4.10.2015

XLII NIEWOLNICY WŁASNEGO POŚWIĘCENIA

Okej, wiem, że pewnie zaczną się lamenty. Wiem, że krótkie, ale to ma swój cel. Mianowicie, nie mogłam zamknąć tego rozdziału inaczej niż w ten sposób. Dzięki temu wszystko jest ładnie domknięte. Mam nadzieję, że mimo rozczarowania to docenicie <3.
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*.

Niebetowane D:. Polecam założyć jakieś szkła, co by wam te byki oczu nie powybijały.



Liv z westchnieniem zamknęła drzwi od gabinetu Tsunade, dumając co teraz powinna począć. To zlecenie dostała w najgorszym z możliwych terminów i jakby tego było mało to jeszcze musiała partnerować Itachiemu. Ledwo ochłonęła po deprymującej rozmowie z Amai, gdy jak na złość trafiła się ta misja. Nie wiedziała jak ją przetrwa. Życie nie stosowało dla niej taryfy ulgowej, co na dłuższą metę okazywało się frustrujące.
Owszem rozumiała, że jako kunoichi powinna bez szemrania wykonywać przydzielone obowiązki, ale przebywanie sam na sam z Uchihą nie rokowało dobrze. Po pierwsze, nie wiedziała czy nadszarpnięte nerwy po ich ostatniej konfrontacji uległy regeneracji. Po drugie, świadomość, że Azuma zamierza zerwać lub zerwała, nie pomagała. Hamulce moralne przestaną być problemem, bo zwyczajnie znikną. Nie chciała popełnić kolejnego błędu. Omamienie przez tego szarlatana było ostatnią rzeczą o jakiej marzyła. Już i tak wystarczająco się wygłupiła, ofiarowując mu pieczęć demona.
Aż warknęła pod nosem na wspomnienie złotego tatuażu, zdobiącego wewnętrzną stronę nadgarstka Uchihy. No cóż, co się stało to się nie odstanie. Następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim zbliży się do tego dupka na odległość mniejszą niż długość katany.
— Czyli dobrze wyczułem.
Liv drgnęła nerwowo, brutalnie wyrwana z rozmyślań i podniosła wzrok. Przed nią, na wąskiej ławeczce siedział Kazama i z widocznym znudzeniem, opierał brodę na dłoni. Czerwone oczy obserwowały ją zza zmrużonych powiek, jakby próbując wybadać o czym tak rozmyślała.
— Wreszcie wróciłeś.
— Witasz mnie z prawdziwym entuzjazmem, Liv. — Uniósł pytająco brew, podnosząc się z miejsca i obciągając rękawy yukaty. — Coś mnie ominęło?
— Zatęskniłam — stwierdziła wymijająco, całkowicie ignorując drwiące parsknięcie jakie wyrwało się z ust blondyna. Bardziej interesowały ją bandaże na przedramionach Chikage. Mignęły jej tylko przez chwilę, ale z tego co zdążyła zauważyć, sięgały wysoko w głąb szaty. Dziwne. Rany u lidera demonów zasklepiały się najszybciej, więc nawet jeśli odnosił jakieś to robienie na nie opatrunku było zwyczajną stratą czasu.
— Kazama, co ty masz na rękach? — zapytała, szybko pokonując dzielącą ich odległość i przymierzając się do rzucenia okiem na bandaże. Jednak, zanim zdążyła go chwycić choćby za nadgarstek, Chikage już odskoczył na bezpieczną odległość.
— Coś ty taka ciekawska?
— Jesteś ranny?!
— Zmartwiłaś się? Urocze — zakpił, uśmiechając się prowokująco po czym odwrócił się na pięcie.
— Kazama! Skoro zadałeś sobie trud aby to zabezpieczyć, to musi być coś poważnego. Pokaż! — zażądała stanowczo, zaraz zgrzytając zębami z nerwów gdy ją rozmyślnie zignorował, odchodząc w stronę rezydencji.
— Liv, Liv… a nie pomyślałaś, że założyłem to bo zwyczajnie nie chciałem zapaskudzić ubrania? — zauważył logicznie i odetchnął głęboko, przeczesując palcami grzywkę. — Chodź, jestem zmęczony.
— I tak się dowiem prawdy — ostrzegła z grobową miną, człapiąc niechętnie za odchodzącym mężczyzną. Wlepiła wzrok w jego dumnie wyprostowane plecy, analizując co takiego przed nią ukrywał.

~oOo~

            Itachi oparł się o parapet otwartego okna, spod rzęs obserwując oddalającą się dwójkę. Widział jak Liv podbiega do Chikage łapiąc go pod ramię, mówi coś na co tamten kręci przecząco głową mierzwiąc jej włosy. Nawet z tej odległości był w stanie dostrzec naburmuszoną minę Senju, gdy w odpowiedzi za ten gest uderzyła towarzysza w bok. Kiedy zniknęli za budynkami, podniósł wzrok na powoli przecierające się niebo. Grube, ciężkie chmury ustępowały miejsca czystemu nieboskłonowi, a słońce zaczynało mozolną wędrówkę w stronę zenitu.
Kazamę dostrzegł już wtedy gdy Piąta przekazywała im szczegóły dotyczące zadania. Kiedy Liv była zajęta dyskusją z Hokage, on przyglądał się rozsiadającemu się wygodnie demonowi. Patrzył jak tamten, rozmasowuje kark zaraz podnosząc na niego wzrok. Mógł się domyślić, że Chikage go zauważy. Wymienili milczące powitanie w postaci kiwnięcia głową, po czym demon wyraźnie stracił zainteresowanie Uchihą i skupił się na przechodzącym w oddali delegacie z Kume. Oblicze Kazamy momentalnie sposępniało, a ciało zdradzało napięcie. Zupełnie, jakby był gotowy do ataku. Itachi zaintrygowany tym zachowaniem, uważniej przyjrzał się Kagurze. Mężczyzna nie zdradzał żadnych złych intencji, wydawał się nawet nie dostrzegać śledzącego go demona pogrążony we własnych myślach. Dlaczego więc Chikage aż tak się najeżył? Czyżby fakt, że Amata węszył wokół Senju dotarł do blondyna i dlatego reagował tak alergicznie? Czy może istniało w tym jakieś drugie dno? Ciekawe…

~oOo~

            Liv w pełnym skupieniu obserwowała taflę wody, starając się osiągnąć jak najlepsze rezultaty przeprowadzanego treningu. Ambicja doścignięcia jutsu Kazekage, ponownie ściągnęła ją nad jezioro aby doskonalić dotychczasowe osiągnięcia. Co ciekawe, ponownie za towarzyszkę miała Amai, która w milczeniu z brzegu obserwowała te ćwiczenia. Zabawne. Jeszcze trochę, a każdą technikę będzie doprowadzać do perfekcji właśnie pod okiem Azumy.
            — Hej?
            — No? — Senju z uśmiechem opuściła dłonie biorąc głęboki, wyciszający oddech. Chociaż dziś osiągnęła niewiele, to czuła się jak po morderczej bitwie. Miała świadomość, nawet najdrobniejszego mięśnia w ciele, a wymęczony do granic możliwości organizm błagał o chwilę odpoczynku. Wyczuwając, że jeszcze moment a się przewróci, dla bezpieczeństwa podparła się nad kolanami przymykając powieki. Z nisko zwieszoną głową, wciągała powietrze nosem wypuszczając ustami, starając się jak najlepiej dotlenić wyczerpane ciało. Zdecydowanie się przeforsowała, ale właśnie o to chodziło. Tylko w ten sposób mogła zapomnieć o czekającej ją misji. Potrzebowała odreagować, a wyłącznie wysiłek fizyczny potrafił odwrócić jej uwagę od analizowania jutrzejszego dnia.
Oczywiście ćwiczenia w powłoce demona byłyby o wiele skuteczniejsze i prostsze, ale nie chciała ujawniać przed Azumą swojej drugiej natury. Jakby nie patrzeć, to to kim jest powinno pozostać tajemnicą.
— Słuchasz mnie?
— Co? — Senju otarła pot z czoła, odwracając się do czekającej dziewczyny. Nie umknął jej rozdrażniony ton, ale uznała, że widocznie zbytnio odpłynęła podczas pracy nad techniką i to poirytowało towarzyszkę. W końcu nikt nie lubił być ignorowany. — Zamyśliłam się.
— No, co ty nie powiesz — mruknęła brunetka, krzyżując ramiona na piersi i nadymając policzki.
— Złośliwość do ciebie nie pasuje, wiesz? — Liv zmrużyła w rozbawieniu powieki, idąc w stronę obrażonej Azumy, w między czasie ponownie zmuszając akwen do współpracy. Z wyraźną satysfakcją odnotowała szeroko otwarte oczy Amai, gdy otoczyła się wodnym tunelem wytyczającym trasę do brzegu, gdzie na nią czekała.
— Wooow… super.
Tylko tyle dała radę wyczytać Liv z ruchu ust towarzyszki, ponieważ szum wirującej wody, skutecznie zagłuszał wszelkie słowa. Przesunęła palcami po stworzonej przez siebie ścianie, a następnie z ociąganiem stanęła tuż przy suchym lądzie.
— No, więc… co tam chciałaś? — zapytała, unosząc przy tym brwi.
— Pytałam dlaczego nie przyznasz, że ci na nim zależy?
— He? — Senju aż zamrugała zaskoczona takim niespodziewanym stwierdzeniem, zaraz robiąc głupią minę. — Ale, że na kim? Bo chyba nie załapałam…
— Na Itachim!
W sekundzie jak dotarł do niej sens wypowiedzi Azumy, poczuła jak koncentrację szlag trafia, a struga lodowatej wody niemal zwala ją z nóg. Z miną zbitego psa, podniosła wzrok na chichoczącą dziewczynę, a następnie odlepiła od skóry przeoczone ubranie. W tym momencie na poważnie rozważała zabicie Amai i ukrycie ciała.
— Nie ma co, masz wyczucie…
— Wiem — zacmokała słodko brunetka, mrugając niewinnie do krzywiącej się z niezadowolenia kunoichi. — Jednak, nadal twierdzę, że postępujesz głupio Liv.
— Co ci strzeliło do łba, żeby nagle wyskakiwać z czymś takim? Skąd ten pomysł?
— Bo się martwię?
— Amai, lubię cię, ale racz zauważyć, że to nie twoja sprawa. Byłabym wdzięczna gdybyś nie poruszała tego tematu — wywarczała Senju przez zaciśnięte zęby, wyżymając włosy z nadmiaru wody.
— A ja byłabym rada, gdybyś nie popełniała głupich błędów przez upartą naturę — stwierdziła mentorskim tonem, machając palcem tuż przed nosem Liv.
— Nie przypominam sobie, żebyś była moją matką.
— Liv, masz dwa wyjścia. Zaczniesz myśleć i postąpisz właściwie, albo będę cię tak męczyć do końca świata i jeden dzień dłużej. Twój wybór. — Amai wzruszyła obojętnie ramionami dając do zrozumienia, że łatwo nie odpuści.
— Kochana, ależ ja widzę kolejne rozwiązanie. Zwyczajnie przestanę się z tobą zadawać i nie będziesz miała możliwości ględzenia mi za uchem. Szybkie, proste i skuteczne.
— Nie zrobisz tego…
— Chcesz się założyć?
— Hn…
— A widzisz… czyli na ciebie też jest sposób. — Liv z satysfakcją obserwowała jak Amai przygryza usta w zastanowieniu, wyraźnie niezadowolona, że musi odpuścić.
— Kim jest Kazama?
— Stanowczo za szybko zmieniasz temat… — westchnęła Senju, kręcąc z politowaniem głową i ruszając w kierunku wioski.
— Odpowiesz?
— Nie.

~oOo~

Liv z westchnieniem otworzyła drzwi od rezydencji, zaraz w progu ściągając buty. Czuła się zmęczona zarówno treningiem jak i paplaniną Amai. Dziewczyna chyba w ramach zemsty za przemilczenie informacji na temat Kazamy, postanowiła zagadać ją za śmierć. Doprawdy zawsze myślała, że to młody Uchiha dzierżył palmę pierwszeństwa jeżeli chodzi o gadulstwo, ale niestety się myliła. Amai ani trochę nie ustępowała mu pola o czym świadczył powoli pojawiający się ból z tyłu głowy.
Marszcząc brwi, potarła skroń i ruszyła do kuchni. Nawet nie starała się ukryć swojego powrotu przed Kazamą. Doszła do wniosku, że może jak mężczyzna ją wyczuje to chociaż zaparzy dla niej herbatę. Na jedzenie jakoś nie liczyła, ale z radością da się zaskoczyć.
Ledwo zdążyła dotknąć klamki, gdy nagle usłyszała znajomy głos. To sprawiło, że nogi niemal wrosły jej w ziemię, a ona nie mogła zrobić nawet najmniejszego ruchu. Momentalnie skoncentrowała się na pomieszczeniu, zaraz krzywiąc się malowniczo. Absolutnie nie miała ochoty na gości, a tym bardziej aby widzieć tego człowieka.
— Liv, wchodzisz? Bo chyba nie zamierzasz tak stać cały wieczór?
— Mój dom, moja sprawa — prychnęła, wkraczając do środka i obrzucając niechętnym spojrzeniem zarówno Kazamę jak i delegata z Kume. Co tu do diabła się działo? Skąd Kagura wziął się u niej w domu? Siląc się na opanowanie, odsunęła krzesło i siadła naprzeciwko przybysza. Przez dłuższą chwilę świdrowała go spojrzeniem, aż wreszcie zapytała: — Co za niespodzianka, panie Amata. Ma pan jakąś sprawę do mnie?
— Niezupełnie. Natknąłem się na pana Amate, kiedy krążył wokół posesji i postanowiłem zaprosić go na herbatę — wyjaśnił Kazama, zerkając spod rzęs na wyraźnie spiętego mężczyznę.
Ach, czyli szpiegował i czegoś szukał, pomyślała Senju unosząc brwi w uprzejmym zdziwieniu. Doprawdy, czyżby chciał zrobić włam na rezydencję klanu Senju? To mogłoby być zabawne.
— W zasadzie to przyszedłem… przeprosić. — Delegat wpatrzył się w parę, unoszącą się nad trzymanym w dłoniach kubkiem. — Sposób w jaki zademonstrowałem mój wynalazek pozostawiał wiele do życzenia i nie dziwne, że mógł zostać odebrany za prowokację.
— Rozumiem, że pan tego nie chciał — wycedziła Senju. Ani trochę nie wierzyła w usłyszany bełkot, ale skoro Kagura w ten sposób zamierzał grać to niech mu będzie. Zobaczy co znowu wymyślił. Odrywając wzrok od skruszonej miny Amaty, zerknęła na Chikage. Demon wyglądał na wyraźnie znudzonego całą sytuacją, i dla zabicia czasu kontemplował widoki za oknem.
— Oczywiście, że nie.
Liv nie umknął fakt jak Kazama uśmiechnął się pod nosem, słysząc to gwałtowne zaprzeczenie uwieńczone demonstracyjnym odstawieniem naczynia. Zapewne świetnie się bawił, obserwując ten teatrzyk.
— I mam nadzieję, że tamta sytuacja nie zaważy na relacjach pomiędzy naszymi wioskami — dodał, przeczesując rozczochraną grzywkę palcami i wbił złote ślepia w twarz Senju oczekując odpowiedzi.
— O to nie musi się pan martwić, a teraz pana przeproszę. Jestem wyczerpana — ucięła wstając i ziewając demonstracyjnie. Może mało dyplomatycznie, ale zamierzała się pozbyć tego człowieka ze swojego domu.
Na szczęście Kagura był na tyle taktowny, że w lot zrozumiał sugestię i w ciągu pięciu minut zniknął z rezydencji. Teraz jedynym śladem jego obecności, był pusty, ceramiczny kubek na stole.
— Co sądzisz?
— Kombinuje coś nowego — stwierdził Chikage, podnosząc się i zanosząc naczynia do zlewu.
— W takim razie myślimy to samo. Ale nie mam dziś siły na głowienie się na tym. Idę na górę się położyć.
— Męczący dzień?
— Orka na ugorze. A tak serio, to zaczynam doceniać piękno samotnych treningów — wymamrotała przez zęby, przypominając sobie paplaninę Azumy.
— Samotność jest przereklamowana, Liv.
— Śpiewałbyś inaczej po kilku godzinach spędzonych z tym diabłem, co ja dzisiaj — zaśmiała się bez wesołości, znikając w korytarzu.
Musiała się zdrzemnąć, ponieważ gdy otworzyła powieki przywitał ją mrok. Leżąc na posłaniu dostrzegała tylko ciemne kontury mebli oraz jasne światło, sączące się z korytarza przez szparę w drzwiach. Mrucząc cicho, przekręciła się na plecy po czym wlepiła oczy w sufit. Rozmyślała o nietypowej wizycie. Ciekawiło ją o czym Kazama rozmawiał z Kagurą, zanim wróciła do domu. Tym bardziej, że delegat wyraźnie spuścił z tonu w towarzystwie Chikage. Zupełnie jakby z jakiegoś powodu odczuwał przed nim respekt. Ten arogancki przedstawiciel Raikage kulił się jak stłamszony pies, pod samym spojrzeniem demona. Dziwne.
Ziewając szeroko, przetarła zaspane powieki i wtedy coś do niej dotarło. Nie wiedziała jakim cudem, ale znowu była w powłoce demona. Wlepiając wzrok w ostre pazury westchnęła z jękiem. To towarzystwo Kazamy — króla demonów — tak na nią wpływało. Organizm czuł się bezpiecznie w pobliżu lidera gatunku i zrzucał słabszą powłokę. Na całe szczęście, takie niekontrolowane zdradzanie pochodzenia zdarzało się tylko wtedy, kiedy również Kazama przybierał demoniczną postać. A robił to wyłącznie wtedy, gdy miał pewność, że jest bezpiecznie. W tych sprawach potrafił być chorobliwie skrupulatny.
Mamrotając pod nosem, sturlała się z łóżka, przysiadając na jego brzegu. Powinna coś zjeść. Co prawda głodna nie była, ale rozsądek nakazywał coś wrzucić na ruszt. Niechętnie stanęła na nogi, zaraz człapiąc w stronę kuchni.
Mijała właśnie sypialnie, którą zajmował Chikage na czas pobytu w wiosce, kiedy przyszła jej do głowy pewna myśl. Jeszcze przed chwilą słyszała szum prysznica, a to znaczyło, że nadarzyła się okazja aby rzucić okiem na ręce Kazamy. Jeśli się pośpieszy to powinna go zastać nie w pełni ubranego, a to dawało doskonały dostęp do przedramion. Olśniona swym geniuszem, nie wahając się ani chwili, pewnie wkroczyła do pokoju. Bez mrugnięcia powieką przyjęła panujący w środku porządek — tak nienormalny dla faceta — i stanęła w progu łazienki. Tak jak zakładała. Kazama stał odwrócony do niej plecami, jedynie w opuszczonych nisko na biodrach, białych spodniach.
Kiedy ich wzrok się spotkał w wiszącym przed Chikage lustrze, momentalnie doskoczyła do demona chwytając go za nadgarstek i zmuszając do odwrócenia.
— Pakować się komuś do łazienki, to prawie jak propozycja — zakpił, mrużąc powieki i przyglądając się zdębiałej Liv spod rzęs.
— Dobrze powiedziane, „prawie”. A teraz, racz się zamknąć na chwilę — syknęła, wbijając wzrok w blizny na jego przedramieniu, podczas gdy jej mózg pracował na pełnych obrotach.
Demony nie posiadały blizn. Nawet najgłębsze, poszarpane rany nie pozostawiały żadnego śladu po swojej obecności. Więc skąd to na ciele u Chikage? Nagle z przerażeniem dotarło do niej, że to co ma przed nosem to zabliźnione znaki po cięciach jakie Kazama zrobił sobie nad jeziorem. Nad jeziorem gdy ją uleczył. Nad jeziorem, gdzie ofiarował… Nie, niemożliwe. Zamrugała gwałtownie, zaciskając mocniej palce na trzymanym przegubie.
— Zbladłaś, Liv — zauważył, chwytając Senju za podbródek i zmuszając do uniesienia głowy.
— Ty… Kazama… ty… — Ledwo mogła mówić, gdy niczym obuchem uderzyła w nią cała prawda o tym co dokładnie, wydarzyło się podczas ich ostatniego spotkania.
— Ano, ja — przytaknął ze spokojem, przesuwając kciukiem po policzku towarzyszki. Widział jak zaciska usta w wąską, bladą kreskę, a w jej złotych oczach pojawia się kłębowisko tłumionych emocji. Które nie wątpił, zaraz wybuchną i będzie tego świadkiem.
— Kazama, cholera, no! Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego? Nie było potrzeby żebyś aż tak się poświęcał! Pół roku, może szybciej i to świństwo by zniknęło! — krzyknęła, uderzając go w pierś i próbując odepchnąć.
— Sza, Liv — wyszeptał, nachylając się i opierając czoło o jej. — Doskonale wiesz, dlaczego. Zawsze wiedziałaś.
— Tak się nie robi, Kazama. — Przytłoczona poświęceniem Chikage, osunęła się na kolana. Tępo wpatrywała się w obejmującego ją demona, wciąż modląc się aby to wszystko okazało się złym snem. Jednak to nie mógł być koszmar. Zimno posadzki, dźwięk cichego oddechu oraz ciepło drugiego ciała były zbyt realne. Czuła się skołowana. Świadomość tego co zrobił, a raczej na co się zdecydował, dla niej, sprawiała, że drżała jak w febrze. — To niesprawiedliwe.
— Jeżeli cię to jakoś pocieszy, to jeśli miałbym na to jakikolwiek wpływ to wciąż żyłabyś w błogiej nieświadomości.
— Nie o to mi chodziło! — warknęła, przez zaciśnięte zęby. — To niesprawiedliwe, że pociągnę cię za sobą! Jak mam żyć z taką świadomością?!
— Planujesz umrzeć, Liv? Jeśli nie, to skąd w ogóle pomysł, że zginiesz?
— Jestem kunoichi, nie siedzę za biurkiem. Cholera, nie da się ciągle zwyciężać!
— Hm… — Kazama zamyślił się na moment, po czym uśmiechnął się półgębkiem. — Kto by przypuszczał, że wyniknie z tego jeszcze coś dobrego. Teraz masz podwójną motywację aby przeżyć, cokolwiek się stanie.
— To nie jest zabawne — wymamrotała, krzywiąc się malowniczo.
— Wiem. — Odsunął się, a następnie ujął Liv za rękę pomagając wstać. Kiedy wreszcie złapała równowagę w zdrętwiałych nogach, spojrzał na nią łagodnie. Zdumiona jego milczeniem uniosła głowę, w reakcji na co Kazama nachylił się, ofiarowując jej miękki i delikatny pocałunek. Zetknięcie warg trwało tak krótko, że Senju miała poważne wątpliwości czy to wydarzyło się naprawdę. Za tym, że to nie było złudzenie obstawiały mrowiące usta mające powidok przyjemnego dotyku. Jednak zanim na dobre zdążyła się wciągnąć w analizę, ponownie usłyszała głos Chikage.
— Moje życie spoczywa w twoich rękach, Liv. Dbaj o nie.

Dwie godziny później, Liv opierała się o barierkę na ganku, w zamyśleniu przyglądając się na ławkę przy stawie. To na niej przysiadł Kazama i nic nie robiąc sobie z późnej pory, przyglądał się rozgwieżdżonemu niebu. Przypominał oazę spokoju, takie bezczelne przeciwieństwo niej samej. Senju wciąż czuła ten duszący w piersi ciężar, który wyrósł po tym jak dowiedziała się o poświęceniu Chikage. Świadomość, że teraz jej życie jest również jego, paliła ją w sercu niczym cierń. Pulsujący ból trawił klatkę piersiową, niemal odbierając oddech.
Zmrużyła powieki, podczas gdy lekki wietrzyk zaczął się bawić włosami Kazamy, jak tak trwał w bezruchu jakby na coś czekając. Rubinowe oczy w spokoju przeszukiwały nieboskłon i po chwili, zrozumiała dlaczego.
Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegając srebrną smugę przecinającą granat nieba. Chikage czekał na deszcz meteorytów. No tak, mogła się domyślić. Demon od najmłodszych lat, fascynował się takimi zjawiskami i mogła się założyć, ze żadnego nie przegapił.
Zanim się zorientowała, już szła w stronę blondyna aby się przyłączyć do oglądania. Cóż, to też było swoistą regułą. Kiedy tylko trafiała się okazja, to razem przyglądali się takim nocnym spektaklom.
Nie musiała nawet nic mówić. Gdy stanęła za nim już zdążył się odsunąć, robiąc dla niej miejsce obok. Kiedy usadowiła się wygodnie, poczuła jak zarzuca na nią swoją yukatę, na co westchnęła cicho. Jak za starych lat, pomyślała opierając mu głowę na ramieniu i spod rzęs patrząc w niebo.

12 komentarzy:

  1. Achhhh jak ja zaczynam kochać Kazamę :) no Itachi musi wziąść się poważnie do roboty w tej kwestii :) choć nie ukrywam, że po tym rozziale zdecydowanie kibicuję Kazamie i mam nadzieję na więcej takich "bliskich" momentow. ps.nie każ tym razem tyle czekać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazama jest fajny, nie? Huehuehuehuehue... czyli fanklub Uchihy znacznie topnieje, ale to dobrze. W końcu jakby nie patrzeć to się chłopak nie popisał^^. Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za komentarz :"3

      Usuń
  2. Owszem, Kazama nazbierał punktów dodatnich, ale i tak moim faworytem jest Itachi. Teraz Uchiha będzie musiał się postarać, inaczej będzie na przegranej pozycji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, czyli jest ktoś kto jeszcze uważa, że Itachi ma szanse... No cóż, jeżeli rzeczywiście jest geniuszem to musi wykminić coś co przebije działania Kazamy. Na razie twierdzę, że czeka go ciężki orzech do zgryzienia^^. Słusznie zauważyłaś, że pozycja w jakiej się znalazł nie napawa entuzjazmem.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam <3.

      Usuń
  3. No w końcu! Myslałam już ze w tym życiu nie doczekam się kolejnego odcinka! Ale jestem zadowolona :D teraz Uchicha będzie musiał się bardzo starać bo konkurencja rośnie :D czekam na ciąg dalszy! życze baaaaardzo dużo weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale pacz. Przecież w sumie rozdziały pojawiały się w tygodniowym odstępie! (Co z tego, że od różnych opek, ale zawsze, nie? Nie trza narzekać xD).
      Cieszy mnie, że udało mi się Cię usatysfakcjonować tym wpisem. Puchnę z dumy^^.
      Dziękuję za wenę, kitram ją do szafy. I pozdrawiam cieplutko :"D.

      Usuń
  4. Znowu spóźniona! Znaczy... ja oczywiście z komentarzem... Huh, niemniej nie oznacza to, że jest on mniej wartościowy, prawda? (/.-)''
    Szczerze powiedziawszy to ja nawet wolę, kiedy twoje teksty są niebetowane. Nie wiem dlaczego... nie umiem tego jakoś jasno, klarownie i przede wszystkim logicznie wytłumaczyć, ale taka wersja po prostu bardziej mi odpowiada. Możliwe, że to ze względu na to, iż dzięki uniknięciu "zabiegu betowania" wszystkie emocje zawarte w tekście "należą stricte do ciebie" i opowiadanie ma dzięki temu w sobie jeszcze więcej charakteru ♥ Nie zarzucam nic becie, no ale... nie, dobra, może troszeczkę... Ponad to wydaje mi się, że właśnie mniej błędów w tekście pojawia się, kiedy nie są one betowane - znaczy nie to, żeby się jakieś straszne pojawiały, ale jakoś tak te zdania układają się "bardziej" naturalnie, jakoś tak wszystko bardziej się klei i do siebie pasuje... no... W każdym razie... Tak, może ja już zakończę ten nieskładny wywód, co? xD Bo to już dalej będzie tylko gorzej xp
    Oczywiście jak zwykle podobało mi się! ♥ Kiedy przeczytałam na wstępie, że notka będzie krótka już zaczęłam się krzywić i myśleć: "O nie, tylko nie to..." ect., ale kiedy skończyłam ten rozdział w istocie zrozumiałam, dlaczego postąpiłaś właśnie tak, a nie inaczej - nic nie dało się tu już wcisnąć (znaczy można coś tam na siłę upchnąć zawsze; wstawić jakieś "zapychacze", czyli akcje, które zgoła nie mają nic do rzeczy z główną akcją i nijak nie wpływają na fabułę, ale to po prostu nie miałoby sensu), niczego tu nie brakuje, niczego nie potrzeba; wszystko jest idealnie (zresztą jak zwykle ^^). Nie wiem dlaczego, ale przypadła mi do gustu scena z przeprosinami Amaty - cóż, może dlatego, że go nie lubię... Nawet jeśli kajał się nieszczerze, to przyjemnie było wyobrazić go sobie w takiej sytuacji xp No i końcówka... nic dodać, nic ująć ♥ To było takie cudowne, że aż się rozpłynęłam... (ale teraz z powrotem musiałam się "scalić" na potrzeby napisania tego komentarza). Zawsze lubiłam Kazamę, ale jak dotąd jego rola ograniczała się do takiego krążenia i pojawiania się we wspomnieniach, toteż główny wątek miłosny rozwijał się między Liv a Itachim - i dobrze, kibicowałam im, i tak dalej... ale teraz to już serio nie wiem czy nawet nie przeszłam do team'u Chikage @.@ I ta scena w łazience, i w ogóle... ach! Do tej pory jakoś nie mogę się po tym pozbierać xD I to jak siedzieli razem oglądając deszcz meteorytów, i to ubranie Kazamy - matko, jak ja uwielbiam tradycyjne stroje japońskie! Proszę cię, wręcz błagam na kolanach - nie każ nam długo czekać na następny rozdział, gdyż inaczej nabawię się nerwicy i rozstrojenia nerwowego; a wszystko to będzie twoją winą! xp Mam nadzieję, że w następnej notce wpleciesz też postać demona w taki fajny sposób jak tutaj, żeby stał się takim... takim troszkę rywalem Itachiego, jeśli chodzi o serce Senju (no i, rzecz jasna, żebym mogła się tym nacieszyć xp).
    A wiesz, co w ogóle? Niedobrze, że znalazłam tego bloga... Bardzo niedobrze... ;_; Bo w ten sposób znalazłam swoją prawdziwą miłość i będę musiała jechać aż do Ameryki; bo tam można brać śluby z dziwnymi rzeczami xp Wezmę ślub z tym opowiadaniem albo od razu całym blogiem, bo po prostu darzę go (i ciebie!) szczerą i płomienną miłością (niczym Uchiha Sejnu i vice versa) xD
    Hektolitrów weny (czyli tyle, ile mniej więcej codziennie pada w Krainie Deszczowców ^^'')
    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. Spóźniony, ale jakże owocny komentarz^^. I nie marudź, bo wartościowy <3.
      Och, serio wolisz jak po tekście latają moje kwiatki? Jesu, ja za każdym razem jak wracam do rozdziału (po publikacji) to mam go ochotę poprawiać na nowo. Jednak się powstrzymuję z racji zbierania sił na nowy wpis. W końcu jak nie jest najgorzej, w co wierzę XD, to po co psuć. W każdym razie jestem bardziej niż zadowolona, że wyczuwasz płynące z tekstu emocje. Nie ukrywam, że właśnie o to chodzi w moim pisaniu. Chcę wpływać na czytelnika.
      Huehuehuehuehue... mogę sobie wyobrazić Twoją minę po tym wstępie na początku rozdziału. Chyba każdy tak ma, gdy pojawi się coś na co czekał, a później taki kubeł zimnej wody^^. No, ale widzisz, że inaczej się nie dało.
      Przyznam, że scena w łazience mnie również przypadła do gustu. Ta, autor sam chwali swój twór, ale no... działało na wyobraźnie^^. Jestem zadowolona z tego fragmentu :3. I no, Kazama to tradycjonalista. Yukaty, katany i te sprawy... gorący facet. Ekhem, ale ja nie o tym XD.
      Oj, Kita. Ależ ja nie chcę Twojej nerwicy i dlatego już trochę naskrobałam :>. A czy demon się pojawi, kto to wie... musisz czekać cierpliwie.
      Awwww... <3. I ja uważam, że BARDZO DOBRZE, ŻE TU DO MNIE TRAFIŁAŚ! Zrobimy wesele na sto fajerek :"D. Nie bój nic, uwielbienie jest w pełni odwzajemnione :"D. Zawsze czekam z niecierpliwością na Twój odzew po wpisie, więc jak widzisz Ty również wpływasz na mnie :"D.
      Za wenę ogromne dzięki, bo jej nigdy dość. Dziękuję za ten budujący komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  5. Quwa xd
    Lol xd
    kocham to xd
    Ale wolę Istasia <3
    niech spina dupe, bo go zabije..
    Teraz kiedy drogę ma wolną tym bardziej niech się pośpieszy.. A to taka piczka, że jezuś XD Kazama jest słodki, ale Itaś i tak lepszy xd
    hahahahha te rozterki xD
    Kocham i oby następny szybko <3 !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za emocje wyzierają z Twojego komentarza :"D. Dzięki za opinie i pozdrawiam cieplutko^^.

      Usuń
  6. Dita Regnif....
    Nienawidzę Cię. Totalnie. Ja Cię uduszę.
    Taka długa przerwa, że aż się zagapiłam i przepadły dwa tygodnie nim znowu tutaj zajrzałam i zauważyłam nowy rozdział! To było podłe tyle kazać czekać!
    *
    *
    *
    Okej, przejdźmy do rzeczy. Jakoś wcześniej nie byłam szczególną fanką Kazamy, ale teraz zrobił się tak uroczy, że nie mogłam go po prostu olać. Wyobraziłam sobie scenę kiedy to Chikage obserwuje gwiazdy. Wyszło malowniczo.
    I nadal nie wiem kim jest tajemniczy ukochany panny Amai? No? Kto to? Może jakaś podpowiedź? Taka malutka żebym miała co kminić?
    *
    *
    *
    Acha, proszę się pospieszyć z kontynuacją, bo naprawdę przysięgam, przy następnym przestoju znajdę jakiś sposób mordowania na odległość. Ewentualnie mentalnie porzucam sztyletami.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww... cóż za wyznanie na początku komentarza XD. Czuję się zaszczycona^^.
      Co ja zrobię, że straciłaś czujność? Trzeba spodziewać się niespodziewanego :"D.
      I kolejna dusza omamiona przez demona. Tak, zdecydowanie jestem zadowolona, że zabieg pokochania przez czytelników Kazamy się udał XD.
      Tajemniczy ukochany być może kiedyś zostanie ujawniony. Trzeba czekać :"D. Podpowiedzi nie będzie, bo byłoby nudno.
      Och, i znowu ogniste wyznanie uczuć :'3. Czuję się zaszczycona <3. Pozdrawiam i dzięki za komentarz :*.

      Usuń