20.01.2016

XLVI CIENIE PRZESZŁOŚCI

Hejoooo!
Co tam słychać? U mnie zima! Cieszę się jak głupek, bo od razu inaczej za oknem. Człowiek może posiedzieć pod cieplutkim kocykiem i z przyjemnością poobserwować padający śnieg. Przynajmniej jak tak robię, ale może jestem dziwna XD.
W każdym razie nie przedłużając, zapraszam was na nowy rozdział. Jeszcze gorący^^. Mam nadzieję, że się spodoba. Czekam z niecierpliwością na komentarze i pozdrawiam cieplutko.

No i jak zwykle, niebetowane. Tak więc zachowajcie szczególną uwagę :”D.







Liv z ulgą wyszła przez zrujnowane drzwi, mocno zaciągając się świeżym, leśnym powietrzem. O ile misja nie należała do jakiś super niebezpiecznych to była wkurzająca. Brak możliwości korzystania z czakry i irytujące towarzystwo zjawy, nadawały zadaniu wyjątkowo upierdliwy charakter. Przypominając sobie o niechcianym towarzyszu, momentalnie odwróciła się na pięcie wlepiając w ducha niechętne spojrzenie.
— Czy ty czasem nie powinnaś zniknąć?
— Nie ma tak lekko — prychnęła zjawa w odpowiedzi, mrużąc nienawistnie powieki.
— Obawiam się, że ona może się poruszać po terenach wokół świątyni.
— Super… jak zawsze potrafisz podnieść na duchu, Uchiha — wymamrotała Liv, znajdując niewielką polankę do rozbicia obozu. Zabezpieczając palenisko kamieniami, wciąż kątem oka obserwowała zachowanie ducha. Nieznajoma przycupnęła na trawie niedaleko Itachiego, niczym jastrząb śledząc każdy jego gest. Patrząc na to Senju odnosiła wrażenie, że widmo niemal pożera mężczyznę wzrokiem i nie bardzo rozumiała dlaczego.
Okej, naśmiewała się z Uchihy, że rozkochuje nawet trupy, ale to był tylko żart. Ot taka mała złośliwość. Tak naprawdę to Liv wyczuwała w tej całej farsie drugie dno. Głębokie i muliste, które gdy wyjdzie na jaw z pewnością zaskoczy.
— Twoja znajoma nie zna leczniczego jutsu? — Zjawa przysunęła się do bruneta, a Liv z konsternacją odnotowała fakt, że jej kontury ponownie są jakby wyraźniejsze. Skąd teraz czerpie energie? Przecież nie używali czakry…
— Podstawy, jak każdy shinobi. Senju skuteczniej walczy w pierwszej linii frontu niż opiekuje się rannymi. — Itachi zdjął z oczu prowizoryczną opaskę i przewiązując ją wokół dłoni, zamrugał intensywnie. — Chociaż jak sytuacja tego wymaga to i to potrafi.
Na tę uwagę, Liv mimowolnie zerknęła na bruneta zdziwiona. Kto by pomyślał, że nadejdzie taki dzień, gdy Uchiha doceni jej wysiłek. Chyba świat chylił się ku zagładzie, a ona nie miała nawet schronu. Zginie marnie.
— Kobiety nie powinny być wcielane do armii — prychnęła nieznajoma, z wdziękiem odrzucając na plecy długie, ciemne włosy. — W moich czasach pełniłyśmy o wiele ważniejszą rolę, a przede wszystkim nie służyłyśmy za mięso armatnie. Teraz przez walki tracicie całą delikatność oraz subtelność. Kobieta powinna być jak wonny kwiat. Piękna, uwodzicielska, a przede wszystkim wielbiona przez płeć brzydką.
— Jak mniemam, ty taka jesteś? — wtrąciła się Liv, uśmiechając przy tym kpiąco. Ego zjawy prezentowało się równie imponująco co Uchihy, co tylko dodatkowo rozbawiło kunoichi.
— Oczywiście.
— No i popatrz jak skończyłaś — podsumowała z politowaniem, wskazując dłonią na las za którym kryła się świątynia. — Straszysz w starej ruderze.
— Być może, ale za życia wielbiły mnie i mój klan miliony — rzuciła z dumą, omiatając spojrzeniem sylwetkę rozmówczyni. — Ja rozwiązywałam spory sprytem oraz inteligencją, a nie brutalnością i siłą.
— Żyjesz przeszłością, ja natomiast przyszłość mam jeszcze przed sobą.
— Cóż to za przyszłość, gdzie jesteś zdegradowana do zwierzyny łownej? Widzą cię przez pryzmat tego co płynie w twoich żyłach. A co najbardziej przykre, nie jesteś ani demonem ani człowiekiem. Twoja egzystencja jest żałosna.
Liv na te słowa aż zagotowała się w środku, zwłaszcza, że duch poniekąd miał rację. Nie była demonem, bo posiadała czakrę, również nie człowiekiem, bo jednak demon. Zaciskając mocno zęby wbiła niezadowolone spojrzenie w zjawę, gdy ją oświeciło.
— Moja być może jest żałosna, ale należy wyłącznie do mnie i ja o niej decyduję. Natomiast ciebie można wyłączyć niczym nudny program telewizyjny. — Błyskawicznie złożyła pieczęć, tworząc klona czekającego już na rozkazy. Nie siląc się na żadne wyjaśnienia, machnęła na niego ręką na co on w oka mgnieniu zniknął za drzewami.
— Niepotrzebnie marnujesz energię, Senju — odezwał się Itachi, rozprostowując nogi i rozkładając na kolanach czysty zwój.
— Moim zdaniem gra jest warta świeczki.
— Nic nie zdziałasz — stwierdził ze znudzeniem duch, pobrzękując zaczepionymi u pasa kluczami.
Senju spod przymkniętych powiek patrzyła na ducha, zastanawiając się nad jego tajemnicą. Kobieta była naprawdę atrakcyjna i to aż dziwne, że straszyła w takiej ruderze. Przecież o ile nocne mary istniały to przyprawiały o gęsią skórkę strachu, a nie o niegrzeczne zapędy spróbowania czegoś nowego ze zmarłym.
Dumała czy w to miejsce trafiła w ramach kary, czy może nagrody, bo jakby spojrzeć na to z innej perspektywy to dostała życie wieczne. No prawie. Ale na pewno jakąś jego namiastkę.
Mimo jawnego zainteresowania zjawą, nie potrafiła nie uśmiechnąć się drwiąco, gdy ta zaczęła czesać palcami włosy. Nie spuszczając oczu z Itachiego, przesuwała dłońmi z góry na dół, a klucze u jej pasa dźwięczały cicho przy każdym ruchu. W tym momencie bardzo przypominała Liv Hakaze. Dziewczyna również takimi niby niewinnymi gestami przyciągała uwagę upatrzonego celu. Oczywiście ten trik nigdy nie przyniósł zamierzonego efektu na Itachim, ale próbowała. Trzeba oddać kunoichi honor za wytrwałość. Każda inna już dawno by zrezygnowała.
— Pochodzisz z klanu Watanabe, prawda? — Uchiha niespodziewanie zwrócił się do zjawy, przyglądając się jej uważnie zza kurtyny gęstych rzęs. Liv odniosła wrażenie, że w jego spojrzeniu pojawiło się coś nowego. Jakby informacja o pochodzeniu ich towarzyszki wyjaśniała wszystko.
— Po czym zauważyłeś? — zapytała, przekrzywiając uroczo głowę i tworząc z ust dziubek. Cokolwiek chciała tą miną uzyskać, to dla Senju przypominała kaczkę. Niepełnosprawną umysłowo kaczkę.
— Twój tatuaż na karku oraz przyjrzenie się bliżej kluczom, pomogło.
— Ach, tak. Brawo. Chociaż za moich czasów geniusz Uchihów nie był aż tak przytępiony.
— O czym ona gada? — wymamrotała Liv, skonsternowana niewiedzą. W otchłani pamięci próbowała znaleźć coś co kojarzyło się z nazwiskiem Watanabe, ale jak na złość nic nie przychodziło jej do głowy. Zwyczajna czarna dziura w umyśle.
— W naszym klanie istnieje pewna historia, przekazywana z ust do ust. Do tej pory uważałem, że to zwykłe brednie, ale najwyraźniej jest w niej ziarno prawdy. — Brunet potarł linię szczęki, jakby w zamyśleniu. Przez dłuższą chwilę przyglądał się milczącemu duchowi, po czym kontynuował. — Podczas szukania sojuszników do walki z Senju, Madara trafił na pewna wyspę. Wyspę o tyle niezwykłą, że zamieszkiwaną jedynie przez ród Watanabe składający się wyłącznie z kobiet. Wyjątkowych, to trzeba jasno zaznaczyć. O ile nie posiadały żadnych umiejętności bitewnych to potrafiły z czakry przewidywać przyszłość oraz przedłużać życie.
— Jak przypuszczam to wystarczyło aby zainteresować twojego pradziada — mruknęła Senju, szybko się domyślając, że ta historia nie ma szczęśliwego finału.
— Owszem. Po długich, burzliwych negocjacjach w końcu doszli do porozumienia. W ramach gwarancji umowy współpracy, zostało zawarte aranżowane małżeństwo pomiędzy najpotężniejszą Watanabe, a Madarą. Zadanie kobiety polegało na służeniu mu swoimi zdolnościami, ale dzieci z tego związku należały wyłącznie do niej  i jej klanu. W razie czego, Uchiha zrzekało się do nich wszelkich praw.
— Tyle, że Uchiha nie dotrzymał danego słowa! — zagrzmiało widmo, podrywając się na równe nogi. — Zostaliśmy wykorzystani!
— Dlaczego nie jestem zdziwiona? — zakpiła Liv, wkładając do ust kawałek batona proteinowego. — Swoją drogą, całkowicie nie rozumiem jak mogłyście zaufać komuś pokroju Madary…
— Wydawał się człowiekiem honoru.
— Pfff… — parsknęła rozbawiona tym nonsensem i omal się nie zakrztusiła. Doprawdy ktokolwiek ufający temu wariatowi, sam powinien być uznawany za wariata. — No dobrze, ale skoro was oszukał to czemu robisz maślane oczy do jego potomka? Chyba powinnaś go nienawidzić, ale to tylko moje skromne spostrzeżenie.
— Niekoniecznie, bo w tym szaleństwie jest metoda. Mianowicie podstęp. — Itachi uśmiechnął się pod nosem, wskazując dłonią na klucze zjawy. — Wiesz co one symbolizują?
— Że ta rudera jest zamykana na trzy spusty?
— Mało śmieszne, Senju. W ramach zemsty za zniewagę, Watanabe poprzysięgły pozbawić serca, duszy oraz wolnej woli każdego napotkanego człowieka w którym płynie krew Uchihów. Na koniec zamierzały go uwięzić na swojej wyspie. Złoty klucz symbolizuje wolną wolę, srebrny duszę, natomiast ten z brązu serce.
— A jak niby miały to zrobić? — Okej, Liv podchodziła do tej opowiastki nieufnie. Na razie prezentowała się jak durna historyjka, którą opowiadano przy ognisku aby straszyć dzieci. — Sam powiedziałeś, że nie walczą.
— Walczą, ale zupełnie inna bronią. — Itachi omiótł wzrokiem całą sylwetkę zjawy, na co ta zareagowała głośnym prychnięciem. — Czasem nie trzeba tężyzny fizycznej, a urok.
— Prawie jak modliszki — podsumowała Liv, w lot rozumiejąc o co dokładnie chodziło partnerowi. Najpierw uwodziły ofiarę, a później pozbawiały wszystkiego co najcenniejsze.
— Śmierć jest lepsza — stwierdził brunet, zaglądając do torby.

~oOo~

Senju spod rzęs obserwowała kreślącego raport partnera, podczas bawienia się nowo zdobytą bronią. Przyglądając się błyszczącej stali, uśmiechnęła się pod nosem. Wyprawa nie okazała się aż tak bezowocna, bo przynajmniej nie wróci do Konohy z pustymi rękami.
W zasadzie nie wiedziała dlaczego aż tak bardzo zainteresował ją ten konkretny kawałek metalu. Prosta broń, która chowała się przed tymi które czekały na nią w zbrojowni w podziemiach rezydencji klanu Senju. Jednak, ten długi pręt zakończony ostrzem niemal wołał Liv zza masy pułapek aż w końcu uległa. Z narażeniem karku, przedarła się przez ich kordon aby z satysfakcją dzierżyć w dłoni to czego tak zaciekle broniły. Z drugiej strony, gdyby to była zwyczajna broń to po co tyle zabezpieczeń?
Dumając nad tym fenomenem, zmarszczyła brwi podnosząc lancę na wysokość oczu.
— Senju, to trochę zalatuje niebezpiecznym fetyszem — zauważył Uchiha, po tym jak za pomocą specjalnego przywołania wysłał zwój Hokage. — Gładzisz, macasz…
— Spadaj — fuknęła Liv, w duchu żałując, że ta lanca nie jest małym shurikenem, którego mogłaby wbić Itachiemu w tyłek. To z pewnością powstrzymałoby partnera na jakiś czas od rzucania kąśliwych uwag. Niespodziewanie aż sapnęła w szoku, gdy broń zmieniła kształt i faktycznie trzymała w dłoni srebrną, stalową gwiazdę. — Widziałeś?!
— To musi być broń czakry. Pokaż.
— W życiu, Uchiha. Jeszcze ukradniesz.
— W kwestii formalnej, ty to ukradłaś ze świątyni, a ja chcę tylko obejrzeć.
— Zaraz, najpierw coś sprawdzę — mruknęła, gromadząc czakrę gdy niespodziewanie usłyszała przejmujący krzyk, który mroził skórę. Zaalarmowana odwróciła się prędko ze zdumieniem stwierdzając, że to zjawa wrzeszczy. Migotała oraz stawała się coraz bardziej przezroczysta aż w końcu zniknęła całkowicie. — Hej, dwie pieczenie na jednym ogniu! Nie dość, że odkryłam tajemnice broni to jeszcze wypłoszyłam toto. — Liv napuszyła się dumnie, rzucając lancę Itachiemu.
— Nie sądzę żeby to było takie proste.
— Nie zapeszaj, baranie.

~oOo~

Siedzieli w ciszy przy ognisku, każde zaabsorbowane własnymi myślami. Liv zastanawiała się czy Tsunade nie wykryje jakiś skutków ubocznych wynikających z korzystania z lancy, natomiast Itachi dumał nad zaproszeniem do Krainy Śniegu. Choć wiedział, że głupotą byłoby z niego skorzystać to ciekawość pozostawała. Kto stoi za uknutą intrygą? Czy to możliwe, że to pomysł Danzo? Ewentualnie dlaczego Shimura dążył do konfrontacji? A może to całkiem inny wróg chciał zagrozić Konoha. No właśnie i tu pojawiało się kolejna niewiadoma. Czy to wróg wioski czy ich klanów?
— Ooo… wróciłaś. W sumie już o tobie zapomniałam.
Itachi drgnął słysząc znudzony głos Liv, mimowolnie wędrując spojrzeniem w jej stronę. No tak, wrócił klon ze świątyni. Całkowicie wyleciało mu z głowy, że jednego stworzyła.
— Itachi, jak się czujesz?
— Hm? — Teraz już autentycznie zdziwiony, wbił wzrok w Senju i klona. Od kiedy to duplikaty Liv przejmowały się jego samopoczuciem?
— Co cię obchodzi zdrowie tego dupka? — Kunoichi wyraziła na głos to co sam myślał, łypiąc z niechęcią na sobowtóra. Miną wyrażała takie obrzydzenie jakby patrzyła na coś oślizgłego.
— Bo się o niego martwię — wyjaśnił klon, uśmiechając się łagodnie i podchodząc do Uchihy. Przyklęknął na jednym kolanie, ostrożnie dotykając policzka mężczyzny. — Boli?
— Nawdychał się jakiś oparów, jak nic — podsumowała Liv, podrywając się na równe nogi oraz z trudem opanowując przemożną chęć złapania duplikatu za kołnierz i potrzepania nim mocno. Może to by poprzestawiało wszystkie trybiki w jego mózgu z powrotem na właściwe miejsca.
— Nic nie wdychałam.
— Jesteś mną — fuknęła Senju oskarżycielsko, szybko pokonując dzielącą ich odległość. — To co robisz jest niezgodne z charakterem oryginału. — Kiedy klon nie zareagował w żaden widoczny sposób, warknęła pod nosem kilka przekleństw mrużąc ostrzegawczo powieki. — Mówię do ciebie.
— Liv… chciałabyś mi coś powiedzieć? — zapytał z rozbawieniem Itachi, zerkając na skonsternowaną partnerkę. — Może tak naprawdę w głębi serca przejmujesz się moim stanem, a na zewnątrz działasz w imię wyimaginowanych zasad. Podczas gdy ty tracisz czas oraz energię na jałową batalię, twoje klony składają broń zwyczajnie mnie akceptując.
— Bredzisz, Uchiha. — Senju skrzyżowała ramiona na piersi, lustrując swój twór z góry na dół. — Jakimś cudem ten duplikat jest wybrakowany.
— Gdyby tak było to by zniknął zaraz po pojawieniu. Doskonale..
— Och daruj sobie wykład, Uchiha — syknęła, składając pieczęcie anulujące justu. Jednak gdy klon nie znikał aż zamarła w szoku. — Nie działa… nie dość, że jest jaki jest to jeszcze nie mam nad nim władzy!
Itachi przyjrzał się uważniej klonowi. To, że Liv straciła nad nim kontrolę nie zwiastowało niczego dobrego. Z drugiej strony, nie przejawiał morderczych zamiarów.
— Nie pozostaje nam nic innego jak przeczekać działanie techniki.
— Itachi, co ci się we mnie podoba? — Zadając to pytanie klon zarumienił się wściekle, uciekając wzrokiem przed zaskoczonym spojrzeniem Uchihy, jak i tym podarowanym przez Liv, obiecującym rychłą śmierć w męczarniach.
— Nie zadawaj mu takich żenujących pytań! — Senju aż jęknęła ze zgrozą, łapiąc się za włosy.  I jak ci to w ogóle przeszło przez gardło, do diaska?! — Zaraz jednak skupiła się na brunecie, ponieważ nie spodobał się jej uśmiech jaki pojawił się na wargach Itachiego. To nie wróżyło dobrze.
— Nie chcesz znać odpowiedzi?
— Nie.
— Kłamiesz — parsknął z rozbawieniem, przyglądając się jak kunoichi niemal drży z nerwów.
— Pachniesz inaczej niż Kazama, chociaż równie przyjemnie — wtrącił się klon, nieświadomie dolewając oliwy do ognia i opierając głowę na ramieniu Itachiego oraz przymykając powieki. — Ale pocałunki są podobne. Pełne pasji i temperamentu, chociaż inaczej smakują. Nie rozumiem tego — wymruczał jakby do siebie,  pocierając nosem szyję mężczyzny.
— Czy twój klon właśnie mnie porównał do Chikage? — Brunet powoli odwrócił się do Liv, która uśmiechała się z satysfakcją.
— Najwyraźniej — przytaknęła gładko, zastanawiając się ile wypepla ta niedoróbka. Ale po dłuższych namysłach stwierdziła, że ma to gdzieś. Może dzięki usłyszeniu kilku faktów, Itachi spuści z tonu. — I no cóż, jak widać szału nie było skoro słynny Uchiha nie pokonał demona. To chyba niezła skaza na reputacji takiego casanovy.
— Coś mi sugerujesz? Bo to brzmiało jak wyzwanie…
— Bynajmniej, Uchiha.
Itachi zerknął na opartego klona, analizując usłyszane słowa. Choć nie chciał się do tego przyznać to jednak aż zaświerzbiły go ręce na wieść, że Chikage pokusił się na coś więcej niż platoniczne oddanie.
— Spałaś z nim? — wypalił zanim zdążył się powstrzymać, ale po sekundzie zastanowienia, skoro już to pytanie padło, nie zamierzał się wycofać. Zamiast tego spojrzał prosto w zielone tęczówki Senju, czekając na odpowiedź.
— A jak sądzisz, geniuszu? Więzi demonów…
— Nie, nie spałaś. Widać to po twoich oczach — bezceremonialnie wszedł Liv w słowo, powoli ujmując dług kosmyk włosów klona i nawijając na palec.
— Nikt nie zabroni ci karmienia się złudzeniami, Uchiha.
— Wiesz za co cenię tę technikę? — zapytał, opuszkami przesuwając po twarzy sobowtóra Senju. — Za to, że WSZYSTKO co przeżyje klon, wraca do oryginału.
— No i?
— Nie tylko doskonała dywersja, ale…
— Nie zgadzam się — jęknęła słabo Liv, doskonale zdając sobie sprawę do czego zmierzał. Zwłaszcza, że teraz zmysłowo muskał kciukiem wargi sobowtóra, który aż mruczał z zadowolenia. — To podchodził pod molestowanie, Uchiha.
— Ona jest innego zdania — wyszeptał, kątem oka śledząc pobladłą twarz Senju, podczas gdy nachylał się aby wprowadzić niecny plan w życie. Owszem, to było zagranie poniżej pasa, ale to nie on rzucił rękawice.
— A rób co chcesz, dupku — krzyknęła z frustracją Liv, odwracając się na pięcie i znikając w głębi lasu. Nie chciała patrzeć na to wynaturzenie.
Po pokonaniu kilkuset metrów, opadła bezradnie na kolana ukrywając twarz w dłoniach. Klęcząc na wilgotnym mchu oddychała spazmatycznie, próbując okiełznać czającą się tuż pod skórą panikę. Nie dość, że nie panowała nad czakrą to jeszcze Uchiha śmiał bezczelnie wykorzystywać ten fakt. I o ile pierwszą sprawę można było przeczekać to tę drugą już nie. Nie czuła się na siłach aby ponownie zmierzyć się z bliskością bruneta. Nie chciała znowu mieć do czynienia z tymi wszystkimi emocjami ani odczuciami jakie w niej wyzwalał. To mogłoby wszystko zaprzepaścić. Całą pracę jaką włożyła w udawanie twardszej niż jest w rzeczywistości.
Itachi zatrzymał się tuż przy ustach duplikatu, zaraz odsuwając się na bezpieczną odległość i bez krzty emocji sięgnął do plecaka. Ignorując zastygłego w szoku klona pociągnął spory łyk z menażki.
— Dlaczego… co zrobiłam nie tak?
—  Nie produkuj się — rzucił z chłodem, łypiąc z niechęcią na sobowtóra Liv. — Nie wiem jak udało ci się przejąć technikę Senju, ale mnie nie oszukasz. Chociaż to, że zdobyłaś dostęp do jej wspomnień jest imponujące.
— Jak się domyśliłeś?
— Nie posiadasz żadnych cech oryginału, a klon nie może być aż tak różny.
— Doskonała analiza na miarę twojego klanu. Ale i tak uważam, że dziwny z ciebie człowiek — stwierdził duch, ponownie przyjmując swoją pierwotną postać. Wyglądało to o tyle dziwnie, bo wciąż można było dostrzec cielesną wersję techniki Senju pod wizerunkiem zjawy. Przypominało to odrobinę hologram.
— Powiedziało widmo w negliżu — prychnął z rozbawieniem, kierując spojrzenie w stronę gdzie zniknęła Liv.
— Możesz mówić różne rzeczy, ale pragnąłeś tego pocałunku równie mocno jak ja. Czułam to.
— Nie przeczę, ale faktem jest, że nie chciałem go od ciebie — zauważył twardo, patrząc zjawie prosto w oczy, na co rozwiała się w szarym dymie znikając razem z duplikatem.

~oOo~

Kazama opierając się wygodniej o bramę, spod rzęs obserwował mijających go przechodniów. Z właściwą dla siebie nonszalancją, całkowicie lekceważył ciekawskie spojrzenia kobiet zbyt skupiony na odległym punkcie na horyzoncie. Wyczuwał wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo, ale nie potrafił rozgryźć kto stanowi zagrożenie.
Nagle jego uwagę przykuł młody blondyn rozglądający się nerwowo na brzegu lasu. Przyglądając się tej jasnej czuprynie w końcu przypomniał sobie kim on jest. Był to jeden z podopiecznych Liv. Ten, który od zawsze wydawał się dla Kazamy za spokojny i zbyt małomówny. Zupełnie jakby coś ukrywał w zanadrzu lub na coś czekał.
Mrużąc powieki uważniej zlustrował całą jego sylwetkę. Z tego co się orientował to ostatnio Liv coś wspominała, że Yuchiro — z odmętów pamięci wyłowił imię gennina — zachowuje się wyjątkowo dziwnie. Jest wycofany oraz milczący, ogółem odstaje od grupy.
Cóż, Chikage popierał wniosek Senju, że chłopak jest dziwny. Zwłaszcza teraz jak ni stąd ni zowąd, uklęknął na trawie zamierając w bezruchu. Kazama znał tę pozycję. Często widział ją u Liv, gdy w ten sposób sprawdzała położenie oraz liczebność wroga. Pełna skupienia mina oraz palce przyłożone do gruntu, podczas aktywowania pełni mocy sensorycznych. Patrząc na ten obrazek, doszedł do jednego słusznego wniosku. Gennin na kogoś polował. Pytanie tylko na kogo?

~oOo~

            Liv z westchnieniem potarła zaspane powieki, przekręcając się na drugi bok i mimowolnie zerkając na partnera. Przyglądając się jego profilowi zastanawiała się co miało znaczyć to wyznanie, jakie dotarło do niej za pomocą wspomnień klona. Po co to powiedział? Przecież doskonale wiedział, że całe zgromadzone doświadczenie do niej wróci. A może właśnie dlatego to zrobił? Chciał żeby miała świadomość, że dla niego nie wszystko skończone?
            Wczoraj kiedy wróciła do obozowiska z naręczem drewna, nie zamienili nawet słowa. Owszem, czuła na sobie spojrzenie Itachiego, ale starannie go unikała. Prawda było, że nie bardzo wiedziała jak powinna się teraz zachować. Dlatego też w milczeniu przyszykowali się do snu, całkowicie ignorując swoją obecność.
            — Cholera — wymamrotała, podnosząc się do siadu i przeczesując palcami rozczochraną czuprynę. Ziewając szeroko, odrzuciła na bok przykrycie i podreptała do zgromadzonego zapasu gałęzi oraz wrzuciła do ognia. Patrząc na wzbijające się w górę iskry, aż podskoczyła gdy przez języki płomieni dostrzegła siedzącą na kamieniu Katsuyu.
            — Księżniczka Tsunade nakazuje wam wrócić. Do Krainy Śniegu wyruszy inna formacja.
            — Kto? — Liv obeszła ognisko, przykucając przy Chowańcu. Czyli jednak mieli rację. Ktoś inny przejmie tę sprawę.
            — Hatake Kakashi.
           — Rozumiem — mruknęła pod nosem, gdy niespodziewanie aż drgnęła nerwowo wyczuwając niespodziewaną obecność za plecami. Kiedy ten dupek się obudził, a przede wszystkim jak dał radę tak cicho się zakraść?
            — Dobry wybór — pochwalił Uchiha, rozmasowując zdrętwiały kark. — Przekaż Hokage, że niedługo będziemy.
            — Liv, po powrocie masz jak najszybciej stawić się u Czcigodnej. Chce rzucić okiem na znalezioną broń. — Po tych słowach, ślimak rozwiał się w powietrzu zostawiając ich samych.
            — Musiałeś wygadać? — wysyczała z irytacją, odwracając się do partnera. Nie omieszkała poczęstować go jadowitym spojrzeniem, które niestety ku jej frustracji całkowicie zignorował.
            — To dla twojego dobra.
            — Jasne.

19 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle świetny, ale w następnym licze na znacznie więcej Kazamy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział cudowny :#
    Kocham te ich przygody i z chęcią czytałabym o nich o wiele częściej ♥
    I Itaś <3 kocham !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością czytam takie słowa, to dzięki nim wciąż mam siłę prowadzić tę historię^^.

      Usuń
  3. Człowiek wraca z pracy a tu nowy rozdział. Normalnie banan na paszczy :D
    Taki spokojny rozdział. Troszkę się rozjaśnia. Jestem ciekawa co dalej będzie z uczniem Liv, jest to na razie jedna z niewielu rzeczy, których nie potrafię jakoś zgadnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehuehue... widzisz? Trzeba spodziewać się niespodziewanego^^. Sama przyznasz, że miła niespodzianka. Co do Yuchiro, ja mieć ambitny plan, który powolutku realizuję XD.

      Usuń
  4. A kysz z Kazamą!!! Następny rozdział mam nadzieję, że będzie podobnie napisany do tego. Czyli dużo Liv z Itachim :))) Akcja z pocałunkiem REWELACJA!!! Chociaż od razu domyśliłam się o co chodzi, to ładnie to opisałaś. Uczucia Liv świetnie wyłożone. Można było poczuć i wyobrazić sobie jej strach.

    Reasumując:
    Zastrzeżeń nie mam. Same pozytywy.
    Czekam na nexta! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie a kysz? Ta postać rozpycha się łokciami, więc raczej nie zniknie XD.
      Ale, ale... popieram zadowolenie, że sporo o relacjach Senju Uchiha. W końcu o nich ten blog, a ostatnio jakoś zeszli w cień przez pana Kazamę XD.
      Cieszę się niezmiernie, że akcja z pocałunkiem się podobała :"D.
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  5. Super rozdział! coraz bardziej podoba mi się dokąd to wszystko zmierza. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy!
    PS: nawet jeżeli nie zawsze zostawiam komentarz to zawsze czytam każdy rozdział gdy tylko się pojawi! Jestem takim czytelnikiem widmo, który zawsze jest ale nie zawsze go widać! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raduje się me autorskie serce, że się podobało :"3. W końcu po to piszę aby wywoływać emocje. Czasem skrajne, ale takie tyż potrzebne^^.
      Czytelniku Widmo cieszę się, że Jesteś <3.

      Usuń
  6. Blog sam w sobie jest super, ale jedno mi się nie podoba. Mianowicie to, że Itachi jest taki słaby. Przecież to bohater na pewno ponadprzeciętny i ma swoją siłę, a tutaj czasami zachowuje się jak ciepła klucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że mój blog Cię zainteresował i miło, że zdecydowałaś/eś się na komentarz.
      Co do Uchihy... czy ja wiem? W moim odczuciu ani razu nie zrobiłam z niego leszcza. Nie zapominajmy, że nawet w mandze miał swoje słabości. Kochał brata, kochał ojczyznę. Dla nich poświęcił siebie oraz klan. A mimo całej swojej mocy obawiał się walki z Jiraiya. Czyli nie był niepokonany. Itachi jest geniuszem i tego nie neguję, ale też jest ludzki i gdyby wszystko potrafił zrobić z palcem w nosie to byłoby nierealne, bo stałby się swego rodzaju Bogiem universum. A nie zapominajmy, że człowiek nie ważne jak zarąbisty, jakie by miał umiejętności niczego ot tak nie zrobi. To moje zdanie, ale szanuję Twoje. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  7. Chcę by Senju była z Kazamą. Świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie skończyłem czytać Twoje opowiadanie,zajęło mi to zaledwie trzy wieczory. Powiem tylko tyle - zajebiste. Czekam na więcej i pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tu do mnie trafiłeś i do tego się podobało :"D. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną i moimi bohaterami na dłużej. Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam.

      Usuń
  9. Cztery dni czytania i co? Koniec w takim momencie? :<
    Eh... Czekam na więcej.
    Ślę wenę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwość jest cnotą... jednak, mam nadzieję, że nie nadwyrężę i nie wystawię na próbę tej Twojej. Wenę przygarniam i pozdrawiam ciepło :3

      Usuń