23.12.2015

XLV NIE ZAWSZE WSZYSTKO IDZIE ZGODNIE Z PLANEM, ALE WAŻNE ŻE ZMIERZA WE WŁAŚCIWĄ STRONĘ

No więc, radujcie się wszyscy! Nowy wpis mam dla Was! Z okazji świąt tyle dobrego przynoszę, a co! Trochę Was porozpieszczam za to, ze wciąż czytacie mojego bloga^^. Mogę, nie?
Chciałabym Wam życzyć dużo szczęścia, ciepła oraz rodzinnej atmosfery w ten świąteczny czas. Co by się spełniło wszystko o czym marzycie, no i może trochę też śniegu. Co to za zimna bez nawet odrobiny puchu. Ja to nie wiem…
 Nie przedłużając zapraszam do czytania :”D. Ja czekam na mój prezent od Was w postaci komentarzy <3.

Niebetowane, paczyć na miny słowne XD.







— Itachi… Itachi… co jest? Uchiha! Uchiha, no!... Ocknij się, do cholery!
Słysząc natarczywy głos tuż nad głową oraz lekkie szarpanie za ramię, skrzywił się mocno. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał zanim urwał mu się film było jak Senju wbrew wszelkiej logice wskoczyła na podest. Uświadamiając sobie ten fakt, gwałtownie otworzył powieki mrugając intensywnie. Momentalnie oprzytomniał, posyłając mordercze spojrzenie towarzyszce.
— Senju, jeszcze jeden taki numer… — wymamrotał przez zęby, podnosząc się do siadu i rozcierając tył głowy. Widocznie przy upadku musiał się uderzyć i to solidnie, bo bolało jak diabli.
— Tak, tak… — westchnęła Liv ze znużeniem przewracając oczami, zaraz jednak spoważniała. — Mamy teraz większy problem.
— Który zapewne wyniknął tylko i wyłącznie przez twoją głupotę — wytknął z rozdrażnieniem, rozglądając po pomieszczeniu. Ku swojemu zdumieniu, odnotował, że wygląda na nienaruszone. Żadnych zniszczeń. W zasadzie gdyby nie to, że znikło to dziwne światło otaczające kufer to pomyślałby, że nic się nie wydarzyło. W takim razie czym oberwał?
— Wypraszam sobie, Uchiha — prychnęła z konsternacją Senju, wstając z klęczek i z roztargnieniem przeczesując włosy. — Ktoś nas ubiegł, bo skrzynia była pusta. No, nie licząc tego.
Itachi bez słowa odebrał od Liv niewielką kartkę, dopiero teraz dostrzegając w jakim stanie jest kunoichi. Z rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew, tak samo jak z zadrapanych dłoni, które co trochę otwierała i zaciskała jakby chciała rozciągnąć obolałe mięśnie.
Nie zastanawiając się długo, mgnieniu oka chwycił partnerkę za nadgarstek, uważnie oglądając rany.
— Nie mówisz wszystkiego… — zauważył z chłodem, sięgając za pazuchę po saszetkę z płynem dezynfekującym. Zębami oderwał róg, a następnie polał po rękach Liv na co zareagowała drobnym wzdrygnięciem.
— Po co wspominać o czymś, co raczej widać — westchnęła, nawet się nie wyrywając kiedy ujął ją za podbródek, skupiając na rozciętej brwi. — Pobłyskało, poszumiało, trochę pogrzmiało i się skończyło. Ogółem, jutsu pogodowe, które pozwala odczuć skutki burzy na skórze nieszczęśnika. Nie polecam.
— Domyślam się. — Gdy skończył zabiegi odkażające odsunął się, szybko przelatując wzrokiem tekst na kartce. Widniało na nim tajemnicze zaproszenie do Krainy Śniegu, a dokładniej tawerny o nazwie Bingo. Ktokolwiek zabrał Młot, zrobił to nie bez powodów. Musiał wiedzieć, że Konoha ma na niego chrapkę. Jednak największe zdumienie na twarzy Itachiego wywołał napis na dole: „ Do rychłego zobaczenia, potomkowie klanów Madary i Hashiramy”. Nieznajomy, albo nieznajomi — Itachi nie wykluczał udziału jakiejś zorganizowanej grupy — dysponowali nawet takimi informacjami.
— Po twojej minie wnioskuję, że dotarłeś do końca — mruknęła Liv, przenosząc spojrzenie na coś za plecami bruneta. Przez parę minut wgapiała się w to coś, aż w końcu zmarszczyła nos w niezadowoleniu. — Jednak, to nie koniec atrakcji. Mamy towarzystwo.
— Towarzystwo? — powtórzył jak echo, dopiero teraz zauważając gdzie patrzy Senju i obejrzał się przez ramię. Powoli omiótł wzrokiem stojącą za nim kobietę, z konsternacją zauważając, że jest naga. No prawie, jeśli nie liczyć grubego skórzanego pasa przewieszonego przez biodra z zahaczonymi o niego kilkoma błyszczącymi kluczami. Formę prowizorycznej osłony pełniły również długie, ciemnie włosy nieznajomej sięgające do kolan, spływające gładko po ramionach, zasłaniające drobny biust.
Chociaż przejawiał poważne wątpliwości czy rzeczywiście mają do czynienia z człowiekiem. Bardziej przypominała błękitnookiego elfa, wyrwanego wprost z kart jakiejś starej baśni. Świadczyły o tym spiczaste uszy oraz lekko skośne oczy, a przede wszystkim niezwykła uroda. Porcelanowa cera, uwidaczniała czerwień ust oraz podkreślała ich idealne wykrojenie. Całość prezentowała się tak eterycznie, że nie można było oderwać od niej spojrzenia.
— Nie gap się tak, zboczeńcu — prychnęła Liv, uderzając partnera w potylicę i kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Zazdrosna?
— O co niby? O ducha? — parsknęła z rozbawieniem, spoglądając na Itachiego spod oka. Z politowaniem patrzyła jak marszczy w niezrozumieniu brwi, aby chwilę później ponownie przenieś wzrok na kobietę. Dopiero wtedy musiał zauważyć, że ich niespodziewany gość unosi się odrobinę nad ziemią, a cała jego sylwetka jest jakby rozmazana.
— Hm… Ta misja robi się coraz bardziej intrygująca…
— Tylko ty mogłeś dojść do takiego wniosku, Uchiha.
— I co? Tak tkwi w bezruchu odkąd się pojawiła?
— Mniej więcej — przytaknęła Liv, wzruszając obojętnie ramionami. Nagle aż zamrugała w niedowierzaniu, gdy tajemniczy gość ruszył się i podpłynął do bruneta. Senju nie umiała znaleźć lepszego określania dla poruszania się nieznajomej, ale to w pełni oddawało to co widziała. W każdym razie, duch przez parę chwil wpatrywał się w Uchihę, a następnie na jego wargi wypłynął pełen przewrotności uśmiech, kiedy uniósł dłoń i dotknął twarzy bruneta.
— Witaj, wojowniku — wyszeptała zjawa elektryzującym głosem, powoli gładząc opuszkami palców kości policzkowe Itachiego. Na ten gest mężczyzna tylko uniósł pytająco brew, śledząc poczynania nieznajomej.
— Czego chcesz? — Z ust Uchihy padło krótkie i rzeczowe pytanie, po którym odsunął się poza zasięg nachalnych rąk. To beznamiętne podeście było tak charakterystyczne dla tego klanu, że tylko po tym można by dojść kim są przodkowie Itachiego.
— Zależy ile jesteś mi w stanie ofiarować.
— He? — Senju aż otworzyła usta, niedowierzając w to co słyszy. Czy jej się wydawało, czy to widmo flirtowało z Itachim? Naprawdę?! Nawet trupy miały na niego ochotę? Po chwili zachichotała wrednie na widok nietęgiej miny towarzysza, gdy i on zrozumiał cel rozmowy. No cóż, nie wydawał się zachwycony. — No, no… Uchiha. Jestem pod wrażeniem twojego seksapilu.
— Jeszcze słowo — zagroził, mrużąc powieki oraz odwracając się do rechotającej już otwarcie Liv.
— Ależ nie denerwuj się — wymamrotała z trudem, ocierając łzy rozbawienia z kącików oczu. — Takie rzeczy mogą się przydarzyć tylko komuś od ciebie z klanu. Czuj się wyjątkowy, w końcu nie każdy może się pochwalić, że rozpalił martwe serce. Powinieneś dopisać to do życiowych osiągnięć.
— Przeginasz, Senju. — W oka mgnieniu złapał ją za przód koszulki, przyciągając bliżej tak, że miała doskonały widok na pulsującą żyłkę tuż przy skroni partnera.
— Jesteś przewrażliwiony…
Niespodziewanie pomiędzy nimi zmaterializowała się główna przyczyna zamieszania, rozdzielając ich tak brutalnie, że Liv aż wylądowała na ziemi. Tkwiąc w niskim przysiadzie, kunoichi z nowym zainteresowaniem zerknęła na perłowo-białą postać, obejmującą zaborczo ramiona mężczyzny. Nie dało się nie zauważyć tej niemej groźby w oczach ducha. Nie przejawiała wątpliwości, że z pewnością dostarczy im wrażeń podczas drogi powrotnej.
— Nie dotykaj go — syk jaki wydobył się z gardła widma, przypominał dźwięk jaki wydają rozdrażnione węże tuż przed atakiem.
— Do tego zazdrośnica — zacmokała Senju pod nosem, podnosząc się do pionu otrzepując ubranie. — Będzie ubaw po pachy.
— Jak dla kogo — prychnął Itachi, podchodząc do północnej ściany i rękawem ścierając kurz z runów. Ze zmarszczonymi brwiami kontemplował całą ich powierzchnie w poszukiwaniu sposobu na pozbycie się niechcianego intruza.

~oOo~

Idąc ciemnymi korytarzami, Liv co jakiś czas oglądała się przez ramię na partnera, nie kryjąc rozbawienia. Itachi w milczeniu dzielnie znosił nachalne towarzystwo ducha, usilnie ignorując jego zaloty. Po zaciśniętej szczęce bruneta, Senju wiedziała, że powoli kończy mu się cierpliwość i tylko ostatnie krople silnej woli dzielą go od wybuchu. Mimowolnie kącik ust powędrował jej ku górze, gdy po jednej z propozycji zjawy — wyszeptanej prosto do ucha — aż się biedny potknął. Cokolwiek gadała ta elfka, musiało to być wielce interesujące.
Nie potrafiła współczuć temu dupkowi. Na ten moment należała do najszczęśliwszych ludzi na świecie, mając okazję oglądania niedoli towarzysza. To okropne czerpać przyjemność z cudzego nieszczęścia, ale no… bez przesady. Tu chodziło o sławnego Uchihę. Tego genialnego, pierworodnego syna Fugaku, któremu wszystko w życiu się udawało. Przynajmniej jak do tej pory.
Dlatego takie sytuacje jak dziś trzeba celebrować. Dosłownie każdą minutę ich trwania, bo z pewnością nie powtórzą się zbyt szybko.
— No i jak tam? Wyczytałeś ile będzie trwała ta technika? — W końcu zdecydowała się odezwać, obracając się i pokonując dalszą drogę tyłem. Założyła ręce za głowę, spod rzęs obserwując nietypową, uroczą parkę. Chciała mieć doskonały widok na mimikę partnera. Jakoś przypuszczała, że nawet on — mistrz opanowania, może mieć problemy z utrzymaniem powagi. To mogło być ciekawe doświadczenie oglądać go w tym nowym wydaniu.
— Nie interesuj się.
Zanim Itachi zdążył choćby otworzyć usta, głos zabrało widmo. Nieznajoma byłą wyraźnie niezadowolona, że Senju śmiała jej przeszkodzić w uwodzeniu ofiary. Wpatrując się w śmiejącą się cicho kunoichi, przesunęła palcem po najbliższej ścianie.
— Wiesz, że dwoje to para, a troje to już tłok?
— Nie chcę nic mówić, ty marna imitacjo ludzkiej egzystencji, ale to właśnie ty wpieprzyłaś się bez zaproszenia — zauważyła Liv, unosząc drwiąco brew. Zaraz jednak straciła zainteresowanie duchem, skupiając się na brunecie. — To ile muszę toto znosić?
— Prawdopodobnie do momentu aż nie opuścimy terenów świątyni…
— Czyli jak stąd wyjdziemy, to zniknie? — Senju zmrużyła powieki, uśmiechając się drapieżnie. — Nie mogę się doczekać.
— Niezupełnie. Choć mówię to z bólem, to obawiam się, że zostanie z nami nawet po opuszczeniu tych murów. Las to również terytorium należące do posesji.
— Naprawdę nie ma innego, szybszego sposobu? Jesteś geniuszem, wymyśl coś! — jęknęła Liv, łypiąc nieprzyjaźnie na zjawę. Chciała jeszcze coś dodać, ale niespodziewanie wyrosła pomiędzy nimi ciężka, masywna krata. Z lekkim zdumieniem wgapiała się w tę przeszkodę, której niewątpliwym zadaniem było rozdzielenie ją i Itachiego. Cóż, spełniła swoją rolę, ale na jak długo to już inna sprawa. — Niezła próba, kochana. Niestety musisz się bardziej postarać — wymruczała słodko w stronę, wyraźnie zadowolonej nieznajomej podczas składania pieczęci.
— Senju, z prawej! — Alarmujący krzyk Itachiego wystarczył aby momentalnie pobudzić Liv do działania. Jednym susem odskoczyła w bok tylko o włos unikając rozpłatania ogromnym ostrzem, wylatującym ze ściany. — Zapomniałaś, że tu nie działa żadne jutsu? Trochę skupienia, nic więcej nie wymagam!
— Nie widzisz, że ta wywłoka pragnie mojej śmierci?! Z racji tego oczywistego faktu nie mam czasu na dogłębne analizy! — wywarczała z poirytowaniem, odgarniając z twarzy włosy.
— Oj, nie gniewaj się. Sprawdzałam tylko twój refleks, złociutka — zakpiła najbardziej zainteresowana, machając lekceważąco dłonią, jakby to co wydarzyło się przed chwilą to zwykły drobiazg.
— Żebym ja twojego nie potrenowała, ty fruwający obłoku plazmy — wysyczała w odpowiedzi Liv, poprawiając tkwiącą na plecach katanę i powoli idąc w stronę towarzyszy. W końcu cholera wie jakie jeszcze niespodzianki trzymała ta mara w rękawie. Podziemia dawały niezliczoną ilość możliwości upozorowania wypadku, a nie wątpiła, że nieznajoma zrobi wszystko aby się jej pozbyć.
Nagle, zatrzymała się w pół ruchu uważnie nasłuchując. Coś nadchodziło. Miała wrażenie jakby czuła niespodziewane drgania podłoża, a chwilę później zrozumiała dlaczego. Jakimś cudem, duchowi udało się uaktywnić nie tylko kratę, ale i inną pułapkę. O wiele gorszą, jeżeli Liv miała być szczera.
Przeklinając pod nosem, błyskawicznie zaczęła się cofać gdy zauważyła, że posadzka uciekaj jej spod stóp. Aż przełknęła nerwowo ślinę, kiedy w ostatniej sekundzie uniknęła runięcia w dół. W uszach słyszała szum krwi od buzującej w żyłach adrenaliny, gdy ciało wkładało całą energię w wydostanie się z opresji. Nie zastanawiając się długo skoczyła w tył, ale zrozumiała, że to nie wystarczy. Mało, że korytarz zmieniał się w jedną wielką ziejącą dziurę to jeszcze ze ścian i z sufitu spływała zielona maź, uniemożliwiająca przyczepienie się za pomocą czakry. O ile oczywiście mogłaby jej używać, ale jak widać budowniczy tego przybytku pomyślał o wszystkim.
Szybki rzut oka za siebie wystarczył Liv by wiedziała, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jedyne bezpieczne miejsce znajdowało się kilkanaście metrów przed nią, za kratami. Wniosek, dupek Uchiha jak zwykle był bezpieczny. Mimowolnie spojrzała w pobladłą twarz partnera, zastanawiając się nad wyjściem z tarapatów.
— Senju, katana!
— Wiem, Uchiha! Nie popisuj się. — Gwałtownym ruchem wyrwała z pochwy miecz i z całej siły wbiła w ścianę, w ciszy się modląc aby wszystko poszło zgodnie z planem. Odetchnęła z niemałą ulgą, gdy uświadomiła sobie jak niewiele brakowało. Wisiała nad czarną, zimną pustką, trzymając się wyłącznie rękojeści broni. Przez parę długich sekund trwała w bezruchu upewniając się czy ostrze weszło wystarczająco głęboko aż w końcu drgnęła. Mamrotając pod nosem, spięła wszystkie mięsnie i niczym cyrkowiec rozhuśtała się, aby chwilę później opaść stopami na katanę.
— Znam twoją nową dziewczynę raptem kilkanaście minut, a już jej nienawidzę. — Przykucnęła, wpatrując się w zjawę z mordem w oczach. — Jakbyś nie była już martwa…
— Senju, zamiast wdawać się w bezsensowne dyskusje, lepiej skup się nad wyjściem z sytuacji.
— Pozbądź się kraty a skoczę — mruknęła beznamiętnie.
— Genialne, ale sprawdziłem. Ani drgnie. — Itachi oparł się o metal, uważniej przyglądając się ziejącej za nią przepaści. — Wygląda na to, że musisz skoczyć, ale w dół.
— Słucham? Nie po to włożyłam tyle wysiłku aby tam nie wpaść żeby teraz dobrowolnie skoczyć. — Liv momentalnie skrzywiła się z niesmakiem. Dostrzegając poważną minę Uchihy, sapnęła z niedowierzaniem: — Chyba żartujesz…
— Ani trochę.
— Ty wiesz jaki tam może czekać na mnie syf? Wspaniałomyślnie nie wspomnę o naostrzonych palach.
— Ufasz mi?
— Szczerze? Ani trochę — prychnęła, wyjmując z kieszeni tasiemkę i związując włosy w kucyk.
— Senju, to nie jest dobry… — Itachi zamilkł zaskoczony, kiedy Liv uśmiechnęła się drwiąco przybierając formę demona i zsuwając się z ostrza.
— Stosuję zasadę ograniczonego zaufania, Uchiha — syknęła przez zęby, zapierając się stopami o ścianę. Gdy już upewniła się, że ma stabilną pozycję do wyrwania katany zerknęła na zadowolone widmo. — Z tobą rozliczę się jak wrócę.
— Jeżeli wrócisz — odpowiedziała zjawa, przenikając przez przeszkodę i zatrzymując się przed kunoichi.
— O to się nie martw. Nawet nie zdążysz zatęsknić.

~oOo~

Kazama powoli uchylił powieki, spoglądając na ciężar spoczywający na jego piersi. Ten widok wystarczył aby kąciki ust powędrowały mu ku górze, a on paradoksalnie poczuł się lżej. Ciepło oraz bliskość drugiego ciała sprawiła, że już dawno nie obudził się tak wypoczęty i zrelaksowany. Owszem, był trochę odrętwiały od spania w jednej pozycji, ale świadomość towarzystwa wynagradzała każdy dyskomfort.
Przez parę sekund nawet nie oddychał sprawdzając czy dziewczyna śpi, a gdy już się upewnił, że tak ostrożnie wsunął palce w jej włosy. Przeczesując białe kosmyki, zastanawiał się do czego zaprowadzi ich ta noc, a przede wszystkim czy zepsuje łączące relacje czy może je wzmocni? Sobie nie miał nic do zarzucenia. Propozycja padła od niej, a on zwyczajnie na nią przystał. Zresztą, nigdy niczego nie potrafił jej odmówić.
— Kazama… czego mnie nie budzisz… misję mam…
Słysząc ochrypły szept towarzyszki, jedynie zmrużył oczy nie odpowiadając na oskarżenie. Zamiast tego z zainteresowaniem przyjrzał się rozciągniętej koszulce dziewczyny i powoli przesunął opuszkami palców po odsłoniętym ramieniu, z zadowoleniem odnotowując jak zadrżała.
— Przestań…
Jękniecie jakie wydobyło się gardła partnerki aż go zelektryzowało, prowokując do kontynuacji wędrówki dłoni i tylko cudem powstrzymał się od zbadania dalszych fragmentów nagiej skóry.
— Zabawne… słyszę przestań, a czuję w tobie nieme błaganie o jeszcze — parsknął z rozbawieniem, cofając rękę i patrząc jak Liv opiera brodę na jego klatce piersiowej łypiąc na niego spod rzęs.
— Nieładnie tak wykorzystywać oczywistą przewagę nad bezbronną ofiarą — wymamrotała, świdrując go spojrzeniem swoich złotych ślepi.
— Każdy gra kartami jakie zsyła mu los — odparł filozoficznie, odgarniając Senju zabłąkany kosmyk z grzbietu nosa.
— I nie wyciągasz nic z rękawa? — mruknęła, w końcu gramoląc się z posłania i przeczesując palcami potargane włosy. Przeciągnęła się mocno ziewając, prostując zastane kości. Gdy Kazama nie odpowiedział, zerknęła na niego przez ramię odrobinę zdziwiona tym przedłużającym się milczeniem.
— Nie muszę — stwierdził z prostotą, kładąc się wygodniej na łóżku i poprawiając poduszkę pod głową.

~oOo~

Biorąc głębszy oddech, Itachi zrobił większy krok nad zapadniętą kamienną płytą. Podążał ciemnymi korytarzami w kierunku wyjścia mając za kompana irytującego ducha, który robił co w jego mocy aby go wyprowadzić z równowagi. O ile w miarę możliwości starał się ignorować to niechciane towarzystwo to wciąż  rozmyślał o Senju. Zastanawiał się czy aby na pewno skok w tę przepaść był najlepszym rozwiązaniem. Może rzeczywiście powinni zdetonować bombę przy kratach? Jednak przeciwko temu przemawiał zdrowy rozsądek, bo co by się stało gdyby budowla nie wytrzymała wybuchu? Odpowiedź była krótka, zostaliby zagrzebani żywcem.
Wzdychając ciężko, spojrzał na nagle milczące widmo. Kobieta od paru chwil nic nie mówiła, a tylko mu się przyglądała. Ten wzrok niepokoił Uchihę, ponieważ wietrzył w nim jakiś podstęp.
— Nie powinieneś lekceważyć moich słów — zauważyła z lekką irytacją w głosie, znacznie zmniejszając dzielący ich dystans.
— Nie lekceważę, a jedynie nie słucham.
Uchiha nawet nie zdążył uskoczyć, gdy nieznajoma niespodziewanie zacisnęła dłonie na jego szyi mocno dociskając do ściany. Dopiero teraz dostrzegł, że coś się zmieniło. Zbyt zdumiony tym faktem nawet nie próbował się uwolnić, jedynie wpatrując się w wykrzywioną w grymasie złości twarz zjawy.
— Popełniacie błąd za błędem — wysyczała, obnażając zęby.
— Jakim cudem potrafisz mnie przytrzymać? Jesteś duchem — zapytał autentycznie zaintrygowany, ponieważ pierwszy raz spotkał się z takim fenomenem. Zmarli nie potrafili zrobić krzywdy żywemu, bo zwyczajnie przez niego przenikali, ale jak widać jego towarzyszki ten fakt nie dotyczył.
— Jesteś głodny wiedzy wojowniku… dobrze. A więc ci ją udostępnię — zaśmiała się perliście, a po jej gniewie nie było już nawet śladu. — Te mury wysysają z was czakrę i energię, ale to już wiesz… nie wiesz natomiast, że to co odbierane jest wam, zasila mnie.
— Nawet jeśli to jesteśmy tu za krótko abyś osiągnęła taki efekt.
— To jak wytłumaczysz, że moja powłoka robi się bardziej cielesna?
— Ja nie marnuję sił… — Zamarł w pół słowa, gdy uświadomił sobie kto tak intensywnie dokarmia widmo. — Senju…
— Owszem, ty jesteś wyjątkowo skąpy, ale twoja towarzyszka już nie — zacmokała, nieopatrznie luzując uścisk żeby dotknąć palcami policzka przytrzymywanej ofiary. — Próbując zachować życie, wzmacnia mnie.
— Każda technika ma wady, jak widać ta również. — W oka mgnieniu rolę się odwróciły i teraz Itachi z ofiary przyjął rolę kata, zaciskając palce na krtani nieznajomej. W miejscu gdzie jego skóra stykała się z duchem czuł obezwładniające zimno, zupełnie jakby wsadził rękę do wiadra z lodowatą wodą, mimo to nawet nie mrugnął. Ignorując ten dyskomfort bez litości wpatrywał się w krztuszącą kobietę, mrużąc powieki. — Pytam po raz pierwszy i ostatni, gdzie jest Senju?
— Prawdopodobnie już zdycha — wymamrotała, zaraz zastygając w bezruchu, a jej ciało zamarło z przerażenia.
Promieniujący od bruneta gniew na moment złamał bariery nałożone na budynek i miała okazję dostrzec słynną krwistą czerwień Sharingana, która zamigotała w oczach mężczyzny. Jednak ta chwila trwała tak krótko, że gdyby nie bliskość pomyślałaby, że to wyłącznie złudzenie. Uchiha cofnął się  z sykiem osłaniając oczy dłońmi, spod których widziała sączącą się po twarzy krew. Widząc to mimowolnie odczuła niesłychaną ulgę. Na szczęście nie udało mu się utrzymać Kekkei Genkai zbyt długo, bo gdyby stało się inaczej to mógłby być kłopotliwy. Roześmiała się głośno, obserwując jak chwiejnie zwiększył dzielącą ich odległość.
— Czyli to prawda, jesteście bardzo uczuciowym klanem… — Nagle cofnęła się z piskiem, gdy niespodziewanie tuż przed nią wyrosła Liv zagłębiając w jej piersi długą lancę. Wpatrując się w kunoichi w niedowierzaniu, zamigotała i ponownie straciła ostrość.
— Uchiha, zostawić cię tylko na chwilę, a już krwawisz jak zarzynana świnia — mruknęła, tracąc zainteresowanie wyblakłym duchem oraz podchodząc do partnera. Z westchnieniem odsunęła jego dłonie z twarzy, przyglądając się szkodom. — Trzeba zetrzeć tę juchę.
— Nic mi nie jest.
— Oczywiście — sarknęła, sięgając po menażkę z wodą i polewając chusteczkę. Złapała Uchihę za podbródek w miarę możliwości szybko oczyszczając mu twarz. Zamierzała uwinąć się w tym jak najszybciej zbyt świadoma bliskości Itachiego. Całą sobą czułą promieniujące od niego ciepło, które sprawiało że aż lekko drżały jej dłonie. Zbyt skupiona na działaniu oraz próbie ukrycia niechcianych reakcji wywoływanych przez gorący oddech partnera owiewający usta, nawet nie zauważyła jego czujnego spojrzenia. — Nadwyrężyłeś oczy, baranie.
— Od tego się nie umiera — stwierdził, obserwując spod rzęs jak obrywa kawałek swojej koszulki, zwilżając by za chwilę przewiązać mu nim powieki. Nawet nie próbował w tym przeszkodzić Senju, a jedynie czekał na koniec zabiegów. Świadomość, że się nim zaopiekowała dziwnie poprawiła mu samopoczucie.
— Owszem, ale na jakiś czas straciliśmy kartę przetargową… twojego Sharingana, geniuszu.
— Tu i tak by się nie przydał. — Gdy wyczuł jak się cofa, w oka mgnieniu złapał Senju za nadgarstki przytrzymując w miejscu i nachylił się w jej stronę, szeptając: — Dziękuję.
Czuł jak przygląda mu się uważnie, zastanawiając skąd ta niespodziewana zmiana. Choć nie widział twarzy Liv to wciąż potrafił bezbłędnie rozszyfrować jej myśli. Musiał ją zaskoczyć, bo jeszcze niedawno podziękowania nie przeszłyby mu przez gardło, a teraz je powiedział i do tego brzmiały autentycznie szczerze. Gdy już myślał, że nie zareaguje na jego słowa, nagle aż drgnął. Przez jedną ulotną chwilę miał wrażenie, że wyczuł jak opuszkami palców musnęła mu policzek zanim odpowiedziała.
— Nie ma za co… Itachi. — Ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu nie usłyszał żadnego sarkazmu, a jedynie miękkość głosu, kiedy łagodnie się wycofała wysuwając nadgarstki z jego uścisku.

~oOo~

— Senju… skąd wytrzasnęłaś tę lancę? — Itachi mocniej zacisnął dłoń na barku Liv, idąc za nią krok w krok. Był to ich wspólny pomysł, a przynajmniej jedyne możliwe rozwiązanie chwilowej ślepoty Uchihy. Żeby nie wpakować się w jakąś pułapkę, kunoichi pełniła rolę jego przewodnika.
— Leżała w jednym z korytarzy — wyjaśniła, wspaniałomyślnie przemilczając fakt, że odrobinę zboczyła z trasy aby ją zdobyć. Cóż, takiego artefaktu zwyczajnie nie zostawia się na pastwę losu.
— Moglibyście mnie nie ignorować? — prychnęła zjawa, bezczelnie zastawiając im drogę. Widać było, że jest wyraźnie poirytowana tym zepchnięciem na dalszy tor. Od jakiegoś czasu traktowali ją jak powietrze i coraz gorzej to znosiła.
— Średnio ci wierzę, że została zostawiona tak bez zabezpieczeń — zakpił brunet, muskając powierzchnie trzymanej przez Liv broni.
— Tak czy siak, teraz jest moja i tyle.
— Jeszcze tego pożałujecie — zagroziła zjawa, kiedy nie zareagowali na jej oskarżenie, a tylko przeszli przez nią kontynuując rozmowę.
— Będziesz musiała pokazać ją Hokage.
— Ja nic nie muszę, Uchiha. Ja mogę ewentualnie chcieć — prychnęła Liv z wyższością, zaraz spuszczając z tonu i marszcząc brwi. Martwiła ją inna rzecz, a jak się domyślała to i Itachi nad nią rozmyślał. — Musimy skonsultować się z Tsunade w sprawie dalszych poszukiwań Młota. Zaproszenie do tawerny jest bezczelną pułapką i głupotą byłoby wysyłanie akurat nas.
— Przypuszczam, że zostaniemy odsunięci od tej sprawy.
— Też tak myślę… — Liv rozejrzała się uważnie nagle dostrzegając, że natrętny duch gdzieś zniknął. Skonsternowana zmarszczyła nos, mamrotając: — Informacja dnia, zjawy potrafią strzelać focha.
— O czym ty bredzisz, Senju?
— Nasza urocza towarzyszka zniknęła, ale nie ma co się cieszyć. Pewnie zaraz zmięknie i wróci.
— Albo organizuje dla nas jakąś atrakcję. Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie aktywowała więcej zasadzek.
— Och, akurat wyjaśnienie tego jest wyjątkowo proste — zakpiła Liv, oglądając się na partnera. — Poruszając się w ten sposób nie ma szans aby coś co trafi we mnie, ominęło ciebie. A jak wiemy, ona nie chce twojej krzywdy.
— Czyli jednym słowem, dzięki mnie jesteś bezpieczna, Senju — posumował z lekkim uśmiechem, na co zareagowała głośnym i jakże wymownym prychnięciem.

~oOo~

Liv aż odetchnęła głębiej na widok zardzewiałej drabinki, prowadzącej na powierzchnie. Czuła się wyczerpana oraz brudna od zwiedzania tej rudery i już zdążyła zatęsknić za słońcem, a przede wszystkim za świeżym powietrzem.
Dziwnie milcząca zjawa przestała już być tak irytująca, ale Senju już i tak obiecała sobie w duchu, że jak tylko wyjdą ze świątyni to wyśle tu klona. Niech on zbada dokładnie cały budynek w poszukiwaniu sposobu pozbycia się niechcianego towarzystwa.
Owszem, niby mogli się ewakuować zaraz po opuszczeniu tych terenów, ale Liv doskonale wiedziała, że Itachi choć się nie skarżył to jest wyczerpany. Techniki wzrokowe dosłownie wyssały z niego większość energii, a i ona nie miała jej za wiele. Walka w podziemiach sporo ją kosztowała. Dlatego najlepszym rozwiązaniem było spędzenie tu nocy przed ewentualnym powrotem do Konohy.
— Okej, jesteśmy prawie u celu — mruknęła, zdejmując ze swojego ramienia dłoń Uchihy i kładąc na stopniu drabinki. — Smaruj na górę.
— Nie idziesz pierwsza?
— Nie. Ślepcom się ustępuje — parsknęła, popychając Itachiego do przodu oraz kontrolnie zerkając na zjawę. Ta, ku uldze Senju, nie zareagowała w żaden widoczny sposób, a jedynie podążyła w ślad za brunetem nie ustępując mu kroku. — Podejrzane — wymamrotała pod nosem, łypiąc na znikającego ducha i powoli wspinając się za Uchihą. Jakoś wątpiła żeby nieznajoma zrezygnowała z uprzykrzania jej życia. Przypuszczała, że zjawa pokaże pazury gdy już opuszczą mury świątyni.

15 komentarzy:

  1. Jest moc! Dobry rozdział. Dużo się dzieje, a Liv bezapelacyjnie rządzi :))
    Prezent na święta jak się patrzy ;)
    Życzę weny i czasu, abyś więcej takich postów nam serwowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie taka entuzjastyczna reakcja :"D. Liv pokazała pazur, nie? I o to chodzi! Ona nigdy nie będzie dobrą i grzeczną dziewczynką^^.
      Dziękuję za życzenia. Mam nadzieję, że się spełnią, bo czasu mam jak na lekarstwo D:. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ach ci Uchiha i ich urok ;p
    Cudny rozdział. Fajnie, że dałaś fragment z Kazamą :D Ja już sama nie wiem kogo wolę. Kazamę czy Itachiego... Trudny wybór :D
    Wesołych Świąt i weny pod choinką ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehue... Na Uchihę wszystko poleci, trup nie trup^^.
      Skoro tak wielbicie Pana Chikage to nie mogło go nie być. Bez niego wpisy są takie jakieś niepełne :"D.
      Również życzę wszystkiego dobrego i dziękuję za komentarz :3.

      Usuń
  3. no zabije! zabije! za krótko!!! :C
    Uchiha rozpala nawet martwe serca hahaha
    no i słodzili sobie dzisiaj trochę :D ! Uwielbiam ich :D

    Życzę Ci Wesołych i Spokojnych Świąt oraz zebyś pod choinką znalazła pudło weny i wolnego czasu na blog :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za krótko, jak za krótko! Judah, Ciebie lepiej ubierać niż karmić wpisem XD.
      A przyznaję, że z okazji świąt nasi bohaterowie byli dla siebie odrobinę milsi. Oczywiście bez żadnych szaleństw, ale zawsze coś :"D.
      Dziękuję za życzenia i również życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  4. Super prezent świąteczny :)
    Każda z postaci pokazała to, za co ich kochamy :)
    Doczekać się nie mogę kolejnej części. Jestem ciekawa co zaserwujesz w następnym rozdziale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówta, że Was nie kocham^^. Specjalnie tak sie sprężałam z tym wpisem co by zdążyć przed świętami:>.
      Ach, ciekawość to najgorszy z grzechów :"D. Któż to wie co spotka naszą uroczą parę.

      Usuń
    2. To co ich czeka na pewno nas nie zawiedzie a zaskoczy pozytywnie. Co to będzie strzelać nie będę, bo ostatnio coś mi szczęście dopisuje w lotku i jeszcze wstrzelę się dobrze ze zgadywaniem :)

      Usuń
  5. nie moogę się już doczekać następnego :#

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwości życzę w przyszłym roku, a raczej w teraźniejszym. No nie ważne, w każdym razie mam nadzieję, że nie zawiodę^^.

      Usuń
  6. Prezent cudny :* Bardzo mnie ucieszył ♥ Tylko do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze więcej Kazamy (team'ie Chikage rośnij w siłę~! xD)
    Itachi rozkochuje w sobie trupy? Hm, nie zazdroszczę umiejętności xD W takim wypadku odradzam mu chodzenie na cmentarze xp Niemniej ciekawa jestem tego ducha. Domyślam się, że rozwiniesz wątek z nim w rozdziale następnym, tym samym przybliżając nam trochę jego postać - no bo tak niby z jakiej racji do Uchihy się klei? Tak po prostu z uczucia? No nie, tak nie może być! Duch-kobieta nie może mieć szowinistycznego podejścia ^^'' Coś więcej musi być na rzeczy, nie?
    No i coś z tą lancą musi być też, racja? Jakieś super właściwości, pradawna magia i inne cuda na kiju... czy to tylko ja wietrzę jakieś niestworzone spiski? C'': Ciekawa też jestem, kto będzie czekał na nich w tawernie i skąd ten owy ktoś/ktosie wiedzieli, że to właśnie Uchiha i Senju zostaną wysłani do tego zadania (choć może po głębszym namyśle faktycznie nie było to aż tak trudne do rozgryzienia...). Coś czuję, że Tsunade wyśle jakiś szwadron zwiadowczy do Krainy Lodu, ale nic to nie da, więc koniec końców Liv i Itaś będą musieli wziąć wszystko we własne ręce... We wcześniejszej odpowiedzi na mój komentarz pisałaś coś o spiskach i przewrotach, jednak mam nadzieję, że broń Boże nie będzie za tym stał Kazama, który będzie chciał odciągnąć Senju od ludzi! - tak nie może być, nie?! O.O Chociaż on sam też mógłby pojawić się w jakiejś scenie walki, tak żeby było ciekawiej i ku mojej wielkiej uciesze ♥
    Nie mogę się już doczekać następnego odcinka - mam nadzieję, że wstawisz go już niebawem C:
    Tymczasem wodospadów weny (i wolnego czasu) oraz wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku :*
    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Kita... wietrzysz spisek w akcji z duchem i z lancą. Cóż, nic nie powiem! Dowiesz się czy trafiłaś w następnym rozdziale :"D. Mam nadzieję, że Cię nie rozczaruję^^.
      Podobają mi się Twoje domysły, są wielce inspirujące dla mnie, więc pisz mi tak dalej. Dzięki takim komentarzom mój Wenon aż wariuje^^.
      Co do Twojego pytania o przewroty... Hm... Kazamie leży na sercu dobro Liv, ale z pewnością by nie płakał jakby los sam postanowił mu odrobinę pomóc^^. Co do łaknięcia postaci Chikage we wpisach... spokojna Twoja rozczochrana! Z tym panem nie pożegnamy się zbyt prędko, o ile w ogóle kiedyś nas opuści... ale cii... nie zdradzajmy fabuły :"D.
      Mam nadzieję, że kolejny wpis TFL odrobinę osłodzi Ci czekanie na rozdział głównego opowiadania^^.
      Dziękuję bardzo za życzenia, ja również życzę Ci wszystkiego dobrego. Oby nowy rok okazał się lepszy niż poprzedni <3. Buziaki

      Usuń
  7. Przeczytałam i jest super! Co prawda trochę krótko, ale nie będę narzekać. Ciekawi mnie ta postać ducha, pewnie nie uda się jej tak łatwo zgubić. Trochę mi przypomina Toma Riddla, z Harrego Pottera z tym odzyskiwaniem ciała. Czekam na następną notkę i mam nadzieję, że tym razem będzie dłuższa! Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, witaj!
      Twoja opinia niezmiernie mnie cieszy i mam nadzieję, że będziesz tu do mnie wpadać częściej.
      Masz rację! Rzeczywiście ten duch jest rzeczywiście odrobinę podobny do Toma, dopiero jak to powiedziałaś to to zauważyłam. No cóż, mój duch przynajmniej nie chce zdobyć władzy nad światem XD. Przynajmniej nie oficjalnie :"D.
      Dziękuję za komentarz, wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń