Czas na marudzenie odautorskie! Wiem, że się
cieszycie :”D. Zacznę od tego, że ostatnio przeczesując otchłanie Internetów
(czasem opłaca się taka wędrówka, czasem nie, bo tego co się zobaczyło już się
nie da odzobaczyć ;_;, tak więc każdy robi to na własne ryzyko) wpadłam na
kilka blogów, które wprawiły mnie w konsternację. Nie, nie dlatego, że były
złe. Otóż, obudziły we mnie zazdrość, że ja nie mam takiego lekkiego pióra.
Staram się pocieszać, że pisanie w narracji pierwszoosobowej to nie mój konik
(boję się spartolić postać Liv, no i chyba ogólnie jestem jakoś nastawiona na
anty do takiego pisania, co jest swoją drogą dziwne, bo kilka razy się na coś
takiego porwałam i przeżyłam, no ale… przypadek potwierdza regułę, nie?), ale
inaczej spojrzałam na moje opowiadanie. Przede wszystkim, za mało opisów! Borze
szumiący… chciałabym ich machać więcej, ale te które powstają są tak złe, że
strach publiszyć. Bolą mnie przy samym pisaniu, a co dopiero by było jakbyśta
to czytali…
Okej, pomarudziłam to teraz czas na suche fakty XD.
Nie macane przez betę ;_;. Sprawdzałam po kilka razy i wydaje się, że tragedii
nie ma. No, ale wiadomo jak jest gdy się samemu kuka. W każdym razie, mam
nadzieję, że długość wreszcie Was nasyci. Przyznam, że do tego rozdziału
wykorzystałam lwią część moich notatek. Tak więc teraz trza będzie tworzyć od
zera. Heh, lubiłam mieć coś w zanadrzu…(ze zmartwieniem patrzy w magiczny
kajet) Dobra! Nie przedłużając, zapraszam do czytania i czekam na Wasze komentarze
:3. Buziole!
Liv z
westchnieniem opadła na kanapę, opierając się wygodniej o zagłówek. Zaraz po
przekroczeniu progu rezydencji pozwoliła aby demonia powłoka zdominowała jej
ciało, ukazując prawdę o pochodzeniu. Czerwone kosmyki momentalnie zostały zastąpione
przez białe, a zielone oczy przybrały odcień płynnego złota z podłużną źrenicą. Senju w zamyśleniu postukała zaostrzonym pazurem o skórzane obicie podłokietnika,
zagapiając się na palenisko kominka.
Doprawdy, nigdy by
nie przypuszczała, że ktoś kto nie jest Łowcą, opracuje specyfik przeciwko
demonom. Nie miała złudzeń, że delegat obrał ją sobie za cel, ale wciąż nie
rozumiała dlaczego. Przede wszystkim skąd mu przyszło do głowy żeby potraktować
czymś takim kunoichi Konohy, tuż pod nosem Hokage.
— Nie mieszkasz
tu — stwierdził Kazama, przejeżdżając palcem po sporej warstwie kurzu na półce.
Zostawił na niej fantazyjny zawijas, zaraz wycierając brud o wyciągniętą z
kieszeni chustkę. On również zrezygnował z ludzkiej powłoki dochodząc do
wniosku, że nie ma potrzeby jej utrzymywać gdy przebywali sami.
— Może nie lubię
sprzątać — zauważyła ze znudzeniem, spod oka obserwując jak spokojnym krokiem
przechadza się po gabinecie, od niechcenia dotykając różnych przedmiotów. Teraz
aktualnie skupił się na grubej księdze, zawierającej spis ważniejszych wydarzeń
w Konoha za panowania Pierwszego i Drugiego Hokage. — Kazama, po co czytasz
skoro widzę, że cię to nie interesuje?
— Zabijam czas,
czekając aż twój organizm się otrząśnie po wdychaniu tego syfu — mruknął,
pobieżnie przelatując wzrokiem tekst i co trochę kartkując strony. — Jedyny
plus, że teraz będziesz na niego odporna.
— Brzmisz tak
jakbyś już się kiedyś z nim spotkał. — Jak na zawołanie, przed oczami Liv
stanęły wspomnienia wydarzeń sprzed kilkudziesięciu minut na co skrzywiła się
malowniczo. Zaaplikowany przez Kagurę środek sprawiał, że powieki Senju były
niemiłosiernie ciężkie i tylko ogromna determinacja sprawiała, że nie zasnęła
na siedząco. Ogółem, czuła się oszołomiona i nieprzytomna. Cokolwiek stworzył ten
szarlatan, idealnie nadawało się do dezorientacji przeciwnika.
— Bo spotkałem.
— Jak to? — Aż
poderwała się z miejsca, w sekundzie pokonując odległość dzielącą ją od demona
i bezceremonialnym ruchem wyrwała mu księgę z ręki. — Myślałam, że to nowy
twór!
— Może jeszcze
stworzony specjalnie dla ciebie, co? — Zadrwił, uśmiechając się złośliwie.
Zaraz jednak spoważniał, przenosząc wzrok na ogród za oknem. — Kagura Amata od
dawna jest znany społeczności demonów.
— To dlaczego ja
nic o nim nie wiedziałam?
— Bo nie żyjesz
wśród nas? — zapytał retorycznie, łapiąc dziewczynę pod ramię i sadzając
z powrotem na kanapie. — Nie szarżuj, bo mi tu padniesz.
— Skoro tak, to
pewnie też monitorujecie jego poczynania — stwierdziła z zamyśleniem, całkiem
ignorując ostatnia uwagę pobratymca. Teraz już znała prawdziwy cel węszenia
Kaoru wokół Konohy, kobieta została wysłana na zwiad.
— Szybko łączysz
fakty.
— No dobrze, a
teraz mi powiedz, dlaczego delegat z Kume wzbudza aż takie zainteresowanie w
waszych kręgach?
— Powinnaś się
przespać — zauważył, posyłając Liv sugestywne spojrzenie. Kiedy spostrzegł jej
naburmuszoną minę, westchnął ciężko siadając obok. — Uparta jak matka.
— Więc?
— Nie zaczyna
się zdania od „więc”.
— Kazama!
— Jeśli chcesz
się czegoś dowiedzieć to na początek nie krzycz i słuchaj — rozkazał, obejmując
Liv i zmuszając do położenia głowy na swoje ramię. Kiedy nie zaprotestowała, a
tylko ułożyła się wygodniej aż zerknął na nią ze zdziwieniem. Nie spodziewał się takiej uległości, ale nie zamierzał narzekać. Marszcząc
odrobinę brwi, powoli zaczął wyjaśniać. — Demony są bytami doskonałymi,
zwłaszcza jeśli porówna się je do ludzi. Nasze organizmy są sprawniejsze, a
przede wszystkim bardziej odporne. Szybkość, siłę oraz znakomity refleks,
dostajemy na start, gdy człowiek musi na to wszystko pracować latami. Demony
rozwinęły zmysły na poziomie tego słynnego Senjutsu, mimo że nie posiadają
czakry. Nie potrzebujemy żadnych inicjacji, pieczęci, ponieważ w naturalny
sposób czerpiemy energię z otoczenia.
Zamilkł na
moment, zagapiając się na malowidło zawieszone nad kominkiem. Płótno przyciągało wzrok ponurą paletą barw oraz emanującym z niego emocjom. Autor w sposób mistrzowski ukazał mimikę twarzy bohaterów, gdy wpatrywali się w siebie złowrogo podczas składania pieczęci. Dało się wyczuć tę determinację, gniew i chęć zwycięstwa pojedynkujących się mężczyzn. Otrząsając się z
zamyślenia kontynuował, wciąż przyglądając się obrazowi przedstawiającemu walkę
Hashiramy z Madarą.
— Logiczne więc,
że w końcu zwróciliśmy uwagę naukowców na całym świecie. Badaczy nęciła wizja
stworzenia nowego pokolenia ninja, które czerpałoby wszystko co najlepsze z obu
ras. Shinobi doskonały, który raz na zawsze zrewolucjonizowałby potencjał
wojskowy tego kto stałby się jego posiadaczem. Oczywiście, z punktu widzenia
naukowego naszą największą wadę stanowił brak czakry, więc trzeba było to jakoś
zmienić. Po kilkunastu próbach, gdzie nie udało się uniknąć ofiar, wszystkie
Wioski oficjalnie zrezygnowały z prowadzonych eksperymentów, uznając je za
nieetyczne. — Nakręcił na palec długi kosmyk włosów Liv, uśmiechając się
złośliwie. — Zabawne, że zrozumieli to dopiero gdy śmierć zebrała krwawe żniwo.
Gdyby nie to, to nadal bawiliby się w Boga, manipulując w najlepsze genami. W
każdym razie, podpisano nawet jakiś dekret zakazujący takich praktyk, ale to
nie przeszkodziło Kume w dalszym drążeniu tematu. Oni wciąż cichaczem w swoich
podziemiach, pracowali nad stworzeniem hybrydy. Działając pod protektoratem Kage,
naukowcy po wielu staraniach, licznych zgonach obiektów, wreszcie odnieśli
połowiczny sukces. Stworzyli wymarzonego potomka obu ras, ale jedynym czym mógł
się on pochwalić to znakomity zmysł węchu, zwierzęcy instynkt oraz barwa oczu,
charakterystyczna dla demona. Żadna z innych, preferowanych cech nie została
przyswojona sprawiając, że całe przedsięwzięcie zakończyło się spektakularnym
fiaskiem. Program trwał kilkanaście lat i pochłonął masę pieniędzy z budżetu
Kumo, zanim zdecydowali się go przerwać dochodząc do wniosku, że jest zbyt
kosztowny jak na tak mizerne rezultaty.
— Chcesz
powiedzieć… — Liv aż przygryzła wargi, analizując intensywnie zasłyszane
informacje. To się po prostu w głowie nie mieściło, ale z tego co zrozumiała
to…
— Tak. Pan
Kagura Amata, jest tym nieudanym eksperymentem Kumo.
— To dlatego go
obserwujecie…
— I tak i nie.
Obserwujemy go głównie dlatego, że szuka ciebie — wyjaśnił ze znudzeniem,
odchylając się na oparciu i zakrywając ramieniem oczy. — Odkąd usłyszał plotki
o istnieniu demona z czakrą, przemierza kraje próbując go odnaleźć.
— Po co?
— Tego już nie
wiemy. Może do przeprowadzenia na nim własnych badań, a może tylko z
ciekawości. Choć ja obstawiam to pierwsze.
— Dlaczego z
góry obstawiasz najgorsze...
— Bo mówimy
tutaj o ludziach, Liv. — Spojrzał na nią ostro, a następnie podniósł się z
kanapy. Podszedł do zawieszonego naprzeciwko obrazu i przejechał palcem po
ramie. — Człowiek to takie stworzenie, które dąży do destrukcji tego świata, a
co ciekawsze robi to nie posiadając żadnego zapasowego.
Słysząc to Senju,
zacisnęła usta ale nie skomentowała. Kazama w dużej mierze miał rację. Ludzie z
radosną beztroską niszczyli planetę na której żyli, nie zastanawiając się co
będzie dalej. Nie interesowało ich co zrobią za kilkadziesiąt czy kilkaset lat,
gdy zasoby naturalne się skończą. Liczyło się tylko tu i teraz.
— No dobrze, a
skoro wyjaśniliśmy sobie postać Kagury to przejdźmy do bardziej frapującej
sprawy. — Złote ślepia demona skupiły się na twarzy Liv, z uwagą śledząc każde,
nawet najmniejsze drgnięcie mięśnia. — Doszły mnie ciekawe plotki, które
przybyłem zweryfikować.
Te kilka słów
wystarczyło aby zrozumiała o czym mówił Chikage. Skrzywiła się malowniczo
zdając sobie sprawę do czego zmierza ta rozmowa, ale nie odwróciła wzroku. Nie
zamierzała się bawić w kotka i myszkę. Zaciśnie zęby i powie prawdę.
— No więc, nie
pochwalisz się?
— Niby czym? —
Granie na zwłokę nie było kłamstwem.
— No jak to
czym, że tworzysz szczęśliwy związek z Uchihą — rzucił, wyraźnie siląc się na
spokój. — Swoją drogą, gdzie on jest? Chciałem mu pogratulować.
— Szczęśliwy? I
do tego związek?
Liv roześmiała
się drwiąco, kręcąc z rozbawieniem głową. Wywiad Chikage jak widać nie
przekazał mu wszystkiego. Pytanie czy nie wiedział, czy po prostu wolał aby
dowiedział się sam, prosto ze źródła. Wyłapując dziwną nutę pobrzmiewającą w
jej głosie, Kazama spojrzał na Senju badawczo spod przymrużonych powiek.
— A Uchiha jest pewnie w domu. Z narzeczoną.
— Zaraz, z kim?
— Z narzeczoną —
powtórzyła uprzejmie, z ciekawością obserwując zmiany na obliczu rozmówcy. Szok
bardzo powoli przeobrażał się w niedowierzanie, aby na koniec zatrzymać się na
gniewie. — No wiesz, to taki ktoś z kim planujesz swoją przyszłość. Chcesz
zalegalizować związek, pragniesz z nim stworzyć rodzinę.
— Wiem kim jest
narzeczona.
— To co się
głupio pytasz?
— Chwileczkę. —
Przymknął na moment powieki, palcami masując skronie. Widać było, że nie
przewidział takiego rozwoju sytuacji. Kiedy już wszystko sobie poukładał,
warknął: — Naznaczyłaś go wiedząc, że ma narzeczoną?!
— No, a jak
myślisz? — Prychnęła z sarkazmem, zaraz zgrzytając zębami na samo wspomnienie
wspólnej nocy. — Pewnie nie miałam pojęcia o jego planach na przyszłość.
— Czyli, że cię
wykorzystał.
— Kazama,
uspokój się — westchnęła ciężko, błyskawicznie łapiąc go za rękę i ciągnąć w
swoją stronę. Posłała mu uspakajający uśmiech, ale zamiast jakoś załagodzić
sytuację tylko dolał oliwy do ognia. W sekundzie wyczuła kumulujący się w nim
gniew, który nie wróżył nic dobrego. Musiała szybko sprawić aby buzujące w
demonie emocje opadły. Nie chciała aby rozszarpał Uchihę na strzępy, a niestety
taki plan odczytała w jego oczach. — Nie jestem dzieckiem. Do niczego mnie nie
zmusił. Wszystko odbyło się za obopólną zgodą.
— Tyle razy cię
ostrzegałem… — Wziął głęboki oddech, kucając przed nią i ujmując jej dłoń w swoje.
Powolnymi ruchami przesuwał opuszkami po skórze, starając się wyciszyć palącą
chęć mordu.
— Wiem, ale to
moje życie i nie możesz przeżyć go za mnie — szepnęła, wolną rękę kładąc na
policzku demona. Zaskoczony tym gestem, podniósł wzrok, napotykając łagodne
spojrzenie Senju. — Ale doceniam, że zawsze jesteś gotów aby pomóc mi wstać.
— Jedno twoje
słowo, a już nigdy nie pozwolę ci upaść.
W
odpowiedzi przymknęła powieki i nachyliła się, opierając czoło o jego. Przez dłuższą
chwilę trwali tak w milczeniu, a ona chłonęła całą sobą obecność demona. I choć
nie przyznawała się do tego głośno to tęskniła za Kazamą. Za ich spotkaniami,
za rozmowami czy zwykłym spędzaniem razem czasu na nic nie robieniu.
***
Itachi z
zamyśleniem obserwował niebo, leżąc rozłożony na trawie za domem. Do uszu
Uchihy co trochę dochodził dźwięk pluskania, gdy ozdobne karpie wynurzały się
gwałtownie na powierzchnie sporego rozmiaru oczka wodnego. Kątem oka widział
feralny, drewniany mostek, na którym pierwszy raz zobaczył przyszłą żonę w
towarzystwie Senju.
Słuchając szumu
drzew, analizował zmiany jakie zaszły w jego życiu po przybyciu Amai. Po
pierwsze nigdy nie przypuszczał, że w tak młodym wieku zostanie zmuszony do
ożenku. Zabawy w umacnianie więzi pomiędzy Wioskami za pomocą ślubów, uważał za
trochę staroświeckie. Niestety najwyraźniej ojciec był innego zdania. Fugaku aż
promieniał zadowoleniem z takiej synowej. Mina co prawda odrobinę mu zrzedła
gdy się dowiedział, że Amai nie walczy ani nie posiadła żadnego spektakularnego
jutsu, ale zaraz stwierdził, że to nawet dobrze. Będzie mogła zająć się w pełni
domem i dziećmi, walkę pozostawiając mężczyznom. Oddychając ciężko, przeczesał
palcami włosy.
Niedawno wrócił
z treningu z geninami i dla odprężenia usadowił się na idealnie ściętym
trawniku. Śledził wzrokiem powoli płynące po niebie chmury, dumając nad zmianą
zachowania Amai. Od jakiegoś czasu, wyraźnie unikała obecności narzeczonego
znikając z domu na długie godziny. Owszem, zawsze do południa urzędowała w
kuchni razem z jego matką, ale kiedy tylko nadarzała się okazja opuszczała mury
rezydencji.
Kilkakrotnie
udał się w ślad za nią mając na uwadze bezpieczeństwo narzeczonej. Jednak prędko
się przekonał, że społeczność Konohy bardzo szybko zaakceptowała dziewczynę i
każdy traktował przybyszkę z Iwy z ciekawością oraz sympatią. Z tego co się
orientował, wolne chwile poświęcała na obchodzenie osady wzdłuż i wszerz. Niekiedy
robiła to w towarzystwie Senju, ale nie gardziła również samotnością. Wyjątkowo
często gościła w szpitalu Konoha przynosząc pociechę pacjentom, którymi nie
przejmowała się rodzina lub jej zwyczajnie nie posiadali. Odciążała również
personel przy rutynowych zabiegach, a pielęgniarki wręcz z niecierpliwością
wyczekiwały składanych przez Amai wizyt.
Wydawało mu się,
że w ten sposób próbowała jakoś przetrwać tę trudną sytuację. Wyrwana z
rodzinnego środowiska oraz rzucona od razu na głęboką wodę — wpakowana w
zaaranżowane małżeństwo — czuła się obco w nowym miejscu. Zaczęła więc szukać
czegoś na wzór pracy w Iwie, co dawało jako taką stabilizację i bezpieczeństwo.
To wszystko znalazła w klinice, oddając się opiece nad pacjentami jako
wolontariuszka.
— Te, marzyciel…
Słysząc ciche
syknięcie tuż koło ucha, Itachi aż westchnął mimowolnie nakrywając ramieniem
oczy. Nie musiał otwierać powiek — zamkniętych pod wpływem rozmyślań — aby
wiedzieć kto postanowił uraczyć go swoją obecnością. W końcu od dawna nie było
gadki umoralniającej, więc logiczne, że przyjaciel pojawił się żeby to
nadrobić.
— Wstawaj, mam
ci coś do pokazania — Shisui mruknął ponaglająco, szturchając Itachiego pod
żebra. Kiedy kuzyn wyraźnie nie kwapił się do spełnienia polecenia, bez żadnych
ceregieli, w sekundzie postawił go do pionu. Całkowicie zignorował wrogie
łypnięcie ciemnych oczu, łapiąc Łasica za ramię i ciągnąc w stronę bramy.
— Co to ma
znaczyć?!
— Cicho, rób co
mówię — sapnął rozdrażniony tym brakiem współpracy. Gdy Itachi wreszcie
zrozumiał, że opór jest daremny i z własnej woli ruszył z nim ramię w ramię,
uśmiechnął się pod nosem. — Mam ci do pokazania coś interesującego.
— Mianowicie?
— Dowiesz się na
miejscu.
— Mam nadzieję,
że to jest warte zachodu.
— Jeszcze mi
podziękujesz, kuzynie.
***
Grupa Liv właśnie odbywała spotkanie organizacyjne,
zwołane na peryferiach wioski, na tarasie widokowym. Jako nowo uformowana grupa
geninów, stawili się odrobinę przed czasem, ale ku swojemu zdumieniu zastali
już czekającego na nich Jounina prowadzącego. Lekko speszeni wyraźnie wrogą
postawą, rozsiedli się na betonie wgapiając się w nowego opiekuna w napięciu oczekując
aż coś powie. Niestety ten wyraźnie się do tego nie kwapił.
Liv ze zmarszczonymi brwiami przyglądała się
stojącemu przed nimi mężczyźnie. Wysoki, długowłosy brunet patrzył na nich z
góry, nawet nie kryjąc miny pełnej niechęci. Jego jasne — charakterystyczne dla
klanu Hyuuga — oczy przesuwały się po ich twarzach, gdy przechadzał się w tę i
z powrotem po placyku.
— Nie zamierzam owijać w bawełnę. Wasza grupa w
zasadzie została mi wciśnięta na siłę i niezbyt jestem z tego zadowolony.
— Skoro to taka krzywda dla pana to możemy poprosić
o zmianę. Bez łaski.
— Senju, jeszcze nie skończyłem. — Zgromił dziewczynę
spojrzeniem, a następnie splótł ręce za plecami prostując się dumnie. — Jako
głowa szanowanego klanu, nie mam czasu na bawienie się w niańkę, więc etap
posiadania podopiecznych zamierzam zredukować do minimum — poinformował oschle,
zerkając na niebo i wzdychając cierpiętniczo. — Z mojej strony możecie liczyć
na to, że zrobię wszystko żebyście zaliczyli egzamin na Chunnina już za
pierwszym podejściem. Dzięki temu zaczniecie działać w nowych formacjach, a ja
zajmę się tym co istotne. — Ze spokojem odczekał aż słuchacze wymienią pomiędzy
sobą zaskoczone spojrzenia, by w końcu pokręcić z politowaniem głową. Naiwność
młodych ludzi bywała przerażająca. — Nie miejcie złudzeń. Nie zrobię tego
dlatego, że coś dla mnie znaczycie. Prawda wygląda tak, że skoro już dostąpiłem
tego wątpliwego zaszczytu, że wpadliście w moje ręce, to duma i honor nakazuje zrobić
z was najlepszych. Jakby nie patrzeć reprezentujecie również mnie.
— Zadufany w sobie dupek — wymamrotała Liv, krzywiąc
się przy tym z obrzydzeniem. Doskonale wiedziała, że mężczyzna usłyszał jej
uwagę, ponieważ sekundę później zatrzymał na niej wzrok marszcząc odrobinę
brwi. Niczym niezrażona wbiła bezczelne spojrzenie w słynnego Byakugana, ani
trochę nie żałując wypowiedzianych słów.
— Niektórzy z was będą musieli nauczyć się szacunku
— zauważył z jadem, odwracając się na pięcie i bez pożegnania odchodząc w kierunku
centrum wioski.
— Zaraz! A test wstępny?
— Mój czas jest zbyt cenny na marnowanie go na tak
trywialne rzeczy. — Obejrzał się przez ramię na poderwanych z ziemi uczniów.
Cała trójka nie kryła podejrzliwości, która aż wyzierała z ich postawy, gdy wlepiali
w niego oczy. — Liczę, że wasze rodziny zrobiły wszystko, aby nie zhańbić się
nieudacznikami.
***
Liv z
zadowoleniem opuszczała pokój zebrań Jouninów prowadzących. Kiwnęła na pożegnanie opiekunowi ekipy piątej,
wciąż nie potrafiąc się pozbyć z twarzy uśmieszku pełnego satysfakcji. Przed
chwilą odbył się ostatni etap egzaminu na Chuunina — poprzedzający finały,
odbywające się na oczach gości z całego świata — który przetrwała cała jej
drużyna, więc nic dziwnego, że rozpierała Senju duma.
Owszem,
wiedziała, że cała grupa intensywnie pracowała nad zaliczeniem rywalizacji, ale
postawa Yuchiro — jaką prezentował ostatnimi czasy — nie napawała entuzjazmem.
Wywoływała niepokój, który na szczęście okazał się nieuzasadniony. Chłopak dał
z siebie wszystko, wspomagając kompanów w boju.
Mrucząc z dumy,
łypnęła z wyższością na równającego się z nią krokiem Itachiego. Dzięki wysokim
umiejętnościom podopiecznych odnotowywała kolejny punkt dający Senju przewagę
nad Uchihami. Dlaczego? Powód był bardzo prosty. Jego drużyna nie dostąpiła tego
szczęścia aby zakwalifikować się do końcowej fazy rywalizacji w komplecie.
Niestety mimo zapalczywej walki Miwy o zwycięstwo, nie udało jej się pokonać
uczestnika z Oto. Chociaż Liv i tak z uznaniem stwierdzała, że dziewczyna
robiła co mogła. Dała z siebie wszystko aby wygrać to starcie. Na tyle ataków
jakie przyjęła podopieczna Uchihy to aż niebywałe, że wytrzymała prawie pół
godziny na nogach wciąż nie pozwalając przeciwnikowi zbyt szybko święcić
triumfu. Niestety chłopak z Oto znacznie przewyższał zdolności większości
biorących udział w zawodach geninów i wynik tej batalii mógł być tylko jeden .
— Gratuluję.
Liv aż uniosła z
zaskoczenia brew, zerkając na profil Itachiego. Prawdą było, że ostatnim czego
się po nim spodziewała to uznanie, ale jak widać życie lubiło zaskakiwać.
— Dziękuję —
odparła po krótkim namyśle, stwierdzając, że chyba mężczyzna nie drwi ale mówi
szczerze. A nawet jeśli się pomyliła to miała to gdzieś. Dziś nadszedł ten
dzień, kiedy Senju całkowicie zignoruje ewentualną prowokację Uchihy.
Itachi chyba
postanowił dzisiejszego dnia odkurzyć pokłady wpojonych dobrych manier ponieważ
chwilę później, otworzył drzwi przed lekko zdekoncentrowaną takim zachowaniem
Senju. Teraz już z wyraźną podejrzliwością spoglądała na mężczyznę — gdy
przepuszczał ją przodem — jakby się spodziewała, że zaraz wyrośnie mu druga
głowa.
Nagle, gdy ledwo
zdążyła zrobić trzy kroki z budynku, poczuła jak ktoś obejmuje ją mocno w talii
i przyciąga do swojego boku. Skonsternowana takim traktowaniem podniosła wzrok
i ku swojemu zdumieniu, ujrzała uśmiechniętego Shisuiego oraz stojącą za nim
Amai.
— No, no…
gratulujemy, Liv — roześmiał się głośno odwracając kunoichi do siebie przodem.
Trzymając dłonie na ramionach Senju, zmierzył ją spojrzeniem od stóp do głów, a
następnie zerknął na coś za jej plecami. To co tam ujrzał wystarczyło, aby w
oku Shisuiego pojawił się tajemniczy błysk.
— Widzę, że
wieści szybko się rozchodzą — rzuciła Senju, udając, że jest zdegustowana tego
typu atencją. W końcu nie wypadało się aż tak cieszyć. Na razie wygrała bitwę,
a nie wojnę. Mimo wszystko czuła się miło połechtana, że wiadomość o sukcesie
podopiecznych rozniosła się po osadzie. Ale to raczej normalne, że opiekun
odczuwał dumę z osiągnięć swoich adeptów. Nie wykonując żadnego ruchu aby się
uwolnić z zaborczego uścisku Teleportera, wychyliła się w stronę Azumy. — A ty,
co tutaj robisz?
— Shisui mi
powiedział i pomyślałam, że powinniśmy to uczcić. W końcu takie sukcesy wypada
świętować.
— Popieram —
przytaknął sam zainteresowany, łapiąc Liv za kark i opierając czoło o jej. —
Przyznaję, że trafiła ci się wyśmienita grupa, ale była prowadzona przez
jeszcze bardziej utalentowaną kunoichi. — Z zadowoleniem odnotował jak po tych
słowach na policzki Liv wpływa lekki rumieniec, dodając tylko Senju uroku.
Prostując się, mrugnął do niej wesoło i skupił wzrok na kuzynie. — Zapraszam
wszystkich do kawiarni. Oczywiście, ty Itachi, również czuj się zaproszony.
— Nie
wygłupiajcie się, przed nami jeszcze finały… — Liv dopiero po paru sekundach zrozumiała
komunikat Shisuiego oraz zorientowała się, że Itachi zamiast odejść w swoją
stronę, przysłuchiwał się ich rozmowie. Zaalarmowana odwróciła się do mężczyzny,
który opierał się o wciąż otwarte drzwi.
— To miłe, że
wreszcie raczyłeś mnie zauważyć — stwierdził z sarkazmem, zaraz podchodząc
bliżej. Na sekundę zatrzymał spojrzenie na powoli blednących rumieńcach Senju,
po czym przeniósł je na twarz kuzyna. — Z chęcią skorzystam z okazji, abym to
wreszcie ja zjadł na twój koszt.
— Nie dramatyzuj — prychnął Shisui, wcale nie
przejęty zarzutem. Błyskawicznie wsunął dłoń Liv sobie pod ramię, nakazując
reszcie aby poszli za nimi. — Gdyby nie ja, nie miałbyś okazji przeżyć „prawie”
podwójnej randki.
— Dobrze
powiedziane, prawie.
— Robisz się
zrzędliwy, wiesz?
— Shisui, daj mu
już spokój — wtrąciła się Amai, łapiąc Teleportera z drugiej strony.
Uśmiechając się półgębkiem, mrugnęła do milczącej Liv oraz wskazała na wystawione
przed najbliższym lokalem, stoliki i krzesła. — Może tam? Usiądziemy na świeżym
powietrzu, zamiast gnieść się w czterech ścianach. Taka ładna pogoda, że aż żal
jej marnować, a do tego pan Tanaka ma wyborne wyroby.
— Myślałem
bardziej o tej knajpce Heiwa na peryferiach wioski…
— Nie, tam
stawiają bardziej na zysk niż na zadowolenie klienta — stwierdziła
kategorycznie Azuma już jawnie ciągnąc ich w stronę wybranej miejscówki.
— Amai, ty to
chyba znasz tu każdy lokal — mruknęła Liv z przekąsem, zerkając na kolorowy
szyld knajpki. Nazwa Neko nie za wiele mówiła. — Ja znam raptem z pięć, a
mieszkam tu od urodzenia.
— Nie mam nic do
roboty to zwiedzam — roześmiała się głośno, popychając Liv na jedno z wolnych
krzeseł tak energicznie, że kunoichi o mało nie wywinęła malowniczego orła. Na
całe szczęście, zdążyła złapać się w porę tkwiącego z boku Itachiego. Wciąż
opierając się na brunecie odprowadziła dziewczynę morderczym wzrokiem, sycząc
pod nosem:
— Demon, nie człowiek… powinnam ją była utopić w tamtym śmiesznym Spa.
— Demon, nie człowiek… powinnam ją była utopić w tamtym śmiesznym Spa.
— Co tam
mamrotasz, Senju?
— Nieważne —
westchnęła, odsuwając się od mężczyzny i opadając na siedzisko.
Popołudnie
mijało szybko, a to za sprawą wyjątkowo wygadanych towarzyszy. Usta się Amai nie
zamykały, gdy weszła na temat pracy w szpitalu Konohy. Co trochę opowiadała o
śmiesznych sytuacjach oraz anegdotkach związanych z pacjentami. Kiedy tylko
brała oddech, jej miejsce na największą gadułę zajmował Shisui. Opowiadał o
wioskach jakie odwiedził podczas misji, oraz ciekawych tradycjach z jakimi się
spotkał. W swojej opowieści udało mu się nawet wpleć kilka informacji o
demonach, które Amai potraktowała jako bajki a Liv aż zastrzygła ciekawie
uszami. Zamierzała wypytać o wszystko Kazamę, jak tylko wróci z przyległej
osady.
— Właśnie, Liv.
— Shisui podparł się na łokciach i wychylił w stronę towarzyszki. — Chikage, to
na długo wpadł?
W momencie jak
tylko skończył wypowiadać to zdanie, dobiegł ich głuchy trzask łamanego drewna.
Zaskoczeni spojrzeli po sobie, a następnie odwrócili się w kierunku jego
źródła. Ze zdumieniem odnotowali, że jego sprawcą jest Itachi. Wszyscy troje
wlepili wzrok w połamany na miazgę patyczek po Mitarashi dango, którego drobne
strzępy sypały się na talerzyk spomiędzy zaciśniętych palców bruneta.
— Itachi uważaj
trochę — poradziła Amai, lekko marszcząc brwi. — Mogły ci się powbijać drzazgi.
— Nic mu nie
będzie — zbagatelizował sprawę Teleporter, machając lekceważąco ręką. — Więc?
— Co, więc? —
zapytała Liv, kątem oka obserwując zachowanie Itachiego. Niby ze znudzeniem
rozparł się wygodniej na krześle, patrząc na idących w oddali przechodniów, ale
ona wiedziała, że czekał na odpowiedź równie niecierpliwie co kuzyn. Demon
zdecydowanie nie przypadł mu do gustu.
— Kazama, czy na
długo zostanie w Konoha?
— Nie wiem, nie
rozmawialiśmy o tym.
— O kim mówicie?
— wtrąciła się niecierpliwie Amai, wlepiając wielkie jak spodki oczy w Liv.
— O dobrym
przyjacielu, Liv. Jeżeli wiesz co mam na myśli. — Shisui poruszył znacząco
brwiami, na co Azuma zachichotała dźwięcznie. Zaraz jednak zmarkotniał, marszcząc
z niezadowolenia nos. — Chociaż powinienem być zazdrosny, skoro udostępniłaś mu
pokój w rezydencji.
— A skąd ty czerpiesz takie informacje? — warknęła Senju, krzyżując ramiona na piersi i patrząc na
Teleportera spod byka. Doprawdy, ten gość posiadał wtyczki wszędzie. Aż strach
pomyśleć ile wiedział.
— Uroki pracy w
ANBU — zacmokał słodko, zaraz tracąc zainteresowanie inwigilowaniem kunoichi. Jego
ciemne oczy zatrzymały się na młodych kobietach, niosących dla nich przekąski. W
ich kierunku szły dwie kelnerki, jedna niosła tacę z napojami, natomiast druga
imponujących rozmiarów paterę z cistami.
Liv ze
znudzeniem oparła policzek na dłoni, spod oka patrząc na towarzyszy. Tylko od
czasu do czasu dorzucała trzy grosze do toczącej się rozmowy mając nadzieję, że
niedługo wreszcie skończy się to urocze spotkanie. Co tu kryć, czuła się
odrobinę niekomfortowo w towarzystwie Itachiego. Mimo że mężczyzna nie zabierał
za wiele głosu i ogólnie wydawał się mało zainteresowany pogaduchami znajomych,
to co trochę wyczuwała, że na nią patrzy. Sama unikała jak ognia spoglądania w
jego stronę, stwierdzając, że to będzie najbezpieczniejsze wyjście.
Nagle,
instynktownie wyczuła, że ktoś ją obserwuje i podniosła wzrok. To kogo
zobaczyła sprawiło, że aż zamilkła w pół zdania, ale reszta towarzyszy była
zbyt zajęta żywiołową dyskusją. Otóż Shisui, z drobną pomocą Itachiego,
opowiadał Amai o unikalnych klanach zamieszkujących wioskę i wdawał się w
debatę, który z nich ma najbardziej interesujące umiejętności.
Senju z pewną
dozą niepokoju obserwowała śpieszącą w ich stronę Hakaze. Szła pewnym krokiem,
roztrącając na boki zdumionych przechodniów, którzy zbyt wolno schodzili jej z
drogi. Na twarzy kobiety malowała się prawdziwa determinacja, a to nie wróżyło
niczego dobrego. Senju miała złe przeczucia, zwłaszcza po ostatniej ich
rozmowie. Co prawda minęło od niej trochę czasu, ale jakoś wątpiła żeby
członkini Skrytobójców zdążyła przetrawić i zaakceptować plany matrymonialne
swojej długoletniej miłości.
— Jestem w
ciąży! — zakomunikowała Hakaze pewnym głosem, stając przed Uchihą z zadowoloną
miną.
Liv na tę nowinę
aż zachłysnęła się pitą właśnie herbatą. Momentalnie zasłoniła usta dłonią i
krztusząc się oraz kaszląc, posłała niedowierzające spojrzenie w stronę dumnej kunoichi.
Doprawdy, nigdy nie sądziła, że Hakaze jest aż tak głupia. Najwyraźniej jej nie
doceniła.
Błyskawicznie
zerknęła na zdębiałą Amai, ale na całe szczęście dziewczyna nie wyglądała tak
jakby miała zamiar zaraz zemdleć. Dobre i to. Zamiast tego zamarła z utkwioną w
ustach łyżeczką, wgapiając się w przybyłą jak niezidentyfikowane coś, co na
dodatek gada. Sekundę później sztuciec wypadł Azumie z dłoni, z cichym brzękiem
uderzając w blat aby w końcowym efekcie zsunąć się na ziemię.
—Ta? Gratuluję. —
Itachi ze znudzeniem przyjrzał się uważniej postawionej na środku stolika
paterze z ciastami, ale widać żadne go nie zainteresowało ponieważ zaraz
odwrócił wzrok skupiając się na bawiącej się nagle serwetką Amai. Ciemne oczy
zatrzymały się na sekundę na pomiętoszonym papierze, po czym przeniosły się na
sfrustrowaną Hakaze.
—Z tobą! —
brnęła dalej kobieta, w ogóle niezrażona chłodną reakcją słuchaczy. Widocznie
uznała, że trzeba doprecyzować zarzut aby miał większą siłę przebicia. No cóż,
jakiś rezultat uzyskała. Amai lekko pobladła, a Liv z trudem opanowała chęć
wyrwania kunoichi języka. Za to Shisui w widoczny sposób hamował śmiech,
maskując go nagłym kaszlem i zerkając ciekawie na kuzyna. Z pewnością czekał na
jakąś barwną ripostę.
— Serio? —
Uchiha wykazywał znikome zainteresowanie stawianymi mu zarzutami, nie
przeszkadzając sobie w mieszaniu herbaty. Gdy przy stole zapadła pełna napięcia
cisza, spojrzał na kobietę spod rzęs, a na jego usta wypłynął leniwy uśmiech. —
Zabawne, w takim razie musisz być wiatropylna.
— Nie kpij
sobie, to poważna sprawa!
— Owszem,
poważna — przytaknął niskim i zimnym głosem, który sprawił, że Hakaze aż
zadrżała ze strachu. Chyba dopiero teraz zaczęło do niej docierać z kim
zadarła, bo momentalnie się cofnęła. Szkoda tylko, że zrozumiała to odrobinę za
późno. — Oskarżasz mnie o coś takiego, a jedną osobą z którą spałem z Konohy jest Senju.
Słysząc to Liv
wypluła herbatę oraz zamarła w niedowierzaniu, czekając na grom z jasnego
nieba. Zwłaszcza, że w sekundzie wszystkie oczy skupiły się na niej, a ona
odczuła przemożną chęć schowania się pod stół, albo zamordowania Uchihy. W
sumie opcja dwa o wiele bardziej przypadła jej do gustu.
— Liv, czy to
prawda? — Amai wbiła w Senju zaskoczony wzrok, na dnie którego czaił się łatwy
do zauważenia żal.
— Uwiodłaś go?!
— Hakaze niespodziewanie walnęła pięścią w stół, pochylając się nad Liv.
Obrzuciła ją spojrzeniem pełnym obrzydzenia, niemal wypluwając następne słowa.
— Pewnie chcesz go złapać na dziecko!
— No chyba sobie
teraz kpisz! Ja to nie ty — warknęła złowrogo, na takie niedorzeczne oskarżenia.
Wprost nie potrafiła uwierzyć, że kunoichi śmie odzywać się do niej w ten
sposób, skoro sama miała plan wrobienia Uchihę w ojcostwo. Zaraz odetchnęła
głęboko aby uspokoić buzujące emocje. Kiedy poczuła, że niebezpieczna chęć
poćwiartowania Hakaze minęła, zwróciła się do Amai: — A ty nie słuchaj tego
idioty. — Całkowicie zignorowała kipiącą gniewem kunoichi, stwierdzając, że
Azuma jest na tę chwilę ważniejsza. Bądź co bądź, należały jej się wyjaśnienia
w jaki syf się wpakowała. — To było dawno i nieprawda.
— Nie
powiedziałbym, że tak dawno… — zauważył spokojnie Itachi, opierając się
wygodniej na krześle. Całkowicie zignorował morderczy wzrok Senju, kontynuując
wypowiedź: — Dokładnie sześć dni przed twoim przybyciem do Konohy.
— Uchiha, co ty
do cholery wyprawiasz? — wysyczała przez zęby, z trudem opanowując chęć aby
chwycić bruneta za gardło i skręcić mu kark. — Nie słuchaj tego idioty.
— Dlaczego mi
nie powiedziałaś?
Liv przez
dłuższy moment wpatrywała się w jasne oczy dziewczyny, a następnie westchnęła
ciężko przecierając dłonią twarz. Nie spodziewała się, że sprawa wyjdzie na
światło dzienne i to za sprawą Uchihy. A do tego zostanie ujawniona w tak
niedyplomatyczny sposób.
— Wyjaśnię ci
wszystko później, okej? A przynajmniej przedstawię motywy jakie mną kierowały —
odezwała się zmęczonym głosem, zaraz przenosząc spojrzenie na przysłuchującego
się tej wymianie zdań Itachiego. — A ciebie zapraszam na słówko.
— Jak sobie
życzysz.
Liv całkowicie
zignorowała dziwnie przesłodzony ton bruneta odchodząc od stolika. Kiedy upewniła
się, że znaleźli się wystarczająco daleko od tkwiących przy stolików kompanów, bez ostrzeżenia uderzyła bruneta w pierś mrużąc w furii powieki.
— Co ty
najlepszego wyprawiasz?!
— Mówię prawdę.
— Zerknął kątem oka na przyglądających się im znajomych. Doskonale widział
szepczącego coś Amai Shisuiego i wiedział, że kuzyn wszystko załatwi tak aby
było dobrze. A przynajmniej zrobi wszystko żeby przygotować grunt na właściwe
wyjaśnienia.
— Nikomu ta
prawda nie jest potrzebna!
— Postawiłem
sprawę jasno, to chyba dobrze, że nie daję dziewczynie złudzeń — szepnął
złowieszczym tonem łapiąc Liv za przedramię i przyciągając bliżej.
— Złudzeń? Do
cholery, to twoja przyszła żona!
— Owszem,
wypełnię obowiązki wobec klanu oraz Konohy. Będę ją szanować i tolerować dla
dobra całego przedsięwzięcia, ale nie stanie się nikim więcej niż…
— Dobrze ci
radzę nie kończyć tego zdania — zagroziła, wbijając rozsierdzone spojrzenie w
jego twarz.
— Nie moja wina,
że za sprawą tego układu została zdegradowana do roli środka do osiągnięcia
przymierza ze Skałą.
— Uchiha, ona
jest człowiekiem i ma uczucia! A wiedza o tym z kim spałeś przed waszym ślubem,
jest jej zupełnie zbędna!
— Niezupełnie
się z tym zgadzam.
— Człowieku, o
czym ty gadasz! — wywarczała lekko zdezorientowana, ale zaraz się opanowała,
skupiając na najważniejszej kwestii. Do tej pory pamiętała bolesne ukłucie w
piersi, gdy Amai powiedziała o swoich uczuciach. Cholera, to nie mogło się tak
skończyć. Nie chciała złamać dziewczynie serca. — Idioto, ona się zakochała!
— Wiem.
— Co?!
— A skoro to
sobie wyjaśniliśmy, to teraz słuchaj, ty uparta dziewczyno — syknął zniżając
twarz to twarzy Liv, tak, że niemal stykali się nosami. — Tak się składa, że
mój gość jak tylko usłyszał o moim związku z tobą, jakoś dziwnie odetchnął z
ulgą. Zauważyłabyś gdybyś w tym czasie nie próbowała mnie zabić wzrokiem.
Wnioski powinny nasunąć ci się same.
— To nie ma nic
do rzeczy!
— Czyli się
nie nasunęły — westchnął ze zrezygnowaniem.
— Cholera, nie
możesz manipulować ludźmi tak jak tylko ci się podoba!
— Nic nie robię
bez powodu. — Z lekkim znudzeniem dostrzegł jak zazgrzytała zębami kipiąc z
gniewu, zaraz nabierając powietrza na dalszą kłótnie. Chyba nie pozostawiała mu
wyboru i będzie musiał się uciec się do jednych — z bardziej subtelnych — metod
uciszania. W każdym razie dużo przyjemniejszych niż te które poznał działając w
ANBU. Powinna być mu za to wdzięczna, ale to Senju, więc pewnie nie będzie.
— Uchiha, słowo
daję, że jak zaraz…
Aż otworzyła
szerzej powieki, gdy w sekundzie wykorzystał sytuację. Zaskoczone sapnięcie Liv
zostało stłumione przez gorące wargi Uchihy, a jego palce w mgnieniu oka
zanurzyły się w jej włosach, przyciągając ją bliżej. Zanim zdążyła jakoś
zareagować — najlepiej go odepchnąć — już się odsunął, patrząc na nią z nieskrywaną
satysfakcją. Przez dobrą minutę stała w bezruchu zbyt zdumiona tak obcesowym traktowaniem, jednak gdy minął pierwszy szok, poczęstowała Itachiego tak silnym policzkiem,
że aż rozniosło się głośne klaśnięcie, a ją zapiekła dłoń.
— Przesadziłeś —
wysyczała przez zaciśnięte zęby, a następnie odwróciła się na pięcie i szybkim
krokiem oddaliła się w stronę południowej bramy.
Itachi przez
dłuższą chwilę patrzył na wzburzoną Senju, po czym odetchnął głęboko. Wyglądało
na to, że zamiast odrobinę załagodzić sytuację, jedynie dolał oliwy do ognia.
Nie miał złudzeń, że gniew Liv po tym wydarzeniu będzie płonął jeszcze bardzo
długo. Z drugiej strony wiedział, że realizując obmyślony plan, obie strony
wyjdą z tego impasu obronną ręką. A przynajmniej obędzie się bez skandalu na
arenie międzynarodowej.
***
Shisui z lekkim
rozbawieniem obserwował zmiany malujące się na twarzy zdębiałej Hakaze. Kobieta
mrugała intensywnie, jakby chciała się upewnić czy czasem nie śni, a sytuacja nie
jest jedynie wytworem wyobraźni. Niestety ku jej rozpaczy obraz wciąż
pozostawał niezmienny. Itachi i Liv wciąż cicho rozmawiali, a odległość między nimi
była zdecydowanie zbyt niewielka jak na parę zwykłych znajomych. Nawet taka
ignorantka jak Hakaze domyślała się, że coś jest na rzeczy. A jeżeli przejawiała
ku temu jeszcze jakieś wątpliwości to następne wydarzenia nie pozostawiały
złudzeń o relacjach łączących tę dwójkę. Oczy kunoichi o mało nie wypadły z
orbit w reakcji na zabójczy pocałunek jaki właśnie miała okazję oglądać. Do
kobiety chyba dopiero teraz dotarło, że już dawno przestała się liczyć w walce
o Itachiego. Pokaz jaki zaserwował im przed chwilą kuzyn, dawał jasno do
zrozumienia na kim w pełni skupiała się jego uwaga. I to nikt inny jak Senju,
wyprzedziła Hakaze już w przedbiegach.
Shisui odrobinę
się skrzywił, słysząc podejrzane nosowe siąpnięcia. Nie spodziewał się, że
kobieta zacznie płakać, a niestety na to wyglądało. Stała ze schyloną głową,
tak, że twarz zasłaniała jej długa grzywka a dłonie zaciskała w pięści. Chwilę
później, błyskawicznie się odwróciła plecami i sztywnym krokiem odmaszerowała w
stronę pól treningowych. Chociaż nie widział łez to po drżących ramionach Hakaze
wiedział, że naprawdę się rozkleiła. Cholera, czuł się odrobinę winny za tę
sytuację. W końcu to on wygenerował wszystkie te wydarzenia, naciskając na
Itachiego i zmuszając do działania. Jednak tylko w ten sposób mógł powstrzymać
przyjaciela przed zrujnowaniem sobie życia.
— Shisui, ja też
już lepiej pójdę — odezwała się niespodziewanie Amai, odkładając wymiętoszoną
serwetkę. Teleporter przyjrzał się uważniej brunetce, po czym błyskawicznie
ujął ją za dłoń i przytrzymał w miejscu, kiedy chciała się podnieść.
— Przemyślisz to
co ci powiedziałem?
Westchnęła cicho,
pocierając palcami skroń oraz przymykając powieki. Widać było, że wciąż jest w
lekkim szoku po usłyszanych rewelacjach. W końcu kto by nie był. Właśnie się
dowiedziała, że Liv — kunoichi, którą uznała za przyjaciółkę — łączyły z
Itachim relacje nie tylko czysto zawodowe. Absolutnie każdy poczułby się
skołowany, a zwłaszcza po otrzymaniu takich wieści w takich okolicznościach.
— Potrzebuję
czasu, aby wszystko sobie poukładać.
— To oczywiste —
przyznał ze spokojem, a następnie uścisnął pocieszająco rękę Amai za co dostał
wymuszony uśmiech. To i tak więcej niż się spodziewał. Była naprawdę silna za
co ją szczerze podziwiał. Widząc, że chce odejść błyskawicznie poderwał się z
krzesła i szarmancko pomógł jej wstać. Nie zamierzał zatrzymywać dziewczyny,
ponieważ rzeczywiście potrzebowała chwili dla siebie. A skoro kierowała się w
stronę rezydencji Uchiha mógł spokojnie pozwolić jej wracać do domu.
— Powiem ci
kuzynie… — zaczął Shisui, podchodząc do Itachiego i z zamyśleniem drapiąc się
po brodzie. Zerknął na próbującego ochłonąć mężczyznę, po czym uśmiechnął się
drwiąco. Naprawdę czasem podziwiał go za tę brawurę w kontaktach z Senju. —
Zazdroszczę ci taktu i wyczucia co do kobiet. Serio mógłbyś dawać z tego
wykłady.
— Zaczynasz?
— Ależ skąd —
Shisui uniósł ręce w geście poddania, a następnie zaśmiał się cicho. — Jestem z
ciebie dumny. Wreszcie zachowałeś się jak na Uchiha przystało. No, może
wykonanie pozostawiało wiele do życzenia, ale…
— Shisui, radzę
ci na tym zakończyć.
— Dobra —
stwierdził wspaniałomyślnie, obejmując kompana ramieniem i prowadząc w stronę
najbliższego baru. Obaj potrzebowali chwili rozluźnienia po tym emocjonującym i
pełnym wrażeń dniu. A trzeba przyznać, że wyjątkowo obfitował w atrakcje. Kto
by się spodziewał, że za jednym zamachem stworzy się taki ambaras. Kiedy nie
odnotował żadnego oporu ze strony Itachiego, pokręcił z westchnieniem głową. —
Przyda ci się kieliszek czegoś mocniejszego. W sumie ja też nie pogardzę.
Ten rozdział jest super :-) Moja pierwsza myśl, że Amai zakochała się w Shisuim raczej nie była dobra, ale nie wiem kogo mogła wybrać, pewnie kogoś ze szpitala. Piękne rozegranie sytuacji przez Itachiego, dokładnie określił, kto go interesuje, teraz jestem ciekawa reakcji Kazamy ;-)
OdpowiedzUsuńPodsumowując, bardzo dużo wyjaśniło się kwestii i trochę łatwiej mi teraz ogarnąć sytuację
Huehuehuehue, podło!Czyli jednak umiem zaskoczyć^^. Niet, to nie Teleporter skradł serce Amai. Cieszy mnie, że przypadła Ci do gustu cała sytuacja z kawiarni. Przyznam, że ją miałam napisaną od dawna. Tak się jakoś ukluła w mojej łepetynie. A Kazama, hm… się zobaczy :”D. Raduje się moje serce, że się wreszcie odnalazłaś w tym opowiadaniu :3. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko.
UsuńRezerwacja miejsca. Ja tu jeszcze wrócę jak wyskrobię trochę czasu. Jak na razie mogę powiedzieć : TAK TAK TAK !!!!! skacząc z radości po pokoju i śmiejąc się jak wariatka :D
OdpowiedzUsuńHejter tu wróci więc CDN...
Czekam z niecierpliwością ^^
UsuńCDN part 1
UsuńWitaj człowiekos !!!
Właśnie wróciłam z Avengersów i mam trochę czasu do spożytkowania więc jestem :D w końcu obiecałam, tak.
Z grubsza znasz moją reakcję na ten rozdział można powiedzieć, że wyglądałam tak https://youtu.be/ehqept6EnCg?t=10s , oczywiście nie skakałam po ścianach, powód : brak miejsca ale można powiedzieć, że taka była moja reakcja :D No i oczywiście krzyczałam : TAK TAK NARESZCIE !!! ale to już mniej ważne :P
A teraz trza przejść do reszty rozdziału.
Dobra Kazama zaczynam wątpić w to czy chcę cię udusić czy wyściskać, ehh... to moje niedecydowanie, możesz czuć się na razie bezpieczny bo pomogłeś Liv i podnosisz ciśnienie cudownemu Itasiowi <3 co równoważy moją chęć wykopania cię z wioski :D Ale pamiętaj jeśli chcesz przeżyć podchodź tylko do ludzi w żółtych kurtkach ok :) < ślicznie mruga oczami >
Jak to tak ?!? Pan ambasador jest mutantem ?!? Jak to głupio brzmi, ale cóż. Stary po kiego grzyba ty się szlajasz za Liv, ok jest wyjątkowym demonem z chakrą ale przecież i tak ci nie pomoże, nie będzie współpracować i prędzej połamie ci wszystkie żebra, kości i ogólnie zrobi z ciebie papkę ( a jak nie ona to Itachi oczywiście ) jeśli będziesz próbował ją porwać, więc jaki jest two cel ? Wymyślnych teorii nie będzie bo mózg mam zapełniony wybuchami i efektami specjalnymi ( nigdy powtarzam NIGDY nie idę na dubbing 3D, w tym życiu mnie tam nie zaciągniecie ).
Widzisz Liv tylko ty nie wiesz, że jesteś w związku i to szczęśliwym z Uchihą, bo z tego co mi się wydaje to on raczej nie miał by nic przeciwko :D :P a nawet jeśli by miał to by się go przekonało razem z paroma osobami :D
Widocznie nie umiem łączyć faktów ale co chciał pokazać Shisui Itackiemu ? Nie mam pomysłu na nic poza tym, że świecące się światła w posiadłości Senju oraz zarys takich postaci jak Kazama i Liv ROZMAWIAJĄCYCH ale to raczej mało prawdopodobnie.
Retrospekcja, w sumie jak już tam gdzieś tam w hen dalekiej przyszłości zakończysz opowiadanie to wtedy je wszystkie będę musiała przeczytać tak super dokładnie :D bo średnio przepadam za przeskakiwaniem pomiędzy czasem, podróżami w czasie :D Ale teraz przynajmniej znam ich cel.
Yuppi potworki dotarły do finałów :D
Jest (prawie)zwycięstwo jest impreza !
Shisui "prawie podwójnej randki" co ty przepraszam sugerujesz ?! Mam nadzieję że chodzi ci o pary Liv Itachi i ty Amai bo inaczej będę twierdzić że kłamiesz i skończysz jak Derek ( http://kissthemgoodbye.net/teenwolf/albums/season3/ep14%201080/Teen_Wolf_S03E14_1080p_KISSTHEMGOODBYE_NET_0893.jpg ) a ja będę przepuszczać przez tą kratę prąd do puki nie przyznasz mi racji :P
CDN... ponownie...
CDN part 2
UsuńHAKAZE !!! TY IDIOTKO !!! Następnym razem coś lepszego wymyśl, ale mogę ci podziękować że zmusiłaś w sumie Uchichę do przyznania się że spał z Liv :D
Teraz w sumie mogę się skupić na tej sytuacji:
Itachi jak zwykle prosto z mostu bo co się będzie, prawda. :D Generalnie wtedy już się dusiłam ze śmiechu :D
Ta cała sytuacja z Liv i Itachim tam w tle Amai i Shisuim dla mnie nie do opisania, moim zdaniem perfekcyjna, byłam zaskoczona, szczerzyłam się jak głupia i zaczęłam skakać po pokoju.
Teraz mogę w sumie nawiązać do tego co pisałaś na początku nie zgadzam się z tym, że tutaj jest za mało opisów. Twój blog jest OSOM i mogę ci powiedzieć, jeśli coś cię obchodzi to co myśli taki prosty hejter jak ja, że na prawdę jest nie wiele tak super prowadzonych blogów (a nawet książek). Może nie mogę się nazywać wytrawnym czytelnikiem ale sporo już w moim krótkim życiu przeczytałam i dalej będę ci powtarzać, że piszesz świetnie. Moim zdaniem opisy są dla osób całkowicie bez wyobraźni, u ciebie potrafię sobie wyobrazić całą sytuację tak jak bym obserwowała ją z boku i to każdy szczegół, a podobno za mało opisujesz :P. Jednak to dalej twój blog jeśli sądzisz, że masz za mało opisów to mnie w sumie nic do tego ja i tak czytać będę, tylko błagam z umiarem, mam na myśli coś takiego, że masz tekst i połowa tego to opis tego jak bohaterka wiąże włosy ( miałam styczność z taką książką już nawet nie pamiętam tytułu ) Jako czytacz czytaczować dalej będę więc o to się nie martw, ty tu autorką więc eksperymentuj w sumie chyba o to chodzi w pisaniu, żeby wypracować własny styl pisania i żeby stać się kimś wyjątkowym :)
Dobra za mądrze się zrobiło ale nie ważne, ode mnie buziaczki za tę piękną końcową scenkę :* i plaskacza dla Itachiego <3 pozdrawiam, odrzucam jakieś kawałeczki ciastek dla Wenona, może się zadowoli tym co udało mi się wycisnąć z mojego zmęczonego mózgu ( i oczu, nigdy więcej na 3D )
Całuski, Hejter :D
***
Wyjaśnij mi co ja robię nie tak, wcześniej nie miałam problemów z bloggerem a teraz co bum za każdym razem, że ten komentarz jest za długi, http://s2.quickmeme.com/img/2a/2ab9ec9d349dc6691bf11ac26ad5ab8f0a693b5c59d2a9064a1fb27d238ca015.jpg
Pozdrawiam ponownie :)
No, hej, hej :3
UsuńBardzo mnie cieszy Twoja reakcja z wpisu. Zdecydowanie podoba mi się takie żywiołowe zadowolenie z notki XDD. I co marudzisz, że mało miejsca. Trzeba było się wyskakać na zewnątrz. Trawniki, ulice i te sprawy^^.
Widzę, że Kazama powoli zyskuje sympatię… i bardzo mnie to kurna cieszy! Ta postać jest taka niedoceniana. No, ale wreszcie miał swoje pięć minut i jak widać, nie zmarnował tej szansy.
Mutant, rzeczywiście brzmi dziwnie jak na uniwersum Naruto. Ale nie zapominajmy, że hybrydy, mieszań genowe i inne wynalazki, pałętały się po tamtym świcie^^. Nie będę wytykać palicami, ale kto liznął mangi albo anime ten wie.
Co do teorii, pozwalam Ci gdybać do woli. Może facet chce się tylko zaprzyjaźnić, a Wy zarzucacie mu takie niecne zamiary XD.
Ano, to nawet zabawne, że życie intymne naszych bohaterów i ogólne więzi, tak łatwo wypływają na wierzch. Normalnie zero prywatności. Nic nie ukryjesz przed resztą świata… nie ma najmniejszych szans na jakiś romansik na boku, bo cała Wioska już wsio wie :”D.
O to w sumie nawet ciekawe czy reszta ludu się jarnęła co pokazał kuzynowi Shisui. Przypuszczam, że tak skoro Itachi wydawał się lekko zdumiony obecnością Kazamy w osadzie. Zapewne to, że udzieliła mu noclegu również nie spotkało się z szalonym entuzjazmem. Ale co zrobić. Naważył se piwa to niech teraz pije.
Retrospekcje są dla ciekawskich :”3 i w sumie to fajne, że takowi są. Przyznam, że człowiek musi się trochę nagimnastykować uzupełniając informacje tak, żeby miały ręce i nogi, ale jaka satysfakcja później. Tak. Zdecydowanie warto nad tym ślęczeć.
Co do insynuacji Teleportera… dla mnie to jasne co sugerował. Raczej pomagając zbyt otwarcie Itachiemu, uzyskałby odwrotny skutek. A tak, kilka kłód pod nogi i człowiek od razu czuje oddech na karku konkurencji oraz wie, że musi zacząć działać, albo wszystko się posypie. Shisui to cwany chłopak^^.
To miłe, że galimatias spotkaniowo-wyznaniowy znalazł u Ciebie aprobatę. Przyznam, że tę scenę pisało się całkiem zabawnie. Taki poplątany Misz masz XDD.
Och… połechtałaś mnie i to ostro. Cieszy, że tak postrzegasz ten blog i człowiekowi aż chce się pisać. Co do umiaru… o to się nie martw. Jestem za leniwa na rozmemłane opisy, a poza tym zwyczajnie nienawidzę ich tworzyć. To dla mnie jedna z gorszych kar. Ostatnio się śmiałam do znajomej, że jak trafię do piekła to na bank, będę musiała myć okna i pisać opisy. Trzeba rozkminić poprawę, bo nie chcę takich tortur XD.
Plaskacz widowiskowy to i znalazł uznanie. Dziękuję gorąco za komentarz, Wenon się uradował z ciastek (porwał wszystko do szafy by zjeść sam -_-) i pozdrawiam.
P.S. Ja do kina pewnie nie pójdę na to, bo no cóż. Fantastyka nie ma brania jakoś w moim otoczeniu… heh, życie jest okrutne.
A co do marudzenia bloggera, to się nie przejmuj. On się nie zna XD.
Super odcinek! Nie wiem dlaczego tak narzekasz! :P Twoja narracja bardzo mi odpowiada i nie musisz jej zmieniać, a osobiscie wolę jak jest niewiele opisów a więcej akcji! Juz nie mogę się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń! Kazama w wiosce oznacza że Itachi bedzie zazdrosny a to na pewno będzie fajne! :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! <3
Trochę mnie pocieszyłaś, bo ja w sumie też wolę akcję niż opisy. Jak są za długie gdzieś to wstyd się przyznać, ale je omijam. Z grubsza przelatuję wzrokiem, skupiając się na tym co dla mnie ważne^^. Jestem złym czytelnikiem XD. I masz rację, Kazama w wiosce oznacza dla Uchihy wielki problem. Ale już więcej nic nie mówię. Przeczytacie, zobaczycie, wyciągniecie wnioski^^. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco.
UsuńPowiem Ci, że mi się podobało :D Jak Itachi dostał w twarz to aż mnie zabolało :D tylko czy rozdział 40 nie powinno się pisać XL?
OdpowiedzUsuńTaaa, moja wina. Nie zauważyłam, a coś mi nie pasowało :"3. Już jest jak trzeba.
UsuńSpoko :D zawsze do usług :D
UsuńJak zawsze czujny, ale to dobrze^^. A policzek, no cóż, siarczysty był, Senju z pewnością nie żałowała siły po takiej akcji XD.
UsuńI to był ten genialny plan Hakaze? No litości! Przeszła samą siebie.
OdpowiedzUsuńAle Itaś jak się zabrał za wyjawianie sekretów, to normalnie jak słoń w składzie porcelany, chociaż trzeba przyznać, że wyszło komicznie. Ja to dosłownie szczena w dół, trzask o podłogę, łups, zbieramy zęby, szczenę sklejamy i czytamy dalej. Dokładnie tak to wyglądało. Więc kontynuując, to szczególnie do gustu przypadło mi określenie "wiatropylna". Przy tym słówku to nie dość że szczęka znów na proch (kolejne spotkanie z podłogą) to jeszcze jakiś taki dziwaczny zapach spalenizny, bo mi się mózg schajcował.
A teraz tajemnica numer jeden. Sekretna miłość Amai. Kimże jest ten niezwykły amant, co jej zawrócił w głowie. Pojawiła mi się nawet w łepetynie szalona myśl jakoby owym szczęściarzem byłby Kazama, ale to chyba nie możliwe, bo przecież jak Shisui o nim wspomniał, to się nie zorientowała o kim mowa. Shisui też raczej odpada. Itachi też. Więc może Samon? Naruto? Sasuke? kto ją tam wie...
I jeszcze Kazama, to jest ważne. Był totalnie uroczy, taki przyjacielski i opiekuńczy. Nawet jak chciał Itasia przerobić na mielonkę za złamanie Liv serca. Awansował na mojej prywatnej liście postaci ulubionych na pozycje nr. dwa, zaraz za Shisuiem, który nawiasem mówiąc również był słodki. Teleporter to taka szara eminencja. Wszystko wie, wszędzie się wepchnie i robi to tak sympatycznie, że aż trudno się na niego złościć. Zresztą jego działania właściwie zawsze przynoszą pozytywne efekty. Wracając do Kazamy, strasznie fajnie wplotłaś wyjaśnienie odnośnie działania potwornego delegata. Chikage ma niezłe wtyki. Jeszcze ciekawsze skąd Shisui go zna.
Ach, żebym nie zapomniała. Itachi i jego metody uciszania Senju. Już widzę jak się będzie musiał naczołgać. Niestety drań ma sporo uroku, wiec pewnie Liv mu w bliżej nieokreślonej przyszłości wybaczy. Głupi Uchiha, za taki numer to mu się należy nie przebaczenie a wieczne męki. Chociaż w tym rozdziale upubliczniając uczucia odjął sobie kilka lat tortur.
Ogólnie w ostatnich kilku rozdziałów motyw Itaś x Liv raczej stał w miejscu. Tutaj nagle taki progres. Brawo.
To by było tyle.
Powodzenia i weny życzę
No cóż, pewnie wyszła z założenia, że nie zawadzi spróbować. Może Uchiha kiedyś zapił i nie pamięta z kim dzielił łóżko^^. No, ale naiwne.
UsuńNo, przyznam, że Uchiha zdetonował bombę, zamiast załatwić to dyplomatycznie. A komizm sytuacji, zamierzony^^. Cieszy mnie, że zaszokowałam, a za szczękę przepraszam ale nie obiecuję poprawy XD.
Miłostka Amai, chyba najbardziej poszukiwany amant czytelników^^. Ktokolwiek widział ktokolwiek wie… I nie, Kazama jej na oczy nie widział, tak samo zresztą ona jego. Panowie Uchiha również nie, a więc teoria obalona.
Awwww… czekałam kto doceni postawę Kazamy! I się doczekałam (ociera łzę z oka). Chciałam pokazać tu oddanie Chikage i chyba mi się udało. A najbardziej się raduję, że trafił do grona lubianych postaci. I no cóż, demon musi trzymać rękę na pulsie, jakby nie patrzeć ich rasa żyje w ciągłym zagrożeniu, więc powinien mieć wtyczki tu i tam. A tworzenie hybrydy jest jednym z istotniejszych zapędów ludzkich. Rządza władzy prowadzi do różnych działań…
Ja Kazamę uwielbiam, w sumie Shisuiego też XD. Kurde, ten Uchiha ma coś w sobie^^. Idealnie podsumowałaś Teleportera. Szara eminencja, która pociąga za sznurki zza sceny. O tak, to do niego wyjątkowo pasuje. Co do wiedzy Shisuiego… praca w ANBU oraz doświadczenie w nim zdobyte z pewnością ułatwia dostrzeganie pewnych zależności. Ale, ale… cholera, nic więcej nie mówię :x.
Metoda uciszania wybrana przez Itachiego była zdecydowanie zła. Ba! Najgorsza z możliwych! Nie dość, że ujawnił ich sekret, który nie powinien ujrzeć światła dziennego, to jeszcze na oczach wszystkich odważył się na coś takiego. Celowo zaznaczę „odważył”!. Za grosz instynktu samozachowawczego… a może to był jakiś głębszy plan? Jeżeli tak, to normalny człek go nie ogarnie XD.
Bliżej nieokreślona przyszłość ewentualnego wybaczenia tego czynu jest bardzo mglista. Zapewne wiele wody upłynie zanim się to stanie. No chyba, że Uchiha schowa dumę do kieszeni i zrobi coś spektakularnie głupiego alby się ukorzyć. Ale lata tortur dobrze brzmią, Liv z dziką radością wcieliłaby się w rolę kata.
Mówisz o progresie… zapewne wiesz, że na wszystko trzeba czasu i w tym momencie się to sprawdziło w pełni. Tylko dystans oraz dyszący bohaterowi w kark Shisui mógł zmusić go do działania. W każdym cieszy mnie, że się podobał rozdział. Jest chyba jednym z najbardziej przełomowych w historii.
Dziękuję za ten wyczerpujący komentarz, wenę zabieram i pozdrawiam cieplutko :3.
Kocham to <3
OdpowiedzUsuńMua, mua :"3
UsuńKiedy następny? Akcja sie rozkręca a my tu czekamy zniecierpliwieni! Chce wiedziec co bedzie dalej :(
OdpowiedzUsuńKomputer w naprawie i jest ciężko :/. Ale robię co mogę, musicie się uzbroić w cierpliwość. Buziaki i trzymajcie kciuki żeby materiały nie poszły w pizdu.
Usuń