6.01.2016

Time for love cz.4

Hej, hej Robaczki! Witajcie w nowym, mam nadzieję, że lepszym roku! Życzę Wam spełnienia marzeń, zdrowia, dużo wolnego czasu i piniądzów. Jak widzicie mam dla Was noworoczny prezent! (cicho tam, że odrobinę spóźniony, ale jest, nie? To się liczy^^)
Jestem z niego podwójnie dumna. Raz, że napisałam ten rozdział, a dwa, że dokończyłam historię. Borze szumiący, moje ego aż trzeszczy w szwach. Nie, nie tu nie chodzi o to, że uważam ten wpis za genialny… tu chodzi o to, że WRESZCIE coś zakończyłam. Ha ha! Dumnam niemiłosiernie.
To co, nie przedłużając zapraszam to czytania i niecierpliwie czekam na opinie:3. Zasypcie mnie komentarzami, co bym mogła się nimi cieszyć niczym młode prosie błotem. Huehuehue… ach te moje górnolotne porównania^^.



UWAGA: Niebetowane. Uważać na oczy :”D.






Liv przez dobre kilkanaście minut wgapiała się w białą armaturę, porażona wyciągniętymi wnioskami. Świadomość, że podobał jej się Uchiha spadła na nią jak grom z jasnego nieba i nie potrafiła zrozumieć, kiedy i jak to się stało. Przecież była odporna na tego barana… no, przynajmniej w pewnym stopniu. Owszem, uważała, że jest przystojny, ale nie wielbiła ziemi po której stąpał. Ot atrakcyjny chłopak i tyle. Nie ma co robić wokół tego wielkiego szumu.
Niestety jak to zwykle bywa i to musiało się zmienić. Oczywiście to nie tak, że nagle wzdychała do niego jak te żałosne dziewczyny ze szkoły. Nie, nie, nie. Gdyby tak było to jak nic popełniłaby seppuku czy inne harakiri. Po prostu, niespodziewanie zapragnęła być tą jedyną na którą patrzył Itachi oraz posiadać sto procent jego uwagi. Nie dość, że zaczął się jej podobać to jeszcze robiła się zaborcza. Żeby to cholera wzięła.
— Głupi — warknęła cicho, skonsternowana niewesołymi myślami. Zdecydowanie powinna wziąć nogi za pas zanim to szaleństwo pochłonie ją całkowicie. Zamierzała już odkręcić wodę aby obmyć twarz zimną wodą, gdy nagle kątem oka dostrzegła, że nie jest sama. Aż sapnęła zaskoczona momentalnie obracając się w miejscu, zaraz mrużąc groźnie powieki. — Co ja do diabła mówiłam o skradaniu, Uchiha?!
— Wystraszyłem cię? — zapytał sam zainteresowany bez krzty skruchy w głosie i oparł się ramieniem o ścianę, uważnie przyglądając się dziewczynie spod rzęs. Uwadze bruneta nie umknął fakt, że Liv dyskretnie zwiększyła pomiędzy nimi dystans wręcz napierając biodrem na umywalkę. Rozbawiony tym posunięciem, spojrzał jej w oczy. — Szukałem cię.
— Fajnie, no i znalazłeś. A teraz, wypad. To damska toaleta — poinformowała z jawną niechęcią, w duchu zastanawiając się jakim cudem wlazł do środka, a ona nic nie usłyszała. Przecież te cholerne drzwi skrzypiały tak niemiłosiernie, że poderwałyby umarłego.
— Zaraz, najpierw powiem po co cię szukałem.
— Serio? A skąd pewność, że chcę to wiedzieć? — Liv skrzyżowała ramiona na piersi, podirytowana zaistniałą sytuacją. Jej zdaniem Uchiha za dużo sobie pozwalał zwłaszcza, że wciąż nie zapomniała czego była świadkiem w pracowni biologicznej. Okej, wiedziała, że to nie Itachi zainicjował ten zabójczy pocałunek, ale na samo wspomnienie wciąż podnosiło się Senju ciśnienie.
— Ciekawość to ludzka rzecz, Liv.
— Och, ależ ja nie jestem ciekawa z kim się obmacujesz w pustych salach. — W sekundzie kiedy dotarło do niej co właśnie powiedziała aż zaklęła cicho, zaciskając usta i momentalnie odwróciła wzrok. W pierwotnym planie nie zamierzała się przyznawać, że widziała całe zajście, a tu taka wpadka. Chyba powinna przestać się odzywać, bo gdy tylko otwierała usta to pakowała się w coraz gorsze tarapaty. Warcząc pod nosem ze złości, wytrwale unikała zdumionego spojrzenia bruneta modląc się aby nie zgłębiał tematu.
— Cóż, w zasadzie nie o tym chciałem mówić, ale być może dobrze się stało — stwierdził Itachi z zamyśleniem, odsuwając się od ściany. Spokojnym krokiem zmniejszył dzielący ich dystans tak, że teraz patrzył na Liv z góry. — To nic nie znaczyło.
Senju aż drgnęła nerwowo podczas tego wyznania, zaraz krzywiąc się malowniczo. Ta rozmowa zmierzała w bardzo, bardzo złym kierunku i jeżeli czegoś nie wymyśli to Uchiha może wyciągnąć złe wnioski. Na przykład takie, że jest zaangażowana w to coś między nimi za mocno. Tylko tego brakowało.
— Po cholerę się tłumaczysz, kretynie? — fuknęła, przewracając teatralnie oczami. — Zostałeś zaatakowany i tyle. Zdarza się.
— To miło, że podchodzisz do tego tak liberalnie, ale mimo wszystko…
— Oj, zamknij się, Uchiha. Mów z czym tu przyszedłeś. — Liv bezceremonialnie weszła mu w słowo, szybko zmieniając temat. Nie chciała wkraczać na jeszcze bardziej grząskie tereny, zwłaszcza, że on jakoś dziwnie nie miał nic przeciwko. To nie wróżyło dobrze. Musiała jakoś odwrócić uwagę bruneta od kontynuowania tamtej żenującej rozmowy. — Skoro wparowałeś do damskiej toalety niczym hiszpańska inkwizycja, to to musiało być ważne.
Itachi przez dłuższą chwilę milczał przypatrując się Senju, aż w końcu westchnął ze znużeniem odpuszczając.
— Chciałem żebyś dała znać w domu, że wrócisz później.
— Czemu?
— Bo planuję cię porwać, zamordować, a później zwłoki poćwiartować i gdzieś zutylizować.
— Bardzo zabawne, Uchiha.
— To nie zadawaj głupich pytań.
— A co jeśli się nie zgodzę?
— Nie możesz, bo jesteś mi winna randkę — stwierdził ze spokojem łypiąc na nią z boku, po czym uśmiechnął się delikatnie. — Poza tym nie pożałujesz. Gwarantuję.
— Nie wiem, nie wiem… — zacmokała z wahaniem, obserwując chłopaka spod rzęs. Owszem, ciekawiło ją co takiego zaplanował, ale z drugiej strony przebywanie z nim sam na sam, na jego terytorium, dawało mu zbytnią przewagę. Już i tak za bardzo na nią oddziaływał, a co jak jeszcze mocniej ją omota?
— Hm… — Uchiha pochylił się nad dumającą Liv, z zadowoleniem dostrzegając jak walczy sama ze sobą. — Chyba znam twój problem. Ty się martwisz, że mogę mieć rację i rzeczywiście ci się spodoba.
— Niby skąd taki niedorzeczny pomysł? — zapytała szybko, puszczając wargę którą nie wiadomo kiedy przygryzła. Do diaska, co z jej postawą obronną? Czyżby już ją sforsował? — A poza tym, co złego się stanie, że będę się ewentualnie dobrze bawić? To chyba nawet lepiej niż miałabym umrzeć z nudów.
— Owszem, ale istnieje niebezpieczeństwo, że zechcesz to powtórzyć…
— Nie schlebiaj sobie, Uchiha — prychnęła z wyższością, wymijając Itachiego powolnym krokiem i podchodząc do drzwi. Cholera. Widziała po jego oczach, że on już wie. Wie, że przestał być jej obojętny. Trzymała właśnie rękę na klamce, gdy poczuła uścisk na ramieniu, a później ciepły oddech owiał ucho Liv.
— Będę czekać przy twojej szafce.

~oOo~

Liv z pewną dozą konsternacji, zerkała to na Itachiego to na drogę. Chłopak z wprawą prowadził auto, spokojnie zmierzając do celu, celu którego ona sama nie znała. Tak, Uchiha nawet słowem się nie zająknął gdzie jadą. To nie tak, że nie próbowała wycisnąć z niego gdzie się udają. Podchodziła go na wszelkie możliwe sposoby — no, może odpuściła sobie jawne molestowanie — ale ten szarlatan nic nie zdradził. Jedynie uśmiechał się w ten tajemniczy sposób, milcząc.
Na samym wstępie zaskoczył ją, że zamiast skorzystać z komunikacji miejskiej, jadą autem. Po pierwsze nie spodziewała się, że Itachi ma prawo jazdy, po drugie nie wiedziała, że ma wóz. Jak się zastanowić to do szkoły zawsze chodził pieszo. Przynajmniej tak się Liv wydawało, bo jakoś nigdy nie przyuważyła go na parkingu przy bramie. No i raczej wszystkie uczennice nie omieszkałyby się głośno podniecać jaką to sportową furą wozi się ich ulubieniec. Bo pojazd według Senju przyciągał oko. Ładna sportowa linia nadwozia, czarny, błyszczący lakier, skórzana tapicerka, ale dla niej najważniejszym faktem na ten moment było to, że jest w nim ciepło. Nie wieje, nie trzeba się tułać piechotą gdy wokół zima w pełni, a do tego te ogrzewane fotele. Tak, zdecydowanie nie miała za złe Itachiemu, że postanowił zabrać ją na przejażdżkę.
— Jak tak dalej będziesz milczał to rzeczywiście zacznę rozważać to co powiedziałeś.
— To o tym ćwiartowaniu? — zapytał z rozbawieniem, włączając kierunkowskaz i skręcając na skrzyżowaniu w lewo. — Spokojnie, piłę tym razem zostawiłem w domu. Brat ją na dziś zaklepał.
— Co za ulga — zakpiła, wychylając się na siedzeniu i zmniejszając ogrzewanie. Musiała już wcześniej rozpiąć kurtkę bo zrobiło się odrobinę za ciepło, a jeszcze trochę takiego gorącego nawiewu i jak nic będzie rozważać rozebranie się do rosołu.
Opierając się wygodnie o oparcie, zerknęła spod rzęs na kierowcę gdy ten sięgnął po coś na tylne siedzenie. Po chwili rzucił Senju na kolana czarne, miękkie zawiniątko, ponownie skupiając się na drodze.
— Prawie jesteśmy na miejscu, przewiąż tym oczy.
— Zaczęło się od licytacji na ślepo i tak się ma zakończyć? Jesteś monotematyczny, Uchiha — parsknęła, rozwijając materiał. Dopiero teraz zauważyła, że trzyma szalik Itachiego. Przez dłuższą chwilę przesuwała po nim palcami aż w końcu posłusznie zrobiła co mówił. Niech się dzieje co chce, pomyślała związując materiał. — Zadowolony?
— Owszem.
Pogrążona w ciemności, analizowała gdzie mógł ją zabierać. Wiedziała, że są na obrzeżach miasta, ale nie kojarzyła żadnej atrakcji w tych okolicach. Z drugiej strony nigdy się nie interesowała gdzie budują jakieś nowe kompleksy rozrywkowe, a w ostatnim roku panował istny szał budowlany. Dumając intensywnie poczuła, że auto zwalnia, a następnie się zatrzymuje. Podczas zapinania kurtki słyszała jak Itachi gasi silnik i po dźwięku otwieranych drzwi domyśliła się, że opuścił kabinę. Cóż, w takim razie chyba nastąpiła pora aby i ona ruszyła się z miejsca. Biorąc ostatnie uspakajające, głębokie oddechy sięgnęła do klamki, gdy nagle poczuła podmuch zimnego powietrza, a jej dłoń trafiła na ciepłą rękę Itachiego. Tak przynajmniej przypuszczała, że jego bo przecież była ślepa jak kret.
— Długo muszę to nosić? — zapytała lekko obrażonym tonem, pozwalając się prowadzić. Poczuła istne deja vu, bo tak samo oddała mu dowodzenie tuż po licytacji.
— Jeszcze chwilkę.
Niespodziewanie otoczyło Liv przyjemne ciepło, po czym wywnioskowała, że weszli do jakiegoś budynku. Idąc krok w krok za Uchihą, uważnie nasłuchiwała próbując odgadnąć dokąd przybyli. Niestety nie słyszała nic charakterystycznego.
— Hej, Łasic. To ona? — Ni stąd ni zowąd dotarł do niej przyjemny męski głos. Chociaż nie mogła tego zobaczyć, miała niemal pewność, że została zmierzona spojrzeniem od góry do dołu.
— Miało cię tu nie być.
Itachi nie wydawał się zadowolony z towarzystwa, co wyczuła po jego sztywnej postawie. Przysłuchując się tej wymianie zdań, czuła się odrobinę nieswojo. Świadomość, że oni widzą wszystko a ona nic wywoływała u Senju istną irytację, przez którą miała ochotę zgrzytać zębami.
— Właśnie wychodziłem — odparł nieznajomy z rozbawieniem i dopiero teraz do Liv dotarło, z kim ma do czynienia. Jak nic, stał przed nimi Shisui Uchiha. — Wybacz, że pytam, ale no… gnębi mnie to odrobine. Tak w kwestii natury technicznej, jak zamierzacie założyć kominiarkę i kask z tym szalikiem?
— Kominiarka? Kask? — Mimowolnie odwróciła się w stronę wzdychającego ciężko Itachiego. W co on ją pakował?
— Dzięki, Teleporter.
— Podsycanie ciekawości to moja specjalność — zaśmiał się chłopak, oddalając raźnym krokiem. — Aaa… i nie musisz dziękować, że wyczyściłem ci teren. Kakuzu z Hidanem nie będą zawracać ci głowy.
— Kakuzu i Hidan? O kim on gadał? — wypaliła automatycznie gdy tylko upewniła się, że Shisui gdzieś zniknął. Czuła się podekscytowana, a jednocześnie odrobinę przerażona. Bo jakby nie patrzeć to Itachi kontrolował sytuację. Ona nie wiedziała co, gdzie i jak. Z drugiej strony świadomość, że do randki potrzebne będą takie akcesoria jak kaski napełniała Liv entuzjazmem. Bo to znaczyło, że nie będzie romantycznie.
— Znajomi, a jednocześnie właściciele tego przybytku — wyjaśnił Uchiha, ciągnąc za sobą Senju. — Masz już ochotę uciekać?
— Nie bardzo. Jak słusznie zauważył twój kuzyn, jestem ciekawa.
— Czyli go rozpoznałaś.
— Nie inaczej.
— Hn.
Słysząc lekką irytację w głosie Itachiego, chciała coś odpowiedzieć, ale zanim zdążyła, nagle uderzył w nią głośny ryk odpalonych silników. Aż cofnęła się odruchowo, mocniej zaciskając palce na dłoni partnera.
— Co to?
— Sama zobacz — stwierdził, błyskawicznie ściągając z oczu Liv szalik i czekając na reakcję. Odsunął się odrobinę, pozwalając dziewczynie zmierzyć wzrokiem całe pomieszczenie. Od zbudowanego z opon toru aż do czekających już na nich kartingów. Z jej miny nie potrafił nic wyczytać, no może odrobinę z oczu, bo błyszczały jak dwa szmaragdy. Gdy milczenie Senju się przedłużało, zdecydował się odezwać. — Jeżeli ci się nie podoba to możemy…
— Żartujesz? To najlepszy pomysł na randkę na jaki mogłeś wpaść — zaśmiała się, szybko zeskakując z chodnika i podchodząc do pojazdów.
— Niesamowite… już nie robisz się zielona, wypowiadając słowo randka.
— Cóż, jeżeli to spotkanie będzie tak dobre na jakie się zapowiada to może nawet dostaniesz randkowego buziaka — rzuciła przez ramię, odchodząc w stronę regału z kaskami uprzednio zabierając brunetowi jedną z trzymanych przez niego kominiarek. Bez ociągania zdjęła zimową kurtkę, wieszając ją na stojącym nieopodal stojaku na ubrania.
— Nie składaj obietnic bez pokrycia, Liv.
— Ja zawsze dotrzymuję słowa. Wszystko zależy wyłącznie od ciebie, Itachi — powiedziała patrząc mu w oczy, a następnie włożyła cały potrzebny ekwipunek. Nawet się nie obejrzała jak Uchiha już stał przed nią w kasku, przyglądając się jej uważnie.
— Co masz na myśli mówiąc dobre spotkanie?
— Nie ustępuj mi pola tylko dlatego, że jestem dziewczyną. Nie lubię łatwych zwycięstw.
— Chcesz wyścigu?
— Nie inaczej, Sherloku.
— Mówisz i masz.

~oOo~

            Liv z wprawą wyskoczyła z kartingu, szybko zmierzając w stronę tablicy mierzącej czas przejazdów. Ściągając z głowy kask i kominiarkę, nonszalancko rozczesała palcami naelektryzowane włosy wzdychając z zadowoleniem. W jej żyłach buzowała czysta adrenalina, a na usta samoistnie wkradał się szeroki uśmiech nad którym nie potrafiła zapanować. W sumie nawet nie chciała, bo już dawno tak dobrze się nie bawiła. Kiedyś za dzieciaka przychodziła w takie miejsca z ojcem. To on zaszczepił w niej miłość do rywalizacji i sportu, niekoniecznie odpowiedniego dla dziewczynki. Bez mrugnięcia powieką zabierał ją na lekcje tańca na które zapisała Liv matka. Kobieta uparcie twierdziła, że takie zajęcia zaprocentują w przyszłości wyrabiając w dziewczynie grację oraz subtelność. Jednak mimo że nie sprzeciwiał się jawnie małżonce, zrobił wszystko aby pasja nie trwała zbyt długo. Oczywiście to nie tak, że zabronił uczyć się tańczyć, raczej pokazał bardziej ekscytujące sporty o których nawet nie śniła. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi jedna pasja została stłamszona  przez inną. Pół roku później woził już córkę na kurs strzelecki. Razem świetnie się bawili, namiętnie ukrywając przed matką Liv gdzie znikają na całe popołudnia. Ojciec dbał aby spróbowała wszystkiego żeby później mogła się skupić na czymś co rzeczywiście sprawia radość. Aika nie popierała tych ich eksperymentów dlatego zgodnie ustalili, że lepiej nic jej nie mówić. Wszystko się zmieniło po śmierci kobiety. Kamirama znacznie oddalił się od latorośli poświęcając się w pełni rodzinnej firmie.
Spychając w niepamięć niewesołe wspomnienia, Liv skupiła się na wynikach. Patrząc na wielki ekran wciąż czuła ten niesamowity dreszczyk emocji co za kierownicą i nie chciała sobie psuć humoru przeszłością. W końcu przyjechała tu aby się dobrze bawić.
Tuż przed rozpoczęciem rywalizacji ustalili z Itachim, że jest zbyt ciasno na wyścig na zasadach kto pierwszy więc postanowili, że wygrywa ten z najlepszym czasem okrążenia.
— Coś długo to trwa — poskarżyła się, przechylając głowę i zerkając na czekającego w ciszy Uchihę. Z lekkim rozbawieniem odnotowała, że jest odrobinę rozczochrany od ściągniętej pośpiesznie kominiarki. Teraz nie prezentował się aż tak idealnie, co paradoksalnie działało jeszcze mocniej na jego korzyść. Zapewne dziewczyny ze szkoły sikałyby po nogach z ekscytacji, patrząc na swoje bożyszcze w takim niesfornym wydaniu.
— Są.
Liv ze spokojem spojrzała na wyświetlone liczby, westchnieniem kwitując werdykt. Została pokonana o dwie sekundy. Cóż, tak po prawdzie to spodziewała się, że zwycięstwo będzie należeć do Itachiego. W końcu, skoro tor należał do jego znajomych to pewnie spędzał tu dużo wolnego czasu. Można powiedzieć, że ścigała się prawie z zawodowcem i tak bardzo nie ustąpiła mu pola, co napawało ją niemym entuzjazmem. Ogólnie, o dziwo mimo przegranej nie czuła się rozczarowana, a wręcz przeciwnie. Była zadowolona, że Uchiha dotrzymał słowa i nie próbował oszukiwać. Znowu jej zaimponował, bo każdy inny, znany Liv chłopak by odpuścił.
Patrząc na atrakcyjny profil towarzysza, postanowiła w pełni cieszyć się chwilą i zadziałała instynktownie. Kierując się impulsem, złapała go za koszulę zmuszając do pochylenia oraz wycisnęła na jego ustach miękki, spontaniczny pocałunek. Zrobiła to czego skrycie pragnęła od momentu jak została sama na ganku. To było to czego brakowało w zakończeniu poprzedniego miłego wieczoru i jakoś nie zamierzała ponownie polegać na Itachim. Zanim przymknęła powieki, z zadowoleniem zauważyła malujące się w oczach bruneta zaskoczenie.
— A to za co? — zapytał autentycznie zdziwiony, gdy w końcu się odsunęła.
— To moja nagroda pocieszenia — odparła beztrosko, puszczając mu oko i uśmiechając się pod nosem. Postanowiła dać się pochłonąć niesamowitej atmosferze, a nie analizować to co będzie później. Będzie co ma być.
— A co z nagrodą główną? — zawołał za nią unosząc pytająco brew, gdy Senju odeszła do regału i odłożyła kask na półkę.
— Nie ustalaliśmy jej.
— Twojej też nie.
— Słuszna uwaga. W takim razie, czego byś chciał?
— Niebezpieczne pytanie, Liv. Powiedziałbym, że nawet bardzo — zaśmiał się, błyskawicznie podchodząc do dziewczyny i łapiąc za nadgarstek, obrócił do siebie przodem. Przyglądając się jej spod rzęs, kciukiem pogładził wewnętrzną stronę dłoni Senju, badając reakcję na ten subtelny dotyk. Kiedy w odpowiedzi westchnęła cicho, odetchnął z niemą ulgą przysuwając się bliżej. — Ale skoro chcesz wiedzieć, to ci pokażę.
Ten pocałunek był inny niż poprzedni, który zainicjowała Liv. Wcześniej Itachi został zaskoczony i zanim się zorientował co się dokładnie dzieje, to już zdążyła się odsunąć. Dzięki niemu poznała wyłącznie fakturę oraz ciepło warg Uchihy, bo przecież to było tylko zetknięcie ust. Nadal niesamowite, ale czegoś brakowało. Natomiast teraz to on kontrolował całą sytuację i do wcześniej zgromadzonych doznań, doszedł smak. Elektryzujący, odurzający smak wywołujący nagłą miękkość w kolanach oraz pragnienie głębszych doznań.
Liv nawet nie wiedziała kiedy została przyparta do regału, gdy z początku łagodny pocałunek, zmienił się w gorący i pełen pasji. Dłonie Senju — jakby obdarzone własną wolą — wsunęły się we włosy chłopaka przyciągając go bliżej. Czuła lekkie zawroty głowy od buzującego w niej podniecenia i nie miała ochoty aby to się skończyło.
Niestety Itachi najwyraźniej myślał inaczej, bo po chwili oderwał się od Liv oddychając szybko. Patrząc w zamglone pożądaniem oczy uśmiechnął się lekko, a następnie oparł czoło o jej, przymykając na moment powieki.
— Liv?
— Hn? — Tylko tyle była w stanie wykrztusić po tym co między nimi zaszło. Serce Senju waliło jak oszalałe, ale z satysfakcją odnotowywała, że nie jest w tym odosobniona. Z racji bliskości bruneta czuła, że i jego tętno pozostawiało wiele do życzenia. Dobre i to.
— Co teraz? Nasz czas się skończył — zapytał cicho, przesuwając rękami wzdłuż ramion dziewczyny.
— Cóż… nie wiem jak ty, ale ja nie mam w zwyczaju całować się z kim popadnie — zauważyła, po głębszych analizach wszystkich wydarzeń. Biorąc pod uwagę ile Itachi wysiłku włożył w te ich spotkania, nic się nie stanie jeśli dadzą sobie szansę. Przemawiały za tym zwłaszcza nieziemskie pocałunki, ale o tym nie musiał wiedzieć.
— Czyli…
— Nie bądź już taki skromny, Uchiha — parsknęła, przewracając z politowaniem oczami gdy odsunął się zdumiony. — Przecież to musiało się tak skończyć i ty, dobrze o tym wiedziałeś.
— W twoim wypadku, niczego nie należy brać za pewnik.
— Odrobina niepewności ci nie zaszkodzi.

9 komentarzy:

  1. Nieraz już pisałam, że ich uwielbiam. Uwielbiam ich normalnie za wszystko. Fajnie, że historia skończyła się w taki nie przesłodzony sposób.
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się ja mogłam żeby nie zrobić lukru, a jednocześnie nie przeciągać. W końcu ileż można czytać o podchodzeniu Senju przez Uchihę. No, ale jakoś się udało zakończyć tę historię bez zbytniej próchnicy XD

      Usuń
  2. OMG! To jest takie świetne. Trochę przykro, że już koniec no, ale z drugiej strony ile można pisać jedno opowiadanie. Zakończyłaś to w bardzo fajny sposób. Dałaś nam możliwość myślenia nad tym czy będą razem, czy może im nie wyjdzie. Chociaż jak dla mnie będą razem, bo nie może być inaczej. Jednocześnie wydaje mi się, że zakończyłaś to w taki sposób, że w razie pomysłów możesz coś jeszcze dopisać. Co najlepsze postacie nie są sztuczne i przesłodzone. Naturalne- co bardzo lubię. W końcu opowiadanie, które nie kończy się w przesłodzony sposób, gdzie skłócona para w jedną sekundę rzuca się sobie w ramiona. Ehhh co tu dużo mówić zazdroszczę talentu i zapędziłaś mnie do cięższej pracy nad moim blogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te pozytywne słowa, były niczym miód na moje serce :3.
      Ach, mój Sherlocku dobrze wyczułaś intencje zakończenia XD. Furtka została uchylona i być może kiedyś z niej skorzystam^^.
      Miło, że nie uważasz tego wpisu za lukier czy inny słodzik XD. Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa oraz życzę wytrwałości w szlifowaniu własnych wpisów :D. Trzymam kciuki <3

      Usuń
  3. Pewnie zostanę potępiona przez resztę Twoich czytelników. Może po prostu powinnam nie komentować. Muszę jednak przyznać, że nie na tak poprowadzone zakończenie liczyłam. Pamiętam jak czytałam wcześniejsze rozdziały. Ta historia bardzo mi się spodobała. Stwierdzilam nawet, że jest lepsza od głównego opowiadania. Gdy dodawałaś rozdziały, to liczyłam, że w końcu pojawi się coś tutaj. Ze smutkiem przyznaję, że rozdział 4 jest słabszy od poprzednich. Oczami wyobraźni widziałam jak Itachi zostawia Liv przed domem, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że chciała aby ją pocałował. Tak mi to utknęło w pamięci, że przypominałam sobie tą scenę więcej razy. Po czymś takim apetyt rośnie i liczy się na kolejną scenę zapadającą w pamięci na dłużej. Dlatego czuję się nieco rozczarowana. Zabrakło mi tutaj właśnie takiej sceny. Najbardziej rozczarowuje mnie Itachi. Przy ostatecznej rozmowie wydawał się kimś innym. Tyle czasu walczył i się starał, a na końcu był taki bezradny. Za to Liv aż nader ochoczo przejęła pałeczkę. Myślę, że pasowałoby tu na końcu zainicjować ich kolejną słowną potyczkę z dwuznacznymi zwrotami, a na końcu dać zdanie: "Och, zamknij się już Uchiha i pocałuj mnie wreszcie". Ale to moje zdanie i niekoniecnie musi być trafne, a postacie są Twoje i dzięki Tobie my je kochamy :-)
    Pisz dalej, bo bezapelacyjnie masz ku temu dryg.
    Pomyślności w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego od razu potępiona? Każdy ma prawo do własnego zdania oraz interpretacji. Możliwość dodawania komentarzy jest dla wszystkich, nie tylko tych zadowolonych ale i rozczarowanych w pewien sposób. Jakby było inaczej i nie byłabym gotowa na takie słowa to nie wystawiałabym opowiadań na widok publiczny, a pisała do szuflady, nie?
      Może rzeczywiście trzeba było bardziej zamotać w tym rozdziale, ale z drugiej strony to tylko przedłużałoby sprawę. Moim zdaniem nie wyszło infantylnie ani miodowo, ale no... może tylko dla mnie XD. My autorzy czasami jesteśmy bezkrytyczni^^.
      Hm... Itachi i jego postawa. Cóż, owszem walczył ale w końcowym efekcie i tak był zdany na łaskę Senju, bo jakby nie patrzeć to on chciał spróbować, a nie ona. Od niej nic by się nie zaczęło i jakby się zastanowić to jemu bardziej zależało na szczęśliwym finale. Huehuehuehue o ile związek z Senju może być sielanką XD. No, ale nie psujmy chłopakowi wizji.
      Liv... żelazna dziewica wreszcie odpuściła, ale wierzę, że nie zrobiłam z niej mdłej kluchy. Owszem, wpuściła Uchihę za swoje barykady, ale równie szybko możne go wykopać bo na razie to jedynie zauroczenie i ciekawość.
      Dziękuję za tę szczerą opinię, bo jest dla mnie bardzo cenna. Mam nadzieję, że mimo wszystko wciąż będziesz tu zaglądać i dzielić się swoimi opiniami.
      Również życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam cieplutko :3.

      Usuń
    2. Czy ja tu będę jeszcze zaglądać?
      NO JASNE, ŻE TAK!!! Czytałam masę różnych opowiadań. Kiedyś pochłaniałam wszystko jak leci, teraz jestem bardziej wybredna i zapisuję sobie linki tylko do tych blogów, które mnie interesują. Twój jest w moim spisie ;) To oznacza, że tak szybko się mnie nie pozbędziesz ;P
      Tak na marginesie, to jak kiedyś będziesz mi chciała odbić piłeczkę i nagadać, to możesz zajrzeć do którejś z moich historii i to zrobić.

      Usuń