Co by tu powiedzieć… wybaczcie, że tak długo XD. Mam
nadzieję, że jeszcze nie pouciekaliście, co? Dajcie znać, że żyjecie i czytacie
:”D.
Liv zatrzymała
się tuż przy budce strażników i skrywając się w jej cieniu, patrzyła na las za
bramą. Lekki wietrzyk kołysał koronami drzew, a dochodzący do uszu szum
przyjemnie koił napięte nerwy. Senju czuła się rozstrojona. O ile od początku
Liv nie podobał się pomysł aby wykonywała to zadanie z Uchihą to teraz jeszcze
dochodziła ta sprawa z Kazamą. Na barkach odczuwała ciężar odpowiedzialności
nie tylko za powodzenie misji zleconej przez Tsunade, ale i życie Chikage.
Teraz każdy krok będzie musiała analizować na wszystkie możliwe strony, aby
wyjść z niego cało. Bezpowrotnie skończyły się czasy brawury.
Westchnęła
ciężko, przecierając powieki. Kotesu i Izumo zaalarmowani tym dźwiękiem
zerknęli na nią pobieżnie. Jednak nie dostrzegając niczego podejrzanego zaraz
kontynuowali grę w karty. Co trochę szeptali coś, popychając na środek stolika
kolejne kwoty w żetonach. Liv mimowolnie słuchała o jakie pieniądze toczy się
walka na co uśmiechała się pod nosem. Doprawdy ta dwójka prowadziła tu małe
kasyno i nikt się jeszcze tym nie zainteresował. Chociaż nie. Znając ciągotki
obecnej Hokage do zakładów, nie zdziwiłaby się gdyby sama Tsunade brała w nich
czynny udział.
—
Możemy ruszać, Senju.
Liv
obejrzała się na stojącego za nią Uchihę, szybko omiatając go spojrzeniem.
Wszystko było tak jak ustalili w gabinecie Piątej. Żadnych elementów
świadczących o przynależności do Wioski lub ich klanów. Zwyczajni, anonimowi
najemnicy wędrujący po świecie i tyle. Doskonała przykrywka.
—
W porządku — przytaknęła, obracając się do niego przodem i po chwili zawahania,
położyła mu dłoń na ramieniu. Błyskawicznie zlustrowała twarz Itachiego
starając się z niej wyczytać czy Amai już zaczęła działać, ale maska bez emocji
wszystko utrudniała. Przeklęty Uchiha i jego opanowanie.
—
Długo będziesz się tak gapić, zanim ruszymy?
Senju
aż drgnęła nerwowo, nieświadoma, że jej obserwacje trwały tak długo, a na
dodatek dała się na nich przyłapać.
—
Ja też za tobą tęskniłam — mruknęła z sarkazmem, mrużąc ostrzegawczo oczy oraz
ściskając jego ramię mocniej niż to było konieczne. Jednak, temu szarlatanowi
nawet nie drgnęła powieka, jakby w ogóle nie odczuwał dyskomfortu. Może powinna
użyć paznokci?
—
Nie wątpię, Senju. — Kpiący uśmiech malujący się na ustach Uchihy znacznie się
poszerzył, gdy słyszał jak Liv warknęła coś pod nosem.
—
Uroczy jak zawsze — wysyczała przez zaciśnięte zęby i nie czekając na
odpowiedź, aktywowała Latającego Boga Piorunów.
Ledwie
poczuła twardy grunt pod nogami, odsunęła się od partnera rozglądając po okolicy.
Momentalnie wyczuła zmianę klimatu, mocno biorąc oddech i zaciągając się
powietrzem tak różnym od tego w Konoha. Tutejsze pachniało wilgocią. Nie taką
zgniłą od ciągłego deszczu jak w Amegakure, ale przyjemną. Roślinność wokoło
wydawała się zieleńsza i dorodniejsza niż ta w ich rodzinnych stronach, zapewne
za sprawą lepszego nawodnienia.
Jednak nie na
tym skupiła się Senju. Zamiast podziwiać wysokość oraz rozłożystość drzew,
aktywowała umiejętności sensoryczne. Przenosząc wzrok na zachmurzone niebo z ulgą
odnotowała, że w promieniu najbliższych kilku kilometrów nie ma żywego ducha.
Czyli plan pojawienia się niezauważonym został wykonany w stu procentach.
Doskonale.
— Idziemy. —
Itachi bez wahania ruszył w stronę prześwitu pomiędzy drzewami, a Liv po sekundzie
znalazła się tuż przy jego boku. Nie musieli zadawać sobie trudu aby
bezszelestnie opuścić zielony gąszcz. Skutecznym tłumikiem okazał się mech,
szczelnie otulający dno puszczy. Droga przypominała przyjemny spacer po
miękkich poduszkach, które tylko na chwilę odkształcały się pod ich ciężarem,
zaraz wracając do pierwotnej formy.
Według Liv to
miejsce wyglądało magicznie. Migotliwe promienie słońca przebijające się przez
gałęzie, nadawały mu niesamowitego wyglądu. Miało się wrażenie, że ten las
nigdy nie odwiedzała stopa ludzka. Czysta natura, w nieskalanej postaci.
— Jesteśmy.
— Szybko. —
Opierając się o pień, podniosła wzrok na ogromną świątynie, która lata
świetności musiała mieć już dawno za sobą. Gmach był wyraźnie zaniedbany i
stary. Szara, obskurna elewacja, porośnięta błyszczącym bluszczem nadawała mu
upiornego wyglądu. Nieliczne okna zostały albo zabite deskami albo były
potłuczone. Wrota prezentowały obraz nędzy i rozpaczy. Spróchniałe,
poobdrapywane i co dziwne noszące ślady działalności wandali. Senju wydawało
się to nietypowe, ponieważ budynek został idealnie wkomponowany w otoczenie co
zapewne miało utrudnić jego odnalezienie, a jednak graficiarze znaleźli do
niego drogę.
— Hm… — Liv
podeszła bliżej, ostrożnie dotykając pozłacanej klamki. Zdążyła tylko cofnąć
się o krok, gdy drzwi z impetem runęły do środka wzniecając ogromy tuman kurzu.
Mrugając intensywnie, rozgoniła sprzed twarzy irytujący pył z trudem tłumiąc
kaszel.
— Senju, jak
zwykle siejesz zniszczenie — westchnął beznamiętnie Itachi, zbliżając się do
wejścia. Zatrzymał się w progu lustrując uważnie zardzewiałe zawiasy, a
następnie wkroczył do środka.
Powstrzymując
się od ciętej riposty, Liv zacisnęła usta przeskakując nad rozwalonymi wrotami.
Najwyraźniej podczas tej misji będzie musiała wznieść się na wyżyny opanowania.
Ale zrobi to. W końcu to nic trudnego.
Dreptając za
milczącym kompanem, ze znudzeniem przeczesywała wzrokiem ściany. Korytarze,
którymi szli były ciemne i zimne, a co ciekawe poobwieszane zostały portretami
oraz zamalowane różnymi niewybrednymi słowami. Patrząc na malowidła, doszła do
wniosku, że musiały nie mieć żadnej wartości skoro nikt ich jeszcze nie
zrabował.
Przesuwała
spojrzeniem po oszpeconych podobiznach, widocznych w świetle płonących
pochodni. Kobiety z dorysowanymi wąsami i okularami, a mężczyźni
ucharakteryzowani na kurtyzany wydawali się obserwować każdy krok intruzów,
mających czelność wejścia do świątyni.
Senju
uśmiechnęła się delikatnie. Jeden z przedstawionych lordów po interwencji
włamywaczy prezentował się wyjątkowo korzystnie w nowej roli. Z czerwonymi,
wydatnymi ustami, czarnym pieprzykiem na policzku oraz fioletowymi cieniami na
powiekach, wyglądał na atrakcyjną babkę. Niczym dama z wyższych sfer, a nie
karykatura siebie.
Tak się zagapiła
na ten obraz, że nie dostrzegła stojącego Uchihy. Robiąc kolejny krok wpadła na
jego plecy, zaraz sycząc z niezadowolenia. Mamrotając ciche przekleństwa
momentalnie się odsunęła, łypiąc na towarzysza z irytacją.
— Czego tak
sterczysz jak słup soli — warknęła, a gdy nie uzyskała żadnej odpowiedzi
wychyliła się przez ramię Itachiego.
Przed nimi
majaczyła ogromna, ciemna dziura w ziemi. Cokolwiek to było, to na oko Liv nie
wyglądało na przypadkowe zapadnięcie się posadzki. Przeczył temu gładki, o
regularnym kształcie brzeg wyrwy. Marszcząc brwi, przepchnęła się obok bruneta
i podeszła do krawędzi. Uważnie lustrując najbliższe otoczenie z pewną dozą
konsternacji dostrzegła zamontowaną zardzewiałą drabinkę. Tak, zdecydowanie nie
wyglądała kusząco.
— Ta droga
prowadzi do rytualnych komnat.
— Ooo… dzięki,
że mnie oświeciłeś, geniuszu. Nigdy bym na to nie wpadła — prychnęła z
sarkazmem, szarpiąc za poręcz. Mimo że wydawała mało zachęcające dźwięki,
wyglądała na solidnie przymocowaną do ściany. No cóż, zawsze to coś. Nie trzeba
narzekać. — No to co, Uchiha? Pełnij honory, to w końcu twoje, mroczne klimaty.
— Na twarzy Liv pojawił się pełen złośliwości uśmiech, kiedy wskazywała gestem
aby zszedł na dół.
— Kultura mi nie
pozwala — odparł uprzejmnie i ukłonił się nisko, wysuwając dłoń żeby w razie
czego pomóc Liv zejść. — Panie przodem.
— Taaa… kultura
— mruknęła, rozmyślnie ignorując pomocną rękę Itachiego, bez ociągania stając
na pierwszym szczeblu. Podnosząc wzrok na stojącego nad nią Uchihę,
powiedziała: — Nie zapomnę wspomnieć w Konoha o twojej odwadze.
— Wolna wola — odpowiedział
ze stoickim spokojem i gdy tylko Senju skupiła się na ostrożnym schodzeniu odsunął
nogę, którą wcześniej dyskretnie wsunął pod stal i teraz już jawnie złapał za
drabinkę. Liv niech szczeka co chce, ale to będąc na górze mógł w razie czego
zapobiec nieszczęściu. Ostatnim czego mu było potrzeba to powrót do Wioski z
wiadomością, że jego partnerka skręciła kark, bo nie dopilnował mocowania
drabinki. Z pewnością śmierć Senju nie ucieszyłaby nikogo. Ani Tsunade ani
starszyzna nie skakaliby ze szczęścia, a o witaniu z otwartymi ramionami mógł
zapomnieć. W swoich rozważaniach, całkowicie zignorował irytujący głos
podświadomości, który podpowiadał mu, że nie tylko oni odczuliby tę stratę.
Jak tylko Liv
dotknęła stopami ziemi, skrzywiła się malowniczo. Wszystko dookoła pokrywała
pleśń, a przenikający skórę chłód aż przyprawiał o dreszcze. Mamrotając pod
nosem, uważnie rozejrzała się po ścianach szukając jakichkolwiek wskazówek.
Niestety prócz oślizgłych murów nie dojrzała nic interesującego, no może to, że
dziwnym trafem pochodnie płonęły silnym, migotliwym ogniem. Było to o tyle
dziwne, że zanim tu zeszła nie widziała nawet jednego błysku światła. Musiało
to być sprawką jakiegoś jutsu, które aktywowała obecność człowieka. Nie
wymyśliła lepszego wytłumaczenia tego fenomenu.
W zamyśleniu
przesunęła dłonią po zimnym kamieniu i otworzyła szerzej powieki, gdy dotarło
do niej pochodzenie pleśni. Tunele musiały być zatapiane, a pytaniem
zasadniczym było czy robiono to celowo czy wada konstrukcji? Jeśli pełniły
zadanie pułapki to miała szczerą nadzieję, że się nie aktywują podczas ich
obecności.
— Senju, nie
myśl tyle, bo jeszcze ci się coś porobi. — Itachi stanął przed nią i stuknął palcami
w czoło, uśmiechając się drwiąco.
— Pewnie mówisz
to z własnego doświadczenia — rzuciła przesłodzonym głosem, mrużąc zaczepnie
oczy. Zaraz jednak spuściła z tonu, cofając się o krok aby zwiększyć dzielący
ich dystans. Nie mogła pozwolić żeby kolejny raz wciągnął ją w swoją intrygę.
Itachi należał do mistrzów manipulacji i tylko głupiec narażałby się na niebezpieczeństwo
wpakowania w kolejną grę. Odwracając się na pięcie, zacisnęła usta w wąską
kreskę. — Idziemy. Im szybciej pokonamy ten labirynt tym prędzej wrócimy do
Konohy.
~oOo~
Liv zamyśliła
się głęboko, zerkając na poważny profil Uchihy. Wciąż dostrzegała w nim
atrakcyjnego mężczyznę, ale po wczorajszym wyznaniu Kazamy, a raczej wyjawieniu
pewnych faktów zrozumiała, że już nic nie będzie takie jak przedtem. Teraz
uczucia schodziły na dalszy plan, a to co się między nimi wydarzyło należało do
dalekiej przeszłości.
Warcząc
pod nosem, rozmasowała pulsujące skronie. Nigdy w życiu się nie spodziewała, że
kiedyś dotkną ją takie problemy. Nie dość, że dola kunoichi nie pretendowała do
tych z kategorii sielankowych to jeszcze coś takiego. Niespodziewanie jedna
informacja postawiła cały jej świat do górny nogami, praktycznie wyrywając go z
fundamentów.
—
Senju, mówię do ciebie.
—
Co? — Podniosła wzrok na wyraźnie zniecierpliwionego partnera, zaraz marszcząc
brwi. Liv nie podobało się spojrzenie jakim została obdarzona przez mężczyznę,
ale postanowiła powściągnąć nerwy. Kłótnia w tej ruderze mogła sprowadzić na
nich kłopoty, a tego nie chciała. Przynajmniej przebywając pod tym dachem,
który wzbudzał poważne wątpliwości co do swojej wytrzymałości. — Powtórz, z
łaski swojej.
—
Skumuluj czakrę.
—
Po co? — To było silniejsze od Senju, że wlepiła w Itachiego gały patrząc jak
na idiotę. Skąd takim pomysł?
—
Po prostu zrób co mówię — westchnął z rozdrażnieniem, przeczesując palcami
włosy.
—
Nie przypominam sobie żeby ktoś upoważnił cię do wydawania mi rozkazów, Uchiha
— mruknęła chłodno, mimowolnie robiąc to o co prosił. Jedynie ciekawość
przekonała ją do wykonania polecania. Senju zwyczajnie zaintrygowało co takiego
dostrzegł ten przeklęty geniusz, a obok czego ona przeszła obojętnie. Bo tego,
że ten dupek był spostrzegawczy nie kwestionowała.
— Tego nie
napisali w raportach — wysyczała, przez zaciśnięte zęby oddychając ciężko.
Mrużąc powieki opuściła wzrok na dłonie, dumając jakim cudem mogła przegapić
cos takiego. Brak możliwości korzystania z czakry stawiała tę misję w ciemnych
barwach.
— Musieli nie
zauważyć pieczęci albo nie zapuścili się aż tak daleko — zawyrokował Itachi,
przesuwając otwartą dłonią po kamiennej ścianie. Przez chwilę muskał opuszkami
szczeliny, po czym szybko cofnął rękę. — Musimy się pośpieszyć.
— Nie gadaj, że
jest coś jeszcze… — Liv momentalnie odwróciła się do Uchihy, instynktownie
wyczuwając, że to nie koniec niespodzianek.
— Owszem. Ten
budynek wysysa energię i jeżeli nie chcemy popadać jak muchy, to trzeba się
sprężyć.
— Cudownie.
~oOo~
Senju aż
przystanęła w pół kroku, z niedowierzaniem wpatrując się w dalszą część
korytarza. W mglistym świetle pochodni zauważyła, że tunel zdecydowanie się
obniża, a na jego początku stoi woda. I nie jakaś kałuża, tylko cała posadzka
znajduje się pod wątpliwej czystości cieczą.
Niechętnie
zerknęła na Uchihę, który bez mrugnięcia powieką wszedł do zalanego korytarza.
Ona patrząc na brunatno-zieloną, śmierdzącą ściekami wodę odczuwała nieme
obrzydzenie i sama świadomość, że musi się w niej zanurzyć przyprawiała Liv o
dreszcze. Owszem, domyślała się, że ten syf zamoczy ją zaledwie na wysokość
kolan i nie powinna aż tak narzekać, bo zawsze mogło być gorzej, ale teraz ze
zdwojoną siłą nienawidziła twórcy blokady czakry. Gdyby nie on, najzwyczajniej
w świecie przeszłaby albo po powierzchni brei albo po suficie. Całe szczęście,
że nie zostali zmuszeni do nurkowanie w tym czymś…
Aż
sapnęła głośno na tę niezbyt atrakcyjną wizję, błyskawicznie analizując
wszelkie sposoby uniknięcia tego przykrego obowiązku.
—
Senju, przestań kombinować. — Itachi obejrzał się na towarzyszkę, posyłając jej
spojrzenie pełne politowania. — Jeśli nie masz w zanadrzu skrzydeł to to cię
nie ominie.
—
Cholerna Tsunade — wymamrotała Liv, bez entuzjazmu wchodząc w cuchnący szlam.
Aż się wzdrygnęła kiedy poczuła lepki chłód otaczający nogi. — Dlaczego zadania
z tobą w pakiecie, zawsze okazują się najgorsze? — jęknęła z rezygnacją, zaraz
wciągając ze świstem powietrze gdy o mały włos nie wpadła w kleistą ciecz.
Przed upadkiem uchroniło ją mocne ramie partnera, który nie omieszkał się
uśmiechnąć złośliwie na widok jej miny.
—
Moje towarzystwo wynagradza każdy dyskomfort.
—
Serio? Nie zauważyłam — prychnęła, błyskawicznie odpychając rękę Uchihy i
prostując się dumnie. O ile można wyglądać dumnie, stojąc po kolana w gnojówce.
Ignorując drwiące spojrzenie bruneta, powoli zaczęła sunąć do przodu.
Zamierzała jak najszybciej pokonać tę trasę, ale zdobyte przed momentem
doświadczenie nauczyło Senju, że pośpiech jest najgorszym doradcą. Dlatego
każdy krok stawiała tak ostrożnie, jakby stąpała po kruchym szkle.
—
Kto by pomyślał, że będziesz odczuwać aż taki wstręt… — zauważył, zrównując się
z Liv i przyglądając się skupionemu profilowi towarzyszki. — Czyżby jakaś
fobia?
—
Gdyby była to teraz byłbyś zmuszony mnie nieść, więc lepiej nie prowokuj —
warknęła, łypiąc na niego z irytacją.
—
Znowu ta agresywna postawa — stwierdził ze znużeniem, podnosząc wzrok na sufit
i szybko zlustrował najbliższą okolicę w poszukiwaniu pułapek. Z ulgą oraz lekką
konsternacją odkrył, że nie dostrzega niczego podejrzanego. To, że na nic nie
natrafiali wzbudzało w nim złe przeczucia. To było jak cisza przed burzą.
—
Czuj się wyjątkowy, bo rezerwuję ją wyłącznie dla ciebie — zaśmiała się Liv,
niemal biegiem pokonując ostatnie metry do suchej posadzki. Gdy wreszcie się na
niej znalazła, z miną zbitego psa spojrzała na umorusane buty. W duchu
podziękowała opatrzności, że założyła akurat te z wysoką, wąską cholewką.
—
Czuję się wyjątkowy i ty doskonale wiesz dlaczego — wyszeptał, nachylając się
do ucha Senju gdy przechodził obok. Uśmiechnął się półgębkiem gdy Liv się
wzdrygnęła pod wpływem jego bliskości, mimowolnie pocierając miejsce na skórze
gdzie dmuchnął ciepłym oddechem. Obronna postawa jaką przy nim prezentowała
intrygowała aż prowokując do złamania. Była niczym rzucona rękawica.
—
Wydaje mi się, że pewne rzeczy niepotrzebnie nadinterpretujesz, Uchiha —
fuknęła, obdarzając mężczyznę lodowatym spojrzeniem.
—
Oczywiście, Senju. A teraz kontynuujemy zwiedzanie.
—
Cokolwiek rozkażesz, mój panie. — Ostatni raz spróbowała otupać podeszwy z
resztek szlamu, a następnie ruszyła za oddalającym się partnerem.
Kolejne
kilometry korytarzy nie przynosiły nic nowego. Zero pułapek, jakichkolwiek
stworzeń czy choćby pajęczyn. Pustka stawała się coraz bardziej niepokojąca, w
rezultacie boje stąpali bardzo ostrożnie, spodziewając się niespodziewanego.
—
Uchiha, nie wydaje ci się to podejrzane? Cisza jak w grobie, zero szkodników
czy innych kreatur, które zwykle rezydentują w takich ruderach. Żadnych pułapek
ani niespodzianek, co poddaje pod wątpliwość fakt, że rzeczywiście ukryto tu
coś cennego.
—
Do czasu jak nic nie dotykasz, nic nam nie grozi.
—
Bardzo zabawne, no naprawdę. Jednak zastanów się nad tym co mówię. Kiedy masz
coś czego pragną inni to przecież starasz się to chronić, nie? A tu? Pustkowie.
—
A pomyślałaś, że to może być celowe? Niecierpliwego poszukiwacza zniechęci, bo
podejdzie do sprawy tak jak ty. Wytrwałemu natomiast da złudne poczucie
bezpieczeństwa, które zemści się w najmniej odpowiednim momencie.
—
Uchiha, jaki ty jesteś inteligentny i wszystko umiesz tak ładnie wytłumaczyć —
zacmokała nie ukrywając sarkazmu oraz klaszcząc w dłonie, jak miały w zwyczaju
jego najwierniejsze fanki. No, ale trzeba było przyznać, że Itachi miał odrobinę
racji. A na dodatek wyjątkowo się rozgadał, powinna czuć się zaszczycona.
—
Cieszy mnie, że wreszcie to do ciebie dotarło. — Całkowicie zignorował fakt, że
Liv z niego drwiła i uśmiechnął się pod nosem z pobłażaniem. Właśnie próbowała
wytrzeć kurz z przedramienia, gdy niespodziewanie złapał ją za nadgarstek oraz
wskazał dłonią na przestrzeń, przed nimi. — Zdaje się, że narzekałaś na brak
atrakcji.
—
Cóż, ziejąca w posadzce dziura, o niewiadomej głębokości, niemożliwa do
przeskoczenia bez czakry, jest niezupełnie tym na co czekałam — wymamrotała,
podchodząc do krawędzi i spoglądając w dół.
—
Ciężko cię zadowolić. — Itachi stanął obok kunoichi, uważnie rozglądając się po
kamiennych ścianach. — Przesuń się.
—
Och, geniusz Uchiha ma plan. Szybko. — Posłusznie zrobiła Itachiemu trochę
miejsca, spod oka przyglądając się jak wyciąga z kieszeni dwa kunai oraz żyłkę.
Nie musiała pytać co zamierzał, bo ten zestaw sugerował jedno. — Spacer po
linie, tak?
—
Jak widać. — Padła szybka odpowiedź, a sekundę później już wszystko było gotowe
do przeprawy na drugą stronę. — Droga wolna.
—
Ależ nie, to twoje zabawki i ty sprawdzisz ich bezpieczeństwo — poinformowała
sucho, krzyżując ramiona na piersi. Zaraz jednak westchnęła z łaską. — Ale żeby
udowodnić, że nie jestem potworem bez serca, będę cię ubezpieczać.
—
Niby jak?
—
Tak. — W oka mgnieniu oplotła bruneta specjalnym pasem, a następnie przypięła
do niego naszykowany wcześniej karabińczyk. Upewniając się, że wszystko trzyma
jak należy szarpnęła za łączącą ich linę.
—
No, no… jestem pod wrażeniem, Senju.
—
No ja myślę — prychnęła z zadowoleniem i zawijając końcówkę liny wokół dłoni.,
gdy nagle Itachi błyskawicznie pociągnął za uprząż sprawiając, że nie
spodziewająca się takiego zagrania Liv wpadła prosto na niego. Ze stoickim
spokojem zniósł morderczy wzrok Senju kiedy opierała się o jego pierś, starając
się odsunąć, podczas kiedy on jej na to nie pozwalał.
—
To zaskakująco miłe, że się o mnie martwisz — stwierdził, powoli nakręcając na
palec pasmo włosów Liv. Patrząc na nią z góry przez dłuższą chwilę wpatrywał
się w zielone oczy, doskonale widząc w nich własne odbicie. Odnosił wrażenie,
że minęły długie lata od momentu gdy ostatni raz, miał okazję się w nich przejrzeć
z bliska. Oboje byli wtedy innymi ludźmi.
—
Nie wyobrażaj sobie za dużo. Twój Sharingan może mi się jeszcze przydać.
—
Oczywiście — przytaknął drwiąco, w końcu uwalniając partnerkę i bez wahania
wchodząc na rozciągniętą żyłkę.
I
chociaż Senju nigdy by się do tego nie przyznała głośno, nawet jakby przypalano
ją żywym ogniem, to z niepokojem przypatrywała się jak Itachi pokonuje metr za
metrem, idąc tuż nad ciemną otchłanią. Spięta do granic możliwości, obserwowała
niczym sokół, jak uważnie stawia stopy nawet na sekundę nie tracąc koncentracji
a w konsekwencji równowagi. Zauważając, że pokonał już połowę trasy odważyła
się z ulgą wypuścić wstrzymywane powietrze i właśnie wtedy coś przyciągnęło jej
spojrzenie.
Liv
dostrzegła coś co z początku wydawało się przewidzeniem. Takie złudzenie
optyczne, powstałe pod wpływem migoczącego światła pochodni. Jednak świadomość,
że to coś nie znika, a wciąż się rozszerza wzbudziło niepokój kunoichi.
Zwłaszcza, że rysa na suficie wędrowała za niczym nieświadomym Uchihą, zupełnie
jakby była żywym organizmem posiadającym własną jaźń. Podążała tuż za nim jakby
śledziła cel.
Senju
zmarszczyła brwi, mocniej zaciskając palce na linie ubezpieczającej Itachiego. Złe
przeczucia aż dusiły ją w piersi, ale na razie postanowiła milczeć. Nie chciała
wyjść na panikarę, a tym bardziej utwierdzić w przekonaniu tego dupka, że się nim
martwi. Zmrużyła powieki zaalarmowana nagłym bezruchem pęknięcia.
—
Uchiha! Biegnij, albo skacz! Już! — krzyknęła ponaglająco. Ledwie skończyła
mówić, gdy pokaźnych rozmiarów płat betonu oberwał się z sufitu, spadając
wprost na rozciągniętą żyłkę. Ta, bez żadnego oporu pękła niczym zapałka od
niespodziewanego naprężenia sprawiając, że tkwiący na niej brunet poleciał jak
kamień w dół.
—
Cholera! — warknęła, zapierając się nogami gdy ciężar Itachiego szarpnął ją w
przód tak mocno, że w momencie stanęła nad brzegiem otchłani chwiejąc się
niebezpiecznie. Błyskawicznie oplotła linę mocniej wokół ręki, usiłując się
cofnąć.
—
Senju!
—
Trzymam!
—
Możesz… głęboko!
—
Co?! — Liv jeszcze raz owinęła uprząż wokół nadgarstka, odchylając się w tył.
Nie wiedziała co tam wrzeszczał Uchiha, ale domyślała się, że pewnie wyrażał niezadowolenie,
że jeszcze dynda zamiast zostać wciągnięty. Swoją drogą ten dupek mógłby sam
się wspiąć, a nie zwalać wszystko na nią.
—
Mówię… mocno… dół…!
—
Za cholerę, nie wiem co gadasz! — odkrzyknęła zirytowana. Czuła się wytrącona z
równowagi faktem, że nie miała siły na wywlecznie tego dupka na powierzchnie.
To było jak pstryczek w nos, bo w normalnych warunkach nie powinna mieć z tym
najmniejszego problemu. Czyżby ta rudera już aż tak bardzo nadwątliła jej siły?
Rozważając tę możliwość nagle poczuła, że traci grunt pod nogami. — Jasna,
cholera!
I jak zwykle przerwa w najlepszym momencie. Ciekawe, co będzie dalej? Brakuje mi trochę wątku osobistego-jakaś kłtnia lub wyjaśnienie sprawy zaręczyn...
OdpowiedzUsuńHuehuehue... nie wszystko na raz... po kolei :"3
Usuńno nie !
OdpowiedzUsuńJest tak super ekstra, a tu przerwa ;c
no nie możesz mi tego robić wiecznie kobieto... ;c
Przecież nie robię takich numerów... w sumie to mój pierwszy raz, kiedy zostawiam czytelników w aż TAKIEJ niewiedzy :"D.
UsuńA skomentuję, a co! :D
OdpowiedzUsuńAch, najlepszy duet w mieście znów w akcji <3 Wiesz co? Mimo, iż tyle razem przeszli, to ich stosunek do siebie w tym rozdziale przypomina mi nieco ten sprzed ich wspólnej nocy. Itaś w żaden sposób nie zamknął się na Liv, ani ona jakoś szczególnie nie zmieniła swojego stylu bycia. Nie twierdzę, że to źle, ale z drugiej strony oznacza to, że podchodów ciąg dalszy, a mnie już to trochę męczy ^^' Niech oni się w końcu ogarną i ze sobą zejdą!
Uhuhuuu, łoł, zapadająca się podłoga <3 Ciekawe, gdzie spadną ^-^
Pozdrowionka!
Shori
Hm... ciekawa interpretacja. Co do podchodów, to ja bym się nie martwiła, bo na tym etapie nie ma miejsca na podryw. Tu się działa - znaczy rozmawia XD.
UsuńW każdym razie, w przyszłym rozdziale można liczyć na jakiś progress relacji tej dwójki^^.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3
Ale fajnie, jest rozdział.
OdpowiedzUsuńMisja tylko we dwoje i oczywiście nie mogło się obyć bez sensacji. Sądzę, ze Liv ma całkowitą rację, zadania z Uchihą w pakiecie to murowany koszmar. Aczkolwiek Itasiowi trudno odmówić racji przy stwierdzeniu, iż jego towarzystwo wszystko rekompensuje, więc zasadniczo nie ma na co narzekać.
Wydaje mi się, że Liv wkłada bardzo dużo wysiłku żeby udawać, że wszystko jest po staremu i żadna sytuacja z Amai ani zaręczynami nie miała miejsca, chociaż nie bardzo jej to wychodzi. Itaś w oczywisty sposób próbuje znowu wkraść się w jej łaski, czy mu się uda? Kto wie, jest szatan pomysłowy, ... Ach, no i jeszcze to potajemne troszczenie się, o siebie nawzajem... uch... ciężka sprawa.
Teraz może oboje spadną na dno wielkiej dziury, gdzie wylądują w odciętej od świata komnacie i będą musieli się ogrzewać ciepłem swoich ciał, albo okaże się, że Liv ma fobię przed ciemnością a Itachi będzie zmuszony ją pocieszać (albo nosić na rękach?)...? Coś ciekawego na pewno się wydarzy. Wierzę w Ciebie.
Żyję, czytam :) nie martw się.
Powodzenia i weny życzę
Ach, żyjesz! Piszesz! Jestem zadowolona :"D.
UsuńTwój pomysł co może być dalej po wylądowaniu jest wielce inspirujący. Chociaż nie powiem, miałam już wcześniej ciekawą wizję, która mam nadzieję się spodoba. Dajmy im trochę człowieczeństwa! Co z tego, że jedno jest demonem! Huehuehuehue...
Dziękuję Ci za komentarz, wiarę we mnie :"D i wenę. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę. Pozdrawiam cieplutko <3
Siemka miałam dodać komentarz od razu jak przeczytałam, ale mi zeszło i to sporo.
OdpowiedzUsuńKurczę, kurczę, kurczę. Ta nie pewność. Gdzie spadają i w ogóle. Trzymasz w niepewności za to cię uwielbiam i nienawidzę XD.
Sprzeczność to moje drugie imię.^^
O zapomniałam. Miałam zakrzyknąć na początek "Hura! Rozdział!" , ale zapomniałam XD.
To to właśnie ja, taa... ale zaczęłam nie na temat. Tak więc przypuszczeń co do rozwinięcia sytuacji mam wiele (jak zapewne każdy), ale się nimi nie podzielę XD .
Na koniec mojego jakże "świetnego" komentarza chciałabym przekazać Ci pokłady weny w takiej ilości co ma Kurama czakry XD Taa... taki suchar...
No i oczywiście, aby nowy rozdział nadszedł dużo szybciej :D
No to pozdrawiam
Koma
Spoko, nie ma pośpiechu. Mi też schodzi z odpowiedziami na komentarze i robię to na raty -_-. No, ale ważne, że się jakoś komunikujemy :"D.
UsuńOoooch, dużo weny... a przygarniam, a co. Kto ubogiemu autorowi zabroni ^^. Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że Cię zaskoczę dalszą częścią misji :3. Tak, mam wielki plan xD. Pozdrawiam cieplutko
Podeszłaś do historii fajnie, bo chciałaś pokazać coś więcej, nie tylko krążenie koło siedzie dwóch osób. Problem w tym, że w takich historiach zdradzenie na początku głównych bohaterów romansu powoduje, iż czytelnik średnio odnosi się do reszty bohaterów i nie tylko. Przez to nadmierne błądzenie koło siebie zakochanych potrafi zmęczyć. Przeczytałam wszystkie posty jakie tu wstawiłaś i stwierdzam, że zachwyciły mnie wszystkie inne (krótsze) opowiadania, natomiast przy tym, w pewnym momencie miałam ochotę skończyć dalsze czytanie. Jednak dobrnęłam aż tutaj. Zakończyłaś fajnie i mam nadzieję, że nie kolejny rozdział pojawi się nie zbyt późno, oraz że dalsza historia będzie odpowiednio poprowadzona.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny, bo przede wszystkim czekam na końcowe rozdziały innych historii, rozpoczętych na tym blogu.
Heh... cóż, przyznaję się bez bicia... ta historia powinna mieć swój koniec już jakiś czas temu, ale niestety są wątki które muszę wyjaśnić. Ale, ale... jest bliżej niż dalej do końca.
UsuńCieszę się, że inne opowiadania przypadły Ci do gustu. To chyba świadczy o tym, że to co wykminiam (czasami) nie jest takie złe. I dziękuję za szczerą opinię, bo w sumie to jest ważne, że nie bałaś się wyrazić swojego zdania, a jednocześnie to nie był atak. Przyjęłam do wiadomości Twoje zdanie i pomyślę jak mogę to opowiadanie ulepszyć. Dziękuję.
Wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko <3.
Dobrze, że nie odebrałaś moich słów jako atak, bo nie miałam takiego zamiaru.
UsuńTak w ogóle, to wcale Cię nie podpuszczam (może odrobinkę), ale jak napiszesz któryś z rozdziałów do historii które chodzą mi po głowie od momentu przeczytania, to będziesz miała okazję zobaczyć jak chwalę, gdy jestem wniebowzięta.
To co chodzi Ci po głowie, a Ty zamieniasz na tekst jest dobre, a czasem cholernie dobre. Czasami myślę, że dla osób, które robią coś od lat nie tyle ważna jest wena, co determinacja i konsekwencja. Bo to nie pomysłów brakuje, tylko chęci, aby dalej spisywać to w taki sposób, aby się tego nie wstydzić.
pozdrawiam
Cóż... muszę przyznać, że nieźle trafiłaś bo akurat jestem łasa na pochlebstwa, ale to chyba jak każdy (MAM NADZIEJĘ xD).
UsuńJa ich trochę rozumiem teraz. Zwyczajnie kiedyś miałam więcej czasu dla blogosfery, a teraz mi się skurczył do minimum. Jednak robię co mogę, aby wciąż regularnie (n dobra, w miarę regularnie) tu wracać. Pozdrawiam <3
Dlaczego blogger mnie nienawidzi? Dlaczego nie pojawiło mi się powiadomienie o nowym rozdziale? ;_; DLACZEGO?!
OdpowiedzUsuńAle ostatecznie przeczytałam. Naprawdę uwielbiam te docinki Liv i Itachiego. To dla nich takie charakterystyczne... aż chciałoby się zrobić awww... :3 Niemniej można powiedzieć, że ten rozdział na swój sposób był spokojny - do czasu, aż w końcu pojawiła się kolejna dziura i emocje zaczęły rosnąć xD Ciekawa jestem, co tam znajdą na jej dnie i jak potoczą się ich losy C: Nie mogę doczekać się już następnego rozdziału ♥
~Kita-pon
Emmm... Twój bloger widocznie nie kocha, ale mnie :x. Nie wiem za co się tak mści nie dając Ci znać. W każdym razie cieszę się, że mimo wszystko tu dotarłaś.
UsuńSłyszałaś, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Ale spokojna Twoja rozczochrana, z racji znajomości zajmę Ci miejscówkę zaraz koło mnie :"3. Pozdrawiam cieplutko. Mam nadzieję, że nowy rozdział będzie sycący^^.
Nadrobiłam w końcu całe opowiadanie:)Czytałam do drugiej w nocy i teraz w pracy będę cholernie niewyspana, ale co tam. Warto było :) Nie dawałam komentarza pod wcześniejszymi rozdziałami, bo chciałam skomentować raz a porządnie.
OdpowiedzUsuńNie ułatwiasz Liv niczego, oj nie ułatwiasz. Ale może to i lepiej. Będzie więcej intryg, więcej akcji a i Shisui będzie miał w czym palce maczać :)
Zastanawia mnie, kiedy do Liv dotrze, że to nie w Łasicu Amai się zakochała (mam taką skrytą nadzieję, że moje przypuszczenia są prawdziwe. Drugą sprawą jest też w kim? :)
Czytając zauważyłam, że ostatnie kilka rozdziałów nie było betowanych. Jeżeli chcesz, mogę zaoferować swoją pomoc w ogarnięciu przecinków innych chochlików. Nie widać nic takiego w dużej ilości w ostatnich rozdziałach.
Czekam, w miarę cierpliwie, na kolejny rozdział, mając cichą nadzieję, że pojawi się jeszcze przed świętami :D
Jestem pod wrażeniem, że przeczytałaś wszystko za jednym posiedzeniem. Szacunek. Ilość rozdziałów niejednego by przeraziła sprawiając, że uciekłby z krzykiem. No, ale cieszę się, że tak się nie stało z Tobą :"D.
UsuńAch, wszystkich dręczy jedno pytanie, kim jest miłość Amai... i dobrze, bo o to mi chodziło ]:->.
Pomoc przy chochlikach bardzo by się przydała, ale nie wiem jak z Twoim czasem, bo z moim kiepsko, a do tego jestem osobą niecierpliwą XD. Jak widzisz jakieś literówki to możesz wspomnieć o nich w komentarzach :"D.
Mam nadzieję, że uda mi się sprostać oczekiwaniom <3.
Czasu mam jak emeryt na wakacjach :) a i dość szybko betuje teksty.
OdpowiedzUsuńCo do miłości Amai mam swoje podejrzenia, ale napisze o nich jak już się ujawni ta jej tajemnicza miłość :)
Mam takie pytanie. Czy pojawią się może postacie znane z głównego kanonu Naruto ( Kakashi, Sakura i całą drużyna 7)? szczególnie interesuje mnie postać Kakashiego.
Ooo... jak masz tak dużo czasu to możemy się jakoś dogadać :"D. Gdzieś działasz czy jak z tym betowaniem? Bo wywnioskowałam, że trudnisz się tym współpracując z kilkoma autorami^^.
UsuńCo do pytania to no cóż, postacie z głównego kanonu pojawiają się, ale epizodycznie. Tak jak już swój występ mieli Sasuke, Naruto i Sakura. Pytasz o Kakashiego... przyznam, że on również był w planach aby się gdzieś tam pojawić. Ale nic nie gwarantuję XD.
Betuję obecnie jednego fanficka znajomej. Co prawda z kanonu potterowskiego, ale przecinki i inne takie ustrojstwa w każdym kanonie są identyczne :) mogę podesłać linka, żebyś sprawdziła moje betowanie. Co do dogadywania można się ustawić na rozmowę przez jakiś czat czy inny messanger :)
OdpowiedzUsuńKakashiego uwielbiam od dawna i dlatego się o niego pytam. Jestem ciekawa jaki byłby w Twoim wydaniu.
W sumie racja, to ja odezwę się do Ciebie przez maila. A co do Kakashiego, to on mi się pojawia ale na blogu yaoi XD. No, jakby nie patrzeć to nierozerwalnie jest związany z Naruto I Sasuke^^ i fik bez niego jest stracony :"D.
Usuń