Ten rozdział dedykuję wszystkim, którzy wciąż
zaglądają na mojego bloga z nadzieją, że coś wrzucę. Wiedzcie, że działam… ale
no, powoli i ślimaczym tempem. Ale jednak coś tam se dopisuję, więc nie jest
chyba najgorzej. Pozdrawiam wszystkich i czekam na opinie. Pamiętajcie, że to
Wasze wsparcie daje mi motywację do pchania tego wózka z fikami <3.
Ach, niebecone. Uwaga na kwiatki i inne chwasty w
tekście :”D.
Liv z trudem
opanowała odruch zawrócenia w progu i ucieczki gdzie pieprz rośnie. Owszem była
zmarznięta na kość, ale chyba wolała stanie na mrozie od przebywania w tym
lokalu. I nie, Liv nie uważała, że kawiarnia jest za mało wyszukana, zbyt
tania, czy inne tego typu problemy jakie miewały czasem rozpieszczone
nastolatki. Problem polegał zupełnie na czymś innym. Otóż w mniemaniu Senju
miejsce w które zaprowadził ją Itachi było zwyczajnie za głośne, za bardzo
zatłoczone i za romantyczne. Niemal odczuwała mdłości na widok czerwonych
lampionów w kształcie serc, zawieszonych u sufitu. Co dziwne, gwar rozmów
zgromadzonych klientów, nie dawał rady nawet odrobinę stłumić głośno grającej
ballady, wydobywającej się z głośników przy kontuarze. Liv zdecydowanie źle się
czuła w takim otoczeniu.
— Wiesz… —
zaczęła w miarę neutralnym tonem, szybko lustrując wzrokiem otoczenie. Nie
dostrzegając żadnego wolnego stolika
odczuła niepohamowaną ulgę, zwłaszcza, że w pełni usprawiedliwiało to co zaraz
zamierzała powiedzieć. W końcu nie chciała wykręcać się od randki — tak, powoli
akceptowała fakt, że to jednak jest randka i nie ma co udawać inaczej — bo jakby
nie patrzeć dała słowo, które zamierzała dotrzymać, ale niekoniecznie musieli
spędzić ten wieczór tutaj. — Chyba powinniśmy zmienić lokal.
— Słucham? — Itachi spojrzał na nią z nierozumieniem i
dopiero teraz dotarło do Liv, że powiedziała to za cicho. Zgrzytając z nerwów
zębami, bez zastanowienia złapała chłopaka za poły kurtki i zmusiła aby się nad
nią pochylił. To dawało gwarancję, że w razie czego — jakby mimo wszystko nie
usłyszał co ma mu do przekazania — to może chociaż odczyta to z ruchu warg. To
był jakiś plan.
— Musimy zmienić
lokal! Zdaję się, że wszystko pozajmowane. — Przez dłuższą chwilę wpatrywała
się w ciemne oczy Uchihy, czekając na jakąkolwiek reakcję. Gdy ta nie
następiła prychnęła głośno, marszcząc przy tym nos z niezadowolenia. Cholera,
przecież patrzył na jej usta, więc jakim cudem nie zrozumiał? Wyglądało na to,
że musiała wygłosić swoją kwestię dobitniej. Westchnęła ciężko, rozdrażniona
takim obrotem sprawy i zacisnęła mocniej palce na kurtce Itachiego. Siląc się na spokój już
przymierzała się do powtórzenia, gdy brunet nagle uśmiechnął się półgębkiem, a w
jego oku pojawił się niepokojący błysk. Zdezorientowana uniosła brew,
przyglądając się chłopakowi podejrzliwie. Takiej reakcji się nie spodziewała.
— O ile zakład,
że znajdę wolne miejsca? — zapytał od niechcenia, błyskawicznym ruchem
ściągając Liv czapkę, czym zaskarbił sobie mrożące krew w żyłach spojrzenie.
— Jesteś
cudotwórcą? — Zapytała z powątpiewaniem przygładzając naelektryzowane włosy,
które w najlepsze korzystały z upragnionej wolności. Mogła się założyć, że w
tej chwili tworzyły malowniczą aureolę wokół jej głowy nie dodając urody. Niech żyje
elektrostatyka czy jakoś tak. Ujarzmiłaby je gdyby miała jak zwilżyć
kosmyki wodą, ale na ten moment żadną nie dysponowała.
— Cóż… nie
dowiesz się, jeśli nie sprawdzisz — stwierdził spokojnie, rozglądając się za
kelnerką.
— Ach, kusisz…
kusisz — prychnęła, po czym opuściła z rezygnacją ręce. Szybkim spojrzeniem
omiotła cały lokal i kiedy wreszcie dostrzegła toalety, bez ociągania ruszyła
w ich stronę. — Idę się ogarnąć, a ty spróbuj w tym czasie za bardzo nie
namieszać w głowie obsłudze.
— Zazdrosna?
— Proszę cię… —
Przewróciła z politowaniem oczami, demonstracyjnie pukając się w czoło i
zniknęła za drzwiami ubikacji.
Bez ociągania
podeszła do umywalek, zawieszając wzrok na rozczochranych włosach. No
cóż, tego właśnie się spodziewała. Mamrotając pod nosem przekleństwa, zwilżyła
palce pod kranem i zaczęła układać fryzurę, chcąc nadać jej jako takiego
wyglądu. Nie, Liv nie starała się upiększać. Raczej chodziło o to żeby prezentować
się jak normalny człowiek, a nie jak po bliskim spotkaniu z piorunem.
Kiedy doszła do
wniosku, że nic więcej nie zdziała, obrzuciła kontrolnym spojrzeniem twarz.
Makijaż wciąż tkwił na właściwym miejscu i jedynie co musiała zrobić, to
zetrzeć z policzków kilka okruszków tuszu. Nigdy nie potrafiła pojąć dlaczego
to ustrojstwo się obsypuje. Może dlatego, że za rzadko używała maskary i ta się
znieświeżała? Coś mogło w tym być.
Czując jak powoli
robi jej się za ciepło z ociąganiem zdjęła kurtkę, wychodząc z pomieszczenia.
Podczas przewieszania okrycia przez ramię, rozejrzała się za Uchihą. Nie
wierzyła, że uda mu się wyczarować wolny stolik, ale głupotą byłoby go
nie doceniać. Parę miłych słów, okraszonych słynnym uśmiechem Itachiego z
pewnością by wystarczyło żeby ogłupiałe kelnerki nie zawahały się dla niego wyrzucić
jakiś innych klientów.
— Proszę za mną.
Liv aż drgnęła
nerwowo, gdy usłyszała spokojny głos kelnera tuż za plecami. Pojawił się przy niej znikąd, zupełnie
jakby wyrósł spod ziemi. Jego śnieżnobiała koszula aż raziła po oczach, a
sztywna postawa sugerowała, że wyjątkowo poważnie traktował swoją pracę. Ostrość mankietów wprawiłaby każdego pedanta w stan euforyczny i Liv przyszło do głowy, że chłopak powinien zastanowić się nad nawiązaniem współpracy z jakąś firmą AGD. Taka reklama żelazka nie powinna się marnować.
— Ta… czyli urok
osobisty tego bęcwała ma się dobrze — mruknęła z niechęcią, dostrzegając
wreszcie bruneta usadowionego w odległym kącie sali. Nie wiedziała jakim cudem,
ale udało mu się zająć stolik w najbardziej intymnym zakątku lokalu. Z
pewnością każdy randkowicz polował na tę właśnie miejscówkę, a Uchiha, bez
niczego, załatwił ją sobie w pięć minut. Jego zdolności perswazji bywały
przerażające.
I o ile to
miejsce wydawało się wręcz stworzone dla zakochanych to Senju poczuła się
wyjątkowo nieswojo i niekomfortowo. Ta aura miłości ją przytłaczała, przyprawiając o mdłości. Siląc się
na opanowanie, wlepiła wzrok w żywą, zieloną ściankę po prawej stronie Uchihy. Ten wyjątkowy stolik
oddzielał parawan, stworzony z pnących roślin, zapewniający maksimum prywatności.
Grube, liście w kształcie — a jakżeby inaczej — serc aż błyszczały w przyciemnionym
świetle. Przyglądając ich gęstości, Liv przyszło do głowy, że nie zazdrości
pracownikom ich polerowania. Ona potraktowałaby to jak formę kary, musieć
wycierać każde pnącze z osobna...
Zmierzyła Uchihę
pobieżnym spojrzeniem gdy poderwał się z siedziska i z westchnieniem opadła na
odsunięte przez kelnera krzesło, dziękując mu skinieniem. Omiotła wzrokiem wszystko co leżało na stole, z ulgą odnotowując brak większej ilości kiczu. Za to z lekkim uśmiechem
się zorientowała, że czekała na nią obiecana gorąca czekolada z grubą warstwą bitej
śmietany. To było do zaakceptowania, zwłaszcza po spędzeniu tylu godzin na zewnątrz gdzie pizgało złem. Powstrzymując się od sięgnięcia po napój oparła brodę na splecionych
dłoniach, obserwując spod rzęs Itachiego.
— Po co to
wszystko?
— Hm? — Ciemne
oczy łypnęły na Liv z umiarkowanym zainteresowaniem, gdy łyżeczką zgarniał
śmietankę ze stojącej przy nim wysokiej szklanki.
— Dlaczego to
robisz?
— Tak ciężko ci
wyciągnąć właściwe wnioski? — Smukła, ciemna brew powędrowała do góry, gdy nie
spuszczając z niej wzroku wsunął porcję słodkości do ust.
— Nie, to znaczy
tak… w sumie… cholera, już sama nie wiem — jęknęła, odchylając się na oparciu.
Nie spodziewała się, że Itachi postawi sprawę jasno. No, prawie jasno. Ale to i
tak było wyjątkowo bezpośrednie. — Po prostu… to jest pokręcone.
— Odrobinę się
zamotałaś — parsknął z rozbawieniem, przekrzywiając głowę. — Nie byłoby aż
takie pokręcone, gdybyś tak intensywnie nie walczyła sama ze sobą — zauważył ze
spokojem, zerkając na coś ponad jej ramieniem. — Pij, bo wystygnie.
— Dla ciebie
wszystko wydaje się takie proste…
— Nie jestem
zwolennikiem szukania komplikacji, tam gdzie ich nie ma. Pij.
— Dobrze, mamo —
sarknęła, przewracając oczami i sięgnęła po napój. Zanim zburzyła idealną spiralę, puszystej śmietany zamyśliła się na chwilę. Może Itachi miał rację i niepotrzebnie roztrząsała
tę sytuację?
~oOo~
Liv
z pewną dozą konsternacji zerkała na towarzysza, w zdenerwowaniu przygryzając
wargę. Dzisiejsze wyjście zmusiło ją aby na nowo przeanalizowała opinię na
temat Uchihy, bo ta, którą wyrobiła sobie zawczasu znacznie odbiegała od
rzeczywistości.
Itachi
nie tylko nie okazał się głupim jak but troglodytą, ale również udowodnił, że
ma ciekawe wnętrze i dziewczyny ze szkoły nie bez powodu uznały go za
najbardziej interesującego ucznia. Liv przekonała się na własnej skórze, że nie
zawsze musi mieć rację, co dodatkowo pogłębiało jej irytację. Jakby nie patrzeć
to nikt nie lubił się mylić i ona nie była wyjątkiem.
Uchiha nie tylko
powalał na łopatki prezencją, ale był też ciekawym rozmówcą. Cechował się
niebanalnymi poglądami, które potrafił poprzeć silnymi argumentami. Jednocześnie dbał, aby rozmowa nie przerodziła się w kłótnie. Senju momentami
miała wrażenie, że rozmawia z zaprawionym w bojach dyplomatą, który zażegnał
już niejeden konflikt na arenie międzynarodowej, a nie z uczniem liceum.
Inteligencja
jaką prezentował Itachi, została okraszona nutami sarkazmu i ironii,
sprawiając, że mimo zaciekłego oporu, Liv zaczynała go lubić. Od zawsze
odczuwała niezdrową fascynację ludźmi mądrymi, którzy nie bali się wyrażać
swojego zdania, a Uchiha niestety do takich należał. Ogółem, to spotkanie
wywróciło jej poukładany świat do góry nogami.
— Ładny dom.
— Hm? — Liv aż zamrugała zaskoczona gdy głos Itachiego niespodziewanie wdarł się do jej uszu, wyrywając z zadumy. Unosząc brew, zerknęła na podejrzanie zadowolonego
towarzysza i spojrzała na budynek przed nimi. Dopiero w tym momencie
uświadomiła sobie, że już znajdują się przed jej rodzinną rezydencją, a ona
nawet nie pamiętała chwili jak wsiadali do metra. No chyba, że nim nie jechali…
czyżby była aż tak wytrącona z równowagi, że nie docierało do niej nic ze
świata zewnętrznego? Cudownie. — Jakoś tak szybko… — wymamrotała, wlepiając wzrok w rozświetlone okno na piętrze.
— W dobrym
towarzystwie, czas szybko płynie.
— Jasne… —
prychnęła, przewracając oczami i ruszyła do frontowych drzwi. Po paru krokach,
odwróciła się przez ramię patrząc na idącego za nią Itachiego. Szybko zdusiła grymas niezadowolenia, że za nią lezie i starając się nie
uciec wzrokiem pod jego przeszywającym spojrzeniem, przekrzywiła głowę udając obojętność. — No więc… to, do zobaczenia w szkole.
— Czekaj,
odprowadzę cię.
— Daj spokój,
nie trzeba. — Machnęła lekceważąco dłonią, dając znać, że może już wracać. I
chociaż na twarzy utrzymywała wyraz opanowania, to w środku niej wybuchła
prawdziwa panika. A wszystko to w związku z dostrzeżonym ruchem firanki w oknie
gabinetu ojca. Brakowało tylko tego, żeby Kamirama wpadł na genialny pomysł aby
zacząć ich podsłuchiwać. Bo to, że ich dostrzegł brała za pewnik. W końcu nie
posiadali w domu kota, który mógłby dla zabawy tarmosić firankę. A już
najgorszy z możliwych scenariuszy zakładał możliwość, że tata postanowi do nich
wyjść. Boże uchowaj.
Z prawdziwym
trudem powstrzymała się od zgrzytania zębami gdy zobaczyła, że Uchiha
całkowicie zignorował jej słowa. Zamiast tego westchnęła ciężko, zatrzymując
się na ganku i patrząc na niego spod rzęs.
— Dobra, niech
będzie. Formalności stanie się za dość.
— Och, daj
spokój. Wzbraniasz się tak jakbym chciał od ciebie nie wiadomo czego… Tak
bardzo boli stanie ze mną na progu?
— Nie. — Ucięła,
zezując na szybę przy wejściu. Chciała jak najszybciej zakończyć tę rozmowę,
aby uniknąć czającej się katastrofy. Wizja przesłuchiwania Itachiego przez
Kamiramę była wyjątkowo realna i prawdopodobna. Bardziej żenującej sytuacji nie
potrafiła sobie na ten moment wyobrazić i za wszelką cenę musiała jej uniknąć.
— No widzisz.
— Mhm… — Gdy zauważyła jak Itachi robi krok w jej
stronę, cofnęła się odrobinę opierając przy tym o drzwi. Spoglądając w jego ciemne oczy, jak na zawołanie na krańcu umysłu Liv
zamajaczyła wizja jakie zazwyczaj zakończenia mają randki. Chłopak po mile
spędzonym wieczorze odprowadza dziewczynę pod dom i żegnają się pocałunkiem. To wystarczyło aby sapnęła urywanie i zażenowana kierunkiem niesfornych myśli, odchrząknęła głośno wlepiając wzrok w
zaspę na trawniku. Tak, teraz była niemal pewna, że z gapienia się na Uchihę nie
wyniknie nic dobrego. — To… — zawahała się, nie bardzo wiedząc co teraz powinna powiedzieć.
To znaczy, teoretycznie coś tam jej świtało, że niby powinna podziękować za
zaproszenie, ale to takie dziwne… nierealne wręcz. Ona z Itachim na ganku... ona, dziękująca za randkę. Świat się walił, ale cholera, nie miała wyjścia.
Musiała to wykrztusić, skoro obiecała dać chłopakowi szanse. — Dzięki... za miły
wieczór.
— Przyjemność po
mojej stronie, Liv.
— To… do
zobaczenia — wymamrotała, podnosząc na niego wzrok i to sprawiło, że o mało się
nie zapowietrzyła. Itachi znajdował się tak blisko, że była w stanie policzyć
jego rzęsy, gdy ciepłym oddechem owiewał jej wargi. Zdecydowanie poczuła się
przytłoczona bliskością towarzysza, zwłaszcza, że jakimś niewyjaśnionym cudem
nagle zabrakło jej tchu. Czyżby cały tlen gdzieś wyparował, czy jak?
— Do jutra. —
Szept jaki wyszedł z ust Uchihy niemal zwalił ją z nóg, przyprawiając o szybsze
bicie serca. I kiedy już myślała, że chłopak zakończy to pożegnanie pocałunkiem
— nagle ta wizja przestała być tak straszna jak poprzednio — on zamiast tego,
musnął jej policzek opuszkami palców i cofnął się, schodząc z ganku.
W niemym szoku
patrzyła jak znika za następną posesją, zostawiając ją dziwnie osamotnioną. Chłód
którego przy Itachim nie czuła, nagle zaatakował ze zdwojoną siłą wywołując u
Liv silny dreszcz. Bez ociągania, marszcząc brwi nacisnęła klamkę wkraczając do
domu. Niczym w transie ściągnęła z siebie kurtkę i buty, wszystko układając z wyjątkową
jak na nią skrupulatnością. Bez słowa minęła udającego obojętność ojca —
czytanie gazety do góry nogami zapewne ułatwia interpretowanie informacji — i
wspięła się po schodach do pokoju. W ciszy pokonała odległość dzielącą ją od
łóżka i przysiadła na samym jego skraju. Przez dłuższą chwilę gapiła się na
swoje dłonie ułożone na podołku, po czym przeniosła wzrok na okno wciąż nie
potrafiąc uwierzyć w to co się stało.
Przed oczami Liv
wciąż stawały obrazy z przebytego dnia, jakby chciały udowodnić, że
niepotrzebnie tak bardzo odgradzała się przed Uchihą. Kawiarniana randka nie
tylko nie skończyła się katastrofą, ale również uwidoczniła wszystkie zalety
Itachiego o których huczała cała szkoła, a ona namiętnie ignorowała. A to co
zaserwował jej pod domem, sprawiło, że z niecierpliwością czekała na jutro.
Chciała wiedzieć czym ją zaskoczy. Kiedy tylko uświadomiła sobie tę prawdę z
jękiem opadła plecami na posłanie, zasłaniając ramieniem powieki.
~oOo~
Liv z pewną dozą
niepokoju wkroczyła do budynku, zaraz rozglądając się czujnie. Ku swojemu zaskoczeniu
nie dostrzegła nigdzie czekającego na nią Uchihy, co wprawiło ją w lekką
konsternację. Co jak co, ale po wczorajszym spotkaniu była niemal pewna, że
rano zastanie Itachiego przy szafce w szatni, a tu taka niespodzianka. Zamiast
niego zauważyła kilka dziewcząt siedzących na ławeczkach podczas zmiany obuwia.
Ściągając kurtkę niemal czuła wwiercające się w plecy ich nienawistne
spojrzenia za to, że śmiała wyjść gdzieś razem z Uchihą.
Liv nie miała
złudzeń, że po wczorajszej licytacji przybyło jej więcej wrogów niż przyjaciół,
ale co mogła poradzić? Co by nie powiedziała to i tak fanklub Uchihy uzna ją za
winną zbałamucenia ich idola. Jedynym rozwiązanie jakie przychodziło Senju to
głowy to ignorowanie tych zakochanych, pustych idiotek.
Obciągając
rękawy szkolnego mundurka, zerknęła na zdobiącą nadgarstek bransoletkę. Przy
śniadaniu przez bite pół godziny analizowała czy na spotkania z Itachim powinna
zdejmować podarunek od tajemniczego wielbiciela, czy udawać, że nic się nie dzieje. Po długich rozważaniach
wszystkich za i przeciw, uznała, że przecież Uchiha nie powinien jej robić
wyrzutów o tę błyskotkę. Jakby nie patrzeć nie byli parą, i jedno spotkanie w
kawiarni nie dawało powodów aby ich relacje nazywać związkiem.
— Hej.
Liv aż
podskoczyła nerwowo, błyskawicznie odwracając się do stojącego za nią bruneta.
Mierząc go niezadowolonym spojrzeniem, roztarła mrowiącą skórę za uchem gdzie
jeszcze nie dawno czuła jego ciepły oddech.
— Nie skradaj
się jak duch, baranie — warknęła z rozdrażnieniem, mrużąc ostrzegawczo powieki.
— Wpadłem się
tylko przywitać — wyjaśnił, kiwając komuś ponad jej ramieniem, po czym skupił
się ponownie na Senju. — Czas mnie goni.
— Nie bardzo
rozumiem… — Liv momentalnie wyczuła, że coś się święci. Uchiha wyglądał jakby
rzeczywiście miał napięty grafik. Dziwne. Raczej zakładała, że z racji wygranej
licytacji będzie zatruwał jej życie na każdej przerwie, a tu taka
niespodzianka. Sama nie wiedziała czy dobra czy zła.
— Nowy projekt
szkolny jest wyjątkowo absorbujący, a przynajmniej bardziej niż przypuszczałem.
Bardzo prawdopodobne, że wyrwę się dopiero po lekcjach.
— Aha… Nie no,
spoko. Obowiązki, kumam. — Senju błyskawiczne zdusiła w zarodku niespodziewane
uczucie rozczarowania, które miało czelność w ogóle się w niej pojawić. Zamiast
tego uśmiechnęła się nonszalancko, poprawiając torbę na ramieniu. — No to leć,
nie zatrzymuję cię.
— Widzimy się po
lekcjach, tak?
— Mhm… —
przytaknęła, doskonale sobie zdając sprawę, że nie zaczeka aż książę Itachi
raczy się pojawić. Okej, chłopak ma jakieś zobowiązania szkolne, ale ona
niekoniecznie. Dlatego najlepiej będzie jak każde z nich pójdzie w swoją
stronę. Przecież te spotkania nie mają najmniejszego sensu…
— Mam nadzieję,
że pamiętasz co mi obiecałaś, Liv…
— Nie mam sklerozy
— warknęła złośliwiej niż zamierzała, dodatkowo rozdrażniona, że ją przejrzał.
Jakimś niewyjaśnionym cudem ten dupek domyślił się, że ani myślała na niego
czekać. — Ale, zastrzegam, że jak za długo nie będziesz się pojawiał to zawijam
się do domu.
— Nie ma
problemu.
~oOo~
Liv zaalarmowana
znajomo brzmiącym nazwiskiem, podniosła wzrok znad wertowanej książki. Tuż obok
niej na ławce pod oknem siedziała grupka dziewczyn i o ile się nie myliła, to
właśnie obgadywały ją i Uchihę. Z tego co udało się jej wyłapać z ich potoku
słów, wywnioskowała, że adoratorki Itachiego wciąż nie potrafiły się pogodzić,
że wylicytował właśnie Senju. Niemal ze łzami w oczach łypały na nią
nieprzyjaźnie i Liv miała niemal pewność, że gdyby tylko dostały okazję od losu
to utopiłyby ją w łyżce wody. Rozbawiona tym spostrzeżeniem aż zaśmiała się
cicho, powracają do lektury.
— Ja nie
rozumiem… przecież Itachi nigdy nie brał udziału w takich imprezach…
— Może to jakiś
przekręt, widziałyście, że Shisui też startował…
— Powinien
wylicytować Samui, a nie Liv…
— A może to
tylko…
Liv z głośnym
trzaśnięciem zamknęła twardą oprawę tomu i podniosła się do pionu. Jeszcze
chwila słuchania tego bełkotu, a jak nic dostanie migreny albo co gorsza da się
sprowokować do reakcji. Zdecydowanie nie było co rozmawiać z tymi idiotkami, bo
— nie daj Boże — da się wciągnąć w jałową dyskusję. Tylko tego brakowało. Siląc
się na spokój zarzuciła torbę na ramię i ruszyła w kierunku biblioteki.
Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem będzie ewakuacja z pola rażenia tej
szerzącej się głupoty.
— Patrzcie jak
chodzi… Zupełnie jakby cały świat leżał jej u stóp.
— W końcu
zdobyła Uchihę, to co się dziwić…
— Zobaczycie,
szybko się nią znudzi.
— A widziałyście
ją na zawodach? Tam to dopiero zadziera nosa.
— Nie wiem jak
może być kapitanem drużyny ręcznej, moja znajoma Fuu gra lepiej.
— Pewnie
zawdzięcza to znajomościom, przecież wiecie kim jest jej ojciec.
— Słyszałam, że
co jakiś czas spotyka się z dyrektorką.
— Znajomości
tatusia, ot co.
I to by było na
tyle jeżeli chodziło o siłę opanowania Liv. Już dawno nie wylano na nią tyle
niesprawiedliwej dawki jadu, że aż ręka ją zaświerzbiła aby przyłożyć tym
ignorantkom. Nikt kto ją znał nigdy by się nie odważył na takie oszczerstwa.
Tytuł lidera oraz kapitana zawdzięczała tylko i wyłącznie ciężkiej pracy, a
został on nadany nie przez Tsunade, ale trenera.
Zanim oddał jej
pod opiekę drużynę musiała przejść wszystkie testy jak każdy zawodnik
ubiegający się o to stanowisko. Jak wiadomo profesor Dan należał do najbardziej
uczciwych ludzi jakich tylko można spotkać i nie uginał się pod żadnymi
naciskami. Nie dostała żadnej taryfy ulgowej, a wręcz musiała pokazać znacznie
więcej żeby nie posądzono ją o wykorzystywanie znajomości.
W oka mgnieniu
zawróciła i lekkim krokiem zbliżyła się do wyraźnie zdumionych uczennic.
Widocznie żadna z nich nie zakładała, że zareaguje. No cóż, niespodzianka.
Wystarczyło nie poruszać tematu drużyny, ale widocznie te uczennice nie
posiadały instynktu samozachowawczego. Wyprostowała się dumnie, omiatając je
zimnym spojrzeniem, a następnie uśmiechnęła się groźnie, z satysfakcją
odnotowując jak się skuliły.
— Wydawało mi
się, czy macie coś do powiedzenia na mój temat? — zapytała ze złudną słodyczą,
spoglądając na nie spod rzęs.
— Eeee…
— Nagle zabrakło
wam słów? — Bez emocji przyglądała się jak spłoszone uciekają spojrzeniem i
wiedziała, że gdyby tylko mogły to zapadłyby się pod ziemię. Nie, nie ze
wstydu, ale ze strachu. Bały się powtórzyć stawiane zarzuty otwarcie. Cała
odwaga jaką prezentowały jeszcze przed chwilą, rozmyła się niczym kamfora. W
końcu łatwiej mówić o kimś za jego plecami niż w twarz.
— To nie tak… —
wydukała blondynka, która wcześniej zabierała najwięcej głosu. Najwyraźniej
postanowiła wyprzeć się wszystkiego. Wgapiając się w mocno zaciśnięte na
kolanach dłonie, przygryzła usta. — Źle zrozumiałaś…
Słysząc to jawne
łgarstwo, Senju aż parsknęła śmiechem w niedowierzaniu. Doprawdy, czyżby miały
ją za idiotkę?
— Nie wydaję mi
się. Doskonale słyszałam wszystkie oskarżenia i teraz daję wam możliwość ich
powtórzenia… o ile macie odwagę by to
zrobić… — stwierdziła z chłodem, a następnie pochyliła się nad plotkarami.
Dostrzegając jak momentalnie opuściły głowy, westchnęła z politowaniem. Nie
miała co się szarpać z tymi dziewczynami. Nie wyglądały na takie, które trzeba
utemperować w bardziej dosadny sposób. Marnowanie na nie energii było zwyczajną
stratą czasu, a już i tak wystarczająco je nastraszyła. — No cóż, tak myślałam.
To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Pamiętajcie.
Odchodząc w
kierunku schodów, prowadzących do górnych pięter wzięła kilka uspakajających
oddechów. Zdecydowanie nie powinna dać się sprowokować tym dziewczynom, ale aż
ją przydusiło gdy usłyszała o sposobie w jakim zdobyła dowodzenie drużyną.
Przez pół roku ciężko pracowała na tę funkcję i każdy kto interesował się
sportem o tym wiedział. Ale najwyraźniej dla adoratorek Uchihy było to za mało.
— Zresztą, czego
ja wymagam — mruknęła pod nosem, kładąc rękę na poręczy. — One pewnie nawet nie
wiedzą gdzie w naszej szkole jest hala sportowa…
~oOo~
Liv z impetem
otworzyła drzwi od łazienki, z ulga odnotowując, że jest w niej sama. Błyskawicznie
podeszła do zlewów i z jękiem oparła dłonie na brzegu umywalki, przymykając
powieki. Sytuacja z Uchihą zdecydowanie wymykała się spod kontroli i powoli
była przerażona tym co się z nią działo. Jakim cudem nagle zaczęło ją
obchodzić, że jakieś uczennice zaczepiają Itachiego i wyznają mu uczucia? Przecież
to żadna nowość, bo nie od wczoraj należał do najpopularniejszych chłopaków w
szkole, a dziewczyny traciły dla niego głowy. To, że jakaś kolejna wyzna mu
miłość należało do spraw tak przewidywalnych, naturalnych i nieuniknionych jak
to, że po nocy przyjdzie dzień. Dlaczego więc poczuła się poirytowana na samo
wspomnienie adoratorki Uchihy? Przede wszystkim jak to się stało, że nie
odeszła w swoją stronę dostrzegając co się kroi? Przecież nie tak dawno, ewakuowałaby
się w mgnieniu oka, aby nie być świadkiem tego żenującego spektaklu. Wzdychając
ciężko uniosła dłoń, masując nasadę nosa.
Cała akcja o
jakiej właśnie rozmyślała, wydarzyła się niespełna piętnaście minut temu. Szła na
przedostatnie zajęcia, kiedy z jednej z sal dobiegł ją znajomy, niski głos,
który bezbłędnie sklasyfikowała jako należący do Uchihy. Zdumiona tym faktem aż
zatrzymała się w pół kroku, wlepiając wzrok w uchylone drzwi. Co jak co, ale
wszystkie projekty szkolne realizowało się w gabinecie rady samorządu uczniowskiego
albo w nieużywanej, małej sali gimnastycznej, ale nie w pracowni biologicznej. Zaciekawiona
tą anomalią, dyskretnie zakradła się bliżej i zajrzała do środka. Bez zaskoczenia
dostrzegła stojącego do niej tyłem Uchihę, a przed nim jakąś nieznajomą
brunetkę. Szybko omiotła wzrokiem resztę pomieszczenia z konsternacją
odnotowując, że są sami. Dziwne. Na oko Liv, dwie osoby to stanowczo za mało
jak na realizację szkolnego projektu tym bardziej, że we wszystko zawsze
angażowała się przewodnicząca szkoły. Nic nie miało prawa się wydarzyć w pod
tym dachem bez jej wiedzy oraz aktywnego uczestnictwa. Zawsze chciała mieć nad
wszystkim pieczę, a i przy okazji pilnowała aby odbywało się w zgodzie z
regulaminem.
— Jestem trochę
zajęty , Chihiro.
Spojrzenie Liv, jak
na zawołanie powędrowało do Itachiego. Chociaż nie widziała jego twarzy to dało
się wyczuć, że jest zniecierpliwiony milczeniem towarzyszki. Świadczyło o tym
między innymi ciche westchnienie, które wymknęło się z jego ust, gdy opierając
się biodrem o jedną z ławek, poprawił trzymane pod pachą książki.
— Ja… bo widzisz…
od naszej rozmowy trochę minęło… może, chciałbyś…
— Przepraszam,
że ci przerwę, ale to bez sensu. — Uchiha odstawił, tomy na blat rozkładając bezradnie
ręce. Zaraz odetchnął głęboko, dostrzegając rozgoryczoną minę dziewczyny i przeczesał
palcami grzywkę. — Naprawdę cię przepraszam, ale moja odpowiedź wciąż pozostaje
niezmienna. Szkoda twojego czasu, Chihiro.
— Za co
przepraszasz, debilu — sapnęła pod nosem Liv, przewracając z politowaniem
oczami. Doprawdy, czy to, że nie chciał odwzajemniać uczuć na siłę jest taką
zbrodnią? To te wszystkie adoratorki powinny się wstydzić za takie nagabywanie.
Nie, Senju nie
czuła współczucia dla tej brunetki. Skoro naprzykrzała się Itachiemu od
jakiegoś czasu — tak wywnioskowała z rozmowy — to powinna się cieszyć, że
załatwił to tak delikatnie i subtelnie. Ona pewnie by nie wytrzymała i
powiedziała coś dosadniej, ale w sumie nigdy nie miała zbyt dużo cierpliwości.
W następnej chwili
Liv aż sapnęła w niedowierzaniu, gdy nieznajoma postanowiła zagrać va bank. W sekundzie
uwiesiła się na szyi Itachiego o mało nie zwalając go z nóg oraz wycisnęła na
jego wargach długi i intensywny pocałunek. Senju aż uchyliła usta na widok tej
determinacji, mrugając intensywnie. W niemym szoku wlepiła wzrok w plecy Uchihy,
a następnie po cichu wycofała się z miejsca obserwacji. Powoli, tak aby nie
zdradzić swojej obecności ruszyła w stronę schodów, aby się dostać do toalety
na następnym piętrze. Musiała ochłonąć. Zwłaszcza, że to wydarzenie poruszyło
coś o czym do tej pory nie miała bladego pojęcia. Coś czego nie potrafiła w
żaden sposób zaakceptować, a na zduszenie w zarodku było za późno.
Właśnie przeglądałem stare wpisy aż dostrzegłem nowy rozdział :D
OdpowiedzUsuńJest wspaniały, genialnie się akcja rozwija! Czytając ten wpis bałem się przewijać w dół bo wiedziałem że kiedyś się skończy! :C
Liv musi ochłonąć haha :D świetnie się czytało :D
Żeby nie było zbyt miło i cukierkowo to oczywiście musze Cię pośpieszyć w pisaniu kolejnych rozdziałów! Będzie TFL 4?
Duuuuzo weny życzę i tak dobrej formy jak w tym rozdziale :D
Pozdrawiam Judah
Ty to zawsze masz jakiegoś czuja... ja nie wiem, czyżbyś dorobił się kobiecej intuicji? XD
UsuńCieszę się, że sprostałam wymaganiom i się podobało. I no cóż, z takim zakończeniem to nie może nie być kolejnej części. Cierpliwości, bo kiedyś się pojawi :"3
kobieca intuicja u mnie? to byłoby dość dziwne haha
UsuńTeraz w czasach gender nigdy nic nie wiadomo XD.
UsuńJa jednak stawiam na ciekawość i brak cierpliwości :D
UsuńTo też Itachi nałapał punktów ujemnych-może niewinnie, ale podpadł ;-) Zazdrość to paskudne uczucie, więc nie dziwię się Liv, że musi odetchnąć.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na kontynuację i życzę dużo weny oraz czasu wolnego :-)
Oj tam, co Uchiha poradzi, że ma takie nachalne fanki XD. Przecież o nie nie prosił, ale no... życie zawsze pisze swoje scenariusze. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko. Wenę przygarniam, a czas wolny mam nadzieję kiedyś nadejdzie D:.
UsuńJej! W końcu coś :D
OdpowiedzUsuńRozdzialik super. Senju zaczyna coś czuć. Jest progres! Uchiha taki romantyczny. Przekupił kelnera *_*
Czekam na nowe coś :D Weny!
Zaskoczenie widzę :"D. Widzicie, że ja wciąż żyję i klikam. Mam mniej czasu, ale coś tam se tworzę <3. Powolutku, a do celu.
UsuńWenę przygarniam, a co! Pozdrawiam i dzięki za komentarz :"D.
Czemu ja tak późno zorientowałam się o pojawieniu się nowej notki?! Świat jest niesprawiedliwy... ;_;
OdpowiedzUsuńNo cóż, muszę przyznać, iż rzeczywiście, ostatnia część tej serii była tak dawno, że już nie pamiętałam, o co chodziło, ale w miarę czytania wspomnienia wracały ^^ i były to niechybnie bardzo miłe wspomnienia C:
Wspomnę o paru literówkach, ale to taka mała rzecz, że mógł ją wyłapać jedynie taki przesadny esteta jak ja C'':
No to teraz z czystym sercem mogę już przejść do wyliczania zalet tego tekstu - ach, ta charyzma Itachiego... on powinien dostać za to jakąś nagrodę xD Podoba mi się, w jaki sposób przedstawiasz realia szkolne - bo choć czasem nie chcemy tego przyznać, to w istocie najczęściej tak jest, że zawsze znajdzie się taka grupka zazdrosnych dziewczyn, które obgadują wszystko i wszystkich, szkolny książę z bajki i mistrz sportów... niby wszyscy urwani z innej bajki, a jednak w jakiś sposób także powiązani, przez co akcja brnie do przodu.
Wiem, że pewnie kreowanie takiego bohatera super-hero jakim jest Itachi nie jest proste, ale proszę... tak bardzo proszę, daj go nam więcej w następnym rozdziale! W tym występował dość szczątkowo, co jednak nie znaczy, iż uważam, że ta część była zła - bo wręcz przeciwnie, była świetna! Tylko... szanowny pan Uchiha po prostu występował tam bardziej w rozmyślaniach Liv jako bohater wspominany niż personalnie, ale cóż - i tak kiedyś trzeba, nie?
Swoją drogą jestem bardzo szczęśliwa, jak wyglądałaby konfrontacja Kamiramy i Itachiego xp Sama mam podobnie nadopiekuńczego ojca, któremu zdarza się czytać gazetę do góry nogami, więc zdaję sobie sprawę jak taki delikwent potrafi czasem być uciążliwy (kiedy uskutecznia swoje "przesłuchania") xD To mógłby być pojedynek tytanów, ale przy tym bardzo ciekawa scena - mam nadzieję tylko, że nie doszłoby do (nadmiernego) rozlewu krwi ^^''
O ile większa część tego rozdziału utrzymywała się w takich spokojnych klimatach, o tyle, przyznam szczerze, końcówka była dużym zaskoczeniem, które, jak się domyślam, będzie stanowiło siłę napędową kolejnego odcinka. Ciekawa jestem, jak Itaś będzie się tłumaczył xD I czy Liv strzeli "focha" c'': No i co z tą całą Chiharu? Po prostu zostanie zapomniana, odejdzie w niepamięć czytelników czy może zostanie brutalnie odrzucona przez Uchihę przy pomocy Liv, którą w takowej sytuacji mógłby się wysłużyć wręcz jako narzędziem do odpędzania się od natrętnych fanek - narobiłby jej tym samym wrogów, jednak dzięki temu akcja też mogłaby w jakiś sposób dalej się rozkręcić xD Ach, jestem okrutna... xp Mam nadzieję, że jednak nie będziesz nam tak długo kazała czekać na kolejny rozdział, jak na ten obecny, co? No bo ja tu uschnę bez ciebie... ;_;
Weny, weny, weny i czasy~! No i powodzenia w nowej pracy~!
~Kita-pon
Kita, Kochanie... chyba powinnaś pośledzić trochę Judah, ten cichociemny zawsze wszystko pierwszy wyniucha XD.
UsuńHeh... mówisz, że literówki znalazłaś... przyznaję się bez bicia, że ja też znalazłam później i trochę toto poprawiłam, ale no... czas nie jest moim sprzymierzeńcem... dorosłe życie jest do bani :x.
Cieszy mnie, że z Twojego punktu widzenia udało mi się zahaczyć tekstem o realizm. Jakby nie patrzyć też kiedyś popylałam do szkoły i co nieco tam się pamięta. Ach ten podział społeczny na lepszych i lepsiejszych... no, ale co zrobisz. Tak już jest i tyla...
Zaborczy rodzice... huehuehuehue... co prawda mój tatuś to człowiek wyjątkowo liberalny (nigdy nikogo nie brał na dywanik, no chyba, że mnie, ale to też rzadko :/), ale słyszałam też o takich natręciuchach ... chociaż Kamirama i tak zachował się dyplomatycznie, bo skrytka za gazetą nie była bezczelna XD.
Starcie Uchihy z panem Senju rzeczywiście mogłoby być ciekawe... chociaż zapewne dla Liv byłoby przyczyną traumy do końca życia :"D.
Chihiro... ta pani jest posiacią niepewną, musisz poczekać co się z tego urodzi. I mam szczerą nadzieję, że nie spapram sprawy.
Dziękuję Ci za ten wypasiony komentarz i obiecuję, że postaram się żeby nowy wpis pojawił się wcześniej/szybciej. Wenę przygarniam, czas również (boru, boru... tak go mało D:) i no, trzymiej kciuki abym przetrwała ten najgorszy czas w robocie <3. Buziaki :*
No w końcu! Długo nam kazałaś czekać! :P pierwsza klasa rozdział, uwielbiam sposób w jaki opisujesz te romantyczne i pełne napiecia sceny z Uchichą! czekam na kolejny ale tez na konohasenju bo tam też sie ostatnio ciekawe rzeczy działy i musze wiedzieć co dalej!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Heh... wiem, że długo, ale uwierz, że robię co mogę. Musisz uzbroić się w cierpliwość, bo mimo, że staję na rzęsach to doba jakoś nie chce mi się wydłużyć D:.
UsuńObiecuję, że postaram się popracować nad systematycznością wpisów <3. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko