No więc, radujcie się wszyscy! Nowy wpis mam dla
Was! Z okazji świąt tyle dobrego przynoszę, a co! Trochę Was porozpieszczam za
to, ze wciąż czytacie mojego bloga^^. Mogę, nie?
Chciałabym Wam życzyć dużo szczęścia, ciepła oraz
rodzinnej atmosfery w ten świąteczny czas. Co by się spełniło wszystko o czym
marzycie, no i może trochę też śniegu. Co to za zimna bez nawet odrobiny puchu.
Ja to nie wiem…
Nie
przedłużając zapraszam do czytania :”D. Ja czekam na mój prezent od Was w
postaci komentarzy <3.
Niebetowane, paczyć na miny słowne XD.
— Itachi…
Itachi… co jest? Uchiha! Uchiha, no!... Ocknij się, do cholery!
Słysząc
natarczywy głos tuż nad głową oraz lekkie szarpanie za ramię, skrzywił się
mocno. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał zanim urwał mu się film było jak Senju
wbrew wszelkiej logice wskoczyła na podest. Uświadamiając sobie ten fakt,
gwałtownie otworzył powieki mrugając intensywnie. Momentalnie oprzytomniał,
posyłając mordercze spojrzenie towarzyszce.
— Senju, jeszcze
jeden taki numer… — wymamrotał przez zęby, podnosząc się do siadu i rozcierając
tył głowy. Widocznie przy upadku musiał się uderzyć i to solidnie, bo bolało
jak diabli.
— Tak, tak… —
westchnęła Liv ze znużeniem przewracając oczami, zaraz jednak spoważniała. —
Mamy teraz większy problem.
— Który zapewne
wyniknął tylko i wyłącznie przez twoją głupotę — wytknął z rozdrażnieniem,
rozglądając po pomieszczeniu. Ku swojemu zdumieniu, odnotował, że wygląda na
nienaruszone. Żadnych zniszczeń. W zasadzie gdyby nie to, że znikło to dziwne
światło otaczające kufer to pomyślałby, że nic się nie wydarzyło. W takim razie
czym oberwał?
— Wypraszam
sobie, Uchiha — prychnęła z konsternacją Senju, wstając z klęczek i z
roztargnieniem przeczesując włosy. — Ktoś nas ubiegł, bo skrzynia była pusta.
No, nie licząc tego.
Itachi bez słowa
odebrał od Liv niewielką kartkę, dopiero teraz dostrzegając w jakim stanie jest
kunoichi. Z rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew, tak samo jak z
zadrapanych dłoni, które co trochę otwierała i zaciskała jakby chciała
rozciągnąć obolałe mięśnie.
Nie
zastanawiając się długo, mgnieniu oka chwycił partnerkę za nadgarstek, uważnie
oglądając rany.
— Nie mówisz
wszystkiego… — zauważył z chłodem, sięgając za pazuchę po saszetkę z płynem
dezynfekującym. Zębami oderwał róg, a następnie polał po rękach Liv na co
zareagowała drobnym wzdrygnięciem.
— Po co
wspominać o czymś, co raczej widać — westchnęła, nawet się nie wyrywając kiedy
ujął ją za podbródek, skupiając na rozciętej brwi. — Pobłyskało, poszumiało,
trochę pogrzmiało i się skończyło. Ogółem, jutsu pogodowe, które pozwala odczuć
skutki burzy na skórze nieszczęśnika. Nie polecam.
— Domyślam się.
— Gdy skończył zabiegi odkażające odsunął się, szybko przelatując wzrokiem
tekst na kartce. Widniało na nim tajemnicze zaproszenie do Krainy Śniegu, a
dokładniej tawerny o nazwie Bingo. Ktokolwiek zabrał Młot, zrobił to nie bez
powodów. Musiał wiedzieć, że Konoha ma na niego chrapkę. Jednak największe
zdumienie na twarzy Itachiego wywołał napis na dole: „ Do rychłego zobaczenia,
potomkowie klanów Madary i Hashiramy”. Nieznajomy, albo nieznajomi — Itachi nie
wykluczał udziału jakiejś zorganizowanej grupy — dysponowali nawet takimi
informacjami.
— Po twojej
minie wnioskuję, że dotarłeś do końca — mruknęła Liv, przenosząc spojrzenie na
coś za plecami bruneta. Przez parę minut wgapiała się w to coś, aż w końcu
zmarszczyła nos w niezadowoleniu. — Jednak, to nie koniec atrakcji. Mamy
towarzystwo.
— Towarzystwo? —
powtórzył jak echo, dopiero teraz zauważając gdzie patrzy Senju i obejrzał się
przez ramię. Powoli omiótł wzrokiem stojącą za nim kobietę, z konsternacją
zauważając, że jest naga. No prawie, jeśli nie liczyć grubego skórzanego pasa
przewieszonego przez biodra z zahaczonymi o niego kilkoma błyszczącymi
kluczami. Formę prowizorycznej osłony pełniły również długie, ciemnie włosy
nieznajomej sięgające do kolan, spływające gładko po ramionach, zasłaniające
drobny biust.
Chociaż
przejawiał poważne wątpliwości czy rzeczywiście mają do czynienia z
człowiekiem. Bardziej przypominała błękitnookiego elfa, wyrwanego wprost z kart
jakiejś starej baśni. Świadczyły o tym spiczaste uszy oraz lekko skośne oczy, a
przede wszystkim niezwykła uroda. Porcelanowa cera, uwidaczniała czerwień ust
oraz podkreślała ich idealne wykrojenie. Całość prezentowała się tak
eterycznie, że nie można było oderwać od niej spojrzenia.
— Nie gap się
tak, zboczeńcu — prychnęła Liv, uderzając partnera w potylicę i kręcąc z
niedowierzaniem głową.
— Zazdrosna?
— O co niby? O
ducha? — parsknęła z rozbawieniem, spoglądając na Itachiego spod oka. Z
politowaniem patrzyła jak marszczy w niezrozumieniu brwi, aby chwilę później
ponownie przenieś wzrok na kobietę. Dopiero wtedy musiał zauważyć, że ich
niespodziewany gość unosi się odrobinę nad ziemią, a cała jego sylwetka jest
jakby rozmazana.
— Hm… Ta misja
robi się coraz bardziej intrygująca…
— Tylko ty
mogłeś dojść do takiego wniosku, Uchiha.
— I co? Tak tkwi
w bezruchu odkąd się pojawiła?
— Mniej więcej —
przytaknęła Liv, wzruszając obojętnie ramionami. Nagle aż zamrugała w niedowierzaniu,
gdy tajemniczy gość ruszył się i podpłynął do bruneta. Senju nie umiała znaleźć
lepszego określania dla poruszania się nieznajomej, ale to w pełni oddawało to
co widziała. W każdym razie, duch przez parę chwil wpatrywał się w Uchihę, a
następnie na jego wargi wypłynął pełen przewrotności uśmiech, kiedy uniósł dłoń
i dotknął twarzy bruneta.
— Witaj,
wojowniku — wyszeptała zjawa elektryzującym głosem, powoli gładząc opuszkami
palców kości policzkowe Itachiego. Na ten gest mężczyzna tylko uniósł pytająco
brew, śledząc poczynania nieznajomej.
— Czego chcesz?
— Z ust Uchihy padło krótkie i rzeczowe pytanie, po którym odsunął się poza
zasięg nachalnych rąk. To beznamiętne podeście było tak charakterystyczne dla
tego klanu, że tylko po tym można by dojść kim są przodkowie Itachiego.
— Zależy ile
jesteś mi w stanie ofiarować.
— He? — Senju aż
otworzyła usta, niedowierzając w to co słyszy. Czy jej się wydawało, czy to
widmo flirtowało z Itachim? Naprawdę?! Nawet trupy miały na niego ochotę? Po
chwili zachichotała wrednie na widok nietęgiej miny towarzysza, gdy i on
zrozumiał cel rozmowy. No cóż, nie wydawał się zachwycony. — No, no… Uchiha.
Jestem pod wrażeniem twojego seksapilu.
— Jeszcze słowo
— zagroził, mrużąc powieki oraz odwracając się do rechotającej już otwarcie
Liv.
— Ależ nie
denerwuj się — wymamrotała z trudem, ocierając łzy rozbawienia z kącików oczu.
— Takie rzeczy mogą się przydarzyć tylko komuś od ciebie z klanu. Czuj się
wyjątkowy, w końcu nie każdy może się pochwalić, że rozpalił martwe serce.
Powinieneś dopisać to do życiowych osiągnięć.
— Przeginasz,
Senju. — W oka mgnieniu złapał ją za przód koszulki, przyciągając bliżej tak,
że miała doskonały widok na pulsującą żyłkę tuż przy skroni partnera.
— Jesteś
przewrażliwiony…
Niespodziewanie
pomiędzy nimi zmaterializowała się główna przyczyna zamieszania, rozdzielając
ich tak brutalnie, że Liv aż wylądowała na ziemi. Tkwiąc w niskim przysiadzie,
kunoichi z nowym zainteresowaniem zerknęła na perłowo-białą postać, obejmującą
zaborczo ramiona mężczyzny. Nie dało się nie zauważyć tej niemej groźby w
oczach ducha. Nie przejawiała wątpliwości, że z pewnością dostarczy im wrażeń
podczas drogi powrotnej.
— Nie dotykaj go
— syk jaki wydobył się z gardła widma, przypominał dźwięk jaki wydają
rozdrażnione węże tuż przed atakiem.
— Do tego
zazdrośnica — zacmokała Senju pod nosem, podnosząc się do pionu otrzepując
ubranie. — Będzie ubaw po pachy.
— Jak dla kogo —
prychnął Itachi, podchodząc do północnej ściany i rękawem ścierając kurz z
runów. Ze zmarszczonymi brwiami kontemplował całą ich powierzchnie w
poszukiwaniu sposobu na pozbycie się niechcianego intruza.
~oOo~
Idąc ciemnymi
korytarzami, Liv co jakiś czas oglądała się przez ramię na partnera, nie kryjąc
rozbawienia. Itachi w milczeniu dzielnie znosił nachalne towarzystwo ducha,
usilnie ignorując jego zaloty. Po zaciśniętej szczęce bruneta, Senju wiedziała,
że powoli kończy mu się cierpliwość i tylko ostatnie krople silnej woli dzielą
go od wybuchu. Mimowolnie kącik ust powędrował jej ku górze, gdy po jednej z
propozycji zjawy — wyszeptanej prosto do ucha — aż się biedny potknął.
Cokolwiek gadała ta elfka, musiało to być wielce interesujące.
Nie potrafiła
współczuć temu dupkowi. Na ten moment należała do najszczęśliwszych ludzi na
świecie, mając okazję oglądania niedoli towarzysza. To okropne czerpać
przyjemność z cudzego nieszczęścia, ale no… bez przesady. Tu chodziło o
sławnego Uchihę. Tego genialnego, pierworodnego syna Fugaku, któremu wszystko w
życiu się udawało. Przynajmniej jak do tej pory.
Dlatego takie
sytuacje jak dziś trzeba celebrować. Dosłownie każdą minutę ich trwania, bo z
pewnością nie powtórzą się zbyt szybko.
— No i jak tam?
Wyczytałeś ile będzie trwała ta technika? — W końcu zdecydowała się odezwać,
obracając się i pokonując dalszą drogę tyłem. Założyła ręce za głowę, spod rzęs
obserwując nietypową, uroczą parkę. Chciała mieć doskonały widok na mimikę
partnera. Jakoś przypuszczała, że nawet on — mistrz opanowania, może mieć problemy
z utrzymaniem powagi. To mogło być ciekawe doświadczenie oglądać go w tym nowym
wydaniu.
— Nie interesuj
się.
Zanim Itachi
zdążył choćby otworzyć usta, głos zabrało widmo. Nieznajoma byłą wyraźnie
niezadowolona, że Senju śmiała jej przeszkodzić w uwodzeniu ofiary. Wpatrując
się w śmiejącą się cicho kunoichi, przesunęła palcem po najbliższej ścianie.
— Wiesz, że
dwoje to para, a troje to już tłok?
— Nie chcę nic
mówić, ty marna imitacjo ludzkiej egzystencji, ale to właśnie ty wpieprzyłaś
się bez zaproszenia — zauważyła Liv, unosząc drwiąco brew. Zaraz jednak
straciła zainteresowanie duchem, skupiając się na brunecie. — To ile muszę toto
znosić?
— Prawdopodobnie
do momentu aż nie opuścimy terenów świątyni…
— Czyli jak stąd
wyjdziemy, to zniknie? — Senju zmrużyła powieki, uśmiechając się drapieżnie. —
Nie mogę się doczekać.
— Niezupełnie.
Choć mówię to z bólem, to obawiam się, że zostanie z nami nawet po opuszczeniu
tych murów. Las to również terytorium należące do posesji.
— Naprawdę nie
ma innego, szybszego sposobu? Jesteś geniuszem, wymyśl coś! — jęknęła Liv,
łypiąc nieprzyjaźnie na zjawę. Chciała jeszcze coś dodać, ale niespodziewanie
wyrosła pomiędzy nimi ciężka, masywna krata. Z lekkim zdumieniem wgapiała się w
tę przeszkodę, której niewątpliwym zadaniem było rozdzielenie ją i Itachiego.
Cóż, spełniła swoją rolę, ale na jak długo to już inna sprawa. — Niezła próba,
kochana. Niestety musisz się bardziej postarać — wymruczała słodko w stronę,
wyraźnie zadowolonej nieznajomej podczas składania pieczęci.
— Senju, z
prawej! — Alarmujący krzyk Itachiego wystarczył aby momentalnie pobudzić Liv do
działania. Jednym susem odskoczyła w bok tylko o włos unikając rozpłatania
ogromnym ostrzem, wylatującym ze ściany. — Zapomniałaś, że tu nie działa żadne
jutsu? Trochę skupienia, nic więcej nie wymagam!
— Nie widzisz,
że ta wywłoka pragnie mojej śmierci?! Z racji tego oczywistego faktu nie mam
czasu na dogłębne analizy! — wywarczała z poirytowaniem, odgarniając z twarzy
włosy.
— Oj, nie
gniewaj się. Sprawdzałam tylko twój refleks, złociutka — zakpiła najbardziej
zainteresowana, machając lekceważąco dłonią, jakby to co wydarzyło się przed
chwilą to zwykły drobiazg.
— Żebym ja
twojego nie potrenowała, ty fruwający obłoku plazmy — wysyczała w odpowiedzi
Liv, poprawiając tkwiącą na plecach katanę i powoli idąc w stronę towarzyszy. W
końcu cholera wie jakie jeszcze niespodzianki trzymała ta mara w rękawie.
Podziemia dawały niezliczoną ilość możliwości upozorowania wypadku, a nie
wątpiła, że nieznajoma zrobi wszystko aby się jej pozbyć.
Nagle, zatrzymała
się w pół ruchu uważnie nasłuchując. Coś nadchodziło. Miała wrażenie jakby czuła
niespodziewane drgania podłoża, a chwilę później zrozumiała dlaczego. Jakimś
cudem, duchowi udało się uaktywnić nie tylko kratę, ale i inną pułapkę. O wiele
gorszą, jeżeli Liv miała być szczera.
Przeklinając pod
nosem, błyskawicznie zaczęła się cofać gdy zauważyła, że posadzka uciekaj jej
spod stóp. Aż przełknęła nerwowo ślinę, kiedy w ostatniej sekundzie uniknęła
runięcia w dół. W uszach słyszała szum krwi od buzującej w żyłach adrenaliny,
gdy ciało wkładało całą energię w wydostanie się z opresji. Nie zastanawiając
się długo skoczyła w tył, ale zrozumiała, że to nie wystarczy. Mało, że
korytarz zmieniał się w jedną wielką ziejącą dziurę to jeszcze ze ścian i z
sufitu spływała zielona maź, uniemożliwiająca przyczepienie się za pomocą
czakry. O ile oczywiście mogłaby jej używać, ale jak widać budowniczy tego
przybytku pomyślał o wszystkim.
Szybki rzut oka
za siebie wystarczył Liv by wiedziała, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia.
Jedyne bezpieczne miejsce znajdowało się kilkanaście metrów przed nią, za
kratami. Wniosek, dupek Uchiha jak zwykle był bezpieczny. Mimowolnie spojrzała
w pobladłą twarz partnera, zastanawiając się nad wyjściem z tarapatów.
— Senju, katana!
— Wiem, Uchiha!
Nie popisuj się. — Gwałtownym ruchem wyrwała z pochwy miecz i z całej siły
wbiła w ścianę, w ciszy się modląc aby wszystko poszło zgodnie z planem. Odetchnęła
z niemałą ulgą, gdy uświadomiła sobie jak niewiele brakowało. Wisiała nad czarną,
zimną pustką, trzymając się wyłącznie rękojeści broni. Przez parę długich
sekund trwała w bezruchu upewniając się czy ostrze weszło wystarczająco głęboko
aż w końcu drgnęła. Mamrotając pod nosem, spięła wszystkie mięsnie i niczym
cyrkowiec rozhuśtała się, aby chwilę później opaść stopami na katanę.
— Znam twoją
nową dziewczynę raptem kilkanaście minut, a już jej nienawidzę. — Przykucnęła,
wpatrując się w zjawę z mordem w oczach. — Jakbyś nie była już martwa…
— Senju, zamiast
wdawać się w bezsensowne dyskusje, lepiej skup się nad wyjściem z sytuacji.
— Pozbądź się
kraty a skoczę — mruknęła beznamiętnie.
— Genialne, ale
sprawdziłem. Ani drgnie. — Itachi oparł się o metal, uważniej przyglądając się
ziejącej za nią przepaści. — Wygląda na to, że musisz skoczyć, ale w dół.
— Słucham? Nie
po to włożyłam tyle wysiłku aby tam nie wpaść żeby teraz dobrowolnie skoczyć. —
Liv momentalnie skrzywiła się z niesmakiem. Dostrzegając poważną minę Uchihy,
sapnęła z niedowierzaniem: — Chyba żartujesz…
— Ani trochę.
— Ty wiesz jaki
tam może czekać na mnie syf? Wspaniałomyślnie nie wspomnę o naostrzonych
palach.
— Ufasz mi?
— Szczerze? Ani
trochę — prychnęła, wyjmując z kieszeni tasiemkę i związując włosy w kucyk.
— Senju, to nie
jest dobry… — Itachi zamilkł zaskoczony, kiedy Liv uśmiechnęła się drwiąco
przybierając formę demona i zsuwając się z ostrza.
— Stosuję zasadę
ograniczonego zaufania, Uchiha — syknęła przez zęby, zapierając się stopami o
ścianę. Gdy już upewniła się, że ma stabilną pozycję do wyrwania katany zerknęła
na zadowolone widmo. — Z tobą rozliczę się jak wrócę.
— Jeżeli wrócisz
— odpowiedziała zjawa, przenikając przez przeszkodę i zatrzymując się przed
kunoichi.
— O to się nie
martw. Nawet nie zdążysz zatęsknić.
~oOo~
Kazama powoli uchylił powieki, spoglądając na ciężar
spoczywający na jego piersi. Ten widok wystarczył aby kąciki ust powędrowały mu
ku górze, a on paradoksalnie poczuł się lżej. Ciepło oraz bliskość drugiego
ciała sprawiła, że już dawno nie obudził się tak wypoczęty i zrelaksowany.
Owszem, był trochę odrętwiały od spania w jednej pozycji, ale świadomość
towarzystwa wynagradzała każdy dyskomfort.
Przez parę sekund nawet nie oddychał sprawdzając czy
dziewczyna śpi, a gdy już się upewnił, że tak ostrożnie wsunął palce w jej
włosy. Przeczesując białe kosmyki, zastanawiał się do czego zaprowadzi ich ta
noc, a przede wszystkim czy zepsuje łączące relacje czy może je wzmocni? Sobie
nie miał nic do zarzucenia. Propozycja padła od niej, a on zwyczajnie na nią
przystał. Zresztą, nigdy niczego nie potrafił jej odmówić.
— Kazama… czego mnie nie budzisz… misję mam…
Słysząc ochrypły szept towarzyszki, jedynie zmrużył
oczy nie odpowiadając na oskarżenie. Zamiast tego z zainteresowaniem przyjrzał
się rozciągniętej koszulce dziewczyny i powoli przesunął opuszkami palców po odsłoniętym
ramieniu, z zadowoleniem odnotowując jak zadrżała.
— Przestań…
Jękniecie jakie wydobyło się gardła partnerki aż go
zelektryzowało, prowokując do kontynuacji wędrówki dłoni i tylko cudem
powstrzymał się od zbadania dalszych fragmentów nagiej skóry.
— Zabawne… słyszę przestań, a czuję w tobie nieme
błaganie o jeszcze — parsknął z rozbawieniem, cofając rękę i patrząc jak Liv
opiera brodę na jego klatce piersiowej łypiąc na niego spod rzęs.
— Nieładnie tak wykorzystywać oczywistą przewagę nad
bezbronną ofiarą — wymamrotała, świdrując go spojrzeniem swoich złotych ślepi.
— Każdy gra kartami jakie zsyła mu los — odparł
filozoficznie, odgarniając Senju zabłąkany kosmyk z grzbietu nosa.
— I nie wyciągasz nic z rękawa? — mruknęła, w końcu
gramoląc się z posłania i przeczesując palcami potargane włosy. Przeciągnęła
się mocno ziewając, prostując zastane kości. Gdy Kazama nie odpowiedział,
zerknęła na niego przez ramię odrobinę zdziwiona tym przedłużającym się milczeniem.
— Nie muszę — stwierdził z prostotą, kładąc się
wygodniej na łóżku i poprawiając poduszkę pod głową.
~oOo~
Biorąc głębszy
oddech, Itachi zrobił większy krok nad zapadniętą kamienną płytą. Podążał
ciemnymi korytarzami w kierunku wyjścia mając za kompana irytującego ducha,
który robił co w jego mocy aby go wyprowadzić z równowagi. O ile w miarę
możliwości starał się ignorować to niechciane towarzystwo to wciąż rozmyślał o Senju. Zastanawiał się czy aby na
pewno skok w tę przepaść był najlepszym rozwiązaniem. Może rzeczywiście powinni
zdetonować bombę przy kratach? Jednak przeciwko temu przemawiał zdrowy
rozsądek, bo co by się stało gdyby budowla nie wytrzymała wybuchu? Odpowiedź
była krótka, zostaliby zagrzebani żywcem.
Wzdychając
ciężko, spojrzał na nagle milczące widmo. Kobieta od paru chwil nic nie mówiła,
a tylko mu się przyglądała. Ten wzrok niepokoił Uchihę, ponieważ wietrzył w nim
jakiś podstęp.
— Nie powinieneś
lekceważyć moich słów — zauważyła z lekką irytacją w głosie, znacznie
zmniejszając dzielący ich dystans.
— Nie lekceważę,
a jedynie nie słucham.
Uchiha nawet nie
zdążył uskoczyć, gdy nieznajoma niespodziewanie zacisnęła dłonie na jego szyi
mocno dociskając do ściany. Dopiero teraz dostrzegł, że coś się zmieniło. Zbyt
zdumiony tym faktem nawet nie próbował się uwolnić, jedynie wpatrując się w
wykrzywioną w grymasie złości twarz zjawy.
— Popełniacie
błąd za błędem — wysyczała, obnażając zęby.
— Jakim cudem
potrafisz mnie przytrzymać? Jesteś duchem — zapytał autentycznie zaintrygowany,
ponieważ pierwszy raz spotkał się z takim fenomenem. Zmarli nie potrafili
zrobić krzywdy żywemu, bo zwyczajnie przez niego przenikali, ale jak widać jego
towarzyszki ten fakt nie dotyczył.
— Jesteś głodny
wiedzy wojowniku… dobrze. A więc ci ją udostępnię — zaśmiała się perliście, a
po jej gniewie nie było już nawet śladu. — Te mury wysysają z was czakrę i
energię, ale to już wiesz… nie wiesz natomiast, że to co odbierane jest wam,
zasila mnie.
— Nawet jeśli to
jesteśmy tu za krótko abyś osiągnęła taki efekt.
— To jak
wytłumaczysz, że moja powłoka robi się bardziej cielesna?
— Ja nie marnuję
sił… — Zamarł w pół słowa, gdy uświadomił sobie kto tak intensywnie dokarmia
widmo. — Senju…
— Owszem, ty
jesteś wyjątkowo skąpy, ale twoja towarzyszka już nie — zacmokała, nieopatrznie
luzując uścisk żeby dotknąć palcami policzka przytrzymywanej ofiary. — Próbując
zachować życie, wzmacnia mnie.
— Każda technika
ma wady, jak widać ta również. — W oka mgnieniu rolę się odwróciły i teraz
Itachi z ofiary przyjął rolę kata, zaciskając palce na krtani nieznajomej. W
miejscu gdzie jego skóra stykała się z duchem czuł obezwładniające zimno,
zupełnie jakby wsadził rękę do wiadra z lodowatą wodą, mimo to nawet nie
mrugnął. Ignorując ten dyskomfort bez litości wpatrywał się w krztuszącą
kobietę, mrużąc powieki. — Pytam po raz pierwszy i ostatni, gdzie jest Senju?
— Prawdopodobnie
już zdycha — wymamrotała, zaraz zastygając w bezruchu, a jej ciało zamarło z
przerażenia.
Promieniujący od
bruneta gniew na moment złamał bariery nałożone na budynek i miała okazję dostrzec
słynną krwistą czerwień Sharingana, która zamigotała w oczach mężczyzny. Jednak
ta chwila trwała tak krótko, że gdyby nie bliskość pomyślałaby, że to wyłącznie
złudzenie. Uchiha cofnął się z sykiem osłaniając oczy dłońmi, spod których
widziała sączącą się po twarzy krew. Widząc to mimowolnie odczuła niesłychaną ulgę. Na szczęście nie udało mu się utrzymać Kekkei Genkai zbyt długo, bo gdyby stało się inaczej
to mógłby być kłopotliwy. Roześmiała się głośno, obserwując jak chwiejnie zwiększył dzielącą ich odległość.
— Czyli to
prawda, jesteście bardzo uczuciowym klanem… — Nagle cofnęła się z piskiem, gdy
niespodziewanie tuż przed nią wyrosła Liv zagłębiając w jej piersi długą lancę.
Wpatrując się w kunoichi w niedowierzaniu, zamigotała i ponownie straciła
ostrość.
— Uchiha,
zostawić cię tylko na chwilę, a już krwawisz jak zarzynana świnia — mruknęła,
tracąc zainteresowanie wyblakłym duchem oraz podchodząc do partnera. Z
westchnieniem odsunęła jego dłonie z twarzy, przyglądając się szkodom. — Trzeba
zetrzeć tę juchę.
— Nic mi nie
jest.
— Oczywiście —
sarknęła, sięgając po menażkę z wodą i polewając chusteczkę. Złapała Uchihę za
podbródek w miarę możliwości szybko oczyszczając mu twarz. Zamierzała uwinąć
się w tym jak najszybciej zbyt świadoma bliskości Itachiego. Całą sobą czułą
promieniujące od niego ciepło, które sprawiało że aż lekko drżały jej dłonie. Zbyt
skupiona na działaniu oraz próbie ukrycia niechcianych reakcji wywoływanych
przez gorący oddech partnera owiewający usta, nawet nie zauważyła jego czujnego
spojrzenia. — Nadwyrężyłeś oczy, baranie.
— Od tego się
nie umiera — stwierdził, obserwując spod rzęs jak obrywa kawałek swojej koszulki,
zwilżając by za chwilę przewiązać mu nim powieki. Nawet nie próbował w tym
przeszkodzić Senju, a jedynie czekał na koniec zabiegów. Świadomość, że się nim
zaopiekowała dziwnie poprawiła mu samopoczucie.
— Owszem, ale na
jakiś czas straciliśmy kartę przetargową… twojego Sharingana, geniuszu.
— Tu i tak by
się nie przydał. — Gdy wyczuł jak się cofa, w oka mgnieniu złapał Senju za
nadgarstki przytrzymując w miejscu i nachylił się w jej stronę, szeptając: — Dziękuję.
Czuł jak
przygląda mu się uważnie, zastanawiając skąd ta niespodziewana zmiana. Choć nie
widział twarzy Liv to wciąż potrafił bezbłędnie rozszyfrować jej myśli. Musiał
ją zaskoczyć, bo jeszcze niedawno podziękowania nie przeszłyby mu przez gardło,
a teraz je powiedział i do tego brzmiały autentycznie szczerze. Gdy już myślał,
że nie zareaguje na jego słowa, nagle aż drgnął. Przez jedną ulotną chwilę miał
wrażenie, że wyczuł jak opuszkami palców musnęła mu policzek zanim
odpowiedziała.
— Nie ma za co…
Itachi. — Ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu nie usłyszał żadnego sarkazmu, a
jedynie miękkość głosu, kiedy łagodnie się wycofała wysuwając nadgarstki z jego
uścisku.
~oOo~
— Senju… skąd
wytrzasnęłaś tę lancę? — Itachi mocniej zacisnął dłoń na barku Liv, idąc za nią
krok w krok. Był to ich wspólny pomysł, a przynajmniej jedyne możliwe
rozwiązanie chwilowej ślepoty Uchihy. Żeby nie wpakować się w jakąś pułapkę,
kunoichi pełniła rolę jego przewodnika.
— Leżała w
jednym z korytarzy — wyjaśniła, wspaniałomyślnie przemilczając fakt, że
odrobinę zboczyła z trasy aby ją zdobyć. Cóż, takiego artefaktu zwyczajnie nie
zostawia się na pastwę losu.
— Moglibyście
mnie nie ignorować? — prychnęła zjawa, bezczelnie zastawiając im drogę. Widać
było, że jest wyraźnie poirytowana tym zepchnięciem na dalszy tor. Od jakiegoś
czasu traktowali ją jak powietrze i coraz gorzej to znosiła.
— Średnio ci
wierzę, że została zostawiona tak bez zabezpieczeń — zakpił brunet, muskając
powierzchnie trzymanej przez Liv broni.
— Tak czy siak,
teraz jest moja i tyle.
— Jeszcze tego
pożałujecie — zagroziła zjawa, kiedy nie zareagowali na jej oskarżenie, a tylko
przeszli przez nią kontynuując rozmowę.
— Będziesz
musiała pokazać ją Hokage.
— Ja nic nie
muszę, Uchiha. Ja mogę ewentualnie chcieć — prychnęła Liv z wyższością, zaraz
spuszczając z tonu i marszcząc brwi. Martwiła ją inna rzecz, a jak się
domyślała to i Itachi nad nią rozmyślał. — Musimy skonsultować się z Tsunade w
sprawie dalszych poszukiwań Młota. Zaproszenie do tawerny jest bezczelną
pułapką i głupotą byłoby wysyłanie akurat nas.
— Przypuszczam,
że zostaniemy odsunięci od tej sprawy.
— Też tak myślę…
— Liv rozejrzała się uważnie nagle dostrzegając, że natrętny duch gdzieś
zniknął. Skonsternowana zmarszczyła nos, mamrotając: — Informacja dnia, zjawy
potrafią strzelać focha.
— O czym ty
bredzisz, Senju?
— Nasza urocza
towarzyszka zniknęła, ale nie ma co się cieszyć. Pewnie zaraz zmięknie i wróci.
— Albo
organizuje dla nas jakąś atrakcję. Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie aktywowała
więcej zasadzek.
— Och, akurat
wyjaśnienie tego jest wyjątkowo proste — zakpiła Liv, oglądając się na
partnera. — Poruszając się w ten sposób nie ma szans aby coś co trafi we mnie,
ominęło ciebie. A jak wiemy, ona nie chce twojej krzywdy.
— Czyli jednym
słowem, dzięki mnie jesteś bezpieczna, Senju — posumował z lekkim uśmiechem, na
co zareagowała głośnym i jakże wymownym prychnięciem.
~oOo~
Liv aż
odetchnęła głębiej na widok zardzewiałej drabinki, prowadzącej na powierzchnie.
Czuła się wyczerpana oraz brudna od zwiedzania tej rudery i już zdążyła
zatęsknić za słońcem, a przede wszystkim za świeżym powietrzem.
Dziwnie milcząca
zjawa przestała już być tak irytująca,
ale Senju już i tak obiecała sobie w duchu, że jak tylko wyjdą ze świątyni to
wyśle tu klona. Niech on zbada dokładnie cały budynek w poszukiwaniu sposobu
pozbycia się niechcianego towarzystwa.
Owszem, niby mogli
się ewakuować zaraz po opuszczeniu tych terenów, ale Liv doskonale wiedziała,
że Itachi choć się nie skarżył to jest wyczerpany. Techniki wzrokowe dosłownie
wyssały z niego większość energii, a i ona nie miała jej za wiele. Walka w
podziemiach sporo ją kosztowała. Dlatego najlepszym rozwiązaniem było spędzenie
tu nocy przed ewentualnym powrotem do Konohy.
— Okej, jesteśmy
prawie u celu — mruknęła, zdejmując ze swojego ramienia dłoń Uchihy i kładąc na
stopniu drabinki. — Smaruj na górę.
— Nie idziesz
pierwsza?
— Nie. Ślepcom się
ustępuje — parsknęła, popychając Itachiego do przodu oraz kontrolnie zerkając
na zjawę. Ta, ku uldze Senju, nie zareagowała w żaden widoczny sposób, a
jedynie podążyła w ślad za brunetem nie ustępując mu kroku. — Podejrzane —
wymamrotała pod nosem, łypiąc na znikającego ducha i powoli wspinając się za
Uchihą. Jakoś wątpiła żeby nieznajoma zrezygnowała z uprzykrzania jej życia. Przypuszczała,
że zjawa pokaże pazury gdy już opuszczą mury świątyni.
Jest moc! Dobry rozdział. Dużo się dzieje, a Liv bezapelacyjnie rządzi :))
OdpowiedzUsuńPrezent na święta jak się patrzy ;)
Życzę weny i czasu, abyś więcej takich postów nam serwowała.
Cieszy mnie taka entuzjastyczna reakcja :"D. Liv pokazała pazur, nie? I o to chodzi! Ona nigdy nie będzie dobrą i grzeczną dziewczynką^^.
UsuńDziękuję za życzenia. Mam nadzieję, że się spełnią, bo czasu mam jak na lekarstwo D:. Pozdrawiam
Ach ci Uchiha i ich urok ;p
OdpowiedzUsuńCudny rozdział. Fajnie, że dałaś fragment z Kazamą :D Ja już sama nie wiem kogo wolę. Kazamę czy Itachiego... Trudny wybór :D
Wesołych Świąt i weny pod choinką ;*
Huehuehue... Na Uchihę wszystko poleci, trup nie trup^^.
UsuńSkoro tak wielbicie Pana Chikage to nie mogło go nie być. Bez niego wpisy są takie jakieś niepełne :"D.
Również życzę wszystkiego dobrego i dziękuję za komentarz :3.
no zabije! zabije! za krótko!!! :C
OdpowiedzUsuńUchiha rozpala nawet martwe serca hahaha
no i słodzili sobie dzisiaj trochę :D ! Uwielbiam ich :D
Życzę Ci Wesołych i Spokojnych Świąt oraz zebyś pod choinką znalazła pudło weny i wolnego czasu na blog :D
Pozdrawiam :)
Co za krótko, jak za krótko! Judah, Ciebie lepiej ubierać niż karmić wpisem XD.
UsuńA przyznaję, że z okazji świąt nasi bohaterowie byli dla siebie odrobinę milsi. Oczywiście bez żadnych szaleństw, ale zawsze coś :"D.
Dziękuję za życzenia i również życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiam cieplutko :*
Super prezent świąteczny :)
OdpowiedzUsuńKażda z postaci pokazała to, za co ich kochamy :)
Doczekać się nie mogę kolejnej części. Jestem ciekawa co zaserwujesz w następnym rozdziale :)
Nie mówta, że Was nie kocham^^. Specjalnie tak sie sprężałam z tym wpisem co by zdążyć przed świętami:>.
UsuńAch, ciekawość to najgorszy z grzechów :"D. Któż to wie co spotka naszą uroczą parę.
To co ich czeka na pewno nas nie zawiedzie a zaskoczy pozytywnie. Co to będzie strzelać nie będę, bo ostatnio coś mi szczęście dopisuje w lotku i jeszcze wstrzelę się dobrze ze zgadywaniem :)
Usuńnie moogę się już doczekać następnego :#
OdpowiedzUsuńCierpliwości życzę w przyszłym roku, a raczej w teraźniejszym. No nie ważne, w każdym razie mam nadzieję, że nie zawiodę^^.
UsuńPrezent cudny :* Bardzo mnie ucieszył ♥ Tylko do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze więcej Kazamy (team'ie Chikage rośnij w siłę~! xD)
OdpowiedzUsuńItachi rozkochuje w sobie trupy? Hm, nie zazdroszczę umiejętności xD W takim wypadku odradzam mu chodzenie na cmentarze xp Niemniej ciekawa jestem tego ducha. Domyślam się, że rozwiniesz wątek z nim w rozdziale następnym, tym samym przybliżając nam trochę jego postać - no bo tak niby z jakiej racji do Uchihy się klei? Tak po prostu z uczucia? No nie, tak nie może być! Duch-kobieta nie może mieć szowinistycznego podejścia ^^'' Coś więcej musi być na rzeczy, nie?
No i coś z tą lancą musi być też, racja? Jakieś super właściwości, pradawna magia i inne cuda na kiju... czy to tylko ja wietrzę jakieś niestworzone spiski? C'': Ciekawa też jestem, kto będzie czekał na nich w tawernie i skąd ten owy ktoś/ktosie wiedzieli, że to właśnie Uchiha i Senju zostaną wysłani do tego zadania (choć może po głębszym namyśle faktycznie nie było to aż tak trudne do rozgryzienia...). Coś czuję, że Tsunade wyśle jakiś szwadron zwiadowczy do Krainy Lodu, ale nic to nie da, więc koniec końców Liv i Itaś będą musieli wziąć wszystko we własne ręce... We wcześniejszej odpowiedzi na mój komentarz pisałaś coś o spiskach i przewrotach, jednak mam nadzieję, że broń Boże nie będzie za tym stał Kazama, który będzie chciał odciągnąć Senju od ludzi! - tak nie może być, nie?! O.O Chociaż on sam też mógłby pojawić się w jakiejś scenie walki, tak żeby było ciekawiej i ku mojej wielkiej uciesze ♥
Nie mogę się już doczekać następnego odcinka - mam nadzieję, że wstawisz go już niebawem C:
Tymczasem wodospadów weny (i wolnego czasu) oraz wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku :*
~Kita-pon
Och, Kita... wietrzysz spisek w akcji z duchem i z lancą. Cóż, nic nie powiem! Dowiesz się czy trafiłaś w następnym rozdziale :"D. Mam nadzieję, że Cię nie rozczaruję^^.
UsuńPodobają mi się Twoje domysły, są wielce inspirujące dla mnie, więc pisz mi tak dalej. Dzięki takim komentarzom mój Wenon aż wariuje^^.
Co do Twojego pytania o przewroty... Hm... Kazamie leży na sercu dobro Liv, ale z pewnością by nie płakał jakby los sam postanowił mu odrobinę pomóc^^. Co do łaknięcia postaci Chikage we wpisach... spokojna Twoja rozczochrana! Z tym panem nie pożegnamy się zbyt prędko, o ile w ogóle kiedyś nas opuści... ale cii... nie zdradzajmy fabuły :"D.
Mam nadzieję, że kolejny wpis TFL odrobinę osłodzi Ci czekanie na rozdział głównego opowiadania^^.
Dziękuję bardzo za życzenia, ja również życzę Ci wszystkiego dobrego. Oby nowy rok okazał się lepszy niż poprzedni <3. Buziaki
Przeczytałam i jest super! Co prawda trochę krótko, ale nie będę narzekać. Ciekawi mnie ta postać ducha, pewnie nie uda się jej tak łatwo zgubić. Trochę mi przypomina Toma Riddla, z Harrego Pottera z tym odzyskiwaniem ciała. Czekam na następną notkę i mam nadzieję, że tym razem będzie dłuższa! Weny!
OdpowiedzUsuńOch, witaj!
UsuńTwoja opinia niezmiernie mnie cieszy i mam nadzieję, że będziesz tu do mnie wpadać częściej.
Masz rację! Rzeczywiście ten duch jest rzeczywiście odrobinę podobny do Toma, dopiero jak to powiedziałaś to to zauważyłam. No cóż, mój duch przynajmniej nie chce zdobyć władzy nad światem XD. Przynajmniej nie oficjalnie :"D.
Dziękuję za komentarz, wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko <3