Mam nadzieję, że długość Was usatysfakcjonuje ponad
cztery tysie słów! Jak na moje możliwości, to istne szaleństwo XD. Co prawda,
jakościowo może być różnie, ale naprawdę się starałam. Pewnie wciąż będę
wyłapywać wszelkie niedociągnięcia, ale no… Moim zdaniem, rozdział prezentuje
się całkiem przyzwoicie.
Ach, chciałam jeszcze raz podziękować za tyle wpisów
pod ostatnim postem. Jesteście kochani <3. Nie przedłużając, zapraszam do
czytania i komentowania. Pozdrawiam cieplutko.
Liv w mgnieniu
oka pojawiła się na polu treningowym oraz bez ociągania, rozsiadła się na
trawniku. W miedzy czasie wyciszyła czakrę, aby pozostać niezauważoną przez
uczniów. Nie chciała ich rozpraszać podczas treningu, a niechybnie tak by się stało gdyby ją dostrzegli. Dla wygody oparła się o
najbliższe drzewo, spod rzęs obserwując męską część swojej drużyny.
Jako że za
ostatnią misję wykonaną dla Hokage wytargowała dla podopiecznych miesięczne
zajęcia z jednymi z najlepszych w swoich dziedzinach shinobi w wiosce, teraz
nie miała za wiele do roboty. Dlatego z racji braku lepszego zajęcia, oddawała
się podziwianiu poczynionych przez nich postępów.
Rano odwiedziła
Shion, ale dziewczyna nie zdążyła zamienić z nią nawet słowa zbyt zaganiana
obowiązkami. Shizune dawała jej ostro popalić, ale Liv uważała, że to dobrze bo
dzięki temu młoda kunoichi więcej się nauczy. Asystentka Piątej znała się na
truciznach jak nikt, a taka umiejętność bardzo przydawała się medycznym ninja.
Chłopcy wciąż
ćwiczyli z zastępczymi nauczycielami, aby w pełni podszkolić nowe techniki.
Shisui stanowił prawdziwą skarbnicę wiedzy dla Zaku, oferując mu pomoc w
podnoszeniu umiejętności w używaniu klanowych jutsu. Natomiast Yuchiro,
trenował wraz z Samonem, doskonaląc się w walce w zwarciu.
To właśnie
głównie drugi uczeń, zaprzątał głowę Liv. Chłopak od jakiegoś czasu dziwnie się
zachowywał i chodził wyraźnie przygaszony. Całkowicie izolował się od reszty
drużyny, wzbudzając niepokój Senju. Utrzymywał oschłe stosunki zarówno z Shion
jak i Zaku, ograniczając kontakt z nimi do minimum.
Liv najbardziej
frustrowało to, że nie potrafiła rozszyfrować powodów takiego traktowania.
Przeprowadziła nawet cichy wywiad na temat relacji w domu Yuchiro, ale wszystko
wydawało się w porządku. Żadnych kłótni pomiędzy jego rodzicami, problemów
finansowych czy innych kłopotów. Kolejna przykładnie funkcjonująca rodzina
Konohy, gdzie nie było się do czego doczepić.
Słysząc głośny
szczęk zwierającego się metalu, podniosła wzrok na walczącego Yuchiro. Łatwo było zauważyć, że genin nie wkłada
serca w wykonywane ćwiczenia, a na dodatek wydawał się zniecierpliwiony. Co
trochę zerkał na położenie słońca i Liv wiedziała, że w ten sposób odmierza
czas do końca zajęć.
Westchnęła
ciężko, kątem oka rejestrując nieme pytanie przyjaciela. Skoro nawet Samon
dostrzegł ten brak zaangażowania powinni zacząć działać, a
przynajmniej przywołać chłopaka do porządku. Po dłuższej chwili skinęła
nieznacznie głową, dając wolną rękę Skrytobójcy. Nadszedł moment aby przycisnąć
Yuchiro żeby zmusić go do cięższej pracy.
Kunoichi spod
rzęs obserwowała jak Sam bez ostrzeżenia, zaczął gwałtownie atakować zdumionego
genina. Młody ninja wydawał się zaskoczony tą nagłą zmianą, tylko cudem
unikając ostrza tymczasowego nauczyciela. Członek elitarnego oddziału ANBU
dosłownie i w przenośni, zalewał Yuchiro technikami zmuszając do widowiskowych
akrobacji. Podopieczny Liv doskonale wiedział, że nie ma co próbować parować
tych ataków. To byłoby bezcelowe marnowanie czasu, energii i czakry, zwłaszcza,
że nie miał najmniejszych szans w starciu z tak doświadczonym przeciwnikiem.
Liv powoli
podniosła się ze swojego miejsca, niespiesznym krokiem zmierzając do
miotającego się ucznia. Cóż, trzeba było przyznać, że co jak co, ale uniki
Yuchiro prezentowały się bez zarzutu. Dobry refleks oraz przyzwoita prędkość
pozwala mu dość długo unikać ataków Sama. Jednak wszystko co dobre szybko się
kończy.
Senju nie
drgnęła nawet powieka, kiedy odnotowała nagłe zniknięcie Samona, który już po
sekundzie pojawił się za geninem oraz wciągnął go w stworzone przez siebie
bagno. I tak sporo wytrzymał, pomyślała skupiając wzrok na zmrużonych z
poirytowania oczach chłopaka.
— Yuchiro… —
Senju stanęła nad unieruchomionym, gestem nakazując przyjacielowi aby zostawił
ich samych. — Powiesz mi co się dzieje?
— Nic.
Ze zmarszczonymi
brwiami obserwowała jak podczas wypowiadania tego słowa, stanowczo unika jej
wzroku o mało nie skręcając sobie karku. Siedzenie po szyję w błocie radykalnie
zmniejszało zakres ruchów, ale genin robił co mógł. Jego determinacja była godna podziwu i Liv teraz już miała
pewność, coś było bardzo nie tak.
— Kłamiesz —
podsumowała po chwili ciszy, kucając i ujmując ucznia pod brodę oraz zmuszając
go do uniesienia głowy. Przez dłuższy moment patrzyła mu w oczy, a następnie
przymknęła powieki wypuszczając ze świstem powietrze. — Przecież wiesz, że
możemy porozmawiać o wszystkim. Jeżeli masz jakiś problem…
—Wszystko w
porządku, sensei. Proszę się mną nie zamartwiać. — Yuchiro błyskawicznie wszedł
jej w zdanie, uśmiechając się uspakajająco. — Jestem tylko odrobinę
przemęczony.
— Przemęczony… —
powtórzyła w zamyśleniu, wstając i spoglądając na chłopaka z góry. Jeżeli
chciał ją oszukać tym pożalsięBoże
uśmiechem, to powinien się bardziej postarać. Na tę chwilę nie okłamałby nawet
pięciolatka. — Okej, jak uważasz. Ale wiedz, że czekam — mruknęła, anulując
technikę i oddaliła się w stronę czekającego przy bramie przyjaciela. Owszem,
aż ją świerzbiło żeby siłą wyciągnąć z genina prawdę, ale postanowiła dać mu
szansę. Jeżeli to nie pomoże, to wtedy porozmawiają inaczej.
Oboje w
milczeniu obserwowali spięte plecy młodego podopiecznego, kiedy otrzepywał się z
resztek ziemi. Nie dało się nie zauważyć jak zaciska nerwowo szczęki podczas
tej czynności, całkowicie ignorując krzyczącego do niego Zaku.
Gdy tylko
zniknął za furtką pola treningowego, Liv i Samon spojrzeli na siebie
porozumiewawczo.
— Coś nie gra —
stwierdził stanowczo Sam, odgarniając na bok wpadającą do oczu grzywkę. Z
cichym stuknięciem wsunął katanę do pokrowca, zagapiając się na wciąż
trenujących Uchihów.
— Wiem —
przyznała Senju, kopiąc czubkiem buta najbliższy kamień oraz obserwując jak przelatuje
kilka metrów. Była zła, że nie potrafi pomóc własnemu uczniowi, ale na tę
chwilę nie mogła nic zrobić. Musiała uzbroić się w cierpliwość i czekać.
***
Minęło już
popołudnie, kiedy uliczki Konohy zaczęły zapełniać się biegającymi dzieciakami
z akademii. Uczniowie po kilku godzinach nauki wreszcie wyrwali się zza szkolnych murów i głośnym hałasem, manifestowali swoją obecność w osadzie.
Ganiali się pomiędzy wracającymi z pracy dorosłymi, z entuzjazmem opowiadając
rówieśnikom wrażenia z zajęć.
Nikt nie zwracał
uwagi na samotną postać siedzącą na wysokim murze, podrzucającą w zamyśleniu
broń. Opierając brodę na podkurczonym kolanie, bawiła się ostrym narzędziem
całkowicie nieświadoma własnych działań. Wszystko odbywało się mechanicznie,
jakby zupełnie bez udziału woli zamyślonej kunoichi.
Liv przygryzła
mocniej wargę, silniej zaciskając palce na złapanym w dłoń kunai. Niewidzącym
wzrokiem patrzyła na przemieszczający się w dole tłum, zbyt skupiona na
dręczącym ją problemie.
Wciąż na nowo
analizowała zachowanie Yuchiro próbując odgadnąć powód takiej radykalnej zmiany
w jego zachowaniu. Żadna z zakładanych hipotez nie miała racji bytu i to coraz
bardziej dręczyło Senju. Czuła, że coś jej umyka, ale nie potrafiła
odpowiedzieć co. W głowie zaczynały panoszyć się czarne scenariusze, które
wyłącznie dodawały Liv zmartwień.
Westchnęła
ciężko pocierając nagle pulsujące skronie. Tylko patrzeć jak od ciągłych rozmyślań
o możliwych problemach podopiecznego nabawi się migreny.
Amai zerknęła
szybko na towarzyszącego jej mężczyznę, po czym zwiesiła smutno głowę. Kontakt
z Itachim należał chyba do najtrudniejszych z jakimi w życiu się spotkała. I
nie dlatego, że traktował ją źle. Brunet był chłodno uprzejmy, ale porozumiewał
się z nią monosylabami. A jak nadarzyła się okazja, to zbywał ją półsłówkami
kończąc rozmowę zanim jeszcze się na dobre zaczęła. Biła od niego taka
obojętność, że czasami zastanawiała się czy nie ma do czynienia z kamiennym
posagiem. Gdy próbowała się do niego zbliżyć, jakoś nawiązać kontakt, to napotykała
mur milczenia.
Jednak
najbardziej frustrowało Amai to, że tylko przy niej przywdziewał tę dziwną,
zdystansowaną maskę. Kilka razy miała okazję podsłuchać jak przekomarzał się z
rodzeństwem, czy dogryzła kuzynowi, który chyba dla sportu sprawdzał cierpliwość
Itachiego.
Mężczyzna w
kilka chwil zmieniał się nie do poznania i aż musiała się uszczypnąć żeby się
upewnić, że nie śni. Znikał zdystansowany, mroczny Uchiha a w jego miejsce
pojawiał się zabawny, czasem trochę arogancki facet. Wyglądało na to, że
wyłącznie ona była traktowała w ten szczególny sposób i powoli zaczynało ją to męczyć. Nie
rozumiała tego, bo przecież nie zrobiła nic złego.
Zacisnęła wargi
w wąską kreskę poirytowana własnymi spostrzeżeniami, gdy nagle kątem oka
dostrzegła szybki błysk. Zanim zdążyła choćby drgnąć, Itachi już odskoczył w
tył o włos unikając trafienia. Momentalnie poczuła jak zrobiło jej się gorąco
ze strachu i z pewnym wahaniem spojrzała w miejsce, gdzie powinien być
tajemniczy obiekt. To co tam zauważyła sprawiło, że mimowolnie uchyliła usta ze
zdziwienia.
Oboje przez
dłuższą chwilę wpatrywali się we wbity w ziemię kunai, który błyszczał złowrogo
w promieniach powoli zachodzącego słońca. Zanim którekolwiek z nich zdążyło się
odezwać, niespodziewanie tuż przy broni pojawiła się Liv i z nonszalancją,
wyszarpnęła ją z podłoża.
— Wybacz,
Uchiha. Wyślizgnął mi się z ręki — mruknęła wyjaśniająco Senju, przyglądając
się w zamyśleniu ostrzu, a następnie wzruszyła obojętnie ramionami chowając je
do kieszeni.
— Wyślizgnął —
powtórzył z rezerwą Itachi, unosząc brew na widok obłudnego uśmieszku.
— W rzeczy samej
— przytaknęła słodko Liv, zaraz przenosząc wzrok na tkwiącą w bezruchu Amai.
Dziewczyna z marsową miną patrzyła na bruneta, a następnie w sekundzie, dopadła
do rękawa kunochi wieszając się na nim całym ciężarem.
— Liv!
— Nie.
— Ale jeszcze o
nic nie zapytałam! — oburzyła się brunetka, nadymając policzki i zaciskając
mocniej dłonie na przedramieniu Senju. Zupełnie jakby się bała, że gdzieś zaraz
ucieknie.
— I tak moja
odpowiedź brzmi, nie.
— Nie możesz mi
tego zrobić — syknęła z rozpaczą, zezując na czekającego Itachiego i
bezceremonialnie odciągnęła rozmówczynie na bok. — Tęskniłam za tobą — zaczęła
przymilnym tonem, chowając twarz w ramię Liv, aby uniknąć podejrzliwego
spojrzenia.
— Widziałyśmy
się niecałe pięć dni temu — rzuciła z sarkazmem Senju, mimowolnie podnosząc oczy
na Itachiego i dumając co ten dupek zrobił. Amai zbyt desperacko zareagowała na
jej widok, zupełnie jakby czas spędzany w towarzystwie Uchihy był nie do
zniesienia, co swoją drogą samo w sobie było wielce interesujące. Czyżby przyszła
małżonka tak szybko rozszyfrowała uroczy charakter Itachiego? Zaraz jednak
otrząsnęła się z tych rozmyślań, ponownie skupiając na brunetce.
— Kawa na ławę —
wyszeptała rozkazująco, nachylając się w kierunku Azumy oraz ujęła ją za
podbródek zmuszając do uniesienia głowy.
Itachi ze
znudzeniem obserwował pogrążone w rozmowie kobiety, a na jego usta wypłynął
cierpki uśmiech. Nie musiał podsłuchiwać żeby wiedzieć, że w tym momencie Amai
skarży się Senju na jego zachowanie. Widział to po mowie ciała brunetki, a i
reakcja Liv dawała jasno do myślenia, że raczej nie jest zadowolona z tego co
słyszy. Dobitnie o tym świadczyła drobna zmarszczka pomiędzy brwiami kunoichi
oraz zaciśnięte mocno zęby.
Szczerze mówiąc,
to Uchihę mało interesowały żale Azumy. Chciała się wygadać to proszę, to nie
jego sprawa. W końcu lepiej żeby wypłakała się Senju, niż gdyby miała wybuchnąć
w rezydencji przy Fugaku. Jakoś nie odczuwał specjalnej ochoty na wysłuchiwanie
moralizatorskich gadek ojca, a pewnie bez tego by się nie obeszło.
Itachiego w tym
momencie o wiele bardziej frapowało coś
innego. Coś na widok czego aż poczuł dziwne ściskanie w trzewiach. Mianowicie
chodziło o Liv, stojącą tak blisko Amai. To był jakieś takie niepokojące i
emanowało pewną intymnością, która nie za bardzo leżała brunetowi.
Zmrużył powieki gdy Senju westchnęła ciężko, a następnie uśmiechnęła się krzywo czochrając
włosy rozmówczyni. Musiała powiedzieć coś co przypadło dziewczynie do gustu, bo
chwilę później z impetem skoczyła na zaskoczoną kunoichi omal nie zwalając jej
z nóg.
— Urocze — wyszeptał
Shisui, pojawiając się znikąd i opierając o skonsternowanego kuzyna. Ciemne
oczy z uwagą zlustrowały zastaną sytuację, po czym ich właściciel odetchnął
głęboko. — No cóż, chyba na dziś Liv ma już plany.
— Itachi! Idę na spacer! — Amai pomachała
wesoło do pozdrawiającego ją Shisuiego, zaraz pędząc za odchodząca już Senju.
Przez chwilę obserwowali jak Liv próbuje się opędzić od trzymającej ją pod
ramię dziewczyny, aż w końcu odpuszcza.
— A co, miałeś
do niej jakąś sprawę? — podjął temat Itachi, odpychając przyjaciela i
nieśpiesznym krokiem idąc w stronę rezydencji.
— Ano,
pomyślałem, że najwyższy czas na drugą randkę — zauważył swobodnym tonem,
krzyżując ręce na karku i wpatrując się w zachmurzone niebo. O mało się nie
roześmiał, kiedy na tę nowinę Itachi aż drgnął nerwowo zaciskając pięści.
Ten gest
zdradził Teleporterowi wszystko co chciał wiedzieć. Chociaż kuzyn usilnie
utrzymywał, że zmierza wypełnić obowiązki wobec klanu to jednak wciąż miał
pewne problemy z ograniczeniem zapędów względem Senju. I na tym Shisui
postanowił bazować.
— Tylko teraz
muszę wymyśleć lepsze miejsce, dające więcej prywatności — ledwo skończył
wypowiadać ostatnie słowa, gdy nagle poczuł silne pchnięcie. Zanim zdążył
zareagować już był przyparty do ściany najbliższego budynku, a dłoń Itachiego
zaciskała się na jego gardle niczym imadło. Uśmiechnął się chytrze w duchu, na
tę błyskawiczną odpowiedź kompana. Łasic zareagował szybciej niż się Shisui
spodziewał, a do tego ten błyszczący w mroku Sharingan dodawał sytuacji
smaczku. Odkaszlnął głośno, kiedy nacisk na szyję odrobinę się zwiększył, a
łezki Kekkei Genkai zawirowały ostrzegawczo w oczach przyjaciela. Zdecydowanie
czuł się usatysfakcjonowany tą gwałtowną reakcją.
— Shisui…
— Aleś ty
nerwowy — wykrztusił z trudem, kładąc dłoń na nadgarstku kuzyna i mrużąc
powieki. — Zrozumiałem przekaz.
— To dobrze —
syknął Itachi, cofając się o krok, ale nie spuszczając z mężczyzny uważnego
spojrzenia.
Shisui
odchrząknął cicho rozmasowując gardło, a sekundę później podniósł wzrok na Łasica
ukazując również aktywowanego Sharingana. Nie zamierzał zbyt szybko odpuszczać
brunetowi, to zepsułoby całą intrygę a na to nie mógł pozwolić.
— Zrozumiałem,
ale to nie znaczy, że się do niego zastosuję. — Uśmiechnął się złośliwie
przekrzywiając lekko głowę, a następnie zniknął pozostawiając Itachiego z
własnymi myślami, dając mu czas na przetrawienie tej informacji.
***
Kazama podparł się wygodniej na łokciu,
przyglądając się leżącej na trawie Liv. Dziewczyna spod przymkniętych powiek
śledziła wzrokiem przemieszczające się chmury, co trochę tłumiąc ziewanie. Nie
musiał być detektywem aby wiedzieć, że usilnie walczy z sennością i tylko
chwile dzieliły ją od tego jak przegra. Trudno się było dziwić, że ciało Liv
domagało się odpoczynku. Nawet najsilniejszy organizm potrzebował regeneracji
po zbyt dużym wysiłku.
Na jakiś czas musieli odwołać ich spotkania z racji
długoterminowej misji Senju. Razem z drużyną została wysłana do Wioski ukrytej
we Mgle w jakiejś wyjątkowo delikatnej sprawie, która miała zostać załatwiona
bez zbędnego szumu. Zadanie trwało prawie miesiąc i dopiero przed kilkoma godzinami,
wróciła do osady.
Kazama uśmiechnął się z pobłażaniem,
kiedy Liv wreszcie odpuściła i zamknęła oczy. Przez chwilę patrzył na
rozluźniony profil młodej kunoichi, po czym przeniósł spojrzenie na kotłującą
się przy wodospadzie wodę.
Upływał już drugi rok jak zaczęli
się spotykać na tej polanie i łącząca ich więź, ku zadowoleniu chłopaka stawała
się coraz silniejsza. Wszystko powoli zmierzało we właściwym kierunku i
wyrwanie Senju z Konohy oraz sprowadzenie do domu Aiki — matki Liv — było wyłącznie
kwestią czasu. A Kazama odznaczał się wyjątkową cierpliwością, więc w spokoju
czekał aż dziewczyna dojrzeje do tej decyzji. Nie zamierzał naciskać, ponieważ
już i tak odniósł spory sukces.
Liv co prawda wciąż żyła wśród ludzi, ale osiągnął
to co założył. Stał się najważniejszą postacią w jej życiu, zaraz po ojcu.
Dawał oparcie, którego tak potrzebowała a jednocześnie w tajemnicy pilnował
żeby nikt niepowołany nie powiązał Senju z rodem Aiki. W tak młodym wieku
dziewczyna stanowiła zbyt łatwy łup dla prześladowców ich rasy. Co prawda
posiadanie czakry, skutecznie odwracało od niej wszelkie podejrzenia, ale
prędzej czy później Łowcy z pewnością wezmą pod uwagę też inne możliwości.
Nagle Kazamę z zamyślenia wyrwał
głośny plusk, na co jego dłoń momentalnie powędrowała do rękojeści zawieszonego
u pasa miecza, gdy w międzyczasie wzrokiem przeczesywał okolicę. Jak się
okazało, sprawcą niespodziewanego hałasu była wyskakująca z wody ryba. Kiedy
tylko sobie uświadomił, że to zwykła płotka wywołała u niego tak nerwową reakcję
parsknął cichym śmiechem. W towarzystwie Senju robił się zdecydowanie
przewrażliwiony.
Pokręcił z niedowierzaniem głową, podnosząc się z
miejsca i podszedł do drzemiącej Liv. Ostrożnie przyklęknął, kontemplując
rozluźnione rysy twarzy towarzyszki. Przydługa czerwona grzywka opadała jej na
powieki, najwyraźniej w ogóle nie przeszkadzając w śnie. Przez chwilę rozważał
obudzenie dziewczyny, ale widząc głębokie cienie pod oczami zrezygnował. Nic
się nie stanie jak odstawi ją bezpośrednio do domu. Bez wysiłku zgarnął Senju
na ręce i rozpłynął się z nią w powietrzu.
***
Shisui z cichym
szumem otworzył drzwi do sypialni kuzyna i powoli wsunął się do środka.
Pobieżnie przesunął wzrokiem po znajdujących się na szafce przy wejściu
zwojach, bardziej skupiając się na reszcie umeblowania. W pokoju Itachiego
królował praktyczny minimalizm.
Pod oknem stała
dwuosobowa szara sofa, idealnie wkomponowana we wnękę okienną, a przy niej
niewielki stolik. Na podłodze leżał prostokątny włochaty dywan, który aż kusił
aby przejść się po nim bosymi stopami. Natomiast pod przeciwległą ścianą
znajdowało się sporych rozmiarów łóżko, które momentalnie wzbudziło zazdrość
Teleportera. On do tej pory obiecywał sobie w duchu zakupienie takiego
wypoczynku, ale jak zwykle kończyło się na planach. Zwłaszcza, że takie
posłanie aż się prosiło aby nie spędzać w nim nocy samemu, a w miłym
towarzystwie. Tyle miejsca nie powinno się marnować, pomyślał ze śmiechem
rozglądając się wokoło. Kusiło go żeby pomyszkować tu trochę dłużej, ale z tego
co się orientował, Itachi za niedługo kończył zajęcia ze swoją grupą więc
liczyła się każda minuta.
Shisui aż
zgrzytnął zębami i zmrużył lekko powieki, gdy silne promienie słońca wdarły się
przez szybę oślepiając go na moment. Mruknął z niezadowolenia mrugając kilkakrotnie
aby odgonić ciemne plamy sprzed oczu, ale właśnie wtedy dostrzegł niewielki
błysk po prawej stronie. Zaintrygowany zerknął w tamtym kierunku.
Przy wezgłowiu
łóżka, spod poduszki wystawał fragment złotego łańcuszka, na widok którego na
twarzy Shisuiego pojawił się pełen zadowolenia uśmiech. Wreszcie los się do
niego uśmiechnął i dał okazję przyjrzeć się bliżej nietypowej błyskotce kuzyna.
Czaił się na nią od jakiegoś czasu, ale niestety Itachi strzegł jej jak oka w
głowie, co tylko potęgowało ciekawość Teleportera. Łasic nigdy się nią nie
rozstawał, ani tym bardziej nie wykazywał chęci żeby pokazać ją komukolwiek z
bliska. Cóż mogło być takiego cennego, w jakimś starym medalionie? Jakoś nie
wierzył żeby Itachi nagle, zapałał płomienną miłością do antyków. Shisui
wyczuwał w tym drugie dno i cierpliwie czekał na okazję aby zgłębić temat.
Z kocią gracją,
bezszelestnie podszedł do posłania i sięgnął po naszyjnik, podnosząc na
wysokość oczu. Przekrzywił delikatnie głowę, gdy pod wpływem tego ruchu, owalny
medalion zakołysał się tuż przed jego nosem.
— Czyli dobrze
słyszałem — mruknął do siebie, przesuwając palcem po roślinnych ornamentach. —
Komuś się zaspało na trening…
Shisui stuknął
paznokciem w wieko, zadowolony z fachowo przeprowadzonej akcji zlikwidowania
zegarka Łasica. To on namówił Zaku do zrobienia psikusa bratu. No może nie
bezpośrednio, ale jednak. Podczas treningów wspomniał chłopakowi, że Itachi to
wyjątkowo czujny przeciwnik i to na nim powinien najwięcej ćwiczyć.
Chłopak w lot
podłapał pomysł i w końcowym efekcie, zakradł się do sypialni Itachiego oraz
wyłączył mu alarm w budziku. Skąd miał wiedzieć, że genin skorzysta z pierwszej
podrzuconej propozycji? Przecież to zwykły przypadek.
Teleporter
zmarszczył na moment brwi, sprawdzając gdzie jest Itachi. Kiedy wyczuł jego
czakrę przy południowej bramie, odetchnął z ulgą oraz z cichym kliknięciem
otworzył medalion. Z chwilą jak zobaczył co znajduję się w środku aż syknął pod
nosem. Całkowicie zignorował wygrawerowane symbole klanów Senju i Uchiha,
skupiając się na ukrytym talizmanie albo raczej suwenirze Itachiego.
— Serio? —
szepnął, dotykając zawartości biżuterii po czym szybko cofnął palce i zamknął
ze złością wieko. Oddychając ciężko zacisnął na niej dłoń, przymykając z
rozdrażnienia powieki. — Kogo ty chcesz oszukać, sentymentalny dupku.
***
Liv skrzywiła
się malowniczo, dostrzegając idącego w jej stronę delegata z Kume. Że też
musiała spotkać akurat jego. Niemal mogła wyczuć promieniujące z niego
zadowolenie, że znowu ją widzi. Szkoda tylko, że ona już nie dostrzegała w tym
żadnego powodu do radości. Uważała wręcz, że to jakaś kara za przewinienia,
skoro los co trochę stawiał go na jej drodze.
Spod rzęs
obserwowała Kagurę Amatę, z westchnieniem krzyżując ramiona na piersi oraz
czekając na nieuniknione. Nie przejawiała zbytniej ochoty na rozmowę z
przybyszem, ale też nie zamierzała uciekać. Jedynie liczyła, że w razie czego
nie da się sprowokować. Gdyby wywiązała się walka, to raczej nie mogłaby liczyć
na przychylność Hokage.
Mężczyzna sprężystym
krokiem wymijał nielicznych przechodniów, nawet na moment nie spuszczając z
niej wzroku. Kiedy wreszcie stanął przed Liv, uśmiechnął się w ten swój
irytujący sposób skłaniając się z kurtuazją.
— Dawno się nie
widzieliśmy — zauważył lekkim tonem, szpanerskim ruchem przeczesując włosy i
zerkając na Liv. Widząc to Senju, przewróciła z politowaniem oczami,
demonstracyjnie patrząc na wystawę
pobliskiego sklepu.
— Ja nad tym nie
ubolewam — zapewniła oschle, zastanawiając kiedy wreszcie powie czego chce,
zamiast marnować jej cenny czas. Przede wszystkim nie rozumiała dlaczego,
wzbudzała niezdrową fascynację mężczyzny. Tym bardziej, że nawet klan Inuzuka —
znany ze swojego doskonałego węchu — nie wyczuwał żadnych anomalii. Pachniała
jak każdy człowiek, bez żadnych odchyłów od normy. Dlaczego więc Kagura myślał
inaczej?
Nie wróżyło to
dobrze, ale szczerze wątpiła żeby odkrył tajemnicę jej pochodzenia. Do tego ta
dziwna unosząca się wokół niego aura, która sprawiała, że zmysły Senju
pracowały na najwyższych obrotach. Zupełnie jakby organizm — sam bez woli Liv —
odbierał go jak zagrożenie.
— Byłaś na
misji? Nie czułem cię w osadzie — niezrażony drążył temat, uważnie przyglądając
się nawet najmniejszym zmianom w mimice rozmówczyni.
— Czyżby
doskwierała panu nuda? Czy może za dużo wolnego czasu, panie Amata? Chyba tak,
skoro ma pan czas na węszenie po osadzie — mruknęła jadowicie, całkowicie
ignorując pytania mężczyzny. — Widzę, że fucha delegata to fajna sprawa.
— Zdecydowanie
przebywałaś poza wioską — podsumował w zamyśleniu, poprawiając zapięcie
skórzanej czarnej kurtki, z dziwnym białym futrzastym wykończeniem, biegnącym
od miejsca między łopatkami na plecach do lewej piersi.
Liv nawet nie
drgnęła, kiedy rozmówca w oka mgnieniu przystawił jej sztylet do gardła, a
drugą rękę wsunął we włosy zaciskając na nich boleśnie i zmusił do odchylenia
głowy. Ze znikomym zainteresowaniem zerknęła na błyszczące długie ostrze, po
czym uniosła pytająco brew uśmiechając się drwiąco.
— Kunoichi
Konohy… wasze wyszkolenie pozostawia wiele do życzenia — stwierdził z
wyższością, patrząc na Senju z góry.
— Nie wydaje mi
się — rzuciła swobodnym tonem, bez skrępowania wpatrując się w złote tęczówki
mężczyzny. Omal się nie roześmiała gdy nagle zdębiał wyczuwając delikatne
poklepywanie, momentalnie spojrzał w dół a jego oczy zwęziły się w wąskie
szparki.
Wzrok Kagury
zatrzymał się na przystawionym kunai, który spoczywał niepokojąco blisko jego
krocza. A kiedy broń naparła odrobinę mocniej na udo, warknął wrogo.
— Znakomity
refleks — wycedził przez zaciśnięte zęby, zaraz jednak uśmiechając się
drapieżnie i ponownie skupił na twarzy Liv.
— A dziękuję —
wymruczała, spoglądając na delegata spod rzęs.
Przez dłużą
chwilę mierzyli się bacznymi spojrzeniami i kiedy Senju myślała, że mężczyzna
odpuścił poczuła jak zaciął jej skórę, jakby chcąc się przekonać na ile może
sobie pozwolić. Widocznie działanie na granicy ryzyka było ulubioną metodą
przybysza.
— Prowokuje pan
los, panie Amata — stwierdziła, marszcząc odrobinę nos gdy stanął tak blisko,
że mogła wyczuć promieniujące od niego ciepło.
— Lubię igrać z
przeznaczeniem — podsumował, śledząc wzrokiem spływającą po szyi Liv kroplę
krwi.
Senju wyczuła
zamiar mężczyzny jeszcze zanim ten zaczął się nachylać. Przez dobrą sekundę
naprawdę chciała mu pozwolić żeby zlizał utoczoną krew i przekonał się na
własnej skórze z kim zadarł, ale na szczęście zaraz przyszło otrzeźwienie. Gdy
mu nie przeszkodzi to narobi kłopotów nie tylko sobie, ale i wiosce. Raczej
Raikage nie byłby zadowolony, gdyby wysłany do Konoha delegat został otruty.
Niemal z jękiem,
westchnęła ciężko oraz błyskawicznie chwyciła Kagurę za włosy zatrzymując go w
pół ruchu.
— Widać, panie Amata.
***
Itachi w
milczeniu, obserwował rozmawiającą ze sprzedawcą Amai. Dziewczyna z radosnym uśmiechem,
odpowiadała na wszelkie pytania starszego mężczyzny podczas wybierania warzyw.
Razem debatowali nad najlepszymi porami wysiewów poszczególnych roślin złorzecząc
na rolników, którzy nastawieni na zysk używali najtańszych, a przez to
najsztuczniejszych typów nawozów.
Uchiha odetchnął
głębiej, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Naprawdę nic nie miał do Amai, ale
przebywanie w jej towarzystwie niesamowicie go męczyło. Czuł się jak w klatce.
Co swoją drogą było dziwne, ponieważ akurat z nią powinien się odprężyć. Nie
szukała zaczepki jak Senju, nie atakowała sarkazmem oraz złośliwością. Amai
emanowała ciepłem oraz pozytywną energią.
— Itachi!
Omal nie jęknął,
gdy usłyszał znajomy głos, a następnie jego właścicielka skoczyła mu na plecy.
Z konsternacją odwrócił się do uśmiechniętej Hakaze, zastanawiając się skąd aż
taka śmiałość w kunoichi. Nigdy nie posuwała się do czegoś takiego.
— Zejdź —
rozkazał oschle, mierząc ją niezadowolonym spojrzeniem. Naprawdę, brakowało tu
tylko jej.
— Tak dawno cię
nie widziałam — zaczęła, uśmiechając się promiennie, a następnie odgarnęła
długie białe włosy. — Nie wyskoczyłbyś na drinka? Będzie większość byłych i
obecnych ANBU.
— Nie jestem w
nastroju na towarzyskie spotkania — uciął, słysząc ciche kroki i po zmianach na
twarzy Hakaze już wiedział, że to Amai stanęła u jego boku.
— Mam już
wszystko o co prosiła pani Mikoto — odezwała się Azuma przyglądając się
ciekawie na zszokowaną kunoichi, gdy Itachi odbierał podane reklamówki z
zakupami.
— Kim jesteś? —
Kiedy minął pierwszy szok, Hakaze momentalnie zmarszczyła brwi patrząc wrogo na
brunetkę. Zrobiła krok do przodu oraz patrząc na nią z góry, mruknęła: — Nie
jesteś z Konohy.
— Przyjechałam…
— To moja
narzeczona. — Itachi bezceremonialnie wszedł Amai w zdanie i zanim kunoichi
zdążyła przetrawić usłyszaną nowinę, pociągnął dziewczynę za sobą. Cóż, chociaż
tyle dobrego będzie miał z tego narzeczeństwa. Jeżeli wszystkie te desperatki z
wioski dowiedzą się, że jest zajęty to dadzą mu spokój. A przynajmniej
ograniczą swoje zapędy.
— To było
niegrzeczne — rzuciła Amai oskarżającym tonem, kiedy wreszcie puścił jej
nadgarstek.
— Z Hakaze nie
da się inaczej — stwierdził obojętnie i nagle stanął jak wryty. Kilka metrów
dalej stała Liv z delegatem Kumo, a sądząc po pozycji w jakiej ich zastał
musieli się poznawać bliżej.
Jedna dłoń
Kagury Amaty była wsunięta we włosy Senju, a druga — sądząc po położeniu —
spoczywała gdzieś w okolicach podbródka. Zazgrzytał nerwowo zębami gdy
mężczyzna zbliżył się o krok do Liv, a ona nawet nie drgnęła. Wyglądało na to,
że nie ma nic przeciwko działaniom przybysza, a wręcz je aprobuje. Jakby na
potwierdzenie spostrzeżeń Itachiego chwilę później to ona złapała mężczyznę za włosy.
Chciał już
ruszyć w ich stronę, dać jakość upust krążącej w żyłach złości, ale ten właśnie
ten moment wybrali aby się odsunąć. To co teraz zobaczył sprawiło, że aż
zmrużył powieki. To stawiało sytuację w znacznie innym świetle.
Ku swojemu
zdumieniu Uchiha dostrzegł, jak Liv chowa do rękawa kunai, a Kagura z właściwą
dla siebie nonszalancją wsuwa to pokrowca długi sztylet oraz odchodzi w boczną
uliczkę. Kunoichi w zamyśleniu śledziła wzrokiem odchodzącego delegata i kiedy
mężczyzna zniknął za rogiem, dłonią powędrowała do szyi krzywiąc się przy tym z
niezadowolenia. Dopiero wtedy, Itachi dostrzegł krew.
— Co jest? —
Azuma zerknęła pytająco przez ramię na zastygłego w bezruchu bruneta. Zbyt
zajęta analizowaniem zachowania przyszłego męża nawet nie zauważyła, że nie
dotrzymuje jej kroku.
Wszystko dobrze, ale najważniejszy wątek nie został rozplątany-należy zerwać zaręczyny, bo mi to spędza sen z powiek ;-) Nie podoba mi się ten delegat... Mam nadzieję, że kolejny rozdział rozjaśni więcej sytuacji, bo ja zaczynam się powoli gubić w tym, co się dzieje
OdpowiedzUsuńOj, no... zaręczyn nie można zerwać tak sobie, trzeba mieć ważny powód. Zwłaszcza dla Fugaku :x. W tym wypadku najbardziej wiarygodny by był taki, że np. ten związek zagraża bezpieczeństwu świata. Ale no w końcu to swatanie stawiało za cel zgodność wśród wiosek, więc nikt tego nie kupi. Heh... musisz przetrwać tę sytuację. Kto wie, może jeszcze jest nadzieja dla Liv i Itachiego^^.
UsuńA delegat... co do tej postaci mam plan! Co prawda ulągł się on całkiem niedawno, ale ważne, że jest! Huehuehuehue... czasem człowiek ma jakieś takie genialne przebłyski.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko:).
Podchody. To chyba najlepsze słowo, jakim można określić akcję tego rozdziału. A mianowicie: Itachi i Liv krążą wokół siebie, jak dwaj bokserzy na ringu, ale żadne nie atakuje. Oczywiście, Liv nie może się obejść bez wrednych przytyków względem Uchihy, ale nie jest już tak, jak przed ich pamiętnym wybuchem namiętności. Ale to zrozumiałe.
OdpowiedzUsuńShisui nadal wymiata xD Strasznie go lubię, ale jak będzie przystawiał się do Liv, to inaczej sobie porozmawiamy *grozi palcem*
Eh, ja rozumiem, że Itaś jest przygnębiony i podświadomie obwinia Amai za zniszczenie zaufania, jakim obdarzyła go Senju, ale mógłby traktować ją trochę cieplej. Zdecydowanie, ta dziewczyna potrafi zjednać sobie każdego x3
A teraz pytanie kluczowe: ile te podchody będą jeszcze trwać? To przecież nie ma sensu. Życie w takim impasie jest niewygodne, uciążliwe i na swój sposób bolesne. Miejmy nadzieję, że Itachi trzaśnie się w ten pusty łeb, bo inaczej duma kiedyś go zgubi (Liv też się to tyczy, ale ćśśś).
Weny!
Shori
IMPAS! Tego słowa szukałam od jakiegoś czasu, bo mi umknęło. Dzięki Tobie wróciło na nowo do słownika XD.
UsuńPrzyrównanie głównych bohaterów do bokserów, przyznam, że bardzo obrazowe. I całkiem trafne. Teraz jak Itachi jest zajęty, a do tego jego partnerką jest dziewczyna, którą Liv lubi/toleruje... sytuacja nie jest łatwa. Nie może mu nawet za bardzo przyłożyć...tym sposobem porywcza Liv jest w kropce.
Dziwna sprawa... wszyscy bardzo lubią Teleportera, ale od Liv mu wara XD. Smutne XD.
Och. Czy mi się wydaję? Czy Ty polubiłaś Amai? O rany julek! Jestem z siebie taka dumna *ociera łezkę z oka*. Spodziewałam się, że mimo całej sympatii, jednak będziecie chcieli ją zjeść. Serce rośnie na widok takiej empatii i zrozumienia, że ona tu nic niewinna^^.
Ile będzie trwać? Wszystko zależy od geniuszów Uchiha. Tak, celowo jest tu liczba mnoga. Otóż, albo Itachi się sam ogarnie, albo Shisui mu wygarnie, albo utknie w ustawionym małżeństwie. Wolny wybór. Łasic musi się zdecydować czego chce, albo zacząć działa, żeby załatwić sprawę sojuszu inaczej. Pozostaje czekać i obserwować.
Dziękuję za komentarz, wenę *chowa po kieszeniach* i pozdrawiam gorąco.
PART ŁAN
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu ale mam ochotę drzeć się na wszystkich i każdego z osobna, a skoro taka ochota jest no to zaczynamy :P
Liv... w sumie jesteś jedyną osobą na którą nie mam ochoty się drzeć DZISIAJ
Itacza pominiemy na chwilę :P
Shisui ty tak jakiegoś nie wiem pamiętnikopodobnego czegoś powinieneś szukać ( ale fakt, że znalazłeś wisiorek też jest doby, tylko mnie nurtuje CO TAM JEST W ŚRODKU ?!? ) w końcu no nie wiem może Itacz skrycie maluje serduszka wokół imienia Liv w którymś zeszycie. Powinieneś posprawdzać pod materacem, dobra skrytka następnym razem sprawdź :D Ciekawi mnie też co zrobisz z tym czymś co znalazłeś. Tyy.. może pokażesz to Amai i wtedy ona się skapnie, że Itacz jej nie kocha a będzie na tyle ogarnięta i nie strzeli definitywnego focha i będzie chciała zeswatać Itachiego z Liv ( tak wszędzie będę się doszukiwać możliwości ich zeswatania, w sumie robię to już od 2 lat :P )
Amai kobieto jak się tak zachowuje to to definitywnie oznacza,że on cię mówiąc niekulturalnie nie chce. Ale nie bój żaby swatka Hejter znajdzie ci jakiegoś fajnego chłopaka :D ( wiem, że pod tym względem jestem okropna i w ogóle zła itp. ale mam taką ochotę zeswatać ją z Kazamą :D buahahaha.... tak wiem jestem potworem ^^ )
Kazama nieważne, że jesteś tylko wspomnieniem wkurzasz mnie, chcesz sobie okręcić naszą Liv wokół palca a mnie się to nie podoba i definitywnie wypad niech flirtuje z tobą ta jak jej tam było... eee... Karou ( prawdopodobna obecność błędu, wybacz ), prawdopodobnie tak albo jakoś podobnie, never mind :P ale wracając do głównego tematu wypad, no chyba, że chcesz pomóc w rozwiązaniu problemu zwanego ZARĘCZYNAMI Itacza, jeśli nie papa nie lubię cię < macha na pożegnanie >
Hakaze weź ty tam wytknij Itaczowi, że czemu flirtował z Senjiu skoro ma narzeczoną albo cokolwiek wspomnij o ich relacjach następnym razem, po jakiegoś grzyba tam musisz być, prawda ? ( złą odpowiedzią jest że po muchomora sromotnikowego chyba, że sama zamierzasz go zjeść bo jak tak to się nie krępuj, będzie to chyba wystarczająco bolesna śmierć za twoją jakże irytującą obecność, też cie kocham < mówione przesłodzonym głosikiem z uśmiechem pokazującym ślicznie równe ząbki >
No i wracamy do osobistości którą wszyscy tak bardzo kochamy a mianowicie... Yuchiro :P trolololo...
Co ty kombinujesz mały człowiecze, ja dobrze pamiętam twoją ( oraz reszty twojej drużyny) przebiegłość na festiwalu ( czy co to to było ) oraz pamiętam, że powinniście za to oberwać, ale w tym momencie chcę się dowiedzieć co ci chodzi tam po tej łepetynie, bo zachowujesz się wyjątkowo dziwnie. Moją pierwszą teorią był spisek z Kazamą, ale to raczej odrzucam, inną opcją było jakieś powiązanie z tym cały delegatem ( dla którego ma bilecik do piekła, znajduje się idealnie w dół spod mojego łóżka, rzucę tam blaszkę żeby przygotowali dla ciebie kociołek jeśli jeszcze raz się zbliżysz do Liv, a jak nie to skombinuję wsparcie artylerii oraz piechoty i osobiście cie tam zaciągnę dodatkowo uraczając najrozmaitszymi torturami < uśmiecha się słodko > ), a ostatnie co mi przychodzi w tym momencie na myśl to coś w rodzaju choroby jakiejś.
CDN...
PART TU
OdpowiedzUsuńAlbowiem blogger po raz pierwszy postanowił mi zablokować możliwość wstawienia "tak" długiego komentarza (to miało 4 165 znaków ) limit powinien być wyżej
A teraz pora już na największą gwiazdę... fanfary: fur fur fur... ITACHI
Osobiście nie ma już do ciebie siły ani cierpliwości, mam w nosie to, że jesteś jakimś tam następcą głowy rodziny ty masz w tym momencie człapać do Liv i ją chociaż przeprosić, ja tego dalej nie zapomniałam, tak jak dalej pamiętam o tym, że masz dostać w twarz ^^, ratuje cię tylko ta reakcja przez którą nie tracę nadziei na wypalenie planu Shisujego... yyy powiedziałam planu chodziło mi o yyy.. no... coś tnie... wiesz wydrę się na cie...kied... indziej, paa :P
Podsumowanie, brakowało mi starcia Liv vs Itachi i to na oczach świadków a najlepiej Amai ( może oberwie rykoszetem ^^, ja jej wcale źle nie życzę, ubzdurałaś to sobie :P ) oczywiście jako iż ja rozpuszczony czytelnik chcieć więcej :D buahahaha.... jak już wspominała jestem potworem :D
Cóż biolchem zadowolony, mam nadzieję, że moja odpowiedź trzyma się mniej więcej standardów głupoty, czekam na następny rozdział no i pozdrawiam życząc duuużo weny i cierpliwości do takich wybrednych człowieków jak ja :D ^^
Och, ale wyczerpujący komć *oczy błyszczą z ekscytacji*. Kochana, zawsze możesz się tak rozpisywać. Ja nie mam nic przeciwko^^. A Blogger się nie zna. Długość powyżej normy jest fajna :”3.
UsuńMasz ochotę krzyczeć? Krzycz. Nawet możesz poprzekładać wszystkich przez kolano. A co Ci będę bronić. *Liv z diabelskim uśmiechem, popycha Itachiego w stronę Jagody*.
HA! Zaciekawiłam co tam w wisiorku? I o to chodziło! Jestem taka usatysfakcjonowana, chociaż zdziwiona, że nie pokusiłaś się o żadne strzały co ukrył Łasic. Spodziewałam się lawiny pomysłów.
To było brutalne stwierdzenie faktów w stronę Amai. Nawet odrobinę nie owinęłaś w bawełnę. Z fartem, że chociaż chcesz dla niej chłopa znaleźć. No ale, KAZAMA? Przecież to tak jakby owce postawić przed głodnym lwem :”D. Nie widzę jej u boku demona, chociaż… nie, zdecydowanie nie widzę XD.
Dlaczego nie dostrzegacie dobrych cech Kazamy… chroni Senju, dba o nią, jest zawsze gdy go potrzebuje… a to, że chce ją zabrać z Konohy, to logiczne. Nie ufa ludziom, a do tego mając ją przy sobie łatwiej będzie mu ją chronić. Dostrzeż to dobro w demonie…
Z imieniem prawie Ci się udało, mówisz o Kaoru. Mimo to, zawsze możesz mieć nadzieję, bo jeszcze nie złożyła broni w walce o pobratymca. Serce nie sługa, jak to się mówi. Och, a wiesz, że pewnie by pomogła? W końcu jak Liv będzie z Uchihą, to ktoś będzie musiał pocieszyć załamanego Kazamę… wilk syty i owca cała.
Nie bój się o Hakaze. Naprawdę sądzisz, że tak szybko odpuści? No właśnie. Pytanie tylko czy intryga będzie skuteczna czy raczej żałosna. Nic nie zdradzam! Zobaczysz w następnym rozdziale, albo w przyszłym… hm… w każdym razie KIEDYŚ przeczytasz XD.
Yuchiro… coś jest na rzeczy, ale nie ma to związku z Liv, z demonami, ani Uchihami. Wszystko wyjdzie w praniu i żywię nadzieję, że mnie nie zabijesz po przeczytaniu. Zaznaczam, że akurat ten wątek mam zaplanowany od zawsze XD. Nie, nie jest to spontaniczna decyzja autorki.
Kagura! Tak jak wspominałam wyżej w komciach. Dostałam objawienia i ta postać nie pojawia się przypadkowo! Przynajmniej teraz. W każdym razie, to też się wyjaśni niedługo.
Ómarłam przy Twoim kazaniu do Itachiego. Zapewniłaś mi dobry humor na cały dzień. Ach ten zły zasięg, nie? Czasem ratuje człowieka przed samym sobą.
Itachi szykuje niezłą bombę, i wiem, że Cię usatysfakcjonuje. Tak więc szykuj się na kataklizm z rękoczynami w tle XD. Kolejny raz doznałam olśnienia w łóżku i notowałam na telefonie. Dlaczego najlepsze pomysły ZAWSZE przychodzą razem ze snem?
Stracie Liv i Itachiego dojrzewa, więc nie musisz się obawiać. To jest taka cisza przed burzą z piorunami. Taki drobny kataklizm, no chyba, że Uchiha wykaże się rozumem i ugnie kark przed żądną zemsty Liv.
Nie, Ty jesteś po prostu pazerna XD. Więcej, więcej i więcej. Będę mieć przez Ciebie koszmary. Jak przyśni mi się ktoś siedzący w cieniu i dyszący mi w kark „więcej,więcej,więcej” to będę wiedziała, że to TY!
Dziękuję za komentarz, jak zwykle zrobił mi dzień. Zarażasz pozytywnym humorem przez komcie^^. Wenę przygarniam, o cierpliwość się nie bój, bo zazwyczaj ją mam (mniej lub więcej, ale jest) i pozdrawiam cieplutko.
Czy ja już wspominałam, że uwielbiam Shisuia? Jest absolutnie uroczy i z chęcią pomogłabym mu w przeprowadzeniu jednej z tych genialnych intryg. Co do Itachiego i Liv to... no cóż, teraz to oni sobie mogą udawać spokój, ale już im puszczają nerwy, to widać... czekam na awanturę jaka wybuchnie. A Amai, ona jest milutka, aż przykro jej źle życzyć. Może będzie z Shisuiem? Wtedy Itaś będzie wolny i sprawa się sama rozwiąże? Ale co ja tutaj jakieś teorie tworze...
OdpowiedzUsuńWeny życzę i tyle. Czekam na kontynuację, wkrótce mam nadzieję.
Teleporterowi zrobił się tu jakiś tajny fanklub, chociaż znowu nie taki tajny skoro nikt się nie kryje z tą sympatią XD. Ale to dobrze, bo miałam pewne wątpliwości przy wprowadzaniu go do opowiadania.
UsuńHm.. jakby mieli wybuchać to chyba lepiej dla Konohy jakby zrobili to poza jej granicami. Przypuszczam, że Hokage byłaby im za to wdzięczna XD.
Wszyscy zaczynają lubić Amai... teraz dumam czy to dobrze czy źle. W sumie nie mam zamiaru zabić tej postaci, i raczej ciężko doświadczyć, więc... tak, możecie ją przygarniać do serca. Przynajmniej na ten moment^^.
Fragmenty rozdziału powoli się rodzą, ale troszkę muszę odsapnąć. Plany mam wielkie, a mianowicie wstawić teraz coś innego. Time for love czeka i Puchata, heh... Jednak moje plany lubią mieć mnie gdzieś, więc różnie to może jeszcze być...
Bardzo dziękuję za komentarz, wenę już schowałam na później i pozdrawiam :"D.
Hurrrra, nowa notka! Biorę się za czytanie, ale ja chcę już następną!
OdpowiedzUsuńMiejże litość nade mną XD. Muszę odsapnąć po urodzeniu tego "dziecka".
UsuńNo, w końcu notka! Czytałaś mój 2 komentarz pod ostatnią notką? Chyba coś z siebie jeszcze wypociłam. Wybacz, nie pamiętam, ostatnio dostaję mocno od życia w kość i mam już dosyć. Wracając do notki, od razu podkreślam, że moja opinia może nie mieć łądu i składu, ale bardzo mi się podoba, że wykorzystałaś sugestię Twoich czytelników i szanowny Teleporter przynajmniej udaje zainteresowanie wdziękami i zdolnościami Liv, a może nawet jej wyjątkowym charakterem. Tworzyliby naprawdę ładną parę. Poza tym Itachi miałby za swoje. Cieszę się, że przewodnicząca klubu fanek Łasica zrobiła wejście smoka. Słodko, że pan dziedzic zainteresował się rudowłosą bestią Senju, która trzymała się za włosy z jakimś obcym gościem. W jednym z początkowych rozdziałów Krukman stwierdził, albo może był to narrator, że pragnie intymności z główną bohaterką. I komu on chce wmówić, że nic do niej nie czuje? Hm, no dobra, nawet się przyznał, ale jakoś nie pali się do tego, żeby się z nią związać. A podobno jest geniuszem z elitarnego klanu... Niepokoi mnie odrobinkę zachowanie ucznia Liv. Mam swoje podejrzenia co do jego powodów, ale na razie zachowam je dla siebie. Fajnie, że Itaś zachował medalion symbolizujący związek między klanem wachlarzy, a rodziną o tysiącu umiejętności (czy jakoś tak). Też nie rozumiem kogo on chce oszukać. Trochę mi czasami brakuje Sasuke, którego co prawda strasznie nie lubię z wiadomych powodów, ale mógłby mieć tu swój epizod, skoro masakra nigdy się nie wydarzyła. On jest w końcu najmłodszy z 3 Uchihów? Bo coś mi się chyba pokręciło. Szkoda mi Shion, którą najbardziej lubię ze sfory Senju, ale jak ją sobie wyobrażam to widzę tą kapłankę z Kraju Demona z jakiegoś filmu Naruto i chciała, żeby tytułowy bohater został ojcem jej dzieci. Nie pamiętam trzeciego członka drużyny, ale on chyba był początkującym sensorem, nie? A może to ten fochnięty? Nie, moment. Demoniczna drużna: jakiś uchiha, Shion i ten trzeci - fochnięty. Tak, wszystko się zgadza. Wybacz, musiałam to jakoś ogarnąć, bo mi się postacie zaczęły zlewać Czy w drużynie Itachi 'ego w ANBU nie było czasem Kakashi 'ego? Mógłby przemknąć gdzieś od czasu do czasu. Np. w komplecie z Rin, którą wypadało by wskrzesić, ale może nie koniecznie jako jinchuriki. Trochę brakuje mi Kazamy. Mógłby powalczyć trochę o uczucia Liv, tak jak ostatnim razem. Albo zagrozić Łasicy, że "jak ją skrzywdzisz, to...". Albo zachowywać się jak samiec alfa i próbując mu pokazać, gdzie jego miejsce i że ta samica jest jego. Wiem, mój komentarz jest powalony, ale to dlatego, że spałam tylko 4 godziny i moja depresja sobie o mnie przypomniała. No, nieważne. Cieszę się z nowej notki, ale ja chce już następną. Może tak za tydzień, co?
UsuńPozdrawiam,
Yuzuki
Zaraz, zapomniałam o czymś.
UsuńTeraz trzeba wrzucić na tapetę Amai i zrobić sekcje zwłok.
Przydałoby się, żeby ktoś zrobił jej jakiś obrazek czy coś, bo dla mnie "niczego sobie" jak powiedział chyba Shisui nie jest. Przynajmniej nie w mojej wyobraźni. Dobrze by było co jakiś czas przypomnieć o jej ... przodkach? krewnych? no, generalnie tych, którzy sprawili, że Fugaku Uchiha uznał, ją za świetną partię dla swojego syna. Czy może nie miała być jakoś spokrewniona z Tsuchikage? Nie za bardzo rozumiem co w niej takiego niezwykłego. Jakoś mi nie pasuje na kunoichi. Nie ma jakiegoś takiego ... instynktu ninja, któy mają Itachi i Liv, na przykład. A powinna, bo przecież ma taką znakomite geny. Ktoś przypadkiem nie wspomniał, że jej rodzina ma potężne Kekkei Genkai? Mogłaby mieć Hyoton, na przykład. Chociaż nie, bo członkowie klanu Yuki zostali wybici w wojnie, w której walczył Minato ze swoją drużyną (chyba była 3 czy coś) albo może nawet przed. Co prawda, podobno komuś udało się przeżyć i rozleźli się po różnych krajach, ale to "ograniczenie linii krwi" (bo to coś takiego znaczyło, o ile mnie pamięć nie myli), nie pasuje mi do Kraju Skały. Może bardziej Uwolnienie Lawy albo Uwolnienie Wybuchu? Nie, z dodatkowymi rękami raczej nie byłaby pięknością. No i istniałaby wtedy szansa, że miała by świra na punkcie sztuki chwili. Mój Dei <3 Zdecydowanie bardziej wymiatałaby z Uwolnieniem Pyłu. Z drugiej strony wtedy byłaby idealną kandydatką na następnego Tsuchikage, a jeśli nawet nie, to nie sądzę, żeby władze Iwy pozwoliły na przedostanie się takiego talentu do innej, konkurencyjnej wioski. Dobra, dobra, musi mieć jakieś inne fajne umiejętności. Bo to, że jest iryo-nin 'em nie wystarcza. Za duża konkurencja. Właśnie, dlaczego Liv nie opanowała Uwolnienia Drzewa? Fajnie komponowałoby się to z Sharinganem, gdyby dorobiła się dzieciaczków z Itasiem lub Teleporterem (niepotrzebne skreślić). Niezwykłe umiejętności podkreśliłyby bycie demonem. W ogóle to ja nie ogarniam przyjaźni Liv i Amai. W tym wszystkim jest coś poważnie nie halo, mówiąc kolokwialnie. Ruda czy raczej czerwona powinna chcieć ją zabić. Albo przynajmniej nie powinna pozwolić na trzymanie się pod ramie czy jakieś takie zmutowane stosunki przyjacielskie. Liv powinna ją jedynie tolerować i tyle. A tu proszę! Ploteczki sobie urządzają!!! Chociaż może tak będzie lepiej. Kiedy Amai dowie się o tym, co łączy jej przyszłego męża i z jej kurierem, musi się koniecznie wściec i zaatakować Liv. Oczywiście nie będzie miała z nią szans, bo to w końcu Senju i demon, ale może być ciekawie. I Itachi koniecznie powinien próbować je rozdzielić. I przy okazji trochę oberwać. Tylko tak nie za mocno. Nie chcemy przecież żeby małe Litaczki był oszpecone albo dostały jakieś wadliwe/uszkodzone geny, o! I w tym momencie wchodzi Shisui, który mówi, żeby jego kuzyn zostawił szanowną główną bohaterką, bo ona jest jego narzeczoną! Ta da! Piękny scenariusz, prawda? Wiem, wiem, coś mi na mózg padło.
Yuzuki part 1
I czemu Liv nie jest podobna do reszty znanych członków swojej rodziny? O jej ojcu mało wiemy, ale on był dupkiem i gdzieś zaginął w akcji, o matce prawie nic. Zostaje więc 1 Hokage. Usposobienia po nim nie ma, ale Mokuton mogłaby mieć. Albo techniki i zdolności zbliżone do 2. On był w zasadzie jedną z najgorszych postaci, ale Senju to Senju. Trochę do Tsunade podobna jest pod względem temperamentu, ale nie ma jej siły, medycznych umiejętności ani Katsuyu. Co prawda wilczek Liv jest fajn, ale jego właścicielka powinna mieć możliwość opanowania Trybu Mędrca. I co się stało z tym smokiem, który był pierwszym Chowańcem Liv? Jasne, nie chciał wykonywać jej poleceń, ale minęło trochę czasu, a ona podrosła i zmądrzała zapewne. Smoczuś idealnie komponowałby się z jej demonicznym charakterem i czerwonymi włosami (jakiego on był koloru tak właściwie?). Mogłabyś trochę przybliżyć rodzinne relacje Liv. Jej ojciec był niemalże potworem, to już wiemy, ale co się z nim stało? Jakim był shinobi? Dlaczego traktował źle swoją cókę? Jak poznał swoją przyszłą (chyba) żonę? (było coś o tym gdzieś wspomniane, ale więcej szczegółów poproszę)Kim była Aika? Co się z nią stało? Jasne, była demonem, ale jakie niezwykłe umiejętności posiadała? O co chodzi z tym jej starożytnym rodem? Co jej to daje i co ma dzięki temu jej córka? Dlaczego zdecydowała się na związek z człowiekiem. Jasne, miłość idp itd. i tego typu pierdoły, ale musiała wiedzieć jakie są konsekwencje ich związku i że to jest raczej zdrada jej rodzaju? W ogóle mogłabyś co nieco od czasu do czasu wspomnieć o ... cechach ogólnych demonów. No, dobra, to na razie koniec mojego lania wody - muszę iść spać, bo zaraz padnę.
OdpowiedzUsuńYuzuki part 2, bo za długi komentarz
Wooooow. Rany julek, aż se zrobiłam notatki z tego komcia aby odpowiedzieć na wszystko XD.
UsuńOkej, na początek zaznaczę, że tak czytałam tamten drugi komentarz i odpowiedziałam na niego. Staram się zawsze odpowiadać.
Cieszy mnie, że rozdział się spodobał. Zawsze czuję ogromną radość z czytania komentarzy, to takie budujące widzieć Wasze rozkminy co też teraz się wydarzy. Uwielbiam to.
Co do wprowadzenia Sasuke… tak jak już gdzieś wspominałam, jeżeli gdzieś go wepchnę to będzie miał jedynie niewielki epizodzik a do tego będzie partnerował mu Uzumaki. A co, przecież są razem w drużynie, nie? Ach, co do wieku… Zaku jest najmłodszy :”D.
A wiesz, że myślałam o Kakashim? Tylko nie chciałam Wam za bardzo mieszać, ale zamierzałam wepchnąć go kilka razy w fabułę. Jak słusznie zauważyłaś, przecież pracował w ANBU z Itachim. To ładnie by zakleiło akcję. Co do Rin… niestety, ale jej nie planuję. Ona zginęła, tak samo jak Obito. To akurat zostawiam niezmienione, tak jak w mandze.
Początkującym sensorem jest Yuchiro, tak zgadza się. Jaram się, że o tym pamiętałaś *ociera łzy wzruszenia i dumy*. Co do Shion, trafna uwaga. Powiem Ci, że tworząc uczennicę Liv właśnie na tej kapłance się wzorowałam. Co prawda moja Shion nie umie przepowiadać swojej przyszłości, ale no… podobne są… trochę XD. Podoba mi się nazywanie ich „demoniczną trójcą”, bez kitu. Szczególnie mnie to ujęło <3.
Kochany Kazama niedługo się pojawi, nic się nie bój. Jak to on, będzie miał bohaterskie wejście . Cierpliwości kochana^^.
Teraz wyjaśnienia co do Amai Azumy. Ta postać ma korzenie shinobi (przodek dowodził oddziałem walczącym, albo raczej zniszczonym (wyciętym co do nogi XD) przez Minato. Sama nie walczy. Jest na to za miła, za dobra, za współczująca, za delikatna i takie tam. No wiesz, do rany przyłóż. Jedyną jej zaletą jest chyba dyplomacja… bezkonfliktowe rozwiązywanie sporów, chociaż to możemy zrzucić na karby uroczego wizerunku, który sprawia, że nikt nie chciałby się z nią kłócić XD. Bo nawet medykiem jest kiepskim.
Część dwa odp na komcia :"3
UsuńDobrą partią jest dla Itachiego dlatego, że jako potomkini wielkiego stratega Iwy. No wiesz, nazwisko! Protekcja i te sprawy. Wiążąc się z Uchihą — ważnym klanem Konohy — pokazuje, że Skała nie żywi urazy do Liścia i na odwrót. Coś na zasadzie było minęło, teraz jesteśmy przyjaciółmi^^. Przynajmniej do momentu aż któreś z nas zapragnie jakiś dóbr z przeciwległych terenów. Ach te chwiejne sojusze^^.
Teraz będę bronić mojej Liv… widzisz, Senju ma talenty zbliżone do drugiego Hokage. Włada wodą praktycznie bez pieczęci (ukazane między innymi w rozdziale VII), sensor, a do tego posługuję się Techniką Latającego Boga Piorunów na poziomie Minato, albo odrobinę wyższym. Szczerze to myślałam o Uwolnieniu Drzewa dla Liv, ale nie chciałam przedobrzyć. Jest demonem władającym czakrą, a to daje poziom taki jak podczas Trybu Mędrca oraz używania senjutsu. Zgoda z naturą, wyostrzone zmysły to jest właśnie w pakiecie itd. Wystarczy spojrzeć na pamiętne spotkanie Kazamy z Itachim. Nie posiadając czakry dał mu nieźle popalić, a wręcz się znudził walką z Uchihą.
No i nie zapominajmy o jej zdolnościach regeneracyjnych, może nie na poziomie Pierwszego, ale gdzie inni by zginęli, a ona się jakoś ogarnia. I to bez jakichkolwiek śladów, czy innych niedowładów.
Wilk jest dany Liv na wzór opiekuna, co też wspominałam w którymś rozdziale. I czy jest taki słaby? Potrafi leczyć, oraz miotać kulami z czakrą. O wielkości i sile nawet nie wspominam XD.
Smokopodobne coś… nie martw się. On jeszcze się pojawi we wspomnieniach. Teraz nic nie powiem :”D. A koloru był czerwonego, tak jak włosy Liv. Się dobrali^^.
Heh, walka między Senju a Amai jest niemożliwa. Azuma to za łagodne stworzenie na bójki czy inne rękoczyny. Nie wiem czy zauważyłaś, ale Liv stara się ograniczać te „przyjacielskie” zapędy Amai, ale to nic nie daje. Czasem trzeba po prostu odpuścić, bo niestety się nie wygra. A Senju nie jest na etapie bicia słabszych, a za taką dziewczynę uważa.
Uch, Kamiramie się znowu oberwało. On nie był złym ojcem. Tam we wspomnieniach łatwo dostrzec, ze był surowy ale chciał dobrze dla córki.
Na resztę pytań postaram się odpowiedzieć w notce, jeśli pozwolisz. Nie chcę ujawniać nic przed czasem.
O rany, już dawno się tak nie namyślałam przy komciach i dziękuję Ci za to. Postaram się wyjaśnić nurtujące Cię sprawy. Życzę Ci kolorowych snów i pozdrawiam cieplutko <3.
No super, super. Tylko Amai mnie denerwuje, delikatnie mówiąc. Rozdział super, jest tyle rzeczy, które mnie ciekawią. No za dużo tego nooo. Musisz nam coś opowiedzieć jeszcze o rodzinie Liv i o niej samej. Czekam na następną notkę, nie każ nam długo czekać.
OdpowiedzUsuńhttp://nyks-tainna.blog.onet.pl/
O, jedna którą Amai drażni XD. Ale to dobrze, że narzeczona Uchihy wzbudza mieszane uczucia.
UsuńRodzina Liv, heh zaczynam robić notatki z tego co mam uzupełniać w rozdziałach :"D. Jednak cieszy mnie, że się nie kryjecie z tym co Was ciekawi. Dzięki temu ten blog żyje.
Notka, heh... ciężko powiedzieć. Coś tam niby wklepuję, ale na razie to takie poszarpane fragmenty. Apeluję o cierpliwość. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Piękny szablon! Bardzo cieszę się, że tutaj trafiłam - na pewno zostanę na dłużej. Muszę zacząć czytać od początku, mam dużo roboty przed sobą, na szczęście weekend jest już niedługo! :-) Dodałam Cię do linków u mnie w zakładce Polecam i czytam - będę odwiedzać regularnie :-) Na nagłówku widzę ukochanego Itachiego, także kupiłaś mnie :-D Buziaki,
OdpowiedzUsuńaishiteru-itachi.blogspot.com
A dziękuję, szablon udało mi się wysępić od Vanes. O ile inni zmieniają szablony jak rękawiczki, ja się do niego szczerze przywiązałam. Chyba nigdy go nie zmienię XD. A tyle ładnych obrazków z Itachim znalazłam, z Shisuim... heh...
UsuńMam nadzieję, że nie uciekniesz z krzykiem po początkowych notkach. Są raczej kiepskie, ale no... każdy jakoś zaczynał, czyż nie? Mam ambicję je poprawić, ale chwilowo wciągają mnie nowe wpisy, tak wiem marne wytłumaczenie. Ale jakiekolwiek mam, nie?
Mój blog zrzesza ludzi kochających Itachiego, więc czuj się dobrze w naszym radosnym gronie :"D.
Trzymam za słowo, że nie znikniesz jak kamfora :3. Pozdrawiam.
Kocham to po prostu ♥ Nic dodać nic ująć ;c
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;3
Cieszy mnie, że się podobało :"3. Pozdrawiam
UsuńŚledzę Twój blog już jakiś czas ;) i powiem szczerze że każdy nowy wpis wręcz pochłaniam na jednym wdechu! Masz talent i nie przestawaj go szlifować. Podoba mi się w jaki sposób kreujesz swoje postacie nie jest to przerysowane i nie masz tendencji do robienia z Liv idealnego bohatera bez wad :) Bardzo się cieszę, że tu trafiłam i co najważniejsze dziękuję za każdy nowy wpis bo czyta się je niesamowicie :) Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg życzę dużo weny i pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuń~~A~~
Ach, witaj, witaj :"D.
UsuńPamiętaj, że każdy Cichociemny ujawniający się jest witany z otwartymi ramionami.
Och, na początek chciałam Ci podziękować za miłe słowa. Przede wszystkim za docenienie bohaterów. Muszę przyznać, że nieźle się pilnuję żeby czasem nie robić z nich chodzących ideałów, ale żeby nadal pozostali w jakiś sposób ludzcy. To właśnie wady sprawiają, że postacie są ciekawe :"3. Takie jest moje prywatne zdanie.
Staram się pracować nad kolejnymi wpisami oraz ogólnie nad moim stylem pisania, bo wiem, że jeszcze dużo przede mną. Heh... te nieszczęsne opisy, moja pięta achillesowa... No, to jest w sumie tylko wierzchołek góry lodowej, ale... w każdym razie szlifuję! I mogę Ci obiecać, że nie przestanę.
To dzięki takim czytelnikom jak Ty i inni śledzących stworzoną (uknutą XD) przeze mnie historię wciąż pragnę się doskonalić. To Wy sprawiacie, że ten blog żyje a nie zniknął zapomniany w otchłaniach blogosfery. Dziękuję za to Wam.
Przygarniam ofiarowywaną Wenę (ostatnio z nią krucho... ale to przez dołujący mnie sprzęt) i pozdrawiam.