29.04.2015

XXXIX CZASEM NIEWIEDZA JEST BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM DLA DUSZY



Patrzcie i radujcie się! Nowy rozdział na który nie trzeba było tak długo czekać! Mam nadzieję, że się ucieszycie i dacie to odczuć w komentarzach, co? Teraz wracając do konkretów… nie sprawdzane przez nikogo, tak więc mogą latać jakieś cudeńka po tekście. Starałam się go odrobinę przefiltrować, ale wiecie jak jest. Samemu ciężko dostrzec własne błędy. Dziękuję za Wasze wpisy pod poprzednim rozdziałem, Jesteście kochani :3.
Dobra, tyle jeżeli chodzi o przedmowę, teraz biorę się za zaległości w pracy XD.

Ach, i ten wpis dedykuję mojej pomocnicy Fani. Wiem jaką masz alergię do hetero, ale nie było tak źle, co? Dziękuję za pomoc przy burzy mózgów :”D.


***

Hiashi Hyuuga ze zmarszczonymi brwiami powoli wkraczał na posesję Senju, zastanawiając się skąd przyjacielowi przyszło do głowy, aby zapraszać go o tak dziwnej porze. Dochodziła już północ i każdy normalny człowiek o tej godzinie spał, zamiast łazić po osadzie. Niestety jego ten przywilej ominął szerokim łukiem i to za sprawą Kamiramy. Nie rozumiał cóż takiego pilnego miał z nim do omówienia Senju, że aż wyrwał go z ciepłego łóżka.
Odetchnął głębiej poprawiając rękawy yukaty, w międzyczasie zerkając na rezydencję. Noc należała do wyjątkowo ciepłych jak na tę porę roku, niezakłócana nawet najmniejszym wiatrem. Zewsząd otaczała go całkowita cisza, jedynie od czasu do czasu zaburzana przez pojedyncze cykanie owadów. Bezszelestnie stąpając po drewnianych alejkach, zmierzał w kierunku wejścia, próbując odgadnąć powód spotkania. Nie przychodziła mu do głowy żadna ważna sprawa, którą powinni omówić.
— Witaj, Hiashi. — Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem, ukazując stojącego w progu Kamiramę. Gestem zaprosił Hyuugę do środka, zaraz robiąc mu przejście. — Zapraszam.
            Mężczyzna bez słowa wkroczył do przedsionka, po chwili ruszając za gospodarzem w głąb domu. W skupieniu analizował mowę ciała idącego przed nim Senju, ale nic nie potrafił wyczytać. Wyglądał na rozluźnionego, może odrobinę zamyślonego ale jednak spokojnego. No cóż, to się nijak miało z początkową teorią. Z racji nietypowej pory spodziewał się czegoś  na poziomie zamachu stanu, a tu patrząc po zachowaniu Kamiramy raczej można było to wykluczyć.
            Szum odsuwanych drzwi wyrwał Hiashiego z rozmyślań, a jego oczom ukazał się pogrążony w nikłym świetle gabinet. Jedynymi źródłami jako takiego światła stanowił rozpalony w rogu pomieszczenia kominek, oraz stojąca na biurku lampa. Całkowicie zignorował resztę wyposażenia z racji tego, że już kiedyś miał okazję się jej przyjrzeć z bliska. Wiedział, że na ścianach wiszą interesujące obrazy z życia pierwszych Hokage, a po prawej stronie od nich stała sporych rozmiarów biblioteczka, którą rozważał zgłębić. Oczywiście za zgodą jej właściciela. Usiadł na wskazanej przez przyjaciela kanapie, z lekkim drgnieniem brwi odnotowując jak sam zajmuje miejsce w fotelu naprzeciwko. Skoro Senju zrezygnował z służbowego i reprezentatywnego krzesła za biurkiem, wniosek nasuwał się jeden, sprawa dotyczyła strefy prywatnej.
Hyuuga poczuł się odrobinę zaintrygowany stworzoną przez Kamiramę atmosferą do rozmowy. Co potrzebowało takiej tajemniczej otoczki? Dlaczego spotykali się po zmroku zamiast załatwić tę rozmowę w dzień jak cywilizowani ludzie? Późna godzina przywodziła na myśl spiskowanie, ale obaj byli ostatnimi osobami jakie mogłyby knuć cokolwiek przeciwko władzy Konohy. W milczeniu się zastanawiał czy powinien przez chwilę pobawić się w uprzejmości, czy po prostu prosić o przejście do sedna. Cóż, pochodził z Hyuuga, a jego klan preferował jasne sytuacje.
— Kamiramo, cóż jest powodem tak późnego wezwania? — Odebrał podawane naczynie, po czym uśmiechnął się ironicznie spoglądając na towarzysza znad kieliszka. Szykowała się grubsza sprawa, skoro raczej stroniący od alkoholu mężczyzna postanowił włączyć go do tego dziwnego rytuału. — Śmiem wątpić abyś nagle zaczął pałać miłością do napojów wyskokowych i wspaniałomyślnie postanowiłeś mnie o tym poinformować.
— Hiashi, nigdy nie prosiłem cię o przysługę — zaczął Senju, wychylając się z fotela oraz polewając hojnie sake przyjacielowi. Z cichym stukotem odstawił buteleczkę na niewielki stolik, opierając się o zagłówek i czujnie obserwując rozmówce. — Aż do dziś.
— Mów.
— Sprawa jest dla mnie bardzo ważna. Wiem, że masz dużo obowiązków z racji bycia głową klanu, a do tego wszystkiego rodzina. Jednak zdaję sobie sprawę, że do tego zadania nie znajdę nikogo lepszego od ciebie. — Kamirama utkwił wzrok w niewzruszonej twarzy Hyuugi, gdy ten powoli sączył trzymany trunek. Ze spokojem słuchał słów gospodarza, nawet jednym drgnięciem mięśnia nie zdradzając myśli na temat tego wstępu. — Potrzebuję kogoś z twoim doświadczeniem, umiejętnościami, i przyznaję, że twoje Kekkei genkai również znacznie wpłynęło na decyzję o skierowaniu prośby właśnie do ciebie, Hiashi.
— Kamiramo, do rzeczy — ponaglił Hyuuga z chłodem, podsuwając gospodarzowi puste naczynie. — Nie mam całej nocy.
— Jak sobie życzysz — przytaknął Senju, szybko uzupełniając kieliszek. Odczekał aż gość upije pierwszy łyk, po czym rzucił: — Chcę żebyś zgodził się zostać Jouninem prowadzącym dla drużyny mojej córki.
Słysząc tę niespodziewaną prośbę, Hiashi aż zakrztusił się sake. Błyskawicznie zasłonił dłonią usta, desperacko walcząc o przywrócenie normalnego oddechu. Gdy wreszcie sytuacja została opanowana, podniósł wzrok na czekającego na odpowiedź przyjaciela.
— Słucham? — Zapytał z niedowierzaniem, zbyt wyprowadzony z równowagi aby utrzymać na twarzy pełnie opanowania. Wprost nie potrafił uwierzyć, że Kamirama znając jego stosunek do dzieci — mianowicie tolerował tylko te ze swojego klanu, a to i tak w nikłym stopniu — chciał żeby zajął się grupką smarkaczy. Niedorzeczność.
— Hiashi, sam wiesz jak wygląda sytuacja. — Senju westchnął głęboko, z rezygnacją przeczesując białe włosy. — Znasz pochodzenie Liv, a taką wiedzą dysponują nieliczni w Konoha i to z najbliższego otoczenia Hokage. Byłoby wysoce niewskazane, gdyby w sprawę zostały wtajemniczone kolejne osoby. Trzeci się ze mną zgodził.
Hyuuga zacisnął mocnej szczęki na wieść, że w tę prośbę angażował się również Sarutobi. Tym sposobem został postawiony praktycznie pod ścianą, bez możliwości odmowy. Wszystko odbyło się po cichu za zamkniętymi drzwiami, podczas gdy on nie miał nawet pojęcia, że ważą się jego losy. Jeżeli Kamirama uzyskał poparcie głowy wioski to w zasadzie zgoda była już tylko formalnością.
— Razem z Trzecim długo debatowaliśmy, kto powinien objąć to stanowisko. Teoretycznie najprostszym rozwiązaniem byłoby poddanie jej nauczaniu indywidualnemu, ale to z pewnością wzbudziłoby ciekawość otoczenia. Oczywiście Danzo od razu zgłosił się na ochotnika aby wziąć ją pod swoje skrzydła i wciągnąć do Korzeni, ale znasz moje zdanie o nim oraz tej całej organizacji.
Hiashi doskonale rozumiał obiekcje przyjaciela. Nikt świadomy metod tego mężczyzny nie oddałby dziecka w jego ręce. Tym bardziej wiedząc, że ten człowiek nie zawahał się nałożyć swoim podwładnym przeklętej pieczęci aby ochronić własne tajemnice, co w rozumowaniu przeciętnego shinobi było nie do przyjęcia. Jednak na nim to nie robiło specjalnego wrażenia. W końcu sam stosował podobną technikę i nie miał oporów do pieczętowania  mocy członków klanu z linii pobocznej. Jakby się zastanowić to ta stosowana przez Hyuuga należała do znacznie gorszych. Technika Shimury powodowała paraliż, natomiast ich rodzinna zmuszała do bezwzględnego posłuszeństwa linii głównej. Za jej pomocą można było zniszczyć komórki mózgu człowieka, a nawet zabić.
— Kiedy już myśleliśmy, że Konoha nie dysponuje nikim kto mógłby podołać temu zadaniu, nagle mnie olśniło. Przecież ty, jako najpotężniejszy użytkownik Byakugana jesteś idealnym kandydatem. — Z tymi słowami Kamirama podniósł się z fotela i podszedł do kominka. Przez dłuższy moment obserwował żarzące się palenisko, po czym kucnął i dorzucił kilka drew rozniecając ponowny płomień. — Jednak, z racji tego jakie masz obowiązki wobec rodu oraz świadomość, że twoja żona oczekuje w najbliższym czasie dziecka, sprawia, że zrozumiem jeśli odmówisz.
— Stawiasz mnie w niezwykle trudnej sytuacji, Kamiramo — westchnął Hyuuga, stanowczo odstawiając czarkę. Potrzebował jasnego umysłu, aby przetrawić propozycję Senju. Nie miał złudzeń, że Trzeci nie został poinformowany o tym pomyśle. W innym wypadku ta rozmowa nie miałaby nawet miejsca. Hiruzen musiał dać błogosławieństwo stojącemu przed nim mężczyźnie, a skoro tak to nie mógł odmówić. Dumając nad sposobem najgodniejszego przekazania swojej zgody — w końcu nie wypadało, aby ktoś o tak wysokiej pozycji społecznej i randze, zgadzał się na coś prosto z marszu — podniósł wzrok na czekającego przyjaciela.
— Sam zauważyłeś, że mam dosyć własnych obowiązków i ostatnie o czym marzę to opieka nad rozwrzeszczanymi geninami. Oczekujesz, że wezmę na swoje barki odpowiedzialność za ich życie oraz edukację, która zaważy na ich dalszej karierze ninja… — Hiashi podniósł się z kanapy oraz poprawiając rękawy yukaty, ruszył prosto do drzwi. Dumnie wyprostowany kroczył powoli w stronę wyjścia, kątem oka obserwując jak Kamirama odprowadza go wzrokiem marszcząc odrobinę brwi, ale nie wykonuje żadnego gestu żeby go zatrzymać. — Jednak, przez wzgląd na naszą długoletnią przyjaźń, mimo oczywistych powodów przez które powinienem odmówić, postanowiłem objąć opieką tę nieszczęsną grupę.

***

Zaku rozejrzał się nerwowo, skradając się bezszelestnie między drzewami niczym duch. W takich chwilach wznosił się na wyżyny umiejętności szpiegowskich, ale spektakl jaki go czekał był tego wart. Gdy upewnił się, że nie został zauważony z pewną dozą zazdrości wyjrzał zza pnia, patrząc walczących shinobi. Wirowali w szalonym tańcu momentami poruszając się tak szybko, że musiał aż mrużyć powieki żeby ich dostrzec.
Oczami wielkimi jak spodki obserwował wybuchy niesamowitych jutsu oraz niewiarygodne zwroty akcji, które aż zapierały dech w piersiach. Przeciwnik jego brata cechował się wyjątkową pomysłowością, a także przewrotnym poczuciem humoru na które, nawet raczej zdystansowany Sasuke reagował delikatnym — prawie niewidocznym — ale jednak uśmiechem.
Błysk czerwonego Sharingana ścierał się z zabarwionymi na żółto tęczówkami w trybie Mędrca, wywołując z gardła chłopaka westchnienia zachwytu. Całym sobą chłonął ogromny arsenał przedstawianych technik, starając się zapamiętać jak najwięcej z nich.
Z uwagą śledził jak z zapałem wymieniają ciosy, a na ich twarzach co trochę odmalowywały się różne emocje. W tym pojedynku nie było mowy o taryfie ulgowej. Sasuke ani na sekundę nie zwalniał tempa, ale ku bezbrzeżnemu zdumieniu Zaku jego kompan nawet odrobinę nie ustępował mu pola. Sparing wyglądał na wyjątkowo wyrównany, a okrzykom i drwinom  nie miało końca.
Zazdrościł bratu takiego rywala, a jednocześnie przyjaciela. Rozumieli się bez słów, w lot odgadując intencję a to sprawiało, że pracując w duecie stanowili parę nie do pokonania. Owszem, zdawał sobie sprawę, że początki ich współpracy nie należały do najłatwiejszych. Znajomość tej dwójki rodziła się w bólach, ale gdy wreszcie zaowocowała, stworzyła tak mocną więź o jakiej inni mogli tylko pomarzyć.
Zaku po cichu wierzył, że i jemu uda się zdobyć takiego partnera na dobre i złe. W końcu nawet Itachi posiadał Shisuiego. Niestety wśród rówieśników nie dostrzegał nikogo wartego uwagi, ale się nie zniechęcał. Przecież nie znał dzieciaków z całej osady. I wtedy do Konohy przeniósł się on, chłopak z odległej części Kraju Ognia, który od razu wzbudził zainteresowanie młodego Uchihy. Raczej spokojny, wyważony, ale utrzymujący się w ścisłej czołówce najlepszych studentów akademii. Początki okazały się obiecujące, bo Yuchiro spełniał pokładane w nim nadzieje. Utalentowany, godny przeciwnik dawał silną motywację do podnoszenia umiejętności. Może ich relacje nie należały do tak wybuchowych jak te łączące Sasuke i Naruto, ale z pewnością były mocne. A pogłębiło je jeszcze bardziej trafienie do jednej drużyny oraz wspólne zadania.
Niestety ku rozdrażnieniu Zaku, nagle bez żadnych powodów wszystko zaczęło się psuć. Yuchiro przestał wychodzić z nim i Shion do Ichiraku, chociaż to należało już do tradycji. Zawsze po skończonej misji lub treningach przed powrotem do domu, wpadali coś zjeść. To była taka niepisana zasada, którą niespodziewanie przestał respektować. Każdą próbę nawiązania koleżeńskiej pogawędki zbywał półsłówkami, zaraz wymigując się obowiązkami domowymi. Nawet sądził, że może nieświadomie czymś uraził przyjaciela, ale wykluczało to to, że Shion traktował identycznie.
Yuchiro oddalał się coraz dalej, a on chociaż robił co mógł nie potrafił go zatrzymać. Najbardziej frustrowała niewiedza. Nie rozumiał  tych zmian. Czasem odczuwał przemożną ochotę aby stłuc towarzysza na kwaśne jabłko oraz wyciągnąć z niego informacje na siłę. W końcu nie od parady posiadał Sharingana, jednak zaraz przychodziło otrzeźwienie. Po pierwsze nie potrafiłby tego zrobić przyjacielowi, a po drugie prędzej sprowokowałby świętego do bójki niż Yuchiro. Cierpliwość i opanowanie to jedne z naczelnych jego cech, a człowiek próbujący je złamać mógł nawet nie zaczynać. Zwyczajna strata czasu.
Wzdychając ciężko Zaku oparł głowę o korę, przymykając powieki. Przyjaciel znalazł niezłą porę na jakieś humorki. Za pasem czekał na nich egzamin na chuunina, a on zamiast ćwiczyć pracę zespołową się izolował. Jeżeli przebrną do finałowego etapu to będzie cud.
— Te, draniu, to nie czasem twój brat?
Zaku aż drgnął nerwowo, zaskoczony bliskością głosu. Nie spodziewał się, że zostanie zauważony a przecież to było więcej niż pewne. Przez zbytnie zamartwianie się Yuchiro, zlekceważył możliwości senjutsu Uzumakiego i miał tego konsekwencje. Z pewnym zawahaniem odsunął się od drzewa, odwracając przodem do uśmiechającego się szeroko blondyna.
— Zaku? — Sasuke uniósł pytająco brwi, przecierając ręcznikiem lekko spocone czoło. — Co ty tu robisz? — zapytał idąc w stronę brata i przechodząc obok Naruto, przerzucił materiał przez ramię nie omieszkając go trafić przy tym w twarz. Na ciche oburzone przekleństwo, usta zadrgały mu w złośliwym uśmieszku.
— Przechodziłem — odparł po dłuższej chwili genin, stwierdzając, że taka wymówka będzie jak najbardziej wiarygodna. Przecież się nie przyzna do celowego podglądania ich treningów. Co to to nie.
— Przechodziłeś… — powtórzył z powątpiewaniem Sasuke, sprawnie uchylając się przed akcją odwetową Naruto w postaci lecącej butelki. — Ciekawe, bo na moje oko szpiegowałeś.
— Nie prawda!
— Oczywiście…
— Daj chłopakowi spokój — zaśmiał się Uzumaki, obejmując Zaku ramieniem i czochrając po ciemnych włosach. — Przecież wszyscy wiemy, że to u was rodzinne. Ty łaziłeś za Itachim, Zaku włóczy się za tobą…
— Młocie, ja za nikim nie chodziłem — warknął z rozdrażnieniem Sasuke, marszcząc groźnie brwi. Całkowicie stracił zainteresowanie bratem w pełni skupiając się na przyjacielu, który z widoczną satysfakcją niszczył jego chłodny wizerunek.
— Ta? Zabawne, Itachi mówił co innego.
— A ty łykasz wszystko, jak indor ziemniaki.
— Sugerujesz, że jestem naiwny?! — zaperzył się blondyn aż przymrużając ostrzegawczo powieki.
— Ja nie sugeruję, ja to wiem.
Zaku dostrzegając wiszącą w powietrzu kłótnię, szybko wywinął się z uścisku Naruto powoli się wycofując. Korzystając z okazji, że obaj mężczyźni są zajęci sobą, a dokładniej udowadnianiem jeden drugiemu swoich racji, błyskawicznie ulotnił się z najbliższej okolicy. Doskonale wiedział, że za parę minut dojdzie do rękoczynów. Zawsze tak było. Kiedy kończyły się argumenty, a oni wciąż nie mogli znaleźć wspólnego języka, zdawali się na pięści a wtedy cierpiało całe otoczenie. Już nie raz widział jak obaj trafiali na dywanik do Hokage za swoje temperamentne zachowanie.

***

Liv podniosła głowę znad trzymanego zwoju, zerkając na rosnący w oddali las. Ze zmarszczonymi brwiami obserwowała poruszające się delikatnie gałęzie drzew, zastanawiając się skąd to dziwne napięcie, które nagle pojawiło się w jej ciele. Instynktownie wyczuwała, że coś się szykuje, chociaż nie wiedziała jeszcze co. Kiedy po pięciu minutach nic się nie wydarzyło, wzruszyła obojętnie ramionami ponownie zagłębiając się w czytany tekst.
Szukając świętego spokoju od widoku spacerującej w towarzystwie Itachiego Amai, Senju zaszyła się na polance przy monumencie Hokage. Uznała to za najbezpieczniejsze, a jednocześnie najbardziej cywilizowane miejsce z daleka od wszystkich, na rozszyfrowywanie starych zwojów. Niestety, kawalerka oraz rezydencja klanu Senju nie dawały bezpiecznego schronienia przed łaknącą towarzystwa Amai. Dziewczyna, ku utrapieniu Liv, szybko zlokalizowała obie te kryjówki i z upartością godną osła, wyciągała kunoichi z czterech ścian. Na nic zdawało się zasłanianie pracą, obowiązkami czy innymi wymówkami ponieważ brunetka, jakimś cudem zdobyła wykaz zobowiązań Senju i doskonale wiedziała, kiedy ta miała czas wolny.
            Liv naprawdę polubiła Amai, ale wszystko miało swoje granice. Potrzebowała czasu dla siebie, a i Azuma powinna spędzać więcej czasu w rezydencji Uchiha, zamiast plątać się z nią po mieście. W końcu przyszły teść przybyszki z Iwe mógłby się poczuć urażony tym brakiem uwagi.
            Wzdychając ciężko, potarła nasadę nosa i właśnie wtedy to poczuła. Zupełnie jakby została porażona minimalnym ładunkiem Chidori w okolicach dolnej części kręgosłupa. Od razu wiedziała co to znaczyło. Błyskawicznie podniosła wzrok na ścianę drzew szukając intruza, ale ten był jeszcze zbyt daleko. Mimo to mrowiąca na całym ciele skóra komunikowała jasno, do okolicy przybył inny demon.
Gdy obcy, a raczej obca wyszła z zarośli, na twarzy Liv pojawił się złośliwy uśmieszek, a zwój w sekundzie zniknął z jej dłoni. Spod rzęs śledziła grację ruchów przybyłej, dumając co kobietę sprowadziło w te strony. Spodziewałaby się tu każdego, ale nie Kaoru.
— Senju, moja ulubiona hybrydo — odezwała się kobieta, zatrzymując się nad kunoichi. Podparła się pod boki, a w brązowych, prawie że miedzianych oczach malowała się jawna niechęć.
— Och, widać, że za mną tęskniłaś — parsknęła Liv, rozsiadając się wygodniej.
— Bynajmniej — prychnęła, wyraźnie zniesmaczona podnosząc wzrok na rozciągającą w oddali wioskę. — Jestem przejazdem.
            — Jaka szkoda… już miałam nadzieję na odnowienie naszej, hm… „szczególnej” więzi.
            — To ciekawe, że akurat o więziach wspomniałaś — zaczęła Kaoru, rozciągając usta w drapieżnym uśmiechu. — W końcu ty o nich wiesz szczególnie dużo. Demon plus demon, demon plus człowiek, istnie szaleństwo — rzuciła nonszalanckim tonem, leniwie przy tym gestykulując. — Twoja matka oraz ty — uzupełniła po namyśle.
            — Jeżeli masz mi coś do powiedzenia to po prostu to powiedz — stwierdziła Liv, podnosząc się z ziemi i krzyżując ramiona na piersi. Spod groźnie zmrużonych oczu wpatrywała się w wyraźnie zadowoloną znajomą, zaciskając mocno zęby. Dobrze wiedziała do czego kobieta pije, chociaż nie spodziewała się, że informacja o naznaczeniu Uchihy tak szybko dotrze do społeczności demonów. Wywiad pierwszorzędny.
— W zasadzie to nie.
            — Skoro tak to zejdź mi z oczu.
            — Z przyjemnością.

***

            Senju z westchnieniem, zdjęła oplatający ją ręcznik i zsunęła się do gorącej wody. Rozsiadając się wygodnie przy brzegu, odchyliła głowę w tył z głębszym oddechem przymykając powieki. Zanim całkowicie je zamknęła, kątem oka widziała powolutku przysuwającą się bliżej Amai na co zareagowała nikłym uśmiechem.
Narzeczoną Uchihy spotkała wracając do domu. Zbyt zajęta rozmyślaniem nad niespodziewanym pojawieniem się Kaoru w Konoha oraz roztrząsaniem kierujących nią motywów, dopiero po chwili usłyszała głośnie nawoływanie. Jak się później okazało to właśnie Amai wracała z popołudniowego szwendania się po wiosce i szukała chętnego na towarzyszenie w gorących źródłach. Propozycja padła na podatny grunt, ponieważ niedługo potem obie relaksowały się w głębokiej wodzie, każda oddając się swoim przemyśleniom.
Liv pod wpływem kojącego ciepła, ze spokojem analizowała przebieg rozmowy z przedstawicielką demonów. Do plusów zaliczała to, że nie skoczyły sobie do gardeł, a było to całkiem prawdopodobne. Odkąd pamiętała z Kaoru nie darzyły się sympatią, a to za sprawą jednego mężczyzny, Kazamy.
Kaoru oskarżała Senju o to, że Chikage zamiast w pełni skupić się na pobratymcach więcej czasu spędzał z nią. Nie umacniał więzi z osobnikami własnej rasy, skupiając się na jakiejś marnej podróbce demona. Zaniedbywał pozycję lidera, a także wystawiał się na próbę przejęcia władzy.
Z początku w ogóle nie rozumiała o co chodzi rozdrażnionej kobiecie. Podejrzewała, że Kaoru darzy Kazamę sympatią i jest zwyczajnie zazdrosna, ale o jakiej władzy bredziła? Po jednej z ich scysji, gdzie o mały włos się nie pobiły — na całe szczęście w porę pojawił się Chikage — postanowiła wreszcie wypytać o wszystko przyjaciela. Miała serdecznie dość tych niedomówień. To co usłyszała sprawiło, że niewiele brakło żeby się przewróciła ze zdumienia. Oczywiście, wyciagnięcie z mężczyzny interesujących faktów zajęło Liv masę czasu, ale było warto. O pozycji jaką zajmuje w hierarchii poinformował Senju dosyć niechętnie, co trochę przeklinając pod nosem długi jęzor namolnej adoratorki.
I owszem, momentami Liv czuła się winna ponieważ wiedziała, że kilka demonów próbowało zdetronizować Kazamę. Jednak, za każdym razem jak poruszała ten temat zbywał ją śmiechem, stwierdzając, że te fajtłapy to co najwyżej mogą mu buty pastować. Jeszcze nie trafił się nikt, kto zmusiłby go chociaż do wyciągnięcia katany.
— Liv, chyba się zakochałam.
— Hm? — Senju zamrugała intensywnie, brutalnie wyrwana z własnych wspomnień i lekko zdezorientowana spojrzała na siedzącą obok dziewczynę. Amai intensywnie wpatrywała się w nerwowo splecione dłonie, marszcząc odrobinę brwi. Wnioskując po jej minie, cokolwiek przed chwilą powiedziała musiało to być coś ważnego. — Wybacz, zamyśliłam się. Musisz powtórzyć.
— Mówiłam, że prawdopodobnie się zakochałam.
Liv aż zamurowało na ten niespodziewany komunikat. Chyba nie była przygotowana na takie wiadomości, ponieważ nagły ból w klatce piersiowej o mało nie odebrał Senju tchu. Faktycznie spodziewała się, że Azuma prędzej czy później zacznie żywić do Uchihy silniejsze uczucia, ale nie przewidziała, że to się stanie tak szybko. Przecież przebywała w wiosce dopiero kilka tygodni… z drugiej strony, jeżeli Itachi chciał to potrafił się dobrze sprzedać. Dla takich jak on, zawrócenie w głowie młodej dziewczynie to pestka. Jego przyszła żona i tak wytrzymała wyjątkowo długo, zanim padła mu do stóp.
Kiedy już w miarę ochłonęła po chwilowym szoku, odwróciła się przodem do brunetki i złapała ją za rękę. Siląc się na opanowanie uśmiechnęła się wymuszenie oraz ścisnęła delikatnie palce Amai, ale wtedy dotarło do Liv coś innego. Spod rzęs zerknęła za czekającą na jakąś radę Azumę, po czym zapytała:
— Co masz na myśli mówiąc: prawdopodobnie?
— Bo przecież nigdy nie byłam zakochana, więc nie wiem jak to jest.
— W sumie… — Wyjaśnienie Amai brzmiało logicznie, więc teraz wypadało żeby jakoś wsparła wyraźnie zagubioną w swoich uczuciach znajomą. Cholera, że też to spadło akurat na nią. Gorzej los nie mógł z niej zakpić. — Ale to chyba dobrze, nie?
— Sama nie wiem… nie spodziewałam się tego — przyznała w zamyśleniu, zagapiając się na jakąś starszą kobietę korzystającą z dalszej części zbiornika.
— Cóż, uczucia mają to do siebie, że najczęściej przychodzą nieproszone — stwierdziła Senju po chwili namysłu, układając się w wygodnej pozycji.

***

Liv zatrzymała się w pół kroku, podnosząc wzrok na opartego o ścianę najbliższego budynku mężczyznę. O mało nie zaklęła szpetnie dostrzegając kogo ma „przyjemność” widzieć. Wracała właśnie do mieszkania po odprowadzeniu Amai z gorących źródeł i ogólnie rzecz biorąc, czuła się wyczerpana. Wciąż w pełni nie doszła do siebie po szokującym wyznaniu dziewczyny, ale jakoś musiała to wszystko przetrwać. W końcu co ma być to będzie. Niestety życie chyba nie znało dla niej litości, ponieważ zaraz stawiał na drodze kolejną przeszkodę.
Kagura Amata zwiastował kłopoty i nie wątpiła, że tak będzie i tym razem. Widząc jak na jego ustach pojawia się niebezpieczny uśmieszek, zmrużyła oczy skupiając się na podrzucanej przez delegata kulce. Obserwując jak szybuje góra dół, szybko rozpoznała w niej broń dymną. Takiego sprzętu używali głównie shinobi aby oślepić, zdezorientować przeciwnika i zaatakować z zaskoczenia albo po prostu uciec. Był to interesujący przedmiot w ręce ambasadora z Kume.
— Witam — odezwał się spokojnym głosem, ruszając w stronę tkwiącej w bezruchu Liv. Wcisnął ręce w kieszenie luźnych spodni okrążając, przyglądającą mu się spod rzęs kunoichi. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Ja nie tęskniłam — stwierdziła oschle, zaplatając ramiona na piersi. Czuła w kościach, że przybysz coś knuje i miała niejasne wrażenie, że niedługo się dowie o co chodzi.
— Łamiesz mi serce taką lodową postawą — roześmiał się cicho, a następnie w mgnieniu oka podsunął rozmówczyni wcześniej podrzucaną bombę dymną. — Wiesz co to jest?
— Nie. I nie chcę wiedzieć, ale zapewne i tak mi powiesz — mruknęła z niechęcią, zezując na dziwne znaki pokrywające broń Kagury. Pierwszy raz spotykała się z takimi pieczęciami, a to nie wróżyło zbyt dobrze. Zdecydowanie wolała unikać niespodzianek serwowanych przez tego faceta.
— Och, nie mogę pozwolić aby ulubienica Hokage żyła w niewiedzy — wyszeptał, miażdżąc trzymaną kulkę w dłoni.
Liv na ten ruch nawet nie drgnęła, spokojnie patrząc prosto w złote oczy Kagury. W sekundzie pochłonęła ich ogromna chmura dymu, zaraz w większości rozwiana przez silny podmuch wiatru. Jedyną reakcją Senju na tę niespodziewaną sytuację było uniesienie brwi, oraz kpiący uśmieszek.
— Doceniam wysiłki, ale czy nie boi się pan, że odpowie za ten atak? — zapytała ze słodyczą, starając się opanować kaszel. Mimo ogólnej nonszalancji, Senju wcale nie miała powodów do śmiechu. Rozpoznała czym nafaszerowany został wynalazek tego szarlatana i sytuacja nie należała do najlepszych.
            — To mój własny twór. Unikalna mieszanka paraliżująca z domieszką czegoś wyjątkowego.
Całkowicie zignorował wypowiedź Liv, wpatrując się w nią tak intensywnie jakby zaraz miały wyrosnąć jej rogi. Cóż, poniekąd można było się tego spodziewać, bo tylko minuty dzieliły kunoichi od zmiany formy. Nie wiedziała jakim cudem, ale Kagura wyodrębnił feromony demona i zaaplikował je w takim stężeniu, że gdyby nie wspomaganie czakrą to już dawno ukazałaby prawdę o sobie.
— Oczywiście, mam nadzieję, że nie masz mi za złe tej małej demonstracji? — Udawana skrucha mężczyzny aż raziła po oczach, zwłaszcza w towarzystwie pełnego zadowolenia uśmiechu.
Zanim jednak Liv zdążyła odpowiedzieć, niespodziewanie przed delegatem pojawił się Shisui blokując mu dostęp do coraz bledszej Senju. Czujne ciemnie oczy przesunęły się po nagle stężałej twarzy Kagury, aby w końcowym efekcie zatrzymać się na trzymanym przez mężczyznę fragmencie bomby.
— Czy mogę wiedzieć, co tu się dzieje?
— Nic, a co ma być? — Ambasador z Kume nie wyglądał na zachwyconego, że ktoś śmie się wtrącać.
— Tak? To dlaczego dym z tej uliczki, unosi się wysoko ponad wioską? — zapytał  wyraźnym niedowierzaniem, unosząc odrobinę brwi.
— Nie mam pojęcia. — Kagura wzruszył obojętnie ramionami, próbując wyminąć tarasującego mu drogę shinobi.
— Dobrze, skoro tak to wyjaśnimy to sobie w innym miejscu. — Shisui położył rękę na piersi mężczyzny, zatrzymując go w pół kroku. Nie wiedział dlaczego, ale przedstawicielowi Kumo bardzo zależało na dostaniu się do Senju i Teleporter nie zamierzał mu tego ułatwiać. Zdecydowanie coś się za tym kryło, ale nad tym pomyśli później.
— Nigdzie nie mam zamiaru…
— Sprawa wymaga wyjaśnienia — uciął stanowczo Shisui, zaraz znikając z niezadowolonym Amatą w chmurze szarego dymu.
Tyle co zniknęli Liv z oczu, poczuła jak uginają się pod nią kolana. Stwierdzając, że tak będzie lepiej, bez walki z cichym sapnięciem, przykucnęła na ziemi przymykając powieki. Nie miała już siły na utrzymanie się w pionie. Całą energię skupiła na utrzymaniu ludzkiej powłoki. Potrzebowała chwili czasu aby pomyśleć.
Aż drgnęła nerwowo gdy nagle poczuła, że opada na nią jakiś materiał. Zdezorientowana gwałtownie otworzyła oczy unosząc głowę, ku swojemu zdumieniu ujrzała pochylającego się nad nią Kazamę. Demon westchnął z politowaniem i poprawiając narzuconą na Senju pelerynę, pomógł kunoichi wstać.
— Przyciągasz kłopoty, Liv.

21 komentarzy:

  1. Hura! Notka! Lecę czytać!


    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, właściwie powinnam teraz zajmować się czymś innym, ale nie mogłam się powstrzymać. A w końcu liczy się pierwsze wrażenie, nie? Miałam podejrzenia, że sensei 'em Liv będzie ktoś z Hyuga, ale nie podoba mi się, że to akurat Hiashi. Jakoś go nie lubię, przez jego występ w anime. I nadal nie przepadam za ojcem głównej bohaterki. Po prostu coś mi w nim nie pasuje. Miło, że troszczy się o swoją córkę. chociaż z tym bym polemizowała, ale czemu robi z tego taką tajemnicę? Nie wspominałaś przypadkiem że Sasuke i Naruto raczej nie pojawią się w Twoim opowiadaniu? To urocze, że Zaku ich podgląda, chociaż to trochę dwuznacznie brzmi. Możesz przekazać jakiejś nie wiem radzie demonów czy coś, żeby łaskawie sprzątnęli wreszcie Kaoru? Wkurza mnie i przeszkadza tylko. Ten Amata czy Armata powinien zostać skrócony o głowę. Dlaczego Hokage nie wpadła na to, że on może być szpiegiem? Jego zachowanie jest wybitnie dziwne. Już drugi raz zaatakował "ulubienicę" dowódcy wioski.Cały czas grozi, że odkryje jej sekret. A Konosze nie powinno być na rękę, żeby Kumo dowiedziało się o tym, iż posiadają w swoich szeregach demona. Przynajmniej tak mi się wydaje. Hm, co do występu Kazamy i Shisui 'ego to strasznie się zawiodłam. Szanowny teleporter pojawił się w zaadzie tylko po to żeby pełnić rolę... policjanta? No, kogoś takiego w każdym razie. A co z jego obietnią sprowokowania Itachi 'ego do wyznania prawdy przez randkowanie z Senju? Czy Zmarszczkowic nie powinien chociaż zainteresować się jej bezpieczeństwem? Widział przecież co ten dziwny koleś z Kraju Błyskawic zrobił. Mógłby go zahipnotyzować czy coś. W tej notce Shusui w ogóle nie pokazał swojej wybitnej osobowości. A Kazama? On powiedział tylko J E D N O zdanie!!!!!!!!!!! To oburzające!!!! Jasne, niech sobie będzie władcą demonów czy kimś tam, ale skoro coś czuje do Liv to powinien ją chronić! Ja jak nie, to przecież ona jest jego pobratymcą! To do czegoś zobowiązuje, bo przecież podobno demomów jest tak mało. I mógłby pozbyć się tej irytującej demonicy. W ogóle nie odpowiedziałaś na moje pytania. No dobra, może na jedno. Ale co z czonkami drużyny Liv? Co z jej smokiem? Co z tą dziwną więzią z Kazamą? Co z jej matką? Taka była potężna, a nic o niej nie wiemy. Czemu Itachi nic nie robi? Czemu w ogóle nie pojawi się w tej notce? Dlaczego Liv nie zwróciła uwagi na to, że Amai mówi jej, że się w kimś (co prawda chyba, ale...) zakochała? Przecież ona wcale nie powiedziała,że to Itachi! A może obdarzyła uczuciem świra? Albo to Hakaze przebrała się za jakiegoś chłopaka i ją podrywała? A skoro zakochała się w kimś innym to przecież wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Senju i Itacz byli razem. I gdzie się podział Sam? No, mam jeszcze trochę "ale", ale niestety muszę już iść.

      Pozdrawiam
      Yuzuki

      Usuń
    2. Yuzuki, cóż za tempo :”D. Przyznaję, że wrażenie zrobiłaś ogromne, chociaż chyba powinnam odczuwać wyrzuty sumienia, że odciągam Cię od obowiązków. No, ale po przeczytaniu wierzę, że wzięłaś się za to co trzeba :3.
      Podejrzewałaś, że Hyuuga będzie mistrzem Liv? Matko, chyba robię się zbyt przewidywalna… trzeba nad tym popracować XD. Co do kierujących mną motywów, no cóż, potrzebowałam kogoś potężnego i uzdolnionego. Robiąc przegląd mieszkańców Konohy to właśnie Hiashi zdobył najwięcej punktów na tak, tym bardziej, że posiada Byakugana! Tak, tak, wiem. Mogłam wybrać jakąś inną postać z tego rodu, albo stworzyć jakiegoś pana X, ale To właśnie Hiashi ma potrzebny potencjał! No, ale nic więcej nie mówię! I tak za dużo się wygaduję…
      Słusznie zauważyłaś, że miałam nie wprowadzać do opowiadania Sasuke i Naruto. Nadal się tego trzymam, ale nie przeczę, że czasem mogę ich użyć jako tła. Tu jak widać chciałam pokazać siłę więzi oraz potrzebę posiadania rywala. Nie znalazłabym lepszej pary od Uzumakiego i Uchihy. Przecież u nich to widać jak na dłoni. Jeden nie potrafi istnieć bez drugiego, są jak awers i rewers, yin i yang, po prostu nierozerwalni.
      Co do Kaoru i Kagury — pana delegata… spokojnie, kochana. Wszystko wyjaśni się w odpowiednim czasie. Cierpliwości^^. Na te postacie ja mam PLAN!
      Teraz odpowiem na Twoje rozczarowanie Kazamą i Shisuim. Otóż, Kazama w tym nowym rozdziale będzie miał swój spory udział, tak samo Teleporter. Jak zauważyłaś, Shisui jest motorem napędowym Itachiego, więc poczekaj cierpliwie. Jestem prawie pewna, że nie pożałujesz.
      Och i znowu tyle pytań XD. Spokojnie, wszystkie nurtujące Cię kwestie wzięłam pod uwagę. Niektóre sceny są już napisane, ale potrzebuję czasu na wyjaśnieniu jednych spraw aby wprowadzić drugie. Po kolei, bo inaczej zagubimy się w tym gąszczu faktów i wspomnień. Wiedz, że jeśli nie wyjawiam pewnych rzeczy od razu to znak, że coś knuję. Jak na razie chyba nie zawodzę, więc warto poczekać^^.
      Dziękuję Ci za ten wyczerpujący komentarz i jestem ciekawa tych innych „ale” ale rozumiem. W końcu każdy ma jakieś obowiązki. Pozdrawiam cieplutko :”D.

      Usuń
    3. Oj, ale ja się z przyjemnością daję odciągnąć od obowiązków, bo czytanie Twoich notek jest znacznie fajniejsze. Jasne, Hiashi jest potężny i och i ach i w ogóle, ale brakuje mu tego czegoś, co pozwoliłoby mu utemperować Liv albo chociaż ją przystopować. Przecież on najzwyczajniej w świecie nie jest w stanie z nią wytrzymać. Chyba że zanim urodziła się Hinata był fajnym gościem albo u Ciebie ma inny charakter niż w anime. Nie martw się, przewidywalna nie jesteś, to ja mam coś nie tak z mózgiem. Tak, Sasuś i Naruś są jak dwa odbicia jednej monety. Zupełnie różni, ale nie mogą istnieć bez siebie. Po prostu trochę się zdziwiłam. Zarzekasz się, że ich nie będzie, a tu nagle BAM! W sumie, nie żeby mi to przeszkadzało, mogą wpadać od czasu do czasu, ale nie za często, bo jeszcze wpadniesz na to, żeby wrzucić do Twojej historii różowego pokemona, a ja go nie toleruję (bez obrazy dla jej fanek). Tak, wyczułam, że masz co do nich plan, w końcu ciągle prześladują Liv i nas, czytelników. Co do Kazamy mam mieszane uczucia. Na początku był strasznym dupkiem. Nie dało się go w ogóle znieść. I to jego przekonanie, że Liv w końcu wybierze jego, zostanie jego partnerką (demony biorą śluby?) i będzie mu rodzić demo-bachory. Teraz wydaje się być jakoś tak bardziej do zniesienia. Ciekawa jestem bardzo czy wspomni coś o wspólnej nocy Senju i Uchihy. Byłoby zabawnie, gdyby to zrobił. Ale fajnie by było, gdyby zaczął na serio walczyć o uczucia rudej. Bo niby coś do niej czuje, ale jest to głównie pokazane we wspomnieniach. A co do Shisui 'ego to po prostu lubię tą postać, a u Ciebie jeszcze bardziej. Tak, wiem. Mam być cierpliwa, wszystko będzie krok po kruku, żeby budować napięcie itd itp., ale co ja poradzę, kiedy ja chcę już to wiedzieć? Oczywiście, kategorycznie zabraniam Ci kończenia Twojego opowiadania, ale ja chcę już wszystko wiedzieć. Nie martw się, jeszcze potrafię wyczuć, gdy autor coś ewidentnie knuje. I mam pewne podejrzenia, ale na razie się z nimi nie zdradzę. Co z "Sugar Story"? Ja chcę wiedzieć jak wypadła 2-dniowa randka Liv i Itasia. No, wybacz, ale to koniec moich wypocin, bo muszę lecieć pisać wiersz.

      Yuzuki

      Usuń
    4. Huehuehuehue… wiadomo, wszystko lepsze od nauki XD. W Majówkę też się uczyłaś? Pewnie tak. No cóż, my lesery grillowaliśmy i najadaliśmy się jak świnie. Tak, mówię głównie o sobie XD. Ale było warto.
      A wracając do Hiashiego, uwierz mi, że ma to COŚ potrzebne w szkoleniu TEJ grupy. Poczekasz, a zobaczysz mój zamysł :”3. Ten człowiek ma odpowiednią motywację przy uczeniu tych młodych ludzi.
      Sasuke i Naruto to wdzięczne postacie, więc jeśli się pojawią (na razie nic takiego nie przewiduję) to na pewno razem. Co do Sakury (różowego pokemona XD)… nie bój nic. Z pewnością Cię nie oślepi tak długą obecnością jak Uzumaki i Uchiha. Nie należy do moich najulubieńszych postaci (w zasadzie w ogóle jej nie lubię, tak samo jak Hinaty).
      Co do pytań… demony tworzą związki, ale śluby kościelne, urzędowe raczej nie są im potrzebne. W końcu hasają z daleko od człowieków… i co do rozmowy Liv z Kazamą, wszystkiego dowiesz się w następnym rozdziale^^.
      Wszechwiedza jest nudna, uwierz. Zdecydowanie bardziej polecam niepewność. Wtedy z większym zaangażowaniem wciągasz się w odkrywanie prawdy (nie, wcale nie brzmię jak filozoficzny czubek).
      Zabraniasz mi kończyć tego opowiadania? Toż to ma już prawie czterdzieści rozdziałów, to do ilu mam dobić XD. Co prawda słyszałam o takich co mają ich ponad dwieście, ale raczej nie podołam. W końcu nie chcę Was zabić nudą.
      „Sugar story” czeka na wenę, ale coś tam jest pacnięte…
      Mam nadzieję, że wiersz wyszedł Ci jak trzeba i pozdrawiam gorąco. Dziękuję Ci za tak rozwinięty komentarz.

      Usuń
    5. Ekhem, musiałam się trochę pouczyć, żeby matka mnie nie dręczyła, a moja majówka trwa od 1.05 do 10.05, więc nie mogę narzekać :P
      Przeczuwałam, że masz co do Hiashi 'ego jakiś zamysł, bo inaczej po co umieszczałabyś go w opowiadaniu? Nic Ci nie poradzę na to, że zwyczajnie go nie lubię(przynajmniej w anime).
      Co do Hinaty, moje uczucia są raczej neutralne. Nie powiem, żeby należała do moich ulubionych postaci, ale nie jest tak zła jak Landrynka. Jak dla mnie, ona jest po prostu za mało charakterna, a Kura z tą swoją podwójną osobowością i zauroczeniem młodszym Uchihą powinna trafć do czubków.
      Hm, domyślam się, że ich rozmowa będzie ciekawa, ale ja jestem niecierpliwa i chcę wiedzieć już. A co do ślubów to może ich przecież udzielać przywódca demonów. No chyba, że on sam bierze ślub to... wcześniejszy przywódca?
      Ja tam lubię być wszechwiedząca. Niepewność może być fajna, ale zazwyczaj strasznie męczy. Akurat wtedy, gdy muszę być skupiona na czymś innym. Wybacz, ale Twoje "fizoloficzne" gadki nie robią wrażenia, bo mam podobnych ludzi w swoim naturalnym środowisku.
      Czy to nie Ty obiecałaś, że dociągniesz tą historię do setki? A jak nie, to mówię Ci, że obiecałaś. No, przynajmniej do 80. Ja tam bym mogła czytać i 200, ale plis, nie rób ze swojej historii mody na sukces.
      Niedługo mam urodziny, których co prawda nie zamierzam świętować, chociaż to okrągła liczba, ale możesz mi zrobić taki prezent. Wiersz mi nie wyszedł, bo miałam za mało czasu i nie lubię kiedy ktoś z góry ustala mi temat i formę.

      Całuski,
      Yuzuki

      Usuń
    6. O, heeej :”D.
      Dziesięć dni majówki, szaleństwo. Szkoda, że ja nie miałam tyle… no ale lepsze te kilka dni niż nic. Nie trzeba narzekać.
      Hiashi zdecydowanie idealnie wpisał się w opiekuna Liv. Zresztą, niedługo zobaczysz dlaczego XD. Co do postaci kobiecych w Naruto, to chyba tylko Temari zdobyła moją sympatię. W sensie, że nie miałam się w sumie do czego przyczepić. Oczywiście mówię o młodym pokoleniu.
      Interesujący zamysł, że ślubami. Może go wykorzystam (i w tym momencie wszyscy czytający aż wciągnęli powietrze ze świstem, bojąc się, że wydam Liv za Kazamę, muahahahahaha). Ciekawe ile z Was chciałoby mnie wypatroszyć za taki zabieg^^.
      Przyznaję, że dla czytającego brak wiedzy co się dalej wydarzy może być męczący. No, ale długo przecież nie przetrzymuję informacji. Wpisy się pojawiają i nie pozostawiam Was bez dalszych notek. Przynajmniej się staram XD. Smutkuję, że moje filozoficzne ja nie znalazło uznania. No nic, nie można być docenianym w każdej materii^^.
      EJ! Kiedy niby tak obiecałam? Cholera, nic takiego nie pamiętam… czy Ty mnie aby nie wkręcasz? Może ja miałam na myśli ogólnie wpisy na blogu. Bo jeżeli rzeczywiście tak powiedziałam to jesuuu… tyla wątków trzeba wymyślić XD. Nie no, do osiemdziesięciu to może jakoś nie polegnę… ALE nic nie obiecuję! Nie chcę stracić sensu w opowiadaniu (póki uważam, że jakiś jest).
      Urodziny masz? A kiedy to już nie powiedziałaś… w każdym razie, przyśpieszone i szczere życzenia! Wszystkiego co najlepsze, oby w szkole się układało jak trzeba, rodzice nie marudzili, a internetowe blogi które czytasz, trzaskały wpisy częściej. Jeszcze raz wszystko co najlepsiejsze <3.
      E tam, nie przejmuj się wierszami. Ja trzaskałam zawsze takie pod rym krakowsko-częstochowski, byle coś oddać XD. Lepsza 3 niż 1. To buziaki, a i pochwalę się, że rozdział prawie, prawie doszedł! Brakuje mi dwóch fragmentów, albo jednego… ale chyba dwóch. W każdym razie pisze się ostro i będzie nawet (dla Was pewnie nie…) sycący! No, to buziaki i pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    7. No, z datą moich urodzin trafiłaś bo są dzisiaj, ale smuteczek, że nie wstawiłaś notki :(

      Yuzuki

      Usuń
    8. Streszczam się jak mogę. Ale, jeśli to jakoś pocieszy to wiedz, że teraz molestuję ostatni fragment do rozdziału. Wczoraj machnęłam jeden, a dziś produkuję ten drugi (jesu, niby wiem co tam chcę ale koncepcja jak to ma wyglądać w praktyce leży). W każdym razie SIĘ NIE OBIJAM <3. Jeszcze raz sto lat!

      Usuń
  2. Od początku coś ten delegat mi się nie podobał. Czemu ten bencwał na siłę próbuje wyciągnąć na wierzch prawdziwą formę Liv...co on planuje...i czemu jest taki upierdliwy...normalnie sama nie wiem czy z większą chęcią bym go podpaliła a potem utopiła czy może jednak żywcem oskórowała a później poćwiartowała. Nieważne. Rozdział świetny. Z wielką przyjemnością się w niego zagłębiłam. Oby tak dalej. Z niecierpliwością czekam na więcej i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, witaj!
      Delegat wzbudza emocje XD. Ale to dobrze, w końcu o to mi chodziło. Motywy działań tego pana niedługo zostaną odrobinę naświetlone, więc powinno być ciekawiej^^. Bardzo mi miło, że mój rozdział czytałaś z przyjemnością i polecam się na przyszłość. Dziękuję za opinię, wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko :3.

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że Amai chyba zakochała się w kimś innym, a nie w swoim narzeczonym. Rozczarowałam się tym, że to nie Itachi uratował Liv... Zrobiłam się jeszcze ciekawsza ciągu dalszego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wystraszone, co? Jeśli Azuma zakochała się w Itachim to sprawa zamknięta, ślub się odbędzie. Możecie się jedynie modlić XD.
      Itachi jako dzielny książę, ratujący damę z opresji… niezły motyw, ale po pewnym czasie nudny. Nie mogę zalewać Cię kiczem, ale… czytaj dalej, to może inna wersja Cię bardziej zadowoli^^.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko:”D.

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że rozdział jest tak szybko ♥
    Podejrzewam, że narzeczona wywinie nam jakiś numerek i w innych faceciku się zakocha :# Chciałabym coś przeczytać o Sakurze.. Byłoby super <3 Bo dodanie tutaj Naruciaka i Saka to bomba <3 Poza tym niech ten ambasador wypierdala, bo mnie wkurwia strasznie. Propnuje zastosować na nim formułę 5 Z :
    1. Związać
    2. Zgwałciś
    3. Zabić
    4. Zakopać
    5. Zapomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość^^. Co prawda wątpię żebym utrzymała takie tempo na zawsze, ale niespodzianki są miłe, nie?
      Amai, hm... kto wie, może masz rację, a może nie XD. W końcu nie powinnam nic ujawniać :x.
      Sakury raczej u mnie nie uświadczysz, zdecydowanie nie przepadam za tą postacią, tak samo jest z Hinatą. Jeżeli gdzieś przemkną to tylko pobocznie, bardzo pobocznie...
      Ambasador ma swoja motywy, wkrótce się przekonacie jakie. Co prawda wątpię, że wiedza "why" coś zmieni, ale kto wie...
      Formuła 5Z, zacna. Własny wynalazek? Chyba tak, bo nigdy o niej nie słyszałam XD.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  5. Czy ja wyjdę na bardzo zachłanną jeśli od razu wystosuję prośbę o kolejny rozdział? Bo ja bym chciała wiedzieć co dalej :)
    Bardzo mi się podobała scenka z udziałem Sasuke oraz Naruto. Wyszli bardzo realistycznie jako przyjaciele-rywale,
    I znowu Amai... nie no, ale w kim ona się jednak zakochała? W Itasiu? Cóż, przez ostatnie rozdziały odniosłam wrażenie, że on raczej dokładał sporo starań żeby ją zniechęcić, ale z drugiej strony jest coś pociągającego w takich zimnych, tajemniczych facetach. Albo jednak w kimś innym? Tylko w kim? Może to był ten genialny plan Hakaze, podsunąć Amai interesującego zalotnika, żeby zerwała zaręczyny?
    Ten cały delegat to postać wybitnie odpychająca. Kojarzy mi się z Orochimaru, oślizgły, paskudny wąż. Nie wiadomo co knuje, ale z pewnością będzie to coś złego. Może jego działania łączą się z przygotowaniami do egzaminu na chunina? Albo nawet ze sprawą kopalni wspomniana w poprzednim rozdziale? Zastanawiam się jaką odegra rolę. No i oczywiście Shisui jako rycerz w lśniącej zbroi (Czy już wspominałam, że uwielbiam Shisuia w twoim opowiadaniu? No tak, wspominałam. Tak z tysiąc razy.) pojawia się w absolutnie idealnym momencie, a przy rozwiązaniu sprawy wykazał prawdziwy talent dyplomatyczny. Usunął zagrożenie stosunkowo bezboleśnie i nawet nie musiał wszczynać bójki.
    No i na koniec wisienka na torcie. Powrót Kazamy. Ciekawe dlaczego ta cała Kaoru się tam przypałętała. Może ona śledzi Kazamę? Bo, że pała do niego afektem to widać na pierwszy rzut oka.
    W tym rozdziale w ogóle nie wypatrzyłam Itasia. Poprzednio też jakoś mało go było, trochę już zaczynam za nim tęsknić :)
    Powodzenia i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie uznam, że Jesteś zachłanna XD. Ale w sumie to fajne, że chcesz wiedzieć co się wydarzy… znaczy, że zaciekawiłam, a to się chwali^^.
      Cieszy mnie to, że Twoim zdaniem Naruto i Sasuke wyszli naturalnie. W sumie, miałam wiele radości z pisania tej scenki. W końcu uwielbiam te postacie i to jak na siebie oddziałują. To jest genialne.
      Słusznie zwróciłaś uwagę, że kobiety lecą na takich mrocznych typów jak Itachi. No cóż, w sumie nie byłaby pierwsza gdyby dała się pochłonąć uczuciu do Łasica (Liv właśnie płacze rzewnymi łzami, że ten łach i na nią podziałał, a jej klanowa duma uciekła do kąta). W końcu cała damska część wioski za nim biega. Ten to ma powodzenie…
      Genialny plan Hakaze, kto wie? Jeśli to by było jej zagranie, to można by było uznać ją za prawie geniusza. Takie sprytu po niej nikt zapewne by się nie spodziewał. Chociaż kobiety w miełości są nieprzewidywalne.
      Podobało mi się Twoje skojarzenie delegata do Orochimaru. Nigdy o tym nie pomyślałam, ale w sumie masz rację! Motywy nim kierujące z pewnością są hm… interesujące^^.
      Tia, już się dowiedziałam, że kochasz Shisuiego :”D. Chłopak się cieszy z tej atencji. Prawda? Zdecydowanie wykazał się dyplomacją. Bez zbędnych przepychanek zgarnął faceta i już. Zero szumu, konkretnie i na temat.
      Kazama już pokazał, że leży mu na sercu dobro Senju, więc logiczne, że prędzej czy później się musiał się zjawić. Mam nadzieję tylko, że tego nie spartolę. Bo zamysł jest ładny. Kaoru, ona… em, nic nie powiem! Czytaj dalej :D.
      Nie bój się, Itachi pojawi się w następnym z nawiązką^^. Ten był potrzebny bez niego. Dziękuję za komentarz, wenę już skitrałam i pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  6. Heloo człowiek !!! Udało mi się wyskrobać trochę czasu i dorwałam się do kompa :D ( cicho że w tym momencie mogłabym robić zadania z chemii albowiem kompletnie zrąbałam ostatni sprawdzian ale co tam jest majówka tak to czas nicnierobingu i grylla :P )
    Zaczynając stwierdzam oczywistość którą na 1000% znasz :P więc nie muszę przypominać.
    ITACZ !!! hańba ci nie pokazałeś swojego szlachetnego profilu w tej notce, jak ja mam na ciebie wrzeszczeć, no. Choć w sumie ja kobietą więc zawsze znajdę powód żeby się na ciebie wydrzeć. :P
    Nigdy nie ogarniam twoich retrospekcji ale ok, pewnie to będzie mieć jakieś powiązania w przyszłości i inne takie rzeczory albo po prostu możemy bliżej się zapoznać z historią naszej kochanej Liv i poznać jej rodzinkę.
    Kaoru (czy jakoś tak ) przez mój kaprys i dla ułatwienia mi życia postanowiłam cię przechrzcić na Karou ( tak tylko w komentarzach ). Wybacz Dita, ale są + tej całej sytuacji nie będziesz mnie musiała notorycznie poprawiać w komentarzach :P
    Ale wracając do mojej wypowiedzi :P Kobieto po jakiego grzyba ty się kręcisz koło wioski i Liv ? Chyba, że Hakaze ma takie znajomości, że skontaktowała się z nieznanym chłopakiem córki ciotki jej ojca i ona zna jakiegoś demona który skontaktowała się kimś tam a ten ktoś tam powiedział Karou o tajemniczym planie Hakaze, i ona się tu pojawiła żeby rozbić małżeństwo Itacza z Amai bo wtedy będzie mogła sobie pocieszać Kazamę jak Liv wyjdzie za mąż za Uchichę, ja geniusz zbrodnie normalnie :D W sumie ja to seryjny morderca w żółtej kurtce :D nie pytaj to efekt jazdy autobusem z pewnymi osobami które mają podobnie zrąbany umysł co ja :D
    Ach te umiejętności Uchiha, zawsze są najlepsi nieważne czy się dopiero uczą czy już są naumiani :D Ale widać, że Zaku to wszechstronny podglądacz i manipulator oraz całkiem dobry obserwator :D
    Saskłacz i Naruciak ci dwaj potrafią szerzyć zniszczenie prawie tak samo dobrze jak Itacz i Liv :D
    Tak Kłaczku wyrzekaj się swojego stalkowania Itachiego, wszyscy i tak wiemy, że kłamiesz ale co tam próbuj dalej może ci się uda przekonać kiedyś jakąś mało ogarniętą osobę. W sumie tak sobie teraz myślę, że Uchiha maja jakąś taką wewnętrzną potrzebę chodzenia krok w krok za osobą silniejszą od nich ( idealnie nadawali by się na paparazzi :D, wyobraź sobie takiego Itachiego w czarnych okularach z aparatem typu Canon i łazi za np. tobą normalnie idealny paparazzi i jeszcze roztaczając swoja tajemniczą aurę zastraszył by ochroniarzy, dodatkowo jego zdolności do kradnięcia drobnych rzeczorów i chowaniu wszystkiego w przepastnych kieszeniach zapewniły by mu sławę godną nie jednej gwiazdy :D )
    O czym to ja ... a tak Uchiha czyli teraz Shisui, ten to zawsze potrafi się pojawić w odpowiedniej chwili, ale przecież nie pozwoli by "ukochana" ( stwierdzenie niepoprzedzone żadnymi badaniami, chyba, że takimi zrobionymi przez samego Shisujego :D ) swojego kuzyna ucierpiała, przez gościa którego ja chętnie nazwałabym Stefanem nie wiem dlaczego tak jakoś mi pasuje tu Ścifan :D no ale jego już nie będę zmieniać bo on pozostanie tym wnerwiającym ambasadorem który na 100% ma powiązania z łowcami demonów, dla których w dalszym ciągu mam przygotowane tortury tak w razie gdyby któryś postanowił jakimś cudem powstać z martwych, poznacie gniew mordercy w żółtej kurtce buahahaha... < śmieje się szatańsko i robi minę przerażającego clowna >
    CDN...

    OdpowiedzUsuń
  7. PART II (bo blogger ma głupi limit na komentarzach )
    Wyobraź sobie, że moją pierwszą reakcją po tym jak Amai powiedziała, że się zakochała było takie : Brawo Shisui nareszcie udało ci się odbić narzeczoną kuzynowi :D tak wiem, że nie ma tam najdrobniejszej wzmianki o Teleporterze ale to mój mózg więc potrafiłabym w swojej wyobraźni nawet zmusić Itachiego do tańczenia przed całą wioską w bokserkach, to byłą by jego kara za to, że NIE POWIEDZIAŁ ŻE SIĘ ŻENI !!!. Zdaję sobie sprawę z tego, że uśmierciłabym tym pomysłem prawdopodobnie 75% populacji wioski ale czego się nie robi, żeby upokorzyć Uchihę :D
    O Kazama, a ciebie co sprowadza do wioski. Dobra staram się dostrzec jakieś pozytywne cechy w tym facecie ale to trudne, bo pojawia się zawsze kiedy myślę, że już bardziej zawiłe to to nie może być i bum Kazama. Tak wiem,że zawsze jest skory do tego aby pomóc Senju ale ta "pomoc" zawsze kończy się pogłębieniem konfliktu Senju Uchiha, ale ty przecież takowego już dawnoo nie było. Kazama choć tu trza podrażnić naszego kochanego użytkownika Sharingana < ciągnie go za sobą w poszukiwaniu Itacha > och wioska tego nie wytrzyma ale co tam może ktoś oberwie rykoszetem :D
    Dobra to chyba tyle, wydaje mi się, że nie przekroczyłam normalnego poziomu głupoty i bezsensowności w tym komentarzu, ale pewności nie mam w końcu nawdychałam się zapachu skoszonej trawy ( takiej ogródkowej dla sprostowania a nie pietruszki pięciopalczastej, ok ) więc pozdrawiam, czekam na następną notkę ( ja nie być człowiek pazerny jestem po prosu człowiekiem uzależnionym od czytania, czyli czytaczem a to się objawia, jak każde uzależnienie tym, że chcesz więcej i sięgasz po więcej + jeszcze takimi bezsensownymi rzeczami jak własne zdanie i rozwinięta wyobraźnia ale to takie mniej ważne :P ) i życzę aby wena się nażarła w końcu i nie protestowała bo pracować trzeba, żeby spalić tą ilość głupoty znajdującą się w tym komentarzu :D
    Buziaczki Hejter :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeeeej! Nie spodziewałam się! W końcu mówiłaś, że tyle masz nauki, a to jednak dałaś radę machnąć komentarz, i to jaki :”D. Jestem z Ciebie dumna. Też grillowałam (matulu, nie wiem jak wejdę na wagę, no ale…).
      Tia, wiem znowu żal, że MAŁO. Oczywista oczywistość XD.
      No tak, Itachi nawet jak go nima to i tak obrywa. Ciężki los główniej postaci męskiej… i słuszna uwaga, baba zawsze znajdzie powód do sapów. Chyba mamy to zapisane w genach (nie chyba tylko na pewno).
      Retrospekcje są dla ciekawskich^^. I w sumie nawet fajnie się je pisze. Bo niby ja to wiem, a Wy już nie, więc trza ujawniać. Kto uczył, jaka była rodzina, skąd Chowańce… dzięki temu historia ma fundamenty (jako takie).
      A nazywaj se ją jak chcesz, mnie wsio ryba. Ważne, że wiem o co camon XD. Ten sznurek znajomości Hakaze mnie przeraził. Nawet nie próbowałam sobie tego wyobrażać bo chyba pękłaby mi głowa. Zdecydowanie interesujące rozkminy po jeździe. Chyba coś w powietrzu we wnętrzach tych autobusów, albo towarzyszące Ci osoby coś wyziewały (chociaż może wciągały?). Jedno z dwóch.
      Co Uchiha to Uchiha. To logiczne, że Zaku musi być najlepszy. Krew zobowiązuje. Ano, Sasuke i Naruto to powinni mieć już wygrodzony jakiś teren only dla nich. W końcu wioska przynajmniej nie musiałaby nic remontować po sprzeczkach. Oj tam, Liv już trochę ogarnęła gniew i powściąga wodze swojemu temperamentowi. Chociaż, w sumie po tej akcji z narzeczoną aż dziwne, że nie obdarła Itachiego ze skóry. Każdy sąd by uniewinnił XD.
      Wiesz, że masz rację? Praktycznie każdy z nich (Uchiha) miał przy sobie człowieka, którego uważał za godnego rywala. Mnie zawsze fascynowały te ich więzi rodzinne. Jak mocno kochali rodzeństwo. Madara brata, Itachi Sasuke itd. Zapewne nie byli jedynymi w historii.
      Umarłaś mnie tym papparazi. Wyobraziłam to sobie i te płaszcz z kieszeniami kupił mnie całkowicie XD. Mając takiego nachalnego fotografa jak Itachi to z chęcią każda zapozowałaby mu do niegrzecznych zdjęć, a nawet dorzuciła jakieś suweniry^^. Zdecydowanie Łasic nie musiałby się za wiele narobić żeby zarobić :”D.
      Boru, boru… stefan ambasador, persona mordercza w żółtej kurtce (bardzo dyskretnej, a co). Jagoda co Ty ćpiesz? Bierz pół, albo się podziel XD. Tego jeszcze nie grali. W każdym razie Shisui to czujny człek i zawsze wie gdzie, co, i jak. Trochę przerażające jak się głębiej człowiek nad tym zastanowi, ale przydatne. Właściwy człowiek na właściwym miejscu^^.
      Tak właśnie myślałam, że obwinisz Shisuiego. Heh, ależ ten facet musi się poświęcać dla durnego kuzyna. Jednak, może to on, a może nie… w końcu niezbadane są losy bohaterów prowadzonych przez manowce przez autorów XD. Zdarzyć się może wsio…
      A kara dla Itachiego interesująca, chociaż sądzę, że rzeczywiście większość kobiet umarłoby od nadmiaru wrażeń. Kazama to ciężka postać do polubienia. Rzeczywiście jest dobry tylko dla Liv i to bez przesady. Ja mimo wszystko go lubię. I masz rację! On idealnie rozdrażni Uchihę. W końcu krew nie woda (zwłaszcza ta u demonów XD).
      Hej, ja lubię Twoje komentarze. Zawsze je czytam z zacieszem na ustach. Ta, mhm… jasne, że trawnik. No ale powiedzmy, że Ci wierzę… wiedziałam, że długość jak zwykle pozostawi niedosyt, ale nie mogę Was zasypywać nadmiarem akcji. Zgubita się w tym gąszczu i co? Nie trza robić zamieszania, ale ciągle do przodu.
      Wena aż zamruczała z radości na ten komentarz :3. Dziękuję Ci za wyczerpującą wypowiedz i życzę powodzenia w nauce (chemię szybko ogarniesz). Pozdrawiam gorąco^^.

      Usuń
  8. Jestem pod wrażeniem. Bardzo fajny artykuł.

    OdpowiedzUsuń