3.07.2015

XLI DUMA SHINOBI



Witajcie!
Wiem, że długo przyszło Wam czekać, ale już jestem :”3. I mam dużo tekstu do czytania oraz pokochania. Mam nadzieję, że się ucieszycie i skrobniecie opinię w komentarzach. Hm? Można na Was liczyć? Pewnie, że można. Do tej pory nigdy mnie nie zawiedliście <3. W tajemnicy powiem, że znajome zazdroszczą mi tak elokwentnych czytelników, komentujących wpisy więcej niż jednym zdaniem.
Powinnam coś tu jeszcze poględzić, ale z racji wakacji chyba se oszczędzę. To co? Miłego wciągania tekstu i do napisania!
Ach, niebecone :/.




Senju wychyliła się przez szeroko otwarte okno, dla wygody podpierając się o zewnętrzny parapet. Przymykając powieki z lubością zaciągnęła się przesiąkniętym ozonem powietrzem. W tej pozycji nie czuła dochodzącego z głębi pomieszczenia zapachu świeżego tynku oraz farby, tak charakterystycznego dla remontu.
Liv znajdowała się w jednym z niedawno odnawianych oddziałów szpitala Konohy, w spokoju czekając na swojego gościa. Dla postronnego obserwatora byłoby to dziwne miejsce na spotkanie, ale Senju miała w tym swój cel. Dzięki tej lokalizacji, dziewczyna na którą czekała nie musiała zwalniać się z pracy, a i rozmowa mogła potrwać odrobinę dłużej.
Kunoichi otworzyła powieki i powoli omiotła wzrokiem tereny należące do placówki zdrowia. Ładna pogoda zachęciła zdrowszych pensjonariuszy do opuszczenia chłodnych, szpitalnych  murów czego właśnie świadkiem była Liv. Oddawali się relaksowi pomiędzy planowymi zabiegami pod czujnym okiem pielęgniarek i wolontariuszy, spacerując wąskimi alejkami lub siadając na ławkach.
Senju ze znudzeniem oderwała od nich spojrzenie, przenosząc je na powoli chmurzące się niebo. Podopieczni szpitala jeszcze nie mieli możliwości dostrzec przemieszczającego się nad Konohę ciemnego obłoku, który zwiastował potężną i gwałtowną nawałnicę. Ciężkie oraz parne powietrze sprawiało, że nawet najcieńsze ubrania lepiły się do skóry, a człowiek z niecierpliwością wyczekiwał załamania pogody. Tylko deszcz mógł obniżyć znacząco temperaturę, a może nawet pojawiłby się jakiś wiatr i wreszcie byłoby czym oddychać.
Liv przez te niesprzyjającą aurę czuła się śpiąca i rozkojarzona z czego z radością skorzystał młody Uchiha na porannym treningu. Chłopak szybko zwietrzył szansę na wygraną bezbłędnie wyczuwając osłabienie przeciwnika. Zwycięstwo czmychnęło mu dosłownie sprzed nosa, ale i tak nie krył satysfakcji oraz dumy. Z lekkim uśmiechem wspominała determinację ucznia, która o mały włosy nie zaowocowała zrobieniem z niej grzanki. Zaku uknuł plan, który całkowicie zaskoczył Liv, a zastosowany fortel i potrójna pułapka została dopracowana do perfekcji. Niespodziewana seria wybuchów, później atak trującym dymem — notabene, tego smarkacz musiał nauczyć się od koleżanki z drużyny — zmusiły Senju do ratowania się skokiem w górę i właśnie na ten moment czekał Uchiha. W sekundzie uformował pieczęcie i z chwilą jak opuściła opary, uderzył potężną techniką ogniową dla pewności wspomagając ją istnym deszczem kunai.
Liv doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby nie umiejętność korzystania z Latającego Boga Piorunów to skończyłaby jako rezydentka oddziału poparzeń, oczywiście zaraz po tym jakby ją połatano. Przed wizytą u Piątej nie uchroniłaby nawet ekspresowa regeneracja demona. Oczyma wyobraźni niemal widziała srogą minę Tsunade podczas reprymendy za gapiostwo. Pogrążona w myślach nagle usłyszała kliknięcie zamka w drzwiach, a następnie ciche kroki. Wzdychając głęboko rozmasowała dłonią zdrętwiały kark, czekając aż gość się odezwie.
— Czcigodna Tsunade mówiła, że chciała się pani spotkać.
— Owszem — przytaknęła Liv, odsuwając się od parapetu i z trzaskiem domykając okno. Nie zamierzała ryzykować, że zbliżająca się burza stłucze szybę szarpiąc okiennicą. — Chciałabym żebyś na ten miesiąc przyjęła moją podopieczną pod swoje skrzydła.
— Na praktyki?
— Nie.
Uśmiechnęła się półgębkiem, powoli odwracając się do rozmówczyni. Jasne zielone oczy wpatrywały się w nią z niezrozumieniem, a zmarszczka pomiędzy brwiami świadczyła o głębokiej analizie sytuacji. Senju wiedziała, że dziewczyna prędzej czy później wyciągnie właściwe wnioski, jednak wolała postawić sprawę jasno, bez niedomówień. Inteligencja inteligencją, ale ani ona ani tym bardziej tak wykwalifikowany medyk nie posiadał nadwyżki czasu na jego marnowanie.
— Chcę żebyś nauczyła ją Kreacji Odrodzenia. — W trakcie wypowiadania tych słów, oczy Liv spoczęły na czole kunoichi, skupiając się na jednym punkcie. Związane w kitkę włosy odsłaniały charakterystyczny, romboidalny symbol świadczący, że nosząca go osoba potrafi władać techniką Piątej Hokage.
Uczennice Tsunade znała głownie z widzenia oraz dzięki krążących po osadzie plotkom. Haruno choć nie posiadała dużych zasobów czakry to kontrolę nad nią doprowadziła do perfekcji. Szybko stała się rozpoznawalna w wiosce nie tylko jako doskonały medyk, ale i kunoichi o morderczej sile, w stylu swojej mentorki. Dlatego Liv stwierdziła, że nie znajdzie nikogo lepszego dla Shion do przygotowań do finałów egzaminu na Chuunina.
— Zgodę Czcigodnej już uzyskałam, a jeżeli chodzi o twoją pracę w szpitalu to dziewczyna z pewnością ci pomoże.
— Nie jestem zwykłą pielęgniarką i nie wykonuję tylko rutynowych…
— Spokojnie. — Senju błyskawicznie przerwała Sakurze, unosząc dłoń. No cóż, spodziewała się, że nie obejdzie się bez sprzeciwów. — Moja podopieczna nie jest byle kim. Pochodzi z klanu Yuno, gdzie jutsu oraz wiedza medyczna przyswajana jest od najmłodszych lat. Nie będzie dla ciebie ciężarem.
— Sama nie wiem… mam naprawdę dużo obowiązków. — Haruno podeszła do szyby, obrzucając czujnym spojrzeniem skwer przed budynkiem.
— Rozumiem, ale Shion jest w stanie w znacznym stopniu cię odciążyć. Praktykowała już u Shizune.
Widocznie ta informacja była najbardziej przekonująca dla Sakury, ponieważ chwilę później skapitulowała. Zmęczonym ruchem potarła powieki, a następnie ruszyła do wyjścia.
— Skoro tak to niech się zgłosi dzisiaj na wieczorną zmianę. Będę czekać w gabinecie. — Kiwnęła Liv na pożegnanie, prędko opuszczając pomieszczenie przy akompaniamencie łopotania białego, lekarskiego kitla.
Senju odetchnęła głęboko, zadowolona, że chociaż jedną z zaplanowanych rozmów miała z głowy. Teraz czekała na nią ta bardziej nagląca oraz wyjątkowo delikatna. Otóż, nadszedł najwyższy czas odbyć żenującą pogadankę z Amai. Liv na samą myśl o tym spotkaniu aż coś ściskało w żołądku. Jak miała logicznie wytłumaczyć Azumie powody zatajenia prawdy? I co chciała tym osiągnąć? Tego nie dało się zrobić bezboleśnie. To będzie trudne doświadczenie dla nich obu. Skonsternowana tym wnioskiem zacisnęła pięści, zgrzytając zębami z bezsilności. Doprawdy, przez niewyparzony jęzor Itachiego znalazła się w sytuacji bez wyjścia.

***

Liv zza groźnie przymrużonych powiek, obserwowała ogromnego smoka przywołanego przez ojca. Patrząc na zwierzę w jej pamięci odżyło wspomnienie ich ostatniego spotkania, które nie należało do najbardziej udanych. Przeciągłym spojrzeniem przesunęła po ostrych jak brzytwa, czarnych pazurach aż za dobrze pamiętając z jaką łatwością rozcinają skórę. Mimowolnie potarła ramiona, gdzie jeszcze nie tak dawno goiły się piekące rany. Nawet zdolność regeneracyjna demona nie ustrzegła Liv przed bólem, którego był sprawcą.
Stwór jednym ruchem monstrualnych skrzydeł rozwiał resztki dymu, a następnie wyprostował się dumnie wlepiając ślepia w użytkownika jutsu. Mężczyzna prezentował się wyjątkowo mizernie na tle Chowańca i Liv przyszło do głowy, że gdyby tylko chciał to mógłby rozgnieść go niczym robaka. Tak jak próbował to zrobić z nią.
Kamirama podparł się pod boki, uważnie przyglądając się córce oraz Chowańcowi. Nie dało się nie dostrzec, że unikają patrzenia na siebie, a nawet ignorują swoją obecność. I o ile takie zachowanie u smoka nie wzbudzało podejrzeń — Ryuujin lekceważył praktycznie wszystko i wszystkich — to u Liv już niekoniecznie.
Szczerze to po niej, Kamirama spodziewał się szalonego entuzjazmu na wieść o pracy z Chowańcem. Przecież do niedawna sama molestowała go takie zajęcia, nagabując na każdym kroku. Jednak, kiedy dziś usłyszała, że zajmą się doskonaleniem współpracy z przywołanym stworzeniem to aż zamarła w pół zdania. Gdy otrząsnęła się z szoku, próbowała go od tego pomysłu odwieść, a jak się jej nie powiodło to z marsową miną doczłapała na skraj polany nie mówiąc nawet słowa.
Kątem oka zerknął na naburmuszoną córkę, a następnie powoli przespacerował się dookoła niej i Ryuujin. Wsłuchując się w szelest trawy pod wpływem stawianych kroków, dumał co takiego mogło się wydarzyć pomiędzy tą dwójką. Jedyne rozwiązanie jakie przychodziło mu do głowy to, że pociecha wezwała Chowańca w błahej sprawie. To tłumaczyłoby obrażone spojrzenie smoka — nienawidził jak zawracano mu cztery litery bez potrzeby, no i frustrację córki — bo pewnie nie chciał jej słuchać.
Wzdychając ciężko, przeczesał palcami czuprynę zagapiając się na powoli chmurzące się niebo. Owszem, zdawał sobie sprawę, że współpraca tej dwójki nie przyjdzie łatwo, ale w życiu nie przypuszczał, że będą się fochować niczym dzieci w przedszkolu.
— Okej. — Kamirama przywołał obrażonych bliżej, spod rzęs obserwując jak z ociąganiem wykonują polecenie. — Czy jest coś co chcielibyście mi powiedzieć?
— Cóż, prócz tego, że pozwoliłeś takiej smarkuli podpisać mój kontrakt, to nic.
— Ryuujin…
— Mnie też nie poinformowano, że będę miała do czynienia z takim dupkiem — wtrąciła się Liv, łypiąc złowrogo na Chowańca. Tak, charakter tego gada nie uległ transformacji od ostatniego spotkania. Nadal pozostawiał wiele do życzenia.
— Nieliczni mają zaszczyt współpracowania ze smokami — wysyczał Ryuujin, mrużąc groźnie powieki i obnażając zęby.
— Polemizowałabym przy trafności słowa zaszczyt — prychnęła, krzyżując ręce na piersi i odwracając się demonstracyjnie.
— Kamiramo, jeszcze chwila i zapomnę, że to twoje szczenię — ostrzegł smok, robiąc krok w stronę dziewczyny, a najeżony kolcami ogon poruszył się niespokojnie. Liv tylko łypnęła z politowaniem na Chowańca uśmiechając się cierpko.
— Ostatnio jakoś się tym nie przejmowałeś — mruknęła, z satysfakcją dostrzegając jak oczy ojca w sekundzie zatrzymują się na smoku. Niestety ku rozczarowaniu Liv, stwór nawet nie mrugnął odwzajemniając spojrzenie bez żadnej skruchy. Zamiast tego wyszczerzył się bezczelnie, mrużąc powieki.
— Nie ma za co, Kamiramo. Doskonalenie techniki tej smarkuli, było dla mnie przyjemnością.
— Gdyby nie Bóg Piorunów…
— Dość! — Senju gwałtownie przerwał kłótnię, zanim zdążyła się przerodzić w otwarty konflikt. — Nie chcę tego słuchać. Skoro oboje żyjecie, tamta sprawa należy do przeszłości. Teraz oczekuję, że się dogadacie, a jak tego dokonacie mnie nie interesuje — zakończył złowieszczym tonem.
— Ale, tato!
— Nie, Liv! Masz okazać Ryuujin szacunek — warknął, wbijając w nią rozdrażniony wzrok pod którym automatycznie się skuliła, zaprzestając dalszej dyskusji. Odetchnął głęboko, ale właśnie wtedy dosłyszał chichoczącego Chwańca i aż zadrgała mu brew w nerwowym tiku. W oka mgnieniu odwrócił się i uderzył smoka w pochylony łeb. — A ty się nie ciesz. Ty również masz zadanie do wykonania. Mianowicie zaakceptujesz to, że walczysz nie przeciwko niej, a u jej boku.
Kamirama skrzyżował ramiona na piersi, lustrując spojrzeniem skarconą dwójkę. Gdy się upewnił, że nic więcej do powiedzenia nie mają, przymknął powieki masując nasadę nosa.
— Skoro wszystko wyjaśnione, przejdźmy do treningu.

***

Shisui otworzył drzwi od sypialni i nie czekając na zaproszenie, wsunął się do środka. Z lekkim skrzywieniem odnotował fakt, że Itachi zamiast leczyć kaca po wczorajszej libacji, siedzi przy niskim stoliku i kreśli kolejne znaki na zwoju pieczęci. Przemknęło mu przez myśl, że to wyjątkowo niesprawiedliwe.
On — mimo że też pochodził z Uchihów — jakoś nie uniknął zgubnych skutków przedawkowania alkoholu. Suszyło go jak diabli, a koordynacja psychoruchowa pozostawiała wiele do życzenia. Nawet nie chciał wspominać jaką miał minę Zaku podczas treningu, gdy potknął się jak ostatni leszcz o wystające korzenie o mało nie lądując twarzą w błotnistej breji. Rechot młodego wciąż rozbrzmiewał w uszach Shisuiego boleśnie raniąc jego dumę.
Humor Teleportera poprawił się dopiero kiedy dostrzegł sine ślady u Itachiego pod oczami, szpecące idealny wizerunek amanta. Na ten widok poczuł się odrobinę udobruchany. Cóż, dobre i to.
— Hej. — Uśmiechnął się kpiąco gdy kuzyn nie odpowiedział, a o podniesieniu na niego wzroku nie wspominając. Jedynie pionowa zmarszczka pomiędzy brwiami informowała, że go zauważył i jest niezadowolony z niezapowiedzianego przybysza zakłócającego mu spokój. — Żyjesz?
— Jak widać, i jakbyś nie zauważył to jestem zajęty — uciął Itachi, namaczając pędzel w kałamarzu.
— Ależ nie przeszkadzaj sobie — stwierdził beztrosko Shisui, machając ręką. Błyskawicznie pokonał odległość dzielącą go od łóżka, opadając na nie z westchnieniem aprobaty. Rozciągając się leniwie ziewnął szeroko, katem oka obserwując reakcje przyjaciela. Aż zaśmiał się cicho gdy wąska brew drgnęła w nerwowym tiku, gdy wyraźnie powstrzymywał się od komentarza. Zamiast tego zacisnął mocniej palce na drewnianym uchwycie podczas kreślenia — bardziej zamaszyście — nowych sentencji znaków.
Przez jakiś czas przyglądał się pracującemu w ciszy brunetowi, wspominając niedawny wypad do baru. Genialny plan spicia kuzyna i zmuszenia go do zwierzeń spalił na panewce. To znaczy, to nie tak, że Shisui nic nie osiągnął. Otóż, odniósł połowiczny sukces. Łasić a i owszem, był ostro wstawiony, ale nie puścił pary z ust. Na wszelkie pytania odpowiadał monosylabami dając jasno do zrozumienia, że nie jest w nastroju do rozmowy. Tak jakby kiedykolwiek był, pomyślał z sarkazmem masując nasadę nosa. W każdym razie, po dwóch godzinach intensywnego nagabywania Itachiego w końcu odpuścił. Sprawa na tamtą chwilę kwalifikowała się do tych z kategorii beznadziejnych.
Jednak, nic straconego. Męczony kacem wymyślił lepszy plan.
— Rozmawiałem z twoim ojcem — poinformował nonszalancko, podpierając się na łokciu chcąc mieć lepszy widok na przyjaciela. Nie po to knuł intrygę stulecia żeby teraz odpuścić widowisko jakim będzie wprowadzanie jej w życie. Jako twórca zamierzał śledzić konsekwencję swoich działań z pierwszego rzędu. Szkoda, że bez popcornu ale w życiu nie można mieć wszystkiego.
Itachi zareagował dokładnie tak jak przypuszczał. Twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale malowniczy kleks na papierze już tak. To jasno sugerowało, że tworzący go został wyprowadzony z równowagi. Wybornie.
— O czym?
— Nie o czym, a o kim — pouczył mentorsko, a oczy zabłyszczały mu z zadowolenia. Itachi złapał przynętę. Doskonale się bawił znęcając się nad kuzynem, który za wszelką cenę próbował ukryć niepokój. Och, ależ miał ochotę podejść do Łasica, złapać za te długie kudły i wytargać mocno, siłą przemawiając do rozsądku. Niestety wiedział, że takie działanie przyniosłoby całkiem odwrotny skutek od zamierzonego. Itachiego Uchihę trzeba było wziąć podstępem.
— Zamiast się wymądrzać, przejdź do rzeczy — mruknął zniesmaczony mężczyzna, podnosząc zwój aby krytycznym okiem ocenić skale zniszczeń. Kiedy weryfikacja szkód potwierdziła przypuszczenia, że nie da się nic uratować, westchnął ciężko odkładając pędzel. Nie pozostawało nic innego jak zutylizowanie nieszczęsnego rulonu i zaczęcie od początku.
— O tobie… — Shisui z zainteresowaniem przyglądał się jak Itachi zamiera w pół ruchu, skupiając na nim spojrzenie. Wreszcie zyskał jego pełną uwagę z czego postanowił skrzętnie skorzystać, kontynuując wątek. — O wartości uczuć w świecie shinobi, instytucji małżeństwa. Otarliśmy się nawet o tematy egzystencjalne. Swoją drogą, twój ojciec to spoko gość.
— Żartujesz sobie? — Itachi aż zamrugał gwałtownie, niedowierzając w to co usłyszał. Nie sądził aby kuzyn mówił prawdę, ale Teleporter należał do ludzi nieprzewidywanych.
— Pół na pół — przyznał po namyśle, z satysfakcją odnotowując niepewne westchnienie ulgi rozmówcy. — Rozmawialiśmy o postępach Zaku oraz twojej ewentualnej pomocy w doskonaleniu genjutsu.
— W porządku.
— Czy ja wiem… — Shisui zadumał się na chwilę, opadając płasko na materac. — Zapytałem też twojego ojca, co sądzi o małżeństwach pomiędzy najznakomitszymi klanami Konohy. No wiesz, Hyuuga z Uchiha, Senju z Hyuuga, czy inne takie kombinacje.
— Słucham?!
— Chcesz znać reakcję? Głupie pytanie. Pewnie że chcesz. Widać to po twoich oczach — zauważył, zakrywając usta przed kolejnym ziewnięciem. — Cóż, Fugaku na moje słowa posłał mi oceniające spojrzenie i zadał pytanie, czy mam mu coś do zakomunikowania. Chwilowo nie, więc na tym w zasadzie nasza pogadanka się zakończyła.
— W zasadzie?
— Ech, jak zawsze czujny. Nic ci nie umknie, co? — roześmiał się, zakładając ręce za głowę. — No, bo na „do widzenia” stwierdził, że osobiście nic do takich związków nie ma, ale nie wszyscy podchodzą do tematu równie liberalnie.
— Po co ci to było wiedzieć?
— A jak myślisz, geniuszu Konohy?
— Sądzę, że doskwiera ci nuda, bo nie robisz nic innego poza knuciem. Jako dobry obywatel powinienem iść do Hokage, prosić o jakąś robotę dla ciebie — mruknął Itachi, dostrzegając radosną minę kuzyna. — Szkoda żeby twój potencjał ANBU się tak marnował.
— Och, nie dramatyzuj. Każdy ma jakieś hobby.
— Oczywiście, hobby — sarknął, przeczesując palcami grzywkę. Zaraz westchnął ciężko podpalając zwój i rzucając go do kosza aby tam się wypalił. — A teraz poważnie, mówił ci ktoś, że wtykasz nos w nie swoje sprawy?
— Jakie nie swoje? Kto pyta ten nie błądzi, a poza tym… Badam teren. Chociaż, akurat brak błogosławieństwa twojego ojca jakoś bym przeżył…
— Jasne. Mam dla ciebie dobrą radę, skończ wreszcie bawić się w marionetkarza. Nie jestem twoją kukłą.
— Itachi, pozwól, że przedstawię ci pewną tajemnicę wszechświata o której zdaje się nie masz pojęcia… mam nadzieję, że w razie co się nie rozkleisz. Nie wziąłem chusteczek, a ramieniem ci służyć nie zamierzam. — Teleporter w mgnieniu oka pojawił się przed nim, patrząc na niego surowo. — Nie jesteś pępkiem świata i musisz się z tym pogodzić.
— Ty naprawdę uważasz mnie za naiwnego głupca.
— Cóż, poniekąd tak. A wiesz dlaczego?
— Oświeć mnie, mistrzu — mruknął Itachi, rozsiadając się wygodniej i przyglądając się Teleporterowi z uniesionymi brwiami. Zapewne zaraz zostanie uraczony bełkotem moralnym, ale dla świętego spokoju postanowił, że da się wygadać przyjacielowi. Może na jakiś czas zamknie mu to usta.
— Jesteś zbyt pewny swego i nie dostrzegasz realnego zagrożenia jakim jest Kazama.
— Ach, twój ulubiony temat — prychnął ze znudzeniem, kręcąc głową. A już żywił nadzieję, że tym razem usłyszy coś nowego. — Mam rozumieć, że ty już nie jesteś moim rywalem? Adoratorzy Senju szybko się wkruszają.
— Znudziło mi się przekonywanie żebyś zaczął traktować mnie poważnie. To wszystko.
— Daję ci do zrozumienia, że po prostu szkoda twojego zachodu. Z nasz dwóch, ty nie masz szans.
— Interesujące, że mówisz coś takiego do osoby, która wygenerowała tę pamiętną sytuację na kocu… Spanikowałeś, co? — Shisui uśmiechnął się prowokująco, dostrzegając u rozmówcy nagłe spięcie ramion. Delektując się tym widokiem, położył mu dłoń na barku. Jak widać trzeba było Itachiego odrobinę utemperować przed przejściem do rzeczy. — A teraz posłuchaj przyjacielskiej rady. Nie lekceważ Chikage, bo to się zemści szybciej niż sądzisz.
— Zaintrygowałeś mnie. — Zerknął na przyjaciela spod oka, dumając nad jego słowami. Chwilę później wytarł dłonie o brzeg spodni i podniósł się do pionu, zmuszając Teleportera do cofnięcia się o krok. — Mówisz to z taką pewnością, jakbyś go znał.
— Mam świadomość łączącej ich więzi i to wystarczy — uciął, powolnym ruchem przeczesując potargane włosy. Nie widział powodu aby spowiadać się ze wszystkiego. Nikt nie pozbywa się na raz wszystkich atutów.
— Hn. — Na tę wzmiankę Itachi zmarszczył odrobinę nos, ale nie wnikał. Zamiast tego mimowolnie dotknął ukrytego pod ubraniem medalionu. — Jakkolwiek silna ta więź by nie była to nie zmienia faktu, że Senju jest kunoichi Konohy z rodu założycieli. Odziedziczyła zbyt silną Wolę Ognia aby móc tak po prostu odejść.
— Nie wierzę, że jesteś aż tak ograniczony żeby nie dopuścić do głosu innych możliwości.
— Wymieniłem tylko jeden z czynników, warunkujących mój spokojny sen. Drugim, bardziej istotnym jest Chikage, a dokładniej jego niechęć do ludzi. Zwyczajnie nie zgodzi się na zamieszkanie wśród nich.
— Przykro mi to mówić, ale się mylisz. Jeżeli w grę wchodzi Liv, to Kazama jest zdolny do wszystkiego i każdych ustępstw. Dostałeś tego próbkę nad jeziorem.
— Nie kpij. Nie zdajesz sobie sprawy, ile czasu zajęło mi przekonanie go do pomocy tej przeklętej dziewczynie.
— Drażnił się z tobą, to wszystko — podsumował Teleporter, uśmiechając się złośliwie. — Nie przypadłeś mu do gustu, chłopie.
— No to widzisz, wolał irytować mnie zamiast zacząć działać. Wyliczał kolejne wymówki gdy Senju leżała nieprzytomna, praktycznie obdarta żywcem ze skóry. Tak, to rzeczywiście świadczy o sile uczuć i dojrzałości — rzucił z sarkazmem, pochylając się i zakorkowując zapomniany kałamarz.
— Wiedział, że jest bezpieczna, więc skupił się na przygotowaniach.
— Zabawne. Musiał robić to wyjątkowo dyskretnie, bo jakoś nic nie zauważyłem — zadrwił, krzyżując ramiona na piersi i wymownie unosząc brew.
— Ta rasa, dyskrecję ma w genach. Nie zapominaj, że żyją w ciągłym zagrożeniu.
— Jasne. A teraz pozwól, że obalę teorię o niezwykłym poświęceniu Chikage. Racz zauważyć, że demony w genach mają również silnie zakorzeniony instynkt pomocy pobratymcom. Sam rozumiesz, że z tą świadomością ciężko doszukać się jakichś szczególnych zasług Kazamy.
— Pomoc, a ryzykowanie życia i to przez potocznie mówiąc: króla demonów, to różnica nie sądzisz?
— Dodajesz tej sytuacji zbędnej dramaturgii. — Itachi przewrócił teatralnie oczami, wzdychając ciężko.
— Och, ależ ja nie muszę nic dodawać kuzynie — zaperzył się Shisui, udając święte oburzenie takimi insynuacjami.
— Dobra. Mam dość twojej popapranej gry. Przejdź do rzeczy i miejmy to wreszcie z głowy.
— Szybko wymiękłeś, wiesz? Rozczarowałeś mnie…
— Będę musiał jakoś z tym żyć. — Itachi ze zwodniczym spokojem oparł się o futrynę przy drzwiach, przyglądając się przyjacielowi zza przymrużonych ostrzegawczo powiek. — Mówisz co masz do powiedzenia albo pomagam ci wyjść. Jeszcze masz wybór.
— Okej, okej! Wrzuć na luz — poradził wesoło Teleporter, poklepując przyjaciela po policzku. Całkowicie zignorował mordercze spojrzenie jakim został obdarowany i bez ociągania złapał za nadgarstek, ciągnąc w stronę posłania. Odrobinę się zdziwił, że mężczyzna bez szemrania pozwolił się popchnąć na materac, jedynie przyglądając się mu spod rzęs.
— To jakieś zaproszenie?
— Hę? — Shisui zmarszczył brwi, nie bardzo rozumiejąc o co może chodzić Itachiemu. Kiedy wreszcie zatrybił, a bardzo pomogł w tym wymowny wzrok oraz perwersyjny uśmiech kuzyna, aż zapowietrzył się z oburzenia. — Kretynie, ja tu ci zapewniam komfortową pozycję do wysłuchania mojej historii!
— Komfort i pozycja w jednym zdaniu brzmi bardzo źle, a brzmi jeszcze gorzej wypowiadane do faceta.
— Idioto, o czym ty do cholery gadasz?! Jak możesz w ogóle poddawać pod wątpliwości…
—Dobrze. Skoro dla odmiany to wreszcie ja wyprowadziłem z równowagi ciebie, przejdźmy do konkretów.
— Słowo daję, nie wiem dlaczego ci pomagam.
— Bo jesteś wścibskim, ciekawskim manipulatorem, nie posiadającym prywatnego życia, co rekompensujesz wtrącaniem się w życie innych.
— Dzięki. Na ciebie i twoją cenną analizę zawsze można liczyć…
— Od tego są przyjaciele.
— Widzę, że klanowa bezczelność daje o sobie znać — westchnął z jadem Shisui, wspinając się obok Itachiego na łóżko i nie omieszkając przyłożyć mu przy tym w głowę. — Jednak okażę ci miłosierdzie i mimo tych jawnych prowokacji, podzielę się wiedzą. Chociaż na nią nie zasłużyłeś.
— Ta…
— Wiesz dlaczego twierdzę, że Kazama jest gotowy na wszystko? Ponieważ rytuał, którego podjął się dla dobra Liv, należy do zakazanych. — Teleporter umościł się wygodniej u wezgłowia posłania, aby mieć swobodę podczas gestykulacji. — Po pierwsze, nie każdy demon może go wykonać. Trzeba dysponować odpowiednią mocą, a taki warunek spełnia tylko lider ich rasy. Po drugie, istnieje za duże ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Trzeba również spełnić szereg warunków zawartych w starożytnych rękopisach, a najmniejszy błąd grozi śmiercią uczestników rytuału. Po trzecie, nawet jeśli zabieg się uda to konsekwencje jego przeprowadzenia już na zawsze pozostawią ślad na uczestnikach. Ogółem, cena za jego wykonanie jest zbyt wysoka, nawet jeśli się powiedzie. Populacja demonów jest za mała na taką loterię, gdzie szansa wygranej wynosi mniej niż dziesięć procent.
— Shisui, skąd ty czerpiesz takie wiadomości? — Itachi przyjrzał się podejrzliwie siedzącemu obok mężczyźnie. — Jesteś stanowczo za dobrze obeznany w temacie.
— Tajemnica. — Teleporter uśmiechnął się szelmowsko, wypinając dumnie pierś. Zaraz jednak spoważniał, karcąc towarzysza wzrokiem. — Nie przerywaj mi, bo zgubię wątek i guzik się dowiesz…
— Kontynuuj wykład, a nie.
— W każdym razie, Kazama, wbrew zakazom oraz logice, zgodził się zostać obarczony piętnem. I moglibyśmy powiedzieć, że no cóż, życie, wolny wybór i takie tam. — Shisui pomasował kark, przymykając na moment powieki. Chwilę później, wyszarpał spod kuzyna poduszkę i dla wygody upchnął sobie pod plecy. — Jednak, przez znaki zdobiące jego przedramiona, stał się łatwym do zlokalizowania celem dla Łowców. Nie ukryje tych śladów w formie demona ani w ludzkiej, a to w konsekwencji zagraża reszcie rasy. Demony przecież zazwyczaj przebywają w grupach. Znajdując jednego z piętnem, już wiesz kim jest reszta. Mimo to, największe kontrowersje wzbudza inna sprawa. Mianowicie to, że lider stawał się więźniem egzystencji ratowanego demona. Dwa życia łączyły się w jedno, a prowadzący rytuał przestawał być panem własnego losu. Jego przyszłość zależała od kogoś innego. W tym wypadku, przyszłość Chikage zależy od Liv. Jeżeli ona umrze to Kazama poniesie śmierć razem z nią.
— Wysoka cena, zapłacona w zasadzie bez potrzeby — mruknął Itachi, bezwiednie bawiąc się łańcuszkiem medalionu.
— Nie zgodzę się. — Shisui zerknął kątem oka na kuzyna i stuknął go palcem w czoło. — Koło takiego oddania nie da się przejść obojętnie i kiedy Liv się dowie… w każdym razie, Chikage to geniusz. Zasiał ziarno, a teraz spokojnie czeka na plon.
— Hn.

***

Liv z roztargnieniem potargała grzywkę, przymykając powieki i ignorując mijających ją przechodniów. Od pół godziny sterczała pod bramą szpitala czekając aż Amai opuści budynek i usiłowała na nowo, ułożyć sobie w głowie przygotowaną wcześniej przemowę. I no cóż, o ile cała ta gadka brzmiała przekonująco przed lustrem w sypialni to teraz, w biały dzień już nie bardzo.
Mamrotając pod nosem przekleństwa oparła się o mur. Dla uspokojenia odetchnęła głęboko i podnosząc wzrok na niebo, zagapiła się na przepływające po nim leniwie chmury. Od incydentu przy kawiarni minęły trzy dni i Senju doszła do wniosku, że nadeszła najwyższa pora aby wyjaśnić narzeczonej Uchihy sytuację. Miała nadzieję, że dziewczyna już jakoś przetrawiła tamtą terapię szokową i jest gotowa na rozmowę. Co prawda Liv nie była, ale to nieistotny szczegół, bo wiedziała, że tego spotkania nie może odwlekać w nieskończoność.
Kiedy do jej uszu dobiegł dźwięk zamykanych drzwi oraz wyczuła znajomą czakrę, zagryzła usta. Wcisnęła dłonie w kieszenie spodni siląc się nie spokój, a przede wszystkim modląc się żeby nie palnąć nic głupiego. W końcu nigdy nie była mistrzynią dyplomacji. Skonsternowana tą myślą, podniosła wzrok na pojawiającą się w furtce Amai.
— Chciałaś wyjaśnień — mruknęła Senju, bujając się na piętach i bacznie obserwując wyraźnie zaskoczoną jej obecnością dziewczynę. W sekundzie jak Azuma zrozumiała cel wizyty kunoichi, zmarszczyła brwi przybierając posępny wyraz twarzy.
— Owszem.
— No to chodź, przejdziemy się.

Liv musiała się czymś zająć żeby nie wisieć nad Amai niczym śmierć, gdy ta trawiła usłyszane informacje. Rozmowa przebiegła bez zbędnych spięć, których tak bardzo obawiała się Senju. Udało jej się przedstawić w telegraficznym skrócie, łączące ją relację z Itachim i z wyjątkową radością odnotowała fakt, że Azuma niczego nie dociekała. Wydawała się akceptować ten stan rzeczy, chociaż widoczną ciekawość wzbudziła w niej geneza obu rodów. To był jedyny moment gdy spojrzała na Liv, przyglądając się jak opowiada o wiecznej rywalizacji pomiędzy Madarą Uchiha a Hashiramą Senju. Chęć dominacji jednego klanu nad drugim była tak silna, że aż przenosiła się na ich potomków. Mimo jawnego zainteresowania tematem, dziewczyna nie odezwała się nawet słowem podczas przemowy i Senju zastanawiała się jak powinna to odczytać. Jako dobry czy zły znak?
W każdym razie, teraz dla rozładowania nerwów, Liv stała na tafli jeziora, z pełnym skupieniem poruszając dłońmi starając się zmusić akwen do współpracy. Marszcząc brwi, wykonywała płynne gesty usiłując przekonać wodę do poruszania się zgodnie z jej wolą, a wbrew naturze. Ciężkie zadanie, ale nie niewykonalne.
Zajęciem jakie wymyśliła — na czas rozmyślań Amai — to trening, a skoro tak to trzeba było wykombinować coś absorbującego. A nic nie angażowało bardziej niż tworzenie nowych technik. Kierując się tym tokiem rozumowania, Liv starała się okiełznać strumień wody tak, żeby stał się czymś w stylu jutsu obecnego Kazekage Piasku. Chciała panować nad hydrosferą bez pieczęci.
Senju aż zamruczała z satysfakcją, kiedy udało jej się uformować wodny bicz, jedynie za pomocą siły woli i czakry. Uradowana, patrzyła jak śmiga szybko ponad lustrem wody aby chwilę później wzbić się wysoko w niebo.
— Liv!
Tak się zaangażowała w ćwiczenia, że dopiero po chwili dotarło do niej głośne nawoływanie Amai. Wzdychając ciężko, ostatni raz rzuciła okiem na osiągnięte efekty, a następnie sfrustrowana opuściła ramiona.
— Idę! — odkrzyknęła krzywiąc się pod nosem i odgarnęła z oczu wilgotną grzywkę, ruszając w stronę czekającej na brzegu dziewczyny.
— Wiesz, tak po głębszym zastanowieniu to trochę was rozumiem, chociaż jestem zdziwiona — mruknęła Amai, krzyżując ręce na piersi i obserwując Senju. Powoli przesunęła spojrzeniem po jej twarzy, nie wyrażającej żadnych emocji. — Bo jak, do diabła, możecie być aż tak obojętni wobec losu?! Tutaj waży się wasza przyszłość, a wy nic z tym nie robicie? Tak, bez sprzeciwów oddajecie swoje szczęście? — Zbliżyła się do Liv o krok, dźgając ją palcem w pierś. — A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wystarczyłby jeden ruch i wszystko byłoby w porządku, ale nie… bo przecież duma, bo klan, bo wioska! I przez waszą pieprzoną dumę, zatajanie prawdy oraz ukrywanie uczuć, siedzę w tym waszym bagnie!
— Wiem, że to nie jest dla ciebie łatwe… — westchnęła Senju, doskonale rozumiejąc wybuch Amai. Jakby nie patrzeć to miała pełne prawo do gniewu oraz rozgoryczenia. Spodziewając się takiej reakcji, właśnie dlatego nie chciała nic mówić o tym czymś co jest pomiędzy nią a Itachim. Nawet jakby Azuma się nie pojawiła w Konoha to i tak nie wiadomo co by z tego wynikło. A teraz na domiar złego dziewczyna czuła się winna, że to przez planowany ślub nie są razem.
— Przestań! I słuchaj! — krzyknęła ze złością, popychając odrobinę w tył rozmówczynię. — Niby tacy altruiści, bo chcą dobra ogółu, ale ja się nie godzę! Wiesz dlaczego? Bo w tym układzie cierpię przede wszystkim ja! Wy chcecie się poświęcić i to jest wasz pieprzony wybór, ale ja nie zamierzam. Bo okej, w aranżowanych małżeństwach rzadko kiedy są fajerwerki, ale można się jakoś dogadać! Dojść do kompromisów, zaprzyjaźnić się ale nie tutaj! Nie gdy ktoś tego nie chce…
— O czym ty mówisz… — Liv z  niemym zdziwieniem patrzyła jak Azuma osuwa się na kolana, ukrywając twarz w dłoniach. Cała się trzęsła, a wręcz dygotała i Senju miała szczerą nadzieję, że to z gniewu a nie od płaczu.
— Nieważne. Zrywam zaręczyny. Nie zamierzam dać się skrzywdzić w tym chorym układzie.
— Amai, nie podejmuj pochopnych decyzji… — mruknęła Liv, przykucając i odgarniając Azumie włosy za ucho. Czujnie obserwowała jak ta powoli cofa dłonie, ukazując blade oblicze i bierze głębokie, uspakajające oddechy. Dostrzegając że dziewczyna się wyciszyła, uklękła czekając na ciąg dalszy przemowy.
— Długo nad tym myślałam — zaczęła wyjaśniająco Amai, pocierając palcami skronie. — Owszem, zaskoczyła mnie informacja o twoim związku z Itachim. Nic nie zauważyłam, nie daliście żadnych powodów do podejrzeń, ale w sumie co w tym dziwnego, przecież należycie do elity shinobi. Jednak, na moją decyzję wpłynęło coś innego. — Niebieskie oczy spojrzały na Liv zza kurtyny gęstych rzęs, gdy na ustach pojawił się nikły uśmiech. — Coś o czym ci powiedziałam. Mianowicie, zakochałam się.

***

Liv z ociąganiem zastukała w drzwi gabinetu Hokage, z trudem tłumiąc ziewnięcie. Czuła się nie do życia i ogólnie skołowana. W nocy źle spała, a do tego ta wczesna pobudka. Wezwanie od Tsunade, dosłownie wyrwało ją z łóżka. Dostanie w twarz miniaturą Katsuyu nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy, a już zwłaszcza zostawiony przez nią ślimaczy śluz. Kiedy tylko pozbyła się tego obrzydlistwa, na szybko się ubrała, ale o zjedzeniu śniadania mogła zapomnieć. Miała się stawić za pięć minut, a w tyle nikt normalny się nie ogarnie żeby zdążyć jeszcze wrzucić coś na ruszt.
Gdy usłyszała głos Piątej wzywający ją do środka, bez ociągania nacisnęła klamkę. Rozcierając zaspane powieki, wkroczyła do pomieszczenia z konsternacją odnotowując, że prócz Tsunade znajduje się w nim również Itachi. Na jego widok, momentalnie ciśnienie Liv skoczyło w górę. Wciąż miała w pamięci bezczelne zachowanie Uchihy i z trudem opanowała nagłą chęć odwrotu. Co jak co, ale nieszczególnie chciała przebywać z nim pod jednym dachem. Siląc się na obojętność, minęła go i stanęła przed obliczem Hokage, kiwając głową na powitanie.
— Wzywałaś — mruknęła, zaplatając ramiona za plecami i czujnie przyglądając się przełożonej. Była ciekawa co to za pilna sprawa, zmusiła kobietę do użycia Chowańca jako gońca. Tsunade bardzo rzadko wykorzystywała Katsuyu do przekazywania informacji, przywołując ją tylko w sytuacjach kryzysowych.
— Jutro wyruszacie na misję — poinformowała Piąta, podsuwając Liv kartkę ze szczegółami zadania. Kiedy kunoichi zgłębiała tekst, rozparła się wygodniej w fotelu postukując paznokciami o blat. — Oczekuję, że załatwicie to szybko, sprawnie i bez zbędnego szumu.
— Hn. — Liv zmarszczyła odrobinę brwi, wgapiając się w przekazane wskazówki. Z tego co zrozumiała, misja polegała na udaniu się do Kraju Wody oraz przeszukaniu ruin jakiegoś pałacu, zajmowanego przez niedawno rozbitą sektę. Mieli odnaleźć i sprowadzić do Konohy, legendarny Młot Szczęścia Daikoku. Tę misję zlecił sam Daimyō Ognia, stwierdzając, że taki drobiazg wspaniale wzbogaci jego kolekcję artefaktów oraz wzbudzi zazdrość konkurentów z innych krajów.
Po pobieżnie przeprowadzonym rekonesansie przekazano, że najlepszymi osobami do wykonania tego zadania będą użytkownik Sharingana i ktoś posługujący się Latającym Bogiem Piorunów. Uchiha szybko rozpracuje pułapki, którymi najeżona jest budowla, a ten drugi zadba o błyskawiczne i bezszelestne opuszczenie terenów Kraju Wody.
— W porządku. Zaku się ucieszy z możliwości sprawdzenia swoich umiejętności w praktyce. — Senju oddała dokument Hokage, odwracając się na pięcie do wyjścia. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Czcigodna chciała wysłać ją z Itachim, ale nie zamierzała zbyt łatwo ulec tej sugestii. W końcu młody Uchiha również posiadał dobrze rozwiniętego Sharingana, a i takie zadanie z pewnością posłużyłoby za świetny trening przed egzaminem.
— Liv, idziesz z Itachim — stwierdziła Tsunade tonem nieznoszącym sprzeciwu, wwiercając w plecy kunoichi poirytowane spojrzenie. — Skoro ma być sprawnie i bez zbędnego szumu to muszą iść doświadczeni shinobi, rozumiesz?
— Chyba nie doceniasz moich podopiecznych…
— Nie zamierzam mieć na karku rozdrażnionego władcy feudalnego tylko dlatego, że ty masz jakiś problem z przypisanym ci partnerem — warknęła Piąta, mrużąc niebezpiecznie powieki. — Nikt nie może się dowiedzieć o waszej obecności w Kraju Wody.
— Czcigodna chyba zapomniała, że nasza dwójka wyklucza załatwienie czegokolwiek bez szumu — prychnęła, zawracając i krzyżując ręce na piersi. — Współpracujemy kiepsko, więc sugeruję żeby posłać po Shisuiego.
— Shisui razem z Zaku jest w Amegakure — wtrącił się Itachi, odchodząc w stronę otwartego na oścież okna i spoglądając na ulicę przed budynkiem. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, zupełnie jakby tocząca się obok dyskusja w ogóle go nie dotyczyła.
Słysząc to Senju aż sapnęła z poirytowaniem, łypiąc groźnie na Uchihę. Ta informacja zdecydowanie nie przypadła Liv do gustu, psując już i tak podły humor. Jednym zdaniem, brutalnie rozwiał jej nadzieje na znośne towarzystwo podczas misji. Ostatnim o czym marzyła to samotne zadanie w jego towarzystwie, ale jak mus to mus. Zwłaszcza, że Hokage jakoś nie przejawiała chęci do negocjacji.
Zerknęła kontrolnie na blondynkę przy biurku. Tak, dalsze marudzenie nie miało sensu. Było to zwłaszcza widoczne po pulsującej miarowo żyłce na czole kobiety, która zwiastowała powoli zbliżający się wybuch. Cóż, po prostu trzeba będzie wykonać to zlecenie w ekspresowym tempie. Nie ma innej rady.
— Decyzja została podjęta i nie podlega dyskusji, Liv — ucięła Tsunade, zgarniając kartkę z wytycznymi i wrzucając do szuflady. —  A teraz żegnam.

21 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Buahahaha.... Musiałam :P
      Dziękuje za taki zacny prezent na 18 urodziny :P tak wiem stara już jestem :D Tak btw komentarz pewnie byłby wcześniej ale jakoś dopiero teraz zebrało się wszystkim na składanie mi życzeń, najpierw siostra przez internety, potem brat z żoną i zostałam jeszcze oderwana do smażenia naleśników. Czy solenizantka nie może mieć choć chwili spokoju, w końcu całe urodziny zeszły mi na sprzątaniu :( i czytaniu książki więc czas zmarnowany tylko w połowie :D
      Dalej nie potrafię się przyzwyczaić że Sakura jest w tym opowiadaniu, czy jakiejś tam przyszłości istnieje szansa aby zginęła bardzo bolesną śmiercią, szczerze to nie przepadam za nią, jak dla mnie mogłaby w mandze zginąć gdzieś po drodze, nie płakałabym tak jak za pewnymi postaciami.
      Ale wracając do głównego wątku
      Jak ja kocham smoki, normalnie mniejsze od trzy [ <3 ], szkoda, że to chowaniec Kamiramy fajnie by było gdyby Liv miała takiego smoka, mógłby dla niej podpiec co poniektóre osoby < uśmiecha się słodko do wszystkich tym którym groziła >
      Och biedny Shisui tak perfidnie wyśmiany przez Zaku :D ooo... ale szacun dla niego, że nawet na kacu zdołał obmyślić super plan :D Oficjalnie mogę powiedzieć, że Shisui jest takim moim pewnikiem jeśli chodzi o wywoływanie zabawnych reakcji :D Powstrzymywałam się żeby nie zacząć się śmiać na całe gardło jak czytałam to słowne starcie pomiędzy Teleporterem a Łasicem :D
      Można powiedzieć, że do Kazamy dalej nic nie mam i nawet mi zaimponował + to co zrobił da na pewno Itackiemu do myślenia i może zmusi do powzięcia jakichś kroków, ale nie podoba mi się ta "więź" pomiędzy Liv i Kazamą, będą z tym problemy... przerwa czas na moje rozkminy ( czasami się przydają bo zdarza mi się coś wykminić wcześniej, u ciebie pewnie to nie przejdzie ale co tam, np. w jednej książce na początku gdzieś zdradzono takiego bohatera tam było jeszcze wcześniej wspomniane parę faktów o nim, w pewnym momencie miałam taki przebłysk: " Chwila przecież jego żona go zdradziła" co bum w połowie on sam to potwierdził, ale jeszcze nie wiem czy to w 100% prawda bo nie udało mi się doczytać do końca, ale wracając ) skoro Kazama ma ten jakiś tam znak/symbol/coś a na 99.9% ten koleś co jest z wizytą ( czy tam był, nie pamiętam czy jeszcze jest w wiosce ) jest łowcą i nie został on przedstawiony nam przypadkowo, w końcu ja nie grożę jakimś nic nieznaczącym człowiekom, prawda? Oj będzie ciekawie, w sumie czego ja się spodziewałam ty i tak nie pozwolisz im się ładnie pobrać, zamieszkać w willi z basenem i mieć gromadki dzieci terroryzujących okolice + na ich ślubie pewnie była by połowa wioski bo druga połowa zmarłaby na zawał, ale to taki szczegół ze scenariusza zbyt obsypanego różami, na który znając ciebie nawet nie liczę, no chyba, że ci się już całkiem znudzi ale w to też wątpię ;P
      Co do rozmowy Amai z Liv to, zaczynam lubić Amai, w końcu był ktoś na tyle odważny i wkurzony całą tą sytuacją, żeby wygarnąć to Senju prosto w twarz, nie żebym to robiła cały czas w komentarzach nie nie :P
      Koniec części pierwszej...

      Usuń
    2. Teraz tylko trzymam kciuki żeby osobą w której zakochała się nasza Amai był Shisui, moim zdaniem idealnie będą pasować, wiem, że moja propozycja Kazamy odpada w przedbiegach, ale dalej mam przed oczami tą cudną wizję buahahaha... ale no nic nie będę karać tej dziewczyny, w końcu zrobiła ważną rzecz poza tym Shisui miał by w końcu partnera do knucia jak tu zeswatać Uchihę i Seniu dodatkowo miał by pomoc przy urządzaniu ślubu dla swojego kuzyna :D buahahaha... :D
      Yuppie idziemy poza Konochę nareszcie :P tak wiem wybredna, jak są poza wioską to wracać bo gdzie oni się szlajają a jak są w domu to źle bo za mało interakcji pomiędzy nimi, za mało warczenia, CAŁUSÓW , nie chce mi się liczyć ale chyba 85-90% wszystkich pocałunków tej dwójki było poza murami ich wioski co, jak mi się będzie chciało to ja to zamierzam policzyć, ale najpierw prawo jazdy.
      A więc tym pozytywnym akcentem zakończę mój jakże krótki i bezsensowny monolog(?). Jeszcze raz dziękuję za cudny prezent (mógłby być dłuższy, ale żeby nie było że wybrzydzam i jestem pazerna, będę podtrzymywać moje stwierdzenie, że lubię dłuuugie książki/notki/blogi :P więc no ), oczekuję następnej notki przed imieninami :P szukaj Anny to będziesz znać termin :D i pozdrawiam jak zawsze podrzucając ciasteczka dla Wenona, może jak będę mieć fazę na rysowanie potworków to coś nagryzmolę, ja go sobie wyobrażam jako połączenie goluma z ciasteczkowym potworem :D
      Całuski :*
      Ps. Mam nadzieję, że godnie się prezentuję na pierwszym miejscu w komentarzach :P błahahaha... jako, że dzisiaj mam urodziny należy mi się to zaszczytne miejsce :D
      Pps. Tak odnośnie mojego rozdwajania komentarzy jestem ciekawa czy kiedyś dojdę do takie do momentu, że będę musiała dzielić na trzy to co wyskrobię.
      < Koniec >

      Usuń
    3. Widzisz? Ja to mam wyczucie czasu z publikacją XD. No to sto lat i czego sobie życzysz, oby się spełniło. A co do natrętów… olej ich. Jako jubilatka masz do tego prawo^^. Na temat starości nie będę dyskutować, bo ja ze swoim wiekiem powinnam mieć zabroniony dostęp do Internetów. No ale, że nie zrobili jeszcze weryfikacji to sobie tu hasam i zadręczam Was moimi tworami.
      Ne, Sakury nie będę zabijać. Jeśli miałabym to zrobić to musiałabym ją prowadzić do opowiadania na dłużej, a tego nie planuję. Po prostu wykorzystuję postacie z mangi, co by nie tworzyć namiętnie własnych OC. Taka jestem sprytna, A co XD.
      Smok — najlepszy przyjaciel shinobi^^. A teraz tak serio, to przecież Ryuuji jest przywoływany też przez Liv. Nic nie szkodzi na przeszkodzie żeby był tak jakby jej. W końcu Gamabunte (szef Ropuch XD) przywoływał zarówno Erosennin (Jiraiya), Minato i Naruto. Sama rozumiesz, jedno nie wyklucza drugiego.
      Shisui… no cóż, nie ma że boli. Kac morderca dopada każdego. A trening w tym stanie musi być straszny, aż dziw, że młody Uchiha go nie przyjarał. No, ale co ANBU to ANBU. Główka pracuje w każdej sytuacji, nawet ekstremalnej (niech ktoś przykopsa Teleporterowi wody, albo co…). Cieszy mnie, że dialogi bawią :”D. W końcu taka ich główna misja, poza tą edukacyjną i informacyjną.
      Hm… kwestia więzi Kazamy i Liv… ach, to poświęcenie. Zdecydowanie ten facet wie jak przypodobać się kobiecie, a przynajmniej żeby zmiękła jej postawa. W każdym razie, zobaczymy co z tego dalej wyniknie, albo raczej ZOBACZYCIE. Bo ja już wiem, muahhahahahahaha… ekhu… ekhu… kłaczek.
      Mówiłam, że lubię Twoje rozkminy? Mówiłam, ale powtórzę. Dumaj i kombinuj dalej^^. Ej, i to byłoby nudne jakby Senju i Uchiha połączyli się tak bez szemrania. Radosnemu fluffowi mówię stanowcze NIE. Trochę ich sponiewieram i może kiedyś… albo nie XD.
      Amai jest albo samobójcą albo nie ma za grosz instynktu samozachowawczego… albo mega ufa swojemu refleksowi lub cierpliwości Liv. Coś z tych czynników musiało ją skłonić do takiego wybuchu XD. W każdym razie, w przyszłości się przekonamy czy to się opłacało.
      Miłość Shisuia i Amai… interesujące, ale no… ja bym za tym nie obstawiała, bo nie ma ku temu przesłanek w tekście. A już tym bardziej co do mięty pomiędzy nią a Kazamą. To już byłoby wyrzeczenie się wszystkiego przez Chikage. Nienawidzić ludzi i być z jednym z nich. Pewnie to jeden z koszmarów sennych demona XD.
      Tak, JESTEŚ niezdecydowana i dogodzić Ci trudno. Misja poza Konohą, źle… siedzenie w osadzie, jeszcze gorzej… ale ale… statystyka pocałunków mnie zaciekawiła, bo w sumie sama jej nie znam :”D.
      Dziękuję za niepowtarzalny komentarz, który zawsze poprawia mi humor. Ciastka Wenon jak zwykle przechwycił (nawet jednego Kuźwa nie dostałam!) i teraz patrzy na mnie zbójowato spod szafy. A zeżryj se sam… — mruczy, wygrażając mu pięścią. A obrazek z chęcią bym zobaczyła. Swoją drogą nigdy nie wizualizowałam go sobie… ale połączenie Goluma i Ciasteczkowego-potwora do mnie przemawia XD.
      Rzeczywiście, jako jubilatka nie możesz stać na niższym miejscu niż pierwsze^^. Się należało.
      Będę czekać z niecierpliwością na to dzielenie na trzy :”D.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam odrobinę chłodniej (z racji pogody chyba nikt by nie pogardził niższym powiewem). Buziaki <3

      Usuń
  2. Ok, trochę mi mało ;-) Mój nos szukający atrakcji przeczuwa, że akcja Itachiego i Liv będzie pełna wrażeń i fajerwerków ;-) Zapowiada się ciekawy ciąg dalszy :-) Sishui ma rację - Kazama nawet mi zaimponował, jego zachowanie powinno dać mocno do myślenia Itachiemu, teraz niecierpliwie czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało? Jesu, tyla słów i wciąż niedosyt... apetyt to Ty masz XD.
      Misja jest cała zaplanowana (nie mylić z napisana -_-), więc będzie interesująco.
      Ja mówiłam, że Kazama jest fajny! To nikt mi nie chciał wierzyć D:.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :"D.

      Usuń
  3. Wreszcie !
    Lol nie mogłam się doczekać <3
    A po tym rozdziałe to już tym bardziej nie będę mogła się doczekać następnego.. Mam nadzieje, że nie karzesz nam tyle czekać tym razem, bo padnę :/
    Ale rozdziałek elegancja Francja :3 ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ta niecierpliwość Czytelnika, nie? Znam ten ból.
      Co do czekania… hm… plany zawsze są wielkie na utrzymanie dobrego tempa, ale czasem człowieka rzeczywistość przytłacza. Jednak, robię co mogę.
      Cieszy mnie, że się podobało :*. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  4. Będzie krótko, ale postaram się ując to, co najważniejsze.
    Zakochałam się w tym opowiadaniu! Jest dobrze przemyślane, bohaterowie są barwi i wielowymiarowi. Akcja nie za szybka, nie za wolna. Styl prosty, ale jednocześnie nie "za prosty". Wątki drugoplanowe nie są "urywane" w połowie, przemyslane, zachowany ciąg przyczynowo-skutkowy.
    Lubię Twoich bohaterow. Naprawdę. Darzę ich szczerą sympatią. W końcu Itachi i Shisui nie są "wielkimi klanowymi panami mroku z jeszcze mroczniejszymi zdolnościami", jak jest w wielu opowiadaniach. Liv... Liv ma charakterek i za to ją najbardziej lubię. Nie daje sobie dziewczyna wejść na głowę, nawet jeśli chodzi o najlepszą dupę w Konoha (daruj, ale musiałam to napisać :D)
    Kocham to, jak tworzysz dialogi. Są zabawne, inteligentne, zaskakujące. Uwielbiam czytać wymiany zdan miedzy Liv a Itachim, a już tym bardziej między Itachim a Shisuim.
    Na koniec chcę powiedzieć jedno: DZIĘKUJĘ. Czytanie Twoich rozdziałów poprawia mi humor, sprawia, że jakoś lepiej mi się na wszystko patrzy. Nie chcę być tu zbyt pompatyczna, ale taka jest prawda. ;)
    Będę z niecierpliwością czekać na kolejny rozdział. Ciekawość mnie zżera, co będzie dalej... no i w kim ona się zakochała?!
    Pozdrawiam i życzę weny! :)
    Nowa tutaj, Kasia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww… rozpłynęła się ma próżna dusza po przeczytaniu tego wszystkiego <3. I chciałam Cię serdecznie przywitać w moich skromnych progach (chleb i sól zaraz się gdzieś znajdą…).
      No powiem Ci, że już nikt tak skutecznie podbudował mi ega. Mów mi tak jeszcze!
      Bardzo raduje się me serce, że bohaterowie przypadli Ci do gustu. Przynajmniej teraz wiem, że praca nad nimi się opłaca, bo jest to zauważalne w tekście. Przyznam szczerze, że dużo wysiłku wkładam w to opowiadanie i dziękuję za uznanie.
      I ja również chcę Ci podziękować. Twoje słowa wpływają kojąco oraz motywują do dalszego pisania. Nie ma nic lepszego od Czytelników doceniających Twoją pracę, serio.
      Mam nadzieję, że kolejny rozdział Cię nie zawiedzie i nie uciekniesz z krzykiem <3. Dziękuję za komentarz, wenę i pozdrawiam. Obyś jeszcze się kiedyś odezwała^^.

      Usuń
  5. Halo, halo. Ermentiss się zgłasza i przeprasza za tak długi brak odzewu i komentarzy, ale Dita hojnościa ją obdarzy i wybaczy.
    To taki wierszyk na początek, chociaż poetka ze mnie marna. Przeczytałam wszystko i kurde bele, co się dzieje? (dobra, dość tych rymowanek...)
    Shisui ma rację, Itachi powinien zdać sobie sprawę, że Kazama jest teraz porządnym zagrożeniem. Swoją drogą ostatnio strasznie polubiłam tego seksiaka demona, także no... Jest ze mną chyba coraz gorzej! :o
    Amai się zakochała, ja nie mogę, jakie zwroty akcji. Jeszcze się okaże, że Itachi zostanie sam i będzie robił za matkę pranie, prawdziwy shinobi XD
    I omg omg omg wspólna misja, to napięcie wisi w powietrzu, zwłaszcza po tym ostatnim incydencie z pocałunkiem, ja już chce kolejny rozdział :( wiec pisz i staraj się nie wymigiwac, bo na nowy wpis czeka masa czytelników, jak lwy na krwiste mięsko :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooooch, jak Cię tu dawno u mnie nie było! Witaj, czytelniczko marnotrawna XD.
      Wierszowane wkupne za długie milczenie… tego jeszcze nie grali, ale nie krępuj się. Sprawdzimy Twój talent do tego :”D.
      Wszyscy wiedzą, ze Kazama to niebezpieczny typ, tylko Uchiha nie wie… no, a niby geniusz, c’ne? Może gdzieś się mu spiłował ten rozumek, że słabiej trybi. Ale ale… mnie nie przeszkadza, że zaczynacie kochać demona. przecież każdy potrzebuje miłości!
      Piorący Itachi rozłożył mnie na łopatki. Wizja zacna, a no i Mikoto by trochę ulżyło XD. Opierać taką wielką rodzinę toż to trauma. (Duma czy czasem reszta klanów nie podrzuca swoich brudów do pani Uchihy…)
      Entuzjazm sięga zenitu. Bo misja! Bo sami! Bo daleko! Huehuehuehue… duże nadzieje pokładacie w tym wypadzie^^. Żebyś ta się nie zgasili :”D.
      Misja wykminiona, teraz trzeba przelać toto na papier, a raczej do Worda XD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam buziakowo. Obyś zajrzała tu do mnie szybciej.

      Usuń
  6. Nadrobiłam~! Nadrobiłam wszystkie zaległości – dobrze ponad dwadzieścia części~!
    Wiesz, co ci powiem? Powiem Ci, Dita-sensei, że Cię kocham i uwielbiam, i padam na twarz przed Twym niesamowitym kunsztem, który wzbudza w moim sercu trwogę i zazdrość <3 Dobra, chciałam zabrzmieć trochę poważniej, przyznaję…
    Ale serio – wszystkie te części czytałam jedna po drugiej, jak w transie i naprawdę nie mam nic do zarzucenia. Czasem zdarzyła się jakaś literówka czy brak przecinka, ale to było tak sporadyczne, że naprawdę ze świecą szukać nawet tych najdrobniejszych błędów. Tym, co mnie przede wszystkim powaliło to dynamizm akcji, świeżość Twoich pomysłów, które nie powtarzają się, ale, co najważniejsze, w miarę rozwlekają się w czasie i ciągną za sobą jakieś konsekwencje, budujesz za pomocą nich wspaniałe i hipnotyzujące napięcie, od którego prawdopodobnie nabawiłam się arytmii ^^’’ No i Twój styl; ten niezachwiany górnolotny poziom, który stale utrzymujesz. Kiedy ja wracam do moich starych wypocin, krew mnie zalewa, a na moim czole maluje się czerwona plama od ciągłego uderzania w nie w geście wyrażającym nieopisaną chęć zamordowania samej siebie z przeszłości – popełniać takie błędy, tak się wykładać… i dawać to jeszcze ludziom do przeczytania? Powinni mi za to jakąś jeszcze karę przyznać… ;_; A u Ciebie wręcz odwrotnie – wszystko wciąż pięknie i ładnie. Nie było ani jednego rozdziału, przy którym skrzywiłabym się i powiedziała, że coś mi tu nie pasuje, coś mnie zraziło. To, co jest też niesamowitym plusem tej serii jest spójność tekstu i akcji, która nie gubi wątku i jest systematycznie, z głową pchana do przodu; nie ma takich „cięć” w akcji, kiedy nagle dzieje się… coś, co odcina nas od dotychczasowych wydarzeń i jakby je anuluje. W ogóle to zdaje mi się, że mój słownik jest zbyt ubogi, żeby wyrazić mój zachwyt Twoją pracą ~(^-^)~ Jestem do tego stopnia zakochana, że aż brak mi słów~! No i zapomniałabym jeszcze o genialnie wykreowanych charakterach postaci – nie ma tu tego, co ja nazywam „mydłem”, a więc postacią nie odznaczającą się żadnymi wyraźnymi cechami ani bohaterem „ciam-cia-ram-ciam”, czyli takim z grubsza właściwie nikim, który nie robi nic, a wkurza czytelników swoją biernością. Tu jest starcie dwóch porządnych, ciężkich usposobień grubego kalibru, które też nagle drastycznie się nie zmieniają, co jest świetne. W ogromnej ilości ficków było tak, że charakter Łasica był całkiem fajnie zarysowany, aż tu nagle pojawia się główna bohaterka rodzaju żeńskiego, do której z miejsca zaczyna wzdychać i dla niej jednej jest chodzącym dobrem, podczas gdy innych niezmiennie traktuje ozięble. Wielokrotnie uśmiałam się podczas sprzeczek Itachiego i Liv czy Itachiego i Shisuiego. Masz naprawdę świetne poczucie humoru :] Podoba mi się także główna bohaterka, co jest naprawdę niespotykane, gdyż z grubsza zawsze odsuwam na bok postacie żeńskie. Tutaj jednak Liv jest konkretna, zdecydowana i zahartowana, ale w gruncie rzeczy jest też kobietą, a nie babo-chłopem. Jej postać jest idealnie zbalansowana. Silna kunoichi, która z jednej strony jest wytrenowanym żołnierzem, a z drugiej ma też duszę i uczucia – coś po prostu wspaniałego! Po prostu powinni dać Ci za to Nobla! W ogóle Twoje teksty powinny zostać wydane w wersji książkowej, żebym mogła ją kupić i postawić dumnie na półce; no i oczywiście wracać do niej każdego wieczora <3
    W jednym z postów pisałaś, że znalazłaś inne autorki, których styl wydaje Ci się być niedościgniony i byłaś z tego powodu nieco… zasmucona, chyba. Szczerze, obecnie nie wydaje mi się, żeby istniał ktoś, kto może pisać lepiej od Ciebie, ale jeśli możesz, podeślij mi jakieś linki, bo ciekawość aż mnie zżera C:
    Uch, chciałam napisać więcej, ale teraz wszystko mi uciekło. Tak to jest, jak chce się powiedzieć za dużo na raz… Cóż, obecnie mogę Ci tylko pozazdrościć umiejętności i życzyć wodospadów weny, przesyłać uściski i żyć nadzieją, że następny rozdział pojawi się już niedługo ;D
    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, kiedy nie mam, co czytać moje życie wydaje się takie puste... x''D Nie umiem się w tym odnaleźć xp

      Usuń
    2. Hej, hej :”3.
      Och, aż dwadzieścia części musiałaś nadrabiać? Hm… chyba powinnam zwolnić tempo, bo jak tak dalej pójdzie to z tego fika zrobi się epopeja XD. Dlaczego do diaska nie umiem tworzyć niewielkich projektów -_-.
      Awww… jak każdy autor jestem łasa na komplementy i Ty ładnie podreperowałaś mi ego :*. Dziękuję za uznanie i cieszy mnie bardzo, że moje twory przypadają Ci do gustu. Czuję się miło połechtana Twoimi słowami <3. Powiem Ci, że dałaś mi nową siłę do pchania tego wózka z tymi fikami.
      Pytasz o te blogi, które mnie wprowadziły w taką depresję… ależ proszę bardzo, tylko nie wiem czy po ich przeczytaniu wrócisz do mnie XD.
      http://wczorajsze-jutro.blogspot.com/
      http://fuminshoo.blogspot.com
      http://rasuto-youkai.blogspot.com
      http://aishiteru-itachi.blogspot.com/
      Okej, koniec tej kryptoreklamy^^. Każde z tych opowiadań ma interesujący styl, który po przeczytaniu wprawił mnie w konsternację :/.
      Jeszcze raz dziękuję Ci za wsparcie i miłe słowa. Wenę przygarniam i pozdrawiam serdecznie :”3.
      I nie zamartwiaj się na zapas. W końcu pojawi się kolejny wpis i będziesz miała na czym psuć wzrok XD.

      Usuń
    3. Ach, a jakbyś chciała poczytać cokolwiek ciekawego, bez względu na gatunek i paring, to poszperaj w mojej liście blogów. Może coś Ci przypadnie do gustu :"D.

      Usuń
    4. Powróciłam z dalekich wysp internetów i - i co? I wróciłam! Widzisz? Ja zawszę do ciebie wrócę ♥ - przeczytałam wszystko, co miałaś podlinkowane. Przyznam, że była to łącznie długa lektura, która zajęła mi trochę czasu, ale nie żałuję. Widzę, że mamy podobne gusta, więc nie ukrywam, że tamte blogi też spodobały mi się, jednak... jednak to wciąż nie było to, co u ciebie C: Były fajne, owszem, dobrze napisane, ale bez rewelacji. Nie wciągnęłam się w nie tak jak w historię Liv i Itachiego. Nie wiem, jak to określić... zabrakło mi trochę tej wartkości akcji, tej duszy i serca, którą widać, że ty wkładasz w swoje prace. Do tamtych tekstów serio nie mam się do czego przyczepić pod względem technicznym, ale sam fakt stosowania się m.in. do zasad ortograficznych czy interpunkcyjnych nie sprawia jeszcze, że wszyscy czytelnicy padają na kolana. Czytając po kolei te blogi czułam się jakbym czytała... opis, sztywną regułkę, sprawozdanie. Poszła, wróciła, uśmiechnął się, zniknął... nie budziło to we mnie żadnych skrajnych emocji, jak u ciebie - bo przecież jesteś najlepsza, więc nie smutaj, że ktoś pisze lepiej od ciebie, bo to nieprawda ♥ Tamte opowiadania, nie powiem, czytało się dobrze, ale to była po prostu zwykła odskocznia w wolnej chwili, sposób na zabicie nudy - nic więcej - podczas gdy kiedy już ty coś wstawisz na bloga, to zaczyna się u mnie już cały ceremoniał -> gorąca kąpiel, kakao, czekolada, dobry nastrój i szczerzenie się do ekranu jak głupia przez długi czas xD Więc naprawdę, nie smutaj już Dita-sempai, bo jak ty smutasz, że są lepsi od ciebie, to ja smutam tym bardziej :C
      ~Kita-pon

      Usuń
    5. Heeeej <3. Przepraszam za tak długie oczekiwanie na odpowiedź, ale zmiana pracy (na cięższą D:) ma swoje minusy. Choćby takie jak brak dostępu do neta i... trzeba zapieprzać jak ciągnik na polu :/. W każdym razie wygrzebałam trochę czasu aby odpisać. W końcu muszę dbać o czytelników, co by nie uciekali^^.
      Och, i miło, że połechtałaś moje próżne ego <3. Bardzo mnie cieszy, że mój styl uważasz za wciągający i interesujący. Serio, to wiele dla mnie znaczy.
      I Twoja ceremonia jak najbardziej do mnie przemawia. Nawet sobie to wyobraziłam. Kurka, może ją zapożyczę do etapu pisania notek? Kąpiel, kakao i ciach klepiemy notkę. Cholercia, pomysł doskonały, ale ja po kąpieli padam jak mucha. Trzeba wykminić coś co postawi mnie na nogi :"D. I już nie smutam, Twój komentarz sprawił, że cieszę się jak głupia do sera. Dziękuję Ci i pozdrawiam, a przede wszystkim proszę o cierpliwość <3.

      Usuń
  7. Hm, wracam na Twojego bloga i co widzę? Zastój!!! Jak mogłaś to zrobić swoim czytelnikom?! Jesteś okrutna! Ja chcę już nową notkę, bo nie będę miała o czym fantazja w wolnej chwili. Co mnie będzie teraz podnosiło na duchu? Zostawiłaś nas w stanie zawieszenia. Jak mam sprawdzić czy moje teorie spiskowe się sprawdzą, skoro nie piszesz?

    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    PS Pamiętasz mnie jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że Cię pamiętam moja Kochaniutka :"D.
      Hn... jakby to powiedzieć, mój czas na internetach znacznie się ograniczył ponieważ w nowej pracy nie mam dostępu do kompa, a raczej pracuję z żywymi ludźmi... i jeśli mam być szczera to padam na nos po powrocie do domu. Ale dobra wiadomość jest taka, że w miarę możliwości coś sobie skrobię... Nie trać nadziei! Prędzej czy później coś się pojawi! Dziękuję Ci za pamięć i obiecuję niedługo coś dodać. Pozdrawiam cieplutko i o napisania :"D.

      Usuń