Okej, mam nowy rozdział… i nawet betowany
pod względem przecinków i literówek. Dziękuję za to Uniethen L’Fer, która
wspaniałomyślnie postanowiła się zatroszczyć o ten mój ogródek i wyrwać
niepokojące chwasty^^. Coś chyba wypadałoby dodać, ale nie wiem bardzo co… ACH!
Dziękuję za wszystkie komentarze! To miłe widzieć, że wciąż tu zaglądacie.
Życzę miłego czytania i czekam z niecierpliwością na opinię <3.
Żyję nadzieją, że jeszcze coś
wstawię przed świętami więc życzenia będą później. Trzymajcie kciuki aby Wenon
się nie lenił :”D.
Betowała
Uniethen L’Fer
Chociaż umysł
Liv jeszcze nie do końca potrafił zaakceptować fakt, że spada to ciało zdążyło
zareagować. Wyćwiczone latami treningów funkcjonowało niemal samo, podejmując
samodzielnie decyzję o podjęciu działań aby wyjść z opresji bez szwanku. W
mgnieniu oka w dłoni kunoichi pojawił się kunai, który bez zastanowienia wbiła
w ścianę z cichym zgrzytem. Senju zamierzała spowolnić nieuchronny lot w dół,
bo to, że i tak uderzy o ziemię było nieuchronne i logiczne jak to, że po nocy
wstaje dzień. W końcu nie należała do naiwniaków wierzących w cuda. Liv
wierzyła, ale swoje umiejętności oraz wyszkolenie. Oburącz chwyciła za
rękojeść, starając się wbić ostrze głębiej, ale szybko okazało się to
bezcelowe. Ściana zniknęła ustępując miejsca pustej przestrzeni, a w konsekwencji
odbierając szansę na jakąkolwiek kontrolę upadku.
Liv
zdążyła tylko obrócić sztylet w dłoni — w końcu ostatnim o czym marzyła to się
na niego nadziać. Tak, brała pod uwagę taką możliwość — gdy niespodziewanie
poczuła jak chwytają ją znajome ramiona Uchihy. Nie miała czasu nawet się
zdziwić, bo chwilę później razem z nim bezpiecznie wylądowała na twardym
gruncie.
—
Podobno to ty miałaś mnie asekurować, a nie odwrotnie, Senju. — Mężczyzna
zerknął na skonsternowaną partnerkę, wciąż tkwiącą u niego na rękach. Zmrużył
powieki, szybko lustrując całą jej sylwetkę w poszukiwaniu obrażeń.
Wcześniej
wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zaalarmowany krzykiem Liv, dosłownie w
ostatnim momencie zdążył przeciąć linę zabezpieczającą i uchylić się przed
spadającym gruzem, jednocześnie manewrując tak żeby zdążyć złapać Senju, zanim
roztrzaska się o ziemię.
Z lekkim
rozbawieniem obserwował jak do kunoichi powoli dociera fakt, że została przez
niego uratowana. Dało się to zauważyć po lekkim skrzywieniu ust oraz pojedynczej
zmarszczce pomiędzy brwiami, która zawsze się pojawiała gdy Liv była z czegoś
niezadowolona.
— Na tym właśnie
polega praca zespołowa — wyburczała, wyplątując się z ramion wybawiciela i
starannie unikając jego wzroku. Czuła się zażenowana okazaną słabością. Jak w
ogóle mogła dopuścić do sytuacji, w której będzie skazana na pomoc Uchihy?
Jednak najgorsze w tym wszystkim to to, że ten drań jak zwykle wyszedł z
kłopotów bez szwanku. Nie miał nawet zadyszki! Co tam walący się na głowę
strop, przecież Itachiego Uchihy nic nie jest w stanie zaskoczyć.
— W takim razie
przestań się zadręczać, że ci pomogłem.
— Nie zadręczam
się — prychnęła ze złością, dodatkowo rozdrażniona faktem, że czyta z niej jak
z otwartej księgi. Doprawdy, przy tym człowieku nie można liczyć na prywatność.
— Poza tym, może wcale tej pomocy nie potrzebowałam — zauważyła butnie,
chowając kunai z powrotem do cholewki buta.
— Wybacz, ale
nie zamierzałem ryzykować — syknął przez zęby, łapiąc Liv za przedramię i
zmuszając do obrócenia się do niego przodem.
— Czego?!
Przez chwilę
mierzyli się wrogimi spojrzeniami aż w końcu Itachi westchnął ciężko i
przyciągnął Senju do siebie tak, że nie mając innego wyjścia oparła mu głowę na
ramieniu. Z ulgą odnotował, że się nie wyrywała, a jedynie czeka napięta niczym
struna. Mógł się założyć, że w jej myślach panował prawdziwy chaos, gdy
próbowała odgadnąć do czego zmierzał.
— Liv, nie tylko
dla ciebie ta sytuacja jest trudna…
— Niekomfortowa,
a nie trudna — uściśliła momentalnie, drgając nerwowo kiedy uświadomiła sobie
kierunek rozmowy. Oddychając głęboko, przymknęła powieki i zacisnęła palce na
koszuli Itachiego. — W każdym razie, co było minęło. Życie toczy się dalej.
— Chcę żebyś
wiedziała, że to co się między nami wydarzyło nie było grą ani intrygą, więc z
nie przypinaj mi metki aż takiego potwora. — Całkowicie zignorował wypowiedź
Senju, spokojnie kontynuując. Wiedział, że będzie udawać twardszą niż jest w
rzeczywistości nic mu nie ułatwiając. Jednak, nadeszła najwyższa pora aby
wyjaśnić pewne niedokończone sprawy. I choć przyznawał to z trudem, to Shisui
miał rację. Nie mógł tego odwlekać w nieskończoność.
— Całkowicie nie
wiem po co do tego wracasz — wymamrotała siląc się na obojętność oraz starając
się zignorować, kojący zapach mężczyzny. Całkowicie wbrew sobie delektowała się
niepowtarzalną wonią, która już na zawsze wyryła się w jej pamięci. Wiedziała,
że rozpozna ją wszędzie. Unikalna mieszanka lawendy, mięty i czegoś ulotnego,
czego nie była w stanie zidentyfikować. Prawdopodobnie chodziło o indywidualny
zapach samego Itachiego. — Poza tym chciałabym ci przypomnieć, że znajdujemy
się w samym środku misji.
— Przestań
udawać, że cię to nic nie obchodzi — warknął, odsuwając Liv na odległość
wyciągniętych ramion i zmuszając aby spojrzała mu w twarz. — I nie zasłaniaj
się misją, bo tylko dzięki niej mamy okazję porozmawiać. W wiosce mnie unikasz.
— No co ty nie
powiesz… — prychnęła z sarkazmem, mrużąc ostrzegawczo powieki. — Pewnie nie mam
powodów żeby nie chcieć cię widzieć, nie?
— Masz, ale to
nie jest rozwiązanie. Nie łudzę się, że szybko mi wybaczysz…
— Itachi!
Skończ! Ktoś musi zakończyć to szaleństwo! I najwyraźniej to muszę być ja, bo
geniusz Konoha nie podołał. Skoro nie pofatygowałeś się żeby poinformować mnie
o planowanym ożenku to znak, że tamta noc nic nie znaczyła. Nie brnijmy w to
dalej!
— Naprawdę
uważasz, że nic nie znaczyła? — zapytał ze zwodniczym spokojem, mocnej
zaciskając palce na nadgarstkach Senju.
— Co mam ci do
cholery powiedzieć?! Co chcesz usłyszeć, Itachi?! — wykrzyczała, w końcu nie
wytrzymując tej nagonki. Doprawdy, jeszcze śmiał robić jakieś aluzję, że go
ubodła tym stwierdzeniem. Bezczelność Uchihy najwyraźniej nie posiadała granic.
— To, że poczułam do ciebie znacznie więcej niż bym chciała?! Czy może to, że
kiedy się wreszcie pogodziłam z faktem, że jestem w tobie zakochana, ty nagle
okazałeś się nieosiągalny?! Najpierw szturmem wdarłeś się do mojego serca, a
później je wyrwałeś! Koniec bajki! Zadowolony?!
— Liv… — Uchiha
aż zamrugał gwałtownie, niedowierzając w to co właśnie powiedziała. Patrzył jak
brutalnie odtrąca jego ręce cofając się z grymasem, którego nie potrafił
zidentyfikować. Owszem, widział płonący w oczach Senju gniew, ale było tam coś
jeszcze. Coś na widok czego aż zakuło go w piersi.
Kunoichi
odwróciła się do Itachiego plecami, zgrzytając głośno zębami. W innej sytuacji
byłaby zachwycona miną jaka pojawiła się na jego twarzy po tym wyznaniu, ale
dziś to nie miało znaczenia. Przestały ją cieszyć te małe zwycięstwa. Przestała
grać aby wygrać.
— To chciałeś
usłyszeć? Proszę, mówisz i masz — rzuciła chłodno, próbując się uspokoić. Dała
się wyprowadzić z równowagi, ale może i dobrze się stało. Chciał prawdy, niech
ma i robi z nią co chce.
— Zaskoczyłaś
mnie…
— No cóż…. Jak
widać, demony też posiadają uczucia, które można podeptać — zaśmiała się z
goryczą, spoglądając na sklepienie i nerwowym ruchem przeczesując palcami
grzywkę. — A teraz czas na nas. Najwyższa pora zakończyć to beznadziejne
zadanie.
— Mówisz tak
jakby już nie było odwrotu…
— Bo nie ma —
ucięła krótko, zaciskając pięści gdy poczuła jak objął ją od tyłu dotykając
nosem karku. Z trudem opanowała odruch aby się wyrwać, ale nie zrobiła tego
tylko dlatego żeby nie dać Itachiemu satysfakcji. Zamierzała mu udowodnić, że
już nie ma nad nią takiej władzy jak dawniej.
— Kłamiesz.
Okłamujesz nie tylko mnie, ale i siebie — wyszeptał, z triumfem wyczuwając jak
zadrżała kiedy dmuchnął ciepłym powietrzem na odsłoniętą skórę. Nie wątpił, że
wciąż ma do niego żal o przemilczenie planów ojca, ale nie potrafiła zapanować nad
uczuciami jakie w niej budził. To dobry omen, który dawał nadzieję i na którym
postanowił bazować. — Jednak na ten temat porozmawiamy na spokojnie, jak już
dostarczymy Młot Daikoku do Konohy.
— Nie ma o czym
rozmawiać, Uchiha. Sprawa zamknięta.
— Zobaczymy —
stwierdził łagodnie, niechętnie odsuwając się od Senju.
~oOo~
Amai
z ulgą zamknęła drzwi rezydencji, sprężystym krokiem pokonując drogę do bramy.
Omiotła wzrokiem piękny ogród rodziny Uchiha, świadoma, że prawdopodobnie jest
tu po raz ostatni. Więcej nie będzie pomagała w prowadzeniu domu pani Mikoto
ani nie spotka się już na kolacji ze wszystkimi domownikami tego szanowanego
klanu. Chciałaby powiedzieć, że będzie jej tego brakować, ale to nie prawda.
Życie w tej rezydencji na dłuższą metę byłoby męczące i z prawdziwym
zadowoleniem się z niej wyprowadzała.
W każdym razie
całkowicie zamknęła ten rozdział życia i wreszcie skupi się na tym czego
pragnie, a nie na tym czego oczekują inni. Wreszcie miała za sobą trudną
rozmowę z Fugaku Uchihą i czuła się dumna, że pierwszy raz zawalczyła o swoje.
Obwieszczenie decyzji o zerwaniu zaręczyn było trudne, ale na szczęście nie
niewykonalne. Chociaż musiała przyznać, że przetrwanie miażdżącego spojrzenia
ojca Itachiego podczas wyjaśniania powodów rozwiązania umowy, nie należało do
najbardziej komfortowych sytuacji w jakich się znalazła. Mężczyzna nie
skomentował jej słów, a jedynie wyjął z szuflady biurka jakiś dokument —
domyślała się, że to ten o planie złączenia ich rodów — i podarł na drobne strzępy. Później, odwracając się do
niej plecami, wrzucił papiery do kominka oraz stwierdził, że w tym wypadku już
nie może u nich mieszkać. Ta dzielnica wioski jest zarezerwowana wyłącznie dla
członków klanu Uchiha. Oddychając głęboko, Amai prawie biegiem ruszyła w
kierunku tarasu widokowego na kamiennych głowach Hokage.
Kiedy wreszcie
tam dotarła, szybko odnalazła wzrokiem stojącą przy barierce samotną postać.
Jasnowłosy mężczyzna w zamyśleniu patrzył na horyzont, całkowicie nieświadomy jej obecności.
Amai z zadowoleniem odnotowała, że po bandażach oplatających mu głowę jeszcze
parę dni temu, nie ma już nawet śladu. To oznaczało, że wreszcie doszedł do
zdrowia.
Podczas jego
leczenia spędzali długie godziny na rozmowie. Z niecierpliwością czekała na
każdą zmianę opatrunków podczas której, zawsze przyjemnością słuchała jak mówił
o zwierzętach jakimi się zajmował oraz jak ważna jest jego praca dla wioski.
— Hej, jak to
miło, że już nie przypominasz mumii — zaśmiała się, zachodząc go od tyłu i
zasłaniając mu oczy dłońmi. Czuła się taka lekka, zupełnie jakby wyprowadzka od
Uchihów zdjęła z jej barków niewidoczny ciężar. Teraz będzie mogła w pełni
zaangażować się w tę elektryzującą znajomość, nie bacząc na konsekwencje.
— No wiesz, to
ciągłe przebieranie się było jednak zbyt czasochłonne — odparł wesoło nie
wykonując żadnego ruchu żeby się uwolnić, a jedynie uniósł twarz w kierunku
słońca. — Muszę wymyślić inny sposób na podryw pielęgniarek.
— Ja ci dam
podryw… — Amai momentalnie szarpnęła
mężczyznę za ramię, zmuszając do odwrócenia się do niej przodem. Zmierzyła go
niezadowolonym spojrzeniem zza kurtyny gęstych rzęs na co roześmiał się głośno,
kręcąc z rozbawieniem głową.
— Mówił ci ktoś,
że jesteś urocza? — Jasnowłosy pstryknął dziewczynę w nos, zaraz obejmując ją w
pasie i ciągnąc za sobą. — Chodź, najwyższa pora dotrzymać słowa i zapoznać cię
z moimi współpracownikami. Mam nadzieję, że się nie wystraszysz ani nie
ogłuchniesz…
— Naprawdę?
Zobaczę te wszystkie ptaki o jakich mi opowiadałeś?
— Ptaszarnia w
Konoha nigdy nie stoi pusta, chodź.
~oOo~
Liv
wbiła niechętne spojrzenie w plecy Itachiego. Z jednej strony odczuwała ulgę,
że wszystko z siebie wyrzuciła, a z drugiej miała sobie za złe, że dała się
sprowokować. Powinna popracować nad opanowaniem, ale co dziwne zawsze w
obecności Itachiego jej spokój znikał bezpowrotnie. Ile by się nie produkowała
to i tak ten szarlatan wyciągał z niej najbardziej skrajne emocje. Warcząc z
niezadowolenia gwałtownie wyprzedziła bruneta. Oczywiście podczas tego manewru
nie zapomniała niby niechcący trącić go barkiem.
— Ooooch, a to
nowość — mruknęła Liv, zatrzymując się w pół kroku i przekrzywiając głowę przyglądała się jak ściana nagle się poruszyła, zamykając im przejście oraz
tworząc na przeciwległym murze nowe. — Na co żeś nadepnął, Uchiha?
— Nie ja, a ty —
stwierdził spokojnie, wskazując na zapadnięty w podłodze kamień tuż obok stopy
Senju.
— Skoro go
widziałeś to mogłeś uprzedzić, dupku — burknęła, podchodząc do dziury. Co
ciekawe, do tej pory wszystkie korytarze były oświetlone pochodniami, a ten
natomiast nie. Nieprzenikniona ciemność wywołała na skórze Liv lekki dreszcz
zaniepokojenia, zwłaszcza, że wyczuwała w niej jakiś ruch. Coś czaiło się w tym
mroku, ale nie wiedziała co. — Tam coś jest.
— Wiem —
przytaknął, zatrzymując się obok kunoichi i mrużąc powieki.
— Cholera, nie
mówcie mi, że to… nietoperze!
Itachi chciał
już sięgnąć po wiszącą na ścianie pochodnie, gdy poczuł mocne szarpnięcie. Nie
zdążył nawet zareagować, jak już stał przed Senju tworząc żywą tarczę, a ona z
twarzą wciśniętą w jego pierś, mamrotała coś o włosach. Gdy już wszyscy
latający mieszkańcy tunelu opuścili lokum, unosząc brew spojrzał w
niedowierzaniu na Liv. Musiał przyznać, że tego się po niej nie spodziewał.
— No, nie
wierzę… jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć?
Senju całkowicie
zignorowała wzrok towarzysza, ostrożnie wyglądając mu zza ramienia i
sprawdzając czy już wszystkie szkodniki odleciały. Kiedy się upewniła, że
niebezpieczeństwo minęło, odchrząknęła nerwowo odsuwając się od partnera i dłonią
wygładziła materiał na jego ramionach.
— Nie wiem o co
ci chodzi, po prostu koszula ci się pogniotła.
— Jasne, a ty
nagle postanowiłaś ją na mnie wyprasować. Oczywiście. A teraz serio, Senju.
Brudna woda, nietoperze… jeszcze jakieś fobie? Wolałbym wiedzieć wcześniej,
zanim spanikujesz.
— To jest odruch
bezwarunkowy, ty dupku! Wiesz jakie to kłopotliwe wyplątywać te małe szkarady z
włosów?! Logiczne więc, że tego unikam!
— Unikasz,
tworząc ze mnie żywą tarczę.
— Co zrobić, że
akurat byłeś pod ręką? Przynajmniej się do czegoś przydałeś — podsumowała z
prostotą, łapiąc za pochodnie i nie czekając na niego ruszyła korytarzem.
Doprawdy, ten baran nic nie rozumiał. Zostało udowodnione naukowo, że pewnych
sytuacjach to instynkt przejmował władzę nad rozumem. Natury nie oszukasz.
~oOo~
Liv zatrzymała
się jak wryta, z niedowierzaniem wlepiając wzrok w niewysoki podest na którym
stała drewniana skrzynka. Wreszcie dotarli do głównej sali, gdzie podobno
przetrzymywano słynny Młot Daikoku. Pomieszczenie nie prezentowało się jakoś
specjalnie imponująco, gdyby nie to co się działo na jego środku. Nie, Senju
nie gapiła się na pojemnik, a na dziwny migotliwy blask jaki go otaczał.
Zupełnie, jakby ktoś z sufitu wycelował w niego reflektorem, tyle, że prócz
padającego światła można było dostrzec różne efekty specjalne. A to na wieko
kufra padał śnieg, za chwilę deszcz, następnie porastały go młode pędy, aby w
końcu rozświetlić je niczym promieniem słońca. I tak w kółko, w równych
odstępach czasowych.
— Na co ci to
wygląda, Uchiha?
— Cztery pory
roku — stwierdził po zastanowieniu, podchodząc bliżej aby przyjrzeć się
uważniej temu spektaklowi. Przykucnął tuż przy podeście, ze zmarszczonymi
brwiami przeczesując wzrokiem podłogę w poszukiwaniu pieczęci. — Tylko jaki
jest ich cel?
Liv stanęła przy
jego boku, przekrzywiając głowę.
— To nie
prezentuje się groźnie, chyba, że ktoś nie lubi zmian pogody. — Powoli przeszła
dookoła nietypowego pojemnika, z trudem powstrzymując się przed wepchnięciem
dłoni w to dziwne światło. — Swoją drogą, fajny bajer, nie? Nie słyszałam o
takim jutsu.
Itachi z
westchnieniem się wyprostował, przeczesując palcami włosy. Przez dłuższą chwilę
nic nie mówił, a jedynie patrzył jak Senju podnosi małe kawałki tynku, które
musiały się obsypać z sufitu i rzuca w skrzynie. Kiedy nic się nie wydarzyło,
zacisnął usta. Nie wierzył, że taka bariera została zastosowana jedyne dla
ozdoby.
— Okej, Uchiha —
mruknęła Liv, opierając ręce na biodrach i odwracając się stronę partnera. —
Sprawa wygląda następująco. Ktoś musi wleźć w to coś, bo jak widać na
przedmioty nieożywione ta pułapka nie działa.
— To
niebezpieczne… — zauważył, mrużąc groźnie powieki i skrzyżował ramiona na
piersi. Miał niemal pewność, że gdy któreś z nich przekroczy barierę to coś się
wydarzy. Nie wiedział co, ale z pewnością nic dobrego.
— Taka nasza
praca — podsumowała Liv, stając w lekkim rozkroku i rozcierając dłonie. Jako
przedstawiciel rasy demona dysponowała większą żywotnością niż Itachi, dlatego
postanowiła, że to ona przetestuje to nietypowe jutsu. Co jak co, ale nie tak
łatwo było ją zabić. Zamierzała właśnie skoczyć, gdy poczuła silne szarpnięcie
za kołnierz na co zawarczała pod nosem. — Co ty wyprawiasz?!
— Ja to zrobię.
— Chciałabym ci
przypomnieć, że z naszej dwójki to ja szybciej się regeneruję — wymamrotała,
oglądając się przez ramię i racząc towarzysza morderczym spojrzeniem.
— A ja chciałbym
ci przypomnieć, że szastasz nie tylko swoim życiem, ale również Chikage —
syknął z chłodem, mocniej zaciskając palce na materiale jej koszulki. — Poza tym
zdaję się, że w razie czego twoja krew mnie poskleja, czyż nie tak?
— Zaraz… chwila…
— Całkowicie zignorowała drugą część wypowiedzi Uchihy, zupełnie jakby do niej
nie dotarła. Ważniejszy był pierwszy człon, bo on świadczył o tym, że tylko ona
żyła w nieświadomości dokonań Chikage. — Skąd wiesz o więzi? — wyszeptała w
niemym szoku, błyskawicznie wyrywając się i odwracając przodem do bruneta. —
Wtedy nad jeziorem… ty, wiedziałeś co zamierzał Kazama i mu nie
przeszkodziłeś?! Jak mogłeś do tego dopuścić?!
— Spokojnie,
Senju — prychnął patrząc na nią z góry. Przez parę sekund milczał, analizując
czy jest sens wdawać się w wyjaśnienia, aż w końcu podjął jedyną słuszną
decyzję. — Dla twojej informacji, Kazama nie podzielił się wiedzą, co dokładnie
znaczy odprawiany rytuał, ale to nie powinno być dla ciebie zaskoczeniem,
prawda?
— W takim razie
skąd…?
— Mam swoje
źródła — uciął, odsuwając kunoichi na bok oraz podchodząc do podestu. W ogóle
nie zwrócił uwagi na nietypową dla Senju ciszę, ale zrzucił ją na karb zaskoczenia
wiedzą jaką dysponował. — A teraz skoro zaspokoiłem twoje wścibstwo…
— Wiesz, Uchiha…
zawsze byłam od ciebie szybsza.
Słysząc tę
wzmiankę Liv, Itachi poczuł jak włosy jeżą mu się na głowie i w sekundzie
odwrócił się w jej stronę. Doskonale wiedział co zobaczy, ale żywił szczerą
nadzieję, że jednak tego nie zrobiła. Że chociaż raz postąpiła rozsądnie,
przyjmując do wiadomości przedstawione argumenty. Niestety. Senju stała już za
barierą uśmiechając się drwiąco, a kiedy mrugnął rozległ się ogłuszający grzmot
po którym wszystko pogrążyło się w ciemności.
~oOo~
Kazama
rozparł się wygodniej na zajmowanej ławce, śledząc spod rzęs idącą w jego
stronę kobietę. Stąpała z niezwykłą gracją, niecierpliwym ruchem odgarniając z
twarzy długie, falujące blond włosy szarpane przez delikatny wiatr. Mógł
przewidzieć, że prędzej czy później pojawi się w Konoha. W końcu zawsze
podążała za nim niczym cień.
—
Witaj, Kaoru — odezwał się ze znudzeniem, zaraz odrywając od niej wzrok i
obserwując jak z ptaszarni Konoha wylatuje kilka jastrzębi.
—
Dlaczego nie wróciłeś do domu?
—
A dlaczego powinienem?
—
Bo wszyscy na ciebie czekali?
—
Wszyscy… masz na myśli siebie? — Zerknął na Kaoru kątem oka, szybko
dostrzegając krwisty rumieniec wypływający na jej policzki. Tak łatwo było ją
rozszyfrować. — Jak widać, niepotrzebnie marnowałaś czas — zauważył logicznie,
podnosząc się do pionu i poprawiając yukatę.
—
Jesteś liderem… nie powinieneś przebywać z dala od swoich — warknęła, zachodząc
Kazamie drogę. Przez chwilę przygryzała usta w zastanowieniu, po czym wypaliła:
— Jeżeli robisz to aby dopilnować bezpieczeństwa Senju, to zabierz ją do nas.
Tak będzie łatwiej.
—
Naprawdę uważasz, że troszczę się o Liv w obawie o własne życie? — Aż parsknął
z rozbawieniem, kiedy uświadomił sobie jak Kaoru wytłumaczyła jego obecność w
wiosce. Mimowolnie spojrzał w oczy kobiety, dumając ile musiała ją kosztować
taka propozycja. Przecież nienawidziła Senju. — Hm… gdyby rzeczywiście tak było
to raczej nie puściłbym jej na misję.
—
Jest w terenie?!
—
Owszem — przytaknął, beznamiętnym wzrokiem lustrując przerażoną twarz Kaoru.
Jednak ten grymas nie utrzymywał się zbyt długo, bo parę sekund później
zastąpił go prowokacyjny uśmiech.
—
Po lekkim drganiu twojej szczęki wnioskuję, że wykonuje zadanie z Uchihą —
wyszeptała przymykając powieki, podczas gdy nonszalanckim ruchem wygładzała
szatę na ramionach Chikage. — Niedobrze, zwłaszcza zważywszy na okoliczności.
—
Coś sugerujesz?
—
Narzeczona stała się byłą narzeczoną, a Uchiha ponownie jest wolny. To nie
rokuje dobrze dla ciebie — zacmokała z udawanym współczuciem.
—
Zdradzę ci pewną tajemnicę, która wpływa na mnie uspokajająco — wymruczał,
nachylając się nad zdumioną kobietą tak, że dzieliło ich zaledwie kilka
centymetrów. — To ja obudziłem się rano u boku Liv, nie Uchiha.
Ja tu wrócę !!! (może to mnie w końcu zmotywuje do napisania tych zaległych komentarzy ) :P
OdpowiedzUsuńFFFFUUUUCCCCKKKK ZEŻARŁO MI TAKI DŁUGI KOMENTARZ !!!! ZABIJAĆ !!!!
UsuńWitaj albo Hello... It's me... How are you??? jak to się zaczynało w pierwowzorze który oczywiście musiał pójść się *** !!!! Od teraz wszystkie moje komentarze piszę w wordzie!!! ( seria bluzgów skasowana przez autokorektę, żebym nie wyszła na niekulturalną :P ) blogger !!!
Hejter przybywa po dość długiej nieobecności, na swoją obronę mam fakt, że klasa maturalna jest do bani, prawo jazdy robi się długo, a biol-chem to dość trudny profil. Za to już jako kierowca (kryjcie się wszyscy Ania jeździ po drogach :P ) z nowym komputerem ( dziadek komputer umierał długo i boleśnie, ale po żałobie trzeba było znaleźć zastępcę dlatego mój już dorosły laptop został oddany na miejsce dziadka, a ja mam w końcu nowy z cudną klawiaturą <3 ) wściekła jak nie wiadomo zaczynam o rozdziale a nie o pierdołach.
Próbowałam napisać moje wrażenia w trakcie czytania rozdziału ale blogger zepsuł więc dostaniesz tylko kawałek który przypadkowo udało mi się odratować.
< "Co tam walący się na głowę strop, przecież Itachiego Uchihy nic nie jest w stanie zaskoczyć." - święte słowa, w końcu to Itachi, prawda. W tej historii to ty Liv przeważnie obrywasz, na co mogłabyś narzekać, ale czemu miauczysz kiedy ratuje cię ktoś taki jak Itaś. Ok rozumiem, jesteś silną i niezależną kobietą ale hello to Itacki, skoro oferuje pomoc to dlaczego nie skorzystać to w końcu on się pomęczy a nie ty :P pamiętaj "Cały sens życia zawiera się w tym, aby znaleźć sposób na zmuszenie kogoś, żeby wykonał twoją robotę." (Brandon Sanderson "Z mgły zrodzony") dlatego nie narzekaj jak okazja pojawia się sama :D
Cała ta rozmowa pomiędzy Itackim a Liv awww... cud, miód i orzeszki, stwierdzam że takie rzeczory wychodzą ci coraz lepiej :D zaczynam się bać co będzie jak dopracujesz pisanie takich scen do mistrzostwa :P
Yuppie Amai Brawo kobieto !!! Potrafiłaś zrobić coś czego obawiał się nawet geniusz Konochy :P W tym wypadku Itacki jest tchórzem :D choć jemu jako dziedzicowi pewnie bardziej by się oberwało, ale i tak będę się trzymać tego, że jest tchórzem który nie potrafił przeprosić na kolanach z czekoladkami i nie oberwał za to w twarz.
Chwila wróć, Liv mu wszystko wytknęła ale plaskacza nie było. Smutecek :( Ale spróbuje być dzielna i jakoś to przetrwać :P
Wracając do Amai, kobieto z kim ty się spotykasz? Odpowiedź mumia ,z całym moim zamiłowaniem do kultury Egipskiej, mnie nie satysfakcjonuje. Kurde, nie przypominam sobie kto miał jasne włosy w tym opowiadaniu. Wspominałam już kiedyś, że mam beznadziejną pamięć do imion, postaci itp. Jak jest ich więcej niż 5-7 to zaczynam się gubić ( epickie było jak mój nauczyciel od polskiego zapytał mnie o postać Zenona Ziembiewicza z "Granicy", ja tam odpowiadam i na samym końcu zerkam na koleżankę i dopytuję się :"To Justyna była tą nienormalną która oblała go kwasem ?" a mój nauczyciel na to :"No tak, w końcu tyle tam było tych kobiet, że można się pogubić" :D ) więc, kim ty jesteś człowieku ? Chyba, że jeszcze cię nie znam? A jak znam to wybacz nie pamiętam :P >
CDN bo blogger narzeka, że za dużo :P
Zaczynając rozkminy od nowa, oczywiście od połowy bo to ja :P
UsuńScenka z płytką naciskową też była genialna :D Liv patrzy się pod nogi, a jak już tego nie robisz to przynajmniej zadaj pytanie „Co się dzieje?” a nie „Co żeś zrobił?” ale spoko ty się wybronić potrafisz :P
Ach Itachi jako żywa tarcza :D awww… :P przez całą ta sytuację wyobrażałam sobie, że Itachi ma na twarzy wyraz takiego zdziwienia w stylu, „Da Fuck co się właśnie stało ?” :D Za nią pozdrowienia z podłogi :P
Od razu po tym jak przeczytałam o tym świetle, to włączył mi się tryb „DAJ DAJ DAJ” ja chcę lampkę z czymś takim i pilota do tego. Wiem, że zabrzmi to głupio ale można by to było wykorzystać jako narzędzie do tortur. Nie pytaj jakich, jakbym zobaczyła to w pełnej okazałości to pewnie znalazłabym sposób aby to wykorzystać i to najlepiej na pewnych osóbkach < uśmiecha się szatańsko > :D buahahaha… nie martw się nie mam na myśli ciebie :P
Nie wyłapałam, czy ta skrzynka była przytwierdzona do piedestału ( to słowo zawsze będzie mi się kojarzyć z Mlotki pederastiałem :D ) bo jeśli nie to miałam w głowie taką scenkę, że Liv popycha tą skrzynkę kijem a Itacz kuca żeby ją złapać :D tak wiem, ja :P
Itachi głąbie, matole oraz X innych przezwisk, czy ty nie potrafisz ogarnąć najprostszej rzeczy, że nie możesz tracić Senju z oczu w otoczeniu niebezpiecznych przedmiotów. Idioto, przecież to jest oczywiste, jak fakt, że Mloteczka jest trollem (https://www.youtube.com/watch?v=ghvjpadqTYg ), że Liv coś wysadzi/zniszczy/aktywuje ( niepotrzebne skreślić ) wiec jak ty ją pilnujesz ? Ja się pytam ? JAK ?!?
Liv no oczywiście, że musiałaś tam wsadzić łapę, no musiałaś, a kijem tego tknąć nie można? Więcej instynktu samozachowawczego i nie dla Kazamy tylko dla siebie, bo kto wtedy będzie podnosił ciśnienie Itasiowi. No kto ?
Wystarczyło, że przeczytałam Kazama a potem Karou ( moja wersja jej imienia :P ) i już było takie : Nieee…., albo raczej dźwięk który to obrazuje ale nie potrafię tego odtworzyć na klawiaturze.
KAZAMA !!! Nie pamiętam jak działało połączenie pomiędzy tobą a Liv jeśli to ty zginiesz, ale nawet jeśli ona by umarła to ją wskrzesimy, a dla ciebie mój drogi szykują się porządne tortury. Jakim prawem wbijasz się z buciorami albo właściwie jakimiś ostrzyżonymi aluzjami?!? Pytam się jakim ?!!! Weź sobie Karou, zrób jej operację plastyczną i zahipnotyzuj tak, żeby działała tak jak Liv i IDŹ W CHOLERĘ !!! Psujesz mi całą moja wizję w której pomagam dobrać Liv i Itachiemu zaproszenia na ICH wesele. Więc wypad mi stąd!!!
Dobra, moja wściekłość za skasowany komentarz odbiła się trochę na Kazamie, ale zasłużył :P Więc już jako nieco spokojniejsza osóbka, stwierdzam, że standardowo był to epicki rozdział, oczywiście, że chcę więcej, dziękuję, że zapytałaś :P pozdrawiam ciebię i Wenona, dla którego udało mi się zgarnąć trochę ciasteczek imbirowych. Postaram się nie znikać na tak długi okres czasu, ale niczego nie obiecuję, w końcu klasa maturalna :) Mam nadzieję, że mój komentarz trzymał się granic głupoty, choć mówią, że ona nie zna granic :P
Pozdrawiam, Hejter :*
PS. Na narzekania bloggera odpowiadam: 1 032 słowa (6 138 znaków ) to wcale nie jest tak dużo :P
Och... witaj, witaj. Z nowym laptopem na koncie i prawem jazdy. No, no... pozmieniało się widzę.
UsuńTwój cytat chyba zostanie moim życiowym mottem. Jest tak cudowny, że aż go przygarniam do serca.
Relacje Itachi Liv jak mówisz są na poziomie... bardzo mnie to cieszy <3. W końcu o to chodzi by się kleiły, a skoro tak jest to trza się radować:"3.
Co do tajemniczego pana X, oblubieńca Amai... naprawdę chcecie poznać szeregowca ninja? Nie lepiej żeby został panem tajemniczym?^^
Wspomnienie nauczyciela, mnie rozwaliło. Jakiś wyluzowany człek :"D. Dobrze, bo taki nieźle wpaja wiedzę. Ja takiego miałam od przysposobienia obronnego. Wciąż żywię sentyment... i nie tylko dlatego, że zabrał nas na strzelnice XD.
Huehuehue... widzę, że zapędy sadystyczne masz we krwi. Dobrze, pod warunkiem, że nie dotyczą one mnie. Innych se tam terroryzuj... z moim błogosławieństwem XD.
Hej, ta scena jest niezła... aż ją przemyślę.
Zaproszenia na ślub zrobiły mi dzień. Naprawdę XDDDDD siedziałam i płakałam ze śmiechu :"D.
Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz, ciastka przygania żarłok wenon i życzę powodzenia z nauce. Co by nie mieli na kim kręcić tych filmików MaturaToBzdura XD. Pozdrawiam cieplutko
No nie, tylko nie z Kazamą, miała się dogadać z Itachim :-( Zostałam totalnie zaskoczona i to nie w pozytywny sposób... Nie wiem jak to skomentować... Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i mam nadzieję, że Kazama chciał tylko zdenerwować Kaoru...
OdpowiedzUsuńTak właśnie przypuszczałam, że wywołam niemy szok u większości z Was <3. Dobrze, trochę emocji się przyda przy czytaniu, nie? Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :"3.
UsuńTo był jeden z najpiękniejszych rozpoczęć weekendu w moim życiu~! ♥ Głównie za sprawą tego, że blogger przestał mnie nienawidzić i w końcu zaczął wyświetlać informacje o nowych postach C:
OdpowiedzUsuńNa początek pozwolę sobie jednak do czegoś się przyczepić (bo dawno tego nie robiłam, a poza tym uwag, jak zwykle zresztą, mam mniej niż pochwał). Niemniej nie zarzucam ci raczej nic osobiście, a bardziej czepiam się bety. Jak już kiedyś pisałam, dużo bardziej wolę twoje niebetowane teksty, bo... jest w nich mniej błędów? Serio xD Jeśli beta miała poprawiać literówki i przecinki, to bez urazy, ale słabo jej to wyszło :( Brakuje całego stada przecinków, kilka razy brakowało mi przyimka czy ogonków, przez co znów wyszła liczba mnoga zamiast pojedynczej, osoba trzecia zamiast pierwszej, zdarzały się powtórzenia etc. ... Ja wiem, że znaleźć dobrą betę to cud i każdy jest tylko człowiekiem, i ma prawo robić błędy, no ale jednak beta ma je eliminować! Więc jakim cudem w twoich niebetowanych tekstach jest ich mniej? O.o (przynajmniej w moim odczuciu)
Koniec "czepialskiej" części xp
Zdziwiła mnie reakcja Senju, kiedy wyznała tak otwarcie swoje uczucia Itachiemu. Chociaż cóż... taki chyba lepszy obrót wydarzeń niżby inny, który miałby zakładać, że to Uchiha miałby się porwać na miłosne wyznania xD Tego to już w ogóle nie mogę sobie wyobrazić xp Wygląda na to, że ta misja z Itachim naprawdę wyprowadziła ją z równowagi, bo stała się nieuważna i łatwo dawała się sprowokować. Znaczy... ja rozumiem, że w tym momencie zaczynają się już mozolne i usilne starania doprowadzenia do "happy endu", ale... ale co ja zrobię, że przez kilka ostatnich odcinków przeszłam do teamu Kazamy? ;_; Przez cały ten rozdział miałam ochotę powiedzieć coś w stylu: "Panie Uchiha, panu już podziękujemy. Miał pan już swoją szansę, ale ją pan spartolił. I arrivederci Roma!" xD
Najbardziej chyba podobał mi się ostatni wers tej części ^^ Moja wyobraźnia została pobudzona - czy słusznie? xD Mam nadzieję, że rozwiniesz ten wątek w następnym rozdziale, żebym mogła się trochę nacieszyć postacią Chikage ♥ W końcu poświęcił się dla niej, uratował jej życie, a teraz nawet może je stracić z jej powodu; no i trudno też nie zauważyć, że obdarzył ją bezsprzecznie głębszym, ale za to pozytywnym uczuciem - bo w końcu takich rzeczy nie robi się dla pierwszego lepszego człowieka/demona, nie? xD Jakoś przemówiło do mnie to, że Kazama zawsze był pozytywnym bohaterem. Oczywiście on też prowadził różne utarczki z Liv, ale dzięki temu ich znajomość nie była nudna i charakteryzowała się swoim specyficznym urokiem, podczas gdy Itaś był w opozycji do Seju, a jak już zaczęło się wszystko ładnie, pięknie układać to, to owe wszystko spartolił :C "Wiem, że ją skrzywdziłem, ale pozwolę jej cierpieć, bo jam jest twardogłowy Uchiha" - skrótowe myślenie Itachiego xD
Nie mogę doczekać się już następnego rozdziału! Mam nadzieję, że dodasz go niebawem~! ♥
Weny, weny, weny, weny i jeszcze raz weny~!
~Kita-pon
Awwww... aż się zarumieniłam <3.
UsuńWnioski po czepialskiej części... Beta, beta... musi się jeszcze dużo nauczyć, ale jest na dobrej drodze^^.
Nooo... jakby Uchiha miał wyznać, że kocha to chyba musiałby być koniec świata. I to na sekundę przed śmiercią. Niezbyt wylewny człek, ale za to ma tyle fanów. Przeklęci użytkownicy Sharingana... z nimi nigdy nie jest łatwo.
Ej... jakie do happy endu... ja tu jeszcze masakrę szykuję, coś na poziomie tej z piłą mechaniczną XD. nie spodziewaj się cukierasków^^. Takie rzeczy to nie u mnie.
Taaaaak! Stwórzmy fanklub Kazamy! Ja jestem za! Ten demon jest niedoceniany... ;-;.
Pięknie ujęłaś myślenie Itachiego. Ja bym lepiej tego nie zrobiła, a oddaje sedno sprawy. Senju mogła go troszkę podtopić w tym syfie co był w korytarzu. Tak w ramach kuracji w wyzwalaniu emocji^^.
Mam nadzieję, że tym nowym wpisem Cię nie zawiodę. tak po cichu powiem Ci, że mam go już całkiem dużo. Czekaj cierpliwie <3.
Dziękuję za komentarz, pozdrawiam cieplutko i życzę co by nam troszkę śniegu sypnęło na te święta.
O jejciu *,*
OdpowiedzUsuńCiekawe jak Itachi zareaguje, gdy się dowie o nocy Liv i Kazamy. Nie mogę się doczekać :D
Ich znajomość w końcu zmierza w jakimś (w miare) określonym kierunku i to mi się podoba... Ale znając Ciebie znowu to tylko cisza przed burzą.
Komentarz krótki, bo się śpiesze :3
Czekam na kolejną notke i ślę dużo weny ;*
Pytanie, czy się dowie XD.
UsuńOkreślone kierunki są przereklamowane, ja Ci to mówię. Ma być krew, pot i łzy! To jest dopiero coś :"D.
Dziękuję za pamięć, wenę i pozdrawiam cieplutko <3.
Ja jebie..
OdpowiedzUsuńSerio..
Chce Itasia z Liv a nie ;c
Jak sądze, zaskoczenie przez Ciebie przemawia XD.
Usuńnie mam za dużo czasu wiec powiem krótko:
OdpowiedzUsuńdialogi ItaLiv powinny być dłuższe!!!!! i powinno ich być więcej!! I niech mowi mu po imieniu, to takie słodkieeee :D
działanie Itasia na Liv masakruje wszystko haha Liv jest bezbronna jak mała dziewczynka :D
Judah... przecież wszystko obraca się wokół nich, więc jak śmiesz mi tu marudzić?! Ale no dobra, nie krzykam bo toż to cud, że napisałeś komentarz bo ostatnio jedno zdanie machasz, albo udzielasz się na czacie. Nie będę Cię płoszyć^^.
UsuńLiv ma nazywać Uchihę, Itachi... hm... ciężko to przechodzi przez gardło XD.
No powiem, że Uchiha jakoś wyjątkowo wyprowadza naszą Senju z rytmu. Musi się dziewczyna ogarnąć XD
Cześć! :3
OdpowiedzUsuńNadrobiłam wszystko, jestem na bieżąco i jak zawsze - przepełnia mnie zachwyt. Cholera, jak ja uwielbiam to opowiadanie i Twój styl pisania, mam nadzieję, że będziesz to ciagnąc jeszcze dłuuugo :c
WCIĄŻ CZUĆ TĄ CHEMIĘ MIĘDZY LIV A ITACHIM! W sumie nie mam pojęcia jak to dalej rozplanowałaś, bo jednak nasz Uchiha zranił Senju i sama się do tego nawet przyznała (to było takie smutne, serio, musi być naprawdę źle skoro Liv zaczęła mówić o swoich uczuciach). No i mamy Kazamę, ktorego lubię coraz bardziej! I już sama nie wiem, no sama nie wiem aaaaa, mieszasz mi w głowie!!! Podoba mi się mega jego osobowość, naprawdę ekstra go wykreowałaś, ale z drugiej strony Itachi to Itachi...
Dodaj coś przed świętami, musisz mi urozmaicić ten czas oczekiwania na upragnione wolne.
Weny, czasu na pisanie i ogólnie buziaki! :3 :*
Awwww... tak, słódź mi jeszcze! Uwielbiam komplementy. Ja i mój Wenon żeby nie beło :"D.
UsuńChemia jest i ma się nieźle, chociaż mogłoby być lepiej gdyby panicz Uchiha nie zjebał sprawy, no ale... geniusz widocznie jest aż TAK genialny w sprawach uczuciowych.
Kazama... mój cudowny twór, kradnący opowiadanie XD. No co poradzisz, jego nie da się nie kochać.
Ciężko się nie zgodzić, że Uchiha mają w sobie to coś, że mogą rywalizować z najlepszymi, nawet moim biednym Chikage. No, ale chłop (demon) nie jest w ciemię bity, więc coś wymyśli^^.
Prośbę zanotowałam i oddałam do weryfikacji Wenonowi. Coś tam mruczy, ale kto go tam zrozumie :"D.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
jak zawsze super odcinek! coraz bardziej mi sie podoba ta rywalizacja Kazamy i Uchichy o Liv. Aż czasem sie zastanawiam komu powinnam kibicować (no ale Itachi to jednak Itachi). Musisz częściej dodawać rozdziały bo my naprawde umieramy z ciekawości co będzie dalej! Szczególnie gdy kończysz odcinek tak jak tu jakimś wybuchem i od razu w głowie pojawia sie milion scenariuszy tego co może być dalej! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na następny!(oby przed świętami!!!) :*
Cieszy mnie, że udało się zadowolić tym wpisem. Była przy nim ciężka rozkmina, ale jakoś się udało.
UsuńAch, rywalizacja o bezbronną niewiastę zawsze jest emocjonująca! No dobra, nie taką bezbronną, ale niewiastę, nie? Kto by się czepiał szczegółów.
Dziękuję za komentarz, pozdrawiam cieplutko i życzę cierpliwości w oczekiwaniu na wpis^^> buziaki
Z góry przepraszam jeśli komentarz wyjdzie trochę nieskładny.
OdpowiedzUsuńRozmówki pomiędzy Liv a Uchihą są totalne urocze. Niby tryskają jadem na wszystkie strony, ale się autentycznie troszczą o partnera. W ogóle Senju naprawdę musiała być przybita skoro mu palnęła gadkę o zakochiwaniu się. Chociaż nadal się dziwię, że mu nie urwała łba. Jednocześnie co ten Uchiha taki zdziwiony? Chyba właśnie to chciał usłyszeć, prawda? Powinien skakać z radości.
Przy scenie z nietoperzami padłam. Wyobraziłam sobie ogłupiałą minę Itahiego, który tak sobie stoi osłaniając Liv przed chmarą krwiożerczych, wyrywoczowłoso-gacków. Fajna fobia i całkiem przyjemny pretekst żeby wpaść w ramiona ukochane... ehemm.... Uchihy. Wcale jej się zresztą nie dziwię, nietoperz we włosach równa się prawdziwy koszmar i trauma na resztę życia a żywa tarcza to całkiem pożyteczny sposób zastosowania dla faceta.
Jestem ciekawa jakież to straszne pułapki czekają bohaterów po drugiej stronie bariery którą Liv tak beztrosko postanowiła przeskoczyć. Może następne nietoperze giganty tym razem z kłami typu Dracula? Albo okaże się, że wszystko poza barierą ulegnie zniszczeniu? Mam takie przeczucie, iż co najmniej jedno, Seju albo Uchiha, poważnie oberwie i kogoś będzie trzeba ratować.
Więź z Kazamą to jest pewien problem. Naprawdę się demon poświęcił i to w taki sposób, że nie można tego zwyczajnie zignorować, powiedzieć: "hej, idź sobie znaleźć inną pannę, ja kocham kogo innego. To pa, szczęścia życzę". Shisui miał rację (a właśnie, gdzie wcięło shisuia? Jakoś go ostatnio ani widu ani słychu?) Chikage to geniusz, zaplanował sobie wszystko i czeka aż dziewczyna się połapie kto jest najlepszą partią. Aczkolwiek strategia dość ryzykowna, bo jeśli Liv postanowi wybrać Itahiego to będzie miał kompletnie przechlapane. Ej no, co to było o budzeniu się razem? Ja sobie nie przypominam żeby jakieś...hm, tete a tete miało miejsce, wgapianie się w gwiazdy owszem, ale na pewno nic stricta bardziej namiętnego. Coś przeoczyłam?
Okej, teraz najlepszy kąsek. Specjalnie zostawiłam na koniec.
Uwaga, uwaga!!! Oto nadchodzi najbardziej poszukiwany amant wszechczasów!!! Tylko kimże jest ów tajemniczy ukochany panny Amai? Wiemy tyle: koleś ma jasne włosy, pracuje w ptaszarni, w Konoha i jeszcze niedawno leżał w szpitalu. Niezbyt wiele, ale wystarczająco żeby rozbudzić wyobraźnię. Problem tylko, że nie kojarzę żadnego bohatera który spełniałby warunki. Naruto odpada, jest blondynem, ale on to raczej żaby niż ptaszyska. Że tonie Kazama zostało już potwierdzone. Czyli kto zostaje...?
Argh!!! Nie wiem,no nie wiem i ciekawość mnie zżera. Bardzo bym chciała poznać tożsamość tego Don Juana.
Czyli tak odnośnie kwestii bardziej ogólnych stanowczo nalegam byś jak najszybciej zabrała się do pisania kolejnego rozdziału. Na wyjaśnienie czeka wiele tajemnic. Cóż, proszę nie trzymaj mnie w niepewności! To tyle.
Powodzenia i weny życzę
Nieskładne komentarze są fajne^^. Nie krępuj się <3.
UsuńWiesz, bez odżywczej dawki jadu ich życie straciłoby sens XD. I no cóż, pod odpowiednim naciskiem często walimy z grubej rury. Tak oto było z Liv.
Awww... doceniasz pomysły Liv! Doskonale. Bo po co innego jest facet jak nie do tego aby nas osłonić przed niebezpieczeństwem?
Kazama, Liv i więzi to poważny temat. Co z tego wyniknie chyba nikt nie wie. Ale ale, co by tu nie mówić, Chikage zadbał aby Senju miała świadomość kto ile jest wart. Nie zazdroszczę jej.
A co do budzenia się razem... ekhem... no co? Różne rzeczy się mogą zdarzyć pod wpływem odpowiednich emocji^^.
Amant Amai jest chyba najbardziej poszukiwaną postacią Konohy... jeszcze trochę a zostanie celebrytą XD. Kto wie, może kiedyś oświecę Was wiedza, kto, co i jak :"D.
Dziękuję za te n długi oraz jakże sycący komentarz, wenę przygarniam i pozdrawiam <3. Postaram się wrzucić wpis jak najszybciej.