11.12.2015

XLIV NIE PYTAJ, JEŚLI NIE JESTEŚ GOTOWY NA ODPOWIEDŹ

            Okej, mam nowy rozdział… i nawet betowany pod względem przecinków i literówek. Dziękuję za to Uniethen L’Fer, która wspaniałomyślnie postanowiła się zatroszczyć o ten mój ogródek i wyrwać niepokojące chwasty^^. Coś chyba wypadałoby dodać, ale nie wiem bardzo co… ACH! Dziękuję za wszystkie komentarze! To miłe widzieć, że wciąż tu zaglądacie. Życzę miłego czytania i czekam z niecierpliwością na opinię <3.
            Żyję nadzieją, że jeszcze coś wstawię przed świętami więc życzenia będą później. Trzymajcie kciuki aby Wenon się nie lenił :”D.

Betowała Uniethen L’Fer




Chociaż umysł Liv jeszcze nie do końca potrafił zaakceptować fakt, że spada to ciało zdążyło zareagować. Wyćwiczone latami treningów funkcjonowało niemal samo, podejmując samodzielnie decyzję o podjęciu działań aby wyjść z opresji bez szwanku. W mgnieniu oka w dłoni kunoichi pojawił się kunai, który bez zastanowienia wbiła w ścianę z cichym zgrzytem. Senju zamierzała spowolnić nieuchronny lot w dół, bo to, że i tak uderzy o ziemię było nieuchronne i logiczne jak to, że po nocy wstaje dzień. W końcu nie należała do naiwniaków wierzących w cuda. Liv wierzyła, ale swoje umiejętności oraz wyszkolenie. Oburącz chwyciła za rękojeść, starając się wbić ostrze głębiej, ale szybko okazało się to bezcelowe. Ściana zniknęła ustępując miejsca pustej przestrzeni, a w konsekwencji odbierając szansę na jakąkolwiek kontrolę upadku.
            Liv zdążyła tylko obrócić sztylet w dłoni — w końcu ostatnim o czym marzyła to się na niego nadziać. Tak, brała pod uwagę taką możliwość — gdy niespodziewanie poczuła jak chwytają ją znajome ramiona Uchihy. Nie miała czasu nawet się zdziwić, bo chwilę później razem z nim bezpiecznie wylądowała na twardym gruncie.
            — Podobno to ty miałaś mnie asekurować, a nie odwrotnie, Senju. — Mężczyzna zerknął na skonsternowaną partnerkę, wciąż tkwiącą u niego na rękach. Zmrużył powieki, szybko lustrując całą jej sylwetkę w poszukiwaniu obrażeń.
Wcześniej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zaalarmowany krzykiem Liv, dosłownie w ostatnim momencie zdążył przeciąć linę zabezpieczającą i uchylić się przed spadającym gruzem, jednocześnie manewrując tak żeby zdążyć złapać Senju, zanim roztrzaska się o ziemię.
Z lekkim rozbawieniem obserwował jak do kunoichi powoli dociera fakt, że została przez niego uratowana. Dało się to zauważyć po lekkim skrzywieniu ust oraz pojedynczej zmarszczce pomiędzy brwiami, która zawsze się pojawiała gdy Liv była z czegoś niezadowolona.
— Na tym właśnie polega praca zespołowa — wyburczała, wyplątując się z ramion wybawiciela i starannie unikając jego wzroku. Czuła się zażenowana okazaną słabością. Jak w ogóle mogła dopuścić do sytuacji, w której będzie skazana na pomoc Uchihy? Jednak najgorsze w tym wszystkim to to, że ten drań jak zwykle wyszedł z kłopotów bez szwanku. Nie miał nawet zadyszki! Co tam walący się na głowę strop, przecież Itachiego Uchihy nic nie jest w stanie zaskoczyć.
— W takim razie przestań się zadręczać, że ci pomogłem.
— Nie zadręczam się — prychnęła ze złością, dodatkowo rozdrażniona faktem, że czyta z niej jak z otwartej księgi. Doprawdy, przy tym człowieku nie można liczyć na prywatność. — Poza tym, może wcale tej pomocy nie potrzebowałam — zauważyła butnie, chowając kunai z powrotem do cholewki buta.
— Wybacz, ale nie zamierzałem ryzykować — syknął przez zęby, łapiąc Liv za przedramię i zmuszając do obrócenia się do niego przodem.
— Czego?!
Przez chwilę mierzyli się wrogimi spojrzeniami aż w końcu Itachi westchnął ciężko i przyciągnął Senju do siebie tak, że nie mając innego wyjścia oparła mu głowę na ramieniu. Z ulgą odnotował, że się nie wyrywała, a jedynie czeka napięta niczym struna. Mógł się założyć, że w jej myślach panował prawdziwy chaos, gdy próbowała odgadnąć do czego zmierzał.
— Liv, nie tylko dla ciebie ta sytuacja jest trudna…
— Niekomfortowa, a nie trudna — uściśliła momentalnie, drgając nerwowo kiedy uświadomiła sobie kierunek rozmowy. Oddychając głęboko, przymknęła powieki i zacisnęła palce na koszuli Itachiego. — W każdym razie, co było minęło. Życie toczy się dalej.
— Chcę żebyś wiedziała, że to co się między nami wydarzyło nie było grą ani intrygą, więc z nie przypinaj mi metki aż takiego potwora. — Całkowicie zignorował wypowiedź Senju, spokojnie kontynuując. Wiedział, że będzie udawać twardszą niż jest w rzeczywistości nic mu nie ułatwiając. Jednak, nadeszła najwyższa pora aby wyjaśnić pewne niedokończone sprawy. I choć przyznawał to z trudem, to Shisui miał rację. Nie mógł tego odwlekać w nieskończoność.
— Całkowicie nie wiem po co do tego wracasz — wymamrotała siląc się na obojętność oraz starając się zignorować, kojący zapach mężczyzny. Całkowicie wbrew sobie delektowała się niepowtarzalną wonią, która już na zawsze wyryła się w jej pamięci. Wiedziała, że rozpozna ją wszędzie. Unikalna mieszanka lawendy, mięty i czegoś ulotnego, czego nie była w stanie zidentyfikować. Prawdopodobnie chodziło o indywidualny zapach samego Itachiego. — Poza tym chciałabym ci przypomnieć, że znajdujemy się w samym środku misji.
— Przestań udawać, że cię to nic nie obchodzi — warknął, odsuwając Liv na odległość wyciągniętych ramion i zmuszając aby spojrzała mu w twarz. — I nie zasłaniaj się misją, bo tylko dzięki niej mamy okazję porozmawiać. W wiosce mnie unikasz.
— No co ty nie powiesz… — prychnęła z sarkazmem, mrużąc ostrzegawczo powieki. — Pewnie nie mam powodów żeby nie chcieć cię widzieć, nie?
— Masz, ale to nie jest rozwiązanie. Nie łudzę się, że szybko mi wybaczysz…
— Itachi! Skończ! Ktoś musi zakończyć to szaleństwo! I najwyraźniej to muszę być ja, bo geniusz Konoha nie podołał. Skoro nie pofatygowałeś się żeby poinformować mnie o planowanym ożenku to znak, że tamta noc nic nie znaczyła. Nie brnijmy w to dalej!
— Naprawdę uważasz, że nic nie znaczyła? — zapytał ze zwodniczym spokojem, mocnej zaciskając palce na nadgarstkach Senju.
— Co mam ci do cholery powiedzieć?! Co chcesz usłyszeć, Itachi?! — wykrzyczała, w końcu nie wytrzymując tej nagonki. Doprawdy, jeszcze śmiał robić jakieś aluzję, że go ubodła tym stwierdzeniem. Bezczelność Uchihy najwyraźniej nie posiadała granic. — To, że poczułam do ciebie znacznie więcej niż bym chciała?! Czy może to, że kiedy się wreszcie pogodziłam z faktem, że jestem w tobie zakochana, ty nagle okazałeś się nieosiągalny?! Najpierw szturmem wdarłeś się do mojego serca, a później je wyrwałeś! Koniec bajki! Zadowolony?!
— Liv… — Uchiha aż zamrugał gwałtownie, niedowierzając w to co właśnie powiedziała. Patrzył jak brutalnie odtrąca jego ręce cofając się z grymasem, którego nie potrafił zidentyfikować. Owszem, widział płonący w oczach Senju gniew, ale było tam coś jeszcze. Coś na widok czego aż zakuło go w piersi.
Kunoichi odwróciła się do Itachiego plecami, zgrzytając głośno zębami. W innej sytuacji byłaby zachwycona miną jaka pojawiła się na jego twarzy po tym wyznaniu, ale dziś to nie miało znaczenia. Przestały ją cieszyć te małe zwycięstwa. Przestała grać aby wygrać.
— To chciałeś usłyszeć? Proszę, mówisz i masz — rzuciła chłodno, próbując się uspokoić. Dała się wyprowadzić z równowagi, ale może i dobrze się stało. Chciał prawdy, niech ma i robi z nią co chce.
— Zaskoczyłaś mnie…
— No cóż…. Jak widać, demony też posiadają uczucia, które można podeptać — zaśmiała się z goryczą, spoglądając na sklepienie i nerwowym ruchem przeczesując palcami grzywkę. — A teraz czas na nas. Najwyższa pora zakończyć to beznadziejne zadanie.
— Mówisz tak jakby już nie było odwrotu…
— Bo nie ma — ucięła krótko, zaciskając pięści gdy poczuła jak objął ją od tyłu dotykając nosem karku. Z trudem opanowała odruch aby się wyrwać, ale nie zrobiła tego tylko dlatego żeby nie dać Itachiemu satysfakcji. Zamierzała mu udowodnić, że już nie ma nad nią takiej władzy jak dawniej.
— Kłamiesz. Okłamujesz nie tylko mnie, ale i siebie — wyszeptał, z triumfem wyczuwając jak zadrżała kiedy dmuchnął ciepłym powietrzem na odsłoniętą skórę. Nie wątpił, że wciąż ma do niego żal o przemilczenie planów ojca, ale nie potrafiła zapanować nad uczuciami jakie w niej budził. To dobry omen, który dawał nadzieję i na którym postanowił bazować. — Jednak na ten temat porozmawiamy na spokojnie, jak już dostarczymy Młot Daikoku do Konohy.
— Nie ma o czym rozmawiać, Uchiha. Sprawa zamknięta.
— Zobaczymy — stwierdził łagodnie, niechętnie odsuwając się od Senju.

~oOo~

            Amai z ulgą zamknęła drzwi rezydencji, sprężystym krokiem pokonując drogę do bramy. Omiotła wzrokiem piękny ogród rodziny Uchiha, świadoma, że prawdopodobnie jest tu po raz ostatni. Więcej nie będzie pomagała w prowadzeniu domu pani Mikoto ani nie spotka się już na kolacji ze wszystkimi domownikami tego szanowanego klanu. Chciałaby powiedzieć, że będzie jej tego brakować, ale to nie prawda. Życie w tej rezydencji na dłuższą metę byłoby męczące i z prawdziwym zadowoleniem się z niej wyprowadzała.
W każdym razie całkowicie zamknęła ten rozdział życia i wreszcie skupi się na tym czego pragnie, a nie na tym czego oczekują inni. Wreszcie miała za sobą trudną rozmowę z Fugaku Uchihą i czuła się dumna, że pierwszy raz zawalczyła o swoje. Obwieszczenie decyzji o zerwaniu zaręczyn było trudne, ale na szczęście nie niewykonalne. Chociaż musiała przyznać, że przetrwanie miażdżącego spojrzenia ojca Itachiego podczas wyjaśniania powodów rozwiązania umowy, nie należało do najbardziej komfortowych sytuacji w jakich się znalazła. Mężczyzna nie skomentował jej słów, a jedynie wyjął z szuflady biurka jakiś dokument — domyślała się, że to ten o planie złączenia ich rodów — i podarł  na drobne strzępy. Później, odwracając się do niej plecami, wrzucił papiery do kominka oraz stwierdził, że w tym wypadku już nie może u nich mieszkać. Ta dzielnica wioski jest zarezerwowana wyłącznie dla członków klanu Uchiha. Oddychając głęboko, Amai prawie biegiem ruszyła w kierunku tarasu widokowego na kamiennych głowach Hokage.
Kiedy wreszcie tam dotarła, szybko odnalazła wzrokiem stojącą przy barierce samotną postać. Jasnowłosy mężczyzna w zamyśleniu patrzył na horyzont, całkowicie nieświadomy jej obecności. Amai z zadowoleniem odnotowała, że po bandażach oplatających mu głowę jeszcze parę dni temu, nie ma już nawet śladu. To oznaczało, że wreszcie doszedł do zdrowia.
Podczas jego leczenia spędzali długie godziny na rozmowie. Z niecierpliwością czekała na każdą zmianę opatrunków podczas której, zawsze przyjemnością słuchała jak mówił o zwierzętach jakimi się zajmował oraz jak ważna jest jego praca dla wioski.
— Hej, jak to miło, że już nie przypominasz mumii — zaśmiała się, zachodząc go od tyłu i zasłaniając mu oczy dłońmi. Czuła się taka lekka, zupełnie jakby wyprowadzka od Uchihów zdjęła z jej barków niewidoczny ciężar. Teraz będzie mogła w pełni zaangażować się w tę elektryzującą znajomość, nie bacząc na konsekwencje.
— No wiesz, to ciągłe przebieranie się było jednak zbyt czasochłonne — odparł wesoło nie wykonując żadnego ruchu żeby się uwolnić, a jedynie uniósł twarz w kierunku słońca. — Muszę wymyślić inny sposób na podryw pielęgniarek.
— Ja ci dam podryw…  — Amai momentalnie szarpnęła mężczyznę za ramię, zmuszając do odwrócenia się do niej przodem. Zmierzyła go niezadowolonym spojrzeniem zza kurtyny gęstych rzęs na co roześmiał się głośno, kręcąc z rozbawieniem głową.
— Mówił ci ktoś, że jesteś urocza? — Jasnowłosy pstryknął dziewczynę w nos, zaraz obejmując ją w pasie i ciągnąc za sobą. — Chodź, najwyższa pora dotrzymać słowa i zapoznać cię z moimi współpracownikami. Mam nadzieję, że się nie wystraszysz ani nie ogłuchniesz…
— Naprawdę? Zobaczę te wszystkie ptaki o jakich mi opowiadałeś?
— Ptaszarnia w Konoha nigdy nie stoi pusta, chodź.

~oOo~

            Liv wbiła niechętne spojrzenie w plecy Itachiego. Z jednej strony odczuwała ulgę, że wszystko z siebie wyrzuciła, a z drugiej miała sobie za złe, że dała się sprowokować. Powinna popracować nad opanowaniem, ale co dziwne zawsze w obecności Itachiego jej spokój znikał bezpowrotnie. Ile by się nie produkowała to i tak ten szarlatan wyciągał z niej najbardziej skrajne emocje. Warcząc z niezadowolenia gwałtownie wyprzedziła bruneta. Oczywiście podczas tego manewru nie zapomniała niby niechcący trącić go barkiem.
— Ooooch, a to nowość — mruknęła Liv, zatrzymując się w pół kroku i przekrzywiając głowę przyglądała się jak ściana nagle się poruszyła, zamykając im przejście oraz tworząc na przeciwległym murze nowe. — Na co żeś nadepnął, Uchiha?
— Nie ja, a ty — stwierdził spokojnie, wskazując na zapadnięty w podłodze kamień tuż obok stopy Senju.
— Skoro go widziałeś to mogłeś uprzedzić, dupku — burknęła, podchodząc do dziury. Co ciekawe, do tej pory wszystkie korytarze były oświetlone pochodniami, a ten natomiast nie. Nieprzenikniona ciemność wywołała na skórze Liv lekki dreszcz zaniepokojenia, zwłaszcza, że wyczuwała w niej jakiś ruch. Coś czaiło się w tym mroku, ale nie wiedziała co. — Tam coś jest.
— Wiem — przytaknął, zatrzymując się obok kunoichi i mrużąc powieki.
— Cholera, nie mówcie mi, że to… nietoperze!
Itachi chciał już sięgnąć po wiszącą na ścianie pochodnie, gdy poczuł mocne szarpnięcie. Nie zdążył nawet zareagować, jak już stał przed Senju tworząc żywą tarczę, a ona z twarzą wciśniętą w jego pierś, mamrotała coś o włosach. Gdy już wszyscy latający mieszkańcy tunelu opuścili lokum, unosząc brew spojrzał w niedowierzaniu na Liv. Musiał przyznać, że tego się po niej nie spodziewał.
— No, nie wierzę… jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć?
Senju całkowicie zignorowała wzrok towarzysza, ostrożnie wyglądając mu zza ramienia i sprawdzając czy już wszystkie szkodniki odleciały. Kiedy się upewniła, że niebezpieczeństwo minęło, odchrząknęła nerwowo odsuwając się od partnera i dłonią wygładziła materiał na jego ramionach.
— Nie wiem o co ci chodzi, po prostu koszula ci się pogniotła.
— Jasne, a ty nagle postanowiłaś ją na mnie wyprasować. Oczywiście. A teraz serio, Senju. Brudna woda, nietoperze… jeszcze jakieś fobie? Wolałbym wiedzieć wcześniej, zanim spanikujesz.
— To jest odruch bezwarunkowy, ty dupku! Wiesz jakie to kłopotliwe wyplątywać te małe szkarady z włosów?! Logiczne więc, że tego unikam!
— Unikasz, tworząc ze mnie żywą tarczę.
— Co zrobić, że akurat byłeś pod ręką? Przynajmniej się do czegoś przydałeś — podsumowała z prostotą, łapiąc za pochodnie i nie czekając na niego ruszyła korytarzem. Doprawdy, ten baran nic nie rozumiał. Zostało udowodnione naukowo, że pewnych sytuacjach to instynkt przejmował władzę nad rozumem. Natury nie oszukasz.

~oOo~

Liv zatrzymała się jak wryta, z niedowierzaniem wlepiając wzrok w niewysoki podest na którym stała drewniana skrzynka. Wreszcie dotarli do głównej sali, gdzie podobno przetrzymywano słynny Młot Daikoku. Pomieszczenie nie prezentowało się jakoś specjalnie imponująco, gdyby nie to co się działo na jego środku. Nie, Senju nie gapiła się na pojemnik, a na dziwny migotliwy blask jaki go otaczał. Zupełnie, jakby ktoś z sufitu wycelował w niego reflektorem, tyle, że prócz padającego światła można było dostrzec różne efekty specjalne. A to na wieko kufra padał śnieg, za chwilę deszcz, następnie porastały go młode pędy, aby w końcu rozświetlić je niczym promieniem słońca. I tak w kółko, w równych odstępach czasowych.
— Na co ci to wygląda, Uchiha?
— Cztery pory roku — stwierdził po zastanowieniu, podchodząc bliżej aby przyjrzeć się uważniej temu spektaklowi. Przykucnął tuż przy podeście, ze zmarszczonymi brwiami przeczesując wzrokiem podłogę w poszukiwaniu pieczęci. — Tylko jaki jest ich cel?
Liv stanęła przy jego boku, przekrzywiając głowę.
— To nie prezentuje się groźnie, chyba, że ktoś nie lubi zmian pogody. — Powoli przeszła dookoła nietypowego pojemnika, z trudem powstrzymując się przed wepchnięciem dłoni w to dziwne światło. — Swoją drogą, fajny bajer, nie? Nie słyszałam o takim jutsu.
Itachi z westchnieniem się wyprostował, przeczesując palcami włosy. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, a jedynie patrzył jak Senju podnosi małe kawałki tynku, które musiały się obsypać z sufitu i rzuca w skrzynie. Kiedy nic się nie wydarzyło, zacisnął usta. Nie wierzył, że taka bariera została zastosowana jedyne dla ozdoby.
— Okej, Uchiha — mruknęła Liv, opierając ręce na biodrach i odwracając się stronę partnera. — Sprawa wygląda następująco. Ktoś musi wleźć w to coś, bo jak widać na przedmioty nieożywione ta pułapka nie działa.
— To niebezpieczne… — zauważył, mrużąc groźnie powieki i skrzyżował ramiona na piersi. Miał niemal pewność, że gdy któreś z nich przekroczy barierę to coś się wydarzy. Nie wiedział co, ale z pewnością nic dobrego.
— Taka nasza praca — podsumowała Liv, stając w lekkim rozkroku i rozcierając dłonie. Jako przedstawiciel rasy demona dysponowała większą żywotnością niż Itachi, dlatego postanowiła, że to ona przetestuje to nietypowe jutsu. Co jak co, ale nie tak łatwo było ją zabić. Zamierzała właśnie skoczyć, gdy poczuła silne szarpnięcie za kołnierz na co zawarczała pod nosem. — Co ty wyprawiasz?!
— Ja to zrobię.
— Chciałabym ci przypomnieć, że z naszej dwójki to ja szybciej się regeneruję — wymamrotała, oglądając się przez ramię i racząc towarzysza morderczym spojrzeniem.
— A ja chciałbym ci przypomnieć, że szastasz nie tylko swoim życiem, ale również Chikage — syknął z chłodem, mocniej zaciskając palce na materiale jej koszulki. — Poza tym zdaję się, że w razie czego twoja krew mnie poskleja, czyż nie tak?
— Zaraz… chwila… — Całkowicie zignorowała drugą część wypowiedzi Uchihy, zupełnie jakby do niej nie dotarła. Ważniejszy był pierwszy człon, bo on świadczył o tym, że tylko ona żyła w nieświadomości dokonań Chikage. — Skąd wiesz o więzi? — wyszeptała w niemym szoku, błyskawicznie wyrywając się i odwracając przodem do bruneta. — Wtedy nad jeziorem… ty, wiedziałeś co zamierzał Kazama i mu nie przeszkodziłeś?! Jak mogłeś do tego dopuścić?!
— Spokojnie, Senju — prychnął patrząc na nią z góry. Przez parę sekund milczał, analizując czy jest sens wdawać się w wyjaśnienia, aż w końcu podjął jedyną słuszną decyzję. — Dla twojej informacji, Kazama nie podzielił się wiedzą, co dokładnie znaczy odprawiany rytuał, ale to nie powinno być dla ciebie zaskoczeniem, prawda?
— W takim razie skąd…?
— Mam swoje źródła — uciął, odsuwając kunoichi na bok oraz podchodząc do podestu. W ogóle nie zwrócił uwagi na nietypową dla Senju ciszę, ale zrzucił ją na karb zaskoczenia wiedzą jaką dysponował. — A teraz skoro zaspokoiłem twoje wścibstwo…
— Wiesz, Uchiha… zawsze byłam od ciebie szybsza.
Słysząc tę wzmiankę Liv, Itachi poczuł jak włosy jeżą mu się na głowie i w sekundzie odwrócił się w jej stronę. Doskonale wiedział co zobaczy, ale żywił szczerą nadzieję, że jednak tego nie zrobiła. Że chociaż raz postąpiła rozsądnie, przyjmując do wiadomości przedstawione argumenty. Niestety. Senju stała już za barierą uśmiechając się drwiąco, a kiedy mrugnął rozległ się ogłuszający grzmot po którym wszystko pogrążyło się w ciemności.

~oOo~

            Kazama rozparł się wygodniej na zajmowanej ławce, śledząc spod rzęs idącą w jego stronę kobietę. Stąpała z niezwykłą gracją, niecierpliwym ruchem odgarniając z twarzy długie, falujące blond włosy szarpane przez delikatny wiatr. Mógł przewidzieć, że prędzej czy później pojawi się w Konoha. W końcu zawsze podążała za nim niczym cień.
            — Witaj, Kaoru — odezwał się ze znudzeniem, zaraz odrywając od niej wzrok i obserwując jak z ptaszarni Konoha wylatuje kilka jastrzębi.
            — Dlaczego nie wróciłeś do domu?
            — A dlaczego powinienem?
            — Bo wszyscy na ciebie czekali?
            — Wszyscy… masz na myśli siebie? — Zerknął na Kaoru kątem oka, szybko dostrzegając krwisty rumieniec wypływający na jej policzki. Tak łatwo było ją rozszyfrować. — Jak widać, niepotrzebnie marnowałaś czas — zauważył logicznie, podnosząc się do pionu i poprawiając yukatę.
            — Jesteś liderem… nie powinieneś przebywać z dala od swoich — warknęła, zachodząc Kazamie drogę. Przez chwilę przygryzała usta w zastanowieniu, po czym wypaliła: — Jeżeli robisz to aby dopilnować bezpieczeństwa Senju, to zabierz ją do nas. Tak będzie łatwiej.
            — Naprawdę uważasz, że troszczę się o Liv w obawie o własne życie? — Aż parsknął z rozbawieniem, kiedy uświadomił sobie jak Kaoru wytłumaczyła jego obecność w wiosce. Mimowolnie spojrzał w oczy kobiety, dumając ile musiała ją kosztować taka propozycja. Przecież nienawidziła Senju. — Hm… gdyby rzeczywiście tak było to raczej nie puściłbym jej na misję.
            — Jest w terenie?!
            — Owszem — przytaknął, beznamiętnym wzrokiem lustrując przerażoną twarz Kaoru. Jednak ten grymas nie utrzymywał się zbyt długo, bo parę sekund później zastąpił go prowokacyjny uśmiech.
            — Po lekkim drganiu twojej szczęki wnioskuję, że wykonuje zadanie z Uchihą — wyszeptała przymykając powieki, podczas gdy nonszalanckim ruchem wygładzała szatę na ramionach Chikage. — Niedobrze, zwłaszcza zważywszy na okoliczności.
            — Coś sugerujesz?
            — Narzeczona stała się byłą narzeczoną, a Uchiha ponownie jest wolny. To nie rokuje dobrze dla ciebie — zacmokała z udawanym współczuciem.
            — Zdradzę ci pewną tajemnicę, która wpływa na mnie uspokajająco — wymruczał, nachylając się nad zdumioną kobietą tak, że dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. — To ja obudziłem się rano u boku Liv, nie Uchiha.
            

20 komentarzy:

  1. Ja tu wrócę !!! (może to mnie w końcu zmotywuje do napisania tych zaległych komentarzy ) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FFFFUUUUCCCCKKKK ZEŻARŁO MI TAKI DŁUGI KOMENTARZ !!!! ZABIJAĆ !!!!
      Witaj albo Hello... It's me... How are you??? jak to się zaczynało w pierwowzorze który oczywiście musiał pójść się *** !!!! Od teraz wszystkie moje komentarze piszę w wordzie!!! ( seria bluzgów skasowana przez autokorektę, żebym nie wyszła na niekulturalną :P ) blogger !!!
      Hejter przybywa po dość długiej nieobecności, na swoją obronę mam fakt, że klasa maturalna jest do bani, prawo jazdy robi się długo, a biol-chem to dość trudny profil. Za to już jako kierowca (kryjcie się wszyscy Ania jeździ po drogach :P ) z nowym komputerem ( dziadek komputer umierał długo i boleśnie, ale po żałobie trzeba było znaleźć zastępcę dlatego mój już dorosły laptop został oddany na miejsce dziadka, a ja mam w końcu nowy z cudną klawiaturą <3 ) wściekła jak nie wiadomo zaczynam o rozdziale a nie o pierdołach.
      Próbowałam napisać moje wrażenia w trakcie czytania rozdziału ale blogger zepsuł więc dostaniesz tylko kawałek który przypadkowo udało mi się odratować.
      < "Co tam walący się na głowę strop, przecież Itachiego Uchihy nic nie jest w stanie zaskoczyć." - święte słowa, w końcu to Itachi, prawda. W tej historii to ty Liv przeważnie obrywasz, na co mogłabyś narzekać, ale czemu miauczysz kiedy ratuje cię ktoś taki jak Itaś. Ok rozumiem, jesteś silną i niezależną kobietą ale hello to Itacki, skoro oferuje pomoc to dlaczego nie skorzystać to w końcu on się pomęczy a nie ty :P pamiętaj "Cały sens życia zawiera się w tym, aby znaleźć sposób na zmuszenie kogoś, żeby wykonał twoją robotę." (Brandon Sanderson "Z mgły zrodzony") dlatego nie narzekaj jak okazja pojawia się sama :D
      Cała ta rozmowa pomiędzy Itackim a Liv awww... cud, miód i orzeszki, stwierdzam że takie rzeczory wychodzą ci coraz lepiej :D zaczynam się bać co będzie jak dopracujesz pisanie takich scen do mistrzostwa :P
      Yuppie Amai Brawo kobieto !!! Potrafiłaś zrobić coś czego obawiał się nawet geniusz Konochy :P W tym wypadku Itacki jest tchórzem :D choć jemu jako dziedzicowi pewnie bardziej by się oberwało, ale i tak będę się trzymać tego, że jest tchórzem który nie potrafił przeprosić na kolanach z czekoladkami i nie oberwał za to w twarz.
      Chwila wróć, Liv mu wszystko wytknęła ale plaskacza nie było. Smutecek :( Ale spróbuje być dzielna i jakoś to przetrwać :P
      Wracając do Amai, kobieto z kim ty się spotykasz? Odpowiedź mumia ,z całym moim zamiłowaniem do kultury Egipskiej, mnie nie satysfakcjonuje. Kurde, nie przypominam sobie kto miał jasne włosy w tym opowiadaniu. Wspominałam już kiedyś, że mam beznadziejną pamięć do imion, postaci itp. Jak jest ich więcej niż 5-7 to zaczynam się gubić ( epickie było jak mój nauczyciel od polskiego zapytał mnie o postać Zenona Ziembiewicza z "Granicy", ja tam odpowiadam i na samym końcu zerkam na koleżankę i dopytuję się :"To Justyna była tą nienormalną która oblała go kwasem ?" a mój nauczyciel na to :"No tak, w końcu tyle tam było tych kobiet, że można się pogubić" :D ) więc, kim ty jesteś człowieku ? Chyba, że jeszcze cię nie znam? A jak znam to wybacz nie pamiętam :P >
      CDN bo blogger narzeka, że za dużo :P

      Usuń
    2. Zaczynając rozkminy od nowa, oczywiście od połowy bo to ja :P
      Scenka z płytką naciskową też była genialna :D Liv patrzy się pod nogi, a jak już tego nie robisz to przynajmniej zadaj pytanie „Co się dzieje?” a nie „Co żeś zrobił?” ale spoko ty się wybronić potrafisz :P
      Ach Itachi jako żywa tarcza :D awww… :P przez całą ta sytuację wyobrażałam sobie, że Itachi ma na twarzy wyraz takiego zdziwienia w stylu, „Da Fuck co się właśnie stało ?” :D Za nią pozdrowienia z podłogi :P
      Od razu po tym jak przeczytałam o tym świetle, to włączył mi się tryb „DAJ DAJ DAJ” ja chcę lampkę z czymś takim i pilota do tego. Wiem, że zabrzmi to głupio ale można by to było wykorzystać jako narzędzie do tortur. Nie pytaj jakich, jakbym zobaczyła to w pełnej okazałości to pewnie znalazłabym sposób aby to wykorzystać i to najlepiej na pewnych osóbkach < uśmiecha się szatańsko > :D buahahaha… nie martw się nie mam na myśli ciebie :P
      Nie wyłapałam, czy ta skrzynka była przytwierdzona do piedestału ( to słowo zawsze będzie mi się kojarzyć z Mlotki pederastiałem :D ) bo jeśli nie to miałam w głowie taką scenkę, że Liv popycha tą skrzynkę kijem a Itacz kuca żeby ją złapać :D tak wiem, ja :P
      Itachi głąbie, matole oraz X innych przezwisk, czy ty nie potrafisz ogarnąć najprostszej rzeczy, że nie możesz tracić Senju z oczu w otoczeniu niebezpiecznych przedmiotów. Idioto, przecież to jest oczywiste, jak fakt, że Mloteczka jest trollem (https://www.youtube.com/watch?v=ghvjpadqTYg ), że Liv coś wysadzi/zniszczy/aktywuje ( niepotrzebne skreślić ) wiec jak ty ją pilnujesz ? Ja się pytam ? JAK ?!?
      Liv no oczywiście, że musiałaś tam wsadzić łapę, no musiałaś, a kijem tego tknąć nie można? Więcej instynktu samozachowawczego i nie dla Kazamy tylko dla siebie, bo kto wtedy będzie podnosił ciśnienie Itasiowi. No kto ?
      Wystarczyło, że przeczytałam Kazama a potem Karou ( moja wersja jej imienia :P ) i już było takie : Nieee…., albo raczej dźwięk który to obrazuje ale nie potrafię tego odtworzyć na klawiaturze.
      KAZAMA !!! Nie pamiętam jak działało połączenie pomiędzy tobą a Liv jeśli to ty zginiesz, ale nawet jeśli ona by umarła to ją wskrzesimy, a dla ciebie mój drogi szykują się porządne tortury. Jakim prawem wbijasz się z buciorami albo właściwie jakimiś ostrzyżonymi aluzjami?!? Pytam się jakim ?!!! Weź sobie Karou, zrób jej operację plastyczną i zahipnotyzuj tak, żeby działała tak jak Liv i IDŹ W CHOLERĘ !!! Psujesz mi całą moja wizję w której pomagam dobrać Liv i Itachiemu zaproszenia na ICH wesele. Więc wypad mi stąd!!!
      Dobra, moja wściekłość za skasowany komentarz odbiła się trochę na Kazamie, ale zasłużył :P Więc już jako nieco spokojniejsza osóbka, stwierdzam, że standardowo był to epicki rozdział, oczywiście, że chcę więcej, dziękuję, że zapytałaś :P pozdrawiam ciebię i Wenona, dla którego udało mi się zgarnąć trochę ciasteczek imbirowych. Postaram się nie znikać na tak długi okres czasu, ale niczego nie obiecuję, w końcu klasa maturalna :) Mam nadzieję, że mój komentarz trzymał się granic głupoty, choć mówią, że ona nie zna granic :P
      Pozdrawiam, Hejter :*
      PS. Na narzekania bloggera odpowiadam: 1 032 słowa (6 138 znaków ) to wcale nie jest tak dużo :P

      Usuń
    3. Och... witaj, witaj. Z nowym laptopem na koncie i prawem jazdy. No, no... pozmieniało się widzę.
      Twój cytat chyba zostanie moim życiowym mottem. Jest tak cudowny, że aż go przygarniam do serca.
      Relacje Itachi Liv jak mówisz są na poziomie... bardzo mnie to cieszy <3. W końcu o to chodzi by się kleiły, a skoro tak jest to trza się radować:"3.
      Co do tajemniczego pana X, oblubieńca Amai... naprawdę chcecie poznać szeregowca ninja? Nie lepiej żeby został panem tajemniczym?^^
      Wspomnienie nauczyciela, mnie rozwaliło. Jakiś wyluzowany człek :"D. Dobrze, bo taki nieźle wpaja wiedzę. Ja takiego miałam od przysposobienia obronnego. Wciąż żywię sentyment... i nie tylko dlatego, że zabrał nas na strzelnice XD.
      Huehuehue... widzę, że zapędy sadystyczne masz we krwi. Dobrze, pod warunkiem, że nie dotyczą one mnie. Innych se tam terroryzuj... z moim błogosławieństwem XD.
      Hej, ta scena jest niezła... aż ją przemyślę.
      Zaproszenia na ślub zrobiły mi dzień. Naprawdę XDDDDD siedziałam i płakałam ze śmiechu :"D.
      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz, ciastka przygania żarłok wenon i życzę powodzenia z nauce. Co by nie mieli na kim kręcić tych filmików MaturaToBzdura XD. Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  2. No nie, tylko nie z Kazamą, miała się dogadać z Itachim :-( Zostałam totalnie zaskoczona i to nie w pozytywny sposób... Nie wiem jak to skomentować... Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i mam nadzieję, że Kazama chciał tylko zdenerwować Kaoru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie przypuszczałam, że wywołam niemy szok u większości z Was <3. Dobrze, trochę emocji się przyda przy czytaniu, nie? Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :"3.

      Usuń
  3. To był jeden z najpiękniejszych rozpoczęć weekendu w moim życiu~! ♥ Głównie za sprawą tego, że blogger przestał mnie nienawidzić i w końcu zaczął wyświetlać informacje o nowych postach C:
    Na początek pozwolę sobie jednak do czegoś się przyczepić (bo dawno tego nie robiłam, a poza tym uwag, jak zwykle zresztą, mam mniej niż pochwał). Niemniej nie zarzucam ci raczej nic osobiście, a bardziej czepiam się bety. Jak już kiedyś pisałam, dużo bardziej wolę twoje niebetowane teksty, bo... jest w nich mniej błędów? Serio xD Jeśli beta miała poprawiać literówki i przecinki, to bez urazy, ale słabo jej to wyszło :( Brakuje całego stada przecinków, kilka razy brakowało mi przyimka czy ogonków, przez co znów wyszła liczba mnoga zamiast pojedynczej, osoba trzecia zamiast pierwszej, zdarzały się powtórzenia etc. ... Ja wiem, że znaleźć dobrą betę to cud i każdy jest tylko człowiekiem, i ma prawo robić błędy, no ale jednak beta ma je eliminować! Więc jakim cudem w twoich niebetowanych tekstach jest ich mniej? O.o (przynajmniej w moim odczuciu)
    Koniec "czepialskiej" części xp
    Zdziwiła mnie reakcja Senju, kiedy wyznała tak otwarcie swoje uczucia Itachiemu. Chociaż cóż... taki chyba lepszy obrót wydarzeń niżby inny, który miałby zakładać, że to Uchiha miałby się porwać na miłosne wyznania xD Tego to już w ogóle nie mogę sobie wyobrazić xp Wygląda na to, że ta misja z Itachim naprawdę wyprowadziła ją z równowagi, bo stała się nieuważna i łatwo dawała się sprowokować. Znaczy... ja rozumiem, że w tym momencie zaczynają się już mozolne i usilne starania doprowadzenia do "happy endu", ale... ale co ja zrobię, że przez kilka ostatnich odcinków przeszłam do teamu Kazamy? ;_; Przez cały ten rozdział miałam ochotę powiedzieć coś w stylu: "Panie Uchiha, panu już podziękujemy. Miał pan już swoją szansę, ale ją pan spartolił. I arrivederci Roma!" xD
    Najbardziej chyba podobał mi się ostatni wers tej części ^^ Moja wyobraźnia została pobudzona - czy słusznie? xD Mam nadzieję, że rozwiniesz ten wątek w następnym rozdziale, żebym mogła się trochę nacieszyć postacią Chikage ♥ W końcu poświęcił się dla niej, uratował jej życie, a teraz nawet może je stracić z jej powodu; no i trudno też nie zauważyć, że obdarzył ją bezsprzecznie głębszym, ale za to pozytywnym uczuciem - bo w końcu takich rzeczy nie robi się dla pierwszego lepszego człowieka/demona, nie? xD Jakoś przemówiło do mnie to, że Kazama zawsze był pozytywnym bohaterem. Oczywiście on też prowadził różne utarczki z Liv, ale dzięki temu ich znajomość nie była nudna i charakteryzowała się swoim specyficznym urokiem, podczas gdy Itaś był w opozycji do Seju, a jak już zaczęło się wszystko ładnie, pięknie układać to, to owe wszystko spartolił :C "Wiem, że ją skrzywdziłem, ale pozwolę jej cierpieć, bo jam jest twardogłowy Uchiha" - skrótowe myślenie Itachiego xD
    Nie mogę doczekać się już następnego rozdziału! Mam nadzieję, że dodasz go niebawem~! ♥
    Weny, weny, weny, weny i jeszcze raz weny~!
    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww... aż się zarumieniłam <3.
      Wnioski po czepialskiej części... Beta, beta... musi się jeszcze dużo nauczyć, ale jest na dobrej drodze^^.
      Nooo... jakby Uchiha miał wyznać, że kocha to chyba musiałby być koniec świata. I to na sekundę przed śmiercią. Niezbyt wylewny człek, ale za to ma tyle fanów. Przeklęci użytkownicy Sharingana... z nimi nigdy nie jest łatwo.
      Ej... jakie do happy endu... ja tu jeszcze masakrę szykuję, coś na poziomie tej z piłą mechaniczną XD. nie spodziewaj się cukierasków^^. Takie rzeczy to nie u mnie.
      Taaaaak! Stwórzmy fanklub Kazamy! Ja jestem za! Ten demon jest niedoceniany... ;-;.
      Pięknie ujęłaś myślenie Itachiego. Ja bym lepiej tego nie zrobiła, a oddaje sedno sprawy. Senju mogła go troszkę podtopić w tym syfie co był w korytarzu. Tak w ramach kuracji w wyzwalaniu emocji^^.
      Mam nadzieję, że tym nowym wpisem Cię nie zawiodę. tak po cichu powiem Ci, że mam go już całkiem dużo. Czekaj cierpliwie <3.
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam cieplutko i życzę co by nam troszkę śniegu sypnęło na te święta.

      Usuń
  4. O jejciu *,*
    Ciekawe jak Itachi zareaguje, gdy się dowie o nocy Liv i Kazamy. Nie mogę się doczekać :D
    Ich znajomość w końcu zmierza w jakimś (w miare) określonym kierunku i to mi się podoba... Ale znając Ciebie znowu to tylko cisza przed burzą.
    Komentarz krótki, bo się śpiesze :3
    Czekam na kolejną notke i ślę dużo weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy się dowie XD.
      Określone kierunki są przereklamowane, ja Ci to mówię. Ma być krew, pot i łzy! To jest dopiero coś :"D.
      Dziękuję za pamięć, wenę i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  5. Ja jebie..
    Serio..
    Chce Itasia z Liv a nie ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sądze, zaskoczenie przez Ciebie przemawia XD.

      Usuń
  6. nie mam za dużo czasu wiec powiem krótko:
    dialogi ItaLiv powinny być dłuższe!!!!! i powinno ich być więcej!! I niech mowi mu po imieniu, to takie słodkieeee :D
    działanie Itasia na Liv masakruje wszystko haha Liv jest bezbronna jak mała dziewczynka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Judah... przecież wszystko obraca się wokół nich, więc jak śmiesz mi tu marudzić?! Ale no dobra, nie krzykam bo toż to cud, że napisałeś komentarz bo ostatnio jedno zdanie machasz, albo udzielasz się na czacie. Nie będę Cię płoszyć^^.
      Liv ma nazywać Uchihę, Itachi... hm... ciężko to przechodzi przez gardło XD.
      No powiem, że Uchiha jakoś wyjątkowo wyprowadza naszą Senju z rytmu. Musi się dziewczyna ogarnąć XD

      Usuń
  7. Cześć! :3
    Nadrobiłam wszystko, jestem na bieżąco i jak zawsze - przepełnia mnie zachwyt. Cholera, jak ja uwielbiam to opowiadanie i Twój styl pisania, mam nadzieję, że będziesz to ciagnąc jeszcze dłuuugo :c
    WCIĄŻ CZUĆ TĄ CHEMIĘ MIĘDZY LIV A ITACHIM! W sumie nie mam pojęcia jak to dalej rozplanowałaś, bo jednak nasz Uchiha zranił Senju i sama się do tego nawet przyznała (to było takie smutne, serio, musi być naprawdę źle skoro Liv zaczęła mówić o swoich uczuciach). No i mamy Kazamę, ktorego lubię coraz bardziej! I już sama nie wiem, no sama nie wiem aaaaa, mieszasz mi w głowie!!! Podoba mi się mega jego osobowość, naprawdę ekstra go wykreowałaś, ale z drugiej strony Itachi to Itachi...
    Dodaj coś przed świętami, musisz mi urozmaicić ten czas oczekiwania na upragnione wolne.
    Weny, czasu na pisanie i ogólnie buziaki! :3 :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww... tak, słódź mi jeszcze! Uwielbiam komplementy. Ja i mój Wenon żeby nie beło :"D.
      Chemia jest i ma się nieźle, chociaż mogłoby być lepiej gdyby panicz Uchiha nie zjebał sprawy, no ale... geniusz widocznie jest aż TAK genialny w sprawach uczuciowych.
      Kazama... mój cudowny twór, kradnący opowiadanie XD. No co poradzisz, jego nie da się nie kochać.
      Ciężko się nie zgodzić, że Uchiha mają w sobie to coś, że mogą rywalizować z najlepszymi, nawet moim biednym Chikage. No, ale chłop (demon) nie jest w ciemię bity, więc coś wymyśli^^.
      Prośbę zanotowałam i oddałam do weryfikacji Wenonowi. Coś tam mruczy, ale kto go tam zrozumie :"D.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  8. jak zawsze super odcinek! coraz bardziej mi sie podoba ta rywalizacja Kazamy i Uchichy o Liv. Aż czasem sie zastanawiam komu powinnam kibicować (no ale Itachi to jednak Itachi). Musisz częściej dodawać rozdziały bo my naprawde umieramy z ciekawości co będzie dalej! Szczególnie gdy kończysz odcinek tak jak tu jakimś wybuchem i od razu w głowie pojawia sie milion scenariuszy tego co może być dalej! :)
    Pozdrawiam i czekam na następny!(oby przed świętami!!!) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że udało się zadowolić tym wpisem. Była przy nim ciężka rozkmina, ale jakoś się udało.
      Ach, rywalizacja o bezbronną niewiastę zawsze jest emocjonująca! No dobra, nie taką bezbronną, ale niewiastę, nie? Kto by się czepiał szczegółów.
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam cieplutko i życzę cierpliwości w oczekiwaniu na wpis^^> buziaki

      Usuń
  9. Z góry przepraszam jeśli komentarz wyjdzie trochę nieskładny.
    Rozmówki pomiędzy Liv a Uchihą są totalne urocze. Niby tryskają jadem na wszystkie strony, ale się autentycznie troszczą o partnera. W ogóle Senju naprawdę musiała być przybita skoro mu palnęła gadkę o zakochiwaniu się. Chociaż nadal się dziwię, że mu nie urwała łba. Jednocześnie co ten Uchiha taki zdziwiony? Chyba właśnie to chciał usłyszeć, prawda? Powinien skakać z radości.
    Przy scenie z nietoperzami padłam. Wyobraziłam sobie ogłupiałą minę Itahiego, który tak sobie stoi osłaniając Liv przed chmarą krwiożerczych, wyrywoczowłoso-gacków. Fajna fobia i całkiem przyjemny pretekst żeby wpaść w ramiona ukochane... ehemm.... Uchihy. Wcale jej się zresztą nie dziwię, nietoperz we włosach równa się prawdziwy koszmar i trauma na resztę życia a żywa tarcza to całkiem pożyteczny sposób zastosowania dla faceta.
    Jestem ciekawa jakież to straszne pułapki czekają bohaterów po drugiej stronie bariery którą Liv tak beztrosko postanowiła przeskoczyć. Może następne nietoperze giganty tym razem z kłami typu Dracula? Albo okaże się, że wszystko poza barierą ulegnie zniszczeniu? Mam takie przeczucie, iż co najmniej jedno, Seju albo Uchiha, poważnie oberwie i kogoś będzie trzeba ratować.
    Więź z Kazamą to jest pewien problem. Naprawdę się demon poświęcił i to w taki sposób, że nie można tego zwyczajnie zignorować, powiedzieć: "hej, idź sobie znaleźć inną pannę, ja kocham kogo innego. To pa, szczęścia życzę". Shisui miał rację (a właśnie, gdzie wcięło shisuia? Jakoś go ostatnio ani widu ani słychu?) Chikage to geniusz, zaplanował sobie wszystko i czeka aż dziewczyna się połapie kto jest najlepszą partią. Aczkolwiek strategia dość ryzykowna, bo jeśli Liv postanowi wybrać Itahiego to będzie miał kompletnie przechlapane. Ej no, co to było o budzeniu się razem? Ja sobie nie przypominam żeby jakieś...hm, tete a tete miało miejsce, wgapianie się w gwiazdy owszem, ale na pewno nic stricta bardziej namiętnego. Coś przeoczyłam?
    Okej, teraz najlepszy kąsek. Specjalnie zostawiłam na koniec.
    Uwaga, uwaga!!! Oto nadchodzi najbardziej poszukiwany amant wszechczasów!!! Tylko kimże jest ów tajemniczy ukochany panny Amai? Wiemy tyle: koleś ma jasne włosy, pracuje w ptaszarni, w Konoha i jeszcze niedawno leżał w szpitalu. Niezbyt wiele, ale wystarczająco żeby rozbudzić wyobraźnię. Problem tylko, że nie kojarzę żadnego bohatera który spełniałby warunki. Naruto odpada, jest blondynem, ale on to raczej żaby niż ptaszyska. Że tonie Kazama zostało już potwierdzone. Czyli kto zostaje...?
    Argh!!! Nie wiem,no nie wiem i ciekawość mnie zżera. Bardzo bym chciała poznać tożsamość tego Don Juana.
    Czyli tak odnośnie kwestii bardziej ogólnych stanowczo nalegam byś jak najszybciej zabrała się do pisania kolejnego rozdziału. Na wyjaśnienie czeka wiele tajemnic. Cóż, proszę nie trzymaj mnie w niepewności! To tyle.
    Powodzenia i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieskładne komentarze są fajne^^. Nie krępuj się <3.
      Wiesz, bez odżywczej dawki jadu ich życie straciłoby sens XD. I no cóż, pod odpowiednim naciskiem często walimy z grubej rury. Tak oto było z Liv.
      Awww... doceniasz pomysły Liv! Doskonale. Bo po co innego jest facet jak nie do tego aby nas osłonić przed niebezpieczeństwem?
      Kazama, Liv i więzi to poważny temat. Co z tego wyniknie chyba nikt nie wie. Ale ale, co by tu nie mówić, Chikage zadbał aby Senju miała świadomość kto ile jest wart. Nie zazdroszczę jej.
      A co do budzenia się razem... ekhem... no co? Różne rzeczy się mogą zdarzyć pod wpływem odpowiednich emocji^^.
      Amant Amai jest chyba najbardziej poszukiwaną postacią Konohy... jeszcze trochę a zostanie celebrytą XD. Kto wie, może kiedyś oświecę Was wiedza, kto, co i jak :"D.
      Dziękuję za te n długi oraz jakże sycący komentarz, wenę przygarniam i pozdrawiam <3. Postaram się wrzucić wpis jak najszybciej.

      Usuń