20.04.2015

XXXVIII KTO MA INFORMACJE, TEN MA WŁADZĘ

Okej, jest. Co mogę o nim powiedzieć… cóż, jak ktoś się dobrze wczyta to raczej domyśli się jakie mam dalsze plany prowadzenia opowiadania. Chociaż może tylko mnie się tak wydaję^^.
Wybaczcie, że tak długo zeszło z tym rozdziałem. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że szlifowałam inne fragmenty z kolejnych wpisów. Do momentu aż ich nie spisałam, nie potrafiłam się na niczym skupić. Przyznam, że są takie kawałki z których jestem cholernie dumna. Tylko, że jeszcze troszkę minie zanim Wam je pokażę, ale myślę że docenicie.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Wasze wsparcie to dla mnie bardzo dużo, to ono daje mi motywację do dalszego kreowania tej historii. Jeszcze raz dziękuję, a teraz nie przedłużając zapraszam do czytania.
Niestety nie macane przez betę. Błędy będę wyłapywać na bieżąco. Pozdrawiam.

P.S. Shippū Jinrai* — technika specjalnej bariery, więcej można poczytać o tu (link)
P.P.S. Nie przyznaję się do tej weryfikacji przy komentarzach, nie mam bladego pojęcia skąd to się wzięło, bo w ustawieniach bloga mam wszystko po staremu. Mało tego nie wiem co za cholerstwo zablokowało mi czat... jak tylko złapię kogoś kompetentnego w tym temacie to postaram się coś zaradzić.
Okej, czas na pierwsze wnioski. Mimo odświeżania ustawień wciąż woła weryfikacji od anonimowych użytkowników. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia dlaczego tak się dzieję, ponieważ ustawienia są jak trzeba. Musicie chyba uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość dla mojego bloga...
A co z czatem? Z tego co widziałam to nawet na stronie głównej deszczowców czy jak to się tam zwie, czat nie hula. Widocznie trzeba czekać.





Wyczuwając znajomą czakrę, Liv podniosła wzrok na wyjście z uliczki. Nie minęła nawet minuta jak wyłoniła się z niego młoda brunetka, energicznie zmierzając do najbliższego sklepu. Dzierżona przez nią torebka powiewała niczym sztandar, pod wpływem nerwowych ruchów oraz wiejącego wiatru. Za dziewczyną niczym cień, podążał Itachi, beznamiętnym spojrzeniem obrzucając sklepowe witryny. Z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni trzymał się odrobinę z tyłu, zupełnie jakby chciał zachować dystans od narzeczonej.
Liv szybko straciła zainteresowanie brunetem w pełni skupiając się na Amai. Podparła się na łokciu, obserwując jak ta przystaje w pół kroku oraz ze zmarszczonymi brwiami patrzy na sandał. Na twarzy przyszłej pani Uchiha odmalował się brzydki grymas, a następnie wzdycha ciężko podciągając odrobinę brzeg kremowej yukaty. Zielone oczy Senju w momencie dostrzegły urwany pasek w obuwiu, który uniemożliwiał dalszą wędrówkę dziewczyny i wyjaśniał jej markotną minę. No cóż, w tym wypadku Azuma zmuszona będzie iść boso albo jakiś dżentelmen ją poratuję. I raczej zapowiadało się na to drugie ponieważ już przyklękał przy niej towarzyszący w spacerze Itachi.
Liv nawet nie drgnęła powieka, kiedy ujął dłoń Amai oraz oparł o swoje ramię aby mogła się na nim podeprzeć. Utrzymanie równowagi na jednej nodze przez dłuższy czas stanowiło pewną trudność, a brunetka jako delikatna istota, prędzej czy później wylądowałaby tyłkiem na ziemi. I o ile Liv nie obraziłaby się za taki pokaz braku gracji u Azumy — w końcu, nie oszukujmy się, dziewczyna by się nawet nie potłukła za mocno — to już potężny rumieniec u niej na policzkach był dla Senju niezrozumiały. Przecież dotykała — jakby nie patrzeć — swojego przyszłego męża, a zachowywała się niewinnie niczym pensjonariuszka. Poza tym, skoro mieszkali pod jednym dachem to raczej zacieśniali jakoś więzi w sposób niewerbalny. Trzymanie się za ręce, czy inne tego typu gesty są na porządku dziennym wśród przyszłych małżonków, wiec skąd ta wstydliwość? Znudzona swoimi rozważaniami przewróciła teatralnie oczami, zaraz skupiając się na działaniach Uchihy.
Mężczyzna majstrował coś przy bucie, by po chwili pokręcić przecząco głową. Przez moment patrzył w zamyśleniu na rozerwanego klapka, a następnie podniósł się z westchnieniem przeczesując placami grzywkę. Liv z lekkim, niedowierzającym uśmiechem obserwowała jak przyklęka tyłem przed narzeczoną, na co ta aż sapnęła ze strachem rozglądając się nerwowo. Senju nie musiała podsłuchiwać aby wiedzieć, że właśnie oferuje dziewczynie jedyne możliwe wyjście z sytuacji, czyli transport na plecach. No cóż, często widziała jak nosił tak Sasuke oraz Zaku gdy byli młodsi, więc z pewnością miał wprawę. W każdym razie brunetka wyglądała na średnio zadowoloną z otrzymanej propozycji.
Zabawne, cała żeńska populacja Konohy z pewnością skorzystałaby z oferty bezkarnego przytulania się do pleców lokalnego amanta, a ta grymasiła. Gdy Amai zbytnio się ociągała, mężczyzna zerknął przez ramię coś mówiąc na co zmarszczyła nos, czerwieniąc się jeszcze mocniej i powoli objęła go za szyje, pozwalając się podnieść.
Kiedy obserwowana przez Senju para wreszcie zniknęła w uliczce prowadzącej do rezydencji Uchiha, z ociąganiem sięgnęła po schowane do kieszeni dokumenty. Planowała przeczytać oraz uzupełnić zaległe raporty, bo w końcu po to tu przyszła. Słoneczna pogoda skutecznie zniechęcała do siedzenia w domu, więc idąc tym tropem postanowiła wykonać papierkową robotę na świeżym powietrzu.
Sięgała już po ukryty za pazuchą długopis, gdy wyczuła zbliżającą się znajomą czakrę, na co zmrużyła odrobinę powieki. Doprawdy dziś miała jakiegoś pecha, skoro za każdym razem natykała się na kogoś kogo nieszczególnie chciała widzieć. Zwłaszcza, że teraz szykowało się towarzystwo najgorsze z możliwych. Domyślała się, że prędzej czy później Hakaze pojawi się u niej żądając wyjaśnień, ale żywiła szczerą nadzieję, że będzie to jednak później.
— Liv, to prawda?
Wzdychając ze znudzeniem, podniosła wzrok znad czytanego dokumentu i spojrzała z konsternacją na czekającą w napięciu kunoichi. Przez dłuższy moment obserwowała jej białe, falujące na wietrze włosy, zachodząc przy tym w głowę, jakim cudem robią to w taki malowniczy sposób. Zupełnie jak u aktorek reklamujących szampon. U niej co najwyżej w widowiskowy sposób wpadały do oczu albo ust, i dlatego Liv zawsze miała przy sobie gumkę do ich ujarzmienia.
Kiedy stwierdziła, że już wystarczająco długo delektuje się niepewnością kobiety, skupiła się na twarzy Hakaze. Cóż, miną nie zachęcała do rozmowy. Gniewnie zaciskała usta łypiąc przy tym tak złowrogo, jakby Liv wymordowała jej rodzinę, co najmniej do trzeciego pokolenia wstecz. Interesujące.
— Ale, że co?
— Uchiha się żeni — warknęła Hakaze, niemal zgrzytając przy tym zębami. Zaraz jednak jęknęła żałośnie, opadając na ławkę obok Senju i ukryła twarz w dłoniach.
  — Ach, o tym mówisz… — mruknęła Liv, zerkając kątem oka na wyraźnie załamaną towarzyszkę. Sprawnym ruchem zrolowała trzymane papiery i schowała za pazuchę bezrękawnika. — To prawda — przyznała ze spokojem, a w myślach analizując czy pozostałe adoratorki Uchihy już poznały „radosną” nowinę. Jeśli tak, to coś czuła, że drastycznie wzrośnie wskaźnik prób samobójczych w wiosce. Tsunade nie będzie zbytnio zadowolona, pomyślała z krzywym uśmiechem. Zresztą, nie zdziwiłaby się jak cała Konoha ogłosiła żałobę, gdy tylko się dowie o planach lokalnego amanta.
— Jak mogłaś nic nie powiedzieć!
— A powinnam? — zapytała, szczerze zdumiona stawianym zarzutem. Od kiedy niby została mianowana naczelnym szpiegiem Uchihowego fanklubu? Z tego co się ostatnio orientowała to była, ale wrogiem numer jeden, a nie.
— Bo to przecież ważne!
— Dla kogo?
— Dla Konohy!
— Och, czyli to sprawa wagi państwowej… wybacz, nikt mnie niedoinformował — rzuciła z sarkazmem. Doprawdy, żeńska populacja wioski schodziła na psy. Chociaż w tym momencie nie była pewna czy czasem nie obraża czworonogów, w końcu to jedne z bardziej inteligentnych stworzeń. Zdecydowanie dostałaby po uszach od Kakashiego, gdyby się dowiedział, że porównuje jego ukochane Chowańce to odurzonych hormonami bab.
— Przestań drwić, to poważna sprawa — oburzyła się Hakaze, podrywając się na równe nogi oraz mierząc Senju rozsierdzonym wzrokiem. — Powinnam takie rzeczy wiedzieć wcześniej!
— Jednym słowem, twój wywiad nawalił — podsumowała z lekkim uśmieszkiem, patrząc jak rozmówczyni aż rumieni się od gniewu. Jeżeli kobieta potrzebowała pocieszenia, to zdecydowanie wybrała zły adres. Nie miała ani siły, ani ochoty na niańczenie zdesperowanych kunoichi.
— Zobaczysz, ja tak tego nie zostawię!
— Ta… już widzę, jak pertraktujesz o tym z Fugaku — parsknęła, odchylając się do tyłu i spoglądając na wręcz sapiącą ze złości Hakaze. Jej twarz przybrała odcień purpury i Liv przeszło przez myśl, że nie chciałaby żeby dostała z tego wszystkiego zawału. Co jak co, ale jednak nie życzyła kunoichi źle.
— Załatwię to sposobem —warknęła cicho, szybko obracając się na pięcie i ruszyła energicznym krokiem w stronę siedziby klanu Uchiha.
— Życzę szczęścia — zawołała za nią Senju, leniwie podnosząc się z ławki. Cóż, poniekąd była ciekawa na jaki genialny pomysł wpadnie Hakaze, ale z góry wyrokowała mu niepowodzenie. Tylko Amai albo Itachi mogli zerwać ten układ, a na to się nie zanosiło.

***

Amai z jękiem opadła na ławkę pod ścianą rezydencji, ukrywając twarz w dłoniach. Mijał już ponad miesiąc odkąd przeprowadziła się z Iwy do Konohy, a wciąż czuła się w wiosce nieswojo. Ciężko mieszkało się pod jednym dachem z ludźmi pokroju Uchiha. Z tego co zauważyła to ten klan charakteryzował się wyjątkową małomównością. Zupełnie jakby każde słowo było na wagę złota. Amai nie potrafiła się przyzwyczaić do takiego otoczenia.
W ojczyźnie miała mnóstwo przyjaciół i pracę w sierocińcu, a tu nudziła się jak mops. Owszem, aby nie zwariować pomagała mamie Itachiego w kuchni i w prowadzeniu domu, ale tym nie dawała rady zapełnić w całości wolnego czasu. Dlatego lwią jego część spędzała na samotnych spacerach oraz zwiedzaniu terenów osady. Nie mogła nie przyznać, że Itachi jako dobrze wychowany mężczyzna zawsze proponował jej towarzystwo, jednak wolała chodzić sama. Już dawno zrezygnowała z prób dotarcia do przyszłego męża, a jego milcząca i chłodna obecność na dłuższą metę bywała męcząca.
Biorąc głęboki, uspakajający oddech podniosła wzrok na werandę rezydencji. Bez zdziwienia odnotowała na niej obecność Itachiego, który — jak zwykle — dzierżył na kolanach rozwinięty zwój. Rozłożony na niskich schodkach, w pełnym skupieniu pochylał się nad papierem, co chwilę stawiając na nim jakieś znaki. To takiego właśnie najczęściej go widziała. Skoncentrowanego przede wszystkim na pracy.

***

Liv z westchnieniem opadła na posłanie, zagapiając się na biały sufit. Dopiero teraz wróciła ze spotkania z Hokage na które zostali wezwani wszyscy Jounini nadzorujący drużyny geninów. Śledząc wzrokiem spacerującą po tynku muchę rozmyślała nad nietypowym przyśpieszeniem egzaminu. Cóż, poniekąd rozumiała, że ten turniej był swego rodzaju rozrywką dla Władców Feudalnych, ale żeby przez złą wróżbę przekładać widowisko o trzy miesiące? To już szczyt. Doprawdy szczerze się zdziwiła, że pięciu Kage przystało na te zmiany. Przecież w ten sposób, uczestnicy zostali ograbieni z lwiej części czasu na treningi i przygotowania. Mruknęła cicho, przekręcając się na bok i przenosząc spojrzenie za okno. Z tej pozycji miała widok jedynie na czubki drzew, odcinające się niewyraźnie na tle ciemnego nieba. Spod rzęs patrzyła jak się odginają pod wpływem wiejącego wiatru i przeszło jej przez myśl, że prawdopodobnie zbliżała się burza. Dało się to wyczuć w powietrzu.
Wciąż miała w pamięci niedowierzające spojrzenia innych opiekunów grup, gdy na specjalnie zwołanym zebraniu Piąta ogłaszała nowy termin egzaminu. W pomieszczeniu momentalnie zaległa dzwoniąca w uszach cisza, a na wielu twarzach odmalowało się niedowierzanie. Wszystkie oczy skupiły się na twarzy Hokage, jakby oczekując, że to jakiś żart przełożonej. Dopiero poważna mina Tsunade upewniła ich w przekonaniu, że jednak się nie przesłyszeli. Nikt się nie odezwał nawet słowem, ale dało się wyczuć panujące w szeregach jouninów niezadowolenie.
Senju wiedziała, że nikt nie miał prawa dyskutować z rozporządzeniami władzy, ale takie przyśpieszenie nikomu nie wyjdzie na dobre. Uczestnicy nie dadzą rady zaprezentować wysokiego poziomu, a przez to stworzyć interesującego widowiska, a przecież o to głównie chodziło Władcom. Oficjalna wersja zakładała zacieśnianie więzi pomiędzy krajami, ale i tak wszyscy wiedzieli jak miała się prawda. Owszem, chciano sprawdzić siłę militarną Wiosek. Wiadomo kto potężniejszy ten dostaje więcej zleceń, ale to hazard stanowiły główną podwalinę tej imprezy. Od zawsze to pieniądz rządził światem i w tym wypadku nie było inaczej. Na porządku dziennym obstawiano faworytów imprezy, a cel główny egzaminu schodził na dalszy plan. Wyłonienie genina godnego noszenia rangi chuunina przegrywało z chęcią wzbogacenia się i pogrążenia rywali. Oczywiście „oficjalnie” możnowładcy nie brali udziału w takich plebejskich zabawach, ale mieli od tego swoich ludzi. Ktoś w ich imieniu obstawiał zakłady, a oni pozostawali „czyści” w oczach społeczeństwa. Nieraz dochodziło do prób manipulacji oraz zastraszania zawodników, aby dali konkretnemu uczestnikowi zwyciężyć. Liv jakoś nie wierzyła, że tym razem będzie inaczej. Jednak decyzja została podjęta, a im pozostało się tylko dostosować. Z tą myślą, Senju naciągnęła na siebie koc i zamknęła oczy.
Nie wiedziała ile czasu spała, ale obudziło ją dziwne uczucie bycia obserwowaną. Nie zastanawiając się nawet chwili błyskawicznie otworzyła powieki chwytając za ukryty pod poduszką kunai i już przyciskała go do gardła przewróconego na plecy intruza. Całkiem rozbudzona wpatrywała się wrogo w tkwiącego w bezruchu mężczyznę i dopiero wtedy rozpoznała z kim ma do czynienia. Jęknęła cicho na widok rozbawionych niebieskich oczu, które błyszczały radośnie zza maski sowy.
— Sam, dlaczego ty zawsze wybierasz takie nietypowe pory i metody spotkania? — mruknęła niewyraźnie, schodząc z bioder powalonego przyjaciela oraz przecierając twarz. Mamrotając barwne przekleństwa odnalazła stojącą przy łóżku lampkę, zaraz zapalając światło.
— Ćwiczę twój naturalny instynkt — rzucił ze śmiechem, zdejmując kamuflaż Skrytobójcy. Podparł się na łokciach, przyglądając się badawczo Liv. — Nie chcę nic mówić, ale chyba się ostatnio odrobinę stępił. Do tej pory twój kunai witał mnie w progu mieszkania, a dziś zdołałem dotrzeć aż nad ciebie.
— Każdy może mieć gorszy dzień — wyjaśniła, zaraz uśmiechając się złośliwie. — Jednak, jakbyś był bardziej spostrzegawczy to zauważyłbyś, że w razie czego żywy nie wyjdziesz. — Dostrzegając jego uniesione pytająco brwi bez słowa wskazała na migoczącą barierę odcinającą mu drogę ucieczki. Samon aż sapnął urywanie, szybko rozpoznając z czym ma do czynienia.
— Wpakowałaś mnie w Shippū Jinrai*? Serio? — Mężczyzna momentalnie się spiął i aż wypuścił z ulgą powietrze, kiedy Liv anulowała jutsu. Cholera, prawie całkiem mu umknęło, że opanowała tę technikę. To aż przerażające, że do jej wykonywania normalnie potrzeba czterech użytkowników, a ona bez wysiłku robiła to sama. Oddychając uspokajająco podniósł się z ziemi i człapiąc do kuchni otarł wilgotne czoło. Prawie zapomniał, że Senju nie bawiła się w półśrodki.
— Ależ nie krępuj się — burknęła idąc za nim i obserwując jak wyciąga z lodówki wodę mineralną. Opierając się o futrynę patrzyła jak w ogóle nieskrępowany tą uwagą pije z prosto z opakowania, a później chowa je z powrotem do chłodziarki. — Powiesz mi po co przyszedłeś?
— Z odwiedzinami.
— Jasne, a tak naprawdę?
— Doszły mnie ciekawe plotki — zaczął spokojnym tonem, podchodząc do stołu i opadając na wysunięte krzesło. Kiwnął zapraszająco na Liv, wskazując by siadła naprzeciwko, a gdy to zrobiła, kontynuował: — Twój uczeń, Yuchiro, pochodzi z tej osady górniczej na południu Kraju Ognia, nie?
— Zgadza się. Tej w której wybuchła kopalnia — przyznała marszcząc brwi i dumając do czego zmierza ta rozmowa. Z tego co się orientowała to większość mieszkańców musiała opuścić swoje domy przez rozprzestrzenienie się ognia w głównej żyle pokładów węgla, która w części przebiegała pod miastem. Ci co nie zginęli od wybuchu zostali zmuszeni do wyprowadzki. Niedługo później całą okolicę strawiła pożoga i tylko dzięki postawionej barierze ziemnej nie rozprzestrzeniała się na dalsze tereny. Ogień płonie po dziś, a znajdujące się pod ziemią zasoby są tak duże, że prawdopodobnie upłynie jeszcze kilkadziesiąt lat zanim całkiem się wypalą.
— Do tej pory całe do zajście uważano za nieszczęśliwy wypadek, ale wygląda na to, że wypadkiem wcale nie było.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Po ucieczce Danzo w siedzibie Korzenia natknęliśmy się na ciekawe dokumenty.
— Mianowicie? Samon, przestań przeciągać i mów wreszcie o co chodzi.
— Wygląda na to, że właściciel złóż wszedł w zatarg z pewną grupą przestępczą i to był akt zemsty za niezapłacenie haraczu.
— Doprowadzili do katastrofy naturalnej przez pieniądze? — Liv aż sapnęła ze zgrozą na samą myśl o takiej tragedii. Wprost nie dowierzała, że ktoś mógłby się posunąć do czegoś takiego. Przez chęć wzbogacenia się zginęło kilkadziesiąt osób, a reszta musiała uciekać porzucając dorobek całego życia. Co się działo z tym światem. Kiedy w miarę ochłonęła, podniosła wzrok na milczącego przyjaciela. — No, a co z tą grupą? Rozumiem, że podopieczni Shimury śledzili ich dalsze działania.
— Owszem, ale zaraz po tym wydarzeniu jakby rozmyli się w powietrzu.
— Czyli uniknęli kary — podsumowała chłodno, przymykając powieki i pocierając grzbiet nosa. Czuła się przytłoczona uzyskanymi informacjami, ale to w dalszym ciągu nie wyjaśniało dlaczego Samon mówił o tym właśnie teraz.
— Tak, ale jest jeszcze coś. Ta szajka postępowała według pewnego charakterystycznego schematu. Najpierw szantaż, później groźby, następnie spełnienie pogróżek. I kara zawsze taka sama. Podłożenie ognia, nigdy inaczej — wyjaśnił, zakładając nogę na nogę i stukając  palcami o blat. — Nie obiło ci się o uszy nic o podłożeniach ognia na terenie Kraju Rzek?
— Coś tam słyszałam… — przyznała w zamyśleniu, powoli rozumiejąc do czego zmierzał przyjaciel.
— No to dodaj do tego, że tam jest kopalnia złota.
— Myślisz, że to oni?
— Jeszcze pytasz?
Liv ze zmarszczonymi brwiami, analizowała słowa przyjaciela i kiedy przyszło olśnienie aż poderwała się z krzesła, przewracając je z hukiem. Dopiero teraz wszystko układało się w jedną logiczną całość. Nietypowe zachowanie Yuchiro idealnie pokrywało się z rozpoczęciem nowych podpaleń.
            — Cholera, on wie.
            — Prawdopodobnie.

***

        Liv z zamyśleniem odgarnęła wpadającą do oczu grzywkę, otwierając bramę pola treningowego. Wlekąc nogę za nogą szła niczym skazaniec na egzekucję, co trochę ziewając z niewyspania. Przez pół nocy analizowała otrzymane informacje od Samona, zastanawiając się jak rozegrać zaistniałą sytuację. Niestety każde z możliwych rozwiązań nie należało do doskonałych, a ona nie mogła sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Jedno nieprzemyślane zdanie, a Yuchiro szybko domyśli się podstępu. Grać w otwarte karty też nie miała prawa, ponieważ wszelkie wzmianki na temat wydarzeń w jego osadzie zostały utajnione. I tak źle i tak niedobrze.
        Wzdychając ciężko podniosła wzrok na czekających uczniów. Stali pod drzewem o czymś żywo rozmawiając. Precyzując to Shion i Zaku dyskutowali zawzięcie, a Yuchiro opierał się o pień ignorując towarzyszy. Dziewczyna pokazywała coś na przedramieniu, wyjątkowo zaintrygowanemu Zaku. Chłopak wręcz z namaszczeniem dotykał tego miejsca, a oczy błyszczały mu niczym gwiazdy. Na ten widok, brew Liv błyskawicznie powędrowała w górę, gdy zastanawiała się o co chodzi. Wszystko się wyjaśniło kiedy podeszła bliżej. Tym co tak się spodobało geninowi okazało się specjalne urządzenie do wstrzeliwania zatrutych igieł. Szybko się domyśliła, że Shizune poleciła młodej kunoichi ten zakup, ponieważ sama posiadała identyczny sprzęt.
Liv aż przewróciła oczami, gdy Zaku ułożył usta w dziób wyraźnie naburmuszony, że sam nie ma takiej zabawki. Rozbawiona tym dziecinnym zachowaniem, przeniosła spojrzenie na stojącego odrobinę dalej Yuchiro. Widać było, że w ogóle nie słucha towarzyszy zbyt skupiony na własnych myślach. Wzrokiem śledził przemieszczające się chmury, podczas przewracania w dłoniach ochraniacza z symbolem Konohy. Z mimiki jego twarzy, Liv nie potrafiła nic wyczytać i z konsternacją pomyślała, że uczeń adoptuje nie tylko techniki Sama, ale i umiejętność ukrywania emocji. W końcu głównie to cechowało najlepszych ANBU, a przyjaciel Liv należał do tego grona.
Przymknęła na moment powieki, oddychając głębiej. Postanowiła darować sobie wypytywanie. Wyciąganie na siłę informacji z genina wiązałoby się z rozdrapywaniem starych ran, a tego chciała mu oszczędzić. Tym bardziej jeżeli wiedział, że za zniszczenie jego domu odpowiadał gang to to w pełni wyjaśniało zmianę zachowania. Każdy czułby się nieswojo ze świadomością, że taka organizacja wciąż jest na wolności. Zdecydowała, że jak tylko pozna więcej szczegółów na temat planowanych ruchów Konohy względem tej grupy, to porozmawia z chłopakiem na poważnie.
Liv pocieszał fakt, że Yuchiro nie należał do osób mściwych oraz zawistnych. Raczej nie musiała się martwić, że będzie szukał zemsty. Jednak — nauczona doświadczeniem — postanowiła na wszelki wypadek baczniej go obserwować. Czasem cicha woda brzegi rwie, a ona by sobie nie wybaczyła gdyby przeoczyła jakieś symptomy zwiastujące rozpoczęcie działań odwetowych.

14 komentarzy:

  1. W końcu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Na trochę bardziej rozbudowany komentarz będziesz musiała poczekać do jutra, ponieważ padam na nos i już nie myślę o tej porze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam z niecierpliwością na właściwy komentarz :"D.

      Usuń
    2. Ok, jestem wkurzona, bo usunął mi się komentarz, a byłam prawie przy końcu. Spróbuję go odtworzyć, ale mogę o czymś zapomnieć. Po moich dziwnych przygodach i okropnym dniu, postanowiłam się ogarnąć i stworzyć w miarę ogarnięty komentarz. Serce mi krwawi, że w tym rozdziale nie pojawił się Shisui ani Kazama (tak mu było, nie? ciągle mi się myli z Kuramą). Liczyłam na to, że pierwszy z panów podejmie kroki co do swojej obietnicy w poprzedniej notce. Miałam straszne nadzieje co do tego, ale trudno. Jestem też ciekawa jak pan ludzi-be-demony-górą zareaguje na to, co wydarzyło się między Liv a Itachim. Fajnie, że w końcu pojawiła się Hakaze. Dawno jej nie było. Jestem ciekawa co wymyśli. Dziwne, że czerwonowłosa nie chciała jej pomóc. Chociaż z drugiej strony gdyby im się udało i wszystko wyszło na jaw, cała wioska dowiedziałaby się o łączącym ją uczuciu. Ale nikt nie zabroni jej chyba kibicować jej w myślach. Nadal jakoś nie żywię sympatii do Amai. Wydaje mi się taka sztuczna i przeidealizowana. Skoro zachowanie jej przyszłego męża sprawia jej przykrość, powinna mu o tym powiedzieć. Albo nie wiem, porozmawiać z Mikoto albo Shuisuim. Bo Fugaku to chyba nie zna?Niechętnie to mówię, ale powinna spróbować zbliżyć się do swojego narzeczonego. Co prawda, jego serce jest już zajęte, ale mogą się przecież przyjaźnić. Zaciekawił mnie wątek ze zniszczeniem rodzinnej wioski ucznia Liv i jego dziwnym zachowaniu. Nie podoba mi się ten koleś z Kumo. Co go obchodzi sekret Liv? Każdy ma swoje tajemnice. Danzo to szuja i powinno się go dawno temu pozbyć. Miło, że Sam wrócił. W zasdzie jest chyba jedynym przyjacielem czerwonowłosej. Swoją drogą ciekawe z kim była w drużynie i kto był jej sensei 'em. I nadal nie pojawił się wątek z jej rodziną. Jasne, może jej ojciec był dla niej surowy, bo chciał dla niej dobrze czy coś, ale ja nadal za nim nie przepadam. Ale chciałabym chyba wiedzieć co się z nim stało. I co ze smoczym chowańcem czerwonowłosej. Wymieniła go na wilka? W ogóle to oburzające, że notka jest taka krótka, biorąc pod uwagę ile kazałaś czekać na nią swoim fanom. Rozumiem, że miałaś problemy techniczne, więc tym razem wybaczam :P Wiesz jak ja się poświęcam, żeby przeczytać Twoją notkę? Specjalnie wstałam o 5.45 (co prawda miała być 5.15, ale nie wyszło)

      I mam takie pytanie poboczne, nie związane z Twoim opowiadaniem. Moja koleżanka chce spróbować wrócić do pisania i obiecałam jej pomóc. Ona para się fantastyką i potrzebuje kogoś, kto umiałby zrobić dla niej kilka zdjęć bohaterów. Znasz kogoś takiego lub sama umiesz to zrobić? Przewertowałyśmy deviantart i google grafika, ale nie znalazłyśmy nic odpowiedniego. Ona powoli się zniechęca, a ja lubię czytać jej opowiadania.

      Pozdrawiam,
      Yuzuki

      Usuń
    3. Heh, kasowanie się komentarzy… uwierz, znam ten ból. Dlatego zawsze piszę wszystko w Wordzie. Takie małe zabezpieczenie, a i przy okazji człowiek unika byków XD. Jednak dziękuję, że nie odpuściłaś tylko odtworzyłaś opinię.
      Szybko śpieszę pocieszać Twoje serduszko. Otóż już niedługo, a w następnym rozdziale pojawi się więcej ludziów^^. O Kazamę i Shisuiego się nie bój. Oni również przybędą. Co prawda w ilości jeszcze nie wiem jakiej, ale ważne że są. Ogólnie będzie się działo, oraz trafią do Was kolejne fakty, wyjaśnienia itd.
      Rozwaliłaś mnie zupełnie. Ludzie-be-demony-górą to zrobiło mi dzień. Chociaż nie mam pojęcia dlaczego skojarzyło mi się z …-demony-cacy XD. I tak po namysłach, stwierdzam, że idealnie podsumowuje Kazamę i jego poglądy.
      Co do Twojej reakcji na Amai. Dziewczyna może i by się pożaliła, ale tylko Shisuiemu albo Liv. Jednak, nie zapominajmy, że to dusza-człowiek więc nie chce robić niepotrzebnych problemów. I tak to tłumi w sobie, ale… huehuehue, takie wyobcowanie sprawia, że jest wyjątkowo podatna na coś co knuję. Dobrze jest, nie trza psuć.
      Z panem z Kumo to głębsza filozofia jest, ale nic nie zdradzę na razie <3. Raduje mnie Twoja ciekawość przeszłości Liv. Postaram się to uzupełnić, bo przyznam, że bawet ostatnio dumałam kto mógłby być mistrzem Senju. Dumałam, dumałam, i wydumałam! Tak więc się dowiesz :”D.
      Rodzina, smok już przed Tobą. Tym bardziej, że wreszcie wymyśliłam jak to połączyć. Staram się żeby ten fik miał jako taki sens i dlatego każdy wątek staram się przekminiać na wszystkie strony, co by nie napieprzyć niewypałów.
      Och, widzę wyrozumiałość! Boru, boru… już myślałam, że wszyscy czytelnicy są jej pozbawieni XD. Miła niespodzianka. I podziwiam za wytrwałość. Ja jestem leniuchem i śpiochem, więc wstawanie o tak nieboskiej godzinie to dla mnie największa karą z możliwych. Tak więc przyjmij moje ukłony za determinację^^.
      Co do Twojego pytania to niestety nie potrafię pomóc. Nie znam nikogo kto mógłby się podjąć stworzenia całej postaci (ciężko nawet o chętnych do zmienienia kolorów w zdjęciach, wiem bo rozpatruję odświeżenie szablonu i pytałam). Sama jestem kaleką rysowniczą posługującą się paintem na poziomie pięciolatka. No cóż, ołówek bardziej mnie lubi ale i tak szału nie ma. Wierzę jednak, że uda Wam się kogoś znaleźć. Moim zdaniem powinniście popytać w szabloniarniach, albo odwiedzić blogi graficzne. Ewentualnie przydybać kogoś na deviantarcie, może ktoś podejmie się wyzwania.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko. Trzymam kciuki za powodzenie Waszych poszukiwań.

      Usuń
  2. Ojejć, ten fanklub Itasia z Hakaze na czele jest przezabawny ;) jestem ciekawa jak ona chce udaremnić matrymonialne planu pana Fughaku. Może wymyśli coś ciekawego? A tak w ogóle coraz bardziej współczuję Amai, takie ciche dni w obcym domu, z narzeczonym, który konsekwentnie ją ignoruje i bandą wkurzonych fanek Itachiego, to musi być okropne. Ten wątek z Yuichiro szukającym zemsty może się bardzo rożnie skończyć :) może uczeń Liv wpakuje się w kłopoty i Senju będzie potrzebowała pomocy Itachiego żeby go uratować? Przy okazji może się wreszcie dogadają, Uchiha zerwie zaręczyny i Happy End? Albo w trakcie egzaminu na chunina wszyscy znajda się na skraju śmierci i będzie trzeba ocalić świat (no i Liv przy okazji przegra pensję na tych zakładach)?
    W ogóle to szkoda że nie ma w tym rozdziale Shisuia i jego niecnych intryg :)
    Mam kilka teorii odnośnie przyszłych wydarzeń, ale lepiej sobie daruje wypisywanie tych co ciekawszych :) jeszcze to przeczytasz, umrzesz ze śmiechu i klops. Historia utknie w martwym punkcie a dusze fanów zostaną przeklęte na wieki... Straszne.
    Ogólnie to czekam na kolejny rozdział. Skoro już masz gotowe fragmenty, to może jakoś szybciej? Nooo (robi maślane oczka) proooszeee...
    Powodzenia i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powiem szczerze, że położenie Amai nie jest za wesołe. W każdym razie nie łatwe dla takiej otwartej i kontaktowej osoby jak ona. Jednak kto twierdził, że życie jest łatwe?
      Powiem tak, co do postaci Yuchiro mam wielki plan. I o ile go nie zniszczę denną realizacją to powinno być dobrze xD.
      Ej, ale ja lubię czytać o Waszych domysłach, więc się absolutnie nie krępuj :"D. igdy nie wiadomo co mnie może nawenować na pisanie.
      Ja wiedziałam, że Shisui skradnie to opowiadanie! Nie jest dobrze, że zamiast pytać o głównego bohatera to Wy skupiacie się na pobocznym XD. Itachi musi się jakoś odkuć^^.
      Co do szybkości następnej publikacji... o ile nic nowego nie przyjdzie mi do głowy to raczej powinna być szybciej. Przynajmniej taki jest plan na dziś i mam nadzieję, że się nie zmieni. Trzymaj kciuki.
      Dziękuję za komentarz oraz pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
    2. No ale Shisui jest uroczy :)
      Tak w ogóle to zastanawiam się co się w tym wszystkim dzieje z Sasuke, niby on gdzieś tam jest, ale jakoś tak co najwyżej w tle. Pomyślałam ostatnio nad nowym rozwiązaniem problemu istnienia Amai i własnie znalazłam odpowiedź. Sasuke! Wystarczy ją wyswatać z Sasuke! Jestem genialna! Pan Fughaku będzie miał dobrą synową, Amai szczęśliwa, Itaś wolny (i Shisui też wolny :)). Uchiha i tak się będzie musiał sporo płaszczyć żeby wrócić u Senju do łask, ale przy odrobinie szczęścia da radę. Świetny pomysł, co nie?
      Ewentualnie gdzieś jeszcze się może wplątać Kazama, żeby drań Itachi nie miał za łatwo :)

      Usuń
    3. Przyznaję, Shisui ma to COŚ. Co do Twojej propozycji rozwiązania problemu z Amai... pomysł całkiem przyzwoity, bo rzeczywiście wszystko zostałoby w rodzinie i nie byłoby powodów do jakichkolwiek roszczeń czy cóś ze strony Iwy, ale nie do zrealizowania. Niestety w moich planach Sasuke ma sobie pomykać w tle, wolny niczym ptak. Zajmujący się treningami, rywalizacją z Naruto i jeszcze raz treningami. Tym sposobem, chłopak nie ma czasu na romans XD.
      A Kazama się wpląta, a co Ty myślisz. Cholera, nawet mu dam swoje pięć minut! Co facetowi będę żałować. Niech ma i się cieszy:”D.

      Usuń
  3. Mam rozwiązanie problemu Amai! mogę ją od Itachiego wziąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby Amai miała branie? Huehuehue... przypuszczam, że Uchiha by Ci ją jeszcze zapakował w ozdobny papier, o ile nie kolidowałoby to z bezpieczeństwem Konohy XD.

      Usuń
  4. Jesteś niezwykle pomysłową pisarką. Bez przerwy zaskakujesz nas nowymi faktami, nowymi wydarzeniami, nowymi pomysłami należącymi do bohaterów. Czasami odczuwam myśl, że przestanę to pojmować.. a czułabym wobec siebie niechęc w takim momencie. ;)
    Itachi i jego fanki potrafią zadziałać na nerwach i to w zupełnie negatywny sposób. Amai wydaje się skrzywdzona w tym wszystkim najbardziej.. taka niezzrozumiana, niedoceniona.
    A co z Sasuke? Hm? Czekam na następny!
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysłowość to jeden z moich darów, a jednocześnie przekleństw. Zbyt radośnie tworzę nowe wątki i zamiast zamknąć się — dajmy na to — w dziesięciu rozdziałach to ich ilość mi się dwoi. Jednak, jak widzę dotrzymywanie mi tempa idzie Wam bardzo dobrze, więc jestem spokojna^^.
      Itachi w sumie sam naważył sobie piwa, bo mógł nie zaczynać czegoś skoro wiedział o planach klanu. W sumie jego decyzje skrzywdziły masę osób, w tym jego, ale wierzmy ambitnie, że ma jakiś głębszy pomysł na rozwiązanie tej sytuacji XD.
      Co z Sasuke? A biega i trenuje z Naruto do upadłego, mając głęboko w poważaniu całą żeńską część Konohy, zbyt zajęty doskonaleniem swojego jutsu. Jednym słowem wszystko w normie. Tadam! Tak w skrócie^^.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :3.

      Usuń
  5. Ja to jestem uzależniona od tej historii no ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie idź na detoks! Takie nałogi są mile widziane (zwłaszcza przez nas, autorów^^). Tak więc, Ty się uzależniaj, a ja dostarczę towaru :"D.

      Usuń