21.02.2018

BESTIA

Hej i czołem.

Dzisiaj takie coś na pokazanie, że żyję i coś tam klecę. Możecie to uznać za przerywnik właściwych opowiadań i w zasadzie takie nic. Ot sprawdzenie potencjału historii. To ma być taki eksperyment przed właściwym opkiem, które już mam ładnie zarysowane. Taka dłuższa jazda i no całkiem inna. Tematyka krwiopijców, ale… no o tym później jak już zastosuję się do postanowień ogólnych. Nie chcę za dużo zdradzać co by nie zapeszyć i nie zniechęcić tych co nie lubią takich opowiadań.
Mam też jeszcze jedno, które rozpisałam na całość. No wiecie, plan. Tak, ja napisałam plan. Cały! Szok i niedowierzanie moi Kochani. Opowiadanie lekkie, trochę nudne (żadnych morderstw, paranormalnych zdarzeń itd.) ot życie codzienne. Blaski, cienie życia młodych ludzi wchodzących w dorosłość i wybierających drogę na przyszłość. Czyli tacy my po szkole, na studiach XD. Coś w ten deseń.
A co do tego, pragnęłam zaeksperymentować z pierwszą osobą w opowiadaniu. I dlatego taki początek. Później narracja trzecioosobowa. Tak więc tyle…
Miłej zabawy… przyjmijcie moje dziecko z pewną wyrozumiałością XD.












Prolog

Tułam się po tym świecie już tyle stuleci, że powoli tracę rachubę jaki mamy dzień, miesiąc czy rok. Przemierzyłam glob wzdłuż i wszerz, nigdzie nie zagrzewając miejsca na dłużej, a wszystko co z początku fascynowało, po kilkudziesięciu latach nudziło czy frustrowało, ponownie zmuszając do zmian. Żadna kultura, nacja czy kraina nie potrafiła zatrzymać na dłużej, w efekcie czyniąc ze mnie wiecznego tułacza. Wiecznego, to jest słowo klucz.
Moje dni zlewają się w jedno, a miesiąc upływa jak pstryknięcie palcami. Rola cichego obserwatora powoli wyniszcza od środka, gdyż jak się przekonałam, życie samotnika jest przereklamowane. Tak, z początku podejmowałam próby cywilizacyjne, ale i to mi nie wyszło. Każdy kto znaczył odrobinę więcej, kiedyś odchodził pozostawiając w sercu ranę większą niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Bo to czym jestem, powinno z automatu dyskwalifikować z posiadania uczuć. Drapieżnik kieruje się pierwotnym instynktem, ale najwyraźniej i w tej kwestii jestem wybrakowana. Nie potrafię zabijać. To dosyć problematyczne jeżeli się weźmie pod uwagę fakt kim jestem oraz dietę jaką muszę stosować. Taki żart losu, wampir z sumieniem. Tyle, że mnie nie jest do śmiechu.
Chciałabym uznać, że zwariowałam, ale ktoś taki jak ja nie może stać się nawet wariatem. Spryt, inteligencja, jasność myślenia zdecydowanie dyskwalifikowałyby jako pacjenta psychiatryka. Zresztą, wystarczy, że spojrzę w lustro, a to kim jestem od razu rzuca się w oczy. Przynajmniej dla mnie. Bo niestety ludzie zamiast się trzymać z daleka — uciekać, lgną jak pszczoły do miodu. Strach, instynkt, cokolwiek, powinno dzwonić w ich pustych łepetynach  aby się nie zbliżać. Ale niestety moja powierzchowność przyciąga idiotów lub idiotki. Tak, już dawno się przekonałam, że płeć nie gra istotniejszej roli. Powierzchowność mami każdego, co ewolucyjnie stawiało mnie na szczycie łańcucha pokarmowego. Polowanie nie sprawiało trudu, gdyż zwierzyna sama pchała się pod topór, a raczej kły. I chciałabym powiedzieć, że wykazuję się silną wolą posyłając ich wszystkich do diabła, ale to nie prawda. Nie potrafię zabić, ale pożywiać się muszę. Dawno temu usiłowałam pościć, jednak przyniosło to więcej szkody niż pożytku. Moja utrata kontroli skończyła się pozbawieniem życia ludzi z trzech wiosek. Zbyt wysoka cena oraz za dużo zachodu przy zacieraniu śladów. Dlatego teraz, robię to co podpowiada mi natura. Gdy nadarza się okazja piję krew, kropka.
W zasadzie jedynym co zwraca moją uwagę jest pogoda. To ona stała się pewnego rodzaju wyznacznikiem istnienia. Cóż, precyzując dokładniej to może powinnam ująć to inaczej. Busolą są pory roku. Co prawda i tak nie przykładam do nich wielkiej wagi — nie potrzebuję gromadzić na zimę pożywienia, ani szykować się do upraw na wiosnę — ale, to jest ten namacalny dowód, że czas płynie dalej.
Coraz częściej przyłapuję się na nostalgii oraz pewnego rodzaju znudzeniu, które podpowiada aby coś ze sobą zrobić. Żeby skończyć tę ucieczkę przed śmiercią, a raczej przed samobójstwem. Dlaczego samobójstwem? Otóż nieszczęściem jest fakt, że żyję wiecznie. I do momentu aż sama nie zadecyduję, że nadszedł już koniec — na przykład nie ma co oglądać —  wciąż będę na tym padole łez. Oczywiście kołek też załatwiłby sprawę, ale no cóż. Między bajki można włożyć teorię, że nie mogę chodzić w dzień czy odstrasza czosnek. Nie posiadam czegoś takiego jak tryb spoczynku, gdzie ktoś mógłby się zakraść i wbić drewno w moje niebijące serce. Owszem, czasem sobie wegetuję. Wyłączam się na bodźce, ale i wtedy pozostaję na czuwaniu. Do czasu jak tego nie zapragnę, nie przestanę istnieć. Chociaż, nie powiem, za dnia jestem słabsza. Słońce nie spala ciała, ale znacznie nadwyręża zdolności.
Jednak, co ciekawe, ostatnio w moim życiu coś się zmieniło. Znalazłam zajęcie, a raczej coś co zajmuję lwią część czasu, czyniąc istnienie bardziej znośnym. Od niepamiętnych czasów nikt mnie nie zaintrygował na tyle abym pragnęła dowiedzieć się więcej, a temu mężczyźnie się udało.
Różnił się on od innych mieszkańców nietypowym jak na te tereny typem urody, a także aurą która go otaczała. Za każdym razem gdy podeszłam zbyt blisko, odnosiłam wrażenie, że instynkt tkwiącej we mnie bestii nakazuje mi ucieczkę lub walkę. Było to niespodziewanie intrygujące oraz odświeżające doświadczenie. Oczywiście, nie tylko to przyciągnęło moje zainteresowanie. Ciemnooki, ciemnowłosy, blady jak duch mężczyzna tak się wyróżniał wśród rudzielców i szatynów, że nie tylko ja zwróciłam na niego uwagę. Ktoś taki nie mógł przejść bez echa. Zielone wrzosowiska niespodziewanie zapełniły się ciekawskimi wędrowcami, których zwabiła obecność nowego mieszkańca starego zamku na zboczu. Dawniej wszyscy wydawali się trzymać z daleka od budowli, gdyż lokalne podania nie zachęcały do wizyt w jej murach. Niewyjaśnione morderstwa sprzed kilkudziesięciu lat okraszone krwawymi opisami, skutecznie powstrzymywały każdego żądnego przygód turystę. A jeżeli nie zrobiły tego opowieści, to resztkę odwagi wyplewiały z nieszczęśnika dziwne odgłosy po zmroku, samo otwierające się wrota czy wyraźny tętent końskich kopyt pędzących po bruku, a jednak bez widocznego wierzchowca. A teraz? Pałac oraz jego okolice przeżywały drugą młodość za sprawą ciekawskich. Nie tylko budowla pobudzała wyobraźnie mieszkańców, ale też jej nowy lokator.

~oOo~

Liv siedziała w miejskim barze, ze znudzeniem wgapiając się w kufel z piwem. Zamówiła je wyłącznie po to aby barman nie patrzył na nią podejrzliwie, podczas gdy przysłuchiwała się nowym plotkom w miasteczku. Tak zabijała czas co piątkowy wieczór i w pewien sposób lubiła tę rutynę. Zajmowała stolik zaraz przy oknie z którego najwygodniej było obserwować cały lokal, jednocześnie samej nie rzucając się bardzo w oczy. W powietrzu unosił się drażniący zapach papierosów, alkoholu, oraz smażonego mięsa dochodzący z zaplecza. Większość klienteli stanowili mężczyźni, — głównie kawalerowie, jak z drwiną zauważyła — szukający oddechu po powrocie z pracy. Ci którzy mieli rodziny, wpadali dosłownie na kilkanaście minut, zaraz pędząc do czekających na nich kobiet. Tak, już dawno zrozumiała, że obywatele wyspy są wyjątkowo oddani partnerkom, co w pewnym sensie ją bawiło. Płeć piękna robiła z nimi co chciała. Patrząc na tę ewolucję, chwilami nostalgicznie wspominała epoki, gdy panie nie miały za wiele do powiedzenia, a panem i władcą był mężczyzna. Pod tym względem świat poszedł w dobrą stronę, chociaż teraz dużo wojowały feministki, i jej prywatnym zdaniem robiły więcej szkody współczesnym kobietom niż pożytku.
Wzięła udawany łyk alkoholu, mrużąc powieki. Miała doskonały widok na stałych bywalców, którzy wiedzieli o wszystkim i wszystkich. I tak jak przypuszczała, lokalna społeczność wciąż żyła informacją o nieznajomym w kamiennej fortecy. Nowy mieszkaniec pobliskiego zamku wciąż zajmował szczyt rankingu najczęściej obgadywanych osób. Co, gdzie, jak i ile. Plotkarze wydawali się wiedzieć wszystko, a przynajmniej stawiać takie założenia.
Oczywiście nie omieszkała usłyszeć kilku słów na swój temat, ale trudno się dziwić. Już dawno przestała zwracać uwagę na to, że ludzie interesują się jej osobą. W zasadzie ich rozumiała. Z nikim nie utrzymywała kontaktu, rzadko robiła zapasy — tak, aby zachować pozory raz na tydzień wpadała do centrum po zakupy spożywcze, które potem potajemnie podrzucała do pobliskiego klasztoru — więc również intrygowała.
Chociaż, można powiedzieć, że nawiązała nić przyjaźni z miejscową zielarką. Kobieta z gracją słonia wparowała w życie Liv i żadne prośby ani przekleństwa nie wystraszyły Celii, a wręcz przeciwnie. Piegowata wiedźma z zawziętością godną lepszej sprawy, odwiedzała ją co kilka dni stwierdzając, że samotność nie jest dla niej. Na nic zdawało się zatrzaskiwanie drzwi przed nosem, unikanie czy próba nakazania — wampirza sugestia — żeby się nie zbliżała. Nieznajoma najwidoczniej nie posiadała piątej klepki i nijak się nie przejmowała jawną niechęcią.
W końcu Liv odpuściła. Aby wybić coś tej babie z głowy musiałaby ją zabić, a po przeanalizowaniu wszelkich za i przeciw za cholerę nie uniknęłaby podejrzeń o maczanie w tym palców. Jakoś nie przejawiała na razie ochoty na przeprowadzkę, więc zacisnęła zęby i zaakceptowała wesołą Celię rujnującą jej spokój.
Liv aż westchnęła ciężko, gdy obiekt rozmyślań niespodziewanie pojawił się w polu widzenia od progu posyłając stuwatowy uśmiech.
— Tak sadziłam, że tu cię znajdę — zaświergotała z entuzjazmem, bez żadnych oporów opadając na krzesło naprzeciwko. Palcami przeczesała rozwichrzoną grzywkę, zerkając na obecnych w lokalu gości. Machnęła jakiemuś siwemu mężczyźnie, który odpowiedział kurtuazyjnym uchyleniem kapelusza, po czym ponownie skupiła się na towarzyszce. — Znalazłam ciekawy artykuł o biżuterii celtyckiej.
— Tak ciekawy, że aż nie mogłaś poczekać z tym do jutra?
— Po co? — Wyciągnęła z torebki zwiniętą w rulon gazetę i rzuciła na stolik przed Liv. — Dzięki temu nie będziesz gapiła się w ścianę w nocy, albo straszyła ludzi na wrzosowiskach.
— Co, już byli u ciebie na skargę? — zakpiła, prostując się i przyglądając kobiecie spod rzęs. — Wystarczy żeby spali w domach, a nie na polach po pijaku.
Cóż z racji, że jako wampir nie potrzebowała snu, większość nocy spędzała na spacerach lub przy obróbce szlachetnych kamieni. Praca nad biżuterią ją wyciszała oraz odprężała. Pozwalała chwilę zapomnieć o tym, że jest sama na świecie. Że prawdopodobnie jest jedynym wampirem. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak.
A dzięki temu zajęciu skupiała się na przyziemnych sprawach. Poza tym, lubiła tworzyć coś nowego, pięknego, ulotnego. Coś tak doskonałego, że żadna, nawet najsprawniejsza ludzka dłoń nie byłaby w stanie zrobić. Tak, chwilami przemawiała przez Liv próżność, ale biorąc pod uwagę jak bardzo elita upodobała sobie jej projekty i jakie bajońskie ceny są w stanie za nie zapłacić, głupotą by było udawać fałszywą skromność. Jest popyt jest podaż.
W każdym razie, ostatnio cierpiała na niemoc twórczą i z braku innego zajęcia szwendała się bez celu po okolicy. I naprawdę nie chciała łączyć braku weny z pojawieniem się nowego gospodarza fortecy, ale… powoli zaczynała się nad tym zastanawiać, bo nigdy nie miała takiego przestoju. Owszem, szkicownik był pełen nowych projektów, ale przekładanie ich z papieru szło opornie.
— To nie jest zabawne. A co jak jakiś cię napadnie? — Celia wydawała się autentycznie zmartwiona taką ewentualnością, która tylko dodatkowo rozbawiła Liv.
— A co jak ja napadnę ich?
— Słucham?
— Mówiłam, że nikt się nie odważy — mruknęła lekceważąco, wygładzając gazetę. — Sama widzisz jaki popłoch wzbudzam wśród mieszkańców. Nie lubią niezależnych kobiet.
— Noce mogą dodać im odwagi — sapnęła Celia, wyciągając z kieszeni długi czarny rzemień i kładąc na brukowcu. Na końcu zawiesiła onyks i o ile się Liv nie myliła, to kryształ górski. Aż westchnęła ciężko na ich widok. Przeklęta wieszczka. — Noś, będą cię chronić.
— Jedyne przed czym powinny mnie chronić to ty i twoje zabobony.
— Chcesz żebym przez ciebie nie spała po nocach? Żebym się zamartwiała, albo zaczęła cię pilnować? Mam stać się twoim cieniem? Uwierz, że to zrobię aby…
— Oj, już zamknij się. Zrozumiałam wywód — warknęła Liv, dla świętego spokoju biorąc podarek i zaciskając na nim dłoń.
— No, a poza tym… ochroni cię też przed dzikimi zwierzętami.
— Tak, tak… — Łypnęła na rozmówczynie, zastanawiając się ile krwi legendarnej wiedźmy Hanoki płynie w jej żyłach. Tamta miała prawdziwy, namacalny dar widzenia, oraz znała mowę zwierząt. Jednak to było dawno temu, jeszcze zanim przybyła na te tereny, ale już wtedy krążyły po świecie plotki o niezwykłej czarownicy mieszkającej na wyspie.
Ludzie z początku uważali kobietę za wariatkę, ale z tych nieszkodliwych. Ot, samotnica wędrującą po wzgórzach w poszukiwaniu chwastów. Jednak, jak wkrótce się przekonali posiadała niezwykłą wiedzę medyczną, która już w krótkim czasie obrosła w legendy. To ona uratowała najmłodszego dziedzica tronu przed śmiercią w wyniku nieznanej zarazy. Wielu lekarzy i znachorów przybywało z najdalszych krain, ale ku rozpaczy władcy nikt nie był w stanie pomóc. Żadne rośliny, magiczne amulety nie przynosiły ulgi zmagającemu się z cierpieniem dziecku. Gdy już porzucono na dworze wszelką nadzieję, Hanoki pojawiła się znikąd, wprost w pokoju nieprzytomnego chłopca. Nikt ze strażników nie dostrzegł jej przybycia, a zbyt zlękniona królowa nie potrafiła wydusić słowa na widok nietypowego gościa. Siedziała u wezgłowia łoża i wyłącznie patrzyła jak nieznajoma okadza sypialnie dymem z trzymanych roślin, a następnie napaja malca miksturą wyciągniętą zza pazuchy poszarpanego płaszcza. Gdy skończyła swoje zabiegi, podniosła na władczynie wzrok i ta wtedy zrozumiała, że teraz będzie dobrze. Ciemne, mądre oczy kobiety wygnały z jej serca lęk, pozostawiając wyłącznie błogi spokój. Na królową spłynęła tak wielka ulga, że nawet nie zauważyła zniknięcia kobiety. Zamiast tego wtuliła się w bok syna, którego oddech wreszcie był spokojny i głęboki, świadczący o znacznej poprawie. I tak, kilka dni później obiegła świat plotka o cudzie na wrzosowiskach. Jeszcze wielu Hanoki uratowała, nikomu nigdy nie odmawiając pomocy.
I teraz Liv dumała czy Celia coś wyczuwa, czy może bazuje na wiedzy oraz pewnej sławie jaką dawało jej powinowactwo z postacią z legend. I przede wszystkim, czy zdawała sobie sprawę jaką kreaturą jest ona.

7 komentarzy:

  1. Dziecko przyjęte z radością! Nie poddawaj go do bidula.
    Czekam na kolejne rozdziały. :)

    Pozdrawiam,
    Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa i jeżeli życie da to będę tego potworka hodować :"D. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dobra, już czytam. Ale coś więcej wypowiem się jak napisze ostatni egzamin

    pozdrawiam
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy mówiłam ci już kiedyś, że uwielbiam twoje wszystkie twory? Tak, zdaje mi się, że zdarzyło mi się o tym wspomnieć raz czy dwa, prawda? ^^'' Z tej racji mam nadzieję, że wybaczysz mi ten sceptycyzm, którym pałam do twojego nowego dziecka =.=
    ja wiem, jak to jest, kiedy produkujesz się, masz pomysł, a w odpowiedzi dostajesz jakieś nieskładne komentarze, jakieś sru-tu-tu-tu, napiszę później, ale przeczytałam, bla-bla-bla, bełkot-bełkot-słaba-dykcja lub - najgorszy z możliwych scenariuszy - kiedy nie dostajesz nic w zamian. Z tej racji przynajmniej się staram być w jakiś sposób konstruktywna i pokazywać swoje zaangażowanie w historię, jednak... nie tym razem T_T
    Przecinki, parę zjedzonych słów, ale spoko - opowiadanie z klimatem, super się czyta (w ogóle to tę wyspę Liv wyobrażałam sobie jako taki satrodawno-nowoczesny mix UK - a z racji, że mieszkam za granicą to te opisy były mi dość bliskie x'D [choć faktycznie życzyłabym sobie, żeby było tu więcej rodowitych rudzielców niżby napływowych ciapatych... >.<]). No słowem, tradycyjnie, cud, miód, malina - jest nawet czarownica, a ja czarownice lubię, jest średniowieczny, trochę zatęchły klimat, który też bardzo lubię, jest przystojny nieznajomy, do którego można zacząć już wzdychać i fajnie... ale jest jeden problem x.x
    NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, JAK JA NIENAWIDZĘ WAMPIRÓW! T_T Wybacz, ale ja naprawdę ich nienawidzę... (/.-)'' W mojej opinii są one przereklamowane, jest ich za dużo, a ich wyobrażenie jest zbyt wyidealizowane, przez co są w moim odczyciu zwyczajnie nudne i są właściwie w każdej książce, opowiadaniu czy filmie niemal identyczne, więc no... sorry, ale jak ja widę słowo "wampir" to z miejsca zaczyna mi się cofać :''C
    Kiedy przeczytałam tylko twój (nazwijmy to tak) disclaimer to nastawiłam się na to, że będzie źle. Potem, jak już zaczełam czytać o stereotypowym nieśmiertelnym, niestarzejącym się, cudownym, lecz samotnym wampirze, który jest jednym jedynym przedstawicielem swojego gatunku, który nie zna powodu ani przyczyny swojego istnienia... i tak dalej... wtedy zrobiło się jeszcze gorzej, a mnie zrobiło się naprawdę przykro T_T Niemniej, później było lepiej, opowiadania nabrało trochę charakteru i pojawienie się wiedźmy oraz przystojnego nieznajomego, który może być potencjalnie jakąś inną, nadprzyrodzoną istotą jakoś mnie podbudowało (a przynajmniej tak próbowałam się pocieszyć), jednak to wciąż nie moja bajka. Bardzo nie moja x.x Ja po prostu pałam szczerą nienawiścią do wampirów >.<
    Błagam cię tylko, żebyś nie zrobiła z tajemniczego bruneta wilkołaka, drugiego wampira albo łowcę wapirów, bo to byłby już cliche po całości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli zdecydowałabyś się kontynuować to opowiadanie, to pewnie z braku laku i tak bym je czytała, bo wstawiasz coś rzadko, a ja uwielbiam twój styl pisania ♥ Niemniej, świadomość, że ze względu na to opowiadanie kolejne rozdziały innych opowiadań pojawiałyby się jeszcze rzedziej, boli - tym bardziej, że wiąże się ona z faktem, iż bardzo prawdopodobne byłoby to, że straciłabym wątek, życie toczy się szybko, moja pamięć jest dziurawa (do tego stopnia, że gubię się we własnych fabułach ^^''), więc no... zachwycona (tak jak zwykle) to ja raczej nie jestem, jednak nie jest to twoja wina, a raczej wina tematyki samej w sobie, bo o ile kocham wszelkiego rodzaju fantazy, nadprzyrodzone światy i stworzenia, zwierzęta, mitologie, bóstwa, bożki, demony, magię, wymachiwanie mieczami i innymi ostro zakończonymi przedmiotami na prawo i lewo... to szczerze i z całego serca nienawidzę wampirów (prawdopodobnie jako jedyna osoba na świecie, bo przez całe moje życie nigdy jeszcze nie spotkałam nikogo, kto podzielałby moje zdanie T_T i zawsze wychodziłam na tę "dziwną"... x.x)
      Mam nadzieję, że na rzecz wampirów nie porzucisz pozostałych swoich tworów. Jestem także ciekawa tego koljnego opowiadania, do którego napisałaś nawet plan C: Czekam z niecierpliwością na następny wpis - niezależnie od tego, czym by on nie był, choć oczywiście moje preferencje są dość łatwe do przewidzenia, prawda? ^^''

      ~Kita-pon

      Usuń
    2. Kituś, Skarbie... ależ ja rozumiem Twoje lęki. Masz prawo nie kochać wampirów ani innych kreatur. Doskonale to rozumiem, bo ostatnio jest jakieś bum na te stwory. I o ile w Wywiadzie z Wampirem czy starszych produkcjach te stworzenia były do zniesienia, to teraz niekoniecznie...
      I cóż, nie będę mydlić oczu, że mój pomysł jest czymś co na pewno Cię nawróci... nie, raczej nie... Chociaż, odrobinę się różni od dotychczasowych trendów. Przynajmniej to opowiadanie. Bo to drugie, które chodzi mi po głowie jest... no cóż, trochę dziwne. Ale, nie będę nic o nim mówić, bo może wyjdzie tak, że wcale go nie napiszę... Różnie bywa, prawda?
      A co do innych tworów... cóż, jak zwykle czas nie jest łaskawy, a i wena nie chce kleić zdań. Cóż, z tego, że koncepcja niby jest, jak wszystko wychodzi takie... kalekie. Muszę poczekać na MOC XD. Dzięki za wyczerpujący komentarz i że trwasz przy mnie na dobre i złe <3. Buziaki i mam nadzieję, że uda mi się coś wyskrobać. Wesołego Alleluja i tak dalej :"D. Buziole.

      Usuń