Okej, jest. Co mogę o nim powiedzieć… cóż, jak ktoś
się dobrze wczyta to raczej domyśli się jakie mam dalsze plany prowadzenia
opowiadania. Chociaż może tylko mnie się tak wydaję^^.
Wybaczcie, że tak długo zeszło z tym rozdziałem. Na swoje
usprawiedliwienie mam to, że szlifowałam inne fragmenty z kolejnych wpisów. Do momentu
aż ich nie spisałam, nie potrafiłam się na niczym skupić. Przyznam, że są takie
kawałki z których jestem cholernie dumna. Tylko, że jeszcze troszkę minie zanim
Wam je pokażę, ale myślę że docenicie.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Wasze wsparcie to
dla mnie bardzo dużo, to ono daje mi motywację do dalszego kreowania tej
historii. Jeszcze raz dziękuję, a teraz nie przedłużając zapraszam do czytania.
Niestety nie macane przez betę. Błędy będę wyłapywać na bieżąco.
Pozdrawiam.
P.S. Shippū Jinrai* — technika specjalnej bariery,
więcej można poczytać o tu (link)
P.P.S. Nie przyznaję się do tej weryfikacji przy komentarzach, nie mam bladego pojęcia skąd to się wzięło, bo w ustawieniach bloga mam wszystko po staremu. Mało tego nie wiem co za cholerstwo zablokowało mi czat... jak tylko złapię kogoś kompetentnego w tym temacie to postaram się coś zaradzić.
Okej, czas na pierwsze wnioski. Mimo odświeżania ustawień wciąż woła weryfikacji od anonimowych użytkowników. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia dlaczego tak się dzieję, ponieważ ustawienia są jak trzeba. Musicie chyba uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość dla mojego bloga...
A co z czatem? Z tego co widziałam to nawet na stronie głównej deszczowców czy jak to się tam zwie, czat nie hula. Widocznie trzeba czekać.
P.P.S. Nie przyznaję się do tej weryfikacji przy komentarzach, nie mam bladego pojęcia skąd to się wzięło, bo w ustawieniach bloga mam wszystko po staremu. Mało tego nie wiem co za cholerstwo zablokowało mi czat... jak tylko złapię kogoś kompetentnego w tym temacie to postaram się coś zaradzić.
Okej, czas na pierwsze wnioski. Mimo odświeżania ustawień wciąż woła weryfikacji od anonimowych użytkowników. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia dlaczego tak się dzieję, ponieważ ustawienia są jak trzeba. Musicie chyba uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość dla mojego bloga...
A co z czatem? Z tego co widziałam to nawet na stronie głównej deszczowców czy jak to się tam zwie, czat nie hula. Widocznie trzeba czekać.
Wyczuwając
znajomą czakrę, Liv podniosła wzrok na wyjście z uliczki. Nie minęła nawet
minuta jak wyłoniła się z niego młoda brunetka, energicznie zmierzając do
najbliższego sklepu. Dzierżona przez nią torebka powiewała niczym sztandar, pod
wpływem nerwowych ruchów oraz wiejącego wiatru. Za dziewczyną niczym cień,
podążał Itachi, beznamiętnym spojrzeniem obrzucając sklepowe witryny. Z rękami
wciśniętymi w kieszenie spodni trzymał się odrobinę z tyłu, zupełnie jakby
chciał zachować dystans od narzeczonej.
Liv szybko
straciła zainteresowanie brunetem w pełni skupiając się na Amai. Podparła się
na łokciu, obserwując jak ta przystaje w pół kroku oraz ze zmarszczonymi
brwiami patrzy na sandał. Na twarzy przyszłej pani Uchiha odmalował się brzydki
grymas, a następnie wzdycha ciężko podciągając odrobinę brzeg kremowej yukaty.
Zielone oczy Senju w momencie dostrzegły urwany pasek w obuwiu, który
uniemożliwiał dalszą wędrówkę dziewczyny i wyjaśniał jej markotną minę. No cóż,
w tym wypadku Azuma zmuszona będzie iść boso albo jakiś dżentelmen ją poratuję.
I raczej zapowiadało się na to drugie ponieważ już przyklękał przy niej
towarzyszący w spacerze Itachi.
Liv nawet nie
drgnęła powieka, kiedy ujął dłoń Amai oraz oparł o swoje ramię aby mogła się na
nim podeprzeć. Utrzymanie równowagi na jednej nodze przez dłuższy czas
stanowiło pewną trudność, a brunetka jako delikatna istota, prędzej czy później
wylądowałaby tyłkiem na ziemi. I o ile Liv nie obraziłaby się za taki pokaz
braku gracji u Azumy — w końcu, nie oszukujmy się, dziewczyna by się nawet nie
potłukła za mocno — to już potężny rumieniec u niej na policzkach był dla Senju
niezrozumiały. Przecież dotykała — jakby nie patrzeć — swojego przyszłego męża,
a zachowywała się niewinnie niczym pensjonariuszka. Poza tym, skoro mieszkali
pod jednym dachem to raczej zacieśniali jakoś więzi w sposób niewerbalny.
Trzymanie się za ręce, czy inne tego typu gesty są na porządku dziennym wśród
przyszłych małżonków, wiec skąd ta wstydliwość? Znudzona swoimi rozważaniami
przewróciła teatralnie oczami, zaraz skupiając się na działaniach Uchihy.
Mężczyzna
majstrował coś przy bucie, by po chwili pokręcić przecząco głową. Przez moment
patrzył w zamyśleniu na rozerwanego klapka, a następnie podniósł się z
westchnieniem przeczesując placami grzywkę. Liv z lekkim, niedowierzającym
uśmiechem obserwowała jak przyklęka tyłem przed narzeczoną, na co ta aż sapnęła
ze strachem rozglądając się nerwowo. Senju nie musiała podsłuchiwać aby
wiedzieć, że właśnie oferuje dziewczynie jedyne możliwe wyjście z sytuacji,
czyli transport na plecach. No cóż, często widziała jak nosił tak Sasuke oraz
Zaku gdy byli młodsi, więc z pewnością miał wprawę. W każdym razie brunetka
wyglądała na średnio zadowoloną z otrzymanej propozycji.
Zabawne, cała
żeńska populacja Konohy z pewnością skorzystałaby z oferty bezkarnego
przytulania się do pleców lokalnego amanta, a ta grymasiła. Gdy Amai zbytnio
się ociągała, mężczyzna zerknął przez ramię coś mówiąc na co zmarszczyła nos,
czerwieniąc się jeszcze mocniej i powoli objęła go za szyje, pozwalając się
podnieść.
Kiedy
obserwowana przez Senju para wreszcie zniknęła w uliczce prowadzącej do
rezydencji Uchiha, z ociąganiem sięgnęła po schowane do kieszeni dokumenty.
Planowała przeczytać oraz uzupełnić zaległe raporty, bo w końcu po to tu
przyszła. Słoneczna pogoda skutecznie zniechęcała do siedzenia w domu, więc
idąc tym tropem postanowiła wykonać papierkową robotę na świeżym powietrzu.
Sięgała już po
ukryty za pazuchą długopis, gdy wyczuła zbliżającą się znajomą czakrę, na co
zmrużyła odrobinę powieki. Doprawdy dziś miała jakiegoś pecha, skoro za każdym
razem natykała się na kogoś kogo nieszczególnie chciała widzieć. Zwłaszcza, że
teraz szykowało się towarzystwo najgorsze z możliwych. Domyślała się, że
prędzej czy później Hakaze pojawi się u niej żądając wyjaśnień, ale żywiła szczerą
nadzieję, że będzie to jednak później.
— Liv, to
prawda?
Wzdychając ze
znudzeniem, podniosła wzrok znad czytanego dokumentu i spojrzała z konsternacją
na czekającą w napięciu kunoichi. Przez dłuższy moment obserwowała jej białe,
falujące na wietrze włosy, zachodząc przy tym w głowę, jakim cudem robią to w
taki malowniczy sposób. Zupełnie jak u aktorek reklamujących szampon. U niej co
najwyżej w widowiskowy sposób wpadały do oczu albo ust, i dlatego Liv zawsze
miała przy sobie gumkę do ich ujarzmienia.
Kiedy
stwierdziła, że już wystarczająco długo delektuje się niepewnością kobiety,
skupiła się na twarzy Hakaze. Cóż, miną nie zachęcała do rozmowy. Gniewnie
zaciskała usta łypiąc przy tym tak złowrogo, jakby Liv wymordowała jej rodzinę,
co najmniej do trzeciego pokolenia wstecz. Interesujące.
— Ale, że co?
— Uchiha się
żeni — warknęła Hakaze, niemal zgrzytając przy tym zębami. Zaraz jednak jęknęła
żałośnie, opadając na ławkę obok Senju i ukryła twarz w dłoniach.
— Ach, o tym mówisz… — mruknęła Liv, zerkając
kątem oka na wyraźnie załamaną towarzyszkę. Sprawnym ruchem zrolowała trzymane
papiery i schowała za pazuchę bezrękawnika. — To prawda — przyznała ze
spokojem, a w myślach analizując czy pozostałe adoratorki Uchihy już poznały
„radosną” nowinę. Jeśli tak, to coś czuła, że drastycznie wzrośnie wskaźnik
prób samobójczych w wiosce. Tsunade nie będzie zbytnio zadowolona, pomyślała z
krzywym uśmiechem. Zresztą, nie zdziwiłaby się jak cała Konoha ogłosiła żałobę,
gdy tylko się dowie o planach lokalnego amanta.
— Jak mogłaś nic
nie powiedzieć!
— A powinnam? —
zapytała, szczerze zdumiona stawianym zarzutem. Od kiedy niby została mianowana
naczelnym szpiegiem Uchihowego fanklubu? Z tego co się ostatnio orientowała to
była, ale wrogiem numer jeden, a nie.
— Bo to przecież
ważne!
— Dla kogo?
— Dla Konohy!
— Och, czyli to
sprawa wagi państwowej… wybacz, nikt mnie niedoinformował — rzuciła z
sarkazmem. Doprawdy, żeńska populacja wioski schodziła na psy. Chociaż w tym
momencie nie była pewna czy czasem nie obraża czworonogów, w końcu to jedne z
bardziej inteligentnych stworzeń. Zdecydowanie dostałaby po uszach od
Kakashiego, gdyby się dowiedział, że porównuje jego ukochane Chowańce to
odurzonych hormonami bab.
— Przestań
drwić, to poważna sprawa — oburzyła się Hakaze, podrywając się na równe nogi
oraz mierząc Senju rozsierdzonym wzrokiem. — Powinnam takie rzeczy wiedzieć
wcześniej!
— Jednym słowem,
twój wywiad nawalił — podsumowała z lekkim uśmieszkiem, patrząc jak rozmówczyni
aż rumieni się od gniewu. Jeżeli kobieta potrzebowała pocieszenia, to
zdecydowanie wybrała zły adres. Nie miała ani siły, ani ochoty na niańczenie
zdesperowanych kunoichi.
— Zobaczysz, ja
tak tego nie zostawię!
— Ta… już widzę,
jak pertraktujesz o tym z Fugaku — parsknęła, odchylając się do tyłu i
spoglądając na wręcz sapiącą ze złości Hakaze. Jej twarz przybrała odcień
purpury i Liv przeszło przez myśl, że nie chciałaby żeby dostała z tego
wszystkiego zawału. Co jak co, ale jednak nie życzyła kunoichi źle.
— Załatwię to
sposobem —warknęła cicho, szybko obracając się na pięcie i ruszyła energicznym
krokiem w stronę siedziby klanu Uchiha.
— Życzę
szczęścia — zawołała za nią Senju, leniwie podnosząc się z ławki. Cóż, poniekąd
była ciekawa na jaki genialny pomysł wpadnie Hakaze, ale z góry wyrokowała mu
niepowodzenie. Tylko Amai albo Itachi mogli zerwać ten układ, a na to się nie
zanosiło.
***
Amai z jękiem
opadła na ławkę pod ścianą rezydencji, ukrywając twarz w dłoniach. Mijał już
ponad miesiąc odkąd przeprowadziła się z Iwy do Konohy, a wciąż czuła się w
wiosce nieswojo. Ciężko mieszkało się pod jednym dachem z ludźmi pokroju
Uchiha. Z tego co zauważyła to ten klan charakteryzował się wyjątkową
małomównością. Zupełnie jakby każde słowo było na wagę złota. Amai nie
potrafiła się przyzwyczaić do takiego otoczenia.
W ojczyźnie
miała mnóstwo przyjaciół i pracę w sierocińcu, a tu nudziła się jak mops. Owszem,
aby nie zwariować pomagała mamie Itachiego w kuchni i w prowadzeniu domu, ale
tym nie dawała rady zapełnić w całości wolnego czasu. Dlatego lwią jego część
spędzała na samotnych spacerach oraz zwiedzaniu terenów osady. Nie mogła nie
przyznać, że Itachi jako dobrze wychowany mężczyzna zawsze proponował jej
towarzystwo, jednak wolała chodzić sama. Już dawno zrezygnowała z prób dotarcia
do przyszłego męża, a jego milcząca i chłodna obecność na dłuższą metę bywała
męcząca.
Biorąc głęboki,
uspakajający oddech podniosła wzrok na werandę rezydencji. Bez zdziwienia
odnotowała na niej obecność Itachiego, który — jak zwykle — dzierżył na
kolanach rozwinięty zwój. Rozłożony na niskich schodkach, w pełnym skupieniu
pochylał się nad papierem, co chwilę stawiając na nim jakieś znaki. To takiego właśnie
najczęściej go widziała. Skoncentrowanego przede wszystkim na pracy.
***
Liv z
westchnieniem opadła na posłanie, zagapiając się na biały sufit. Dopiero teraz
wróciła ze spotkania z Hokage na które zostali wezwani wszyscy Jounini nadzorujący
drużyny geninów. Śledząc wzrokiem spacerującą po tynku muchę rozmyślała nad
nietypowym przyśpieszeniem egzaminu. Cóż, poniekąd rozumiała, że ten turniej
był swego rodzaju rozrywką dla Władców Feudalnych, ale żeby przez złą wróżbę
przekładać widowisko o trzy miesiące? To już szczyt. Doprawdy szczerze się
zdziwiła, że pięciu Kage przystało na te zmiany. Przecież w ten sposób,
uczestnicy zostali ograbieni z lwiej części czasu na treningi i przygotowania.
Mruknęła cicho, przekręcając się na bok i przenosząc spojrzenie za okno. Z tej
pozycji miała widok jedynie na czubki drzew, odcinające się niewyraźnie na tle
ciemnego nieba. Spod rzęs patrzyła jak się odginają pod wpływem wiejącego
wiatru i przeszło jej przez myśl, że prawdopodobnie zbliżała się burza. Dało
się to wyczuć w powietrzu.
Wciąż miała w
pamięci niedowierzające spojrzenia innych opiekunów grup, gdy na specjalnie
zwołanym zebraniu Piąta ogłaszała nowy termin egzaminu. W pomieszczeniu
momentalnie zaległa dzwoniąca w uszach cisza, a na wielu twarzach odmalowało
się niedowierzanie. Wszystkie oczy skupiły się na twarzy Hokage, jakby
oczekując, że to jakiś żart przełożonej. Dopiero poważna mina Tsunade upewniła
ich w przekonaniu, że jednak się nie przesłyszeli. Nikt się nie odezwał nawet
słowem, ale dało się wyczuć panujące w szeregach jouninów niezadowolenie.
Senju wiedziała,
że nikt nie miał prawa dyskutować z rozporządzeniami władzy, ale takie
przyśpieszenie nikomu nie wyjdzie na dobre. Uczestnicy nie dadzą rady
zaprezentować wysokiego poziomu, a przez to stworzyć interesującego widowiska,
a przecież o to głównie chodziło Władcom. Oficjalna wersja zakładała
zacieśnianie więzi pomiędzy krajami, ale i tak wszyscy wiedzieli jak miała się
prawda. Owszem, chciano sprawdzić siłę militarną Wiosek. Wiadomo kto
potężniejszy ten dostaje więcej zleceń, ale to hazard stanowiły główną
podwalinę tej imprezy. Od zawsze to pieniądz rządził światem i w tym wypadku
nie było inaczej. Na porządku dziennym obstawiano faworytów imprezy, a cel
główny egzaminu schodził na dalszy plan. Wyłonienie genina godnego noszenia
rangi chuunina przegrywało z chęcią wzbogacenia się i pogrążenia rywali. Oczywiście
„oficjalnie” możnowładcy nie brali udziału w takich plebejskich zabawach, ale
mieli od tego swoich ludzi. Ktoś w ich imieniu obstawiał zakłady, a oni
pozostawali „czyści” w oczach społeczeństwa. Nieraz dochodziło do prób
manipulacji oraz zastraszania zawodników, aby dali konkretnemu uczestnikowi zwyciężyć.
Liv jakoś nie wierzyła, że tym razem będzie inaczej. Jednak decyzja została
podjęta, a im pozostało się tylko dostosować. Z tą myślą, Senju naciągnęła na
siebie koc i zamknęła oczy.
Nie wiedziała
ile czasu spała, ale obudziło ją dziwne uczucie bycia obserwowaną. Nie
zastanawiając się nawet chwili błyskawicznie otworzyła powieki chwytając za
ukryty pod poduszką kunai i już przyciskała go do gardła przewróconego na plecy
intruza. Całkiem rozbudzona wpatrywała się wrogo w tkwiącego w bezruchu
mężczyznę i dopiero wtedy rozpoznała z kim ma do czynienia. Jęknęła cicho na
widok rozbawionych niebieskich oczu, które błyszczały radośnie zza maski sowy.
— Sam, dlaczego
ty zawsze wybierasz takie nietypowe pory i metody spotkania? — mruknęła
niewyraźnie, schodząc z bioder powalonego przyjaciela oraz przecierając twarz.
Mamrotając barwne przekleństwa odnalazła stojącą przy łóżku lampkę, zaraz
zapalając światło.
— Ćwiczę twój
naturalny instynkt — rzucił ze śmiechem, zdejmując kamuflaż Skrytobójcy.
Podparł się na łokciach, przyglądając się badawczo Liv. — Nie chcę nic mówić,
ale chyba się ostatnio odrobinę stępił. Do tej pory twój kunai witał mnie w
progu mieszkania, a dziś zdołałem dotrzeć aż nad ciebie.
— Każdy może
mieć gorszy dzień — wyjaśniła, zaraz uśmiechając się złośliwie. — Jednak,
jakbyś był bardziej spostrzegawczy to zauważyłbyś, że w razie czego żywy nie
wyjdziesz. — Dostrzegając jego uniesione pytająco brwi bez słowa wskazała na migoczącą
barierę odcinającą mu drogę ucieczki. Samon aż sapnął urywanie, szybko
rozpoznając z czym ma do czynienia.
— Wpakowałaś
mnie w Shippū Jinrai*? Serio? — Mężczyzna momentalnie się spiął i aż wypuścił z
ulgą powietrze, kiedy Liv anulowała jutsu. Cholera, prawie całkiem mu umknęło,
że opanowała tę technikę. To aż przerażające, że do jej wykonywania normalnie
potrzeba czterech użytkowników, a ona bez wysiłku robiła to sama. Oddychając uspokajająco podniósł się z ziemi i człapiąc do kuchni otarł wilgotne czoło.
Prawie zapomniał, że Senju nie bawiła się w półśrodki.
— Ależ nie
krępuj się — burknęła idąc za nim i obserwując jak wyciąga z lodówki wodę
mineralną. Opierając się o futrynę patrzyła jak w ogóle nieskrępowany tą uwagą
pije z prosto z opakowania, a później chowa je z powrotem do chłodziarki. —
Powiesz mi po co przyszedłeś?
— Z
odwiedzinami.
— Jasne, a tak
naprawdę?
— Doszły mnie
ciekawe plotki — zaczął spokojnym tonem, podchodząc do stołu i opadając na
wysunięte krzesło. Kiwnął zapraszająco na Liv, wskazując by siadła naprzeciwko,
a gdy to zrobiła, kontynuował: — Twój uczeń, Yuchiro, pochodzi z tej osady
górniczej na południu Kraju Ognia, nie?
— Zgadza się.
Tej w której wybuchła kopalnia — przyznała marszcząc brwi i dumając do czego
zmierza ta rozmowa. Z tego co się orientowała to większość mieszkańców musiała
opuścić swoje domy przez rozprzestrzenienie się ognia w głównej żyle pokładów
węgla, która w części przebiegała pod miastem. Ci co nie zginęli od wybuchu
zostali zmuszeni do wyprowadzki. Niedługo później całą okolicę strawiła pożoga
i tylko dzięki postawionej barierze ziemnej nie rozprzestrzeniała się na dalsze
tereny. Ogień płonie po dziś, a znajdujące się pod ziemią zasoby są tak duże,
że prawdopodobnie upłynie jeszcze kilkadziesiąt lat zanim całkiem się wypalą.
— Do tej pory
całe do zajście uważano za nieszczęśliwy wypadek, ale wygląda na to, że
wypadkiem wcale nie było.
— Co chcesz
przez to powiedzieć?
— Po ucieczce
Danzo w siedzibie Korzenia natknęliśmy się na ciekawe dokumenty.
— Mianowicie?
Samon, przestań przeciągać i mów wreszcie o co chodzi.
— Wygląda na to,
że właściciel złóż wszedł w zatarg z pewną grupą przestępczą i to był akt
zemsty za niezapłacenie haraczu.
— Doprowadzili
do katastrofy naturalnej przez pieniądze? — Liv aż sapnęła ze zgrozą na samą
myśl o takiej tragedii. Wprost nie dowierzała, że ktoś mógłby się posunąć do
czegoś takiego. Przez chęć wzbogacenia się zginęło kilkadziesiąt osób, a reszta
musiała uciekać porzucając dorobek całego życia. Co się działo z tym światem.
Kiedy w miarę ochłonęła, podniosła wzrok na milczącego przyjaciela. — No, a co z
tą grupą? Rozumiem, że podopieczni Shimury śledzili ich dalsze działania.
— Owszem, ale
zaraz po tym wydarzeniu jakby rozmyli się w powietrzu.
— Czyli uniknęli
kary — podsumowała chłodno, przymykając powieki i pocierając grzbiet nosa.
Czuła się przytłoczona uzyskanymi informacjami, ale to w dalszym ciągu nie
wyjaśniało dlaczego Samon mówił o tym właśnie teraz.
— Tak, ale jest
jeszcze coś. Ta szajka postępowała według pewnego charakterystycznego schematu.
Najpierw szantaż, później groźby, następnie spełnienie pogróżek. I kara zawsze
taka sama. Podłożenie ognia, nigdy inaczej — wyjaśnił, zakładając nogę na nogę
i stukając palcami o blat. — Nie obiło
ci się o uszy nic o podłożeniach ognia na terenie Kraju Rzek?
— Coś tam
słyszałam… — przyznała w zamyśleniu, powoli rozumiejąc do czego zmierzał
przyjaciel.
— No to dodaj do
tego, że tam jest kopalnia złota.
— Myślisz, że to
oni?
— Jeszcze
pytasz?
Liv ze
zmarszczonymi brwiami, analizowała słowa przyjaciela i kiedy przyszło olśnienie
aż poderwała się z krzesła, przewracając je z hukiem. Dopiero teraz wszystko
układało się w jedną logiczną całość. Nietypowe zachowanie Yuchiro idealnie
pokrywało się z rozpoczęciem nowych podpaleń.
—
Cholera, on wie.
—
Prawdopodobnie.
***
Liv
z zamyśleniem odgarnęła wpadającą do oczu grzywkę, otwierając bramę pola
treningowego. Wlekąc nogę za nogą szła niczym skazaniec na egzekucję, co trochę
ziewając z niewyspania. Przez pół nocy analizowała otrzymane informacje od
Samona, zastanawiając się jak rozegrać zaistniałą sytuację. Niestety każde z
możliwych rozwiązań nie należało do doskonałych, a ona nie mogła sobie pozwolić
na jakikolwiek błąd. Jedno nieprzemyślane zdanie, a Yuchiro szybko domyśli się
podstępu. Grać w otwarte karty też nie miała prawa, ponieważ wszelkie wzmianki
na temat wydarzeń w jego osadzie zostały utajnione. I tak źle i tak niedobrze.
Wzdychając
ciężko podniosła wzrok na czekających uczniów. Stali pod drzewem o czymś żywo
rozmawiając. Precyzując to Shion i Zaku dyskutowali zawzięcie, a Yuchiro
opierał się o pień ignorując towarzyszy. Dziewczyna pokazywała coś na
przedramieniu, wyjątkowo zaintrygowanemu Zaku. Chłopak wręcz z namaszczeniem
dotykał tego miejsca, a oczy błyszczały mu niczym gwiazdy. Na ten widok, brew
Liv błyskawicznie powędrowała w górę, gdy zastanawiała się o co chodzi.
Wszystko się wyjaśniło kiedy podeszła bliżej. Tym co tak się spodobało geninowi
okazało się specjalne urządzenie do wstrzeliwania zatrutych igieł. Szybko się
domyśliła, że Shizune poleciła młodej kunoichi ten zakup, ponieważ sama
posiadała identyczny sprzęt.
Liv aż
przewróciła oczami, gdy Zaku ułożył usta w dziób wyraźnie naburmuszony, że sam
nie ma takiej zabawki. Rozbawiona tym dziecinnym zachowaniem, przeniosła
spojrzenie na stojącego odrobinę dalej Yuchiro. Widać było, że w ogóle nie
słucha towarzyszy zbyt skupiony na własnych myślach. Wzrokiem śledził
przemieszczające się chmury, podczas przewracania w dłoniach ochraniacza z
symbolem Konohy. Z mimiki jego twarzy, Liv nie potrafiła nic wyczytać i z
konsternacją pomyślała, że uczeń adoptuje nie tylko techniki Sama, ale i
umiejętność ukrywania emocji. W końcu głównie to cechowało najlepszych ANBU, a
przyjaciel Liv należał do tego grona.
Przymknęła na
moment powieki, oddychając głębiej. Postanowiła darować sobie wypytywanie.
Wyciąganie na siłę informacji z genina wiązałoby się z rozdrapywaniem starych
ran, a tego chciała mu oszczędzić. Tym bardziej jeżeli wiedział, że za zniszczenie
jego domu odpowiadał gang to to w pełni wyjaśniało zmianę zachowania. Każdy
czułby się nieswojo ze świadomością, że taka organizacja wciąż jest na
wolności. Zdecydowała, że jak tylko pozna więcej szczegółów na temat
planowanych ruchów Konohy względem tej grupy, to porozmawia z chłopakiem na
poważnie.
Liv pocieszał
fakt, że Yuchiro nie należał do osób mściwych oraz zawistnych. Raczej nie
musiała się martwić, że będzie szukał zemsty. Jednak — nauczona doświadczeniem
— postanowiła na wszelki wypadek baczniej go obserwować. Czasem cicha woda
brzegi rwie, a ona by sobie nie wybaczyła gdyby przeoczyła jakieś symptomy
zwiastujące rozpoczęcie działań odwetowych.
W końcu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńNa trochę bardziej rozbudowany komentarz będziesz musiała poczekać do jutra, ponieważ padam na nos i już nie myślę o tej porze.
Czekam z niecierpliwością na właściwy komentarz :"D.
UsuńOk, jestem wkurzona, bo usunął mi się komentarz, a byłam prawie przy końcu. Spróbuję go odtworzyć, ale mogę o czymś zapomnieć. Po moich dziwnych przygodach i okropnym dniu, postanowiłam się ogarnąć i stworzyć w miarę ogarnięty komentarz. Serce mi krwawi, że w tym rozdziale nie pojawił się Shisui ani Kazama (tak mu było, nie? ciągle mi się myli z Kuramą). Liczyłam na to, że pierwszy z panów podejmie kroki co do swojej obietnicy w poprzedniej notce. Miałam straszne nadzieje co do tego, ale trudno. Jestem też ciekawa jak pan ludzi-be-demony-górą zareaguje na to, co wydarzyło się między Liv a Itachim. Fajnie, że w końcu pojawiła się Hakaze. Dawno jej nie było. Jestem ciekawa co wymyśli. Dziwne, że czerwonowłosa nie chciała jej pomóc. Chociaż z drugiej strony gdyby im się udało i wszystko wyszło na jaw, cała wioska dowiedziałaby się o łączącym ją uczuciu. Ale nikt nie zabroni jej chyba kibicować jej w myślach. Nadal jakoś nie żywię sympatii do Amai. Wydaje mi się taka sztuczna i przeidealizowana. Skoro zachowanie jej przyszłego męża sprawia jej przykrość, powinna mu o tym powiedzieć. Albo nie wiem, porozmawiać z Mikoto albo Shuisuim. Bo Fugaku to chyba nie zna?Niechętnie to mówię, ale powinna spróbować zbliżyć się do swojego narzeczonego. Co prawda, jego serce jest już zajęte, ale mogą się przecież przyjaźnić. Zaciekawił mnie wątek ze zniszczeniem rodzinnej wioski ucznia Liv i jego dziwnym zachowaniu. Nie podoba mi się ten koleś z Kumo. Co go obchodzi sekret Liv? Każdy ma swoje tajemnice. Danzo to szuja i powinno się go dawno temu pozbyć. Miło, że Sam wrócił. W zasdzie jest chyba jedynym przyjacielem czerwonowłosej. Swoją drogą ciekawe z kim była w drużynie i kto był jej sensei 'em. I nadal nie pojawił się wątek z jej rodziną. Jasne, może jej ojciec był dla niej surowy, bo chciał dla niej dobrze czy coś, ale ja nadal za nim nie przepadam. Ale chciałabym chyba wiedzieć co się z nim stało. I co ze smoczym chowańcem czerwonowłosej. Wymieniła go na wilka? W ogóle to oburzające, że notka jest taka krótka, biorąc pod uwagę ile kazałaś czekać na nią swoim fanom. Rozumiem, że miałaś problemy techniczne, więc tym razem wybaczam :P Wiesz jak ja się poświęcam, żeby przeczytać Twoją notkę? Specjalnie wstałam o 5.45 (co prawda miała być 5.15, ale nie wyszło)
UsuńI mam takie pytanie poboczne, nie związane z Twoim opowiadaniem. Moja koleżanka chce spróbować wrócić do pisania i obiecałam jej pomóc. Ona para się fantastyką i potrzebuje kogoś, kto umiałby zrobić dla niej kilka zdjęć bohaterów. Znasz kogoś takiego lub sama umiesz to zrobić? Przewertowałyśmy deviantart i google grafika, ale nie znalazłyśmy nic odpowiedniego. Ona powoli się zniechęca, a ja lubię czytać jej opowiadania.
Pozdrawiam,
Yuzuki
Heh, kasowanie się komentarzy… uwierz, znam ten ból. Dlatego zawsze piszę wszystko w Wordzie. Takie małe zabezpieczenie, a i przy okazji człowiek unika byków XD. Jednak dziękuję, że nie odpuściłaś tylko odtworzyłaś opinię.
UsuńSzybko śpieszę pocieszać Twoje serduszko. Otóż już niedługo, a w następnym rozdziale pojawi się więcej ludziów^^. O Kazamę i Shisuiego się nie bój. Oni również przybędą. Co prawda w ilości jeszcze nie wiem jakiej, ale ważne że są. Ogólnie będzie się działo, oraz trafią do Was kolejne fakty, wyjaśnienia itd.
Rozwaliłaś mnie zupełnie. Ludzie-be-demony-górą to zrobiło mi dzień. Chociaż nie mam pojęcia dlaczego skojarzyło mi się z …-demony-cacy XD. I tak po namysłach, stwierdzam, że idealnie podsumowuje Kazamę i jego poglądy.
Co do Twojej reakcji na Amai. Dziewczyna może i by się pożaliła, ale tylko Shisuiemu albo Liv. Jednak, nie zapominajmy, że to dusza-człowiek więc nie chce robić niepotrzebnych problemów. I tak to tłumi w sobie, ale… huehuehue, takie wyobcowanie sprawia, że jest wyjątkowo podatna na coś co knuję. Dobrze jest, nie trza psuć.
Z panem z Kumo to głębsza filozofia jest, ale nic nie zdradzę na razie <3. Raduje mnie Twoja ciekawość przeszłości Liv. Postaram się to uzupełnić, bo przyznam, że bawet ostatnio dumałam kto mógłby być mistrzem Senju. Dumałam, dumałam, i wydumałam! Tak więc się dowiesz :”D.
Rodzina, smok już przed Tobą. Tym bardziej, że wreszcie wymyśliłam jak to połączyć. Staram się żeby ten fik miał jako taki sens i dlatego każdy wątek staram się przekminiać na wszystkie strony, co by nie napieprzyć niewypałów.
Och, widzę wyrozumiałość! Boru, boru… już myślałam, że wszyscy czytelnicy są jej pozbawieni XD. Miła niespodzianka. I podziwiam za wytrwałość. Ja jestem leniuchem i śpiochem, więc wstawanie o tak nieboskiej godzinie to dla mnie największa karą z możliwych. Tak więc przyjmij moje ukłony za determinację^^.
Co do Twojego pytania to niestety nie potrafię pomóc. Nie znam nikogo kto mógłby się podjąć stworzenia całej postaci (ciężko nawet o chętnych do zmienienia kolorów w zdjęciach, wiem bo rozpatruję odświeżenie szablonu i pytałam). Sama jestem kaleką rysowniczą posługującą się paintem na poziomie pięciolatka. No cóż, ołówek bardziej mnie lubi ale i tak szału nie ma. Wierzę jednak, że uda Wam się kogoś znaleźć. Moim zdaniem powinniście popytać w szabloniarniach, albo odwiedzić blogi graficzne. Ewentualnie przydybać kogoś na deviantarcie, może ktoś podejmie się wyzwania.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko. Trzymam kciuki za powodzenie Waszych poszukiwań.
Ojejć, ten fanklub Itasia z Hakaze na czele jest przezabawny ;) jestem ciekawa jak ona chce udaremnić matrymonialne planu pana Fughaku. Może wymyśli coś ciekawego? A tak w ogóle coraz bardziej współczuję Amai, takie ciche dni w obcym domu, z narzeczonym, który konsekwentnie ją ignoruje i bandą wkurzonych fanek Itachiego, to musi być okropne. Ten wątek z Yuichiro szukającym zemsty może się bardzo rożnie skończyć :) może uczeń Liv wpakuje się w kłopoty i Senju będzie potrzebowała pomocy Itachiego żeby go uratować? Przy okazji może się wreszcie dogadają, Uchiha zerwie zaręczyny i Happy End? Albo w trakcie egzaminu na chunina wszyscy znajda się na skraju śmierci i będzie trzeba ocalić świat (no i Liv przy okazji przegra pensję na tych zakładach)?
OdpowiedzUsuńW ogóle to szkoda że nie ma w tym rozdziale Shisuia i jego niecnych intryg :)
Mam kilka teorii odnośnie przyszłych wydarzeń, ale lepiej sobie daruje wypisywanie tych co ciekawszych :) jeszcze to przeczytasz, umrzesz ze śmiechu i klops. Historia utknie w martwym punkcie a dusze fanów zostaną przeklęte na wieki... Straszne.
Ogólnie to czekam na kolejny rozdział. Skoro już masz gotowe fragmenty, to może jakoś szybciej? Nooo (robi maślane oczka) proooszeee...
Powodzenia i weny życzę
No powiem szczerze, że położenie Amai nie jest za wesołe. W każdym razie nie łatwe dla takiej otwartej i kontaktowej osoby jak ona. Jednak kto twierdził, że życie jest łatwe?
UsuńPowiem tak, co do postaci Yuchiro mam wielki plan. I o ile go nie zniszczę denną realizacją to powinno być dobrze xD.
Ej, ale ja lubię czytać o Waszych domysłach, więc się absolutnie nie krępuj :"D. igdy nie wiadomo co mnie może nawenować na pisanie.
Ja wiedziałam, że Shisui skradnie to opowiadanie! Nie jest dobrze, że zamiast pytać o głównego bohatera to Wy skupiacie się na pobocznym XD. Itachi musi się jakoś odkuć^^.
Co do szybkości następnej publikacji... o ile nic nowego nie przyjdzie mi do głowy to raczej powinna być szybciej. Przynajmniej taki jest plan na dziś i mam nadzieję, że się nie zmieni. Trzymaj kciuki.
Dziękuję za komentarz oraz pozdrawiam cieplutko.
No ale Shisui jest uroczy :)
UsuńTak w ogóle to zastanawiam się co się w tym wszystkim dzieje z Sasuke, niby on gdzieś tam jest, ale jakoś tak co najwyżej w tle. Pomyślałam ostatnio nad nowym rozwiązaniem problemu istnienia Amai i własnie znalazłam odpowiedź. Sasuke! Wystarczy ją wyswatać z Sasuke! Jestem genialna! Pan Fughaku będzie miał dobrą synową, Amai szczęśliwa, Itaś wolny (i Shisui też wolny :)). Uchiha i tak się będzie musiał sporo płaszczyć żeby wrócić u Senju do łask, ale przy odrobinie szczęścia da radę. Świetny pomysł, co nie?
Ewentualnie gdzieś jeszcze się może wplątać Kazama, żeby drań Itachi nie miał za łatwo :)
Przyznaję, Shisui ma to COŚ. Co do Twojej propozycji rozwiązania problemu z Amai... pomysł całkiem przyzwoity, bo rzeczywiście wszystko zostałoby w rodzinie i nie byłoby powodów do jakichkolwiek roszczeń czy cóś ze strony Iwy, ale nie do zrealizowania. Niestety w moich planach Sasuke ma sobie pomykać w tle, wolny niczym ptak. Zajmujący się treningami, rywalizacją z Naruto i jeszcze raz treningami. Tym sposobem, chłopak nie ma czasu na romans XD.
UsuńA Kazama się wpląta, a co Ty myślisz. Cholera, nawet mu dam swoje pięć minut! Co facetowi będę żałować. Niech ma i się cieszy:”D.
Mam rozwiązanie problemu Amai! mogę ją od Itachiego wziąć :D
OdpowiedzUsuńCzyżby Amai miała branie? Huehuehue... przypuszczam, że Uchiha by Ci ją jeszcze zapakował w ozdobny papier, o ile nie kolidowałoby to z bezpieczeństwem Konohy XD.
UsuńJesteś niezwykle pomysłową pisarką. Bez przerwy zaskakujesz nas nowymi faktami, nowymi wydarzeniami, nowymi pomysłami należącymi do bohaterów. Czasami odczuwam myśl, że przestanę to pojmować.. a czułabym wobec siebie niechęc w takim momencie. ;)
OdpowiedzUsuńItachi i jego fanki potrafią zadziałać na nerwach i to w zupełnie negatywny sposób. Amai wydaje się skrzywdzona w tym wszystkim najbardziej.. taka niezzrozumiana, niedoceniona.
A co z Sasuke? Hm? Czekam na następny!
Pozdrawiam. ;)
Pomysłowość to jeden z moich darów, a jednocześnie przekleństw. Zbyt radośnie tworzę nowe wątki i zamiast zamknąć się — dajmy na to — w dziesięciu rozdziałach to ich ilość mi się dwoi. Jednak, jak widzę dotrzymywanie mi tempa idzie Wam bardzo dobrze, więc jestem spokojna^^.
UsuńItachi w sumie sam naważył sobie piwa, bo mógł nie zaczynać czegoś skoro wiedział o planach klanu. W sumie jego decyzje skrzywdziły masę osób, w tym jego, ale wierzmy ambitnie, że ma jakiś głębszy pomysł na rozwiązanie tej sytuacji XD.
Co z Sasuke? A biega i trenuje z Naruto do upadłego, mając głęboko w poważaniu całą żeńską część Konohy, zbyt zajęty doskonaleniem swojego jutsu. Jednym słowem wszystko w normie. Tadam! Tak w skrócie^^.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :3.
Ja to jestem uzależniona od tej historii no ! <3
OdpowiedzUsuńCzasem nie idź na detoks! Takie nałogi są mile widziane (zwłaszcza przez nas, autorów^^). Tak więc, Ty się uzależniaj, a ja dostarczę towaru :"D.
Usuń