Hej
i czołem.
Dzisiaj takie coś na pokazanie, że żyję i coś tam
klecę. Możecie to uznać za przerywnik właściwych opowiadań i w zasadzie takie
nic. Ot sprawdzenie potencjału historii. To ma być taki eksperyment przed
właściwym opkiem, które już mam ładnie zarysowane. Taka dłuższa jazda i no
całkiem inna. Tematyka krwiopijców, ale… no o tym później jak już zastosuję się
do postanowień ogólnych. Nie chcę za dużo zdradzać co by nie zapeszyć i nie
zniechęcić tych co nie lubią takich opowiadań.
Mam też jeszcze jedno, które rozpisałam na całość. No
wiecie, plan. Tak, ja napisałam plan. Cały! Szok i niedowierzanie moi Kochani. Opowiadanie
lekkie, trochę nudne (żadnych morderstw, paranormalnych zdarzeń itd.) ot życie
codzienne. Blaski, cienie życia młodych ludzi wchodzących w dorosłość i
wybierających drogę na przyszłość. Czyli tacy my po szkole, na studiach XD. Coś
w ten deseń.
A co do tego, pragnęłam zaeksperymentować z
pierwszą osobą w opowiadaniu. I dlatego taki początek. Później narracja
trzecioosobowa. Tak więc tyle…
Miłej zabawy… przyjmijcie moje dziecko z pewną
wyrozumiałością XD.
Prolog
Tułam się po tym
świecie już tyle stuleci, że powoli tracę rachubę jaki mamy dzień, miesiąc czy
rok. Przemierzyłam glob wzdłuż i wszerz, nigdzie nie zagrzewając miejsca na
dłużej, a wszystko co z początku fascynowało, po kilkudziesięciu latach nudziło
czy frustrowało, ponownie zmuszając do zmian. Żadna kultura, nacja czy kraina
nie potrafiła zatrzymać na dłużej, w efekcie czyniąc ze mnie wiecznego tułacza. Wiecznego,
to jest słowo klucz.
Moje dni zlewają
się w jedno, a miesiąc upływa jak pstryknięcie palcami. Rola cichego
obserwatora powoli wyniszcza od środka, gdyż jak się przekonałam, życie
samotnika jest przereklamowane. Tak, z początku podejmowałam próby
cywilizacyjne, ale i to mi nie wyszło. Każdy kto znaczył odrobinę więcej,
kiedyś odchodził pozostawiając w sercu ranę większą niż ktokolwiek mógłby się
spodziewać. Bo to czym jestem, powinno z automatu dyskwalifikować z posiadania
uczuć. Drapieżnik kieruje się pierwotnym instynktem, ale najwyraźniej i w tej
kwestii jestem wybrakowana. Nie potrafię zabijać. To dosyć problematyczne
jeżeli się weźmie pod uwagę fakt kim jestem oraz dietę jaką muszę stosować.
Taki żart losu, wampir z sumieniem. Tyle, że mnie nie jest do śmiechu.
Chciałabym
uznać, że zwariowałam, ale ktoś taki jak ja nie może stać się nawet wariatem.
Spryt, inteligencja, jasność myślenia zdecydowanie dyskwalifikowałyby jako
pacjenta psychiatryka. Zresztą, wystarczy, że spojrzę w lustro, a to kim jestem
od razu rzuca się w oczy. Przynajmniej dla mnie. Bo niestety ludzie zamiast się
trzymać z daleka — uciekać, lgną jak pszczoły do miodu. Strach, instynkt,
cokolwiek, powinno dzwonić w ich pustych łepetynach — aby się nie zbliżać. Ale
niestety moja powierzchowność przyciąga idiotów lub idiotki. Tak, już dawno się
przekonałam, że płeć nie gra istotniejszej roli. Powierzchowność mami każdego, co ewolucyjnie stawiało mnie na szczycie łańcucha pokarmowego. Polowanie nie sprawiało trudu, gdyż zwierzyna sama pchała się pod topór, a raczej kły. I chciałabym powiedzieć, że
wykazuję się silną wolą posyłając ich wszystkich do diabła, ale to nie prawda.
Nie potrafię zabić, ale pożywiać się muszę. Dawno temu usiłowałam pościć, jednak przyniosło to więcej szkody niż pożytku. Moja utrata kontroli skończyła się
pozbawieniem życia ludzi z trzech wiosek. Zbyt wysoka cena oraz za dużo zachodu
przy zacieraniu śladów. Dlatego teraz, robię to co podpowiada mi natura. Gdy
nadarza się okazja piję krew, kropka.
W zasadzie
jedynym co zwraca moją uwagę jest pogoda. To ona stała się pewnego rodzaju
wyznacznikiem istnienia. Cóż, precyzując dokładniej to może powinnam ująć to
inaczej. Busolą są pory roku. Co prawda i tak nie przykładam do nich wielkiej
wagi — nie potrzebuję gromadzić na zimę pożywienia, ani szykować się do upraw
na wiosnę — ale, to jest ten namacalny dowód, że czas płynie dalej.
Coraz częściej
przyłapuję się na nostalgii oraz pewnego rodzaju znudzeniu, które podpowiada aby coś ze sobą zrobić. Żeby skończyć tę ucieczkę przed śmiercią, a raczej przed samobójstwem. Dlaczego samobójstwem? Otóż nieszczęściem jest fakt, że żyję
wiecznie. I do momentu aż sama nie zadecyduję, że nadszedł już koniec — na
przykład nie ma co oglądać — wciąż będę
na tym padole łez. Oczywiście kołek też załatwiłby sprawę, ale no cóż. Między
bajki można włożyć teorię, że nie mogę chodzić w dzień czy odstrasza czosnek.
Nie posiadam czegoś takiego jak tryb spoczynku, gdzie ktoś mógłby się zakraść i wbić
drewno w moje niebijące serce. Owszem, czasem sobie wegetuję. Wyłączam się na
bodźce, ale i wtedy pozostaję na czuwaniu. Do czasu jak tego nie zapragnę,
nie przestanę istnieć. Chociaż, nie powiem, za dnia jestem słabsza. Słońce nie
spala ciała, ale znacznie nadwyręża zdolności.
Jednak, co ciekawe, ostatnio
w moim życiu coś się zmieniło. Znalazłam zajęcie, a raczej coś co zajmuję lwią
część czasu, czyniąc istnienie bardziej znośnym. Od niepamiętnych czasów nikt
mnie nie zaintrygował na tyle abym pragnęła dowiedzieć się więcej, a temu
mężczyźnie się udało.
Różnił się on od
innych mieszkańców nietypowym jak na te tereny typem urody, a także aurą która
go otaczała. Za każdym razem gdy podeszłam zbyt blisko, odnosiłam wrażenie, że
instynkt tkwiącej we mnie bestii nakazuje mi ucieczkę lub walkę. Było to
niespodziewanie intrygujące oraz odświeżające doświadczenie. Oczywiście, nie
tylko to przyciągnęło moje zainteresowanie. Ciemnooki, ciemnowłosy, blady jak
duch mężczyzna tak się wyróżniał wśród rudzielców i szatynów, że nie tylko ja
zwróciłam na niego uwagę. Ktoś taki nie mógł przejść bez echa. Zielone
wrzosowiska niespodziewanie zapełniły się ciekawskimi wędrowcami, których zwabiła
obecność nowego mieszkańca starego zamku na zboczu. Dawniej wszyscy wydawali
się trzymać z daleka od budowli, gdyż lokalne podania nie zachęcały do wizyt w
jej murach. Niewyjaśnione morderstwa sprzed kilkudziesięciu lat okraszone
krwawymi opisami, skutecznie powstrzymywały każdego żądnego przygód turystę. A
jeżeli nie zrobiły tego opowieści, to resztkę odwagi wyplewiały z nieszczęśnika
dziwne odgłosy po zmroku, samo otwierające się wrota czy wyraźny tętent
końskich kopyt pędzących po bruku, a jednak bez widocznego wierzchowca. A
teraz? Pałac oraz jego okolice przeżywały drugą młodość za sprawą ciekawskich. Nie
tylko budowla pobudzała wyobraźnie mieszkańców, ale też jej nowy lokator.
~oOo~
Liv siedziała w
miejskim barze, ze znudzeniem wgapiając się w kufel z piwem. Zamówiła je
wyłącznie po to aby barman nie patrzył na nią podejrzliwie, podczas gdy
przysłuchiwała się nowym plotkom w miasteczku. Tak zabijała czas co piątkowy
wieczór i w pewien sposób lubiła tę rutynę. Zajmowała stolik zaraz przy oknie z
którego najwygodniej było obserwować cały lokal, jednocześnie samej nie
rzucając się bardzo w oczy. W powietrzu unosił się drażniący zapach papierosów,
alkoholu, oraz smażonego mięsa dochodzący z zaplecza. Większość klienteli
stanowili mężczyźni, — głównie kawalerowie, jak z drwiną zauważyła — szukający
oddechu po powrocie z pracy. Ci którzy mieli rodziny, wpadali dosłownie na
kilkanaście minut, zaraz pędząc do czekających na nich kobiet. Tak, już dawno
zrozumiała, że obywatele wyspy są wyjątkowo oddani partnerkom, co w pewnym
sensie ją bawiło. Płeć piękna robiła z nimi co chciała. Patrząc na tę ewolucję,
chwilami nostalgicznie wspominała epoki, gdy panie nie miały za wiele do
powiedzenia, a panem i władcą był mężczyzna. Pod tym względem świat poszedł w
dobrą stronę, chociaż teraz dużo wojowały feministki, i jej prywatnym zdaniem
robiły więcej szkody współczesnym kobietom niż pożytku.
Wzięła udawany
łyk alkoholu, mrużąc powieki. Miała doskonały widok na stałych bywalców, którzy
wiedzieli o wszystkim i wszystkich. I tak jak przypuszczała, lokalna
społeczność wciąż żyła informacją o nieznajomym w kamiennej fortecy. Nowy
mieszkaniec pobliskiego zamku wciąż zajmował szczyt rankingu najczęściej
obgadywanych osób. Co, gdzie, jak i ile. Plotkarze wydawali się wiedzieć
wszystko, a przynajmniej stawiać takie założenia.
Oczywiście nie
omieszkała usłyszeć kilku słów na swój temat, ale trudno się dziwić. Już dawno
przestała zwracać uwagę na to, że ludzie interesują się jej osobą. W zasadzie
ich rozumiała. Z nikim nie utrzymywała kontaktu, rzadko robiła zapasy — tak,
aby zachować pozory raz na tydzień wpadała do centrum po zakupy spożywcze,
które potem potajemnie podrzucała do pobliskiego klasztoru — więc również intrygowała.
Chociaż, można
powiedzieć, że nawiązała nić przyjaźni z miejscową zielarką. Kobieta z gracją
słonia wparowała w życie Liv i żadne prośby ani przekleństwa nie wystraszyły
Celii, a wręcz przeciwnie. Piegowata wiedźma z zawziętością godną lepszej sprawy,
odwiedzała ją co kilka dni stwierdzając, że samotność nie jest dla niej. Na nic
zdawało się zatrzaskiwanie drzwi przed nosem, unikanie czy próba nakazania —
wampirza sugestia — żeby się nie zbliżała. Nieznajoma najwidoczniej nie
posiadała piątej klepki i nijak się nie przejmowała jawną niechęcią.
W końcu Liv
odpuściła. Aby wybić coś tej babie z głowy musiałaby ją zabić, a po
przeanalizowaniu wszelkich za i przeciw za cholerę nie uniknęłaby podejrzeń o
maczanie w tym palców. Jakoś nie przejawiała na razie ochoty na przeprowadzkę,
więc zacisnęła zęby i zaakceptowała wesołą Celię rujnującą jej spokój.
Liv aż
westchnęła ciężko, gdy obiekt rozmyślań niespodziewanie pojawił się w polu
widzenia od progu posyłając stuwatowy uśmiech.
— Tak sadziłam,
że tu cię znajdę — zaświergotała z entuzjazmem, bez żadnych oporów opadając na
krzesło naprzeciwko. Palcami przeczesała rozwichrzoną grzywkę, zerkając na
obecnych w lokalu gości. Machnęła jakiemuś siwemu mężczyźnie, który
odpowiedział kurtuazyjnym uchyleniem kapelusza, po czym ponownie skupiła się na
towarzyszce. — Znalazłam ciekawy artykuł o biżuterii celtyckiej.
— Tak ciekawy,
że aż nie mogłaś poczekać z tym do jutra?
— Po co? —
Wyciągnęła z torebki zwiniętą w rulon gazetę i rzuciła na stolik przed Liv. —
Dzięki temu nie będziesz gapiła się w ścianę w nocy, albo straszyła ludzi na
wrzosowiskach.
— Co, już byli u
ciebie na skargę? — zakpiła, prostując się i przyglądając kobiecie spod rzęs. —
Wystarczy żeby spali w domach, a nie na polach po pijaku.
Cóż z racji, że
jako wampir nie potrzebowała snu, większość nocy spędzała na spacerach lub przy
obróbce szlachetnych kamieni. Praca nad biżuterią ją wyciszała oraz odprężała.
Pozwalała chwilę zapomnieć o tym, że jest sama na świecie. Że prawdopodobnie
jest jedynym wampirem. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak.
A dzięki temu
zajęciu skupiała się na przyziemnych sprawach. Poza tym, lubiła tworzyć coś
nowego, pięknego, ulotnego. Coś tak doskonałego, że żadna, nawet
najsprawniejsza ludzka dłoń nie byłaby w stanie zrobić. Tak, chwilami
przemawiała przez Liv próżność, ale biorąc pod uwagę jak bardzo elita upodobała
sobie jej projekty i jakie bajońskie ceny są w stanie za nie zapłacić, głupotą
by było udawać fałszywą skromność. Jest popyt jest podaż.
W każdym razie,
ostatnio cierpiała na niemoc twórczą i z braku innego zajęcia szwendała się bez
celu po okolicy. I naprawdę nie chciała łączyć braku weny z pojawieniem się
nowego gospodarza fortecy, ale… powoli zaczynała się nad tym zastanawiać, bo
nigdy nie miała takiego przestoju. Owszem, szkicownik był pełen nowych
projektów, ale przekładanie ich z papieru szło opornie.
— To nie jest
zabawne. A co jak jakiś cię napadnie? — Celia wydawała się autentycznie
zmartwiona taką ewentualnością, która tylko dodatkowo rozbawiła Liv.
— A co jak ja
napadnę ich?
— Słucham?
— Mówiłam, że
nikt się nie odważy — mruknęła lekceważąco, wygładzając gazetę. — Sama widzisz
jaki popłoch wzbudzam wśród mieszkańców. Nie lubią niezależnych kobiet.
— Noce mogą
dodać im odwagi — sapnęła Celia, wyciągając z kieszeni długi czarny rzemień i
kładąc na brukowcu. Na końcu zawiesiła onyks i o ile się Liv nie myliła, to
kryształ górski. Aż westchnęła ciężko na ich widok. Przeklęta wieszczka. — Noś,
będą cię chronić.
— Jedyne przed
czym powinny mnie chronić to ty i twoje zabobony.
— Chcesz żebym
przez ciebie nie spała po nocach? Żebym się zamartwiała, albo zaczęła cię
pilnować? Mam stać się twoim cieniem? Uwierz, że to zrobię aby…
— Oj, już
zamknij się. Zrozumiałam wywód — warknęła Liv, dla świętego spokoju biorąc
podarek i zaciskając na nim dłoń.
— No, a poza
tym… ochroni cię też przed dzikimi zwierzętami.
— Tak, tak… —
Łypnęła na rozmówczynie, zastanawiając się ile krwi legendarnej wiedźmy Hanoki
płynie w jej żyłach. Tamta miała prawdziwy, namacalny dar widzenia, oraz znała
mowę zwierząt. Jednak to było dawno temu, jeszcze zanim przybyła na te tereny, ale
już wtedy krążyły po świecie plotki o niezwykłej czarownicy mieszkającej na
wyspie.
Ludzie z
początku uważali kobietę za wariatkę, ale z tych nieszkodliwych. Ot, samotnica wędrującą
po wzgórzach w poszukiwaniu chwastów. Jednak, jak wkrótce się przekonali
posiadała niezwykłą wiedzę medyczną, która już w krótkim czasie obrosła w
legendy. To ona uratowała najmłodszego dziedzica tronu przed śmiercią w wyniku
nieznanej zarazy. Wielu lekarzy i znachorów przybywało z najdalszych krain, ale
ku rozpaczy władcy nikt nie był w stanie pomóc. Żadne rośliny, magiczne amulety
nie przynosiły ulgi zmagającemu się z cierpieniem dziecku. Gdy już porzucono na
dworze wszelką nadzieję, Hanoki pojawiła się znikąd, wprost w pokoju
nieprzytomnego chłopca. Nikt ze strażników nie dostrzegł jej przybycia, a zbyt
zlękniona królowa nie potrafiła wydusić słowa na widok nietypowego gościa. Siedziała
u wezgłowia łoża i wyłącznie patrzyła jak nieznajoma okadza sypialnie dymem z
trzymanych roślin, a następnie napaja malca miksturą wyciągniętą zza pazuchy
poszarpanego płaszcza. Gdy skończyła swoje zabiegi, podniosła na władczynie wzrok
i ta wtedy zrozumiała, że teraz będzie dobrze. Ciemne, mądre oczy kobiety
wygnały z jej serca lęk, pozostawiając wyłącznie błogi spokój. Na królową
spłynęła tak wielka ulga, że nawet nie zauważyła zniknięcia kobiety. Zamiast tego
wtuliła się w bok syna, którego oddech wreszcie był spokojny i głęboki, świadczący
o znacznej poprawie. I tak, kilka dni później obiegła świat plotka o cudzie na
wrzosowiskach. Jeszcze wielu Hanoki uratowała, nikomu nigdy nie odmawiając
pomocy.
I teraz Liv
dumała czy Celia coś wyczuwa, czy może bazuje na wiedzy oraz pewnej sławie jaką
dawało jej powinowactwo z postacią z legend. I przede wszystkim, czy zdawała
sobie sprawę jaką kreaturą jest ona.
Dziecko przyjęte z radością! Nie poddawaj go do bidula.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały. :)
Pozdrawiam,
Życzę weny.
Dzięki za miłe słowa i jeżeli życie da to będę tego potworka hodować :"D. Pozdrawiam
UsuńDobra, już czytam. Ale coś więcej wypowiem się jak napisze ostatni egzamin
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Yuzuki
Okej, wciąż czekam na te kilka słów xD
UsuńCzy mówiłam ci już kiedyś, że uwielbiam twoje wszystkie twory? Tak, zdaje mi się, że zdarzyło mi się o tym wspomnieć raz czy dwa, prawda? ^^'' Z tej racji mam nadzieję, że wybaczysz mi ten sceptycyzm, którym pałam do twojego nowego dziecka =.=
OdpowiedzUsuńja wiem, jak to jest, kiedy produkujesz się, masz pomysł, a w odpowiedzi dostajesz jakieś nieskładne komentarze, jakieś sru-tu-tu-tu, napiszę później, ale przeczytałam, bla-bla-bla, bełkot-bełkot-słaba-dykcja lub - najgorszy z możliwych scenariuszy - kiedy nie dostajesz nic w zamian. Z tej racji przynajmniej się staram być w jakiś sposób konstruktywna i pokazywać swoje zaangażowanie w historię, jednak... nie tym razem T_T
Przecinki, parę zjedzonych słów, ale spoko - opowiadanie z klimatem, super się czyta (w ogóle to tę wyspę Liv wyobrażałam sobie jako taki satrodawno-nowoczesny mix UK - a z racji, że mieszkam za granicą to te opisy były mi dość bliskie x'D [choć faktycznie życzyłabym sobie, żeby było tu więcej rodowitych rudzielców niżby napływowych ciapatych... >.<]). No słowem, tradycyjnie, cud, miód, malina - jest nawet czarownica, a ja czarownice lubię, jest średniowieczny, trochę zatęchły klimat, który też bardzo lubię, jest przystojny nieznajomy, do którego można zacząć już wzdychać i fajnie... ale jest jeden problem x.x
NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, JAK JA NIENAWIDZĘ WAMPIRÓW! T_T Wybacz, ale ja naprawdę ich nienawidzę... (/.-)'' W mojej opinii są one przereklamowane, jest ich za dużo, a ich wyobrażenie jest zbyt wyidealizowane, przez co są w moim odczyciu zwyczajnie nudne i są właściwie w każdej książce, opowiadaniu czy filmie niemal identyczne, więc no... sorry, ale jak ja widę słowo "wampir" to z miejsca zaczyna mi się cofać :''C
Kiedy przeczytałam tylko twój (nazwijmy to tak) disclaimer to nastawiłam się na to, że będzie źle. Potem, jak już zaczełam czytać o stereotypowym nieśmiertelnym, niestarzejącym się, cudownym, lecz samotnym wampirze, który jest jednym jedynym przedstawicielem swojego gatunku, który nie zna powodu ani przyczyny swojego istnienia... i tak dalej... wtedy zrobiło się jeszcze gorzej, a mnie zrobiło się naprawdę przykro T_T Niemniej, później było lepiej, opowiadania nabrało trochę charakteru i pojawienie się wiedźmy oraz przystojnego nieznajomego, który może być potencjalnie jakąś inną, nadprzyrodzoną istotą jakoś mnie podbudowało (a przynajmniej tak próbowałam się pocieszyć), jednak to wciąż nie moja bajka. Bardzo nie moja x.x Ja po prostu pałam szczerą nienawiścią do wampirów >.<
Błagam cię tylko, żebyś nie zrobiła z tajemniczego bruneta wilkołaka, drugiego wampira albo łowcę wapirów, bo to byłby już cliche po całości...
Jeżeli zdecydowałabyś się kontynuować to opowiadanie, to pewnie z braku laku i tak bym je czytała, bo wstawiasz coś rzadko, a ja uwielbiam twój styl pisania ♥ Niemniej, świadomość, że ze względu na to opowiadanie kolejne rozdziały innych opowiadań pojawiałyby się jeszcze rzedziej, boli - tym bardziej, że wiąże się ona z faktem, iż bardzo prawdopodobne byłoby to, że straciłabym wątek, życie toczy się szybko, moja pamięć jest dziurawa (do tego stopnia, że gubię się we własnych fabułach ^^''), więc no... zachwycona (tak jak zwykle) to ja raczej nie jestem, jednak nie jest to twoja wina, a raczej wina tematyki samej w sobie, bo o ile kocham wszelkiego rodzaju fantazy, nadprzyrodzone światy i stworzenia, zwierzęta, mitologie, bóstwa, bożki, demony, magię, wymachiwanie mieczami i innymi ostro zakończonymi przedmiotami na prawo i lewo... to szczerze i z całego serca nienawidzę wampirów (prawdopodobnie jako jedyna osoba na świecie, bo przez całe moje życie nigdy jeszcze nie spotkałam nikogo, kto podzielałby moje zdanie T_T i zawsze wychodziłam na tę "dziwną"... x.x)
UsuńMam nadzieję, że na rzecz wampirów nie porzucisz pozostałych swoich tworów. Jestem także ciekawa tego koljnego opowiadania, do którego napisałaś nawet plan C: Czekam z niecierpliwością na następny wpis - niezależnie od tego, czym by on nie był, choć oczywiście moje preferencje są dość łatwe do przewidzenia, prawda? ^^''
~Kita-pon
Kituś, Skarbie... ależ ja rozumiem Twoje lęki. Masz prawo nie kochać wampirów ani innych kreatur. Doskonale to rozumiem, bo ostatnio jest jakieś bum na te stwory. I o ile w Wywiadzie z Wampirem czy starszych produkcjach te stworzenia były do zniesienia, to teraz niekoniecznie...
UsuńI cóż, nie będę mydlić oczu, że mój pomysł jest czymś co na pewno Cię nawróci... nie, raczej nie... Chociaż, odrobinę się różni od dotychczasowych trendów. Przynajmniej to opowiadanie. Bo to drugie, które chodzi mi po głowie jest... no cóż, trochę dziwne. Ale, nie będę nic o nim mówić, bo może wyjdzie tak, że wcale go nie napiszę... Różnie bywa, prawda?
A co do innych tworów... cóż, jak zwykle czas nie jest łaskawy, a i wena nie chce kleić zdań. Cóż, z tego, że koncepcja niby jest, jak wszystko wychodzi takie... kalekie. Muszę poczekać na MOC XD. Dzięki za wyczerpujący komentarz i że trwasz przy mnie na dobre i złe <3. Buziaki i mam nadzieję, że uda mi się coś wyskrobać. Wesołego Alleluja i tak dalej :"D. Buziole.