zgromadzone w auli uczennice, zderzyły się z brutalną rzeczywistością. Otóż, szkolny adonis — Itachi Uchiha, rozwiał marzenia obecnych dziewcząt, że jego serce wciąż jest wolne. Biorąc udział w walentynkowej zabawie, zrujnował ich wizję świetlanej przyszłości u swojego boku. Decydując się oficjalnie na którąś z kandydatek, dał znać, że reszta go nie interesuje. Kto by pomyślał, że akurat w święto zakochanych nastąpi istny pogrom niewieścich serc.
Rozbawiona własnymi spostrzeżeniami Liv, pokręciła z politowaniem głową. Nawet przez chwilę zrobiło jej się żal tych idiotek, ale po krótkim namyśle stwierdziła, że same są sobie winne. Kto to widział wielbić kogoś jedynie za wygląd. Może to je czegoś nauczy na przyszłość. Chociaż Liv miała ku temu poważne wątpliwości. Dorastające uczennice były głuche, na głos rozsądku.
— Chodźmy.
Liv aż podskoczyła z zaskoczenia, czując chłodną męską dłoń na swojej. Zbyt skonsternowana tym co teraz ją czekało, pozwoliła się wyprowadzić z pomieszczenia. Stawiając ostrożnie kroki za chłopakiem, dumała co dalej. Nigdy nie była w tak żenującej sytuacji. Ale na sam początek, powinna ściągnąć opaskę z oczu. Poruszanie się na ślepo było frustrujące i niebezpieczne. Za bardzo ceniła sobie pełne uzębienie, żeby dobrowolnie ryzykować jego utratę.
— Zaczekaj — zawołała, gwałtownie przystając i bez ociągania zdjęła upierdliwy materiał. Jednak zanim zdążyła spojrzeć na towarzysza, rozległo się głośne huknięcie, a następnie cały korytarz pogrążył się w mroku. — Co jest? — sapnęła zaskoczona, w pamięci mając tylko widok ciemnych włosów towarzyszącego ucznia. Jedynie to zdążyła zauważyć zanim zgasło światło, a ta wiedza jakoś nie pomagała w zidentyfikowaniu tymczasowego partnera. Mało tego, zewsząd dochodził dziwny szum jakby pracujących urządzeń, utrudniający ewentualną rozmowę.
— … wywaliło…
— Co? — zapytała głośno, z poirytowaniem zmniejszając dystans pomiędzy nią a rozmówcą. Jak na razie dzień był jednym z najbardziej pechowych w życiu Liv.
— Albo korki wywaliło, albo śnieg zerwał linie, albo przerwa w dostawie prądu.
— Dużo tych „albo”, ale chyba masz rację — przyznała, zerkając na sufit jakby tam mogła dostrzec przyczynę problemu. Już zamierzała iść dalej, gdy niespodziewanie zderzyła się z twardą piersią bruneta. — Wybacz — wymamrotała, rozmasowując nos.
— Nie szkodzi.
— Pewnie nie masz latarki, co?
— Przykro mi, ale akurat dziś, zestaw małego agenta zostawiłem w domu.
— A już myślałam, że mam do czynienia z następcą MacGyvera.
— Jak widzisz życie jest pełne rozczarowań — rzucił z sarkazmem.
Liv słysząc tę odpowiedź aż uśmiechnęła się półgębkiem. Lubiła ludzi z tak zwanym pazurem, i ten chłopak z minuty na minutę, robił się coraz bardziej interesujący. Może ta randka nie będzie wcale taka zła jak zakładała na początku.
— Chodź, znajdziemy jakieś miejsce gdzie można bezpiecznie usiąść.
— Jak to? To nigdzie mnie nie zabierasz? Nie chce nic mówić, ale właśnie tracisz punkty — zauważyła z lekką drwiną, dochodząc do wniosku, że ciemność nie jest taka zła. Przynajmniej łatwiej się prowadziło rozmowę. — W zasadzie, to lecą ci na łeb na szyję — parsknęła z udawanym rozczarowaniem, z trudem opanowując śmiech.
— Nie wiem jak ty, ale ja wolałbym nie łazić na ślepo po szkole. Lubię swoje kończyny bez gipsu.
Liv nawet nie mrugnęła, kiedy mówiąc to, ponownie złapał ją za rękę. Cóż, po ciemku zawsze korzystniej było iść za kimś. Zdecydowanie lepiej zderzyć się ze stosunkowo miękkim ciałem, niż z betonową ścianą. Kierując się tą zasadą, pozwoliła się poprowadzić.
— Fakt, plus dla ciebie — westchnęła ciężko, wbijając wzrok w miejsce gdzie teoretycznie powinny być plecy chłopaka. Nagle twarz Liv rozświetlił chochlikowaty uśmieszek, a powieki zmrużyły się prowokacyjnie. — Ach, byłaby zapomniała… ładne pachniesz.
Z niemałym rozbawieniem odnotowała jak drgnął i miała niemal pewność, że odruchowo obejrzał się na nią przez ramię. Owszem uwaga Liv stawiała za cel speszenie bruneta, ale na swoje usprawiedliwienie miała, że rzeczywiście używał przyjemnych perfum.
— To było bezpośrednie…
— Po co bawić się w niepotrzebne podchody, skoro nie mam nic do stracenia?
— Nie bardzo rozumiem…
— W sensie, ty znasz mnie, ja ciebie nie, więc nie muszę udawać kogoś kim nie jestem — zauważyła ze śmiechem, wzruszając obojętnie ramionami. — Raczej znasz mój uroczy charakter…
— Ciężko go nie znać, gdy specjalnie się z nim nie kryjesz — przyznał z rozbawieniem.
W tym momencie w głowie Liv, zapaliła się alarmująca lampka. Głos nieznajomego brzmiał wyjątkowo znajomo, nawet w tym wszechobecnym szumie. Była niemal pewna, że rozmawiają nie pierwszy raz.
— Hm… a my, znamy się? Twój głos brzmi wyjątkowo znajomo — zauważyła, przyśpieszając kroku.
— Ciężko się nie znać, chodząc do tej samej szkoły — padła wymijająca odpowiedź, która błyskawicznie wzmogła czujność dziewczyny.
— Przypomnij mi jak masz na imię, bo jesteś Hyuuga, tak?
— Nie.
Liv aż się potknęła słysząc tę szybką i stanowcza odpowiedź. Marszcząc brwi, ścisnęła mocniej dłoń chłopaka zmuszając go do zatrzymania.
— Słucham? Przecież… — zaczęła, mrużąc powieki jakby to nagle miało jej pomóc wiedzieć w ciemności. Powoli zbliżyła się do tkwiącego w bezruchu bruneta i uniosła dłoń, dotykając jego twarzy. — Cholera, jestem pewna, że cię znam…
Nawet nie drgnął, gdy przesunęła palcami po linii jego szczęki, wzdłuż kości policzkowej, a następnie skroni. W końcu westchnęła ze zrezygnowaniem. W ten sposób z pewnością się nie dowie z kim ma do czynienia. Nie potrafiła „widzieć” palcami, tak jak to robili niewidomi.
Chciała już cofnąć dłoń, kiedy niespodziewanie nakrył ją swoją i przyłożył do swojego policzka. Zaskoczona wbiła wzrok w ciemność, tam gdzie teoretycznie powinna być twarz chłopaka, z trudem opanowując odruch wyrwania ręki z uścisku. Gest emanował dziwną intymnością, która wydawała się Liv nie na miejscu. Nie znała tego człowieka i nie chciała mu robić złudnej nadziei.
— Chcesz wiedzieć? — zapytał cicho, a Senju z konsternacją odnotowała, że wyczuwa ciepły oddech rozmówcy owiewający policzki. Cholera, nawet nie dostrzegła, że znaleźli się tak blisko.
— To chyba logiczne, że tak — odpowiedziała po krótkim namyśle, odrobinę zdziwiona zmianą jaką wyłapała w jego głosie. Zupełnie jakby wiedział, że to kim jest, będzie dla niej problemem. — Kimkolwiek jesteś, mnie to nie zrobi różnicy.
— Obiecaj to.
— Słucham?
— Obiecaj, że gdy dowiesz się kim jestem, to to, nie wpłynie na te dwa dni.
— Odrobinę przerażasz, takim gadaniem — parsknęła nerwowo i bez ostrzeżenia, złapała bruneta za krawat zmuszając go do pochylenia głowy. — Masz moje słowo, a Senju nie rzuca słów na wiatr.
— W takim razie, za parę minut się dowiesz — podsumował ze spokojem, nawet nie próbując się uwolnić.
Liv słysząc tę ogólnikową odpowiedź, aż sapnęła z frustracji. Nie była zadowolona z takiego przebiegu rozmowy. Złożyła obietnice, a ten dupek wciąż nie miał zamiaru się ujawnić.
— Nie taka była umowa…
— Spokojnie. Nie bądź taka niecierpliwa S… Liv.
To jedno przejęzyczenie wystarczyło, aby wszystkie rozsypane elementy układanki w głowie Liv, połączyły się w spójną całość.
Unikalna kompozycja perfum, zmieszana z indywidualnym zapachem, który przy ostatnim spotkaniu omal nie zwalił jej z nóg. Głos, którego brzmienie przyśpieszał bicie serca, a jednocześnie sprawiał, że ciało zamierało w bezruchu.
I ostatnia rzecz, na wspomnienie której Liv nadal odczuwała mrowienie w ustach. Incydent którego za cholerę, nie potrafiła usunąć z pamięci, bo wciąż był jak żywy.
— To ty… — wyszeptała, poluzowując uchwyt na krawacie i powoli opuszczając dłoń z twarzy bruneta. W momencie jak całkowicie puściła materiał, rozległo się głośne pstryknięcie, a następnie korytarz zalało blade światło lamp.
Senju aż cofnęła się na ten niespodziewany blask, automatycznie mrużąc powieki. Zostać oślepionym przez światło, stanowczo nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Z trudem opanowała chęć potarcia powiek, doskonale sobie zdając sprawę z efektów. Nie zamierzała przypominać pandy, a to by się niechybnie stało, gdyby rozmazała zalegający na rzęsach tusz. Makijaż to zło. Kiedy wreszcie widziała coś więcej poza ciemnymi plamami, niepewnie uniosła wzrok.
Przed nią stał nie kto inny, a Itachi Uchiha, w tej chwili przyglądający się jej z wyraźnym napięciem. Jakby się spodziewał, że dziewczyna zaraz rzuci się do ucieczki. Ciemne jak smoła oczy, z uwagą śledziły każdą zmianę na twarzy Liv, włącznie z tym, jak przygryzła wargę zerkając w boczny korytarz.
Cóż, jeżeli brunet podejrzewał, że dziewczyna rozważa ucieczkę, to owszem miał rację. To była pierwsza myśl jaka pojawiła się w głowie Senju, po pojawieniu się oświetlenia.
— Wciąż tu jesteś — zauważył Itachi z rezerwą, czujnie obserwując Liv i wsuwając ręce do kieszeni spodni.
— Hn. — Nie była w stanie wykrztusić więcej. Bała się, że jak tylko otworzy usta to może powiedzieć coś czego nie powinna, a przecież złożyła obietnice.
— Słowo cię trzyma, co?
Na te ociekające sarkazmem słowa, Senju aż drgnęła nerwowo powieka.
— Czy to istotne? Chciałeś szansy to ją dostałeś, a teraz jeszcze jakieś pretensje — wymamrotała przez zaciśnięte zęby, siląc się na spokój. Doprawdy, czego Uchiha się spodziewał? Przecież od zawsze ich relacje należały do skomplikowanych. A ostatnia akcja pod jemiołą, wcale ich nie poprawiła, a wręcz przeciwnie. Po niej w głowie Liv panował istny mętlik, a wciąż żywe wspomnienie dotyku Uchihy ust, nie pomagało.
Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami aż w końcu Itachi odetchnął głęboko, jakby dla uspokojenia.
— Nie zgłaszam pretensji — zaprzeczył, ujmując Liv za rękę i pociągnął w stronę szatni.
Ku ogromnej uldze Senju, po drodze nikogo nie spotkali. Nawet nie chciała myśleć, ile ta jedna walentynkowa zabawa przysporzyła jej wrogów. Już widziała te zamachy na swoje życie za to, że śmiała ruszyć szkolne bożyszcze.
— Powiedz mi tylko jedno… jak? — odezwała się, po dłuższej chwili milczenia wbijając wzrok w idącego przed nią Uchihę. Wprost nie mogła uwierzyć, że ten wieczór miała spędzić z nim, ale tym postanowiła się martwić później. Teraz miała pilniejszą sprawę do wyjaśnienia. — Przecież słyszałam…
— Co dokładnie słyszałaś?
— Jak to co? Że trójkę wylicytował ktoś z Hyuuga…
— Zgadza się — przytaknął, puszczając Liv oraz otwierając jej szafkę. — Tyle tylko, że ty miałaś dziesiątkę, nie trójkę.
— Niemożliwe — sapnęła, marszcząc nos i analizując przebieg aukcji. Cholera, przecież nie była ślepa. Wyraźnie widziała jaki został jej przypisany numerek. Zbyt zajęta własnymi rozmyślaniami nawet nie zauważyła, jak Itachi okręcił jej szalik, a potem pomógł nałożyć kurtkę. — Zaraz, przecież nadal mam na sobie to kiczowate serce — mruknęła w olśnieniu, ale zanim zdążyła po nie sięgnąć, już tkwiło w dłoni chłopaka. — Hej!
— Z której strony by nie patrzeć, to wciąż niezmiennie dziesiątka — stwierdził, i na dowód, że mówi prawdę odwrócił nalepkę w stronę Liv.
  Gdy zielone oczy skupiły się na czerwonym papierze, jedyną wyraźną emocją jaka się w nich odmalowała było niedowierzanie. Senju błyskawicznie wyrwała serce spomiędzy palców bruneta i obejrzała je z każdej strony, jakby spodziewając się jakiegoś przekrętu.
Liv nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem cyfra w magiczny sposób ewoluowała z trójki na dziesiątkę. Miała pewność, że to właśnie numer trzy przykleiła na jej biodrze przewodnicząca. Chyba, że…
— Cholera, to ten chłopak — wymamrotała pod nosem, przypominając sobie sytuację sprzed rozpoczęcia zabawy. Wtedy, gdy wpadł na nią nieznajomy, musiało dojść do podmiany naklejek. Nie istniało inne wytłumaczenie. — To ten dupek, zamienił kartki — wywarczała, zgrzytając nerwowo zębami.
Itachi niewzruszony kipiącą gniewem dziewczyną, bez słowa zasunął kurtkę i poprawił kołnierzyk. Zerknął w najbliższe okno, ocieniając panującą na zewnątrz pogodę, po czym ponownie skupił się na towarzyszce.
— To mogło się stać przez przypadek — zauważył przytomnie, wciskając na głowę Liv czapkę, za co dostał mordercze spojrzenie zza zmrużonych powiek.
— Takie przypadki się nie zdarzają — zawyrokowała, furcząc gniewnie przy wsuwaniu rękawiczek. Złorzecząc pod nosem, przysiadła na najbliższej ławeczce i zmieniła obuwie. Najbardziej interesował ją motyw nieznajomego. Po co to zrobił?

~oOo~

— Nie jest ci zimno? — odezwał się w końcu Uchiha, przerywając panującą pomiędzy nimi ciszę.
— Nie, jest w porządku — odpowiedziała, błyskawicznie uciekając spojrzeniem przed ciemnymi jak noc, oczami Itachiego. Czuła się odrobinę nieswojo w towarzystwie bruneta, zwłaszcza ze świadomością, że to jemu, obiecała danie szansy. Nie bardzo rozumiała dlaczego tak nagle wyskoczył z taką prośbą, ale skoro dała słowo, to go dotrzyma. A przynajmniej się postara, bo zdawała sobie sprawę, że będzie ciężko. Oddychając głęboko, skupiła wzrok na płynącej wzdłuż alejki rzece oraz pływających na niej krach.
Faktem było, że spacerowali po parku już około godziny i powoli zaczynała odczuwać minusową temperaturę. Policzki mrowiły ją od lodowatego wiatru, a i stopy — mimo ciepłych kozaków — drętwiały od mrozu.
Jednak prędzej piekło zamarznie, niż przyzna się do tego głośno. W końcu to na życzenie Liv, zamiast siedzieć w ciepłej, przytulnej kawiarni, spacerowali po parku.
— Słychać — parsknął Itachi z rozbawieniem, zatrzymując się i odwracając  w stronę Senju. Spod rzęs zerknął na zarumienioną od zimna twarz dziewczyny i kręcąc z politowaniem głową, ustawił się tak aby osłonić ją od wiejącego chłodu.
— Nie rozumiem o co ci może chodzić — wymamrotała, chowając nos w szalik i z trudem opanowała chęć, przylgnięcia do Uchihy całym ciałem. Cóż, faktem było, że przy takiej aurze przytuliłaby się nawet do jeża — jeśli to pomogłoby się ogrzać, ale gdy w grę wchodził brunet, to wciąż miała pewne zahamowania.
— Pewnie o to, że tak szczękasz zębami, że płoszysz ptaki z drzew. Już nawet nie wspomnę o przechodniach, patrzących na nas dziwnie…
— Nie wspomnisz, tak? — sarknęła, przyglądając się obłoczkowi pary wychodzącemu z ust. — A poza tym, nie prawda.
Słysząc to Itachi uniósł drwiąco brwi, i zanim Liv zdążyła odskoczyć, nachylił się dotykając jej policzka ustami. Czując lodowatą skórę dziewczyny, przeklął cicho i prostując się, wbił w nią mordercze spojrzenie.
— W tej chwili idziemy do lokalu — wywarczał z rozdrażnieniem, i nie czekając na nic, zaczął ciągnąć Liv w stronę dzielnicy usługowej. Wyczuwając jak się zapiera, obejrzał się przez ramię. — Ostrzegam cię, nie będziesz szła po dobroci to zawlekę cię tam siłą.
— Itachi, nie… — Senju aż zamrugała z zaskoczeniem, gdy chłopak momentalnie stanął w miejscu i odwrócił się w jej stronę.
— Serio jest źle — sapnął ze zgrozą, gdy wierzchem dłoni dotknął twarzy Senju. — Jeżeli powiedziałaś mi po imieniu…
— Oj, zamknij się Uchiha — wymamrotała czerwona jak burak, gdy zrozumiała, że właśnie się z niej naśmiewa. Zacisnęła usta w wąską kreskę, na widok wyraźnie rozbawionych ciemnych oczu. — Bardzo śmieszne…
— Wiesz… — zamyślił się na chwilę, drapiąc przy tym po brodzie. — Podoba mi się brzmienie mojego imienia w twoich ustach — wymruczał z zadowoleniem, nachylając się w stronę Liv i obserwując reakcję. Kiedy gwałtownie odwróciła głowę stanowczo odmawiając kontaktu wzrokowego, uśmiech Itachiego znacznie się poszerzył. — Ale teraz, czas cię rozgrzać. Idziemy.
— Rozgrzać? — Liv spojrzała na Uchihę z konsternacją, w lot wyłapując dwuznaczność wypowiedzi. Tym bardziej, że ten szarlatan celowo użył niskiego głosu, od którego wszystkim dziewczętom w szkole miękły kolana.
— No, rozgrzać — przytaknął, patrząc na towarzyszkę spod rzęs. Z rozbawieniem obserwował jak zerka na niego podejrzliwie, aż w końcu postanowił się na nią zlitować. — Gorąca czekolada będzie jak znalazł, ale… — Nachylił się do ucha Liv, szepcząc: — Podoba mi się twój tok myślenia, więc jak masz lepszą propozycję…
— Czekolada to doskonały pomysł — ucięła szybko, wyrywając się do przodu i brnąc dziarsko przez śnieg. Na przestrzał parła przed siebie, w nosie mając wytyczone ścieżki. Chciała jak najszybciej znaleźć się w ciepłym miejscu, a przy okazji, nie dać Itachiemu szansy na dalsze prowokacje.
            — Hn. — Na usta Uchihy wypłynął kpiący uśmieszek, gdy w paru krokach dogonił dziewczynę. Zerknął kątem oka na jej skonfundowaną minę, i tym razem postanowił ugryźć się w język.
            Po piętnastu minutach wędrówki w ciszy, zatrzymali się przed oszkloną, narożną kawiarnią. Zielone oczy Liv przesunęły się po złotym szyldzie, który za wiele jej nie powiedział. No może prócz tego, że nazwa brzmiała odrobinę tandetnie. „Rajski płomyk” nie kusił nazwą, ale Senju żyła nadzieją, że jest tam chociaż ciepło.
Liv rzadko kiedy odwiedzała takie miejsca. Nie przepadała specjalnie za słodyczami, a jak już miała ochotę na słodką bułkę, to spokojnie zadowalała się tymi zakupionymi w przydrożnych straganach.
Jedynym ustępstwem w kwestii życia towarzyskiego Liv, było wychodzenie do pubu z dziewczynami z drużyny. Zaproponował to sam trener, sugerując, że to pomoże im w zacieśnianiu więzi, poznaniu się lepiej i tak dalej, a to poprawi współpracę zespołu. O ile ona uważała takie wyjścia za zbyteczne, to znajome przyjęły je z szalonym entuzjazmem. Zanim zdążyła się odezwać, pomysł został zaakceptowany oraz wprowadzony w życie. Takim oto sposobem stało się tradycją, że po meczach zawsze spotykały się w tym samym lokalu, świętując zwycięstwo lub liżąc rany po porażce.
W każdym razie miejsce, gdzie zaprowadził ją Itachi, sprawiało wrażenie przytulnego, a jednocześnie wyjątkowo popularnego wśród młodych ludzi. Zza szyby łatwo było dostrzec, kłębiący się wewnątrz tłum klientów, w których wyraźnie dominowały zakochane pary. Lokal przeżywał prawdziwe oblężenie, w głównej mierze spowodowane przypadająca na dzisiejszy dzień datą. Nie dało się nie zauważyć zadowolonych dziewcząt, uwieszonych na ramionach partnerów lub wgapiających się w nich maślanym wzrokiem, przez zajmowany stolik.
            Gdy Liv skończyła oględziny, Itachi prawie szarmanckim gestem otworzył przed nią drzwi zapraszając do środka. Prawie, bo gdy zbyt długo się ociągała — zajęta przyglądaniem się z niewyraźną miną, wiszącemu nad wejściem obrzydliwemu kupidynowi — bezceremonialnie wepchnął Senju do lokalu, zaraz pakując się za nią.

16 komentarzy:

  1. Mnie także podoba się tok myślenia Liv haha :D Ta cześć w mojej ocenie dużo lepsza od poprzedniej. Wiadomo - 1 czesc to takie wprowadzenie a tu już się coś działo :D świetnie czyta się rozmowy Liv z Itachim :D no i Liv nie może zapomnieć o pocałunku! :D
    Czekam na next, życzę dużo weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co? Jest cukrowo, romantycznie i walentynkowo? Mam nadzieję, że tak >.<. Pewnie, że lepsza, bo pojawiała się główny bohater, rola męska XD. Ja Was znam^^. W każdym razie cieszę się, że może być ta część. Chociaż Judah, za krótkość Twojej wypowiedzi, powinieneś dostać po łapach :x.

      Usuń
  2. Przypuszczam, że za podmianę numeru odpowiada kuzyn Uchihy ;-)
    Teraz już nie mogę się doczekać kolejnej części. Jestem bardzo ciekawa, jak się rozwinie akcja ;-) Czekam niecierpliwie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi Czytlenicy to istni Sherlocy :"D. To miło, że doceniasz geniusz klanu Uchiha. I powiem Ci, że dobrze węszysz. Zobaczymy, czy uda mi się zaskoczyć ostatnią częścią tego lovestory. Pozdrawiam cieplutko^^.

      Usuń
  3. Cz. 2 zdecydowanie lepsza, a jaka zabawna. Uwielbiam Twoje opowiadania, Liv zdecydowanie jest najlepsza, czekam na następną część!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiła, pojawia się Itachi to i publika zadowolona :"D. Co ten facet w sobie ma, że wzbudza aż takie zainteresowanie...
      W każdym razie, bardzo mnie cieszy, że Liv również zdobyła Twoją sympatię. Nie powiem, pisać dialogi jej i Łasica to istna przyjemność XD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :3

      Usuń
  4. Dita Dita! Jak ja uwielbiam Twoje opowiadania, każde z nich, naprawdę. Jedynym minusem tych prac jest to, że są za krótkie i zdążę się wkręcić, a tu już koniec... Kochasz męczyć ludzi :-(
    Ogólnie strasznie mi się chciało śmiać z faktu, że Liv została wybrana na coś takiego, jak jakaś nagroda. I taj dobrze sobie poradziła, bo znając jej temperament Senju powinna oderwać wszystkim głowy i jeszcze je podeptac. A tu proszę, zgodziła się nawet ba naklejkę (tez czuje, ze podmiana to sprawka Shisuiego :-D). Podobał mi się ten krótki spacer i fakt, że Liv nadal pamięta o akcji z jemiola i nie odtraca Itachiego. No uwielbiam ich razem!
    Teraz tylko czekam na następną część, zastanawiając się co dalej wykombinujesz. Czekam niecierpliwie!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej <3. Cieszą mnie Twoje słowa bardzo mocno, serio. A co do długości... heh... ten, no... nie zawsze umiem urodzić kolosalny rozdział D:. I nie, nie robię tego żeby się znęcać! To jest oszczerstwo. Czasem tylko... ten, no... nie ważne :D.
      Liv miała zdecydowanie dobry dzień, albo jej ojciec ma taki "dar przekonywania". Przypuszczam, że lepiej zadziałało to drugie...
      Ach, Shisui... to w końcu prawdopodobne, że to on w tym maczał palce, w końcu ktoś musiał pomóc Łasicy^^.
      Randka nie prezentuje się zbyt mdło? Bo serio, to były moje największe obawy... w głowie dzwoniła myśl: Dita, kuźwa, nie zrób z tego lukru i kiczu, w końcu piszesz o Uchiha i Senju...
      Mam nadzieję, że wyszło XD. Dziękuję za komentarz wenujący, i pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  5. Biolchem (prawdopodobnie) dostanie wpierdziel za obijanie się i brak komentarza ale ja leń niestety i oglądanie seriali niestety jeszcze bardziej wpływa na moje lenistwo, ale ja tu powinnam nie o tym :P
    Żądam więcej !!! < wali pięścią w stół > :D ;P Tak możesz mi za to wklepać ale ja chcieć więcej jak zawsze, dla mnie rozdziały zawsze będą za krótkie, taka chyba moja natura albo twoja chęć znęcania się nad nami :P
    Wiedziałam, że ten koleś który wpadł na Senju zrobił coś i to coś było mniej lub bardziej ważne, podejrzane było to, że zaczął się śmiać :P
    Moje rozkminy w trakcie czytania: Kto mógł by wylicytować Senju? Pierwsza odpowiedź: Itacki i tak sobie myślę: Nieee... to przecież za proste ale co innego się zrobi przecież nie przyjdzie to tego kogoś kto ją "kupił" i nie walnie go w twarz żądając by oddał dziewczynę, no nie to nie w stylu Itackiego.
    Moja reakcja na to że Senji wylicytował Hyuuga, było takie: Chwila nie tak nie może być, ale jak ?!!? Później wymyślałam całą teorię spiskową o tym, że Itacki zapłacił dodatkową kasę Hyuudze aby za niego licytował Liv a on będzie licytować kogoś innego i się później zamienią albo nie wiem. Później dopiero zaczęłam rozkminiać że może ten koleś coś zrobił, zabawne jest to, że niby to co wymyśliłaś jest proste ale i tak zaskakuje, Dita człowiek zagadka :D ale przynajmniej nie narzekam na nudę :P
    Akcja z wywaleniem korków takie awww... :D normalnie cud miód i orzeszki :P Moje przeczucia, że to Itacki potwierdziły się po jego stwierdzeniu z zestawem małego agenta :P W końcu Itacki jest przygotowany na wszystko, prawda? Ale jeśli miał zamiach chociaż przytulić się od Senju to musiał opróżnić kieszenie ze wszystkich scyzoryków, bandaży, bransoletek itp. rzeczorów bo przecież jak można tak dziewczynę dźgać :P to był super misternie uknuty plan :P
    LIV MASZ SZANSĘ SPĘDZIĆ DZIEŃ BĘDĄC WŁAŚCIWIE OBSŁUGIWANA PRZEZ UCHIHĘ, WIĘC SCHOWAJ DUMĘ DO KIESZENI ALBO WYKOP JĄ NIECH SOBIE POCHODZI PO LESIE I JAZDA MI IGNOROWAĆ JEGO NAZWISKO I SPĘDZAĆ MIŁO CZAS !!!! - miałam ochotę wykrzyczeć jej to w twarz w momencie kiedy Senju rozkminiła z kim rozmawia, niepojętą rzeczą jest dla mnie fakt, że nie skojarzyła perfum/zapachu Itacza -_-
    Dalsza scena to też takie awww... :D
    Biolchem nic niestety nie wykrzesa już z siebie, przepraszam również za brak zwyczajowej głupoty ale no cóż ten rozdział zmusił mnie bardziej do rozkminiania twojego myślenia, możliwe że wpływ miała też na to broszura na konkurs neurobiologiczny ( hehe... 13/35 punktów, ale byłam zobaczyłam i postrzelałam :P )
    Pozdrowienia ode mnie, zwanej inaczej jako Hejter, podrzucam żarcie dla weny może się skusi no i czekam na następny rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeeej, mam nadzieję, że nauka nie poszła w las, co? I dzięki, że znalazłaś czas na komcia <3.
      More, more, more… pazerność wśród czytelników się szerzy. Spowiadacie się z tego? Jeśli nie, to wiedzcie, że powinniście^^.
      Śmiech go zdradził? No w sumie, kto by rechotał będąc podduszanym koszulą… ja na przykład bym się nie śmiała, ale próbowała uwolnić szyję…
      Ubrechtałam się z Twoich rozkimin na temat licytacji XD. Itachi walący kogoś w japę z żądaniem oddania Senju, wygrywa wszystko.
      Cieszy mnie, że mój mały podstęp się udał i wyszedł naturalnie. Ten temat był obiektem długich debat, bo jak ma Uchiha kupić Liv, żeby dziewczyna nie podniosła larum na całą aulę… i tak powstało to. Czasem i ja mam jakieś objawiania.
      Itachi, agent specjalny… brzmi zacnie XD. A co dźgania… ekhem… ekhem… powiedziałabym coś, ale nie chcę wyjść na zepsutą do cna. Tak więc tego, nic nie mówię :x.
      Co do niedomyślenia się Senju… moja wizja wyglądała tak. Liv usłyszała, że Itachi wykupił kogoś innego, więc z automatu wykluczyła go z kręgu podejrzanych. Taka prawda. Coś świtało, ale nie grało z posiadanymi faktami, więc wyszło jak wyszło. Odrobinę się zdziwiła…
      Wybaczam ten poślizg z komentarzem. W końcu nauka to do potęgi klucz, czy jakoś tak…Och, też byłam strzelcem wyborowym. To jest ten sport, który tygryski lubią najbardziej xD. Dziękuję za wenę i pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
  6. Zaczęłam czytać Zwaśnione Rody, które bardzo mi się podobały. Charakter Liv daje popalić, ale moim zdaniem jest to super pomysł. Przynajmniej nie jest ona jak większość bohaterek. Kiedy następna część Zwaśnionych Rodów, albo jakaś jednopartówka? Nie każ długo czekać, bo nie wytrzymam tutaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, witam Cię w moich skromnych progach :3.
      Bardzo mnie cieszy, że spodobała Ci się moja Liv. Bałam się, że dla niektórych może się wydać irytująca. W każdym razie co do rozdziałów... jestem w trakcie pisania. Staram się sprężać, ale teraz jak nie mam bety do burzy mózgów, to jest ciężko...
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko:">

      Usuń
  7. cześć mam pytanie czy to opowiadanko będzie kontynuowane bo mnie wciągnęło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak! Będzie kontynuowane, ale no... chwilowo wena kapryśna, czasu mało, a do tego problemy nie tylko w życiu zawodowym ale i osobistym. Taki full wypas jeśli chodzi o kłopoty i ich natężenie w ostatnim okresie...

      Usuń