Okej, wiem, że pewnie zaczną się lamenty. Wiem, że
krótkie, ale to ma swój cel. Mianowicie, nie mogłam zamknąć tego rozdziału
inaczej niż w ten sposób. Dzięki temu wszystko jest ładnie domknięte. Mam
nadzieję, że mimo rozczarowania to docenicie <3.
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*.
Niebetowane D:. Polecam założyć jakieś szkła, co by
wam te byki oczu nie powybijały.
Liv z
westchnieniem zamknęła drzwi od gabinetu Tsunade, dumając co teraz powinna
począć. To zlecenie dostała w najgorszym z możliwych terminów i jakby tego było
mało to jeszcze musiała partnerować Itachiemu. Ledwo ochłonęła po deprymującej
rozmowie z Amai, gdy jak na złość trafiła się ta misja. Nie wiedziała jak ją
przetrwa. Życie nie stosowało dla niej taryfy ulgowej, co na dłuższą metę
okazywało się frustrujące.
Owszem
rozumiała, że jako kunoichi powinna bez szemrania wykonywać przydzielone
obowiązki, ale przebywanie sam na sam z Uchihą nie rokowało dobrze. Po
pierwsze, nie wiedziała czy nadszarpnięte nerwy po ich ostatniej konfrontacji
uległy regeneracji. Po drugie, świadomość, że Azuma zamierza zerwać lub
zerwała, nie pomagała. Hamulce moralne przestaną być problemem, bo zwyczajnie
znikną. Nie chciała popełnić kolejnego błędu. Omamienie przez tego szarlatana
było ostatnią rzeczą o jakiej marzyła. Już i tak wystarczająco się wygłupiła,
ofiarowując mu pieczęć demona.
Aż warknęła pod
nosem na wspomnienie złotego tatuażu, zdobiącego wewnętrzną stronę nadgarstka
Uchihy. No cóż, co się stało to się nie odstanie. Następnym razem dwa razy się
zastanowi, zanim zbliży się do tego dupka na odległość mniejszą niż długość
katany.
— Czyli dobrze
wyczułem.
Liv drgnęła
nerwowo, brutalnie wyrwana z rozmyślań i podniosła wzrok. Przed nią, na wąskiej
ławeczce siedział Kazama i z widocznym znudzeniem, opierał brodę na dłoni.
Czerwone oczy obserwowały ją zza zmrużonych powiek, jakby próbując wybadać o
czym tak rozmyślała.
— Wreszcie
wróciłeś.
— Witasz mnie z
prawdziwym entuzjazmem, Liv. — Uniósł pytająco brew, podnosząc się z miejsca i
obciągając rękawy yukaty. — Coś mnie ominęło?
— Zatęskniłam —
stwierdziła wymijająco, całkowicie ignorując drwiące parsknięcie jakie wyrwało
się z ust blondyna. Bardziej interesowały ją bandaże na przedramionach Chikage.
Mignęły jej tylko przez chwilę, ale z tego co zdążyła zauważyć, sięgały wysoko
w głąb szaty. Dziwne. Rany u lidera demonów zasklepiały się najszybciej, więc
nawet jeśli odnosił jakieś to robienie na nie opatrunku było zwyczajną stratą
czasu.
— Kazama, co ty
masz na rękach? — zapytała, szybko pokonując dzielącą ich odległość i
przymierzając się do rzucenia okiem na bandaże. Jednak, zanim zdążyła go
chwycić choćby za nadgarstek, Chikage już odskoczył na bezpieczną odległość.
— Coś ty taka
ciekawska?
— Jesteś ranny?!
— Zmartwiłaś
się? Urocze — zakpił, uśmiechając się prowokująco po czym odwrócił się na
pięcie.
— Kazama! Skoro
zadałeś sobie trud aby to zabezpieczyć, to musi być coś poważnego. Pokaż! —
zażądała stanowczo, zaraz zgrzytając zębami z nerwów gdy ją rozmyślnie
zignorował, odchodząc w stronę rezydencji.
— Liv, Liv… a
nie pomyślałaś, że założyłem to bo zwyczajnie nie chciałem zapaskudzić ubrania?
— zauważył logicznie i odetchnął głęboko, przeczesując palcami grzywkę. —
Chodź, jestem zmęczony.
— I tak się
dowiem prawdy — ostrzegła z grobową miną, człapiąc niechętnie za odchodzącym
mężczyzną. Wlepiła wzrok w jego dumnie wyprostowane plecy, analizując co
takiego przed nią ukrywał.
~oOo~
Itachi
oparł się o parapet otwartego okna, spod rzęs obserwując oddalającą się dwójkę.
Widział jak Liv podbiega do Chikage łapiąc go pod ramię, mówi coś na co tamten
kręci przecząco głową mierzwiąc jej włosy. Nawet z tej odległości był w stanie dostrzec
naburmuszoną minę Senju, gdy w odpowiedzi za ten gest uderzyła towarzysza w
bok. Kiedy zniknęli za budynkami, podniósł wzrok na powoli przecierające się
niebo. Grube, ciężkie chmury ustępowały miejsca czystemu nieboskłonowi, a
słońce zaczynało mozolną wędrówkę w stronę zenitu.
Kazamę dostrzegł
już wtedy gdy Piąta przekazywała im szczegóły dotyczące zadania. Kiedy Liv była
zajęta dyskusją z Hokage, on przyglądał się rozsiadającemu się wygodnie
demonowi. Patrzył jak tamten, rozmasowuje kark zaraz podnosząc na niego wzrok.
Mógł się domyślić, że Chikage go zauważy. Wymienili milczące powitanie w
postaci kiwnięcia głową, po czym demon wyraźnie stracił zainteresowanie Uchihą
i skupił się na przechodzącym w oddali delegacie z Kume. Oblicze Kazamy
momentalnie sposępniało, a ciało zdradzało napięcie. Zupełnie, jakby był gotowy
do ataku. Itachi zaintrygowany tym zachowaniem, uważniej przyjrzał się Kagurze.
Mężczyzna nie zdradzał żadnych złych intencji, wydawał się nawet nie dostrzegać
śledzącego go demona pogrążony we własnych myślach. Dlaczego więc Chikage aż
tak się najeżył? Czyżby fakt, że Amata węszył wokół Senju dotarł do blondyna i
dlatego reagował tak alergicznie? Czy może istniało w tym jakieś drugie dno?
Ciekawe…
~oOo~
Liv
w pełnym skupieniu obserwowała taflę wody, starając się osiągnąć jak najlepsze
rezultaty przeprowadzanego treningu. Ambicja doścignięcia jutsu Kazekage,
ponownie ściągnęła ją nad jezioro aby doskonalić dotychczasowe osiągnięcia. Co
ciekawe, ponownie za towarzyszkę miała Amai, która w milczeniu z brzegu
obserwowała te ćwiczenia. Zabawne. Jeszcze trochę, a każdą technikę będzie
doprowadzać do perfekcji właśnie pod okiem Azumy.
—
Hej?
—
No? — Senju z uśmiechem opuściła dłonie biorąc głęboki, wyciszający oddech.
Chociaż dziś osiągnęła niewiele, to czuła się jak po morderczej bitwie. Miała
świadomość, nawet najdrobniejszego mięśnia w ciele, a wymęczony do granic
możliwości organizm błagał o chwilę odpoczynku. Wyczuwając, że jeszcze moment a
się przewróci, dla bezpieczeństwa podparła się nad kolanami przymykając
powieki. Z nisko zwieszoną głową, wciągała powietrze nosem wypuszczając ustami,
starając się jak najlepiej dotlenić wyczerpane ciało. Zdecydowanie się
przeforsowała, ale właśnie o to chodziło. Tylko w ten sposób mogła zapomnieć o
czekającej ją misji. Potrzebowała odreagować, a wyłącznie wysiłek fizyczny
potrafił odwrócić jej uwagę od analizowania jutrzejszego dnia.
Oczywiście
ćwiczenia w powłoce demona byłyby o wiele skuteczniejsze i prostsze, ale nie
chciała ujawniać przed Azumą swojej drugiej natury. Jakby nie patrzeć, to to
kim jest powinno pozostać tajemnicą.
— Słuchasz mnie?
— Co? — Senju
otarła pot z czoła, odwracając się do czekającej dziewczyny. Nie umknął jej
rozdrażniony ton, ale uznała, że widocznie zbytnio odpłynęła podczas pracy nad
techniką i to poirytowało towarzyszkę. W końcu nikt nie lubił być ignorowany. —
Zamyśliłam się.
— No, co ty nie
powiesz — mruknęła brunetka, krzyżując ramiona na piersi i nadymając policzki.
— Złośliwość do
ciebie nie pasuje, wiesz? — Liv zmrużyła w rozbawieniu powieki, idąc w stronę
obrażonej Azumy, w między czasie ponownie zmuszając akwen do współpracy. Z
wyraźną satysfakcją odnotowała szeroko otwarte oczy Amai, gdy otoczyła się wodnym
tunelem wytyczającym trasę do brzegu, gdzie na nią czekała.
— Wooow… super.
Tylko tyle dała
radę wyczytać Liv z ruchu ust towarzyszki, ponieważ szum wirującej wody,
skutecznie zagłuszał wszelkie słowa. Przesunęła palcami po stworzonej przez
siebie ścianie, a następnie z ociąganiem stanęła tuż przy suchym lądzie.
— No, więc… co
tam chciałaś? — zapytała, unosząc przy tym brwi.
— Pytałam
dlaczego nie przyznasz, że ci na nim zależy?
— He? — Senju aż
zamrugała zaskoczona takim niespodziewanym stwierdzeniem, zaraz robiąc głupią
minę. — Ale, że na kim? Bo chyba nie załapałam…
— Na Itachim!
W sekundzie jak
dotarł do niej sens wypowiedzi Azumy, poczuła jak koncentrację szlag trafia, a
struga lodowatej wody niemal zwala ją z nóg. Z miną zbitego psa, podniosła
wzrok na chichoczącą dziewczynę, a następnie odlepiła od skóry przeoczone
ubranie. W tym momencie na poważnie rozważała zabicie Amai i ukrycie ciała.
— Nie ma co,
masz wyczucie…
— Wiem —
zacmokała słodko brunetka, mrugając niewinnie do krzywiącej się z
niezadowolenia kunoichi. — Jednak, nadal twierdzę, że postępujesz głupio Liv.
— Co ci
strzeliło do łba, żeby nagle wyskakiwać z czymś takim? Skąd ten pomysł?
— Bo się
martwię?
— Amai, lubię
cię, ale racz zauważyć, że to nie twoja sprawa. Byłabym wdzięczna gdybyś nie
poruszała tego tematu — wywarczała Senju przez zaciśnięte zęby, wyżymając włosy
z nadmiaru wody.
— A ja byłabym
rada, gdybyś nie popełniała głupich błędów przez upartą naturę — stwierdziła
mentorskim tonem, machając palcem tuż przed nosem Liv.
— Nie
przypominam sobie, żebyś była moją matką.
— Liv, masz dwa
wyjścia. Zaczniesz myśleć i postąpisz właściwie, albo będę cię tak męczyć do
końca świata i jeden dzień dłużej. Twój wybór. — Amai wzruszyła obojętnie
ramionami dając do zrozumienia, że łatwo nie odpuści.
— Kochana, ależ
ja widzę kolejne rozwiązanie. Zwyczajnie przestanę się z tobą zadawać i nie
będziesz miała możliwości ględzenia mi za uchem. Szybkie, proste i skuteczne.
— Nie zrobisz
tego…
— Chcesz się
założyć?
— Hn…
— A widzisz…
czyli na ciebie też jest sposób. — Liv z satysfakcją obserwowała jak Amai
przygryza usta w zastanowieniu, wyraźnie niezadowolona, że musi odpuścić.
— Kim jest
Kazama?
— Stanowczo za
szybko zmieniasz temat… — westchnęła Senju, kręcąc z politowaniem głową i
ruszając w kierunku wioski.
— Odpowiesz?
— Nie.
~oOo~
Liv z
westchnieniem otworzyła drzwi od rezydencji, zaraz w progu ściągając buty. Czuła
się zmęczona zarówno treningiem jak i paplaniną Amai. Dziewczyna chyba w ramach
zemsty za przemilczenie informacji na temat Kazamy, postanowiła zagadać ją za
śmierć. Doprawdy zawsze myślała, że to młody Uchiha dzierżył palmę
pierwszeństwa jeżeli chodzi o gadulstwo, ale niestety się myliła. Amai ani
trochę nie ustępowała mu pola o czym świadczył powoli pojawiający się ból z
tyłu głowy.
Marszcząc brwi,
potarła skroń i ruszyła do kuchni. Nawet nie starała się ukryć swojego powrotu
przed Kazamą. Doszła do wniosku, że może jak mężczyzna ją wyczuje to chociaż
zaparzy dla niej herbatę. Na jedzenie jakoś nie liczyła, ale z radością da się
zaskoczyć.
Ledwo zdążyła
dotknąć klamki, gdy nagle usłyszała znajomy głos. To sprawiło, że nogi niemal
wrosły jej w ziemię, a ona nie mogła zrobić nawet najmniejszego ruchu. Momentalnie
skoncentrowała się na pomieszczeniu, zaraz krzywiąc się malowniczo. Absolutnie nie
miała ochoty na gości, a tym bardziej aby widzieć tego człowieka.
— Liv,
wchodzisz? Bo chyba nie zamierzasz tak stać cały wieczór?
— Mój dom, moja
sprawa — prychnęła, wkraczając do środka i obrzucając niechętnym spojrzeniem
zarówno Kazamę jak i delegata z Kume. Co tu do diabła się działo? Skąd Kagura
wziął się u niej w domu? Siląc się na opanowanie, odsunęła krzesło i siadła naprzeciwko
przybysza. Przez dłuższą chwilę świdrowała go spojrzeniem, aż wreszcie
zapytała: — Co za niespodzianka, panie Amata. Ma pan jakąś sprawę do mnie?
— Niezupełnie. Natknąłem
się na pana Amate, kiedy krążył wokół posesji i postanowiłem zaprosić go na
herbatę — wyjaśnił Kazama, zerkając spod rzęs na wyraźnie spiętego mężczyznę.
Ach, czyli
szpiegował i czegoś szukał, pomyślała Senju unosząc brwi w uprzejmym
zdziwieniu. Doprawdy, czyżby chciał zrobić włam na rezydencję klanu Senju? To
mogłoby być zabawne.
— W zasadzie to
przyszedłem… przeprosić. — Delegat wpatrzył się w parę, unoszącą się nad trzymanym
w dłoniach kubkiem. — Sposób w jaki zademonstrowałem mój wynalazek pozostawiał
wiele do życzenia i nie dziwne, że mógł zostać odebrany za prowokację.
— Rozumiem, że
pan tego nie chciał — wycedziła Senju. Ani trochę nie wierzyła w usłyszany
bełkot, ale skoro Kagura w ten sposób zamierzał grać to niech mu będzie. Zobaczy
co znowu wymyślił. Odrywając wzrok od skruszonej miny Amaty, zerknęła na
Chikage. Demon wyglądał na wyraźnie znudzonego całą sytuacją, i dla zabicia
czasu kontemplował widoki za oknem.
— Oczywiście, że
nie.
Liv nie umknął fakt
jak Kazama uśmiechnął się pod nosem, słysząc to gwałtowne zaprzeczenie
uwieńczone demonstracyjnym odstawieniem naczynia. Zapewne świetnie się bawił,
obserwując ten teatrzyk.
— I mam
nadzieję, że tamta sytuacja nie zaważy na relacjach pomiędzy naszymi wioskami —
dodał, przeczesując rozczochraną grzywkę palcami i wbił złote ślepia w twarz Senju
oczekując odpowiedzi.
— O to nie musi
się pan martwić, a teraz pana przeproszę. Jestem wyczerpana — ucięła wstając i ziewając
demonstracyjnie. Może mało dyplomatycznie, ale zamierzała się pozbyć tego
człowieka ze swojego domu.
Na szczęście
Kagura był na tyle taktowny, że w lot zrozumiał sugestię i w ciągu pięciu minut
zniknął z rezydencji. Teraz jedynym śladem jego obecności, był pusty,
ceramiczny kubek na stole.
— Co sądzisz?
— Kombinuje coś
nowego — stwierdził Chikage, podnosząc się i zanosząc naczynia do zlewu.
— W takim razie
myślimy to samo. Ale nie mam dziś siły na głowienie się na tym. Idę na górę się
położyć.
— Męczący dzień?
— Orka na
ugorze. A tak serio, to zaczynam doceniać piękno samotnych treningów —
wymamrotała przez zęby, przypominając sobie paplaninę Azumy.
— Samotność jest
przereklamowana, Liv.
— Śpiewałbyś
inaczej po kilku godzinach spędzonych z tym diabłem, co ja dzisiaj — zaśmiała się
bez wesołości, znikając w korytarzu.
Musiała się
zdrzemnąć, ponieważ gdy otworzyła powieki przywitał ją mrok. Leżąc na posłaniu
dostrzegała tylko ciemne kontury mebli oraz jasne światło, sączące się z
korytarza przez szparę w drzwiach. Mrucząc cicho, przekręciła się na plecy po
czym wlepiła oczy w sufit. Rozmyślała o nietypowej wizycie. Ciekawiło ją o czym
Kazama rozmawiał z Kagurą, zanim wróciła do domu. Tym bardziej, że delegat
wyraźnie spuścił z tonu w towarzystwie Chikage. Zupełnie jakby z jakiegoś
powodu odczuwał przed nim respekt. Ten arogancki przedstawiciel Raikage kulił
się jak stłamszony pies, pod samym spojrzeniem demona. Dziwne.
Ziewając szeroko,
przetarła zaspane powieki i wtedy coś do niej dotarło. Nie wiedziała jakim
cudem, ale znowu była w powłoce demona. Wlepiając wzrok w ostre pazury
westchnęła z jękiem. To towarzystwo Kazamy — króla demonów — tak na nią
wpływało. Organizm czuł się bezpiecznie w pobliżu lidera gatunku i zrzucał
słabszą powłokę. Na całe szczęście, takie niekontrolowane zdradzanie
pochodzenia zdarzało się tylko wtedy, kiedy również Kazama przybierał
demoniczną postać. A robił to wyłącznie wtedy, gdy miał pewność, że jest
bezpiecznie. W tych sprawach potrafił być chorobliwie skrupulatny.
Mamrotając pod
nosem, sturlała się z łóżka, przysiadając na jego brzegu. Powinna coś zjeść. Co
prawda głodna nie była, ale rozsądek nakazywał coś wrzucić na ruszt. Niechętnie
stanęła na nogi, zaraz człapiąc w stronę kuchni.
Mijała właśnie
sypialnie, którą zajmował Chikage na czas pobytu w wiosce, kiedy przyszła jej
do głowy pewna myśl. Jeszcze przed chwilą słyszała szum prysznica, a to
znaczyło, że nadarzyła się okazja aby rzucić okiem na ręce Kazamy. Jeśli się
pośpieszy to powinna go zastać nie w pełni ubranego, a to dawało doskonały
dostęp do przedramion. Olśniona swym geniuszem, nie wahając się ani chwili,
pewnie wkroczyła do pokoju. Bez mrugnięcia powieką przyjęła panujący w środku
porządek — tak nienormalny dla faceta — i stanęła w progu łazienki. Tak jak
zakładała. Kazama stał odwrócony do niej plecami, jedynie w opuszczonych nisko
na biodrach, białych spodniach.
Kiedy ich wzrok
się spotkał w wiszącym przed Chikage lustrze, momentalnie doskoczyła do demona
chwytając go za nadgarstek i zmuszając do odwrócenia.
— Pakować się
komuś do łazienki, to prawie jak propozycja — zakpił, mrużąc powieki i
przyglądając się zdębiałej Liv spod rzęs.
— Dobrze
powiedziane, „prawie”. A teraz, racz się zamknąć na chwilę — syknęła, wbijając
wzrok w blizny na jego przedramieniu, podczas gdy jej mózg pracował na pełnych
obrotach.
Demony nie
posiadały blizn. Nawet najgłębsze, poszarpane rany nie pozostawiały żadnego śladu
po swojej obecności. Więc skąd to na ciele u Chikage? Nagle z przerażeniem
dotarło do niej, że to co ma przed nosem to zabliźnione znaki po cięciach jakie
Kazama zrobił sobie nad jeziorem. Nad jeziorem gdy ją uleczył. Nad jeziorem,
gdzie ofiarował… Nie, niemożliwe. Zamrugała gwałtownie, zaciskając mocniej
palce na trzymanym przegubie.
— Zbladłaś, Liv
— zauważył, chwytając Senju za podbródek i zmuszając do uniesienia głowy.
— Ty… Kazama… ty…
— Ledwo mogła mówić, gdy niczym obuchem uderzyła w nią cała prawda o tym co dokładnie,
wydarzyło się podczas ich ostatniego spotkania.
— Ano, ja —
przytaknął ze spokojem, przesuwając kciukiem po policzku towarzyszki. Widział jak
zaciska usta w wąską, bladą kreskę, a w jej złotych oczach pojawia się kłębowisko
tłumionych emocji. Które nie wątpił, zaraz wybuchną i będzie tego świadkiem.
— Kazama,
cholera, no! Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego? Nie było potrzeby żebyś aż tak
się poświęcał! Pół roku, może szybciej i to świństwo by zniknęło! — krzyknęła,
uderzając go w pierś i próbując odepchnąć.
— Sza, Liv —
wyszeptał, nachylając się i opierając czoło o jej. — Doskonale wiesz, dlaczego.
Zawsze wiedziałaś.
— Tak się nie
robi, Kazama. — Przytłoczona poświęceniem Chikage, osunęła się na kolana. Tępo wpatrywała
się w obejmującego ją demona, wciąż modląc się aby to wszystko okazało się złym
snem. Jednak to nie mógł być koszmar. Zimno posadzki, dźwięk cichego oddechu
oraz ciepło drugiego ciała były zbyt realne. Czuła się skołowana. Świadomość tego
co zrobił, a raczej na co się zdecydował, dla niej, sprawiała, że drżała jak w
febrze. — To niesprawiedliwe.
— Jeżeli cię to
jakoś pocieszy, to jeśli miałbym na to jakikolwiek wpływ to wciąż żyłabyś w
błogiej nieświadomości.
— Nie o to mi
chodziło! — warknęła, przez zaciśnięte zęby. — To niesprawiedliwe, że pociągnę
cię za sobą! Jak mam żyć z taką świadomością?!
— Planujesz
umrzeć, Liv? Jeśli nie, to skąd w ogóle pomysł, że zginiesz?
— Jestem
kunoichi, nie siedzę za biurkiem. Cholera, nie da się ciągle zwyciężać!
— Hm… — Kazama zamyślił
się na moment, po czym uśmiechnął się półgębkiem. — Kto by przypuszczał, że
wyniknie z tego jeszcze coś dobrego. Teraz masz podwójną motywację aby przeżyć,
cokolwiek się stanie.
— To nie jest
zabawne — wymamrotała, krzywiąc się malowniczo.
— Wiem. —
Odsunął się, a następnie ujął Liv za rękę pomagając wstać. Kiedy wreszcie
złapała równowagę w zdrętwiałych nogach, spojrzał na nią łagodnie. Zdumiona jego
milczeniem uniosła głowę, w reakcji na co Kazama nachylił się, ofiarowując jej
miękki i delikatny pocałunek. Zetknięcie warg trwało tak krótko, że Senju miała
poważne wątpliwości czy to wydarzyło się naprawdę. Za tym, że to nie było
złudzenie obstawiały mrowiące usta mające powidok przyjemnego dotyku.
Jednak zanim na dobre zdążyła się wciągnąć w analizę, ponownie usłyszała głos
Chikage.
— Moje życie
spoczywa w twoich rękach, Liv. Dbaj o nie.
Dwie godziny
później, Liv opierała się o barierkę na ganku, w zamyśleniu przyglądając się na
ławkę przy stawie. To na niej przysiadł Kazama i nic nie robiąc sobie z późnej
pory, przyglądał się rozgwieżdżonemu niebu. Przypominał oazę spokoju, takie bezczelne przeciwieństwo
niej samej. Senju wciąż czuła ten duszący w piersi ciężar, który wyrósł po tym
jak dowiedziała się o poświęceniu Chikage. Świadomość, że teraz jej życie jest
również jego, paliła ją w sercu niczym cierń. Pulsujący ból trawił klatkę piersiową,
niemal odbierając oddech.
Zmrużyła powieki,
podczas gdy lekki wietrzyk zaczął się bawić włosami Kazamy, jak tak trwał w bezruchu
jakby na coś czekając. Rubinowe oczy w spokoju przeszukiwały nieboskłon i po
chwili, zrozumiała dlaczego.
Mimowolnie uśmiechnęła
się pod nosem, dostrzegając srebrną smugę przecinającą granat nieba. Chikage
czekał na deszcz meteorytów. No tak, mogła się domyślić. Demon od najmłodszych
lat, fascynował się takimi zjawiskami i mogła się założyć, ze żadnego nie
przegapił.
Zanim się
zorientowała, już szła w stronę blondyna aby się przyłączyć do oglądania. Cóż,
to też było swoistą regułą. Kiedy tylko trafiała się okazja, to razem
przyglądali się takim nocnym spektaklom.
Nie musiała
nawet nic mówić. Gdy stanęła za nim już zdążył się odsunąć, robiąc dla niej
miejsce obok. Kiedy usadowiła się wygodnie, poczuła jak zarzuca na nią swoją
yukatę, na co westchnęła cicho. Jak za starych lat, pomyślała opierając mu
głowę na ramieniu i spod rzęs patrząc w niebo.
Achhhh jak ja zaczynam kochać Kazamę :) no Itachi musi wziąść się poważnie do roboty w tej kwestii :) choć nie ukrywam, że po tym rozziale zdecydowanie kibicuję Kazamie i mam nadzieję na więcej takich "bliskich" momentow. ps.nie każ tym razem tyle czekać :P
OdpowiedzUsuńKazama jest fajny, nie? Huehuehuehuehue... czyli fanklub Uchihy znacznie topnieje, ale to dobrze. W końcu jakby nie patrzeć to się chłopak nie popisał^^. Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za komentarz :"3
UsuńOwszem, Kazama nazbierał punktów dodatnich, ale i tak moim faworytem jest Itachi. Teraz Uchiha będzie musiał się postarać, inaczej będzie na przegranej pozycji
OdpowiedzUsuńOch, czyli jest ktoś kto jeszcze uważa, że Itachi ma szanse... No cóż, jeżeli rzeczywiście jest geniuszem to musi wykminić coś co przebije działania Kazamy. Na razie twierdzę, że czeka go ciężki orzech do zgryzienia^^. Słusznie zauważyłaś, że pozycja w jakiej się znalazł nie napawa entuzjazmem.
UsuńDziękuję za komentarz i pozdrawiam <3.
No w końcu! Myslałam już ze w tym życiu nie doczekam się kolejnego odcinka! Ale jestem zadowolona :D teraz Uchicha będzie musiał się bardzo starać bo konkurencja rośnie :D czekam na ciąg dalszy! życze baaaaardzo dużo weny! :)
OdpowiedzUsuńEj, ale pacz. Przecież w sumie rozdziały pojawiały się w tygodniowym odstępie! (Co z tego, że od różnych opek, ale zawsze, nie? Nie trza narzekać xD).
UsuńCieszy mnie, że udało mi się Cię usatysfakcjonować tym wpisem. Puchnę z dumy^^.
Dziękuję za wenę, kitram ją do szafy. I pozdrawiam cieplutko :"D.
Znowu spóźniona! Znaczy... ja oczywiście z komentarzem... Huh, niemniej nie oznacza to, że jest on mniej wartościowy, prawda? (/.-)''
OdpowiedzUsuńSzczerze powiedziawszy to ja nawet wolę, kiedy twoje teksty są niebetowane. Nie wiem dlaczego... nie umiem tego jakoś jasno, klarownie i przede wszystkim logicznie wytłumaczyć, ale taka wersja po prostu bardziej mi odpowiada. Możliwe, że to ze względu na to, iż dzięki uniknięciu "zabiegu betowania" wszystkie emocje zawarte w tekście "należą stricte do ciebie" i opowiadanie ma dzięki temu w sobie jeszcze więcej charakteru ♥ Nie zarzucam nic becie, no ale... nie, dobra, może troszeczkę... Ponad to wydaje mi się, że właśnie mniej błędów w tekście pojawia się, kiedy nie są one betowane - znaczy nie to, żeby się jakieś straszne pojawiały, ale jakoś tak te zdania układają się "bardziej" naturalnie, jakoś tak wszystko bardziej się klei i do siebie pasuje... no... W każdym razie... Tak, może ja już zakończę ten nieskładny wywód, co? xD Bo to już dalej będzie tylko gorzej xp
Oczywiście jak zwykle podobało mi się! ♥ Kiedy przeczytałam na wstępie, że notka będzie krótka już zaczęłam się krzywić i myśleć: "O nie, tylko nie to..." ect., ale kiedy skończyłam ten rozdział w istocie zrozumiałam, dlaczego postąpiłaś właśnie tak, a nie inaczej - nic nie dało się tu już wcisnąć (znaczy można coś tam na siłę upchnąć zawsze; wstawić jakieś "zapychacze", czyli akcje, które zgoła nie mają nic do rzeczy z główną akcją i nijak nie wpływają na fabułę, ale to po prostu nie miałoby sensu), niczego tu nie brakuje, niczego nie potrzeba; wszystko jest idealnie (zresztą jak zwykle ^^). Nie wiem dlaczego, ale przypadła mi do gustu scena z przeprosinami Amaty - cóż, może dlatego, że go nie lubię... Nawet jeśli kajał się nieszczerze, to przyjemnie było wyobrazić go sobie w takiej sytuacji xp No i końcówka... nic dodać, nic ująć ♥ To było takie cudowne, że aż się rozpłynęłam... (ale teraz z powrotem musiałam się "scalić" na potrzeby napisania tego komentarza). Zawsze lubiłam Kazamę, ale jak dotąd jego rola ograniczała się do takiego krążenia i pojawiania się we wspomnieniach, toteż główny wątek miłosny rozwijał się między Liv a Itachim - i dobrze, kibicowałam im, i tak dalej... ale teraz to już serio nie wiem czy nawet nie przeszłam do team'u Chikage @.@ I ta scena w łazience, i w ogóle... ach! Do tej pory jakoś nie mogę się po tym pozbierać xD I to jak siedzieli razem oglądając deszcz meteorytów, i to ubranie Kazamy - matko, jak ja uwielbiam tradycyjne stroje japońskie! Proszę cię, wręcz błagam na kolanach - nie każ nam długo czekać na następny rozdział, gdyż inaczej nabawię się nerwicy i rozstrojenia nerwowego; a wszystko to będzie twoją winą! xp Mam nadzieję, że w następnej notce wpleciesz też postać demona w taki fajny sposób jak tutaj, żeby stał się takim... takim troszkę rywalem Itachiego, jeśli chodzi o serce Senju (no i, rzecz jasna, żebym mogła się tym nacieszyć xp).
A wiesz, co w ogóle? Niedobrze, że znalazłam tego bloga... Bardzo niedobrze... ;_; Bo w ten sposób znalazłam swoją prawdziwą miłość i będę musiała jechać aż do Ameryki; bo tam można brać śluby z dziwnymi rzeczami xp Wezmę ślub z tym opowiadaniem albo od razu całym blogiem, bo po prostu darzę go (i ciebie!) szczerą i płomienną miłością (niczym Uchiha Sejnu i vice versa) xD
Hektolitrów weny (czyli tyle, ile mniej więcej codziennie pada w Krainie Deszczowców ^^'')
~Kita-pon
Oj tam, oj tam. Spóźniony, ale jakże owocny komentarz^^. I nie marudź, bo wartościowy <3.
UsuńOch, serio wolisz jak po tekście latają moje kwiatki? Jesu, ja za każdym razem jak wracam do rozdziału (po publikacji) to mam go ochotę poprawiać na nowo. Jednak się powstrzymuję z racji zbierania sił na nowy wpis. W końcu jak nie jest najgorzej, w co wierzę XD, to po co psuć. W każdym razie jestem bardziej niż zadowolona, że wyczuwasz płynące z tekstu emocje. Nie ukrywam, że właśnie o to chodzi w moim pisaniu. Chcę wpływać na czytelnika.
Huehuehuehuehue... mogę sobie wyobrazić Twoją minę po tym wstępie na początku rozdziału. Chyba każdy tak ma, gdy pojawi się coś na co czekał, a później taki kubeł zimnej wody^^. No, ale widzisz, że inaczej się nie dało.
Przyznam, że scena w łazience mnie również przypadła do gustu. Ta, autor sam chwali swój twór, ale no... działało na wyobraźnie^^. Jestem zadowolona z tego fragmentu :3. I no, Kazama to tradycjonalista. Yukaty, katany i te sprawy... gorący facet. Ekhem, ale ja nie o tym XD.
Oj, Kita. Ależ ja nie chcę Twojej nerwicy i dlatego już trochę naskrobałam :>. A czy demon się pojawi, kto to wie... musisz czekać cierpliwie.
Awwww... <3. I ja uważam, że BARDZO DOBRZE, ŻE TU DO MNIE TRAFIŁAŚ! Zrobimy wesele na sto fajerek :"D. Nie bój nic, uwielbienie jest w pełni odwzajemnione :"D. Zawsze czekam z niecierpliwością na Twój odzew po wpisie, więc jak widzisz Ty również wpływasz na mnie :"D.
Za wenę ogromne dzięki, bo jej nigdy dość. Dziękuję za ten budujący komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
Quwa xd
OdpowiedzUsuńLol xd
kocham to xd
Ale wolę Istasia <3
niech spina dupe, bo go zabije..
Teraz kiedy drogę ma wolną tym bardziej niech się pośpieszy.. A to taka piczka, że jezuś XD Kazama jest słodki, ale Itaś i tak lepszy xd
hahahahha te rozterki xD
Kocham i oby następny szybko <3 !
Cóż za emocje wyzierają z Twojego komentarza :"D. Dzięki za opinie i pozdrawiam cieplutko^^.
UsuńDita Regnif....
OdpowiedzUsuńNienawidzę Cię. Totalnie. Ja Cię uduszę.
Taka długa przerwa, że aż się zagapiłam i przepadły dwa tygodnie nim znowu tutaj zajrzałam i zauważyłam nowy rozdział! To było podłe tyle kazać czekać!
*
*
*
Okej, przejdźmy do rzeczy. Jakoś wcześniej nie byłam szczególną fanką Kazamy, ale teraz zrobił się tak uroczy, że nie mogłam go po prostu olać. Wyobraziłam sobie scenę kiedy to Chikage obserwuje gwiazdy. Wyszło malowniczo.
I nadal nie wiem kim jest tajemniczy ukochany panny Amai? No? Kto to? Może jakaś podpowiedź? Taka malutka żebym miała co kminić?
*
*
*
Acha, proszę się pospieszyć z kontynuacją, bo naprawdę przysięgam, przy następnym przestoju znajdę jakiś sposób mordowania na odległość. Ewentualnie mentalnie porzucam sztyletami.
Pozdrawiam i weny życzę.
Awwww... cóż za wyznanie na początku komentarza XD. Czuję się zaszczycona^^.
UsuńCo ja zrobię, że straciłaś czujność? Trzeba spodziewać się niespodziewanego :"D.
I kolejna dusza omamiona przez demona. Tak, zdecydowanie jestem zadowolona, że zabieg pokochania przez czytelników Kazamy się udał XD.
Tajemniczy ukochany być może kiedyś zostanie ujawniony. Trzeba czekać :"D. Podpowiedzi nie będzie, bo byłoby nudno.
Och, i znowu ogniste wyznanie uczuć :'3. Czuję się zaszczycona <3. Pozdrawiam i dzięki za komentarz :*.