Okeeeeej, jest nowy rozdział i mam nadzieję, że się
spodoba. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, bo ten rozdział
zapewne pozostawi u Was niedosyt. To źle, że nawet ja o tym wiem i mimo to
publikuję T_T. Heh… ale na usprawiedliwienie mówię, że takie rozdziały też są
potrzebne :D. Marne pocieszenie, ale zawsze, nie?
Wiem, długo czekaliście na ten wpis, no, może nie
ogólnie wpis co rozdział do Zwaśnionych Rodów… taaa… w każdym razie jest! To co?
Już nie smęcę, a zamiast tego zapraszam do czytania. Buziaki!
Liv ponad stolikiem
przyglądała się siedzącej przed nią i uśmiechającej się miło dziewczynie. Z
uwagą przesuwała wzrokiem po długich ciemnych włosach, migdałowych — jakby
lekko kocich — oczach, ładnie wykrojonych ustach, co chwilę odsłaniających
proste, białe zęby.
Świetnie. Amai z
zewnątrz prezentowała się idealnie, a do tego jej filigranowy wzrost z automatu
wzbudzał opiekuńcze instynkty. Z tego co zaobserwowała, to cała męska kadra
traktowała ją niczym młodszą siostrę. Śledzili każdy jej ruch, aby w razie
czego zaraz ruszyć na pomoc. Jakby tego było mało to najwyraźniej posiadała
również piękne wnętrze.
Dzieci lgnęły do
niej jak pszczoły do miodu, a cały personel placówki na widok dziewczyny
promieniał. Amai zwracała się do wszystkich z wielką życzliwością, a po
zagadujących ją osobach widziała, że jest naprawdę lubiana.
Pogrążona we
własnych myślach Liv, momentalnie zmarszczyła nos. Właśnie sobie uświadomiła,
że wykreowana przez nią wizja przyszłej pani Uchiha nijak ma się z prawdą.
Wizerunek pustej, odcinającej kupony od sławy przodka, panienki runął niczym domek
z kart.
Amai, ku
rozpaczy Senju, sprawiała sympatyczne wrażenie, a płynące od niej dobro aż
doprowadzało Liv do bólu zębów. Najgorsze w tym wszystkim było to, że tej
dziewczyny nie dało się nienawidzić. Po tym odkryciu, Senju miała ochotę utopić
się w trzymanym kubku z herbatą.
— Liv, a tak w
zasadzie, to po co mnie szukałaś? — Wielkie oczy Amai, skupiły się na uniformie
rozmówczyni. Widocznie znała strój Skrytobójców, bo w następnej chwili
dopytała: — Jakieś wieści z Konohy?
— Mniej więcej —
przytaknęła Liv upijając łyk naparu, tym sposobem dając sobie czas na
uformowanie w głowie wyjaśnień na temat powodu przybycia.
Pojawiając się w
Iwie spodziewała się, że Amai będzie o wszystkim wiedziała i zastanie ją
czekającą z niecierpliwością na podróż, siedząc już na walizkach. Najwyraźniej
nie tylko misja przekazana od Hokage była niedopracowana.
— Coś ze ślubem?
Słysząc to Liv,
aż zgrzytnęła nerwowo zębami, zastanawiając się dlaczego nie poprosiła o melisę
do picia. Wtedy rozmowa przebiegałaby zdecydowanie łatwiej.
— Cóż… — zaczęła
Senju dyplomatycznie, rozsiadając się wygodniej i spoglądając w wielkie
panoramiczne okno za plecami dziewczyny. — Nie wtajemniczono mnie w szczegóły,
ale na polecenie twojego przyszłego teścia, mam sprowadzić cię bezpiecznie do wioski.
— Jak to?
Przecież zostało ustalone, że przybędę za dwa miesiące — sapnęła autentycznie zaskoczona,
przygryzając dolną wargę. Uwadze Liv nie umknęło jak zerknęła szybko na
przysłuchujących się wszystkiemu podopiecznych sierocińca. Momentalnie mina
Amai zrobiła się jeszcze bardziej chmurna, gdy zobaczyła pobladłe twarze
dzieci.
— Pewnie jakaś
zmiana planów.
— Uch, tak się
nie robi — fuknęła dziewczyna z poirytowaniem, masując nasadę nosa.
— Nic nie
poradzę, jestem tylko posłańcem — westchnęła Liv, drgając nerwowo gdy nagle
poczuła jak coś przyczepia się do jej nogi.
Skonsternowana
zajrzała pod stolik, napotykając spojrzenie jakiegoś wyjątkowo potarganego
dziecka, w tym właśnie momencie przytulającego policzek do kolana Senju. Brew
kunoichi drgnęła w poirytowanym tiku, kiedy podniosła wzrok na chichocząca w
najlepsze Amai.
— To nie jest
śmieszne — warknęła Liv grobowym głosem, próbując rozewrzeć drobne palce
zaciśnięte na nogawce. Ku zaskoczeniu Senju, intruz trzymał się naprawdę solidnie.
— Jest —
parsknęła krótko dziewczyna, przysłaniając dłonią usta. Gdy dostrzegła, że
rozmówczyni w końcu dała sobie spokój z dzieckiem i najwyraźniej postanowiła go
zignorować, kiwnęła na małego, który już w następnej sekundzie siedział u niej
na kolanach. — Jak widzisz, obecne tu
dzieci są złaknione jakiejkolwiek uwagi — wyjaśniła z lekką zadumą, wygładzając
rozczochraną grzywkę malca. — Szkoda mi ich zostawiać, ale jak mus to mus.
Liv z pewną dozą
podejrzliwości obserwowała sztuczny uśmiech Amai, kiedy poderwała się z
krzesełka i zagoniła podsłuchujących podopiecznych do pobliskiej sali, ale
postanowiła nie skomentować. W końcu to nie jej sprawa. Jak tylko Amai zobaczy
swojego przyszłego męża, to zapomni o poprzednim życiu w ojczystej wiosce.
Gdy
tylko o tym pomyślała poczuła silne ukłucie w piersi, ale nie pozwoliła żeby
drgnęła jej choćby powieka. Nie chciała okazywać słabości zwłaszcza, że czujne
oczy przyszłej pani Uchiha śledziły każdy ruch Senju, jakby coś wyczuwając.
— Najwyższy
czas, żebyś poszła się pożegnać. Chciałabym wyruszyć jak najszybciej —
poradziła milczącej Amai, z nonszalancją podnosząc się z zajmowanego miejsca i
przeciągając mocno. Nie zaszczycając brunetki nawet spojrzeniem, podeszła do
okna oraz wpatrzyła się w panoramę za szybą.
***
Liv z ciekawością
rozglądała się po salonie mieszkania Amai. Wielka, czerwona kanapa z szarą,
włochatą narzutą usytuowana została naprzeciwko ceglanego kominka. Pod ścianą
stała zawalona książkami — w większości romansami oraz kryminałami, jak zdążyła
zauważyć Liv, dochodząc do wniosku, że to dziwna mieszanka — biblioteczka, a
obok niej królowała imponująca donica z jakimś bujnym chwastem. Przyglądając
się temu minimalistycznemu wystrojowi, przyszło Liv do głowy, że znowu dostała
niesprawdzone informacje. Amai podobno miała mieszkać w rezydencji na
obrzeżach, zamiast w centrum. Jak się okazało, przyszła pani Uchiha jakiś rok temu
wyprowadziła się z rodzinnego domu, aby mieć bliżej do pracy. Jak tłumaczyła
przy pospiesznym pakowaniu, to zaoszczędzało czas, a jednocześnie było znacznie
wygodniejsze. Liv z tym nie dyskutowała.
Wzrok Senju
skupił się na pudełku z biżuterią, przygniecionym przez jakiś podręcznik
naukowy. Przez oszklone wieko, widziała tam naprawdę piękne komplety, ale przez
zalegający na przedmiocie kurz domyśliła się, że Amai nie jest raczej
zwolenniczką takich drobiazgów. Cóż, chyba powinna zabrać ten kuferek, aby
godnie prezentować się w towarzystwie Fugaku, pomyślała Liv i bez słowa,
zgarnęła pojemnik oraz wrzuciła dziewczynie do walizki, kiedy ta grasowała w
łazience, kompletując bagaż.
Wzdychając
ciężko, skierowała swoje kroki na balkon i zajęła jedno z postawionych tam
krzeseł. Raczej nie było potrzeby aby stała nad Amai, dysząc jej w kark przy
pakowaniu. A jeśli czegoś zapomni, to po prostu kupi w Konoha albo ktoś z
rodziny podeśle to w paczce. Od tego w końcu są posłańcy.
Amai po cichu
przycupnęła progu drzwi balkonowych, przyglądając się rozluźnionej twarzy
gościa. Liv rozsiadła się wygodnie, opierając nogi o barierkę z przymkniętymi
powiekami. Ta pozycja dawała złudzenie, że kunoichi jest pogrążona w drzemce,
ale Amai dobrze wiedziała, że tak nie jest. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale
miała pewność, że Senju czuwa.
Zaplotła nerwowo palce wgapiając się w swoje
dłonie, zafrapowana tym jak zacząć interesujący ją temat. Gdy już prawie
zamierzała odpuścić, Liv otworzyła oko i łypnęła na nią pytająco. Ten jeden
sygnał zainteresowania wystarczył, aby całe onieśmielenie zniknęło, a ona
poczuła się pewniej.
— Jaki on jest?
— Kto? — Liv
dobrze wiedziała o kogo pyta Amai, ale chciała dać sobie czas na wymyślenie w
miarę bezstronnej odpowiedzi.
— Mój przyszły
mąż — wyjaśniła, z lekkim zaskoczeniem odnotowując głośne westchnienie
towarzyszki i ponowne zamknięcie powiek. Gdy już myślała, że Liv nie udzieli
jej żadnych informacji, usłyszała wyprany z emocji głos.
— Za parę godzin
się przekonasz.
— No tak, ale
chciałaby się czegoś dowiedzieć od ciebie. — Błyskawicznie złapała Senju za
rękę, wlepiając w nią błagalne spojrzenie. — On też podobno jest shinobi i na
pewno miałaś okazję się z nim zetknąć. Może nawet pracowaliście razem.
Liv skrzywiła
się malowniczo, spod rzęs obserwując to nieczyste zagranie. Po chwili uśmiechnęła się cierpko, zastanawiając się jakby
zareagowała na prawdę o łączących ją relacjach z Uchihą, ale szybko
spacyfikowała ochotę ich wyjawienia. Nie chciała krzywdzić Amai i wzbudzać w
niej poczucia winy, za przewinienia tego dupka. W końcu to nie ona była
wszystkiemu winna.
— Cóż, Uchiha to
urodzony geniusz, utalentowany wojownik, duma swojego klanu a do tego bardzo
atrakcyjny mężczyzna. — Liv wspaniałomyślnie pominęła te mniej chlubne cechy
Itachiego stwierdzając, że o nich dziewczyna dowie się sama. Chociaż może nawet
ich nie dostrzeże, jak większość jego fanek.
— Och, strasznie
ogólnikowo — prychnęła naburmuszona Amai, nadymając policzki.
— Nie chcę ci
odbierać przyjemności, poznawania go od podstaw — zaśmiała się Senju,
przymrużając złośliwie powieki.
***
— Witaj, mój
ulubiony kuzynie. — Shisui pojawił się nagle za Itachim obejmując go ramieniem.
Niezrażony obojętnym spojrzeniem jakim został uraczony, skupił się na
ćwiczących na placu geninach. — Za długo kończysz?
— Tak — padła
oschła odpowiedź, po której uśmiech Shisuiego się poszerzył.
— Kłamczuszek —
zarechotał wrednie, dźgając towarzysza pod żebra. Zasmucony zerową reakcją na
ten gest, ułożył usta w dzióbek i wymamrotał: — Nie rozumiem, dlaczego nie masz
dla mnie czasu…
— A może to taka
aluzja, że nie chce mi się z tobą gadać?
— Nie,
niemożliwe — mruknął Shisui w zamyśleniu, zaraz dodając z promiennym uśmiechem:
— Przecież ty, żyć beze mnie nie możesz.
— Och, naprawdę?
Dobrze, że mi powiedziałeś, bo jakoś nie zauważyłem.
— Zawsze do
usług.
— Niepoprawny
optymista — prychnął Itachi, w oka mgnieniu składając pieczęcie i tworząc
błotny mur, rozdzielający walczących uczniów. Na ich zdziwione, a jednocześnie
pytające spojrzenia, bez słowa wskazał na pobliski staw, nakazując im ćwiczenia
z kontrolą czakry.
— Ktoś musi
równoważyć twój pesymizm — zauważył ze śmiechem kuzyn, odsuwając się i
zaplatając ręce na karku. Z cichym pogwizdywaniem, przespacerował się tuż przed
nosem poirytowanego przyjaciela, z radością czekając na wybuch. Niestety — ku
jego rozpaczy — Itachi był coraz lepszy w ignorowaniu tych drobnych prowokacji.
Przy Senju szybciej puszczały mu nerwy. — Wiesz, tak się zastanawiam…
— Nie interesują
mnie twoje przemyślenia.
— Serio,
zachowujesz się jak dupek bez serca.
— Co ty nie
powiesz…
— Jeżeli masz
się tak zachowywać, to dla dobra tej wioski i jej mieszkańców, Senju powinna
odpuścić sobie długoterminowe misje. — Shisui z satysfakcją obserwował jak na
te słowa szczęka Itachiego drga w nerwowym tiku.
— A ja dobrze ci radzę, zachować te złote myśli
dla siebie.
— Nie mogę, moją
życiową misją jest prowadzić ludzi ku oświeceniu — rzucił wzniośle, zataczając
ręką łuk jakby był jakimś mistykiem objaśniającym prawdę objawioną.
Dostrzegając zaciekawione spojrzenia geninów, puścił do nich oczko poruszając
zabawnie brwiami.
— To idź
poprowadzić kogoś innego.
— Rodzina ma
pierwszeństwo, mój drogi. Cóż byłby ze mnie za przywódca stada, gdybym pozwolił
błądzić najbliższym. A skoro już jesteśmy przy rodzinie… Fugaku chce cię
widzieć po treningu.
— Mogłeś powiedzieć
od razu.
— Ano mogłem,
ale nie chciałem — przyznał z prostotą, bez jakiejkolwiek skruchy Shisui
czochrając swoje już i tak potargane włosy.
— Dlaczego mnie
to nie dziwi — westchnął cierpiętniczo Itachi, zmęczonym ruchem pocierając
policzek. — A teraz z łaski swojej, spadaj.
— Cokolwiek
rozkażesz, panie. — Shisui skłonił się w iście dworskim ukłonie, zanim zniknął
w chmurze dymu.
***
Itachi bez słowa
obserwował siedzącego za biurkiem ojca, patrzącego na ogród za oknem. Ciemne
oczy rodziciela skupiły się na rosnącym tuż przy rezydencji drzewie sakury, w
tej chwili targanej silnym wiatrem. Miało się wrażenie, że rozszalały żywioł
postawił sobie za cel wyrwanie rośliny z korzeniami, ale ta dzielnie stawiała
mu opór.
— Przypuszczam,
że znasz powód wezwania — odezwał się mężczyzna, przenosząc wzrok na
pierworodnego. Nie dało się nie zauważyć dumy malującej się na twarzy Fugaku,
za każdym razem jak patrzył na syna. Nie było tajemnicą, że pokładał w chłopaku
ogromne nadzieje.
— Domyślam się,
ojcze — przytaknął Itachi. Od wyruszenia Senju minęło pięć dni, więc
przypuszczalnie dziś albo jutro przybędzie jego przyszła żona.
— Dobrze. Znasz
swoje obowiązku wobec klanu? — upewnił Fugaku, ostatni raz mierząc bruneta
badawczym spojrzeniem, a gdy ten kiwnął twierdząco, wstał i podszedł do okna. —
Możesz odejść.
Itachi po cichu
opuścił pomieszczenie, od razu kierując swoje kroki do ogrodu. Odwzajemnił
uśmiech mijającej go matki, tłumaczącej coś niezadowolonemu bratu i wyszedł na
zewnątrz. Nawet się nie skrzywił czując przenikające ubrania zimno, a jedynie
wcisnął dłonie do kieszeni spodni idąc przed siebie. Nie zawracając sobie głowy
szalejącą wokół wichurą przysiadł na drewnianym mostku, skupiając wzrok na
przemieszczających się szybko chmurach.
— Wciąż nie postawiłeś
się ojcu.
Natrętny głos
rozległ się tuż przy uchu Itachiego, wyrywając z jego gardła znudzone
westchnienie. Nawet nie silił się na żadną odpowiedź, przenosząc spojrzenie na
mur przed rezydencją z wymalowanymi symbolami klanu.
—
Chciałeś czegoś? — zapytał od niechcenia, kiedy przyjaciel dziwnie zamilkł. Co
jak co, ale skoro Shisui się tu pofatygował to spodziewał się jakiejś długiej
przemowy mającej na celu przemówić mu do rozumu, a nie ciszy.
—
Co? — Kuzyn posłał mu zamyślone spojrzenie, po czym wyjaśnił: — Wybacz stary,
zastanawiałem się właśnie nad napisem na twoim nagrobku, kiedy już Liv pośle
cię do piachu. Sam rozumiesz jak jest…
— Owszem
rozumem, marzenia nic nie kosztują — prychnął Itachi uśmiechając się drwiąco,
po czym pomasował skroń. — Dla twojej informacji, Senju przyjęła to całkiem
przyzwoicie.
— Ależ
oczywiście, że przyzwoicie — przytaknął Shisui, spoglądając na rozmówce spod
rzęs. Ciemne oczy mężczyzny przeszywały syna Fugaku na wskroś, kiedy
kontynuował. — Naprawdę się spodziewałeś, że w biegu wypruje ci flaki śpiesząc
się na misję? Widać, że w ogóle nie znasz kobiet… — powiedział z politowaniem,
kręcąc głową.
— Powiedział
ekspert — zakpił Itachi, łypiąc na przyjaciela spod oka.
— Kuzynie,
kuzynie… — Shisui, machnął brunetowi palcem przed nosem z miną zdeterminowanego
wykładowcy zamierzającego wlać trochę wiedzy w wyjątkowo opornego studenta. —
Powinieneś wiedzieć, że…
— Oczywiście,
skończyłeś? — przerwał mu w pół słowa Itachi, ze znudzeniem oglądając swoje
paznokcie. Doprawdy, czasem miał serdecznie dość tych prób umoralniania przez
przyjaciela. Gdyby nie to, że znali się od dziecka i traktował go jak brata to
już dawno dałby mu do zrozumienia, gdzie może sobie te porady wsadzić.
— Uparty jak
zawsze — podsumował Shisui, wznosząc oczy do nieba. Zaraz jednak poklepał
mężczyznę po ramieniu i ruszył w stronę wyjścia z posesji. — Idę, obowiązki
wzywają. — Nie oglądając się za siebie machnął Itachiemu na pożegnanie, a
następnie zniknął w kłębie szarego dymu.
***
Itachi siedział
właśnie na werandzie i w zamyśleniu patrzył na pobliski mostek, gdy
niespodziewanie pojawiły się na nim dwie postacie. W jednej z nich, momentalnie
rozpoznał Liv — na końcu świata rozpoznałby ten ognisty odcień włosów — a drugą
była nieznajoma mu brunetka. Śmiał przypuszczać, że właśnie miał przed oczami
Amai Azumę, swoją przyszłą żonę.
Spod rzęs
obserwował jak Senju przyklęka wyciągając zza pazuchy niewielki zwój, a
następnie przywołuje bagaż towarzyszki. Kobiety, całkowicie nieświadome jego obecności
pogrążone były w cichej rozmowie, a z tego co zauważył Itachi, Amai wydawała
się obrażona na Liv, a przynajmniej zdenerwowana, sądząc po skrzyżowanych na
piersi ramionach.
Powoli przesunął
wzrokiem po wybranej dla niego przez ojca dziewczynie. Z czystym sumieniem mógł
przyznać, że co jak co, ale Fugaku wybrał mu całkiem atrakcyjną żonę. Duże
niebieskie oczy, mały zadarty nos — prawdopodobnie z nielicznymi piegami,
Itachiemu ciężko było stwierdzić — i ładnie wykrojone usta, podkreślały
delikatną urodę Amai. Otaksowując ją od góry do dołu z uznaniem stwierdzał, że
cała reszta też prezentuje się przyzwoicie.
W tym momencie
brunetka wydawała się całkowicie pochłonięta dawaniem bury, gapiącej się w
niebo Liv. Niemal słyszał ten grad słów jaki wylewała z siebie Amai, a Senju ku
rozdrażnieniu rozmówczyni, zupełnie go ignorowała. Kącik ust Itachiego
mimowolnie drgnął, kiedy dziewczyna w oka mgnieniu zacisnęła palce na
nadgarstku kunoichi nie pozwalając jej uciec. Mrużąc powieki z rozbawienia,
mógł niemal wyczuć irytację Liv na ten gest. Ale to następne wydarzenia
sprawiły, że Uchiha aż zamrugał gwałtownie, a jego szczęka rozbiła się z hukiem
o deski werandy.
Amai
zdegustowana zbyt długim milczeniem towarzyszki, błyskawicznym ruchem zerwała z
twarzy Liv maskę ANBU — i ku bezbrzeżnemu zdumieniu Itachiego, wciąż żyła. Senju
mało że nie pogruchotała brunetce kości, to jeszcze wydawała się rozbawiona
całą sytuacją.
Oniemiały
patrzył jak wargi Liv lekko drżą od wstrzymywanego śmiechu, a następnie
przewraca teatralnie oczami szepcząc coś do ucha obrażonej Amai. Nie minęła
sekunda jak ta zarumieniła się malowniczo i przyciskając dłonie do palących
policzków, wbiła spojrzenie w swoje buty.
— Niczego sobie
ta twoja narzeczona. — Shisui bezszelestnie pojawił się za plecami kuzyna i
podszedł do barierki. Oparł się o nią, spod rzęs obserwując akcję na mostku.
Kątem oka zerknął na milczącego Itachiego. — Nadal nie masz zamiaru niczego
odwołać?
— Wiesz, czasami
się zastanawiam dlaczego toleruję twoje wścibstwo — mruknął brunet, łypiąc
nieprzyjaźnie na poważną twarz przyjaciela.
— Ależ, z chęcią
ci odpowiem — zaśmiał się cicho, kucając obok. — Nawet ty, potrzebujesz się
czasem wygadać, a mnie wyjątkowo bawi rola twojego sumienia. Co prawda, odczuwałbym
więcej satysfakcji, gdybyś słuchał moich rad, ale nie można mieć wszystkiego. A
przynajmniej, nie od razu.
— Oczywiście —
mruknął z powątpiewaniem, a następnie skupił czujne spojrzenie w twarzy
rozmówcy. — Teraz na poważnie, co tu robisz? Powinieneś być jeszcze na misji.
— Powiedzmy, że
pilnuję żebyś nie narobił głupstw, a przy okazji dbam o gościa — odpowiedział
wymijająco, ze złośliwym uśmiechem dostrzegając nerwowe drgniecie brwi
Itachiego. Cóż, nie było tajemnicą, że Łasic nie lubił dezinformacji.
***
— Dlaczego nie
powiedziałaś wcześniej — sapnęła Amai, rzucając nerwowe spojrzenie w kierunku
werandy rezydencji. Z tej odległości doskonale widziała, dwóch mężczyzn
rozmawiających o czymś cicho i zerkających w ich kierunku. Z tego co
powiedziała Liv, jeden z nich to jej przyszły małżonek.
Z trudem hamując
ciekawość, pobieżnie przesunęła po nich wzrokiem. Musiała przyznać, że obaj
prezentowali się niczego sobie, ale dla Amai liczyło się przede wszystkim
wnętrze. Uroda kiedyś przeminie, a charakter i usposobienie zostanie. W tej
chwili strasznie żałowała, że Liv nie udzieliła bardziej szczegółowych
informacji na temat jej przyszłego partnera. Z tych szczątkowych, które i tak,
praktycznie musiała wyciągnąć z gardła kunoichi, nie potrafiła żadnego
wykluczyć. Obaj atrakcyjni, obaj shinobi — tak obstawiała patrząc na
umundurowanie — a czy geniusze? Tego z pewnością nie dało się dostrzec na
pierwszy rzut oka. Zafrasowana własnymi rozmyślaniami, przygryzła usta w
zastanowieniu.
— Jak już się
pogapiłaś, to możemy iść — parsknęła złośliwie Liv, sięgając po maskę ANBU i wycierając
ją o spodnie.
— Nie gapiłam
się!
— Oczywiście —
sarknęła Senju, wznosząc oczy do nieba na to święte oburzenie Amai. Doprawdy,
kogo dziewczyna chciała oszukać? Wykfalifikowanego żołnierza? Dobre.
— Robisz to
celowo!
— Co niby? —
zainteresowała się Liv, przyglądając się wycelowanemu w siebie palcowi
brunetki. Z trudem opanowała śmiech na widok bojowej miny rozmówczyni i
odkaszlnęła głośno, siląc się na powagę.
— Peszysz mnie!
— Gdzieżbym
śmiała.
— Liv!
— Hn?
— Przestań!
— Ale ja nic nie
robię — zaśmiała się Senju, odchodząc do bagażu Amai i przerzucając go sobie
przez ramię. Drugą ręką chwyciła obrażoną dziewczynę za nadgarstek, ciągnąc w
stronę rezydencji. — No, przestań się boczyć.
— To przestań mi
dokuczać.
— Dobrze, już
nie będę. — Posłała w stronę towarzyszki przewrotny uśmiech, jednocześnie
czujnie obserwując wstających aby je powitać mężczyzn. Przez chwilę dumała nad
swoimi następnymi słowami, ale w końcu powiedziała: — Widziałam nad czym się
głowisz, więc ci podpowiem. Ten z długimi włosami.
— Słucham? —
Amai zamrugała gwałtownie, patrząc z niezrozumieniem na Liv, ale zanim ta zdążyła
cokolwiek wyjaśnić, do rozmowy wtrącił się Shisui.
— Wreszcie! Nie
mogliśmy się was doczekać. — Zeskoczył z werandy, zaraz odbierając walizkę od Senju
i podszedł do lekko stremowanej Amai. — Hej, jestem Shisui Uchiha, a ten tam… —
Wskazał dłonią na stojącego na schodkach bruneta. — To mój kuzyn, Itachi. Miło
nam cię wreszcie poznać.
— Amai Azuma,
mnie również miło. — Dziewczyna niepewnie odwzajemniła szeroki uśmiech
Shisuiego, całkowicie się rozluźniając. Powiodła wzrokiem po budynku, dłużej
zatrzymując go na umieszczonych w strategicznych miejscach symbolach klanu. Jak
zauważyła ród Uchiha musiał być bardzo silnie związany ze swoimi pochodzeniem
ponieważ tych emblematów było naprawdę sporo. — Piękny dom.
— Należy do
Uchiha od pokoleń. — Teleporter zerknął z dezaprobatą na wciąż milczącego
kuzyna, po czym wskazał na wejście do rezydencji. — To co, dziewczyny? Może
herbata? — zaproponował, z trudem opanowując odruch aby rzucić w Itachiego
czymś ciężkim. Co mu języka w gębie zabrakło? Przecież to Łasic powinien odgrywać
rolę gospodarza, a nie on. Nie ma co, świetnie się zaczyna, pomyślał z
sarkazmem.
— Z
przyjemnością.
Shisui
szarmanckim gestem puścił brunetkę przodem, a gdy zauważył, że Liv nie ruszyła
się z miejsca uniósł pytająco brwi.
—
Ja spasuję, na mnie już czas — wyjaśniła Senju, odwracając się na pięcie i
ruszyła w kierunku bramy. Instynktownie czuła, że Itachi szykuje się do jakiejś
prowokacji, więc dla świętego spokoju wolała już odejść. Nie chciała dać się wciągnąć
w kłótnie tuż pod nosem Amai.
— Liv!
Słysząc wołanie
brunetki, westchnęła ciężko i odwróciła się przez ramię. Mogła się domyślić, że
Amai nie pozwoli jej tak po prostu odejść.
— No?
— Spotkamy się
jeszcze?
Głos Amai wyrażał
autentyczne zmartwienie, na co pokręciła z politowaniem głową. Ta dziewczyna,
stanowczo za szybko przywiązywała się do ludzi.
— Głupia, ja tu
mieszkam — parsknęła ze śmiechem, mrużąc z rozbawienia powieki. — Naprawdę nie masz większych powodów do
zmartwień?
— To, do
zobaczenia? — Spojrzenie Amai zawierało niemą prośbę na którą Liv, nie miała
serca nie odpowiedzieć twierdząco.
— Ta — mruknęła
na odchodnym i zniknęła w kłębie szarego dymu.
Ale jak to tak ?!!? To jest zdecydowanie za krótkie !!! Wiem że jestem rozpuszczonym czytelnikiem dla którego 300 stron książki to za mało i powinnam się cieszyć z tego co jest ale... nie
OdpowiedzUsuń( następna część moich wywodów zostanie napisana jutro bo tablet + śpiąca ja to nie za dobre połączenie, więc to be continued... ) CDN :P
Dobra człowiek już nieco obudzony może kontynuować tę bezsensowną wypowiedź.
UsuńLiv Amai nie może być taka idealna, musisz znaleźć jakieś coś na nią, w końcu jeśli ma być to żona Itacza ( w co raczej wątpię, albo wierzę w jakieś tam jeszcze romanse i zdrady :P ) to ona musi mieć jakąś denerwującą cechę żeby chłopaka wnerwiać, mówi się, że miłość wszystko wybaczy, tu jak na razie jest jej deficyt więc może pojawi się coś takiego jak ciągnikowe chrapanie Hakaze :P
ITACZ !!! Ja cię zamorduję na miejscu i mam gdzieś co powie na to autorka jak możesz zgadzać się na to wszystko bez najdrobniejszego zająknięcia, że nie albo wybuchu w stylu, że ty kochasz Liv ( nie zaprzeczaj wszyscy wiemy, że kłamiesz a swoim milczeniem tylko to potwierdzasz :P )
Shisui co ty za marne sumienie jesteś weź mu do głowy wbij (dosłownie), że ma się ojcu postawić albo chociaż przeprosić Senju ( na kolanach przed całą wioską z kwiatkami i czekoladkami, przynajmniej Liv się pobrechta i to będzie twoja kara, buahahaha.... )
Zdziwiła mnie "gościnność" Itachiego, zamiast siedzieć cicho to on powinien Amai raczej przerazić swoją osobą albo zacząć rozmowę z Senju, tak on mógłby się z nią znowu droczyć, Shisui zaczął by to komentować, Amai zajarzyła by, że coś jest nie halo, potem strzeliła by focha, że ona nie chce kogoś takiego jak Itacz i, że jej mężem ma zostać Shisui, genialny plan :D Ale wredny Itachi musiał się zachować jak na członka klanu Uchiha przystało i nie pisną ani słowem, nawet się za Liv nie rzucił, ehhh.. Itachi niszczy moje wszystkie piękne wizje.
Ja w dalszym ciągu czekam na to że Liv spoliczkuje naszego kochanego Uchihę, to za nieczczenie moich genialnych planów ;P
W ogóle tak teraz rozkminiam ( albo właściwie parzam na kalendarz ), że prawie 2 lata zaśmiecam tego bloga moją głupotą ( z mniejszymi lub większymi przerwami ale się staram ) :P
Dobra to chyba tyle ode mnie zwanej inaczej jako Hejter który się odmeldowuje i czeka na następny rozdział, liczę na to, że będzie on dłuższy :P pozdrawiam i podrzucam jakąś karmę dla weny :D
Zanim zaczniesz linczować, że krótkie to wiedz, że ten rozdział naprawdę ciężko się pisało. Blokada wiosenna jakaś czy co? W każdym razie nieźle się napociłam, a do tego Word mnie nie kochał i kasował najlepsze dialogi, bez możliwości odzyskania. Tak, takie rzeczy potrafi tylko moje zaplecze sprzętowe.
UsuńRozbawił mnie motyw szukania złych cech Amai. No cóż, to jest zawsze jakiś sposób XD. Ja bym wymieniła kilka już mi wiadomych: za miła, za sympatyczna, bezkonfliktowa, ugodowa itd. Nie jest tajemnicą, że wolę bohaterów z charakterem^^.
Itachi… heh, czasem ciężko udźwignąć wygórowane ambicje rodziców, zwłaszcza będąc dzieckiem Uchiha… no ale, chłopak jest geniuszem, niech se jakoś radzi XD. Shisui, och jego nie spisuj jeszcze na straty… on tego tak nie zostawi.
Na przeprosiny to jeszcze sobie trochę poczekasz (o ile w ogóle będą :x). Uchiha zbyt łatwo nie ugina karku, a i Senju z pewnością tych przeprosin nie ułatwi. Co jak co, ale to nie w stylu Liv, aby cokolwiek Itachiemu ułatwiać. Policzkowanie mam w pamięci, kto wie… może spotka Cię ta przyjemność i go doczekasz. Huehuehuehue, już wyobrażam sobie tę ciszę na ulicy jakby taka akcja miała miejsce. Wszyscy wlepiają gały w rozsierdzoną Senju oraz zdębiałego Uchihę… urodna wizja…
Ty wiesz, że ja ostatnio też tak sporadycznie zerknęłam od kiedy piszę tego bloga? Jak zobaczyłam datę to mi się słabo zrobiło XD. Jedyny plus, że styl pisania odrobinę się poprawił (moim zdaniem nawet bardzo, ale no… skromność jest w modzie^^). I cieszy mnie, że Ty ciągle dotrzymujesz mi towarzystwa na blogu. Tyle czasu już tu klikamy… Dzięki:>.
Za karmę dla Wenona dziękuję (upycha do wszelkich dostępnych pojemników) i żywię szczerą nadzieję, że kolejny rozdział napisze mi się łatwiej oraz szybciej (no tak, i ma być do tego dłuższy… matulu…). Pozdrawiam gorąco.
No to się wzięło porobiło...
OdpowiedzUsuńTa cała Amai może i jest sympatyczna, ale za Chiny mi do Itachi'ego nie pasuje. A w życiu! Pfe, fuj! Dla niego to tylko Liv xD
Czyli jednak będzie ten ślub... eh, Itasiowi można wiele zarzucić (między innymi to, że odsuwa na bok swoje własne uczucia dla zachcianki ojca), ale nie to, iż brak mu pokory i lojalności. Chociaż... wybranie rodziny zamiast dziewczyny nadal koliduje z moim wyobrażeniem miłości. Poza tym, tak się teraz zastanawiam, który z braci (chodzi o Sasuke i Itachi'ego) miałby mniejszy problem porzucić rodzinę, aby móc stworzyć związek z kobietą, w której się zakocha. Myślę, że oboje mieliby spore opory, bo co jak co, ale dla Uchihów klanowa duma jest niemal wszystkim.
Shisui w tym rozdziale wymiata normalnie xD
Zwłaszcza te jego przekomarzanki z kuzynem xdd
Liv chodzi przygnębiona. W sumie, wcale się nie dziwię - dziewczyna się czuje oszukana, wykorzystana i w ogóle do dupy. Cóż, miejmy nadzieję, że jeszcze uda się wszystko naprawić, bo myśmy (czytelnicy, rzecz jasna) się nawet nie nacieszyli tym ich "związkiem", bo skończył się jeszcze szybciej, niż zaczął. To takie frustrujące ;-;
No nic, weny życzę i niech nasze gołąbeczki się zejdą w końcu, noo :<
Shori
Serce mi rośnie jak widzę, że kreacja Liv ma tyle zwolenników. Masz świętą rację, ona lepiej pasuje do Uchihy, ale co zrobić?
UsuńHeh… lojalność i pokora wobec klanu oraz przystawanie na wszelkie jego postanowienia, chyba Uchiha mają przekazywane w genach. Serio, tam się praktycznie nikt nie buntuję :x. W każdym razie, zaciekawiłaś mnie rozważaniem kto prędzej by się postawił jakimś poleceniom. Muszę przyznać, że po długich rozkminach doszłam do wniosku, że to prędzej Itachi. A jak jeszcze miałoby to związek z bezpieczeństwem całej osady to — jak w mordę strzelił — właśnie on. Saskowi za bardzo zależało na atencji ojca, więc przyjąłby wsio bez mrugnięcia powieką. Podsumowując moje rozważania, stwierdzam, że jest jeszcze nadzieja dla pana Itachiego! Może się ogarnie! Oby tylko nie za późno…
Widzę, że Shisui zdobywa coraz większą popularność i tylko patrzeć jak ukradnie całe show Itachiemu XD. Cieszy mnie ta sympatia. Tak właśnie go sobie wyobrażam jako przyjaciela Itachiego. Sympatyczny, zabawny, przenikliwy, dzielący się swoją wiedzą, a czasem złośliwy. Ot, cały Shisui.
Chyba każda z nas nie skakałaby z radości będąc na miejscu Liv. Uważam, że i tak nieźle sobie radzi, bo ja chyba bym spopieliła takiego delikwenta, co by mi taki numer wykręcił :x.
Trzeba trzymać kciuki, że albo Itachi się ogarnie, albo Amai pośle go do diabła (marne prawdopodobieństwo D:), albo zdarzy się cud, albo… no, dużo możliwości. Pozostaje tylko czekać na rozwój wydarzeń…
Dziękuję za wyczerpujący komentarz, uwielbiam takie :”D. Pozdrawiam cieplutko.
Cześć, tym razem jestem na czas! I muszę stwierdzić, że robi się coraz ciekawiej :>
OdpowiedzUsuńWłaśnie zastanawiałam się jak zamierzasz pociągnąć wątek naszej uroczej parki po ich wspólnie spędzonej nocy. Z jednej strony myślałam: może będą żyli długo i szczęśliwie, i namiętnie oczywiście? Ale potem przypomniałam sobie, że przecież to opowiadanie pisze Dita, a z Ditą musi być oryginalnie! No i masz, Uchiha się żeni. Palant :o
Mógłby się postawić temu Fugaku, którego wprost nie cierpię (hańbi ród Uchiha ._.) ale z drugiej strony rozumiem, że nie chce go rozczarować i w sumie może się trochę boi? (cykorrrr). Ale przecież ma pod ręką Liv, a jakby Shisui się za nią wziął to już byłby zły! No nie ogarniam w ogóle, jeszcze najwyraźniej nie rozumie kobiet ani trochę!
No i kompletnie mnie zaskoczyłaś tą Amai! Myślałam, że będzie jakąś wredną suką, a tu niemal zaprzyjaźniła się z Liv. LIV. I co teraz? Senju będzie druhną na ślubie i wtedy Itachi się domyśli, że to jednak z nią chce spędzić resztę życia, ale wtey Senju zrozumie, że woli Amai i się w niej zakochała, podczas gdy narzeczona Uchihy już wda się w romans z Shisuim, który ucieknie z kraju?! Oby nie, bo to byłaby moda na sukces XDD
Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy, pisz pisz pisz i nie przestawaj, nie przejmuj się głupim komputerem i jakimiś wiadomościami od załogi bloggera! Dity nikt nie powstrzyma! :3
Pozdrawiam cieplutko :*
Ps. Uwielbiam Twojego Shisuiego.
Ach, witaj, witaj :>.
UsuńRozwaliłaś mnie zupełnie pierwszym akapitem. No siedziałam na łóżku i śmiałam się w najlepsze, a to podsumowanie Itachiego, boskie!
Cieszy mnie zrozumienie motywów Itachiego, chociaż strach ja bym wykluczyła. To właśnie ta pierońska rodowa lojalność wszystko psuję :x. Jednak, nie ma co się załamywać, przecież na straży stoi Shisui Uchiha! Może on coś poradzi, bo chwilowo Itachi jakoś się nie garnie to poukładania tego bałaganu…
No pewnie, że raczej nie byłby zadowolony gdyby Liv bajerzyła z jego kuzynem. Jak to się na to mówi? A, pies ogrodnika, sam nie zje i nikomu nie da. Mężczyźni są zaborczy i tyle.
Amai, jest okropna w tej swojej idealności. Przynajmniej ja to tak widzę, ale pewnie faceci to lubią. Taka ugodowa żonka to skarb.
Boshe, co żeś Ty wymyśliła XD. O mało się nie udławiłam herbatą, czytając ten scenariusz. Łoszalała… Już prędzej widziałabym, że to Amai zakocha się w Liv, ale ona wybierze najmniejsze zło czyli… em… o! Kazamę! Itachi zostanie wiecznym kawalerem, Shisui dotrzyma mu towarzystwa co by chłopak nie zwariował bez baby, ale sam będzie miał kochankę na boku. Jeny, mam zryty beret i to dzięki Tobie XD.
Dzięki, pocieszenie przy użeraniu się z kompem i bloggerem się przyda. Czasem mam ochotę wywalić urządzenie za okno, a administracji powiedzieć…, że ich bardzo lubię^^. Ano, nikt mnie nie powstrzyma! Będę rządzić światem! Ekhem… ekhem… znaczy, pisać bloga chciałam powiedzieć XD.
Dziękuję za komentarz (bardzo poprawił mu humor) i pozdrawiam.
P.S. Cieszy mnie, że Shisui się podoba. Ten chłopak potrafi się sprzedać.
Nie podoba mi się to... Myślę, ze najlepsza będzie terapia wstrząsowa-wcisnąć tu Kazamę, nic tak nie wpływa na rozsądek facetów, jak odrobina zazdrości :-D O swojego kuzyna może być spokojny, ale Kazama to groźny i wytrwały przeciwnik, który czeka cierpliwie lub nie- na Liv...
OdpowiedzUsuńTak, myślę, że to najlepszy sposób wyprostowania sytuacji-niech się Itachi przekona na własnej skórze, jak to jest :-D
Terapia… huehuehuehue… a wiesz, że o tym myślałam? To w całkiem w stylu Kazamy, zrobić wejście smoka aby rozdrażnić Uchihę. Piękna wizja mi powstała w głowie… trzeba Uchihę troszkę wystraszyć. Dobrze kombinujesz :”3. Zazdrość, to potężna broń…
UsuńPrawdopodobnie właśnie to wykorzystam, ale potrzebny jest podatny grunt i ładne zapętlenie fabuły… nie bój nic. Chociaż nie obędzie się bez dramatów. U mnie nie ma lekko, o nie! Tak więc, szykujcie się na burzę z gradobiciem i szacujcie straty.
Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Hmm, trochę się spóźniłam i mnie to wkurza, ale Twoja notka mnie pocieszyła, więc się odwdzięczę.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie, że wykorzystałaś mój pomysł z ustawioną narzeczoną. Zgadzam się z Tobą, że jest za idealna, a to może się szybko znudzić. Wkurza mnie postawa Itachi 'ego. Ok, wierność rodzinie wiernością rodzinie, ale w tej sytuacji powinien zdecydowanie inaczej się zachować. Zwłaszcza, że prawie przyznał się Shisui 'emu, że ją kocha! Tak, myślę, że Liv mogła by stworzyć z nim uroczy związek, choćby tylko po to, żeby zemścić się na Itachim. Teleporter dobrze ją traktuje i dostrzega jej zalety. Chociaż lepszy do tej misji były Kazama. O, jeszcze gdyby się okazało, że Liv zaszła w ciążę z Łasicem, a to w końcu dziecko z mieszaną krwią i jak ona miałaby sobie poradzić w takiej sytuacji? Poza tym co ludzie powiedzą? Maluszek na pewno miałby coś po tatusiu. Te uchihowe geny są dominujące w końcu, nie? Ale tak z drugiej strony Liv pewnie musiałaby opuścić wioskę. Hokage chyba nie chciałaby 2 demonów w wiosce (dzidziuś były pewnie mega potężny, ale trochę by zajęło, zanim nauczyłoby się kontrolować), a w zasadzie to 3, bo Kazama musi jej pomóc go lub ją wychować (nalepiej bliźniaki :P), a on nie ufa ludziom i pewnie chciałby ich gdzieś schować, żeby ktoś nie wykorzystał maluszków, albo coś. Zresztą nie wydaje mi się, żeby Liv była jakoś bardzo przywiązana do wioski. Mam wrażenie, że jest mieszka w Konosze, bo tam się urodziła (chyba) i wychowała. Ma dom po ojcu, pewnie jakieś wspomnienia, swoją drużynę i tego swojego przyjaciela, zapomniałam jak mu było. Właśnie, a co Hakaze i inne fanki Itachi 'ego na jego narzeczoną? Liv mogłaby stworzyć z nimi wspólny front. O, i jeszcze z Shisuim! Pisz szybko notkę, bo ja już się nie mogę doczekać rozmowy Itasia z Senju, bo o przeprosinach na razie chyba nie ma mowy. Weny życzę i ja chcę już następny rozdział!
Pozdrawiam,
Yuzuki
Moja notka pocieszyła? O rany, to mnie ucieszyłaś :3. Szczerze to się spodziewałam, że spotka mnie tu lincz, a tu takie pozytywne reakcje. Aż człowiekowi chce się kontynuować tego bloga.
UsuńWidzisz? Twój pomysł z aranżowanym małżeństwem padł na podatny grunt i oto jest, kolejny kłopot w życiu naszej uroczej dwójki. Huehuehuehue… teraz wszyscy wiedzą komu zawdzięczać ten ambaras^^. Co złego to nie ja <3.
Heh, ciężko zrozumieć motywy Itachiego. Niby kocha (przynajmniej tak się wydaje) a jednocześnie nic nie działa w tym kierunku. Czeka nie wiadomo na co, chociaż może na coś… w końcu to geniusz, może ma plan… miejmy nadzieję. Nic innego nam nie pozostaje jak wierzyć w jakieś ukryte motywy Uchihy.
Nieplanowanym ciążom, mówię zdecydowane nie. Strasznie mnie to drażni w opowiadaniach jak pojawia się ten motyw. A już zwłaszcza, jak dziecko dostaje rolę kleju, łączącego głównych bohaterów. (To dopiero będzie strzał w kolano jak go w końcowym efekcie wykorzystam, ale miejmy nadzieję, że jednak się obejdzie :x). Chociaż cała reszta Twojej wizji jest kusząca. Hokage użerająca się z Liv i jej bachorkami… matko, chyba nawet to jutsu na młodość by jej nie pomogło uniknąć siwizny. Przecież w osadzie nie zostałby kamień na kamieniu… I zdecydowanie nie udałoby się ukryć, że te szatańskie pomioty (dosyć żywe dzieci XD) są również Uchiha. Sharingan w połączony z demonem… boru, boru…
Co do Kazamy…uważam, że właśnie tak by się zachował i śmiem twierdzić, że takiego dzieciaka uznałby nawet za swoje. Czy ja już wspominałam, że uwielbiam Kazamę? Nie? To mówię XD.
Przywiązanie Liv do wioski… chyba masz rację. Coś w tym jest, że Liv tu trzymają tylko te nieliczne osoby i pochodzenie. W końcu, jakby nie patrzeć jest z rodu założycieli więc poczuwa się do ochrony Konohy.
Co do fanklubu Uchihy, nie bój nic. On też za niedługo się dowie, że najlepsza partia Konohy jest już zaklepana i to przez jakąś przybłędę z Iwy. Będzie wesoło, a raczej burzliwie^^.
Przeprosiny… nie ma takiej opcji. Przynajmniej na razie takie wyznanie jest niemożliwe.
Dziękuję za komentarz i za wenę. Ona z pewnością się przyda. Postaram się urodzić następny rozdział jak najszybciej i kto wie, jak zdarzy się cud, a raczej napływ nowych sił to może będzie dłuższy. Pozdrawiam cieplutko.
Tia, ja też nie lubię, kiedy dziecko na siłę "zlepia" głównych bohaterów. To po prostu nudne. Chociaż z drugiej strony, Shisui aby ponownie sprowokować kuzyna, mógłby porandkować Liv, albo niech rozpuści plotki o ich wspólnej nocy i no tym, że Senju jest w ciąży. Oczywiście, nie będzie, ale może się wtedy pojawić Kazama, który np chciałby sprawdzić czy Liv i Itachi spędzili razem noc, a jego pojawienie się podkreśli plotki. W sumie, na miejscu Liv chciałabym trochę od tego wszystkiego odpocząć i zaczyłam bym się w jakimś spokojnym, bezludnym miejscu. Tak w ogóle to czemu Itachi się nie zbuntuje i nie powie, że chciałby być z Liv, o ile mu wybaczy? Byłaby to trochę głupia sytuacja, bo Liv przyjaźni się z tą drugą, ale prawdziwa miłość to prawdziwa miłość! Jasne, ma tą przeklętą uchihowsą wierność klanowi i zgaduję, że został wychowany tak, aby podporządkowywać się ojcu, ale powinien czasem pomyśleć o sobie i swoim szczęściu. Trochę szkoda, że Liv wykręciła się z tej herbaty, bo jestem ciekawa jaką prowokację wymyślił Itachi. A może Liv powinna powiedzieć przyszłej pani Łasicowej o ich wspólnej nocy? Byłoby to trochę perfidne, ale powinna wiedzieć w co się pakuje. To dałoby jej pretekst to zerwania układu i wtedy Itaś miałby otwartą drogę do pewnej czerwonowłosej demonicy. Kończe, bo muszę się uczyć matmy, ale tak mi się nie chce.....
UsuńPozdrawiam
Yuzuki
Mnie takie zlepianie kojarzy się z tandetnymi serialami. Zazwyczaj właśnie tam występuje ten motyw „na dziecko”. Jak ja tego nie cierpię…
UsuńTy chyba chcesz wprowadzić Shisuiego na minę przeciwpiechotną, bez kitu. A podobno jest lubiany w tym opowiadaniu… Zresztą jak zobaczysz w nowym rozdziale, sam też nieźle sobie radzi z prowokacjami kuzyna. Że też się nie obawia o własne życie. Przecież takie sprawdzanie cierpliwości klanowego geniusza może się źle skończyć XD.
Bezludne miejsce, powiem Ci, że o tym myślałam. Jednak porzuciłam ten pomysł, bo wtedy mogłoby wyjść, że Liv z rozpaczy uciekła… a przecież to nie w jej stylu! Coś musiałoby ją naprawdę złamać żeby posunęła się do zniknięcia, i to też na jakiś czas. Klan Senju nie dezerteruje przed problemami, a już tym bardziej przez niewygodną miłość! Czy tam inne zauroczenie^^.
Co do ujawnienia ich wspólnej nocy… hm… nie zapominajmy, że Uchiha ma spory fanklub który jest naprawdę zdeterminowany w zdobyciu go tylko dla siebie. Tak więc sądzę, że dołożą starań w zniechęceniu Amai do Itachiego^^. Liv nie musi dokładać w tej intrydze swojej cegiełki, tym bardziej, że jakimś dziwnym trafem dziewczyna wkupiła się w jej łaski.
Matematyka… współczuję. Do tej pory mam koszmary jak zobaczę gdzieś funkcje i wykresy do niej. Znienawidzony przeze mnie dział, z którego nigdy nie dostałam wyżej niż dostateczny (przypuszczam, że głównie dlatego, że nie chciało mi się słuchać nauczycielki jak tłumaczyła pierwszą lekcję, ale no…). To życzę owocnej nauki, obyś wciągnęła wiedzę jak odkurzacz kurz :”D. Pozdrawiam cieplutko.
O Rany, ale się poplątało... Właściwie to najbardziej chyba współczuję Amai - utkwić na linii frontu pomiędzy Senju a Uchiha, trudno o gorsze tarapaty, nawet jeśli jeszcze sama nie zdaje sobie z tego sprawy.
OdpowiedzUsuńOgólnie, bardzo polubiłam postać Shisuia, jest przesympatyczny.
Weny życzę :)
Jak tylko powiedziałaś o tym staniu na froncie pomiędzy Senju a Uchihą, wyobraziłam sobie scenę z mangi gdzie pokazana była walka pomiędzy Hashiramą a Madarą. Łomatko, Amai umarłaby ze strachu jakby do takiego czegoś doszło między Liv a Itachim XD. Już nawet nie wspomnę, że ta dwójka z pewnością przez nieuwagę by ją wdeptała w ziemię^^.
UsuńBardzo mnie cieszy, że kreacja Shisuiego się spodobała i przyjęła. To taka maskotka tego opowiadania.
Dziękuję za komentarz oraz wenę, jej nigdy dość. Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie miał również taki pozytywny odzew:3. Pozdrawiam cieplutko.
Ja rozumiem, że trzeba było zrobić coś takiego, żeby historia była ciekawsza. Ale i tak mnie to złości!!! Notka super. Kiedy Liv została zawołana (na końcu notki) miałam nadzieję, że to Itachi. Wiem głupie, no ale tak bardzo tego chciałam. Mam nadzieję, że Amai szybko znudzi się brunetowi. Pisz szybko i weny!!!!
OdpowiedzUsuńWzbudzanie skrajnych emocji u czytelnika, to moja życiowa misja:3. I cieszy mnie, że u Ciebie się udało <3.
UsuńA powiem Ci, że celowo to tak napisałam z tym wołaniem Liv XD. Takie malutkie niedomówienie przez chwilę i każdy założył to co chciał założyć :"D. Chyba jestem troszkę okrutna.
Żeby Amai się znudziła to musiałby być nią na serio zainteresowany, a jak na razie tu widzę jedynie wypełnianie woli Fugaku :x. Trzymaj kciuki aby ona nie chciała Łasica... kto wie, może w osadzie jest ktoś ciekawszy od Uchihy^^.
Dziękuję komentarz, za wenę, i pozdrawiam cieplutko :">.
Hm, zanim skomentuję Twoją notkę chciałabym powiedzieć, że jestem zła, że każesz nam tyle czekać. Twoje opowiadanie jest naprawdę dobre i daje mi siły do walki z moją niestwierdzoną-przez-lekarza-depresją. Oczywiście, są jeszcze inne, ale Twoje jest bardzo wysoko na mojej liście (może nawet pierwsze).
OdpowiedzUsuńHm, podobnie jak pozostali komentujący jestem fanką Shisui 'ego. Czasami wydaje się być jedyną dobrą stroną Itachi 'ego. Możnaby się spodziewać, że on, geniusz geniuszy z genialnego kraju (wiem, masło maślane,ale myślę, że zrozumiesz o co mi chodzi) nie będzie miał aż takich trudności co do zorientowania się w swoich uczuciach. Jasne, chce być do końca wierny swojej rodzinie, ale przecież czasem powinien myśleć o sobie. Załóżmy, że ożeni się z Amai ,czy jak jej tam było i znając życie będą zmuszeni wydać na świat następne pokolenie. Skoro naprawdę kocha Liv, nie będzie w stanie pokochać innej. Jasne, z czasem może być między nimi coś więcej niż przyjaźń, ale to wszystko. I urodzą im się dzieci, które będą dorastały w domu bez miłości. Amai może się kiedyś zakocha w kimś innym (może już jest zakochana). Liv też ma przecież obowiązki wobec klanu, a szczególnie wobec demonów, więc pewnie z kimś się w końcu zwiąże, nieważne czy z rozsądku (Liv i rozsądek?) czy z uczucia, ale pewnie będzie miała dzieci. Czy łasicy nie będzie ciężko patrzeć na jej związek z kimś innym, nie mówiąc o dzieciach? Mam wrażenie, że to Liv jest bardziej gotowa na ten związek, chociaż to nie ona prowokowała ich fizyczne zbliżenia. Spodziewała się tego tym bardziej po spędzonej wspólnie nocy (może nie była tego świadoma). Jasne, unikała Itachi'ego, ale może chciała, żeby o nią zawalczył, pokazał że mu na niej zależy, że to nie są żadne żarty, że nie zabawił się jej kosztem, że to była niezobowiązująca do niczego noc itd itp. A tu główna bohaterka dowiaduje się, że ma on zaaranżowaną narzeczoną i wie o tym od dawna. Mało tego, raczej się nie sprzeciwiał. Nic dziwnego, że nie chciała z nim gadać. Itachi co prawda przebąknął coś o tym, że chciał dla niej poświęcić obowiązki, ale powiedział to raczej sprowokowany przez kuzyna. Poza tym, jeśli naprawdę tego chciał to dlaczego tego nie zrobi? Tęsknił za Liv, kiedy wyjechała na misję, a nie pomyślał o tym, że gdy ożeni się z Amai, Senju wyjedzie? Przecież może jej już nigdy nie zobaczyć. Jak na geniusza, coś za mało jest przewidujący.
Co do pisania notek, rozumiem, że możesz mieć jakieś problemy ze sprzętem, brak czasu, szkoła, rodzina, partner/partnerka, brak weny, praca czy coś tam jeszcze (może lenistwo), ale pamiętaj, że Twoje notki mogą mieć zbawienny wpływ na kogoś innego.
Pozdrawiam,
Ciastko
Ciastko, bardzo mi miło, że wreszcie zdecydowałaś się skomentować rozdział. I to nie na czacie, jak to zwykle robiłaś, ale pod notką. Serio mnie to cieszy. Ogromną satysfakcję sprawiły mi Twoje słowa, że moje opowiadanie uważasz za jedno z lepszych. Dziękuję Ci za nie mocno. To bardzo pomaga przy tworzeniu wpisów.
UsuńChciałabym żebyś zrozumiała, że w pisanie notek wkładam całe serce oraz robię co w mojej mocy, aby każdy następny rozdział był lepszy od poprzedniego. Zwłaszcza teraz, kiedy nie mam już bety jest ciężko, bo muszę sama wyłapywać wszystkie potknięcia, a to jest ciężkie. Widzę to co chcę widzieć w tekście, a nie to co rzeczywiście tam jest.
Mam nadzieję, że wpis który pojawi się na dniach, odrobinę zrekompensuje Ci to czekanie. Postarałam się żeby był dłuższy nić ten poprzedni, więc może odrobinę nakarmię Twojego fikowego głoda :”D.
Shisui i jego wpływ na Itachiego. Teleporter, jak prawdziwy przyjaciel stara się żeby przyjaciel nie popełniał błędów, których w przyszłości z pewnością by żałował.
Heh, i poniekąd masz rację. Geniusz Itachi już dawno powinien się zorientować w swoich uczuciach, ale myślę, że problem tkwi w czym innym. On wie co czuje. Inną kwestią jest to, co z tym dalej zrobi. Bardzo duży wpływ jednak ma na niego dom w jakim się wychował. Tam kwestie obowiązków i lojalności są ważne, jeśli nie ważniejsze niż uczucia.
Nie dziwię się, że tak nurtują motywy działań Itachiego. Bo tak w zasadzie nie wiadomo czym się kierował Uchiha mamiąc Liv. Wiedział o swoich obowiązkach, o ślubie, a jedocześnie wciąż generował takie sytuacje aby być blisko Senju. Co chciał tym osiągnąć? A może niezupełnie w tym wypadku kierował się planem… jak to się mówi? Krew nie woda. Dużo pytań, ale mało odpowiedzi.
Dziękuję za ten wyczerpujący komentarz. Skoro tyle przyjemności sprawiają Ci moje wpisy, to wiedz, że ja odczuwam to samo z komentarzami. Jestem na finiszu wpisu, więc kto wie… może nawet pojawi się dziś, a jeśli nie to jutro. Pozdrawiam cieplutko.