Hej, hej Robaczki! Witajcie w nowym, mam nadzieję,
że lepszym roku! Życzę Wam spełnienia marzeń, zdrowia, dużo wolnego czasu i piniądzów. Jak widzicie mam dla Was noworoczny prezent! (cicho tam, że odrobinę
spóźniony, ale jest, nie? To się liczy^^)
Jestem z niego podwójnie dumna. Raz, że napisałam
ten rozdział, a dwa, że dokończyłam historię. Borze szumiący, moje ego aż
trzeszczy w szwach. Nie, nie tu nie chodzi o to, że uważam ten wpis za genialny…
tu chodzi o to, że WRESZCIE coś zakończyłam. Ha ha! Dumnam niemiłosiernie.
To co, nie przedłużając zapraszam to czytania i
niecierpliwie czekam na opinie:3. Zasypcie mnie komentarzami, co bym mogła się
nimi cieszyć niczym młode prosie błotem. Huehuehue… ach te moje górnolotne
porównania^^.
UWAGA: Niebetowane. Uważać na oczy :”D.
Liv przez dobre
kilkanaście minut wgapiała się w białą armaturę, porażona wyciągniętymi
wnioskami. Świadomość, że podobał jej się Uchiha spadła na nią jak grom z
jasnego nieba i nie potrafiła zrozumieć, kiedy i jak to się stało. Przecież
była odporna na tego barana… no, przynajmniej w pewnym stopniu. Owszem,
uważała, że jest przystojny, ale nie wielbiła ziemi po której stąpał. Ot atrakcyjny
chłopak i tyle. Nie ma co robić wokół tego wielkiego szumu.
Niestety jak to
zwykle bywa i to musiało się zmienić. Oczywiście to nie tak, że nagle wzdychała
do niego jak te żałosne dziewczyny ze szkoły. Nie, nie, nie. Gdyby tak było to
jak nic popełniłaby seppuku czy inne harakiri. Po prostu, niespodziewanie
zapragnęła być tą jedyną na którą patrzył Itachi oraz posiadać sto procent jego
uwagi. Nie dość, że zaczął się jej podobać to jeszcze robiła się zaborcza. Żeby
to cholera wzięła.
— Głupi —
warknęła cicho, skonsternowana niewesołymi myślami. Zdecydowanie powinna wziąć
nogi za pas zanim to szaleństwo pochłonie ją całkowicie. Zamierzała już
odkręcić wodę aby obmyć twarz zimną wodą, gdy nagle kątem oka dostrzegła, że
nie jest sama. Aż sapnęła zaskoczona momentalnie obracając się w miejscu, zaraz
mrużąc groźnie powieki. — Co ja do diabła mówiłam o skradaniu, Uchiha?!
— Wystraszyłem
cię? — zapytał sam zainteresowany bez krzty skruchy w głosie i oparł się
ramieniem o ścianę, uważnie przyglądając się dziewczynie spod rzęs. Uwadze
bruneta nie umknął fakt, że Liv dyskretnie zwiększyła pomiędzy nimi dystans
wręcz napierając biodrem na umywalkę. Rozbawiony tym posunięciem, spojrzał jej
w oczy. — Szukałem cię.
— Fajnie, no i
znalazłeś. A teraz, wypad. To damska toaleta — poinformowała z jawną niechęcią,
w duchu zastanawiając się jakim cudem wlazł do środka, a ona nic nie usłyszała.
Przecież te cholerne drzwi skrzypiały tak niemiłosiernie, że poderwałyby
umarłego.
— Zaraz,
najpierw powiem po co cię szukałem.
— Serio? A skąd
pewność, że chcę to wiedzieć? — Liv skrzyżowała ramiona na piersi, podirytowana
zaistniałą sytuacją. Jej zdaniem Uchiha za dużo sobie pozwalał zwłaszcza, że
wciąż nie zapomniała czego była świadkiem w pracowni biologicznej. Okej,
wiedziała, że to nie Itachi zainicjował ten zabójczy pocałunek, ale na samo
wspomnienie wciąż podnosiło się Senju ciśnienie.
— Ciekawość to
ludzka rzecz, Liv.
— Och, ależ ja
nie jestem ciekawa z kim się obmacujesz w pustych salach. — W sekundzie kiedy
dotarło do niej co właśnie powiedziała aż zaklęła cicho, zaciskając usta i
momentalnie odwróciła wzrok. W pierwotnym planie nie zamierzała się przyznawać,
że widziała całe zajście, a tu taka wpadka. Chyba powinna przestać się odzywać,
bo gdy tylko otwierała usta to pakowała się w coraz gorsze tarapaty. Warcząc pod
nosem ze złości, wytrwale unikała zdumionego spojrzenia bruneta modląc się aby
nie zgłębiał tematu.
— Cóż, w
zasadzie nie o tym chciałem mówić, ale być może dobrze się stało — stwierdził
Itachi z zamyśleniem, odsuwając się od ściany. Spokojnym krokiem zmniejszył
dzielący ich dystans tak, że teraz patrzył na Liv z góry. — To nic nie
znaczyło.
Senju aż drgnęła
nerwowo podczas tego wyznania, zaraz krzywiąc się malowniczo. Ta rozmowa
zmierzała w bardzo, bardzo złym kierunku i jeżeli czegoś nie wymyśli to Uchiha
może wyciągnąć złe wnioski. Na przykład takie, że jest zaangażowana w to coś
między nimi za mocno. Tylko tego brakowało.
— Po cholerę się
tłumaczysz, kretynie? — fuknęła, przewracając teatralnie oczami. — Zostałeś
zaatakowany i tyle. Zdarza się.
— To miło, że
podchodzisz do tego tak liberalnie, ale mimo wszystko…
— Oj, zamknij
się, Uchiha. Mów z czym tu przyszedłeś. — Liv bezceremonialnie weszła mu w
słowo, szybko zmieniając temat. Nie chciała wkraczać na jeszcze bardziej
grząskie tereny, zwłaszcza, że on jakoś dziwnie nie miał nic przeciwko. To nie
wróżyło dobrze. Musiała jakoś odwrócić uwagę bruneta od kontynuowania tamtej
żenującej rozmowy. — Skoro wparowałeś do damskiej toalety niczym hiszpańska
inkwizycja, to to musiało być ważne.
Itachi przez
dłuższą chwilę milczał przypatrując się Senju, aż w końcu westchnął ze
znużeniem odpuszczając.
— Chciałem żebyś
dała znać w domu, że wrócisz później.
— Czemu?
— Bo planuję cię
porwać, zamordować, a później zwłoki poćwiartować i gdzieś zutylizować.
— Bardzo
zabawne, Uchiha.
— To nie zadawaj
głupich pytań.
— A co jeśli się
nie zgodzę?
— Nie możesz, bo
jesteś mi winna randkę — stwierdził ze spokojem łypiąc na nią z boku, po czym
uśmiechnął się delikatnie. — Poza tym nie pożałujesz. Gwarantuję.
— Nie wiem, nie
wiem… — zacmokała z wahaniem, obserwując chłopaka spod rzęs. Owszem, ciekawiło
ją co takiego zaplanował, ale z drugiej strony przebywanie z nim sam na sam, na
jego terytorium, dawało mu zbytnią przewagę. Już i tak za bardzo na nią
oddziaływał, a co jak jeszcze mocniej ją omota?
— Hm… — Uchiha
pochylił się nad dumającą Liv, z zadowoleniem dostrzegając jak walczy sama ze
sobą. — Chyba znam twój problem. Ty się martwisz, że mogę mieć rację i
rzeczywiście ci się spodoba.
— Niby skąd taki
niedorzeczny pomysł? — zapytała szybko, puszczając wargę którą nie wiadomo
kiedy przygryzła. Do diaska, co z jej postawą obronną? Czyżby już ją sforsował?
— A poza tym, co złego się stanie, że będę się ewentualnie dobrze bawić? To
chyba nawet lepiej niż miałabym umrzeć z nudów.
— Owszem, ale
istnieje niebezpieczeństwo, że zechcesz to powtórzyć…
— Nie schlebiaj
sobie, Uchiha — prychnęła z wyższością, wymijając Itachiego powolnym krokiem i
podchodząc do drzwi. Cholera. Widziała po jego oczach, że on już wie. Wie, że
przestał być jej obojętny. Trzymała właśnie rękę na klamce, gdy poczuła uścisk
na ramieniu, a później ciepły oddech owiał ucho Liv.
— Będę czekać
przy twojej szafce.
~oOo~
Liv z pewną dozą
konsternacji, zerkała to na Itachiego to na drogę. Chłopak z wprawą prowadził
auto, spokojnie zmierzając do celu, celu którego ona sama nie znała. Tak,
Uchiha nawet słowem się nie zająknął gdzie jadą. To nie tak, że nie próbowała
wycisnąć z niego gdzie się udają. Podchodziła go na wszelkie możliwe sposoby —
no, może odpuściła sobie jawne molestowanie — ale ten szarlatan nic nie
zdradził. Jedynie uśmiechał się w ten tajemniczy sposób, milcząc.
Na samym wstępie
zaskoczył ją, że zamiast skorzystać z komunikacji miejskiej, jadą autem. Po
pierwsze nie spodziewała się, że Itachi ma prawo jazdy, po drugie nie
wiedziała, że ma wóz. Jak się zastanowić to do szkoły zawsze chodził pieszo.
Przynajmniej tak się Liv wydawało, bo jakoś nigdy nie przyuważyła go na
parkingu przy bramie. No i raczej wszystkie uczennice nie omieszkałyby się
głośno podniecać jaką to sportową furą wozi się ich ulubieniec. Bo pojazd
według Senju przyciągał oko. Ładna sportowa linia nadwozia, czarny, błyszczący
lakier, skórzana tapicerka, ale dla niej najważniejszym faktem na ten moment
było to, że jest w nim ciepło. Nie wieje, nie trzeba się tułać piechotą gdy
wokół zima w pełni, a do tego te ogrzewane fotele. Tak, zdecydowanie nie miała
za złe Itachiemu, że postanowił zabrać ją na przejażdżkę.
— Jak tak dalej
będziesz milczał to rzeczywiście zacznę rozważać to co powiedziałeś.
— To o tym
ćwiartowaniu? — zapytał z rozbawieniem, włączając kierunkowskaz i skręcając na
skrzyżowaniu w lewo. — Spokojnie, piłę tym razem zostawiłem w domu. Brat ją na
dziś zaklepał.
— Co za ulga —
zakpiła, wychylając się na siedzeniu i zmniejszając ogrzewanie. Musiała już
wcześniej rozpiąć kurtkę bo zrobiło się odrobinę za ciepło, a jeszcze trochę
takiego gorącego nawiewu i jak nic będzie rozważać rozebranie się do rosołu.
Opierając się
wygodnie o oparcie, zerknęła spod rzęs na kierowcę gdy ten sięgnął po coś na
tylne siedzenie. Po chwili rzucił Senju na kolana czarne, miękkie zawiniątko,
ponownie skupiając się na drodze.
— Prawie jesteśmy na miejscu, przewiąż tym oczy.
— Zaczęło się od
licytacji na ślepo i tak się ma zakończyć? Jesteś monotematyczny, Uchiha —
parsknęła, rozwijając materiał. Dopiero teraz zauważyła, że trzyma szalik
Itachiego. Przez dłuższą chwilę przesuwała po nim palcami aż w końcu posłusznie
zrobiła co mówił. Niech się dzieje co chce, pomyślała związując materiał. —
Zadowolony?
— Owszem.
Pogrążona w
ciemności, analizowała gdzie mógł ją zabierać. Wiedziała, że są na obrzeżach
miasta, ale nie kojarzyła żadnej atrakcji w tych okolicach. Z drugiej strony
nigdy się nie interesowała gdzie budują jakieś nowe kompleksy rozrywkowe, a w
ostatnim roku panował istny szał budowlany. Dumając intensywnie poczuła, że
auto zwalnia, a następnie się zatrzymuje. Podczas zapinania kurtki słyszała jak
Itachi gasi silnik i po dźwięku otwieranych drzwi domyśliła się, że opuścił
kabinę. Cóż, w takim razie chyba nastąpiła pora aby i ona ruszyła się z
miejsca. Biorąc ostatnie uspakajające, głębokie oddechy sięgnęła do klamki, gdy
nagle poczuła podmuch zimnego powietrza, a jej dłoń trafiła na ciepłą rękę
Itachiego. Tak przynajmniej przypuszczała, że jego bo przecież była ślepa jak
kret.
— Długo muszę to
nosić? — zapytała lekko obrażonym tonem, pozwalając się prowadzić. Poczuła
istne deja vu, bo tak samo oddała mu dowodzenie tuż po licytacji.
— Jeszcze chwilkę.
Niespodziewanie
otoczyło Liv przyjemne ciepło, po czym wywnioskowała, że weszli do jakiegoś
budynku. Idąc krok w krok za Uchihą, uważnie nasłuchiwała próbując odgadnąć
dokąd przybyli. Niestety nie słyszała nic charakterystycznego.
— Hej, Łasic. To
ona? — Ni stąd ni zowąd dotarł do niej przyjemny męski głos. Chociaż nie mogła
tego zobaczyć, miała niemal pewność, że została zmierzona spojrzeniem od góry
do dołu.
— Miało cię tu
nie być.
Itachi nie
wydawał się zadowolony z towarzystwa, co wyczuła po jego sztywnej postawie. Przysłuchując
się tej wymianie zdań, czuła się odrobinę nieswojo. Świadomość, że oni widzą
wszystko a ona nic wywoływała u Senju istną irytację, przez którą miała ochotę
zgrzytać zębami.
— Właśnie
wychodziłem — odparł nieznajomy z rozbawieniem i dopiero teraz do Liv dotarło,
z kim ma do czynienia. Jak nic, stał przed nimi Shisui Uchiha. — Wybacz, że
pytam, ale no… gnębi mnie to odrobine. Tak w kwestii natury technicznej, jak
zamierzacie założyć kominiarkę i kask z tym szalikiem?
— Kominiarka?
Kask? — Mimowolnie odwróciła się w stronę wzdychającego ciężko Itachiego. W co
on ją pakował?
— Dzięki, Teleporter.
— Podsycanie
ciekawości to moja specjalność — zaśmiał się chłopak, oddalając raźnym krokiem.
— Aaa… i nie musisz dziękować, że wyczyściłem ci teren. Kakuzu z Hidanem nie
będą zawracać ci głowy.
— Kakuzu i Hidan?
O kim on gadał? — wypaliła automatycznie gdy tylko upewniła się, że Shisui
gdzieś zniknął. Czuła się podekscytowana, a jednocześnie odrobinę przerażona.
Bo jakby nie patrzeć to Itachi kontrolował sytuację. Ona nie wiedziała co,
gdzie i jak. Z drugiej strony świadomość, że do randki potrzebne będą takie
akcesoria jak kaski napełniała Liv entuzjazmem. Bo to znaczyło, że nie będzie
romantycznie.
— Znajomi, a
jednocześnie właściciele tego przybytku — wyjaśnił Uchiha, ciągnąc za sobą
Senju. — Masz już ochotę uciekać?
— Nie bardzo.
Jak słusznie zauważył twój kuzyn, jestem ciekawa.
— Czyli go
rozpoznałaś.
— Nie inaczej.
— Hn.
Słysząc lekką
irytację w głosie Itachiego, chciała coś odpowiedzieć, ale zanim zdążyła, nagle
uderzył w nią głośny ryk odpalonych silników. Aż cofnęła się odruchowo, mocniej
zaciskając palce na dłoni partnera.
— Co to?
— Sama zobacz —
stwierdził, błyskawicznie ściągając z oczu Liv szalik i czekając na reakcję.
Odsunął się odrobinę, pozwalając dziewczynie zmierzyć wzrokiem całe
pomieszczenie. Od zbudowanego z opon toru aż do czekających już na nich
kartingów. Z jej miny nie potrafił nic wyczytać, no może odrobinę z oczu, bo
błyszczały jak dwa szmaragdy. Gdy milczenie Senju się przedłużało, zdecydował
się odezwać. — Jeżeli ci się nie podoba to możemy…
— Żartujesz? To
najlepszy pomysł na randkę na jaki mogłeś wpaść — zaśmiała się, szybko
zeskakując z chodnika i podchodząc do pojazdów.
— Niesamowite…
już nie robisz się zielona, wypowiadając słowo randka.
— Cóż, jeżeli to
spotkanie będzie tak dobre na jakie się zapowiada to może nawet dostaniesz
randkowego buziaka — rzuciła przez ramię, odchodząc w stronę regału z kaskami
uprzednio zabierając brunetowi jedną z trzymanych przez niego kominiarek. Bez
ociągania zdjęła zimową kurtkę, wieszając ją na stojącym nieopodal stojaku na
ubrania.
— Nie składaj
obietnic bez pokrycia, Liv.
— Ja zawsze
dotrzymuję słowa. Wszystko zależy wyłącznie od ciebie, Itachi — powiedziała patrząc
mu w oczy, a następnie włożyła cały potrzebny ekwipunek. Nawet się nie
obejrzała jak Uchiha już stał przed nią w kasku, przyglądając się jej uważnie.
— Co masz na
myśli mówiąc dobre spotkanie?
— Nie ustępuj mi
pola tylko dlatego, że jestem dziewczyną. Nie lubię łatwych zwycięstw.
— Chcesz
wyścigu?
— Nie inaczej,
Sherloku.
— Mówisz i masz.
~oOo~
Liv
z wprawą wyskoczyła z kartingu, szybko zmierzając w stronę tablicy mierzącej
czas przejazdów. Ściągając z głowy kask i kominiarkę, nonszalancko rozczesała
palcami naelektryzowane włosy wzdychając z zadowoleniem. W jej żyłach buzowała
czysta adrenalina, a na usta samoistnie wkradał się szeroki uśmiech nad którym
nie potrafiła zapanować. W sumie nawet nie chciała, bo już dawno tak dobrze się
nie bawiła. Kiedyś za dzieciaka przychodziła w takie miejsca z ojcem. To on
zaszczepił w niej miłość do rywalizacji i sportu, niekoniecznie odpowiedniego
dla dziewczynki. Bez mrugnięcia powieką zabierał ją na lekcje tańca na które
zapisała Liv matka. Kobieta uparcie twierdziła, że takie zajęcia zaprocentują w
przyszłości wyrabiając w dziewczynie grację oraz subtelność. Jednak mimo że nie
sprzeciwiał się jawnie małżonce, zrobił wszystko aby pasja nie trwała zbyt
długo. Oczywiście to nie tak, że zabronił uczyć się tańczyć, raczej pokazał
bardziej ekscytujące sporty o których nawet nie śniła. Dzięki temu sprytnemu
zabiegowi jedna pasja została stłamszona
przez inną. Pół roku później woził już córkę na kurs strzelecki. Razem
świetnie się bawili, namiętnie ukrywając przed matką Liv gdzie znikają na całe
popołudnia. Ojciec dbał aby spróbowała wszystkiego żeby później mogła się
skupić na czymś co rzeczywiście sprawia radość. Aika nie popierała tych ich
eksperymentów dlatego zgodnie ustalili, że lepiej nic jej nie mówić. Wszystko
się zmieniło po śmierci kobiety. Kamirama znacznie oddalił się od latorośli poświęcając
się w pełni rodzinnej firmie.
Spychając w
niepamięć niewesołe wspomnienia, Liv skupiła się na wynikach. Patrząc na wielki
ekran wciąż czuła ten niesamowity dreszczyk emocji co za kierownicą i nie
chciała sobie psuć humoru przeszłością. W końcu przyjechała tu aby się dobrze
bawić.
Tuż przed
rozpoczęciem rywalizacji ustalili z Itachim, że jest zbyt ciasno na wyścig na
zasadach kto pierwszy więc postanowili, że wygrywa ten z najlepszym czasem
okrążenia.
— Coś długo to
trwa — poskarżyła się, przechylając głowę i zerkając na czekającego w ciszy Uchihę. Z
lekkim rozbawieniem odnotowała, że jest odrobinę rozczochrany od ściągniętej
pośpiesznie kominiarki. Teraz nie prezentował się aż tak idealnie, co
paradoksalnie działało jeszcze mocniej na jego korzyść. Zapewne dziewczyny ze
szkoły sikałyby po nogach z ekscytacji, patrząc na swoje bożyszcze w takim
niesfornym wydaniu.
— Są.
Liv ze spokojem
spojrzała na wyświetlone liczby, westchnieniem kwitując werdykt. Została
pokonana o dwie sekundy. Cóż, tak po prawdzie to spodziewała się, że zwycięstwo
będzie należeć do Itachiego. W końcu, skoro tor należał do jego znajomych to
pewnie spędzał tu dużo wolnego czasu. Można powiedzieć, że ścigała się prawie z
zawodowcem i tak bardzo nie ustąpiła mu pola, co napawało ją niemym entuzjazmem.
Ogólnie, o dziwo mimo przegranej nie czuła się rozczarowana, a wręcz
przeciwnie. Była zadowolona, że Uchiha dotrzymał słowa i nie próbował
oszukiwać. Znowu jej zaimponował, bo każdy inny, znany Liv chłopak by odpuścił.
Patrząc na
atrakcyjny profil towarzysza, postanowiła w pełni cieszyć się chwilą i
zadziałała instynktownie. Kierując się impulsem, złapała go za koszulę
zmuszając do pochylenia oraz wycisnęła na jego ustach miękki, spontaniczny
pocałunek. Zrobiła to czego skrycie pragnęła od momentu jak została sama na
ganku. To było to czego brakowało w zakończeniu poprzedniego miłego wieczoru i
jakoś nie zamierzała ponownie polegać na Itachim. Zanim przymknęła powieki, z
zadowoleniem zauważyła malujące się w oczach bruneta zaskoczenie.
— A to za co? —
zapytał autentycznie zdziwiony, gdy w końcu się odsunęła.
— To moja
nagroda pocieszenia — odparła beztrosko, puszczając mu oko i uśmiechając się
pod nosem. Postanowiła dać się pochłonąć niesamowitej atmosferze, a nie analizować to co będzie
później. Będzie co ma być.
— A co z nagrodą
główną? — zawołał za nią unosząc pytająco brew, gdy Senju odeszła do regału i
odłożyła kask na półkę.
— Nie
ustalaliśmy jej.
— Twojej też
nie.
— Słuszna uwaga.
W takim razie, czego byś chciał?
— Niebezpieczne
pytanie, Liv. Powiedziałbym, że nawet bardzo — zaśmiał się, błyskawicznie
podchodząc do dziewczyny i łapiąc za nadgarstek, obrócił do siebie przodem.
Przyglądając się jej spod rzęs, kciukiem pogładził wewnętrzną stronę dłoni
Senju, badając reakcję na ten subtelny dotyk. Kiedy w odpowiedzi westchnęła
cicho, odetchnął z niemą ulgą przysuwając się bliżej. — Ale skoro chcesz
wiedzieć, to ci pokażę.
Ten pocałunek
był inny niż poprzedni, który zainicjowała Liv. Wcześniej Itachi został
zaskoczony i zanim się zorientował co się dokładnie dzieje, to już zdążyła się
odsunąć. Dzięki niemu poznała wyłącznie fakturę oraz ciepło warg Uchihy, bo
przecież to było tylko zetknięcie ust. Nadal niesamowite, ale czegoś brakowało.
Natomiast teraz to on kontrolował całą sytuację i do wcześniej zgromadzonych
doznań, doszedł smak. Elektryzujący, odurzający smak wywołujący nagłą miękkość
w kolanach oraz pragnienie głębszych doznań.
Liv nawet nie
wiedziała kiedy została przyparta do regału, gdy z początku łagodny pocałunek,
zmienił się w gorący i pełen pasji. Dłonie Senju — jakby obdarzone własną wolą
— wsunęły się we włosy chłopaka przyciągając go bliżej. Czuła lekkie zawroty
głowy od buzującego w niej podniecenia i nie miała ochoty aby to się skończyło.
Niestety Itachi
najwyraźniej myślał inaczej, bo po chwili oderwał się od Liv oddychając szybko.
Patrząc w zamglone pożądaniem oczy uśmiechnął się lekko, a następnie oparł
czoło o jej, przymykając na moment powieki.
— Liv?
— Hn? — Tylko
tyle była w stanie wykrztusić po tym co między nimi zaszło. Serce Senju waliło jak
oszalałe, ale z satysfakcją odnotowywała, że nie jest w tym odosobniona. Z
racji bliskości bruneta czuła, że i jego tętno pozostawiało wiele do życzenia. Dobre
i to.
— Co teraz? Nasz
czas się skończył — zapytał cicho, przesuwając rękami wzdłuż ramion dziewczyny.
— Cóż… nie wiem
jak ty, ale ja nie mam w zwyczaju całować się z kim popadnie — zauważyła, po
głębszych analizach wszystkich wydarzeń. Biorąc pod uwagę ile Itachi wysiłku
włożył w te ich spotkania, nic się nie stanie jeśli dadzą sobie szansę.
Przemawiały za tym zwłaszcza nieziemskie pocałunki, ale o tym nie musiał
wiedzieć.
— Czyli…
— Nie bądź już
taki skromny, Uchiha — parsknęła, przewracając z politowaniem oczami gdy
odsunął się zdumiony. — Przecież to musiało się tak skończyć i ty, dobrze o tym
wiedziałeś.
— W twoim
wypadku, niczego nie należy brać za pewnik.
— Odrobina niepewności
ci nie zaszkodzi.
Nieraz już pisałam, że ich uwielbiam. Uwielbiam ich normalnie za wszystko. Fajnie, że historia skończyła się w taki nie przesłodzony sposób.
OdpowiedzUsuń:D
Starałam się ja mogłam żeby nie zrobić lukru, a jednocześnie nie przeciągać. W końcu ileż można czytać o podchodzeniu Senju przez Uchihę. No, ale jakoś się udało zakończyć tę historię bez zbytniej próchnicy XD
UsuńOMG! To jest takie świetne. Trochę przykro, że już koniec no, ale z drugiej strony ile można pisać jedno opowiadanie. Zakończyłaś to w bardzo fajny sposób. Dałaś nam możliwość myślenia nad tym czy będą razem, czy może im nie wyjdzie. Chociaż jak dla mnie będą razem, bo nie może być inaczej. Jednocześnie wydaje mi się, że zakończyłaś to w taki sposób, że w razie pomysłów możesz coś jeszcze dopisać. Co najlepsze postacie nie są sztuczne i przesłodzone. Naturalne- co bardzo lubię. W końcu opowiadanie, które nie kończy się w przesłodzony sposób, gdzie skłócona para w jedną sekundę rzuca się sobie w ramiona. Ehhh co tu dużo mówić zazdroszczę talentu i zapędziłaś mnie do cięższej pracy nad moim blogiem.
OdpowiedzUsuńDziękuję za te pozytywne słowa, były niczym miód na moje serce :3.
UsuńAch, mój Sherlocku dobrze wyczułaś intencje zakończenia XD. Furtka została uchylona i być może kiedyś z niej skorzystam^^.
Miło, że nie uważasz tego wpisu za lukier czy inny słodzik XD. Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa oraz życzę wytrwałości w szlifowaniu własnych wpisów :D. Trzymam kciuki <3
Pewnie zostanę potępiona przez resztę Twoich czytelników. Może po prostu powinnam nie komentować. Muszę jednak przyznać, że nie na tak poprowadzone zakończenie liczyłam. Pamiętam jak czytałam wcześniejsze rozdziały. Ta historia bardzo mi się spodobała. Stwierdzilam nawet, że jest lepsza od głównego opowiadania. Gdy dodawałaś rozdziały, to liczyłam, że w końcu pojawi się coś tutaj. Ze smutkiem przyznaję, że rozdział 4 jest słabszy od poprzednich. Oczami wyobraźni widziałam jak Itachi zostawia Liv przed domem, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że chciała aby ją pocałował. Tak mi to utknęło w pamięci, że przypominałam sobie tą scenę więcej razy. Po czymś takim apetyt rośnie i liczy się na kolejną scenę zapadającą w pamięci na dłużej. Dlatego czuję się nieco rozczarowana. Zabrakło mi tutaj właśnie takiej sceny. Najbardziej rozczarowuje mnie Itachi. Przy ostatecznej rozmowie wydawał się kimś innym. Tyle czasu walczył i się starał, a na końcu był taki bezradny. Za to Liv aż nader ochoczo przejęła pałeczkę. Myślę, że pasowałoby tu na końcu zainicjować ich kolejną słowną potyczkę z dwuznacznymi zwrotami, a na końcu dać zdanie: "Och, zamknij się już Uchiha i pocałuj mnie wreszcie". Ale to moje zdanie i niekoniecnie musi być trafne, a postacie są Twoje i dzięki Tobie my je kochamy :-)
OdpowiedzUsuńPisz dalej, bo bezapelacyjnie masz ku temu dryg.
Pomyślności w nowym roku.
Dlaczego od razu potępiona? Każdy ma prawo do własnego zdania oraz interpretacji. Możliwość dodawania komentarzy jest dla wszystkich, nie tylko tych zadowolonych ale i rozczarowanych w pewien sposób. Jakby było inaczej i nie byłabym gotowa na takie słowa to nie wystawiałabym opowiadań na widok publiczny, a pisała do szuflady, nie?
UsuńMoże rzeczywiście trzeba było bardziej zamotać w tym rozdziale, ale z drugiej strony to tylko przedłużałoby sprawę. Moim zdaniem nie wyszło infantylnie ani miodowo, ale no... może tylko dla mnie XD. My autorzy czasami jesteśmy bezkrytyczni^^.
Hm... Itachi i jego postawa. Cóż, owszem walczył ale w końcowym efekcie i tak był zdany na łaskę Senju, bo jakby nie patrzeć to on chciał spróbować, a nie ona. Od niej nic by się nie zaczęło i jakby się zastanowić to jemu bardziej zależało na szczęśliwym finale. Huehuehuehue o ile związek z Senju może być sielanką XD. No, ale nie psujmy chłopakowi wizji.
Liv... żelazna dziewica wreszcie odpuściła, ale wierzę, że nie zrobiłam z niej mdłej kluchy. Owszem, wpuściła Uchihę za swoje barykady, ale równie szybko możne go wykopać bo na razie to jedynie zauroczenie i ciekawość.
Dziękuję za tę szczerą opinię, bo jest dla mnie bardzo cenna. Mam nadzieję, że mimo wszystko wciąż będziesz tu zaglądać i dzielić się swoimi opiniami.
Również życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam cieplutko :3.
Czy ja tu będę jeszcze zaglądać?
UsuńNO JASNE, ŻE TAK!!! Czytałam masę różnych opowiadań. Kiedyś pochłaniałam wszystko jak leci, teraz jestem bardziej wybredna i zapisuję sobie linki tylko do tych blogów, które mnie interesują. Twój jest w moim spisie ;) To oznacza, że tak szybko się mnie nie pozbędziesz ;P
Tak na marginesie, to jak kiedyś będziesz mi chciała odbić piłeczkę i nagadać, to możesz zajrzeć do którejś z moich historii i to zrobić.
Rewelacyjne <3
OdpowiedzUsuńDziękuję za docenienie^^.
Usuń