Hej, Kochani.
Wiem, że na ten wpis przyszło czekać wyjątkowo
długo, ale nic nie poradzę, że słowa nie chcą płynąć. Zdania się nie kleją, a
dialogi nie piszą się same. W takim wypadku nie ma sensu na siłę czegoś
produkować. A dlaczego? Bo to będzie żadna jakość. Nie poziom do jakiego
przyzwyczaiłam.
Łudzę się, że ten zastój jest spowodowany latem,
wakacjami, urlopem. Jednak nie zdziwię się, że to po prostu minęła pewna epoka,
trzeba pakować manatki i wracać do prawdziwego życia, bo tu już nie ma czego
szukać. Przynajmniej w sensie tworzenia. Smutne, ale tak może być. Taki syndrom
wypalenia. Oby nie.
W każdym razie zapraszam Was na wpis Szansy. Na
razie to opowiadanie najbardziej rusza moją wenę, więc na nim się skupię. Co
prawda nie znaczy to, że rozdziały będą pojawiać się regularnie, ale
przynajmniej piszę… a to już coś.
Pozdrawiam wszystkich którzy nie stracili nadziei i
jeszcze tu ze mną są. Buziaczki i czekam na Wasze komentarze, wnioski. Serio,
one mają magiczną moc dla Weny.
Liv z trudem
utrzymała pion, gdy miażdżący uścisk na ramieniu zniknął. Spod zmrużonych
powiek patrzyła na protoplastę klanu Uchiha za wszelką cenę próbując odgadnąć
powody zmiany zachowana. Jeszcze przed sekundą pochłaniała go w pełni walka, a
teraz nagle się wyciszył.
Skrzywiła się
mimowolnie, lekko skonsternowana. Uciec nie mogła — chociaż to nakazywał
rozsądek — a to za sprawą jednego małego szczegółu. Klinga broni Madary wciąż
tkwiła w jej boku i żywiła szczerą nadzieję, że mężczyzna o niej zapomni. Jakoś
niezbyt podobała się Liv perspektywa wyszarpnięcia tego żelastwa przez
właściciela, bo sama zrobiłaby to delikatniej, a przynajmniej czyniąc przy tym
mniej szkód.
Zaciskając mocno
zęby, wciągnęła z sykiem powietrze gdy na twarzy przeciwnika pojawił się
uśmiech oscylujący pomiędzy rozbawieniem, a zaciekawieniem. Zaintrygowanie aż
biło z czarnych ślepi tego szarlatana, kiedy skupił się ponownie na Senju
pocierając palcami podbródek. Cokolwiek kłębiło się w myślach Madary
zwiastowało jedno, mianowicie kłopoty.
— Jesteś rozchwytywaną
zwierzyną — stwierdził w zadumie i nim zdążyła się przygotować, wyciągnął
ostrze. Całkiem zignorował skierowane w swoją stronę głośne przekleństwo,
palcem ścierając ze stali krew. — Fascynujące.
— Dlaczego po
prostu mnie nie zabijesz — wysapała z trudem, przyciskając dłoń do rany aby
choć trochę zatamować krwawienie. Jeżeli Madara planował takie zabawy co jakiś
czas, to chyba rzeczywiście powinna przemyśleć sens uciekania przez śmiercią. —
Podobno spełniam kryteria.
— Och,
spełniasz, spełniasz… nie musisz się zamartwiać — potwierdził tonem chwalącego
dziecko rodzica, który jest z niego dumny. Aż się skrzywiła z obrzydzenia gdy
zlizał z opuszków jej krew, przymykając przy tym powieki z zadowolenia. — Wykaż
odrobinę cierpliwości. Senju nie przystoi umierać bez blasku chwały, w ciszy,
bez świadków. Z szacunku do Hashiramy nie mogę na to pozwolić.
— Jaka ulga…
— Spodoba ci się
— zapewnił Liv robiąc krok bliżej, a obłąkańczy błysk w jego oczach się pogłębił.
Poklepał dziewczynę po głowie niczym niesfornego podlotka, po czym przymocował
broń do pasa. — Czas na mnie. Do zobaczenia.
— Mhm… — Kiedy
zniknął, Senju z wahaniem się wyprostowała, zaraz przeklinając siarczyście. —
Tak, już tęsknie — wymamrotała z sarkazmem, wbijając mordercze spojrzenie w
miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał Madara. Walka z nim całkowicie ją
wyczerpała. Różnica poziomów była zatrważająca. — Głupi, stary cap, zaślepiony
zemstą.
Ostrożnie
podeszła do najbliższego kamienia, powoli się na niego osuwając. Doprawdy,
skoro Uchiha w ten sposób okazywał sympatię to aż się bała pomyśleć jak
wyglądała nienawiść.
Dłuższą chwilę wpatrywała
się w przesiąkniętą krwią koszulkę, zaraz porzucając pomysł oderwania jej od
skóry. Co jak co, ale to tylko przywołałoby nową falę bólu, a tak było znośnie.
Wzdychając ciężko poniosła wzrok i aż zamarła, zapominając o oddechu. Tuż przy
lesie stał Itachi. Dumnie wyprostowany, niemal przygważdżający spojrzeniem do
podłoża, przez co poczuła się tak jak zwierzę złapane w pułapkę. Dobre parę
sekund wgapiali się w siebie w milczeniu, podczas gdy w głowie Liv panował
istny chaos. Autentycznie nie wiedziała co robić. Uciekać? Udawać, że nic się
nie stało? A może zwyczajnie zlekceważyć niespodziewanego gościa.
Dopiero lekkie
drgnięcie policzka wyrwało ją z transu, zmuszając do ruszenia się z miejsca.
Nim zdążyła pomyśleć, już siedziała na przewróconym chłopaku przyciskając dłoń
do jego oczu. I wiedziała, że jako utalentowany użytkownik Sharingana potrafił
sobie poradzić z taką blokadą — tak, widziała jak jednym palcem zamykał
przeciwnika z genjutsu — to żywiła nadzieję, że da jej coś powiedzieć zanim
zacznie działać.
— Nie możesz —
wysapała przez zęby, mocniej napierając na tymczasową ofiarę. Owszem, może
nazywanie Itachiego ofiarą było dużym niedomówieniem, ale w zasadzie napadła na
niego zanim on wprowadził swój plan w życie. — Chcesz coś wiedzieć, zapytaj, a
nie szczujesz Kekkei Genkai. I nawet nie udawaj, że nie zamierzałeś tego zrobić
— prychnęła z politowaniem. — To skrajnie irytujące, Uchiha. Jeszcze trochę i
zwariuję, rozumiesz? Powoli przestaję odróżniać rzeczywistość od fikcji.
Nie zwracając
uwagi na ciszę po tym wyznaniu pozwoliła sobie na chwilę luksusu i nie zsunęła
się z bioder Itachiego, chłonąc płynące od niego ciepło oraz spokój.
Delektowała się tym, w międzyczasie analizując odniesione obrażenia. Cóż, do
plusów należało zaliczyć, że rany nie były śmiertelne. Pocieszające. Jednak gdy
uświadamiał sobie człowiek fakt, że było tak tylko dzięki unikalnemu
dziedzictwu Pierwszego to radość jakoś bladła. Gdyby nie genetyka to jak nic
przez pół roku nie wyściubiłaby nosa z kliniki Konoha.
Madara chyba
odrobinę popłynął z nurtem w tej walce. Wypierał się chęci mordu, a poczęstował
Liv takim arsenałem niebezpiecznych technik, że zlecenia w ANBU wydawały się
zabawą przedszkolaków. Dziecinnymi igraszkami
— Trzeba cię opatrzyć.
— Co? — Zerknęła
na leżącego Uchihę, dopiero teraz przypominając sobie o jego obecności.
Marszcząc brwi, patrzyła prosto w czarne oczy Itachiego usiłując odgadnąć co
takiego powiedział. Bo no cóż, zbyt późno ogarnęła, że gada do niej. Chyba
mówił coś o patrzeniu…
— Krwawisz. —
Uściślił i zawiesił sugestywne spojrzenie na zaplamionej koszulce.
— Już nie.
— Senju czy
Namikaze?
— He? Ale, że
co? — Naprawdę chyba nie nadążała za tokiem rozumowania syna Fugaku. Dobrze,
uznawała fakt, że jest super inteligentny, ale ogarnięcie o co mu w tej chwili
chodziło graniczyło z cudem. Autentycznie czuła się jak półgłówek.
— Czyli Senju —
podsumował ze znawstwem, wyraźnie usatysfakcjonowany odkryciem zagadki i
podniósł się do siadu. Teraz znajdowali się nos w nos.
Liv dłuższą
chwilę w milczeniu patrzyła w ciemne oczy towarzysza, dumając dlaczego czuła
się aż tak nieswojo z tą bliskością. Może powodem było to, że Uchiha należał do
naprawdę atrakcyjnych osobników płci męskiej. Miał to coś, co człowieka
odrobinę onieśmielało. Jeszcze ta pamiętna sytuacja z rezydencji, kiedy
pierwszy raz zapoznał się z przyniesionymi wieściami…
— Geniusz równa
się wariat, udowodniona teoria — prychnęła po namyśle wydając ostateczny osąd i z
trudem odwracając wzrok od hipnotyzującego spojrzenia. W międzyczasie usiłowała
palcami odkleić od skóry zakrwawiony materiał, ale kiedy okazało się że
przywarł na amen, z westchnieniem zrezygnowała.
— Słucham?
— Pytałam czy ci
nie ciężko. — Uśmiechnęła się uroczo, mrugając zalotnie do wciąż niezbyt
ogarniającego temat Itachiego. Kiedy Uchiha nie zareagował na tę jawną
prowokację, przewróciła teatralnie oczami i wstała. Cóż, chyba powinna
doprowadzić się do stanu używalności. Popatrzyła na szumiący wodospad,
niespiesznie ruszając do doliny. — Bądź tak uprzejmy i skołuj jakieś ubranie, a
ja w tym czasie się ogarnę. Potem pogadamy.
~oOo~
Itachi pogrążony
w zadumie niespiesznie zeskoczył z gałęzi, bezszelestnie lądując na trawie. Nie
wiedział dlaczego ponownie pojawił się koło monumentów Madary i Hashiramy. Co
zamierzał osiągnąć spotykając się ponownie z Liv. Już żadna tajemnica jej nie
otaczała, odkrył to co nurtowało go najbardziej. Pochodziła z klanu
założycieli, zagadka rozwikłana. Koniec tematu. Teraz powinien się skupić na
ratowaniu klanu Uchiha. Opracowywać plan, szpiegować najbliższych współpracowników
ojca… a mimo to, tkwił tu, na obrzeżach wioski z tobołkiem własnych ubrań pod
pachą.
Owszem, ciekawiło
Itachiego co takiego się wydarzyło na krótko przed jego przybyciem do Doliny
Końca. Miał swoje domysły, ale chciał się upewnić. Lubił wiedzieć. Uważał, że
każda informacja jest cenna, trzeba tylko użyć jej w odpowiednim momencie.
Wyczekać na dogodny moment.
Słysząc głośny
plusk wody, mimowolnie zerknął w stronę zbiornika. Odruchowo skontrolował
najbliższą okolicę, dopiero później skupiając się na Liv. I to był cholerny
błąd. Kiedy uświadomił sobie na co dokładnie patrzy aż drgnął nerwowo tłumiąc w
ustach barwne przekleństwo, błyskawicznie przenosząc wzrok na ścianę lasu.
Wiedzy jak dziewczyna wygląda pod ubraniem zdecydowanie nie potrzebował. Nie
znajdowało się to na liście priorytetów, ale stało się i nic nie mógł poradzić.
— Nie masz za
grosz wstydu? — Po prostu… wyrzuci ten obraz z pamięci.
— Mam —
przytaknęła gładko, śmiejąc się cicho na dźwięk wrogiego warknięcia, gdy
bezceremonialnie rzucił w nią koszulką. I Liv musiała przyznać, że Uchiha nawet
na ślepo idealnie trafiał w cel. Wciąż uśmiechając się pod nosem, wciągnęła
oferowaną odzież i stanęła obok skonsternowanego Itachiego. — No weź przestań…
Chyba nie będziesz się boczył o takie głupstwo.
— Czego chciał
Madara?
Liv uniosła
kpiąco brew na tę szybką zmianę tematu, ale nie oponowała. W zasadzie po co
zagłębiać się w najwyraźniej drażliwy temat dla Uchihy. Swoją drogą, kto by
przypuszczał, że najgorętszy kawaler Knohy jest aż tak wrażliwy na nagość. Z
jego reputacją wśród płci pięknej powinien raczej być przyzwyczajony do takich
akcji. A wręcz rozczarowany, że nie przygniotła go do ziemi próbując czegoś
więcej.
— Tego co
zawsze… — odparła, odgarniając do tyłu włosy i przysiadając na trawie. Po
chwili namysłu, dla wygody, podwinęła odrobinę rękawy koszuli. — Okazuje się, że
ostatnia moja misja zazębiła się z jego planami, co niezbyt go uradowało.
— Chciałbym
zobaczyć… jej przebieg. Proszę.
Senju spojrzała
w oczy czekającego na pozwolenie Uchihy. To był pierwszy raz gdy miała wybór.
Chłopak czekał na zgodę aby wtargnąć do jej głowy i wiedziała, że nawet jeśli
mu odmówi to nic się nie stanie. Nie będzie obrazy majestatu. Już zamierzała go
spławić, gdy niespodziewanie dla samej siebie skinęła na zgodę. Wbrew
wcześniejszym planom znowu dała mu wolną rękę. Porażona tym wnioskiem aż
zaśmiała się głośno kręcąc w niedowierzaniu głową, mimowolnie pocierając
palcami powieki.
— Uchiha…
wpłynąłeś na moją decyzję? — Wiedziała, że nic przy niej nie majstrował, ale
musiała usłyszeć to od niego. Po prostu musiała.
— Nie.
— Och, okej… —
Lekko zaskoczona pozwoliła się ująć za podbródek, gdy skupi się w pełni na
niej. Tym razem mignięcie Sharingana trwało może tyle co mrugniecie powieką i z
pewnością było o wiele bardziej subtelne niż ich pierwszy raz. W zasadzie Liv
twierdziłaby, że Itachi zrobił to teraz jeszcze łagodniej niż Shisui.
Ingerencja w jej wspomnienia była jak odurzająca pieszczota.
Ku swojemu
bezbrzeżnemu zdumieniu czuła łagodne dreszcze przyjemności przemykające tuż pod
skórą, które mimowolnie wyrwały z niej westchnienie zadowolenia. Co tu kryć,
teraz, Shisui mógł Itachiemu buty czyścić. To było niesamowite doświadczenie,
takie elektryzujące, niemal odurzające.
— O rany. — Tylko
tyle była w stanie wykrztusić kiedy się odsunął, a ona odzyskała jasność
umysłu. Skonsternowana nowym doświadczeniem z trudem się wyprostowała, nerwowym
gestem pocierając policzek i spod przymrużonych powiek śledząc każdą zmianę na
twarzy Itachiego. Teraz on wydawał się oderwany od rzeczywistości. Patrzył na
nią, ale Liv mogła się założyć o wszystko, że jej nie wiedział. Analizował
zobaczone obrazy i po drgającym policzku wnioskowała, że niezbyt mu się podobało
to czego się dowiedział.
— Nie można
lekceważyć Madary.
— Raczej nie
musimy się nim przejmować, przynajmniej aż do finału naszego przedsięwzięcia —
mruknęła pogodnie, patrząc w niebo. — Wtedy zrobi wejście smoka.
— Mówię
poważnie.
— W tym problem,
że ja też. — Uśmiechnęła się przekornie to towarzysza, a kiedy to nie pomogło
złagodzić miny Uchihy, westchnęła. — Itachi, nie pozostaje nam nic innego jak
czekać na jego ruch. Róbmy swoje. Wdawanie się w bezpośrednią walkę byłoby
głupotą.
— Co nie znaczy,
że nie należy zachować ostrożności — zauważył, wyraźnie nawiązując do jej
niefrasobliwego zachowania w towarzystwie Madary.
— Dobrze wiesz,
że jeżeli zapadnie wyrok to nic go nie cofnie.
Itachi
zmarszczył brwi na tę odpowiedz, jednocześnie skonsternowany myślą, że
dziewczyna ma rację. Protoplasta ich rodu nie bawił się w pół środki. Jeśli coś
nie współgrało z jego planem, było zwyczajnie niszczone. Eliminowane. Czyż nie
tak stało się z kolegą z drużyny? Głupia misja eskortowania Władcy Kraju Ognia,
a jednak zamieniła się w piekło gdy wpadli na tego szaleńca. Co ciekawe nic nie
zapowiadało tej burzy. Rozpoznanie nie ujawniało żadnych spisków przeciwko
urzędnikowi.
I nie, Madary
nie interesowała zawartość powozu. Najwyraźniej znaleźli się w złym miejscu o
złym czasie. Albo to była taka próba sił, tylko kogo testował? Itachi nie
potrafił zrozumieć jego motywów. Mężczyzna zadowolił się zabiciem gennina i
odszedł. A przecież spokojnie mógł złamać ochronę i zabić Lorda Feudalnego.
— Skąd masz ten
naszyjnik?
Wyrwany z
niewesołych wspomnień spojrzał na przyglądającą się mu Liv, dopiero po
sekundzie orientując się, o co dokładnie pytała.
— Pamiątka z
podróży.
— Mogę zobaczyć?
Bez słowa odpiął
biżuterię, zaraz wsuwając jej w dłoń i przeniósł wzrok na las. Czuł coraz
większą presję. Powinni mocniej przycisnąć zarówno ojca jak i Hokage. Gdy oni
bawili się w kurtuazję, Madara w spokoju, bez pośpiechu, doskonalił swój plan.
Dlatego nasuwał się jedyny słuszny wniosek, czas nie był ich sprzymierzeńcem.
Zwłoka dawała przewagę przeciwnikowi. Wetchnął ciężko, pocierając nasadę nosa.
— Irytujesz mnie
— fuknęła Liv, klękając bliżej i zakładając chłopakowi wisiorek. Nie zwracając
uwagi na milczenie Uchihy, prawie się na nim oparła wychylając przez ramię aby
mieć dobry widok na zapięcie. — Trochę pozytywnego nastawienia cię nie zabije.
Nie wiem, niech Shisui cię zarazi albo co? — Kiedy wreszcie uporała się
mechanizmem, przysiadła na piętach i nie przejmując się zbytnią bliskością,
pstryknęła Itachiego w nos. — Będzie dobrze. Tylko musisz w to uwierzyć.
Itachi
postanowił nie odpowiadać. Nie było sensu wchodzić w dyskusję z kimś kto nie
czuł na barkach odpowiedzialności nie tylko za wioskę, ale i rodzinę.
Oczywiście nie negował faktu, że zależało jej na pozytywnym rozwiązaniu
konfliktu, bez rozlewu krwi. Gdyby było inaczej nie siedziałaby tu z nim. A
jednak, nie czuła takiej presji. Jeżeli dojdzie do wybuchu rebelii, nikt nie
będzie bezpieczny. Wojna domowa bezlitośnie pochłonie Konohę zbierając krwawe
żniwo.
Liv odetchnęła
głębiej na widok marsowej miny Uchihy. Nie chciała aby się zadręczał, ale
wiedziała, że ona będąc na jego miejscu zachowywałaby się tak samo. W dłoniach
Itachiego znalazły się losy wszystkich członków klanu. Jeżeli podniosą rękę na
Hokage, nic ich nie ochroni. Nie będzie litości dla dzieci, kobiet czy ludzi
starszych. Wszyscy zostaną unicestwieni, bez wyjątku.
Planowała
właśnie uszczypać żartobliwie Uchihę aby oderwać go od tych niewesołych analiz,
gdy niespodziewanie wyczuła liczne wyładowania czakry. Zdumiona zatrzymała się
w pół ruchu, marszcząc brwi w koncentracji. Gdyby nie fakt, że mimowolnie co
chwilę sprawdzała okolice nic by nie zauważyła. Walka rozgrywała się dosyć
daleko od granic wioski — i walczącym wyraźnie zależało na dyskrecji — ale
dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu jej echa docierały do Liv niczym jaśniejsze rozbłyski
na niebie.
— Co jest?
Wytrącona z
równowagi całkowicie zlekceważyła pytanie Itachiego, gwałtownie wstając i
błyskawicznie składając pieczęć. Nim jednak rozpoznała walczących, wszystko
ucichło. Jedyne co zdążyła się dowiedzieć to to, że walczyli obywatele Konohy.
Sfrustrowana zacisnęła usta, wlepiając spojrzenie w stopy. Jak szybko starcie
się zaczęło, równie prędko się skończyło. I fakt ten nie należał ani do dobrych
ani złych. Bo tego, że to nie ćwiczenia, Liv była pewna.
— Ktoś się
zbliża — mruknęła, bezwiednie sięgając po kunai. Nim jednak zdążyła go ułożyć w
dłoni przed nimi pojawił się Shisui.
— Dobrze, że was
złapałem. — Kuzyn Itachiego odetchnął ciężko podnosząc na nich wzrok. Twarz
pokrywała mu krew, ale zdawał się nią w ogóle nie przejmować. Omiótł
spojrzeniem kompanów, nerwowym gestem przeczesując włosy i klapnął na trawę.
— To ty
walczyłeś.
— Owszem. I mam
złe wieści — poinformował ze znużeniem, podpierając się na udach. — Shimura
wyniuchał, że coś się dzieje.
— Danzo sięgnął
po oko. — Itachi w konsternacji patrzył jak Liv bezceremonialnie łapie chłopaka
za twarz szukając obrażeń. Kiedy nic nie znalazła wyraźnie odetchnęła z ulgą,
podając Teleporterowi chustkę aby zmył ślady walki.
Cóż, to była
tylko kwestia czasu jak zwierzchnik Korzenia ruszy do ataku. I tak zbyt długo
przyglądał się bezczynnie spiskowcom oraz bezradności Trzeciego. Logiczne, że
pragnął wziąć sprawy w swoje ręce. Można nie pochwalać metod Shimury, ale nie
można mu odmówić walki o dobro Konohy. I tylko fakt, że zostali poinformowani o
planach przejęcia i użycia Sharingana Shisuiego uchronił ich od nieszczęścia.
— Planujecie
wspomnieć o tym Hokage? — Liv uważnie się przyjrzała obu chłopakom
pozostawiając im podjęcie decyzji. Nie chciała się w tej sprawie wypowiadać.
Ale teraz gdy
Korzeń wyciągnął szpony po jednego z Uchihów, wszystko się zmieniło. Również to
jaką rolę odgrywała w całej tej grze. Los zadecydował, że dłużej nie powinna
stać z boku, a czynnie wziąć udział w zapewnieniu spokoju w wiosce.
— Raczej bym
tego nie wyciągał — mruknął Itachi, po dłuższych rozmyślaniach. — Jednak Danzo
musi być świadomy, że drugiej szansy nie dostanie.
— Popieram.
— W porządku. Tę
kwestię pozostawiam wam — zadecydowała Liv, podnosząc z ziemi zniszczony strój
Skrytobójcy i zwinięty wsunęła pod ramię.
— Zaraz, a ty
dokąd? — Shisui skonsternowany zmarszczył brwi.
— Złożyć raport.
— He? Z czego?
— A jesteś w
stanie? — Itachi zignorował głupie pytanie kuzyna, uważniej przyglądając się dziewczynie.
Cóż, nawet jak jej jeszcze coś dolegało to niczym się nie zdradzała.
— Weź mnie nie
obrażaj — zaperzyła się w odpowiedzi, sztyletując go wzrokiem. — Widzimy się
później.
Shisui podrapał
się po brodzie w zamyśleniu. Zniknięcie Liv było mu nawet na rękę, ponieważ
chciał porozmawiać z kuzynem na osobności.
— Wyznaczono
termin spotkania przedstawicieli klanu z Trzecim.
— W porządku.
Teleporter aż
zamrugał gwałtowniej w niedowierzaniu, zaraz przymrużając powieki. Co ja co,
ale takiej reakcji się nie spodziewał. Żadnych pytań, zero dociekania, a zimna
obojętność. Co tu się u licha wydarzyło przed jego przybyciem?
— Hm… Wiesz… —
Shisui posłał przyjacielowi długie spojrzenie, uśmiechając się znacząco. Okej,
trzeba nim wstrząsnąć. — Ja rozumiem, że możesz być rozkojarzony po tym jak
zerwałeś z Liv ubranie, ale weź się już ogarnij. — Tak, zdecydowanie nie
oślepł, żeby nie zauważyć, że dziewczyna paraduje w męskim stroju z logiem
wachlarza.
— Sama je zdjęła
— mruknął beznamiętnie Itachi, patrząc z politowaniem na towarzysza. — A teraz
przejdźmy do spraw poważnych. Madara znowu się dał o sobie znać.
— Proponował
coś? Jakiś układzik?
— Nie, nie…
wybiera innego słuchacza…
— Ooo… Liv.
— Owszem.
Shisui zerknął
na przyjaciela, uśmiechając się pod nosem. Ciekawy był czy Itachi już wie, że
wpadł. No, może to za dużo powiedziane, ale nie mógł zaprzeczyć, że dziewczyna
go intrygowała. I to niezadowolenie, że zadała się z Madarą. Nie, nie myślał o
niczym zdrożnym, a raczej o tym, że kuzyn się o nią martwił. Itachi Uchiha się
o kogoś martwił! Toż to zakrawa o cud. No dobrze, o Sasuke też się niepokoił,
ale to co innego, bo przecież byli braćmi. Krew z krwi, kość z kości. A tu?
Przejmował się losem nieznajomej! A znał ją raptem kilka tygodni. Teleporter aż
zaśmiał się cicho.
— To chyba
dobrze, że już niedługo zostaną podjęte konkretne działania. — Widząc, że te
słowa nie poprawiają towarzyszowi nastroju, szturchnął go przyjaźnie w ramię. —
No weź, już bliżej niż dalej.
— Zobaczysz całe
zajście, a zrozumiesz mój brak entuzjazmu.
— Okej,
sprawdźmy. Dawaj co tam masz.
~oOo~
Liv
bezszelestnie pojawiła się w tajnym gabinecie Hokage. To w tym miejscu zdawała
wszelkie raporty z misji i mimo że bywała tu częściej niż w tym oficjalnym,
wciąż nie czuła się komfortowo. Nawet dwa wygodne fotele w kolorze złota nie
ocieplały atmosfery tego miejsca. Bezosobowe dębowe biurko przytłaczało
wielkością oraz sterylnością, ponieważ nie stało na nim nic prócz lampki z
zielonym kloszem. Żadnego długopisu, kartki czy choćby notesu. Do tego brak
jakiegokolwiek naturalnego światła wynikający z prostego faktu, że pomieszczenie
nie miało okna, a nawet malutkiego lufcika. Pokój duchów, tak go w myślach
nazywała.
Z głośniejszym
westchnieniem opadła na fotel, zmęczonym gestem pocierając powieki. Już wysłała
Chowańca z informacją do Trzeciego o swoim przybyciu i teraz pozostawało jej
uzbroić się w cierpliwość. Wiadomo Hiruzen nie rzuci wszystkiego w diabły aby
się z nią spotkać, w końcu był głową Wioski.
Podpierając się
na łokciu, obojętnym spojrzeniem omiotła szarą elewacje skupiając się na nowym
elemencie w wystroju wnętrza. Czcigodny zawiesił na ścianie wielką, kolorową
mapę świata. Patrząc na nią poczuła się odrobinę jak na zajęciach z geografii w
akademii. Tam też taka wisiała i nauczyciel terroryzował każdego adepta ninja,
który nie potrafił wskazać najważniejszych Wiosek i osad. W każdym razie dzięki
takiemu podejściu, wszyscy z jej rocznika znali przebieg granic niemal do
perfekcji.
Zmrużyła powieki
podziwiając odręcznie zaznaczone na niej kropki. Do jej głowy zaraz wpadło
kilka hipotez czym one mogły być, ale nie chciała się nad tym rozwodzić. Miała
inną sprawę do przemyślenia. Mianowicie taką czy rzeczywiście dobrze robi
odsłaniając swój udział w akcji ratowania Uchihów Hokage.
Przecież
wszystko szło w dobrą stronę. Ustalono nawet już termin obustronnych
negocjacji. Po co więc ona ma się mieszać oraz wystawiać na celownik? Cóż,
poniekąd liczyła, że jeśli Trzeci zobaczy to co kuzyni Uchiha, będzie bardziej
zdeterminowany aby załatwić sprawę polubownie. Tak, chyba to był ten główny
powód.
— Zaczynałem się
już niepokoić, Liv. — Sarutobi niespodziewanie pojawił się w fotelu za
biurkiem, zaraz machając dłonią aby nie wstawała. Szarobrązowe oczy przesunęły
się po nietypowym stroju dziewczyny, ale najwyraźniej fakt, że siedzi w koszuli
z symbolem klanu Uchiha nie wydał się Trzeciemu aż tak ważny, ponieważ skupił
się na misji. — W zasadzie jestem zdziwiony, że pojawiłaś się osobiście aby
zdać raport. Z pewnych źródeł wiem, że obiekt nie żyje, a więc sprawa nie
wymaga żadnych większych ustaleń.
— Przychodzę z
innymi wieściami, Czcigodny — odezwała się Liv, zaciskając dłonie na kolanach.
— Dlatego prosiłam aby wziął Trzeci kulę.
— Hm. —
Mężczyzna zasępił się odrobinę, palcem przesuwając po szklanej powierzchni
przedmiotu. Był zaskoczony prośbą Liv, ale bez szemrania zabrał projektor do
techniki szpiegującej. Jednak mimo swojej przenikliwości nie odgadł w jakim
celu będzie ona potrzebna, bo chyba nie do podglądania kogoś.
— Pamięta Trzeci
jak kiedyś po misji rozmawialiśmy o tej nowej technice? W sensie klany
Yamanaka, Uchiha bez problemu wnikają do głowy ofiar, szybko odkrywając
wszelkie ich tajemnice. I Czcigodny opowiedział o tym wynalazku…
— Zaraz,
chwileczkę. — Hokage podniósł rękę nakazując Liv milczenie, mierząc ją surowym
wzrokiem. — Dobrze zrozumiałem? Chcesz abym grzebał ci w myślach? Po co?
— Bo tylko wtedy
Trzeci zrozumie wagę problemu klanu Uchiha.
— Skąd… Ach… — Hiruzen
pogładził palcami brodę, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje
miejsca. Przebywanie w towarzystwie syna Fugaku nie było spowodowane wyłącznie
sympatią… Tylko jak się dowiedziała o wichrzycielach w Uchiha?
— Naprawdę mamy
coraz mniej czasu, Czcigodny.
— W porządku,
Liv. Podaj mi dłoń.
~oOo~
Izumi spod rzęs
obserwowała Itachiego, analizując dziwne zachowanie kompana. Skończyli właśnie
wspólny trening i w pierwotnym założeniu planowała zaprosić chłopaka na spacer
po tarasie widokowym na głowach byłych Hokage. Chciała żeby znów połączyła ich
ta dawna więź, przed pojawieniem się Liv. Wtedy kiedy rozmawiali o wszystkim
albo siedzieli w zgodnym milczeniu patrząc na gwiazdy. Naprawdę brakowało jej
tych chwil, gdy twarz Itachiego rozświetlał nikły uśmiech — wiadomo, nigdy nie
był zbytnio ekspresyjny. Westchnęła ciężko, przyciskając ręcznik do karku.
Chłopak zachowywał się dziś wyjątkowo dziwnie, nawet jak na niego.
Pierwszym
czynnikiem, który wywołał czujność Izumi to pokonanie towarzysza w genjutsu.
Tak, Itachi przegrał z nią starcie w swojej flagowej technice! Zwycięstwo tak
ją zaskoczyło, że ledwo zdążyła zrobić unik przed ogniową techniką. Później nie
było lepiej. Owszem wygrał trening, ale nie w takim stylu do jakiego
przyzwyczaił swoim poziomem. Izumi zawsze wiedziała, że podczas ćwiczeń z nią
odrobinę się hamował. Nie sięgał po pełnie mocy, czy nie korzystał z
silniejszych jutsu. Ot, raczej przyjmował jej ataki, z łatwością je odbijając
raczej skupiając się na obronie. Natomiast dziś, walczył instynktownie podczas
gdy myślami dryfował gdzieś daleko.
— Izumi?
— Hm? — Tak to drugi
symptom, który wzbudził czujność dziewczyny. Zazwyczaj to ona ciągnęła
Itachiego za język i rozpoczynała konwersacje. Po prostu dziś wszystko stanęło
na głowie. Odgarnęła z twarzy potargane włosy, wpatrując się wyczekująco w
towarzysza.
— Dlaczego
zostałaś kunoichi?
— Chyba nie
bardzo rozumiem…
— Jaka jest
twoja droga ninja — doprecyzował lekko zirytowany, że musi coś takiego
tłumaczyć.
— Ciężkie
pytanie — odpowiedziała ostrożnie, mimowolnie zastanawiając się do czego
zmierzał. Już kiedyś odbyli podobną rozmowę, ale instynktownie czuła, że
dzisiejsza jest ważniejsza. Jakby ważyły się jej losy. — Chcę pomagać innym.
Chronić ludzi których kocham, klan.
— Klan… — Itachi
potarł ręką policzek, przymykając na dłużej powieki. Łudził się, że odpowiedz
będzie inna, a przynajmniej rozwinięta, albo w innej kolejności. Że traktuje
Konohę jak jeden organizm. Nie ma podziału na rody, a są mieszkańcy i ich
wspólne dobro. Wszyscy są rodziną, którą łączy jedna silna Wolna Ognia.
A może źle zadał
pytanie? Czuł mętlik w głowie. Chciał aby Izumi była inna. Nie zbrukana. Lecz
czy i ona nie pragnęła odrodzenia oraz powrotu potęgi Uchihów? Owszem, klątwa
nienawiści jej nie zniszczyła, ale czy naiwna wiara w klan nie popchnie Izumi
do wparcia roszczeń wobec Konohy? Nie wiedział. Nie miał pewności.
— A ty? Jak jest z tobą?
— Nieważne —
mruknął zły na siebie, że w ogóle poruszył ten temat. Nic tym nie osiągnął, a
tylko dodał kolejne wątki na długiej liście pytań do czego zmierzał ród Uchiha.
Wyczuwając lekkie wybuchy znajomej czakry, odwrócił się w stronę skąd
dochodziły, marszcząc brwi. — Shisui trenuje w pobliżu.
— Tak? Z kim? —
Izumi zaciekawiła się szczerze, po sekundzie marszcząc nos z niezadowolenia. —
Ukrywa się.
— No to mamy
odpowiedź. Chodź.
— Jak to? —
Kiedy Itachi nie odpowiedział, prychnęła głośno mimo wszystko biegnąc za
partnerem. Co jak co, ale nie zamierzała marnować okazji do przebywania w jego
towarzystwie. Tym bardziej, że ostatnimi czasy spotkanie jego i Shisuiego
graniczyło z cudem. Rozumiała, że mieli obowiązki i napięte grafiki jako
shinobi, ale dawniej tak nie było.
Nim się
obejrzała już byli na miejscu, a ona wylądowała nosem prosto między łopatkami
Itachiego. I chociaż każdy dotyk chłopaka przyjmowała z zadowoleniem, to jednak
dyskomfort po zderzeniu, nie pozwalał jej cieszyć się w pełni doznaniem. Co jak
co, ale nie spodziewała się, że tak gwałtownie się zatrzyma. Masując nos
wychyliła się przez jego ramię zerkając na walczących, a to co zobaczyła niemal
odebrało jej mowę. Rozumiała, że kuzyn Itachiego potrzebował odmiany, w sensie
jakiejś świeżej krwi do trenowania, ale to kogo wybrał przeczyło wszelkiej
logice. Bo dlaczego ze wszystkich możliwych osób w osadzie wybrał akurat
dziewczynę Itachiego?
~oOo~
Liv uśmiechnęła
się drwiąco na tanie zagranie Shisuiego, błyskawicznie znikając aby po
sekundzie pojawić się za nim. Jednak trofeum umknęło jej jeszcze szybciej.
Zanim zdążyła choćby musnąć zawieszony na szyi Teleportera rzemyk już go nie
było. Zmrużyła powieki, zaciskając wciąż pustą dłoń. W zasadzie sama nie wiedziała
jak doszło do tego treningu, ale nie żałowała. W końcu to frajda mierzyć się z
kimś kto jest równie szybki. Dzięki temu miała szanse udoskonalić technikę.
Zasada pojedynku była zaskakująco prosta. Wygrywa ten kto zerwie drugiemu z
karku tani, kolorowy sznurek, wypatrzony na jednym ze straganów. I no cóż, od
półgodziny trwała zażarta walka o kawałek rzemyka i nikt nie zamierzał
odpuścić.
Wyczuwając
dłuższy bezruch Shisuiego, bezczelnie pojawiła się naprzeciwko niemal na niego
napierając. Z chytrym uśmieszkiem skoczyła wieszając mu się na szyi i
przewróciła na trawę. Nie czuła się winna, ponieważ on też stosował różne
fortele. Szok malujący się w oczach chłopaka był tego warty.
— Wygrałam —
zacmokała z satysfakcją, machając mu tuż przed nosem zdobyczą.
— Szczęście
nowicjusza.
— Skoro tak
twierdzisz — zakpiła, podnosząc się i obwiązując zdobycz wokół nadgarstka.
Pogwizdując cicho z zadowolenia, wyciągnęła przed siebie rękę oglądając
nietypową ozdobę. Cóż, prezentowała się całkiem nieźle, więc może zatrzyma ją
na pamiątkę?
— Itachi?!
Izumi?!
Aż podskoczyła
na krzyk Shisuiego, zaraz czując pod skórą czającą się panikę. Nie wiedziała
dlaczego, ale dowiadując się o obecności Itachiego w pierwszym odruchu chciała
uciec. Zwyczajnie rzucić się w las. Z ociąganiem odwróciła się w stronę cichych
obserwatorów, zaciskając usta. Patrząc w ciemne oczy Itachiego, czuła się źle,
nieswojo. Dziwne poczucie winy niemal odebrało jej oddech, a serce zdwoiło
rytm. Przycisnęła dłoń do piersi, nie rozumiejąc skąd ta nerwowość. Jakby go w
jakiś sposób zdradziła, co było niedorzeczne! Przecież nic złego nie zrobiła,
to raz. A dwa, cholera, nie jego sprawa z kim trenuje czy się spotyka.
— Co tak
stoicie? — Teleporter przywołał ich gestem, uśmiechając się zachęcająco. —
Zapraszamy.
— Tak, tak,
zapraszamy — mruknęła cicho Liv, osłaniając oczy od rażącego słońca. Nie
spodziewała się tego spotkania. Zresztą, nie spodziewała się natknąć na żadnego
z Uchiha. Prawda wyglądała tak, że zwyczajnie obserwowała sługusów Danzo i
wtedy wpadła na Teleportera. I tak, od słowa do słowa wylądowali tu, na leśnej
polanie, ćwicząc.
— Nie chcemy
przeszkadzać. — Izumi mimowolnie zerknęła na milczącego Itachiego. Zaskoczył ją
ten brak powitania wobec Liv, ale z drugiej strony i ucieszył. Bo patrzenie jak
okazują sobie ewentualną bliskość byłoby ciężkie do zniesienia.
— Och, przecież
w grupie weselej — zapewnił gorąco Shisui, przeczesując palcami rozwichrzone
włosy. Zaraz zaśmiał się głośno, mrużąc powieki i kiwając na Itachiego. — I
wiem, że on tylko czeka aby mi dogadać na temat porażki.
— Co tu
komentować — prychnął sam zainteresowany, stając u boku skonsternowanej Liv. —
Porwałeś się z motyką na słońce.
— Taa…? —
Teleporter zmarszczył nos, jednak po chwili znowu się uśmiechnął. Poklepując
przyjaciela po ramieniu, stwierdził. — No cóż, ty byś nie miał nawet co
startować.
— Nie
wiedziałam, że jesteś kunoichi — odezwała się Izumi, wchodząc w słowo
szykującemu się do riposty Itachiemu. — Myślałam, że jesteś architektem albo
geologiem…
— Nie, nie… —
Liv zerknęła kontrolnie na dziewczynę, szybko domyślając się skąd te wnioski. —
Wtedy na pustyni potrzebowali pomocy przy wyszukiwaniu źródła, albo raczej żyły
wodnej.
— Jesteś w
stanie znaleźć wodę? — Izumi aż otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. — To
imponujące.
— No nie wiem,
ja tego tak nie widzę… Dzięki mnie tylko wiedzą gdzie kopać. Najgorsza robota
pozostaje reszcie. — Liv podrapała się po policzku, usiłując ostudzić podziw kunoichi.
— W zasadzie przez moją ingerencje mają jeszcze więcej pracy. Wybijająca woda
podmywa teren, ludzie i sprzęt grzęzną w błocie. No, w tym konkretnym wypadku w
piachu…
— Ale i tak,
dzięki temu przynajmniej wiedzą, gdzie dokonywać odwiertów.
— Heh…
musiałabyś to zobaczyć żeby zrozumieć.
— To nam pokaż —
zaproponował Shisui zaintrygowany, czy rzeczywiście Liv potrafi to zrobić.
Wiedział, że historia z pustynią to kit, ale ciekawy był jak wybrnie z trudnej
sytuacji.
— Nie bądź
niepoważny — wtrącił się Itachi, niebyt zachwycony pomysłem Teleportera. Nie
miał pojęcia dlaczego kuzyn z taką lubością testował ludzi. Tym bardziej, że
Liv grała po ich stronie, a teraz przyjaciel z radosnym uśmiechem pakował ją na
przysłowiową minę. — Nie chcemy tworzyć tu bagna.
— Spokojnie,
znajdziemy jakieś miejsce, gdzie przydałaby się jakaś rzeczka, czy oczko wodne.
— Może tamten
las w okolicach Tanzaku? — Izumi zerknęła nieśmiało na Itachiego, szukając
aprobaty. Jednak to Shisui postanowił jej odpowiedzieć.
— Hm… brzmi
najrozsądniej.
Liv na razie w
milczeniu przysłuchiwała się tej wymianie zdań, dumając po co to wszystko. Skąd
to zainteresowanie. Technika nie należała do widowiskowych. Ba, w zasadzie
trąciła nudą.
— Ranga
techniki?
— Mój wynalazek,
więc chyba S — mruknęła, wzdychając cicho. Okej, nie zaszkodzi pokazać tego
tworu większej publice. Z fartem, że w tworzonej historyjce nie zdała się na
zbytnią fantazję. Wtedy dopiero byłby kłopot. — W porządku, niech będzie martwy
las.
Dotarcie im na
miejsce nie zabrało wiele czasu, ani wysiłku. Skorzystali z justu
czasoprzestrzennego i już po chwili stali na jałowej, wysuszonej ziemi. Ich
oczom ukazywał się smutny widok marniejących drzew, poskręcanych niczym
kończyny starca męczonego bolesnym reumatyzmem. Korzenie wystawały nad glinianą
spękaną glebę jakby tylko czekając aby pochwycić nieostrożnego piechura. Szary,
depresyjny krajobraz wprawiał obserwatora w stan niepokoju skutecznie
zniechęcając do pozostania tu dłużej niż konieczne.
— Odsuńcie się —
poleciła Liv dotykając pnia i marszcząc brwi. Nie wiedziała czy słusznie robią
zakłócając ten ekosystem. W końcu te tereny od lat trwały w niezmienionym
kształcie, a teraz ona miała to zmienić. Oczywiście o ile płynęła tu jakaś żyła
wodna. Mamrotając pod nosem ciche przekleństwo, przykucnęła przytykając otwartą
dłoń do podłoża i zamykając powieki. Były to czasochłonne i żmudne
poszukiwania. Niczym igły w stogu siana. Ale Liv nie działa na ślepo.
Pochodzenie z klanu założycieli, potężnego rodu Senju wiele ułatwiało.
Przyswajanie technik, tworzenie i doskonalenie ich było żywiołem każdego ninja
w którego żyłach płynęła krew Hashiramy.
— Mam —
wymruczała, bardziej do siebie niż do przyglądających się towarzyszy, mocniej
zaciskając usta. Flagowym żywiołem Liv zawsze była woda i instynktownie ją wyczuwała. Wiadomo przy
potężniejszych technikach warto mieć pod ręką jakiś większy zbiornik, aby nie
marnować czakry na tworzenie jej od zera. I ta sytuacja aż tak bardzo się nie
różniła. Co prawda kosztowała więcej wysiłku, bo tu tylko pozostawało
wyciągnięcie wody na powierzchnie. Przyciągniecie do siebie jak magnes, wprost
z wnętrza ziemi.
~oOo~
Itachi z ukrycia
przyglądał się ojcu czytającemu wezwanie od Hokage. Nareszcie nadszedł ten
dzień, kiedy wszystko się wyjaśni. Gdy Uchiha okaże swoją prawdziwą wartość
oraz lojalność wobec Konohy. Opierając się o pień, bacznie obserwował mimikę
Fugaku, usiłując odgadnąć myśli. Czy jest zaskoczony propozycją spotkania czy
raczej spodziewał się takiego obrotu sprawy? Mężczyzna siedział sztywno
wyprostowany na ławce przed rezydencją, i ku frustracji syna, nawet jedno
drgnięcie mięśnia nie zdradziło co sądzi o liście Trzeciego. Spokojnym ruchem
zamknął zwój kładąc go na kolana i patrzył jak Sasuke czyści oraz poleruje
kunai po treningu w akademii.
Itachi
zastanawiał się czy przed wizytą u Hokage, ojciec wspomni o niej reszcie
członków klanu. Czy może zaczeka, aby później poinformować o konkretach,
mianowicie czego dokładnie chciał stary Sarutobi.
Chłopak
westchnął cicho, kiedy Fugaku wreszcie się podniósł i chowając list za pazuchę
uniformu wszedł do domu. Cóż, i to by było na tyle jeżeli chodzi o śledzenie
poczynań rodziciela.
~oOo~
Izumi po raz
kolejny wertowała kartoteki ninja, szukając informacji o dziewczynie Itachiego.
Owszem, wiedziała, że to głupie i małostkowe, ale nie dawało jej to spokoju. Niczym
irytująca zadra w palcu. Zaciskając mocno usta odłożyła gruby segregator,
podpierając się na łokciu i smętnie zagapiła w okno. Zdawała sobie sprawę, że
przebywa w archiwum jedynie dzięki uprzejmości pani Shiwa. To dobra znajoma jej
matki i proste tłumaczenie o pisaniu eseju dla młodych geninów z Akademii
wystarczało. Jednak, fakt faktem, każdy kto tu grzebał potrzebował przepustki
administracyjnej, a i tak za wiele by się nie dowiedział. Sporo kartotek ninja
było umieszczonych w głównym budynku gdzie urzędował Hokage. Tam skatalogowano
wyższych stopniem shinobi oraz tych utajnionych. O ile ich dokumenty w ogóle
istniały w formie papierowej.
— Kochanie,
skończyłaś? — Opiekunka tego przybytku wetknęła głowę między regały,
uśmiechając się życzliwie do skonsternowanej niepowodzeniem dziewczyny.
— Tak, tak… już
wychodzę. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
— Nie ma o czym
mówić, drogie dziecko. — Kobieta poklepała Izumi po ramieniu, mimowolnie
zerkając na dział w jakim się znajdowały. — Cieszy mnie, że młodzi interesują
się Wioską i mieszkańcami.
— Tak,
różnorodność ninja Liścia jest fascynująca — odparła Uchiha ogólnikowo,
odgarniając za ucho włosy. — Mama kazała przypomnieć pani o sobotniej herbacie.
— Och, ja nigdy
nie zapominam o wizycie na ploteczki — roześmiała się cicho, machając gościowi
na pożegnanie.
Izumi westchnęła
ciężko wlepiając wzrok w zamknięte drzwi, a następnie poczłapała ciężko w
kierunku centrum. Naprawdę, chyba dostawała obsesji na punkcie Liv. I nie
wiedziała czy to z powodu zazdrości o Itachiego czy po prostu coś jej nie
pasowało w niej. Wciąż w pamięci miała widok tego co zrobiła przy nich w
martwym lesie. I może nie wyglądało to spektakularnie w końcowej fazie, to niedowierzanie
na twarzy kuzynów Uchiha robiło swoje. Shisui nie krył się z reakcją. Jego oczy
wielkie jak spodki mówiły wszystko, że nie spodziewał się powodzenia zadania. Zresztą,
pewnie ona też wyglądała na zaskoczoną. Każdy by był jakby wyczuł takie morze
czakry, które aż wywoływało ciarki na skórze. Jednak to nie Teleporter
pochłonął uwagę Izumi. Paradoksalnie chłodna reakcja Itachiego wzbudziła w niej
ogromną niechęć do dziewczyny. Bo owszem, nie wiwatował jak Shisui gdy woda
wytrysnęła jak gejzer, ale w ciemnych oczach pojawił błysk zainteresowania
wymieszany z jasno dostrzegalnym szacunkiem.
Izumi nie
należała do osób mściwych, ale… Czuła, że jeszcze trochę, a zacznie nienawidzić
Liv. Za to jak łatwo przyciągała uwagę Itachiego oraz za jego drobne gesty wobec
niej. To jak na nią patrzył.
Notka!!! W końcu!!!
OdpowiedzUsuńYuzuki
Ok, jestem obrażona że tak długo kazałaś nam czekać, ale w sumie wiem iż dolega Ci to, co wszystkim - życie. Niestety, zastoje to przypadłość wszystkich blogów z tematyki Naruto, jakie przetrwały. Cieszę się, że próbujesz coś pisać, chociaż najbardziej czekałam na notkę innej historii. Tą też lubię, ale postacie Szansy są takie dorosłe, prawdziwe, poważne, co chyba nie do końca pasuje do mangi/anime dla nastolatków. Z drugiej strony pokolenie, które wychowało się na Naruto jest już dorosłe, więc pewnie to naturalne, że próbujesz dopasować postaci do dzisiejszych standardów.
OdpowiedzUsuńStrasznie krótka to Twoja notka. Cieszę się, że występuje w niej moje ulubione trio - Łasic, Teleporter i Liv, chociaż jestem ciekawa czy tu też ma taki sam rodowód. Fajnie, że umieściłaś tu Izumi, która może być tą "narzeczoną" Itachi 'ego, co wspomniał Tobi w Shippudenie. Niestety, w oryginalnej mandze nie dowiedzieliśmy się o niej za dużo. Jej zazdrość o Liv jest na swój sposób urocza. Chyba ona pierwsza zorientowała się, że miedzy nimi coś się dzieje. Ciekawa jestem, kiedy sami zainteresowani się zorientują. Trochę przykro, że Itachi nie ma cierpliwości do swojej chyba jedynej przyjaciółki, ale z drugiej strony to dobrze. Biedaczek cierpi na weltschmerz, torturuje się pytaniami egzystencjalnymi, a jego sparingpartnerka nie zajarzyła o co mu chodzi. Ale nie można też zapomnieć, że Itaś jest w końcu geniuszem i jego główkę zaprzątają sprawy, które nie dotyczą zwykłych śmiertelników.
Mam nadzieję, że zaplanowałaś lepszy los dla Itasia i całego klanu Uchiha niż sam autor. Bo rozumiem, że to musiało się stać dla dobra fabuły, ale przez to nasz geniusz nie zaznał zbyt wiele szczęścia w życiu, co mnie martwi, bo dla jednej z moich ulubionych postaci chciałabym czegoś lepszego. Rodzina wachlarzy ma swoje za uszami, ale w sumie starszyzna Konohy też święta nie jest. Swoją drogą mogłabyś poruszyć kwestię końca życia Hashiramy, ponieważ w mandze i anime niewiele o tym mówią. Ok, był genialny, stworzy Mokuton i zrobił unię z Uchihami, co zaowocowało Wioską Liścia, ożenił się z Mikoto, nie dali mi rady ani Kakuzu ani Madara, miał dwoje wnucząt i nic więcej. Dlaczego nie wiemy jak zginął? Nawet jeśli była to zwykła śmierć ze starości to powinni o tym wspomnieć, chociaż to mało prawdopodobne, bo gdy Drugi Hokage dostał stołek był młody, więc jego brat nie mógł za dużo pożyć. Poza tym co z jego dziećmi? Tsunade i Nawaki nie mogli wyłonić się z jeziora czy coś, nawet licząc się z dziągotami Księżniczki do ślimaków... Poza tym Mito żyła jeszcze w czasach Trzeciego i co prawda była bardzo stara, gdy przekazała swoje brzemię Kushinie, ale przecież kadencja Sarutobiego była jedną z najdłuższych ze wszystkich kage, ewentualnie poza Onukim. Mogłabyś też dodać fakty z życia innych Hokage, bo nie wiemy czy Tobirama w ogóle założył jakąś rodzinę, bo on też przecież zginął młodo, poświęcając się. Trzeci miał żonę, po której jakoś bardzo nie rozpaczał i Asumę, ale skąd się wziął Konohamaru? Przecież on też musiał mieć jakiś rodziców, a nic o tym nie wiadomo. Narodzin swojego drugiego wnuka Trzeci nie dożył, ale przecież klan Sarutobi to nie mogli być tylko oni, prawda?
Chciałabym też dowiedzieć się więcej o Uchihach, bo przecież aż tak źli nie mogli być. Obrażę się, jeśli Itachi będzie zmuszony do takich wyborów jak w oryginale. Co prawda rodzice mu wybaczyli,ale ja nadal jestem ciekawa jak wyglądała i kim była ta jego narzeczona i czemu jest o niej tylko jedna wzmianka. Czytałam gdzieś teorię, że Mikoto była wtedy w trzeciej ciąży i podobno z dziewczynką, ale nie wiem czy ma to jakieś odniesienie do rzeczywistości. Gdyby Fugaku wiedział, że jego żona jest brzemienna raczej nie podjałby takich decyzji. Nikt normalny nie każe ciężarnej walczyć, nie ważne jak silnej. Poza tym co z rodziną Shisui 'ego? Wszyscy Uchiha są ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni, ale skoro podkreślono, że był on kuzynem, to któreś z rodziców Itachi 'ego musiało mieć rodzeństwo, a nic o tym nie wiemy. Tak samo jak o ich dziadkach. Czytałam gdzieś że Mikoto podobno nie pochodziła z klanu Uchiha i nie miała Sharingana, ale chyba gdyby tak było to nie mogłaby zostać żoną głowy rody, nie? A jeśli były jakieś inne argumenty siłowo za tym związkiem to jakie? I dlaczego nic o nich nie wspomniano?
UsuńCiekawym faktem jest też to, że Shisui miał skądś Mangekyo. Dlaczego nikt nie pokusił się o wyjaśnienie skąd? Jakoś nie wierzę, że zamordowałby ukochaną osobę, więc raczej był świadkiem jej śmierci. Więc może rodzice? Ale w takim razie musiałby widzieć ich śmierć. Ale w oryginale nic nie wspominają o jakimś wypadku dotyczącym Uchihów. Mogliby zginąć podczas ataku Kuramy, ale przecież wachlarze nie walczyły wtedy, bo nie było głowy rodu i jego małżonki w wiosce i nikt nie nakazał im walki. Poza tym jakoś nie widzę, żeby chciało im się walczyć o wioskę, za którą nie przepadali. Czytałam kiedyś bloga o tym, że Shisui był młodszym bratem Obito i to jego śmierć wywołała zmianę, ale nie jestem do końca przekonana czy ta teoria trzyma się kupy.
Możesz też wspomnieć w Szansie o Policji Uchiha, bo w oryginale niewiele o tym wspominali, a tu bardzo by pasowało. Zwłąszcza, że Sasuś marzył o dołączeniu do nich, a biedny nigdy tego nie doświadczył.
No i moim zdaniem Itachi byłby świetną głową rodu. Sasuke nie pasuje mi do tego, poza tym w jego czasach nie ma już klanu, oprócz jego żony i córki. Swoją drogą to dziwne, że ma tylko jedno dziecko, skoro tak mu zależało na odrodzeniu klanu. Jak tak dalej pójdzie to Uchihów niedługo nie będzie. Przecież Sarada przejmie nazwisko męża. Chyba że Sasuś wykorzystuje swoje liczne podróże do zostawiania swoich potomków w różnych miejscach. Chociaż raczej przekazanie innym krajom jego Kekkei Genkai wiązałoby się z zdradą. I tak mi nie pasuje do szczęśliwego życia rodzinnego. W ogóle nie ma romantycznych scen z Sakurą. Powinni zrobić odcinki o tym jak powstał ich związek. A Itaś ma rękę do dzieci i jest cierpliwy. I powinien mieć swoją drużynę geninów, nieważne że ma swój własny oddział ANBU. On tak bardzo pasuje na czyjegoś mentora. Chociaż jego metody wykorzystywania potencjału uczniów mogłby być groźne, wystarczy spojrzeć jak motywował Sasuke. No i koniecznie musi mieć dzieci. Całą gromadkę. Żeby zapewnić rodzinie dobrą przyszłość, no i przekazać swój geniusz dalej. W końcu Sasuś nie dorasta mu do pięt.
Domyślam się, że masz teraz w życiu duuuużo obowiązków i pewnie czasem nie chce Ci się pisać, ale my, Twoi fani, koniecznie potrzebujemy zastrzyków endorfin w postaci Twoich notek. Chcę wiedzieć jak potoczy się związek Itasia i Liv, kogo ona wybierze, co z demonami, bo o nich też nie za wiele wiadomo, co z Kazamą, z nieposłusznym chowańcem, zamordowanym ojcem, tajemniczym zniknięciem matki, dziwną bronią, tajemniczym złodziejaszkiem, paktem z bogami, zaginionym Samem, porzuconymi drużynami, sporem z Ksieżniczką, z największą fanką Itasia, co z uciążliwą jedyną i najlepszą przyjaciółką Liv i jej nowym związkiem, co z karierą młodych zdolnych, z opętanym księdzem, z podłymi rabusiomafiozami, wybuchami w jaskini, uciążliwą księżniczką kraju lawy czy czegoś tam i jej nową macochą, co z męczacą fanką króla demonów itd itp i długo by jeszcze wymieniać.
UsuńAle chcę też wiedzieć co słychać u Itasia i Liv w liceum, czy on nauczył ją innego rodzaju rozmowy, co z knowaniami Shisui 'ego, co z gorącymi źródłami Sasusia i imprą u Naruciaka, reklamą Uchiha company, z psem i chorobą Liv, konkursem, wywiadami i zdjęciami, ze złośliwym nauczycielem-pedofilem, rywalizacją kuzynów, złośliwymi fankami, z psiapsiółami które chcą wyznać Itasiowi uczucia w węzłach komunikacyjnych, z ich związkiem, kłótniami, utopionym telefonem, bólami, treningami... I może zatrzymajmy tu już moją wyliczankę, bo niestety muszę wracać do pracy, chociaż kompletnie mi się nie chce, nie mam weny i nie mogę się skupić...
Życzę kosmicznej weny i żebyś jak najszybciej opublikowała coś, najlepiej długiego, pozdrawiam,
Yuzuki
Wybacz taki długi i pocięty komentarz, ale blogspot się zbuntował i nie chciał go inaczej opublikować.
OdpowiedzUsuńYuzuki
Hej, hello i w ogóle.
UsuńNa wstępie przepraszam, że tak późno odpisuje na komentarze. Wiedz, że Twój długaśny esej wprawił mnie w prawdziwą euforię. Tak, dumna jestem, że wreszcie zebrałaś się w sobie i napisałaś od deski do deski co myślisz i czego oczekujesz czytając to opowiadanie. Co prawda nie wiem czy wizja prowadzenia historii pozwoli poruszyć wszystkie nurtujące Cię pytania, ale cieszy, że je w ogóle zadajesz.
Zdaję sobie sprawę, że Szansa jest cięższa w odbiorze. Bohaterowie nie mają tej młodzieńczej werwy, ale ciężko taką jeśli uświadomimy sobie umiejscowienie w ogólnej historii uniwersum Naruto. Wtedy nie był to lekki czas. Widmo wojny zarówno ogólnej jak i wewnętrznej wciąż się tliło. Ciągłe intrygi innych Wielkich Wiosek stawiały pod wielkim znakiem zapytania bezpieczeństwo wszystkich obywateli Konohy. Wydaje mi się, że nie może być zbyt lekko. Owszem, żeycie toczy się dalej, ale nie dla shinobi czy kunoichi. Oni przez swoje skrzywienie zawodowe będą ostrożniejsi czy mniej spontaniczni.
I z Twojego komentarza dowiedziałam się wiele ciekawostek, które do mnie nie dotarły. Chociaż ja obstawiałabym, że to tylko plotki. Ciąża Mikoto? Nieee. Raczej nie.
Co do polemiki o policji Uchiha, potomstwa Sasuke. Cóż, policja przemyka w tle. Przynajmniej wydaje mi się, że gdzies tam o niej wspominałam, a przynajmniej taki był zamiar.
Ooo zgadzam się co do ilości berbeci z Saskeja. Chłop rzeczywiście się nie postarał z Sakurą i nie wiem czy to z własnej nieomcy, czy może zupełny brak popędu do małżonki. Zresztą jej seksapil leży, w moim odczuciu.
Mentor Itachi... Oooo rzeczywiście ciekawa wizja. Trener wyznający zasadę "co cię nie zabije to cię wzmocni" z pewnością trafiłby do serc podopiecznych xD. No i ich rodziców XDDDDD.
Jeszcze raz dzięki za ten wyczerpujący komentarz. Twoje słowa na prawdę wiele dla mnie znaczą. Dzięki za motywację i wsparcie. Postaram się dać z siebie wszystko i jeszcze więcej, aby blog nie umarł. Buziaki <3
Dita i gdzie ta nasza obiecana notka? Cieszę się że się że mną zgadzasz. Sasuś ewidentnie zawalił sprawę. Połowę życia marzył o odbudowaniu rodziny i co z tego wyszło? Nie wiem jak to wygląda w Japonii ale przecież to raczej żona przyjmuje nazwisko po mężu. Chociaż może inaczej się dogadają albo coś... w końcu Uchiha mają te swoje imponujące czerwone patrzałki, które chyba nadal są obiektem pożądania wielu shinobi. No i w ogóle nie wyobrażam sobie jego związku z Sakurą. Przecież on ją wybrał, bo jako jedyna czekała na niego tak długo. Mógł wybrać lepiej, jak dla mnie różowa ma nie za wiele do zaoferowania przyszłym pokoleniom Uchihów. Żadnego fajnego doujutsu ani kekkei genkai. Niby ma te medyczne techniki od Tsunade, ale Shizune też je opanowała i nikt z tego powodu nie pieje z zachwytu. Poza tym sama Ino jest podobno dobrym językiem, więc to chyba nic niezwykłego skoro nie jest jedyna. Poza tym żądam wytłumaczenia dlaczego Sarada urodziła się w siedzibie Orochimaru, a jej narodziny odebrała Karin (mam nadzieję że ten paskudny gad w tym nie uczestniczył...). Poza tym Sasuke opuścił rodzinę jak Sarada była malutka, pewnie 2-3 latka, bo nawet nie pamiętała jego twarzy. A jak kocha tą swoją żonę to czemu jej nie odwiedza? Powinien nauczyć dziecko o ich rodzinie, pomóc opanować Sharingan. No i dla mnie argument że on je zostawił, żeby nie narażać wioski na ataki też jest mocno naciągany. Jakby pojawił się ktoś taki to przecież on albo Naruto by co pokonali. Może rozwaliliby przy tym jakieś budynki, ale przecież teraz oni ciągle coś budują w Komorze. No i strategia Sasusia nie podziałała na te kosmiczne ufoludki, które i tak przybyły, a są groźniejsi od ich księżniczki. Poza tym myślę że największym problemem Boruto jest to że ludzie wychowani na Naruto są już dorośli i sporo słabsza podróbka w postaci historii jego syna już u nich nie przejdzie, a młodsze pokolenia są zainteresowane już czymś innym.
UsuńNo, mam nadzieję że znajdziesz sposób na dodanie sobie weny, pokochasz zastój i napiszesz coś dla nas.
Pozdrawiam i życzę weny,
Yuzuki
Wiesz, że ostatni rozdział Puchatej napisałaś na początku tego roku? A tu ponad połowa już minęła, a kontynuacji jak nie było tak nie ma.
OdpowiedzUsuńNikt nie jest maszyną. Jak nie ma weny to nie ma wpisu, niestety tak to się odbywa w tym świecie. Pozdrawiam
UsuńHa, jestem i ja, wielki powrót z barykady wojennej wznieisonej na własnym łóżku. Niestety, choroby mają irytującą zdolność przenikania przez materialne bariery... >.<
OdpowiedzUsuńZacznijmy od odniesienia się do przedmowy: radziłabym, żebyś się nie zniechęcała przez brak weny. Jak wszyscy wiemy, bywa ona kapryśna. Czasami stukasz w klawiaturę całymi nocami, czasami wpatrujesz się w pustą stronę miesiacami. I to okej. Koniec końców pisanie to zajęcia artystyczne, które ciężko wymusić - dlatego masz rację, czasami warto poczekać, ale dostać satysfakcjonującą pracę niżby zlepek słów bez składu i ładu. Ogólnie mam wrażenie, że polska sfera blogowa upada, co mnie nie cieszy, dlatego gorąco namawiam cię, żebyś zastanowiła się pierdyliard razy zanim zdecydujesz się odejść. Takich blogów, jak twój (czyt. dobrych, bardzo dobrych, cudownych, świetnych!) jest mało lub prawie wcale, dlatego utrata takiej perełki zawsze boli. Niewiele osób pisze wciąż w tematyce Naruto, a w dodatku tak umiejętnie jak ty i niewiele osób wytrwało przez tak długi czas - nie uważasz, że szkoda byłoby osierocić te wszystkie niedokończone serie i porzucić pomysły, które nigdy nie ujrzały światła dziennego? Tym bardziej, że masz czytelników (no mnie to ty tu zawsze znajdziesz ♥). W większości przypadków, kiedy piszę z ludźmi, którzy zamknęli "swoją działalność" ci po jakimś czasie trochę żałują, bo ich wyobraźnia odżywa, chcieliby się podzielić swoimi pomysłami, ale nie ma już z kim, nie ma jak. A to szkoda. Nie będę się tu jakoś wymądrzać, bo sama jakiś czas temu zamknęłam własnego bloga, którego prowadziłam od... jakiś 5-6 lat, ale u mnie powodem tego był brak czytelników. Pomysły są, nawet napisane i gotowe do publikowania, ale złudna nadzieja na to, że "tym razem to wypali!" była wyniszczająca. Pisanie w eter nie jest przyjemne, a ty nie jesteś sama. Zawsze znajdą się tu jacyś czytelnicy, którzy ucieszą się na widok nowego rozdziału nawet po długiej przerwie - pamiętaj o tym ♥ Nie śmiem ci rozkazywać czy czegoś doradzać, ale zwyczajnie grzecznie i bardzo uprzejmnie proszę, nie osieracaj mnie, nie ty, kochana T_T
Nienawidze wattpada, ale muszę przyznać, że właśnie dzięki niemu udało mi się znaleźć kilka naprawdę fajnych, ciekawych osób z jeszcze ciekawszymi opowiadaniami. Jedna dziewczyna dodała wpis przed tobą, przeczytałam go, zachwyciłam się, jak zwykle dałam upust swojemu słowotokowi i nawet pomyślałam, że, cholera, chyba przebiła Ditę... a potem wróciłam do ciebie (z opóźnieniem, bo nie sprawdzam już bloggera tak często, skoro nie piszę bloga - niemniej, dla ciebie wszystko! ♥) i miałam wielką ochotę strzelić się w łeb. Tyś mym mistrzem :D W tym drugim opowiadaniu też jest postać żeńska i o dziwo jest całkiem znośna, nawet widzę między nią a soba jakieś podobieństwa, zaczęłam myśleć Liv może nie jest znowu aż taka niezastąpiona... a potem wzywałam się od idiotek xD Nope, I was very wrong xp Nikt nie dorasta do pięt Liv, tak samo jak i twojemu Itachiemu oraz radosnemu Shishiemu - ty po prostu kreujesz ich genialnie i po mistrzowsku ♥ Gdybyś odeszła, co lub kto zapełniłby tę dziurę w moim uschłym serduszku? ;_;
A teraz co do rozdziału: po takiej przerwie oczywiście pytałam sama siebie "WTF?", ale szybko wspomnienia wróciły. A znim Madara! Mój Madara! Taki kochany, urocz, miły i kulturalny! Prawdziwy gentleman! Brakowało mi go i jego niezmierzonej potęgi! O tak, Madara to inny poziom ♥ Aż przypomniała mi się taka piosenka, której słuchali chłopcy w mojej klasie w gimnazjum (lata temu, w epoce dinozaurów xp) "Synku, jestem w budynku, na innym levelu" - Madara mógłby powiedzieć to samo, gdyby to jeszcze nie gryzło się z jego lookiem i nie brzmiało tak lamersko xDD
UsuńMadara nie bierze (póki co!) czynnego udziału w rozgrywce, ale pilnie obserwuje i trzyma rękę na pulsie, w każdej chwili gotowy rozpętać prawdziwe piekło! And that's what I'm after! ♥ Gdzie jest lista, na którą mogą zapisać się chętni na stanowisko ucznia Madary? Będę w czołówce, o ile nie pierwsza, obiecuję! xp
Itachi i jego wyczucie czasu... ciekawe czy potrafiłby też za każdym razem wyciągnąć tak ciasto z piekarnika, żeby nie oklapło albo jajka z gotującej się wody, żeby żółtko było odpowiedniej konsystencji... Taki skill jest przydatny w życiu xD
Liv i Itachi powolutku mają się coraz bardziej ku sobie - i dobrze, bardzo dobrze ♥ Widzieć rozkwitający romans w niespokojnych czasach niemalże przedwojennych to miła odmiana :D
Niemniej, tym razem w pamięci najbardziej po przeczytaniu tego rozdziału pozostał mi Shisui. Nie wiem, jak ty to robisz, ale teleporter tak ładnie kontrastuje ze stratycznym Łasicem, że wydaje się chodzącym kłębkiem szczęścia, który jest tak pogodny i uroczy, że aż chce się go wytulić ♥
Rozmowy Itachiego z Liv jak zwykle - on poit :D
Ciekawa jestem, jak skończyłoby się spotkanie przedstawicieli Uchiha z Hokage - mam nadzieję, że w twojej wersji obejdzie się bez masakry tego zacnego klanu D: Coś czuję jednak, że Madara mimo wszystko i tak planuje wprosić się z butami na dopiero co umutą podłogę i będą walki - czyżby zdolność Liv polegajaca na wyczuwaniu wody mogła odegrać tu jakąś bardziej znaczącą rolę? O.O
Izumi, mam do ciebie jedną prośbę: weź spadaj na drzewo, co? Ni masz szans z Liv, dziewucho. Poza tym, jesteś zwykłym, irytującym kołkiem, więc nic tylko zawadzasz. Możesz iść zawadzać gdzie indziej, żeby romans między Liv i Itachim mógł w spokoju kwitnąć w najlepsze?
Jak zwykle, przesyłam uściski, masę weny, czasu i chęci do pisania wraz z najgorętszym życzeniem zobaczenia jeszcze czegoś nowego od ciebie ♥
~Kita-pon
No witaj moja ulubiona i najgłośniejsza psychofanko Madary XD. Widziałaś? Było go trochę w tym rozdziale... Tak, wiem, że Twoim zdaniem stanowczo za mało, ale no... Ten pan jak się go wpuści za bardzo do opowiadania to wtedy wyrzyna bohaterów w pień, tak więc sama rozumiesz, że nie wolno go spuszczać ze smyczy i z oka :"D.
UsuńI przeraziłaś mnie, że miałaś kandydatkę na moje miejsce... MOJE miejsce w Twoim sercu. Toż to zdrada! No prawie, bo na szczęście na czas się opamiętałaś, ale wiedz, że już Cię obserwuję i Twoją niestałą miłość <3. Wierzę, że więcej tego grzechu nie popełnisz, bo Ci Madarę zniszczę :x. Jeszcze nie wiem jak, ale znajdę sposób jesli mnie opuścisz, o.
I zniszczyłaś mnie wizją Madary rapera. Bosheee... oddaj mój mózg ;_;. To byłoby tak złe... że aż oburzające XD.
Zaciekawiły mnie te skille... Czyżbyś coś zbroiła moja Kochana? <3
Huehuehuehue... Chodzący kłębek szczęścia - nowy przydomek Teleportera XD. Ładnie, tak... ciepło <3. Ale teraz trzeba się pochylić nad Łasicem. Kim on by w tym zestawieniu był? Myślę że taką kostuchą z sumieniem. Niby wie, że najlepszym rozwiązaniem jest śmierć, ale no... Szuka alternatywy przed wyrokiem. Ale i tak przydomek Shisuiego jest fajniejszy <3.
Podba mi się Twój szósty zmysł co do prowadzenia tego opowiadania, mój wenon go lubi <3.
Dzięki za słowa wspacia, wenę i to, że Jesteś. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie wszystko znaczy. Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam. Ahh... i kuruj się. Co to za chorowanie w taką pogodę. Nawet ja nie pociągam nosem. Raz, raz szoruj po herbatkę z prądem i miodem i sio wszystkie przeziębienia. Buziaki <3
Czekam na ciąg dalszy „odcieni szarości” - świetne opowiadanie. Wiem, ze mało czasu, ale nie zostawiaj nas - swoich czytelniczek - bez dalszych rozdziałów. Bardzo to smutne i przygnębiające. Czekam na ciąg dalszy , wierzę, że go napiszesz. Opowiadanie bardzo dobre i stad ten żal, że tak stoi i czeka ;)
OdpowiedzUsuńCzytelniczka